Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Ruda Nimfetka – Okienko w Liceum (VII)

Impreza u Jacka rozkręciła się na dobre koło dwudziestej drugiej. Uwielbiałam domówki u niego z prostego powodu: zawsze była dobra muzyka i nagłośnienie. Nawet trzech kolegów bawiło się na zmianę na DJ-ce, przeskakując między elektroniką i electrofolk.

Czyli idealnie moje klimaty!

Muzyka dudniła tak głośno, że basy czułam w klatce piersiowej. Usiadłam zmęczona na kanapie, schodząc z parkietu z Bartkiem. Cmoknął mnie lekko w usta, po czym przesunął dłonią mi po policzku.

– Drineczek? – zapytał wesołym tonem.

– Jak chcesz, to bierz. Mi zrób coś trzeźwego.

Uśmiechnął się szerzej i cmoknął mnie raz jeszcze, po czym ruszył w stronę kuchni. Odetchnęłam głęboko i oparłam się o podłokietnik. Ubrana byłam w kremoworóżową sukienkę z lekkim dekoltem, ładnie opinającą pośladki. Myślałam wcześniej, czy dorzucić do tego rajstopy, ale potem stwierdziłam, że pewnie się w nich zgrzeję. I miałam rację, bo nawet bez nich było mi gorąco.

Uciekłam wzrokiem na środek parkietu. Jacek miał naprawdę spory salon, do tego o wysokości niemal dwóch pięter. Imprezowało się więc świetnie. Głównie byli nasi znajomi z liceum i również kilku kumpli Jacka z okolicy. Jeden z nich prezentował się zresztą naprawdę apetycznie: wysoki, ale nie za wysoki, brunet z nieco dłuższymi włosami, przyjemną dla oka karnacją i sylwetką idealnie taką, żeby się przytulić.

Miał jednak jedną wadę: zarost. Niby dobrze przycięty, niby dobrze wyglądał, ale wiedziałam, że drapałby mnie tym przy każdym pocałunku.

Tym razem jednak kto inny przyciągał mój wzrok. A mianowicie Ania. Ciekawie było ją zobaczyć tak wyluzowaną. Miała na sobie czarny, obcisły top, luźne ponczo oraz szarawary tak zwężone, aby jej podkreślały biodra. Włosy, zazwyczaj spięte, teraz miała rozpuszczone. Wyglądała niesamowicie dobrze. Trudno było oderwać od niej wzrok tego wieczoru.

– Ania chyba tego potrzebowała, co? – zapytał Bartek, siadając obok mnie i podając mi drinka, po czym upił sam parę łyków swojego. – Dawno jej takiej nie widziałem.

– No, ja też. Nawet na ostatniej imprezce była jakaś spięta, a dzisiaj?

– Ładniutka jest – stwierdził lekkim tonem, kładąc mi dłoń na udzie.

– Prawda? Może w szkole tego często nie widać, ale Ania jest śliczniutka.

Zaraz zmieniliśmy temat i przez chwilę siedzieliśmy we dwójkę, popijając drinki i plotkując o wszystkim i o niczym. Rozmowę przerwał nam nie kto inny, a właśnie Ania. Podeszła do nas zziajana, z uroczym uśmieszkiem na ustach i stanęła przed nami, zagryzając lekko wargę.

– Wy już wytańczeni, jak widzę? – zapytała, po czym ruchem głowy wskazała na drinki w naszych dłoniach. – Kto ma co?

– Rum sour – odpowiedział Bartek. – Chcesz łyczka?

– Z alko? To nie, dzięki. A ty Nadia?

– W sumie to nie wiem – stwierdziłam zgodnie z prawdą. – Misiek, co mi zrobiłeś?

– Virgin rum sour. – Bartek uśmiechnął się szeroko.

– Ma to sens. Chcesz łyczka?

– Jasne – odpowiedziała Ania i złapała szklankę, po czym upiła parę łyków.

Obróciła się do nas bokiem, patrząc na kogoś, albo też próbując kogoś znaleźć. Bartek oczywiście skorzystał. Od razu zauważyłam, jak przylepił wzrok do tyłka Ani. Nie dziwiłam mu się zresztą, bo wyglądała naprawdę apetycznie tego wieczoru.

Lekko szturchnęłam go łokciem w żebra, nie przestając się uśmiechać. Spojrzał na mnie z udawanym oburzeniem, ale iskierki w jego oczach zdradzały, że doskonale wie, o co mi chodzi.

– Oczy wyżej, misiek – szepnęłam mu do ucha tak, żeby Ania nie usłyszała.

– Tylko podziwiam widoki – odparł równie cicho, łapiąc mnie mocniej za udo. – Ale najpiękniejszy mam i tak tuż obok.

Ania w końcu odwróciła się z powrotem w naszą stronę, oddając mi szklankę z drinkiem. Jej policzki były już zarumienione, a oczy błyszczały od świateł w salonie.

– Pyszniutki. Brawo, Bartek, zazwyczaj drinki bez alko są beznadziejne – stwierdziła, przeczesując dłonią rozpuszczone włosy.

– Polecam się na przyszłość! – odpowiedział mój chłopak wesoło i sam upił drinka.

W tym momencie z głośników poleciał nowy set. Nie miałam pojęcia, co to było, ale głęboki, pulsujący bas poczułam aż w kościach, a zaraz popieściły mnie dźwięki fletów. Aż zadrżałam na całym ciele.

– Leć, potańcz sobie. Ja idę chwilę z chłopakami pogadać – rzucił Bartek, widząc, w jaki jestem stanie.

– Oki doki, baw się dobrze! – odpowiedziałam i cmoknęłam go w policzek.

Oboje wstaliśmy niemal równocześnie. Ania uśmiechnęła się do mnie i zaraz obie znalazłyśmy się na dywanowym parkiecie.

Na początku to była czysta, nieskrępowana zabawa. Skakałyśmy w rytm folkowego bitu, po prostu się bawiąc i wygłupiając. Czy było to seksowne i zmysłowe? Zupełnie nie. Czy bawiłyśmy się świetnie? Zdecydowanie!

Ania świetnie czuła muzykę – jej szerokie spodnie i luźne ponczo falowały przy każdym ruchu, włosy latały dookoła. Coraz więcej osób tańczyło z nami, dookoła nas, przed nami i za nami.

Secik muzyczny co chwila nas przy tym zaskakiwał. Raz wolniejszy, raz szybszy, potem jakieś zabawne przejścia. Nie było jak się nudzić. Nawet nie wiem, kiedy tempo zwolniło na dłużej, a melodia zyskała ten taki dziwny, zmysłowy, nieco uduchowiony vibe. Na parkiecie zrobił się “mały tłum”, więc siłą rzeczy musiałyśmy przysunąć się trochę bliżej siebie.

Ania przymknęła na chwilę oczy i zaczęła kołysać biodrami w znacznie spokojniejszym, ale bardziej hipnotyzującym tempie. Tańczyła przy tym podobnie do mnie. Zaraz otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie lekko. Chwilę wcześniej się wygłupiałyśmy, a teraz tańczyłyśmy powoli, patrząc na siebie nawzajem, naśladując swoje ruchy, bujając się w ten sam sposób.  

Obróciła się lekko, stając niemal ramię w ramię ze mną. Nasze ramiona tylko delikatnie się muskały przy mocniejszych akcentach basu. Było w tym coś naturalnego i dziwnie zmysłowego. Złapała mnie luźno za dłoń na chwilę, a kiedy spojrzałam na nią, zagryzła wargę.

Fala gorąca przeszła mi po ciele. Czy…

Nie miałam czasu się zastanawiać, bo muzyka przyspieszyła, nie tracąc nic ze swojego spirytualistycznego vibe’u. Stanęłyśmy ponownie przodem do siebie. Blisko. Za blisko, żeby to było bezpieczne dla moich zmysłów.

Tłum dookoła nas falował, a my zamknęłyśmy się w swojej własnej, dusznej bańce. Ania wpatrywała się we mnie tymi swoimi szarymi oczami, w których nie było już ani grama szkolnej, poukładanej przewodniczącej. Była w nich czysta, drapieżna zmysłowość, która niesamowicie mnie kręciła.

Nasze biodra zaczęły poruszać się w idealnej synchronizacji. Ktoś z tańczących z tyłu potrącił mnie w ramię, przez co zrobiłam pół kroku do przodu, wpadając prosto w jej strefę osobistą. Zamiast się odsunąć, Ania po prostu podniosła dłonie i położyła je na mojej talii.

Aż wciągnęłam głośniej powietrze. Jej palce były ciepłe, a dotyk – choć delikatny – zaskakująco pewny siebie. W odpowiedzi ułożyłam swoje dłonie na jej ramionach, zsuwając je powoli po materiale poncza, aż poczułam gładką skórę. Zadrżała leciutko, kiedy opuszkami palców pogładziłam jej kark.

Kołysałyśmy się w rytm tego transowego, folkowego bitu. Moja sukienka ocierała się o jej spodnie, a z każdym ruchem czułam, jak robi mi się coraz bardziej gorąco. Zapach jej słodkich perfum uderzał mi do głowy mocniej, niż zrobiłby to jakikolwiek rum.

Ania przygryzła wargę, a jej wzrok zjechał celowo na moje usta. Nie mogłam oderwać od niej oczu. Była tak blisko, że czułam jej przyspieszony oddech na swoim policzku. Muzyka pulsowała, światła migotały w rytm basu, a ja czułam się tak, jakby wszystko dookoła nas nagle zwolniło.

Przesunęłam dłonie wyżej, wplatając palce w jej rozpuszczone, kasztanowe włosy na potylicy. Ania westchnęła cicho, przymknęła oczy i prowokująco uniosła podbródek.
Wyszłam jej naprzeciw. Nasze nosy delikatnie się otarły. Dałam nam ułamek sekundy na odwrót, ale żadna z nas tego nie chciała. Kiedy nasze wargi w końcu się spotkały, poczułam, jak przez całe moje ciało przechodzi przyjemny prąd. To był miękki, kobiecy, cholernie zmysłowy pocałunek. Z początku nieśmiały, jakbyśmy obie badały grunt, ale gdy tylko lekko rozchyliłam usta, Ania zsunęła dłonie z mojej talii na dolną część pleców.

Przyciągnęła mnie mocniej do siebie, a nasz taniec stał się tłem dla czegoś o wiele bardziej intensywnego, kiedy całkowicie puściła swoje hamulce i wpiła się w moje wargi.

Nie do końca nawet pamiętam, jak znalazłyśmy się na górze w jednej z sypialni. Wpadłyśmy do pokoju, oświetlonego jedynie paskiem ledowych lampek wzdłuż skosu.

Bas z dołu wciąż wibrował w podłodze, ale w sypialni słychać było przede wszystkim nasze ciężkie, urywane oddechy. Oparłam się plecami o chłodne drewno drzwi, a Ania od razu do mnie doskoczyła.

Jej usta znowu odnalazły moje. Całowała mnie z taką zachłannością i pasją, że aż zakręciło mi się w głowie. Smakowała słodko. Moje dłonie powędrowały pod jej luźne ponczo, przesuwając się po gorącej skórze pleców. Zadrżała, gdy musnęłam opuszkami palców linię jej kręgosłupa.

Ania jęknęła cicho w moje usta i naparła na mnie biodrami. Była tak niesamowicie miękka, gładka i pachnąca. Zrzuciła ponczo i rzuciła je gdzieś w kąt. Ja z kolei złapałam za materiał jej bluzki i zsunęłam na jej brzuch. Znalazłyśmy się zaraz na łóżku. Ania usiadła na materacu, a ja znalazłam się na jej kolanach. Złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Palcami błądziłam po jej szyi, ramionach, dekolcie. Czułam, jak pieści moje plecy, rozpina mi sukienkę…

– Jesteś niemożliwa – rzuciłam z uśmiechem, odrywając się od niej na chwilę.

– To ty nie tu zaciągnęłaś – odpowiedziała z rumieńcami na twarzy, jakich jeszcze nigdy u niej nie widziałam.

– Jasne jasne. – Wbiłam usta w jej, całując ją kolejny raz. Krótko, mocno, głodnie. – Dam tylko znać Bartkowi, gdzie jesteśmy, ok?

– Mhm – wymruczała tylko, ustami wędrując po mojej szyi.

Nie wiedziałam, czy to aprobata, czy już mnie po prostu nie słuchała. Skrobnęłam szybko sms-a do Bartka i rzuciłam telefon na podłogę. Odchyliłam głowę do tyłu, przyjmując z radością pieszczoty Ani. Skubała mnie tak cudownie dobrze. Lekko przez większość czasu, aby nagle mnie ugryźć albo złapać za biodra czy pośladki.

Dreszczyki rozkoszy rozchodziły się po całym moim ciele. Odpływałam, zapominając, gdzie jestem.  

Oparłam się mocniej o jej uda, czując, jak jej ciepłe dłonie powoli suną wzdłuż moich pleców i z wprawą rozpinają zamek sukienki. Każdy kolejny haczyk ustępował z cichym, delikatnym dźwiękiem, a materiał coraz luźniej zsuwał się z ramion, odsłaniając skórę, która natychmiast pokryła się gęsią skórką od lekkiego powiewu powietrza w sypialni. Ania oderwała usta od mojej szyi tylko na moment, żeby spojrzeć mi głęboko w oczy tym samym głodnym spojrzeniem, po czym pociągnęła zamek do końca w dół. Uśmiechnęła się, po czym “dziabnęła” mnie w szyję.

Aż jęknęłam. Pewnie za głośno.

– Zdejmij to – mruknęła, szarpiąc lekko za sukienkę.

– A magiczne słowo? – zapytałam z uśmieszkiem.

– Bardzo ładnie proszę, zdejmij tę sukienkę – odpowiedziała, odwzajemniając mój uśmiech.

Odsunęłam się na chwilę i stanęłam przed nią. Zagryzłam wargę, patrząc na jej rumieńce, błyszczące oczy i cudne piersi. Powoli zsunęłam z siebie sukienkę, nie spuszczając Ani z oczu. Zaraz zostałam tylko w koronkowych, białych majtkach.

– Cudna jesteś – rzuciła Ania, lustrując mnie spojrzeniem.

– Dziękuję – odpowiedziałam i znowu usiadłam na jej kolanach. – Ty też jesteś śliczna.

Jej dłonie znów mnie otoczyły, gładząc po bokach, po brzuchu, po pośladkach, jakby chciała zapamiętać każdy fragment mojego ciała. Zsunęłam się nieco niżej na jej kolanach, żeby mieć lepszy dostęp, i pocałowałam ją głębiej, wsuwając język między jej wargi. Smakowała słodko, mieszanką drinka i czegoś czysto jej własnego, co sprawiało, że kręciło mi się w głowie.

Nasze palce eksplorowały nawzajem nasze ciała. Miała cudowne ciałko w dotyku, a i sama dotykała mnie tak, że dreszcze rozchodziły się po całym moim ciele. To było zupełnie coś innego niż pieszczoty Bartka. Niekoniecznie bardziej delikatnego, po prostu… innego.

Moje palce w końcu zsunęły się na jej jędrne piersi. Nie spieszyłam się, nie chciałam. Odchyliłam się lekko, zagryzłam wargę i spojrzałam na nią. Widząc przyzwalające, a wręcz zachęcające spojrzenie, zaczęłam powoli pieścić jej piersi. Powolutku. Jej sutki już prosiły się o dotyk. Drażniłam się z nią lekko, widząc, jak twardnieją pod wpływem mojego dotyku.

To był najlepszy komplement, jaki mogłam dostać.

Ania westchnęła głośniej, wyginając się lekko w łuk do tyłu. Jedną dłonią oparła się z tyłu o materac, drugą ścisnęłam na moim pośladku. Jej biodra poruszyły się pod moimi, ocierając się o mnie przez resztki materiału, a ja czułam, jak robi mi się coraz bardziej wilgotno między nogami od tego powolnego, rytmicznego tarcia. Poruszała się tak… zmysłowo…

Moje palce nie przestawały krążyć wokół jej sutków. Powoli, leniwie, jakbym miała cały czas świata. W końcu kciukiem musnęłam lewy, po czym prawdy podrażniłam paznokciem. Ania jęknęła i mocniej wbiła palce w mój pośladek.

– Oszaleję przez ciebie, Nadia – wyszeptała, patrząc na mnie i zagryzła wargę.

Uśmiechnęłam się sama do siebie i pochyliłam się niżej. Najpierw musnęłam ustami jej łabędzią. Pachniała obłędnie! Pocałunek był lekki, wilgotny. Potem drugi, dłuższy. Ssąc delikatnie skórę, zostawiłam na niej mały, ciepły ślad. Ania przechyliła głowę, odsłaniając więcej. Jej oddech przyspieszył.

– Jeszcze… – mruknęła cicho, prawie błagalnie

Zsunęłam się niżej językiem. Wpierw po obojczyku, potem po ramieniu. Całowałam jej gładką skórę, raz po raz zagryzłam tu i ówdzie. Dłońmi pieściłam jej zgrabne piersi.

W końcu zsunęłam się z jej kolan na podłogę. Złapałam ją za gumkę od spodni. Na szczęście Ania od razu wiedziała, o co mi chodzi. Przysunęła się bliżej i podniosła biodra. Jej kolorowe szarawary zniknęły wraz z resztą ciuchów.

– Uwielbiam twoje nóżki – powiedziałam z uśmiechem i pocałowałam ją lekko w udo.

– Są całe dla ciebie – odpowiedziała i przesunęła dłonią po mojej szyi.

Podniosłam się i złączyłam usta w kolejnym mokrym, namiętnym pocałunku. Jej dłonie szybko znalazły się na moich piersiach. Aż jęknęłam w jej usta, kiedy złapała mnie za oba sutki na raz. Zrobiła to jednocześnie lekko i stanowczo – nie do końca wiedziałam, jak, bo w tym momencie już nie byłam w stanie myśleć.

Dziabnęłam ją w szyję i złapałam mocniej za tyłek. Przysunęłam ją do siebie, po czym pocałowałam ją niecierpliwie po dekolcie. Kiedy w końcu zamknęłam usta na jej lewym sutku, Ania jęknęła głośniej. Objęłam go wargami, powoli ssąc, wirując językiem wokół twardego sutka. Drugą piersią zajęła się moja dłoń: ugniatałam ją delikatnie, gładziłam okrężnymi ruchami, drażniłam kciukiem.

Jej biodra znowu falowały pode mną. Czułam, jaka jest już gorąca, jaka podniecona. A to mnie nakręcało tylko jeszcze bardziej.

– Kurwa… tak... dobrze… – wydyszała, a jej palce wplotły się w moje włosy, nie ciągnąc, tylko trzymając mnie blisko.

Przeniosłam usta na drugą pierś. Teraz ssałam mocniej, ale wciąż powoli. Zębami ledwo musnęłam sutek. Ot, tylko na tyle, żeby Ania się wzdrygnęła i cicho pisnęła. Jej ciało falowało pod moim. Dłonie Ani zsunęły się niżej, na moje biodra, przyciągając mnie bliżej, jakby chciała mnie w siebie wtopić. W końcu uniosłam głowę. Spojrzałam jej w oczy. Były ciemne, zamglone, pełne tego samego głodu, który czułam między swoimi nogami. Uśmiechnęłam się leniwie.

– Chcę cię posmakować… – powiedziałam cicho, prawie szeptem.

Jej wargi rozchyliły się delikatnie. Nie odpowiedziała słowami, tylko skinęła głową i uniosła biodra, pomagając mi. Ściągnęłam jej majtki i pocałowałam ją parę razy po udzie. Raz jednym, raz drugim. Znowu złapałam ją za pośladki, ustami zbliżając się do jej cipki. Była gładka, wilgotna, już błyszcząca.

Nogi Ani drżały lekko. Pocałowałam wnętrze jej lewego uda. Powoli sunęłam ustami w górę. Każdy pocałunek był dłuższy, bardziej mokry. Kiedy dotarłam do jej wzgórka, Ania jęknęła głośniej i wypchnęła biodra do przodu, opierając się rękoma o materac z tyłu. Jednocześnie rozłożyła szerzej nogi, ułatwiając mi pieszczoty.

Większej zachęty nie potrzebowałam.

Musnęłam językiem jej łechtaczkę. Samym czubeczkiem, delikatnie. Ania ni to syknęła, ni to jęknęła. Smakowała obłędnie: słodko, trochę słono, cała rozgrzana i mokra, jakby całe jej ciało czekało tylko na ten jeden moment. Zrobiłam to jeszcze raz, wolniej, dłuższą linią – od samego dołu, przez całą jej cipkę, aż po sam czubek, zbierając każdy kropek jej podniecenia.

– Kurwa… Nadia… – wyszeptała, a jej jedna dłoń znalazła się na moich włosach. Ścisnęła mnie, ale nie ciągnęła, tylko trzymała lekko.

Uśmiechnęłam się kącikami ust i objęłam jej łechtaczkę ustami. Zaczęłam ssać bardzo powoli, co chwila zmieniając tempo, drażniąc języczkiem. Zataczałam małe, leniwe kółeczka, raz w lewo, raz w prawo, raz wolniej, raz odrobinę szybciej. , jakbym chciała wyciągnąć z niej każdy najmniejszy dreszcz. Czułam, jak jej biodra unoszą się lekko, jakby prosiły o więcej, ale przytrzymałam ją dłońmi. Nie pozwoliłam jej się cofnąć nawet o milimetr.

Ania pojękiwała cichutko, a jej oddech stał się płytki, urywany. Jej piersi unosiły się szybko, sutki wciąż twarde i błyszczące od moich wcześniejszych pocałunków. Słyszałam, jak za plecami zaciska dłonie na pościeli, pewnie nie do końca świadomie poruszając nią na wszystkie strony świata.

– Fuck, tak… ta… – mruknęła nieco niewyraźnie, a przy tym seksownie jak nigdy.

Wsunęłam jeden palec, bardzo powoli, centymetr po centymetrze, i poczułam, jak jest ciasna, gorąca i niesamowicie mokra. Ania aż wygięła się w łuk, wypychając biodra prosto w moją twarz. Zatrzymałam się na chwilę, pozwalając jej przyzwyczaić się do tego uczucia, a potem zaczęłam poruszać nim w powolnym, głębokim rytmie. Wsuwałam i wysuwałam, kręcąc delikatnie przy każdym wyjściu. Językiem wciąż pieściłam jej łechtaczkę, nie dając jej odpocząć ani przyzwyczaić się do jednego rodzaju pieszczot.

Przy którymś ruchu jęknęła głośniej i złapała mnie mocniej, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Sama zadrżałam zresztą, słysząc jej uroczy głosik. Zassałam jej łechtaczkę mocniej, a palec coraz mocniej zaczęłam dociskać do górnej ścianki.

Jej nogi drgnęły mocniej. Drugi palec dołączył chwilę później. Wsunęłam go równie powoli, rozciągając ją delikatnie, i poczułam, jak jej ścianki zaciskają się wokół mnie, jakby nie chciały mnie puścić. Teraz poruszałam oboma palcami w równym, głębokim tempie – wsuwałam je do samego końca, potem wysuwałam prawie całkowicie, tylko po to, żeby znowu wejść.

Mój język wirował szybciej, ale wciąż miękko, ssąc ją, jakby chciałam ją całą wessać w siebie. Czułam, jak jej wilgoć spływa mi po brodzie, po palcach, po nadgarstku. Ania chyba powoli traciła kontakt z rzeczywistością. Jej biodra zaczęły falować same. Raz lżej, raz mocniej, raz zdawałoby się, że w jakimś rytmie, po czym zamierała i nagle poruszała się inaczej. Pojękiwała przy tym tak słodziutko! Wolną ręką trzymałam ją mocno za pośladki, nie pozwalając się oddalić.

Ania nie kontrolowała już swojego głosu ani oddechu. To wzdychała, to jęczała, to mamrotała coś pod nosem.

– Nie przestawaj… proszę… o tak… właśnie tam… – błagała urywanie, a jej głos drżał.

Przyspieszyłam rytm tylko odrobinę – palcami pieściłam ją głębiej, mocniej, rytmicznie, dociskając od środka dokładnie w tym miejscu, gdzie czułam, że jej ciało reaguje najsilniej. Językiem wirowałam dookoła łechtaczki, co jakiś czas odrywając się po to, aby przycisnąć go mocno i przesunąć po niej.

Uda Ani zaczęły drżeć mocno. Poczułam, jak jej całe ciało stopniowo się napina. Na chwilę uniosłam spojrzenie i uśmiechnęłam się do niej.

– Smakujesz obłędnie, kochana – powiedziałam cichym, rozpalony głosem.

– To nie przestawaj, nie przestawaj – wyrzuciła z siebie rozgorączkowana. – Nie przestawaj, Nad…

Jak mogłam odmówić takiej prośbie? Przycisnęłam usta ponownie do jej łechtaczki, tym razem łapiąc konkretny rytm. Palcami posuwałam jej słodką cipkę, koncentrując się zwłaszcza na ruchach góra-dół. Jej biodra ocierały się o moją twarz, o mój język, o moje palce – już nie prosiły, tylko brał.

Oddech Ani zamienił się w ciągłe, głośne jęki. Jej cudowne ciałko napięło się jak struna. Nie musiałam długo czekać.

Ania wygięła się nagle w tył. Głową opadła na materac, a gardła wydobył się długi, drżący jęk. Cudowny, kobiecy, niekontrolowany, a przez to: tym bardziej piękny. Jej uda zacisnęły się wokół mojej głowy, całe ciało zadrżało w potężnych falach. Czułam, jak dochodzi – mocno, długo, głęboko. Jej cipka pulsowała wokół moich palców, zaciskała się rytmicznie, zalewając mi usta gorącą, słodką wilgocią.

Nie przestałam nawet na moment – ssałam ją delikatnie przez całą falę, przedłużając każdy dreszcz, każdy skurcz, każdy jęk. Palcami wciąż poruszałam w tym samym tempie, chcąc wydłużyć jej rozkosz tak bardzo, jak to tylko możliwe.

Druga fala przyszła zaraz po pierwszej: krótsza, ale jeszcze intensywniejsza. Ania krzyknęła cicho i na chwilę się podniosła, patrząc na mnie. Po chwili jednak opadła ponownie bezwładnie na łóżko, oddychając ciężko, z zamkniętymi oczami i wciąż drżącymi nogami.

Przez chwilę pieściłam ją jeszcze, stopniowo zwalniając. Parę dreszczy przeszło jej po ciele, co sprawiło, że uśmiechnęłam się szerzej. W końcu pocałowałam ją lekko, wyciągnęłam z niej palce, a następnie złożyłam ostatni, miękki, wilgotny pocałunek na wciąż pulsującej łechtaczce.

Ania westchnęła długo, drżąc resztkami orgazmu, a jej dłoń leniwie, czule pogłaskała mnie po włosach.

– Jezu… Nadia… – powiedziała drżącym głosem i zaśmiała się nagle. – Kurwa, to było świetne.

– Polecam się na przyszłość – mruknęłam i uśmiechnęłam się, po czym pocałowałam ją po udzie parę razy.

Podniosłam się w końcu i położyłam na boku. Zaczęłyśmy się całować – powoli, ale namiętnie. Nawzajem pieściłyśmy swoje ciała, kleiłyśmy się do siebie nawzajem. Ugryzłam ją lekko w wargę, po czym na chwilę spojrzałyśmy na siebie z pożądaniem.

– No no, Nadia, lubisz mnie zaskakiwać, co? – rozległ się nagle męski głos.

Nawet nie usłyszałam, kiedy drzwi się otworzyły…

Nadalia

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i szkolne, użyła 4419 słów i 23862 znaków.

2 komentarze

 
  • Użytkownik Xxxx

    O taką częstotliwość nowych epizodów to ja rozumiem    :jupi:

    12 godz. temu

  • Użytkownik GMeloni

    Wspaniała jak zawsze

    13 godz. temu