Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Wsi spokojna... (II) "Klechy"

Wsi spokojna... (II) "Klechy"Przez resztę niedzieli i w poniedziałek Ania zmagała się z dylematem, co począć. Gdyby nie obawa, że przez nią bibliotekarka straci pracę, a ona dobrą przyjaciółkę, z pewnością odparłaby, że to nie do przyjęcia. Tak jednak nie było. W niedzielę chodziła po domu jak struta, a w poniedziałek nie mogła skupić się na lekcjach w szkole.
„Co on ma z tymi rajstopami?” — powtarzały się w głowie słowa Tomasza.
Wiedziała, że ma zgrabne nogi, ale fetyszyzm związany z rajstopami? Wydawało jej się, że mężczyźni bardziej gustują w pończochach — zarówno w tych do paska, jak i samonośnych, w koronkowej bieliźnie, wyzywającym makijażu i szpilkach na wysokim obcasie.
Na pończochy nastolatki nie było stać, a poza tym uważała je za niepraktyczne, pasujące jedynie do „miastowych” dziewczyn. Cena koronkowej bielizny przyprawiała ją o zawrót głowy. Miała dwie pary szpilek, ale obcas nie był zbyt wysoki, a i nie były to najnowsze trendy. Dobrze sprawdzały się na wiejskich potańcówkach, w kościele i na rodzinnych imprezach. Co do makijażu, jeśli już go robiła, to tylko delikatny i subtelny, i od wielkiego święta. Była w takim wieku, że naturalność była atutem. Paznokcie malowała jedynie na imprezy, i to w naturalnych odcieniach, nie na czerwono. W bieliźniarce królowała bawełna, a stylon występował w mniejszości, bo czuła się w nim niezbyt komfortowo. Raz, że nie zapewniał przewiewności, a dwa, był prześwitujący i gdy miała na dole wilgotno, to szybko przesiąkał.
Chciała zapomnieć o ostatnim incydencie, ale wizja spotkania z Tomaszem nie dawała jej spokoju. Boże, jak ona się bała, że ją zgwałci, gdy rozpiął spodnie i wydobył penisa. Nie pozwoliłaby mu na to — krzyczałaby wniebogłosy, drapała, gryzła i pluła.
Teraz tak myślała, a wtedy? Wtedy była wystraszoną dziewczyną, stymulowaną, nienaturalnie podnieconą, bo nie tak wyobrażała sobie pieszczoty z wymarzonym ukochanym. Ciało jednak zareagowało tak, a nie inaczej. Fizjonomia wygrała z wyobrażeniami. Zdała sobie sprawę, że pewnych fizycznych bodźców nie da się łatwo stłumić. Może inni, starsi, potrafili, ale ona nie umiała — była za młoda i niedoświadczona w wielu sprawach.
Czuła złość na siebie, że się podnieciła,a on to dostrzegł. Przecież musiał czuć i widzieć sterczące brodawki, wilgotność w cipce, westchnienia, szybszy oddech i pulsowanie wnętrza. Może dlatego był teraz taki odważny? Wiedział, że to również dawało jej „kopa”.
Miłe bodźce dawało początkowe ocieranie się palcami i dłonią o krocze, jeszcze przez majtki i rajstopy, ale najsilniejsze były te, gdy operował tam penisem. Te momenty, gdy organ Tomasza, kierowany dłonią, uderzał czubkiem, jakby chciał poprzez bieliznę wniknąć do kobiecego wnętrza.
„Brrr” — wzdrygnęła się, bo bardziej chciała zapomnieć, a teraz, wspominając, znowu czuła się lekko podniecona.
Rozebrała się i wskoczyła do wanny.
„Szybki prysznic i spać”. — Spojrzała na białe figi, a potem palce jednej z dłoni wsunęła w srom.
Nie dało się ukryć, że zbliżała się owulacja. Śluz przypominał białko kurzego jaja — był śliski, przezroczysty i rozciągliwy. Piersi, na które skierowała teraz strumień ciepłej wody, były bardziej tkliwe niż wcześniej.
„Muszę poczytać, muszę poczytać, to co zapisałam na końcu pamiętnika”.
Zza drzwi łazienki dał się słyszeć głos matki. Poganiała ją i strofowała, by nie zużyła całej ciepłej wody w bojlerze, bo to kosztuje. Te wieczne oszczędności, brak pieniędzy na wszystko, wiązanie ledwo, końca z końcem. Nawet wkładek higienicznych nie nosiła, bo według ojca był to zbędny wydatek.
— Wsadźcie sobie tam kawałek waty albo papier toaletowy — usłyszała kiedyś. Jednak na „mózgotrzepy” dla niego pieniądze musiały się znaleźć. Bo „tata musi”, tłumaczyła matka.
Czy tak miało wyglądać jej życie? Nie, nie chciała tego, ale kto ożeni się z dziewczyną po zawodówce? Tylko typ podobny do ojca.
— Już wychodzę, mamo, skończyłam — krzyknęła, po tym, jak spłukała szampon z włosów.
Stanęła na chwilę przed lustrem i zobaczyła śliczną dziewczynę o kruczoczarnych włosach, jędrnych piersiach, gładkiej skórze i miłej twarzy. Mimowolnie uśmiechnęła się do swojego odbicia, a następnie wzięła ręcznik i zaczęła wycierać ciało.
Nałożyła świeży komplet bielizny i szybko udała się do pokoju. Wbiła się w kremowy dres i sięgnęła po pamiętnik. Tam wyszukała dwie definicje — libido i fetyszyzm.
„To dlatego byłam taka podniecona, bo podczas owulacji libido rośnie” — zdała sobie sprawę. — „A on jest fetyszystą nylonu, rajstop, to go kręci” — wytłumaczyła sobie zachowanie Tomasza.
Ręczne zapiski okazały się przydatne. Teraz rozumiała o wiele więcej. Zastanawiała się, czy on byłby w stanie współżyć z nagą kobietą, czy brak owej podniety spowoduje, że nie dojdzie. W tej drugiej sytuacji zarówno Wisłocka, jak i Starowicz stwierdzali jasno — potrzebna konsultacja seksuologa, bo nie podniecasz się osobą, a fetyszem, który jest motorem napędowym działań. Kochasz przecież kobietę, a nie rajtki.
„Może dlatego on jest taki, może nie widzi kobiety, a tylko nylonowe rzeczy na niej” — starała się rozwikłać problem Tomasza. — „A co mnie to obchodzi, jego problem. Przecież przysiągł, że to ostatni raz”.
Była zdecydowana na spotkanie. Narzuciła na siebie niebieską koszulę nocną i położywszy się do łóżka, usnęła po dłuższym czasie.


Wtorkowe zajęcia nie zapadły jej w pamięć. W głowie tłukły się myśli dotyczące, czy iść, czy nie? Wracając do domu, na skrzyżowaniu wymusiła pierwszeństwo na innym użytkowniku ruchu drogowego.
— Życie ci nie miłe, cipo głupia! — usłyszała od kierowcy dużego fiata, który z piskiem opon ledwo wyhamował przed nią.
— Przepraszam — rzuciła i popedałowała dalej.
Nim dojechała do domu, zajechała pod dom Stefanii. Nacisnęła przycisk dzwonka przy furtce. Raz, potem drugi. Nic. Najwyraźniej Tomaszek nie kłamał. Pewnie była u siostry lub w sanatorium, nie wiedząc, jakie czarne chmury nad nią się zebrały.
Miała nadzieję porozmawiać z bibliotekarką, powiedzieć, jak to się stało, że to nie jej wina, że nie chciała, i poprosić o poradę. Pamiętała jej słowa i mądrości, jakie przekazywała. Była dla niej jak druga matka.
„Radź sobie dziewucho sama” — ostatnia nadzieja dziewczyny znikła niczym poranna rosa.
Nie zostało dużo czasu do spotkania. Zajęcia kończyła o czternastej, dojazd rowerem do wsi to jakieś pół godziny. Pomogła przy gospodarstwie. Wydoiła „Krasulę”, leciwą krowę, jedyną, jaka im została. Narwała mleczu do koszyka i wrzuciła do klatek z królikami.
Tych też nie zostało dużo, choć pleniły się na potęgę. Pomór, zaraza, wytrzebiły stado, a i ojciec przesuwane klatki, gdzie wcześniej wykładała zwierzaki, sprzedał za półdarmo.
Patrząc na te długouche istoty, przypomniała sobie swoją ulubioną samiczkę „Truśkę” — bo tak ją sama nazwała i od maleńkości obserwowała, jak rośnie. Pierwszy miot owej udusiła kuna albo coś podobnego. Miała trzynaście lat i płakała, widząc martwe króliczki. „Trusia” przeżyła, pewnie walczyła o swoje potomstwo, a potem ojciec, gdy nastała bieda, zabił ją z małymi, bo pijany nie zdawał sobie sprawy, że była w ciąży. Ania miała wtedy piętnaście lat.
Ryczała, była wściekła. Matka powstrzymywała córkę, ale wykrzyczała temu, który ją spłodził, ostre słowa.
— Zabiłeś ją!!! Zabiłeś, choć wiedziałeś, jak się nią opiekowałam, jak ją kochałam! Ty chuju jeden, pijaku!!!
W ojca wstąpił jakiś demon, diabeł podszyty alkoholem. Pijany rozpiął pasek od spodni, wyciągnął go i zaczął zadawać ciosy.
Padały na różne części ciała, starała się uciekać, uchylać, lecz kolejne razy ją dosięgały. Nic nie wskórał płacz, nic krzyki matki. Tatuś lał, jak to na wsi było przyjęte, bez opamiętania. Do momentu, gdy padła.
— Ja cię kurwa nauczę szacunku do starszych!!! — wrzeszczał, a ona dostawała kolejne ciosy.
Niebieska karta? Przemoc w rodzinie? To nie te lata, to czas, gdy królowały stwierdzenia „Baba nie bita, staje się toksyczna” lub „Jak się baby nie bije, to wątroba jej gnije” i tyczyło się to nie tylko żon, ale i córek.
Nie poszła wtedy do szkoły przez dwa dni. Prócz uderzeń pasem, dostała razy z pięści. A potem, w niedzielę ojciec myk do konfesjonału i na mszy komunie przyjął.
Pierwszy raz się postawiła i pierwszy raz złamano jej opór. Brutalnie, chamsko, siłą. Więcej razy nie ryzykowała.
Zakończyła przemyśliwania. Zapadła w sen.


Matki nie było w domu, ojciec pewnie na „fuszcze”, właśnie zaczynał tankować, bo jakżeby inaczej. Po skończonej robocie należało się nawalić. Standard. Nic nowego. Potem w nocy poharcować z żoną i tak w koło Macieju.
Brat, ostatnimi czasy, gdy poszedł do wojska, był dla Ani podporą. Gdy przyjeżdżał na przepustki, a zdarzało się to rzadko, ojciec stopował swoje zapędy. Pamiętała, jak po przysiędze, wracali do domu, a tam tato skrzyknął miejscowych żuli na imprezę.
— Wypierdalać — krótko przywitał to elitarne towarzystwo pierworodny.
— Synu, co ty?
— Wypierdalać!!! — padło po raz drugi — Już! Mam trzeci raz powtórzyć?! — zadał żulom pytanie retoryczne.
— Zostać! Ja tu rządzę, a ty chuju…
Ojciec nie dokończył. Brat dopadł go i jednym ciosem powalił na ziemię.
— Który następny? — padło bezpośrednie pytanie do „elity” tej wsi.
Mało się kutasy nie pozabijali o własne nogi, spierdalając, gdzie pieprz rośnie. Cudowne siedemdziesiąt dwie godziny z bratem.
— Siostrzyczko, to nie miejsce dla nas. Jak tylko da radę, idę na zawodowego, wolę internat garnizonowy niż to — pamiętała jego słowa.
— A ojcowizna? — zapytała wtedy.
— Ojcowizna? Masz zamiar tu zostać dla tej ziemi, klasy podłej, w tym towarzystwie? Pijaków, meneli. Co cię tu czeka? Mąż w postaci debilnego Piotrusia lub Pawełka od Stasi albo inny miejscowy głupek o inteligencji kowadła? Uciekaj, stąd Aniu, uciekaj —zapamiętała te słowa.
Odgoniła myśli. Teraz musiał się skupić na tym, w co się ubrać. Wystrzałowych kreacji nie miała. Ostatni raz matka kupiła jej nową sukienkę na koniec podstawówki i w niej była dwóch weselach w rodzinie.
„Te rajstopy” — znów dziewczynie, to tłukło się w głowie.
Po ostatnim razie, te fajne w grochy wyrzuciła do śmietnika. Sperma Tomasza, jakoś czuła obrzydzenie, a i tak w kroku były zaciągnięte.
„Spódnica, nie sukienka — zadecydowała i zaczęła grzebać w szafie.
Zdecydowała się na podobną spódnicę, jednakże w kratkę i cieliste rajstopy. Skoro chciał, to niech ma.
Przekonała się wewnętrznie do spotkania, lecz od razu założyła sobie spore ograniczenia. Nie, nie zgodzi się na macanie. Dobrze, może cycuszków, zabroni stymulacji pochwy, a gdy on będzie chciał, to ujmie penisa w dłoń i zrobi mu dobrze. Nic więcej.
Ubrała się w pokoju. Za ścianą spał ojciec. Nawalony w trzy dupy po spotkaniu z koleżkami. Matki nie było, pracowała.
„Boże, czy ja dobrze robię” — zastanowiła się przez chwilę, nim opuściła domostwo.
Wróciła i otwarła drzwi do domu. Nie weszła. Zamknęła je z powrotem i wsiadła na rower.
Podjęła decyzję. Stopami nacisnęła na pedały roweru. Znów w tym wiejskim looku, pędziła w znanym sobie kierunku.

Oparła bicykl o murek i ruszyła w kierunku biblioteki, Strażacy z OSP omietli nastolatkę wzrokiem. Wszak nie po raz pierwszy widzieli ją tuż przed zamknięciem obiektu.
„Dobrze, że oni tu są. Pomogą”
Otworzyła drzwi do pomieszczenia. Tomasz siedział za biurkiem i coś zapisywał. Była Maciakowa, sekretarka szkolna.
Zauważyła, że gdy ją dojrzał uśmiechnął się delikatnie i wzrokiem omiótł od stóp do głów. Dostrzegła wyraz zadowolenia na twarzy mężczyzny. Udała się pomiędzy regały, markując, że szuka książki.
Była podniecona, i lekko wystraszona. Taka mieszanka, którą trudno określić. Nie chciała zostać długo, przyszła dlatego, że pozycja Stefanii była zagrożona.
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że przyszłaś — usłyszała za plecami głos Tomasza i odwróciła się.
Nie kłamał, jego całe ciało to mówiło. Ręce mu delikatnie drżały, głos miał ciepły i miły, lekki uśmiech na twarzy.
— Obiecałam, to jestem, tylko sobie nie obiecuj za dużo i ostatni raz. Przysięgałeś — wyszeptała, nie będąc pewna, czy kogoś jeszcze nie ma w bibliotece.
Skinął głową, podrapał się po niej i zrobił krok do przodu, stając tuż przed nią. Pożerał ją wzrokiem, w oczach miał dziwny błysk.
— Chodź, mam coś dla ciebie — szepnął i delikatnie uchwycił jej dłoń. Pociągnął za sobą w kierunku działu dla dorosłych.
Na parapecie okna, w miejscu, gdzie kończyły się regały stała lampka i krzesło. Tomasz puścił dłoń Ani na chwilę i sięgnął do zakamarka pomiędzy książkami, wyciągając prezent dla niej. Zapalił lampkę i położył na parapecie, to co wcześniej skrywał między tomiskami. Spojrzała.
— Przecież to są świerszczyki, skąd je masz? — zapytała cicho, zaskoczona.
Spodziewała się książki Starowicza, jakiegoś albumu, podobnego do tego ostatniego. Wszystkiego, ale nie pornograficznych pisemek.
Nie przejął się uwagą. Otworzył pierwsze leżące na wierzchu, a oczom dziewczyny ukazały się nagie kobiety w wyuzdanych pozach. Przerzucał strony, a na kolejnych były zdjęcia par w różnych pozycjach.
Patrzyła na ogromne sterczące członki modeli klęczące przed nimi kobiety i nie wiedziała, co począć. Z jednej strony, ta pornograficzna dawka odrzucała, z drugiej zaś ciekawa była, co jest na kolejnych kartach.
— O zobacz tutaj, to jest fajne — usłyszała, a mężczyzna palcem wskazał na zdjęcie, gdzie facet zaspakaja oralnie platynową blondynkę.
Poczuła, jak jedna z jego dłoni delikatnie dotyka piersi przez materiał bluzki. Nie zareagowała, pozwoliła mu się dotykać. Na razie jeszcze nie posunął się za daleko. Tkwił za nią, blisko, bardzo blisko. Przerzucił kolejną stronę i poczuła, jak druga z dłoni Tomasza zaczyna dotykać jej kolana. Delikatnie przesuwał ją ku górze po delikatnej fakturze nylonu, jednocześnie wargi faceta musnęły szyję nastolatki.
— Nie, tam nie, proszę — szepnęła, zamykając oczy i łapiąc go za dłoń, która dotarła do uda i podnosiła spódniczkę do góry. Czuła gęsią skórkę, pochwa stawała się wilgotna.
— Dlaczego?
— Boję się, ostatnio spuściłeś się mi w kroku, zniszczyłeś rajstopy, mam dni płodne…
— Odkupię ci nowe.
— Tomasz — po raz pierwszy zwróciła się do niego po imieniu. — To nie chodzi o rajstopy, chodzi o ciążę.
Przestał pieścić piersi i wyswobodziwszy drugą, trzymaną przez Anię dłoń, chwycił ją za barki i obrócił w swoim kierunku.
Ich spojrzenia się skrzyżowały. Dostrzegła, że jest niezadowolony.
— Przecież tak nie zajdziesz w ciąże — odparł pewnie.
Jeden rzut oka w dół i dziewczyna wiedziała, że miał erekcję. Na materiałowych, czarnych spodniach, w kroczu widać było „namiot”.
— Cycuszki tak, w cipce nie. Mogę ci zrobić ręką, jak chcesz i żadnego całowania — sama była zdziwiona, że poszło jej tak łatwo określenie zasad spotkania.
Patrzył na nią zawiedzionym wzrokiem, najwyraźniej chciał więcej, a ona nie była skłonna przystać.
— A popieścić przez rajstopy palcami? — nie dawał za wygraną.
— Tylko ostrożnie, nie za mocno, bo mi znowu rajtki pozaciągasz — przystała na sugestię.
Nawet chwili nie odczekał. Wsadził dłoń pomiędzy uda, unosząc spódnicę i Ania poczuła, jak palce zaczynają przesuwać się po kroczu. Najpierw dwa, a potem wszystkie. Przymknęła oczy. Westchnęła, znów gęsia skórka, a tam na dole mokrawo. Rozpinał guziki białej bluzki.
— Już, już przestań — szeptała, gdy palce faceta coraz szybciej wykonywały ruchy w dolnych częściach ciała dziewczyny, a druga z dłoni buszowała po jednej z piersi.
Poszło mu z guzikami nad wyraz sprawnie. Rozpiął je wszystkie i jak ostatnio uniósł biustonosz do góry, odsłaniając piersi. Przestał ją stymulować na dole, czyniąc to, o co prosiła.
Wolną dłonią, rozpiął rozporek i wydobył na wierzch sterczącego fallusa.
— Ej co? — zapytała, gdy ujął jej dłoń i nakierował na organ.
— Mówiłaś, że ręką, obiecywałaś — szepnął.
Po raz pierwszy w życiu miała w dłoni męskiego członka. Nigdy żadnemu chłopakowi nie robiła „dobrze”. Objęła fallusa, mając zamiar ściągnąć napletek.
— Au, boli, nie ściągaj skórki, nie ściągaj — usłyszała. — Delikatnie, rób to delikatnie — padła podpowiedź.
Obiema dłońmi pieścił piersi. Musiał odrobić lekcję, bo teraz naprawdę ich stymulacja dla Ani była przyjemna. Gdy pochylił się i zaczął składać tam pocałunki, poczuła, że ma kisiel w majtkach. Brał w usta sterczące brodawki, jednocześnie od dołu, ugniatając piersi.
Anna dłonią wykonywała ruchy posuwisto-zwrotne, ale nie za bardzo agresywne, takie, jakie sobie życzył.
— Szybciej, proszę, szybciej — nie mówił tego normalnym głosem. Przyśpieszyła.
Czuła w dłoni jak kutas Tomasza pulsuje, jak facet mimowolnie zaczyna wykonywać ruchy miednicą.
— Uuu, aaa — wyrwało się głośno mężczyźnie i zdała sobie sprawę, że ten trysnął. — Nie dość — dodał po chwili, gdy salwa nasienia wylądowała na uniesionej spódnicy, a pojedyncze krople, spadły na rajstopy.
Przestała i zrobiła krok w tył, zdając sobie sprawę, że doprowadziła bibliotekarza do orgazmu.
Ledwo stał na nogach, a oczy miał, jakby wywrócone na lewą stronę. Z penisa, na podłogę kapała biała maź. Patrzyła na niego, po raz pierwszy w życiu, widząc męską ejakulację.
„Dobrze Aniu, już po wszystkim, zaraz do domu” — uspokajała się, mając nadzieję, że Tomaszkowi nie wpadnie nic innego do głowy.
Dostrzegła, jak chowa penisa, który teraz stał się mniejszy, zapina rozporek i dochodzi do siebie. Sama zaczęła poprawiać biustonosz, układając go na piersiach.
— Nie chowaj ich, one są takie cudne — nie wiedziała, czy to komplement, czy polecenie. — Zaraz wrócę, zostań, taka jak jesteś. Proszę — usłyszała.
Rozbroił ją tym stwierdzeniem. Nigdy, przenigdy nie słyszała od nikogo, że ma ładne piersi.
„A niech się napatrzy ostatni raz”.
— Idę do łazienki, zaraz wrócę, nie zakrywaj. Obiecasz? — nie mogła odmówić, słysząc tę prośbę, po miłym stwierdzeniu bibliotekarza.
Zniknął, a ona spojrzała na swoje ubrania. Spódnica zapaćkana nasieniem, na rajstopach kropelki spermy, dłoń, którą robiła mu dobrze, też była lepka od ejakulatu. Popatrzyła na zegarek.
„Może nikt nie zobaczy. A w domu szybko się przebiorę, matki jeszcze nie będzie” — oceniła.
Miała ochotę zapiąć guziki, ale zważywszy na prośby Tomasza, zaniechała.
„A niech się na koniec napatrzy, skoro cycków nie widział”.


Ogarnął się i wcale nie miał zamiaru iść do łazienki. Pamiętał, co mu ostatnio proboszcz wbił do głowy, razem z Damianem.
— To zepsute dziewczę przez Stefanię. Bierz te pornosy, a resztę zostaw nam. Będziemy czekać — słowa duchownego, tłukły mu się w głowie, gdy otwierał drzwi wejściowe do biblioteki.
— I jak? — szeptem zadał pytanie kleryk.
— Siedzi na końcu, tam, gdzie regały dla dorosłych, ale co wy chcecie zrobić? — odparł im i zapytał jednocześnie.
— Wyspowiadać i zadać pokutę, taką, jaką zapamięta, by nikogo już więcej na złą drogę nie sprowadziła — cicho odpowiedział proboszcz.
— Ale, nie róbcie jej krzywdy to …
— Kurwa, stój tutaj, bo jakby się darła, to nie chcemy mieć świadków. Strażacy są na dole? — Damian, określił jasno zadania Tomaszka.
— Nie, nie ma nikogo — odpowiedział zestrachany.
— Zostajesz tutaj, jakby coś, to dawaj znać, oczy dookoła głowy.
Minęli go, a on stał na schodach, jak pipa.


Przygładziła spódnicę, była nieco pomięta, ale nie, tak, by zwykły facet mógł dostrzec. Była zadowolona, że to tak się zakończyło. Ustaliła swoje granice, a Tomasz ich przestrzegał. Nie zrobiła nic, poza tym, co sobie założyła, a ta delikatna modyfikacja, i to, że teraz chciał popatrzyć na piersi. Takie poświęcenie było do przyjęcia.
„Pewnie wraca” — pomyślała, słysząc trzaśnięcie drzwi.
Ochłonęła nieco. Było po wszystkim, on się spuścił, chciał jeszcze zobaczyć cycuszki, brała pod uwagę, że zapragnie ich dotknąć, i to wszystko. Pożegna się i wróci do domu.
Odwróciła się i w marnym świetle lampki dostrzegła dwie sylwetki zbliżające się do niej. Zamarła w bezruchu, nie wiedząc co począć.
— No pięknie, no pięknie, kogo my tu mamy? — rozpoznała głos proboszcza.
— Cycki na wierzchu, wiadomo proboszczu, co tu się działo — odpowiedział drugi z mężczyzn, a Ani prawie ugięły się nogi.
Nie mogła nigdzie uciec. Regały dochodziły prawie do ściany. Może dziecko, by się przesmyknęło, ale nie ona. Zaskoczona, niespodziewająca się innych ludzi, stała jak kołek w płocie, z piersiami na wierzchu.
— Ty ladacznico jedna, dobrego chłopaka na złą drogę sprowadzasz — padło z ust starszego mężczyzny.
— Nie! To nie ja, to on… to on chciał, ja nie… — Jej tłumaczenia zamknął siarczysty policzek wymierzony przez plebana.
— A te suty to ci tak stoją z przerażenia? — padło pytanie od wielebnego. — Tak? — zaakcentował to mocniej.
— To Tomek, to on chciał… — kolejne uderzenie z otwartej dłoni w twarz dziewczyny zabolało. Łzy poleciały z oczu.
— Jak śmiesz tak kłamać kurwo, tam na dole masz pewnie mokro.
— Mam sprawdzić? — kleryk wychodził z inicjatywą w działaniu.
Nim się spostrzegła, Damian znalazł się za nią i śmiałym ruchem dłoni zsunął z niej figi wraz z rajstopami. Jedną ręką trzymał ją mocno, by się nie ruszyła. Dwoma palcami drugiej otarł się o wargi sromowe i wsunął je niezbyt głęboko pomiędzy owe.
— I co dziwko? — zadał pytanie, wyciągnąwszy paliczki i pokazując pomiędzy nimi ciągnący się śluz. — Nadal będziesz kłamać?
— To nie tak, ja wszystko… — dostała kolejny policzek, tym razem od kleryka i się rozpłakała.
— Tak ci śpieszono do tego, tak cię cipa swędzi? — proboszcz rzucał ostre słowa.
— Nie, to Tomasz…
— Jak śmiesz kurwo, obwiniać jego? Jak śmiesz, skoro sama jesteś jak kotka w rui. Masz na niego ochotę. Moich najlepszych wiernych na złą drogę sprowadzasz.
— Przepraszam, nie chciałam — o to stwierdzenie u plebana zadziałało. Uśmiechnął się lubieżnie i spojrzał na kleryka.
— Przepraszam — usłyszeli po raz drugi.
— Masz szansę, jedną. Opowiesz wszystko, od początku do końca i jak nadal będziesz grzeczna to…
— Powiem wszystko — zadecydowała.
— Bo gdyby nie, to siostra Mirosława, tam, gdzie się uczysz, o wszystkim się dowie, a i dyrektor się dowie. Ojca i matkę sprowadzę, a ojciec bije mocno. Pamiętasz?
Skinęła głową, tylko na to ją było stać.
— Rozbieraj się, do naga — padło polecenie od proboszcza.
To było jak uderzenie obuchem w łeb. Silne, kurewsko mocne, niespodziewane.
— Mam powtórzyć?
Potulnie ściągała z siebie kolejne warstwy odzieży i bielizny. Po paru minutach stała naga, zasłaniając piersi i krocze dłońmi.
— Klękaj, czas spowiedzi nastał — oznajmił proboszcz. — I nic nie zasłaniaj. Jasne! — dodał, zasiadając na krześle. Kleryk stał tuż obok niego.
Klęknęła przed nimi.
— Mów córko, mów, jak na spowiedzi — usłyszała.


Tomasz był niespokojny. Cały czas w głowie generowały mu się dziwne myśli. Przecież wybrał właściwie. Przecież, kto jak nie proboszcz wie lepiej. On ją ściągnął, oni zostali z Anią sami. Zabronili mu wchodzić, miał być na czatach.
Omiótł teren wzrokiem, nikogo nie było. Strażacy już z dawno poszli do domostw, Cisza i spokój. Otworzył drzwi i znalazł się w środku.
Ania klęczała, naga, przed nimi. Damian był ostry, gdy opadła z kolan, pośladkami dotykając pięt, kopniakiem przywoływał ją do właściwe pozycji.
— Dokładniej mów, dokładniej — słyszała.
Nie mógł na to patrzeć, zrobiło mu się żal dziewczyny, ale tylko tak przez chwilę. Gdy zamknął drzwi, wewnętrzne, pobożne ja przemówiło.
„Przecież jej się należało, ksiądz wie, co robi”.


Klęczała przed nimi, upokorzona jak nigdy dotąd, a dwójka oprawców zadawała pytania, coraz bardziej intymne, osobiste, wstydliwe dla dziewczyny. Chcieli wiedzieć wszystko. Odpowiadała, przerywając wypowiedzi szlochem, a łzy kapały cały czas po policzkach.
Widziała ich głupie uśmieszki, dostrzegała władczą postawę obu. Sprowadzili dziewczynę do poziomu niewolnicy i ciągle dopytywali się o pikantne szczegóły, jakby im to, co powiedziała wcześniej nie wystarczyło.
— Pokaż nam, pokaż, jak się zabawiałaś sama ze sobą — padło polecenie z ust kleryka. To on królował w zadawaniu najbardziej intymnych pytań, zmuszał ją do tego, by opisywała wszystko dokładniej.
— Nie, proszę, przecież to grzech, Błagam — wyrzuciła z siebie i pełnym przerażenia wzrokiem, spojrzała na proboszcza.
— Nie będziesz nam jawnogrzesznico mówić, co jest grzechem, a co nie — Damian nie dawał za wygraną i zbliżył się do niej. — Przecież po to tu przyszłaś, zbałamucić Tomasza i samej poczuć przyjemność — to mówiąc, chwycił ją za włosy i głowę odciągnął do tyłu.
— Pokaż albo zaraz wyjdę do Tomasza i każe mu przyprowadzić twoich rodziców i kogo tam jeszcze po drodze spotka — usłyszała groźbę od proboszcza.
Wizja, że za chwilę pojawią się tu bliscy, a co gorsza, inni ludzie przerażała. Wielebny nie rzucał słów na wiatr. Gdy dostawał informację od zakonnicy lub swoich zauszników, potrafił udać się do rodziny, zepsutej według niego osoby i wywalić wszystko prosto z mostu. Przecież tak było z Jolką, niewiele od niej starszą dziewczyną, którą przyłapała Kasia, siostra Tomasza, na figlach z Wojtkiem w szkolnej ubikacji. Cała wieś żyła tą informacją, a para miała przegwizdane. Byli na językach wszystkich, a to właśnie dzięki proboszczowi, który niby to niechcący wtrącił na kazaniu przykład o „gorszących zachowaniach dzisiejszej młodzieży”.
— No, na co czekasz? Już! — jeszcze mocniej pociągnął jej włosy. Bolało.
Położyła jedną z dłoni na piersi, drugą wsunęła pomiędzy nogi i zaczęła wykonywać delikatne kółka na wzgórku łonowym. Przymknęła oczy. Nie odczuwała przyjemności, tylko strach. Stymulacja nie dawała, tego, co przeżywała, robiąc to w samotności. Włączyła się wewnętrzna blokada.
— Otwórz oczy, patrz tutaj — Damian był chyba w swoim żywiole.
W ogólniaku, cichy, spokojny. Nie wyróżniający się niczym. Nie ciągnęło chłopaka do płci przeciwnej. Na zabawach podpierał ściany. Potrafił jedynie komentować zachowania innych, wysuwać daleko idące wnioski, najczęściej podparte własnym widzimisię. Był jednak pupilkiem proboszcza, a ten, gdy dowiedział się, że ów idzie do seminarium, to wychwalał Damianka pod niebiosa.
Kościelna uczelnia szybko pokazała mu brutalne oblicze. Pełne podporządkowanie, swoiste pranie mózgu i miejsce kandydata na księdza, na pierwszym roku. Początek imponujący, wszyscy mili, pomocni, a potem…
Fala w wojsku, do tego można porównać to, co tam panowało. Tylko do wojska szło się w tamtych latach przymusowo, a do seminarium na „ochotnika”. Wyobrażenia zderzyły się z rzeczywistością. Brudną, naznaczoną grzechem i jakże odmienną od tej, jaką sobie wyobrażał.
Wolał sobie nie przypominać pasma upokorzeń, niechcianych dotyków, wymuszeń, kradzieży. To minęło. Przeszedł próbę, wytrzymał. Teraz to on był odpowiednio przygotowany, by „szkolić” młodych.
Nie byłą wielką tajemnica, że większość kleryków, odwiedzała, agencję towarzyskie, które w dziewięćdziesiątych latach wyrastały jak grzyby po deszczu. Z prostytutką stracił męskie dziewictwo, a zjechał się szybko, po oralnym wstępie. Potem sukcesywnie szlifował warsztat i im dalej posuwał się w edukacji, to panny lekkich obyczajów mu nie wystarczały. Wyszukiwał uległe, gotowe odegrać rolę podległych, godzące się być aktorkami, w wyreżyserowanym spektaklu. Uwielbiła mieć je klęczące, poddane.
Teraz miał taki obiekt za darmo. Obiekt, ciało, bo tak traktował Annę. Gdy wymierzył jej policzek, dostrzegł w zachowaniu nastolatki przerażenie, strach, i pełne poddanie, odczuł podniecenie. Narastające, takie, jakiego nigdy nie doświadczył.
— Przestań, dość!!! — zadecydował proboszcz, widząc, że nie uświadczą, tego, co sobie życzyli.
Opadała pośladkami na pięty. Kolana bolały, ledwo utrzymywały ciało w pozycji, jaką dziewczynie narzucono.
Kleryk chciał ruszyć w jej kierunku, lecz starszy klecha go zatrzymał.
— Coś jeszcze? Coś jeszcze przeoczyłaś? O czymś nam nie opowiedziałaś? — padły pytania.
Ten ich wzrok, butny tryumfujący, pełny pogardy dla niej. Od nich? Od osoby duchownej, człowieka, który pouczał z ambony, a teraz stał się jej oprawcą i z tego czerpał satysfakcję. To w głowie Ani się nie mieściło, to przerażało i było straszne. Teraz, klęcząc przed nimi, przypomniała sobie swoją komunię.
W tamtych latach załatwienie białych rajstop dla dziewczynek i sukienek komunijnych było nie lada wyczynem. A Roman, nowy proboszcz stał się czarodziejem. Na tej, zabitej dechami wiosce załatwił przystępującym do sakramentu materiały i krawcowe. Te ostatnie były zakonnicami i sporo sobie zaśpiewały za usługę, ale rodzice byli zachwyceni.
To nic, że paradowały, na wpół nagie, w samych bluzeczkach i majtkach, przed księdzem, a ten, znawca rozmiarów rozdawał dziewczęce rajty nieco zawstydzonym dziewczynkom. Nikt, nie zwracał uwagi, że poprawia ich naciągniecie na nogi, dotyka w okolicach kroku. Dzieci były pozostawione same. Przecież proboszcz to poczciwy człowiek, nasz chłop, święty człowiek. On nikomu krzywdy nie zrobi.
Pierwsza spowiedź. Przeżycie, bo jakże tak, przed obcym facetem wyznać, to czego nie mówi się rodzicom.
Pamiętała te dopytywania dotyczące seksualności. Czy robiła sobie dobrze, czy miała grzeszne myśli, czy widziała męskiego siusiaka? To drążył, tego chciał się dowiedzieć.
— Nie, to wszystko — nadal łkała, nie wierząc co ją spotkało.
— Oj nagrzeszyłaś, nagrzeszyłaś sporo. Na złą drogę dobrych ludzi sprowadzasz i jeszcze kłamiesz. Jesteś zepsutą osobą, pełną grzesznych pragnień. Wodzisz na pokuszenie.
— Przepraszam, przepraszam — wyrzuciła z siebie.
Powstał z krzesła i zbliżył się do niej, kleryk tkwił przy nim niczym pies przy właścicielu, nie odstępując go na krok.
— Wyznałaś to dobrowolnie, to nie spowiedź, nie obowiązuje nas ta tajemnica — te słowa uderzyły w dziewczynę bardzo mocno. — Czas na pokutę — to mówiąc proboszcz zaczął majstrować przy spodniach. — Damian — rzucił krótko do kleryka, a ów momentalnie znalazł się za plecami Anny.
Patrzyła z niedowierzaniem jak ksiądz rozpina spodnie i wyciąga z nich sterczącego fallusa. Dostrzegła żyły na organie. Był większy niż członek Tomka, dużo większy i grubszy.
— Nie, nie, nie! — krzyknęła i momentalnie dłoń Damiana zamknęła jej usta.
— Mamy sprowadzić tatusia i mamusię? Moją mamę i kogo tam jeszcze spotkamy? — szepnął do ucha i klęknąwszy za nią objął ja ramionami wpół, tak że dłonie spoczęły na półkulach piersi.
— Otwieraj gębę, chyba że chcesz w piczę, dziwko — ten ostatni wyraz przeszył ją niczym włócznia, a penis proboszcza dotknął warg dziewczyny. Nie mogła się zdobyć na to, zablokowała się wewnętrznie.
Nakierowywał go dłonią, sztywnym członkiem, uderzając w policzki. Ręce Damiana poczęły stymulować piersi. Brał sutki dziewczyny pomiędzy paliczki i ściskał.
— Podnoś się suko, podnoś się. Bierz, ssij.
Nie chciała, miała zamiar się wyrwać. Uciec, ale nie mogła.
— Ratu… — krzyknęła i poczuła jak kleryk ciągnie ją za włosy, odginając do tyłu, a potem dłonią ponownie zakrywa usta.
— Pożałujesz! — druga z dłoni momentalnie pociągnęła sutek do granic wytrzymałości dziewczyny.
— Puść! — wydobyła z siebie, a ręką oprawcy będącego za plecami skierowała twarz Ani na sterczącego penisa. — Otwieraj gębę kurwo! — palce szubrawca w tym momencie zacisnęły się na nozdrzach dziewczyny, blokując dostęp powietrza.
— Całuj jaja, potem faję, dotykaj językiem — padły rozkazy.
Zrobiła to, co chciał przewielebny. Lizała owłosioną mosznę, a potem językiem musnęła końcówkę penisa. Poczuła zapach, a potem smak preejakulatu.
— Ssij — padło na koniec.
Damian założył dłonie Anny za kark i tak je miała trzymać. Penis penetrował buzię dziewczyny. Uderzał w wewnętrzną część policzków. Zamknęła oczy, czując się jak naczynie na wytrysk.
Młodszy z prześladowców tkwił z tyłu. Ruchy bioder księdza stawały się coraz szybsze i głębsze. Chwycił jej głowę i sterował nią, a kleryk, objąwszy ją od tyłu ugniatał piersi, od czasu do czasu, chwytając sutki między palce.
Czuła pulsujący organ w ustach. Krztusiła się, dławiła, ale nie mogła nic zrobić. Dłonie proboszcza mocno trzymały tył głowy.
Och, aaach — wyrzucił z siebie Roman, a dziewczyna mało co nie zadławiła się ładunkiem spermy.
Nie była w stanie tkwić na kolanach, przysiadła na pięty. Wypluła z ust nasienie.
— Teraz ty — usłyszała, a przed twarzą wyrósł penis Damiana. Wilgotny, mniejszy niż poprzednika,
— Na czworaka, niech daje na czworaka — dotarło do niej.
Zmieniła pozycję Teraz podparta na dłoniach zaspokajała kolejnego z oprawców. Ksiądz przesunął krzesło za nią i nakazał, by rozszerzyła uda, Poczuła jak jego palce stopy, pokryte skarpetką ocierają się o krocze.
Znów była trzymana za głowę i dociskana. Fujara kleryka zagłębiała się cała w ustach dziewczyny. Od początku wykonywał szybkie, płytkie ruchy. Zaspokojenie go, nie trwało długo. Może kilka minut, może krócej. Miała wzrok wbity w owłosienie łonowe Damiana. Czuła obrzydzenie, a duży palec stopy proboszcza perfidnie ocierał się o wargi sromowe.
— O już, o już — usłyszała i kleryk wyciągnął penisa z otworu gębowego i nakierował go na twarz dziewczyny.
Porcja ciepłej spermy wylądowała na nosie, policzkach, a kolejne na usta, brodę i dekolt. Czuła się obrzydliwie, strasznie, a młodszy z oprawców po dojściu do siebie teraz uderzał ją po twarzy sflaczałym już nieco członkiem.
— Masz za swoje, jak ci przyjdą do głowy te świństwa, to wiesz, co cię czeka — wyrzucił z siebie i podniósł biustonosz dziewczyny. — Co ty za dziadostwo nosisz? — ocenił jakość bielizny i otarł stanikiem fujarę.
Roman powstał i sprzedał Ani silnego klapsa na tyłek. Tkwiła nadal na czworaka, zmęczona, spłakana łkająca co chwila, i ospermiona na twarzy. W ustach czuła smak nasienia, nozdrza łapały zapach ejakulatu.
— No, pokuta odprawiona. Nie słyszałem postanowienia poprawy i żalu za grzech — usłyszała i nie bardzo rozumiała, o co proboszczowi chodzi.
Podniosła twarz i spojrzała na oprawców, którzy tkwili przed nią.
— No co, przeproś i podziękuj — naprowadził Anię kleryk.
— Dziękuję, przepraszam — wyrzuciła z siebie, z prędkością karabinu maszynowego.
Zaśmiali się obaj i ponownie wyciągnęli fiuty. Starszemu stał, kleryk miał opadniętego.
— Klękaj i całuj organ, którym zadano pokutę, tylko tak z szacunkiem — to zdanie ją przeraziło.
Boże, skąd było w nich tyle perwersji. Przecież było widać gołym okiem, że czerpią przyjemność z upodlenia jej. Czy to, co zrobili nie wystarczyło? Było im mało?
Podniosła się na kolana i na nich zbliżyła się do sterczącej pały Romana. Najdelikatniej, jak umiała, pocałowała żylasty organ.
— Jeszcze w koniuszek — usłyszała i wykonała nakazane polecenie.
Potem nastąpiła adoracja fujary kleryka. Ten miał jeszcze ochotę by złożyła pocałunki na mosznie.
— Wstawaj i ubieraj się, a jak piśniesz komuś słówko albo znów do głowy ci przyjdą te zboczeństwa to kara będzie surowsza — zdała sobie sprawę, że jej męka dobiegła końca.
Otarła dłonią nasienie z twarzy i wytarła rękę o bluzkę. W tempie ekspresowym narzucała na siebie bieliznę i odzież, obawiając się, czy duchowni nie zmienią zdania.
— Jeżeli będziesz grzeczna i posłuszna, to tej twojej Stefanii nic nie grozi, a i o tym, co tu się stało nikomu nie powiemy. Prawda Damian? — na twarzy obu zagościł dziwny uśmieszek.
— Tak — bąknęła i dygnąwszy ruszyła w te pędy do drzwi wejściowych, które na szczęście były otwarte.
Pędziła po schodach, mijając osłupiałego Tomasza, którego omiotła wzrokiem pełnym pogardy. Gonił ją rechot obu duchownych, którzy najprawdopodobniej wyszli tuż za nią.
Wskoczyła na rower i tak szybko jak tylko potrafiła odjechała z tego miejsca. Patrzyła przed siebie, a w głowie kłębiło się tysiąc myśli.
Największy żal miała do bibliotekarza, z pełną premedytacją zwabił, podniecił i pozostawił w krępującej sytuacji. Wydał ją obu księżom, a ci…
Nie, to nie byli duchowni, to jacyś zboczeńcy, degeneraci, seksualni drapieżcy. Upokorzyli, wyśmiali, wykorzystali na swój sposób, wzbudzając w niej poczucie wstydu i winy, a to przecież oni byli tymi złymi.
Wpadła do domu i od razu wparowała do łazienki. Matka nawet jej nie dostrzegła. Zamknęła drzwi i szybko pozbywała się ubrań.
Czułą się brudna śmierdząca. Pachniała męskim nasieniem, ich potem, a tam na dole swoimi zapachami, Mieszanką, którą pierwszy raz czuła.
Szorowała się dokładnie, tak dokładnie jak nigdy. Nie pominęła żadnego skrawka swojego ciała.
Ciało jeszcze lekko drżało, do oczu napływały łzy, gdy przypominała sobie sceny z biblioteki.
— Nie, nigdy już tam nie pójdę, nigdy — szepnęła sama do siebie, wycierając ręcznikiem ciało.
„Brat miał rację, skończyć szkołę i uciekać stąd do miasta” — przeszło przez myśl, gdy leżała w łóżku.
Długo nie mogła zasnąć, te obrazy, gdy tylko zamknęła oczy ja prześladowały, i poczucie bezsilności. Zdawała sobie sprawę, że mogą zamienić jej życie tutaj w piekło, żywiła jednak nadzieję, że to, co się wydarzyło, nie powtórzy się więcej.
Nawet nie wiedziała, jak bardzo się myliła…

5 komentarzy

 
  • Użytkownik Ask

    Jammer, już mi pisałeś, że ciąg dalszy mi się zapewne nie spodoba. I miałeś rację. Tylko, że to tak, jak z bolącym zębem. Boli - ale trudno się powstrzymać, żeby nie dotknąć, chociaż wiem, że zaboli jeszcze bardziej.

    Chyba Ania miała podobne odczucia przy kolejnym spotkaniu z Tomaszem. Nie lubiła go, nie podobał się jej, nie chciała, robiła to tylko z względu na bibliotekarkę - ale zarazem była podniecona, odczuwała przyjemność. Ze strony Tomasza był to oczywisty szantaż (w poprzednim odcinku), zresztą wyrafinowany, przeprowadzony bez przygotowania - kiedy tylko zobaczył książkę dla dorosłych w rękach nastolatki, w sekundę uknuł wyrafinowaną intrygę, aby ją zmusić do - tym razem - pettingu.  

    I tu moja krytyczna uwaga, wobec Ciebie. Tak wyrafinowana intryga świadczyłaby o dość wysokiej inteligencji Tomasza, a przynajmniej dużym sprycie. Ale zarówno podczas kontaktu z Anią, jak i potem w rozmowie z Damianem (nawet po zdrowej porcji alkoholu), wreszcie w tym odcinku w rozmowach z klechami - Tomasz prezentuje wyjątkowo denny poziom, na poziomie jakiejś szkoły specjalnej (a skończył liceum, pracuje jako bibliotekarz). W czasie szantażowania Ani - sprytny, zdecydowany, narzucający swoje zdanie; podczas rozmów z klechami, a także w swoistym monologu wewnętrznym po odejściu dziewczyny - chłopak ewidentnie zapóźniony w rozwoju, zahukany, prymitywny. To się nie zgadza, za duży dysonans. No, i nie przesadzajmy - aż takiego wpływu klechy nie miały, żeby ludzie tracili rozum.

    Scena z Tomaszem jest jeszcze do wytrzymania. Scena seksu z klechami - już nie, przynajmniej dla mnie. To było gorsze od brutalnego gwałtu. Obrzydliwe. Opis dobry, wierny - dla mnie straszny, takich scen osobiście nie akceptuję. Nie wiem, czy takie sytuacje były w rzeczywistości; wolę mieć nadzieję (złudzenie?), że nie. Ale wiem, że w tych tematach Kościół ma bardzo ciemną kartę.

    I znowu uważam, że sytuacja gwałtu klechów na Ani - bo to był gwałt, bez wątpienia - była cokolwiek niewiarygodna. Nawet na zapadłej wsi dziewczyna z biednej, alkoholicznej rodziny, ale dziewczyna inteligentna, oczytana, mądra (bardzo dobre świadectwa) - nie powinna tak łatwo i bezwolnie poddawać się zboczonym żądaniom duchownych.

    Bardzo dobry jest opis domu i rodziny Ani, ojciec pracujący dorywczo upija się regularnie, matka haruje, aby wyżywić rodzinę i kupić mężowi wódkę (to akurat było częste w tych czasach). I niemoc - brak możliwości kształcenia się, awansu dla młodych. O Krośnie i okolicach akurat trochę wiem, nie tylko tam były podobne problemy. Mamy tak mało zdolnych i pracowitych ludzi, a nie ma dla nich żadnej oferty w kraju. Wyjeżdżają za granicę, tam znajdują szansę - ale my ich tracimy. Szkoda.

    Tak, nie podobało mi się, ale przy następnych odcinkach przygotuj się na kolejne moje komentarze. Krytyczne. Chociaż po tym, co pisałeś do WOczekiwaniu - aż się boję.

    Pozdrawiam serdecznie, i mam na dzieję, że jednak wrócisz do Klaudii

    Ask

    1 godz. temu

  • Użytkownik Hart

    Powiem że nie zawiodłeś mnie w tej odsłonie. Tak to były te szalone lata w których przyzwoitość była wyznaczana z ambony. Wtedy nikt nie śmiał podważać tego autorytetu. To co się wtedy działo jest następstwem tego czego dowiadujemy się teraz . Jesteś mistrzem intrygi, ale o tym już wiesz . Dajesz tego popis niemalże w każdym z opowiadań. Doświadczasz tą biedną dziewczynę bardzo . I wiem że to dopiero początek jej erotycznych ekscesów. Proponuję w następnej odsłonie dać jej chociaż  namiastkę przyjemności z tego wykorzystywania. Co ty na to?. Z nadzieją że postąpisz i tak po swojemu czekam na odsłonę lll i pozdrawiam

    9 godz. temu

  • Użytkownik Jammer106

    @Hart  
    Cieszy mnie, że nie zawiodłem, ale z tym mistrzem intrygi, to przesadzasz. Zgadza się, przed bohaterką jeszcze wiele... złego, bo chyba nikt na miłosierdzie sukienkowych nie liczy.
    Serdecznie dziękuję za komentarz i pozdrawiam ciepło.

    5 godz. temu

  • Użytkownik WOczekiwaniu

    Tekst ciężki, ale dobry. Znajdziesz na nich jakąś karę? Może bożą? Chyba, że faktycznie jak wspomniał Pumciak motyw a'la Wiktor, czyli brat cichy mściel.  
    Czy będzie realistycznie, czyli hulaj dusza piekła nie ma, piekło jest dla maluczkich, a części z nich, sami zgotujemy piekło na ziemi?

    13 godz. temu

  • Użytkownik Jammer106

    @WOczekiwaniu  
    Korciło mnie napisać taki brudny, ciężki tekst, by nie wpaść w zaszufladkowanie, kolejne dwa odcinki będą bardzo ciężkie, tu naprawdę jest jeszcze łagodnie.
    Potem, od Czytelników zależeć będzie, czy pójdzie kontynuacja, no zakończenie 4 odcinka będzie otwarte.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz.

    12 godz. temu

  • Użytkownik Pumciak

    Jammer Jaśko ma pomysł żeby wysłać Wiktora do tych czarnych ,ja myśle że mógłby i ciebie odwiedzić iporozmawiać na temat mieszania pozdrawiam.

    17 godz. temu

  • Użytkownik Jammer106

    @Pumciak  
    Gdybym mógł się z wszystkimi swoimi Czytelnikami spotkać, to byłoby spełnienie jednego z moich marzeń  
    Mieszanie to moja specjalność.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz.

    12 godz. temu

  • Użytkownik Maciek12

    A gdzie jest nasza Klaudia....zapomniałeś o niej...

    Przedwczoraj

  • Użytkownik Jammer106

    @Maciek12 wena twórcza siadła. Kiedyś to musiało nastąpić. Stworzyłem w tym uniwersum prawie 20 części i chwilowo stoję z tym tematem jak koń w piachu.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz.

    17 godz. temu