W świecie kłamstw rozdział 14

W sali szpitalnej zapadła głucha cisza, gdy rodzice Joanny w szoku wpatrywali się w stojącego przed nimi mężczyznę.
- Książę? - zapytała w końcu szeptem Krystyna. - Taki prawdziwy?
- Jak najbardziej, mamuś — odparła Asia, starając się zachować powagę, choć mina jej rodzicielki zasługiwała na Oscara.
- Cholera...
- Witam — powiedział w końcu tata dziewczyny. - Nam również jest miło pana poznać. Jak rozumiem, przyleciał pan do Joanny prosto z Danii, tak?
- Oczywiście — Ben kiwnął głową. - Zadzwoniła do mnie, informując, że miała wypadek w czasie treningu konnego. Oczywiście od razu przerwałem swoje obowiązki i wsiadłem w prywatny samolot, by być tu z nią. Nie mogłem zostawić jej samej w tak trudnej sytuacji. I chcę zaopiekować się Joanną.
- Myślę, że będzie lepiej, jak Asia zamieszka przez czas rekonwalescencji u nas — wtrąciła się jej mama z zaciętą miną.
- A czy właściwie ja mam coś w tej sprawie do powiedzenia? - Asia skrzywiła się niezadowolona.
- Nie, bo znając ciebie, za chwilę polecisz do pracy!
- Jestem obolała, mamo... Nie będę ryzykować. Poza tym naprawdę nic mi się nie stanie, jak Ben się mną zajmie przez ten czas, no...
- Skarbie, myślę, że faktycznie będzie lepiej, jak pomieszkasz z rodzicami — wtrącił Ben, uśmiechając się uroczo. - Odpoczniesz sobie. Ja ulokuję się w hotelu...
- Jesteś pewny? - spojrzała na niego poważnie.
- Tak, kochanie. Jestem. Tak będzie w tej chwili najlepiej — puścił jej nieznacznie oczko. Zarumieniła się nieco, szczerząc się do rodziców.

Trzy dni później.
- Jak się czujesz, księżniczko? - wyszeptał Ben czule, całując ją w głowę. Uśmiechnęła się do niego rozczulona. Tak cudownie się nią opiekował, spędzając z nią niemal całe dnie. Przychodził zawsze koło dziewiątej z bukiecikiem dla niej i jej mamy, a wychodził wieczorem, niechętnie wypuszczany przez Joannę z jej dawnego pokoju.
- Ręka nadal boli, ale to nic, w końcu mi przejdzie — powiedziała, cmokając go w policzek.
- Wolałbym, żeby nic cię nie bolało, maleńka... Ale wiesz co? - wymruczał, całując ją po szyi.
- Co takiego? - zachichotała, gdy niechcący ją załaskotał.
- A może odwrócimy twoją uwagę od bólu złamanej ręki, co? - uśmiechnął się cwanie, gładząc ją po udzie. Miała na sobie kuse spodenki i bluzeczkę. Zarumieniła się, słysząc jego propozycję, przecież jej rodzice byli w domu... Niedawno oboje wrócili z pracy.
- Chętnie — chrypnęła, oblizując usta.
- Więc połóż się wygodnie — polecił jej, sięgając po pilot od telewizora i włączając przypadkowy program. - I postaraj się nie być głośno, mała — powiedział obłędnie nisko, ściągając z niej spodenki, pod którymi miała różowe bawełniane majteczki. - Podobają mi się — wyszeptał, zsuwając się lekko z jej łóżka i całując ją między udami. Jęknęła cicho, wpatrując się w niego płonącymi z pożądania oczyma. Usmiechnął się zadziornie, oblizując wargi i ściągając z niej majteczki. - Urocze włoski — zachichotał na widok jej niewielkiej czuprynki.
- Oh, zajmij się nią wreszcie, Ben! - syknęła, poruszając niecierpliwie biodrami. Przyłożył palec do ust, nakazując jej milczenie, po czym klęknął na podłodze i zanurzył twarz między jej nogi. Wciągnął głęboko jej naturalny zapach i przejechał gorącym językiem po jej spragnionej, stęsknionej cipce. Jemu samemu jej tak bardzo brakowało i nie raz żałował, że Joanna mieszkała tak daleko.
Jęknęła przeciągle, czując jego gorące usta, pracujące niestrudzenie między jej udami. Wygięła się, wbijając głowę między poduszki i zadrżała, gdy nacisnął językiem jej łechtaczkę.
- Ben! - pisnęła, zagryzając zęby na swoim przedramieniu. Przez jej ciało przeszedł potężny prąd. Zadrżała z podniecenia, gdy rozsunął wargi jej cipki palcami, wsuwając się językiem w jej mokre wnętrze. Natychmiast wyczuł, jak jej soczki zaczynają z niej płynąć w zwiększonej ilości. Zamknął oczy i wyciągnął ręce, by po chwili zacisnąć je na piersiach Asi, wciąż schowanych pod koszulką.
- Tak! - chrypnęła, gdy zaczął je uciskać w rytm pchnięć języka. Rzuciła głową na boki, starając się nie jęczeć zbyt głośno. Po chwili poczuł, jak jej cipka zaczyna miarowo pulsować.- Dojdź dla mnie, mała! - warknął, gryząc ją w udo, po czym zaczął ssać ostro jej nabrzmiałą łechtaczkę. Tak ostre traktowanie, zwłaszcza po przymusowym poście, było dla niej jak tortura. Przygryzła wargę, czując, jak płynie z niej zdecydowanie dużo rozkoszy, a słodki ból promieniuje z jej podbrzusza, rozchodząc się falami po całym jej ciele.
Ścisnęła dłonią pościel, by po chwili zasłonić sobie usta, gdy doszła, rzucając się w konwulsjach orgazmu, gdy Ben nie przestawał ssać i lizać jej ociekającej soczkami cipy. A gdy zagryzł zęby na jej łechtaczce, odleciała kompletnie, tryskając lekko. W oczach jej pociemniało, gdy przeżywała kolejne fale rozkoszy.
Ben odsunął się lekko, zlizując z niej delikatnie ostatnie krople słodkiego nektaru.
- Jesteś cudownie słodziutka — wyszczerzył się, oblizując usta. - Uwielbiam, gdy płynie z ciebie tak dużo soczków, kochanie — mruknął, całując ją po udach. Widać było, że nadal był niewyżyty. Po chwili znów zassał jej cipkę. Pisnęła, wbijając głowę między poduszki tak mocno, że miała wrażenie, że zaraz eksploduje jej kręgosłup.
Po chwili założył jej majteczki i położył się obok niej.
- Ben... - chrypnęła, bo w tej chwili tylko na tyle było ją stać.
- Jestem tu, kochanie. I już zawsze będę — wymruczał, tuląc ją czule, podczas gdy ona wciąż dochodziła do siebie po niedawnym, bardzo intensywnym orgazmie.

Trzy dni później.
- Asiu, do ciebie — powiedziała jej mama, zaglądając do jej pokoju.
- Kto? - zdziwiła się brunetka.
- Błażej — poinformowała ją, ściągając usta w cienką kreskę.
- Wpuść go, proszę...

- Cześć, maleńka — powiedział cicho, gdy zamknął za sobą drzwi.
- Hej — uśmiechnęła się nieznacznie. - Siadaj. Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki... Widzę, że masz przymusowy urlop — pocałował ja w policzek, po czym potarł o niego nosem. - Ślicznie pachniesz. Jak się czujesz? Przepraszam, nie mogłem wcześniej wpaść...
- Nic się nie stało i dziękuję. Już jest dużo lepiej, choć ta złamana ręka mocno mnie ogranicza, ale jakoś daję sobie radę. Myślę, że za około dwa tygodnie, gdy ściągną mi gips, wrócę do pracy...
- Nie za szybko? - zmarszczył brwi.
- Nie — pokręciła przecząco głową.
- Aleś ty uparta...
- I kto to mówi? - zaśmiała się, puszczając mu oczko.
- No wiem — westchnął. - I jak? Namyśliłaś się już?
- Nad czym? - uniosła brew zaskoczona.
- Asia... Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy przed twoim wypadkiem? - wyszeptał. - Ja naprawdę chciałbym do ciebie wrócić, maleńka...
- Ah... No tak... tak, myślałam o tym, ale nie wiem, czy ucieszysz się z takiej odpowiedzi, bo nie mogę do ciebie wrócić. Kocham Bena i to z nim chcę być...
- No tak... Jest starszy, bardziej doświadczony i jak przypuszczam, nieźle nadziany, co? Skoro ma własnego ochroniarza i prywatny samolot... - powiedział z goryczą w głosie, uśmiechając się ponuro.
- Błażej, to nie tak!
- A jak? Ja jestem tylko zwykłym żołnierzem, ale wciąż cię kocham!
Westchnęła, delikatnie biorąc go za rękę.
- Posłuchaj mnie. Było nam kiedyś razem całkiem dobrze, ale się rozstaliśmy, bo niezbyt potrafiliśmy się dogadać co do pewnych kwestii i myślę, że taki stan rzeczy powinien pozostać. Nie mówię, że przestałam cię lubić, ale nic więcej do ciebie nie czuję...
Przez chwilę panowało między nimi pełne napięcia milczenie. Młody mężczyzna gładził ją kciukiem po dłoni.
- Szkoda — powiedział w końcu. Jego głos był schrypnięty, a kiedy na nią spojrzał, dostrzegła w jego oczach łzy.
- Przykro mi — wyszeptała.
- Yhm... - mruknął, pochylając się do niej i całując ją namiętnie. Pisnęła zaskoczona, gdy złączył ich usta w ognistym pocałunku. Oparła się dłonią o jego tors, starając się go odepchnąć, ale gdy wsunął jej język do ust, rozpoczynając z jej własnym szalony taniec, odpuściła.
Powróciły wszystkie wspomnienia ich szalonych eskapad, w których czasie niejednokrotnie kochali się do upadłego. Jęknęła, gdy wplótł jej dłoń we włosy, tuż ponad karkiem. Był nieco ostrzejszy, niż zapamiętała, ale właśnie dzięki temu niemal natychmiast poczuła wilgoć między udami.
Przygryzł jej wargę, mrucząc cicho.
- Jesteś taka słodka — wyszeptał w końcu, delikatnie liżąc ją po wardze.
- Błażej... - wyszeptała, odsuwając się od niego, pomimo że wciąż trzymał ją w silnych objęciach.
- Co, kochanie? - zapytał cicho.
- Ja...
- Po prostu przyznaj, że za tym tęskniłaś. I że teraz masz powódź między swoimi pięknymi nóżkami...
- Nieprawda! - zaprotestowała gwałtownie. - Nie mam i nie tęskniłam!
- Okłamujesz sama siebie, Asiu — uśmiechnął się bezczelnie. - Mógłbym to teraz z łatwością sprawdzić, ale nie chcę ci zrobić krzywdy, gdy wciąż jesteś obolała, a ponadto twoi rodzice nie powinni słyszeć, jak dochodzisz...


- A to co? - zachichotała, widząc, jak pół godziny po wyjściu Błażeja, Ben ledwo mieści się w drzwiach, targając ogromnego misia i niewiele mniejszy kosz kwiatów. Puścił jej tylko oczko i wyjrzał na korytarz, po czym wciągnął do pokoju torbę owoców.
- A to — mruknął, uśmiechając się szeroko. - Same słodkości dla mojej księżniczki - pochylił się, całując ją czule. - Za kilka godzin mam samolot i muszę wracać, chciałem więc coś ci podarować, żeby było ci tu beze mnie mi, kochanie.
- Ale przecież ten miś zajmuje pół pokoju! - zauważyła zachwycona.
- Wiem — odparł z dumą. - Największy, jakiego udało mi się zdobyć na mieście.
- Ty jesteś walnięty — zawiadomiła go, wciąż chichocząc.
- Nie zaprzeczam — puścił jej oczko, po czym bez ostrzeżenia ściągnął z niej spodnie wraz z bielizną. Zrobiła wielkie oczy, czekając na jego kolejny ruch. Jej oddech natychmiast przyspieszył. - Ufasz mi, mała?
- Pewnie — odparła natychmiast.
- Wspaniale — chrypnął, wyjmując z kieszeni spodni dwa krawaty. - Opuść nogi, mała, chcę cię przywiązać...
- Oh!
- Boisz się? - mruknął, gładząc ją po udach. Zadrżała, kręcąc głową. - To cudownie — zaśmiał się i gdy zrobiła, co jej kazał, sprawnie przywiązał ją do ram łóżka. Ręce miała jednak cały czas wolne. - Obiecuję, że będzie intensywnie — chrypnął, całując ją po udach i wzgórku. Sapnęła szeptem, dając sobie poduszkę pod głowę i obserwując go z rosnącym pożądaniem. Kompletnie nie miała pojęcia, co on zamierza z nią zrobić i to ją jeszcze mocniej podniecało. Po chwili przymknął oczy i zsunął się językiem na jej dzwoneczek. Palcami rozsunął jej wargi tak, by, jak najmocniej wyeksponować łechtaczkę, po czym zassał ją ostro. Wciągnęła gwałtownie powietrze, zaciskając place na prześcieradle, gdy ssał ją bez umiaru. Po chwili wsunął dwa lace w jej ciasną cipkę. Zamknęła oczy, skupiając się na doznaniu. Naprawdę był świetny w tym, co robił. Spijał każdą kropelkę, która z niej wypływała, mrucząc przy tym i posuwając ją palcami, które w jej ciasnym wnętrzu zataczały niewielkie kółka.
Na oślep sięgnęła po pilota, włączając telewizję. Na ekranie pojawił się niezapomniany Michael Biehn jako Kyle Reese w Terminatorze. Bez zerknął w tamtą stronę i uśmiechnął się ciut kpiąco.
- Ciekawy wybór filmu — mruknął, podnosząc ją za pośladki, o tyle, o ile pozwalały jej na to więzy, po czym rozsunął jej nogi na całą możliwą szerokość.
- Kocham Reesa — zachichotała, rumieniąc się lekko.
- Doprawdy? - dmuchnął w jej cipkę, od czego przebiegł ją dreszcz rozkoszy. - Cóż, dzisiaj będziesz jęczeć moje imię, Joanno. I już tylko moje!
- Tak! - wyszeptała. Uśmiechnął się triumfalnie, po czym zjechał językiem po jej cipce na pośladki. Zamarła, gdy rozsunął je dłońmi.
- Spokojnie, to też przyjemne — powiedział cicho, ostrożnie liżąc ją po dupeczce. - Pyszna... - stwierdził, po czym naparł na nią językiem. Wyrwała spod siebie poduszkę i zakryła nią usta, by stłumić krzyk rozkoszy. W oczach jej pociemniało, gdy rozciągnął jej dupkę, wsuwając w nią głęboko język...

- Asiu, czy możemy porozmawiać? - jej mama po raz drugi zajrzała do jej pokoju. Miała zatroskaną minę.
- Pewnie. Wchodź. Coś się stało?
- Ty mi powiedz... Spotykasz się jednocześnie z dwoma mężczyznami?
- Co?! Nie, jestem tylko z Benem. Błażej to przecież stary kumpel.
- O ile mnie pamięć nie myli, to nie tylko kumpel...
- No tak, ale... - westchnęła rozdzierająco. - Powiedział, że nadal mnie kocha i chce o mnie walczyć.
- Naprawdę? Jestem zaskoczona, choć nie do końca wiem, czy miło...
- Tak, ja też...
- Więc czemu wciąż się z nim widujesz?
- Bo, cholera, chyba mimo wszystko, nadal coś do niego czuję, mamuś — wyszeptała brunetka, oblewając się szkarłatnym rumieńcem.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 2483 słów i 13467 znaków, zaktualizowała 19 kwi o 9:01.

Dodaj komentarz