W zatęchłej, obskurnej karczmie

W zatęchłej, obskurnej karczmieŚwieca zgasła, ale w ciemności wciąż dało się dostrzec zarysy – matowe odbicia wilgotnej skóry, zęby błyskające przy każdym charkocie, zgrzyt pazurów o kamień.

Największy z nich wciąż trzymał ją za włosy, ciągnąc głowę do tyłu tak mocno, że czuła, jak skóra na karku napina się do granic. Drugą łapą złapał ją za udo – palce wbiły się w mięso tuż nad kolanem, zostawiając już sine półksiężyce. Rozchylił jej nogi jednym brutalnym ruchem, jakby nie były częścią żywego ciała, tylko rzeczą do rozłożenia.Nie walczyła już mięśniami – one odmówiły posłuszeństwa – ale całe jej wnętrze krzyczało. Serce waliło tak mocno, że czuła je w gardle, w uszach, w opuszkach palców.

Wtedy wcisnął się w nią.
Nie powoli. Nie ostrożnie.
Jednym, suchym, rozdzierającym pchnięciem, które wyrwało z niej zduszony, zwierzęcy dźwięk – coś pomiędzy krzykiem a kaszlem. Ciało zareagowało odruchowo, zaciskając się w panice, co tylko spotęgowało ból. Czuła każdy centymetr – zbyt gruby, zbyt szorstki, zbyt gorący – jakby rozrywał ją od środka tępym nożem. Skóra na udach piekła tam, gdzie pazury wbijały się coraz głębiej, trzymając ją nieruchomo.

Zaczął się ruszać.
Krótkie, gwałtowne pchnięcia, które wstrząsały całym jej ciałem, wpychały biodra w zimną posadzkę. Każdy ruch towarzyszył mokremu, obscenicznie głośnemu plaśnięciu – jej własne ciało zdradzało ją, wydając te dźwięki mimo woli. Oddychała płytko, urywanie, jakby płuca nie chciały przyjąć powietrza zmieszanego z jego smrodem.Inni podchodzili bliżej.
Jeden z nich złapał jej nadgarstek i przycisnął do podłogi – pazury przebiły skórę, ciepła krew spłynęła po przedramieniu. Drugi pochylił się nad jej piersią, zęby musnęły sutek, potem zacisnęły się – nie mocno, ale wystarczająco, żeby ból rozlał się falą aż do brzucha. Trzeci po prostu stał nad jej głową, oddychając ciężko, a z jego członka kapała już lepka, cuchnąca ślina na jej policzek.Ten, który w niej był, przyspieszył.

Jego oddech stał się chrapliwy, przerywany niskim warczeniem. Czuła, jak napina się w niej, jak pulsuje, jak rośnie jeszcze bardziej – aż wydało jej się, że zaraz pęknie na pół. W końcu zaryczał – gardłowo, ogłuszająco – i wytrysnął. Gorąco, obficie, w środku. Poczuła to bardzo wyraźnie: lepkie, pulsujące fale, które wypełniały ją i spływały na zewnątrz, po udach, na zimny kamień.Nie wysunął się od razu.
Został w niej jeszcze chwilę, dysząc, a potem wyszarpnął się gwałtownie – tak szybko, że znów krzyknęła, krótko, ochryple. Między jej nogami została lepka, ciepła maź, która mieszała się z krwią.

Zanim zdążyła złapać oddech, następny już się wciskał.
Mniejszy, ale szybszy, bardziej nerwowy. Wbijał się w nią serią krótkich, szarpanych ruchów, jakby chciał jak najszybciej skończyć i oddać miejsce kolejnemu. Jego pazury orały jej biodra, zostawiając czerwone, piekące linie.

Patrzyła w sufit, w ciemność, w nic.
Łzy spływały jej po skroniach, mieszały się z potem, z krwią, z tym wszystkim, co z niej wypływało. Nie liczyła ich już. Nie liczyła pchnięć. Tylko czekała, aż w końcu przestanie boleć – albo aż przestanie czuć cokolwiek.Ale jeszcze nie przestało.

Ciemność wokół gęstniała, a dźwięki – mokre plaśnięcia, charkoty, rechot – zlewały się w jedno, nieprzerwane tło.
I trwało to dalej.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 658 słów i 3556 znaków.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Fantazyjny999

    To jest twoje najlepsze opowiadanie

    5 dni temu