@Jammer106 Czekam niecierpliwie. To oczywiście większa polityka, coś przeciwko NATO, a przeciwko Polsce w szczególności. Jakiś ciekawy zamach, akcja terrorystyczna? Kompromitacja Polski tym, że człowiek według Polski martwy, działa, może przeciwko Polsce, może przeciwko komuś innemu? Czas pokaże.
@Jammer106 No, teraz mam nadzieję, ale... zobaczymy, jak wyjdzie. Jak wiesz, życzę jak najlepiej Klaudii i Wiktorowi. Nie byłem jakimś fanem Vesty, ale żal mi, że zginęła. No, swoją drogą, to zbyt kochliwy jest Wiktor. Pora chyba na Radka.
I jeszcze coś, o czym zapomniałem. Barma. Po c to wszystko było, przemiana Radka w Wiktora. To się musi na końcu wyjaśnić, na razie dawkujesz informacje kroplomierzem, ale chyba kiedyś...
Witja, Ural, Westa. Wysoka ta cena krwi. Rosja nigdy nie płakała po swoich dzieciach, "nas mnogo" to rosyjski sposób myślenia od lat. Ale też holenderski pułkownik (należało mu się 1000 razy), dowódca pograniczników z Kosowa (walka o wolność to jedno, ale handel dziećmi?), i cała masa Kosowian, którzy stali się tu mięsem armatnim. A chodziło o jedna zboczoną babę, burdelmamę w pedofilskim burdelu, na którą szkoda kuli, ale jest potrzebna, żeby przywódca terrorystów powiedział, co wie. Wojna jest brudna, terroryzm skojarzony z polityka jest brudny do sześcianu. Ale tak naprawdę winni wszystkiemu są politycy. Czeczeński terroryzm to pokłosie działań Rosji na Kaukazie. Śmierć Katii i kalectwo Tamary ma tę samą przyczynę. Śmierć tylu ludzi z Wympieła także. I wielu innych, zwykle przypadkiem wplątanych w sprawę. Kosowo - to ewidentna wina Serbii. Naród Kosowa ma takie samo prawo do swojej ojczyzny, jak Serbowie, Rosjanie, Uzbecy, Polacy, Niemcy i wszyscy inni. Wiktor i jego ludzie są tylko małym trybikiem w tej przerażającej maszynie. Zawsze są ludzie, politycy, którzy uważają, że mają prawo gnębić słabsze narody. Że ich naród jest większy, inni to podludzie. Tacy byli Niemcy, Anglicy w koloniach, Amerykanie na terenach indiańskich, wszyscy Europejczycy w Afryce czy Azji.
Terroryzm jest czasami metodą walki bandytów, gangsterów, a czasami - walką znacznie słabszych o wolność, o życie. Podczas okupacji partyzantka walczyła z niemieckimi osadnikami na Zamojszczyźnie. Ci osadnicy palili polskie wsie, zabijali Polaków, więc BCh robiło to samo. UPA robiło czystki etniczne wśród Polaków, w czasie wojny i tuż po wojnie, na Wołyniu, w Bieszczadach. Polacy robili to samo. Najwięcej zawsze ginęło niewinnych. Do głosu dochodzą zwykle w takich sytuacjach najgorsze instynkty, wybijaja się na dowódców najgorsze kanalie. Ale najbardziej winni są politycy, ci, którzy siedzą z dala od walk, w dobrze chronionych siedzibach rządowych i wydają rozkazy. A także ideowi przywódcy terrorystów, ukrywający się pod silną ochroną w sprzyjających im krajach, jak np. Osama bin Laden. Polityka jest brudna.
I jedyny jasny punkt: miłość Tamary. Tu jest nadzieja na coś lepszego. Nie mam już wielkiej nadziei na połączenie Wiktora z Klaudią, chociaż, znając Ciebie, Jammer... jeszcze różnie może być.
Witja, Ural, Westa. Wysoka ta cena krwi. Rosja nigdy nie płakała po swoich dzieciach, "nas mnogo" to rosyjski sposób myślenia od lat. Ale też holenderski pułkownik (należało mu się 1000 razy), dowódca pograniczników z Kosowa (walka o wolność to jedno, ale handel dziećmi?), i cała masa Kosowian, którzy stali się tu mięsem armatnim. A chodziło o jedna zboczoną babę, burdelmamę w pedofilskim burdelu, na którą szkoda kuli, ale jest potrzebna, żeby przywódca terrorystów powiedział, co wie. Wojna jest brudna, terroryzm skojarzony z polityka jest brudny do sześcianu. Ale tak naprawdę winni wszystkiemu są politycy. Czeczeński terroryzm to pokłosie działań Rosji na Kaukazie. Śmierć Katii i kalectwo Tamary ma tę samą przyczynę. Śmierć tylu ludzi z Wympieła także. I wielu innych, zwykle przypadkiem wplątanych w sprawę. Kosowo - to ewidentna wina Serbii. Naród Kosowa ma takie samo prawo do swojej ojczyzny, jak Serbowie, Rosjanie, Uzbecy, Polacy, Niemcy i wszyscy inni. Wiktor i jego ludzie są tylko małym trybikiem w tej przerażającej maszynie. Zawsze są ludzie, politycy, którzy uważają, że mają prawo gnębić słabsze narody. Że ich naród jest większy, inni to podludzie. Tacy byli Niemcy, Anglicy w koloniach, Amerykanie na terenach indiańskich, wszyscy Europejczycy w Afryce czy Azji.
Terroryzm jest czasami metodą walki bandytów, gangsterów, a czasami - walką znacznie słabszych o wolność, o życie. Podczas okupacji partyzantka walczyła z niemieckimi osadnikami na Zamojszczyźnie. Ci osadnicy palili polskie wsie, zabijali Polaków, więc BCh robiło to samo. UPA robiło czystki etniczne wśród Polaków, w czasie wojny i tuż po wojnie, na Wołyniu, w Bieszczadach. Polacy robili to samo. Najwięcej zawsze ginęło niewinnych. Do głosu dochodzą zwykle w takich sytuacjach najgorsze instynkty, wybijaja się na dowódców najgorsze kanalie. Ale najbardziej winni są politycy, ci, którzy siedzą z dala od walk, w dobrze chronionych siedzibach rządowych i wydają rozkazy. A także ideowi przywódcy terrorystów, ukrywający się pod silną ochroną w sprzyjających im krajach, jak np. Osama bin Laden. Polityka jest brudna.
I jedyny jasny punkt: miłość Tamary. Tu jest nadzieja na coś lepszego. Nie mam już wielkiej nadziei na połączenie Wiktora z Klaudią, chociaż, znając Ciebie, Jammer... jeszcze różnie może być.
Ładnie opisany seks lesbijski. Bez wulgarności, bez "ginekologizmu". Miłość, podniecenie, seks, orgazm. Podobało mi się, cały cykl. Nie potępiam homoseksualizmu, znałem jedną lesbijkę, raczej z sympatią się do niej odnosiłem.
Nb. jak się komuś nie podoba, to OK, ale po co pisać takie rzeczy, jak Beata? Jak mnie się nie podoba, to nie czytam i nie komentuję.
Do Twojego tekstu miałbym jedną uwagę: trochę za długie opisy zbliżeń obu pań, zbyt szczegółowe i rozbudowane, dla mnie po jakimś czasie robi się to trochę nudne. Ale to tylko moja subiektywna opinia. Pozdrawiam
@Jammer106 Dziękuję za to wyjaśnienie, to rzeczywiście daje do myślenia. Przerażające dane, zupełnie nieznane w tzw. obiegu informacyjnym, w mediach, z powodu "poprawności politycznej". I można inaczej spojrzeć na sprawę Srebrenicy i może tego ostrzału z moździerza wsi (nie pamiętam nazwy) przez polski kontyngent? tu mam nadzieję, że nie. Ale znałem wielu żołnierzy, którzy byli na Bliskim Wschodzie, głównie Wzgórza Golan, w misjach pokojowych. Mówili o małym handlu z Arabami i popijawach, ale o takich rzeczach nie. Czy ich rzeczywiście nie było? Bo nadużycia, kradzieże w sumie, na pewno się zdarzały, i na misjach, i w Polsce. Dobrze, że to poruszyłeś, mam nadzieję, że przynajmniej kilka osób przeczyta tę informację. I ciekawe, że to Holendrzy byli w Srebrenicy, i że obaj mamy tu podobny stosunek. Pozdrawiam Ask
No, Jammer, znowu namotałeś! Opis akcji znakomity, nie za dużo krwi, ale to podrzynanie gardeł... no, robi wrażenie, i nie mówię, że się nie należało. Czekałem długo na kolejna część, myślałem, że będzie w ubiegły weekend, no, ale dobrze, że już jest. Taka mała uwaga. Mnóstwo skrótów, nie bardzo wielu z nich rozumiem, chociaż i w prasie, jak coś czytam, też często nie rozumiem, o czym piszą. Noże by się przydał słowniczek? Szczególnie mnie zainteresowała ta sprawa pedofilii z udziałem holenderskiego oficera UN. Nie wiem, czy były w rzeczywistości w Kosowie takie sytuacje, ale jeżeli miałoby to pasować do jakiejś nacji - to dobrze wybrałeś. Byłem w tym kraju wiele razy i - bardzo delikatnie mówiąc - nie wzbudzili jego mieszkańcy mojej sympatii. Wrażenie ogólne - narkotyki i burdele. A pedofilia to dla mnie jedna z najgorszych zbrodni.
Bardzo dobrze opisałeś akcję podwodna (także w poprzedniej części), i związane z nią problemy. Wprawdzie myślę, że przerzut sprzętu byłby możliwy inną metodą, nie tylko pod wodą, granice Kosowa nie były raczej tak szczelne, w górach niełatwo je upilnować. Ale problemy z wodą, nurkowaniem trochę znam, i wiem, że trudno holować zasobniki ze sprzętem na odległość paru kilometrów. Tu jest dobry opis. Tylko nie wiem, skąd problem braku broni i amunicji, ruscy powinni je byli dostarczyć, magazynek w porównaniu z karabinkiem nie jest aż tak ciężki, zresztą przy holowaniu w zasobniku do rozmiar jest ważniejszy od ciężaru.
No i problem dzieci. Wystarczyłoby wezwać UN i chyba problem by się rozwiązał. Ale pewnie nie doszłoby do spotkania z Polakami, i tu już licencja poetica musiałą zadecydować.
@Jammer106 W sprawę Kosowa była trochę zaangażowana moja żona, jeszcze za Jugosławii, przed naszym ślubem, jej pierwszy narzeczony był z Prisztiny i coś tam działał w kwestii wolnego Kosowa. Temat rzeka, oczywiście, tam każdy miał swoje interesy, narodowość i wiara - można to porównać tylko z Palestyną i Izraelem. Ja jestem zwolennikiem samostanowienia narodów, Katalonia, Kurdystan, Palestyna - mają prawo do swojego państwa. I nikt nie ma prawa do ataków terrorystycznych. Ale one i tak będą, niezależnie, czy powstaną te państwa, czy nie. Zawsze ktoś będzie wiedział lepiej, jak powinno być. Pozdrawiam
Jammer, to jest naprawdę dobre. Po kolei. Akcja w Kirgizji. Bardzo dobry opis. Okrutny. To w spec służbach normalne, że ciężko rannych się dobija. Ale raczej nie w USA, tam zawsze ratują swoich, choćby stu stracić, ale jednego uratować. W Rosji - tam jeden ratuje kilku innych, walczy i - z założenia - ginie. Bliżej mi do Amerykanów. Tamara - i jej miłość, pierwsza w życiu. Piękny opis, to coś czystego. Wiktor jest naprawdę kochającym ojcem. Zawojował chłopaka córki - to jest mistrzowskie zagranie. Ale to, że Tamara chciałaby, żeby Wołodia był podobny do jej ojca - w moim świecie nieprawdopodobne. Ale w Rosji? może. Zwiad w Kosowie. Problem Kosowski jest mi bliski. Nieszczęśliwy kraj. Mieszkańcy walczyli o wolność od wielu lat. To w większości Albańczycy, muzułmanie. A Serbia - to taka Rosja Bałkanów, chce narzucać wszystkim narodom swoją władzę. Mieszkańcy Kosowa lubili Polaków, bo ci ich rozumieli, bo Polacy też wiele lat walczyli o wolność. Tu starła się narodowość, język i religia. A wydaje mi się, że prawosławie jest raczej mało tolerancyjną religią, islam zresztą też. Często terroryzm jest jedyną bronią słabszych. Nie usprawiedliwiam, oczywiście, terroryzm jest ślepy, trafia w niewinnych, wręcz w najbardziej niewinnych i przypadkowych. Jest to najgorsza forma walki. Nie usprawiedliwiam, potępiam, ale rozumiem. Czekam niecierpliwie na kolejne części. I na Klaudię, którą - jak widzę - nie tylko ja pokochałem.
PS. ciężko ranny - серьезно ранены (sieriezno ranieny).
@Jammer106 Jammer, nie przepraszaj. Ja to wiem. De gustibus... Ja mam swoje gusta, inni swoje, żadne nie są lepsze. A dziękuję za dobrą wiadomośc na końcu. Pozdrawiam.
Niestety, nie zachwyciło mnie to opowiadanie. Nie lubię takich klimatów - podglądanie, szantaż, upodlanie ludzi (obojętne - młodych czy starych, i z jakiego powodu). Napisane ładnie, zgoda, opisy erotyczne są zupełnie ładne, dobre, bez ginekologii. Ale postać tej pani Barbary jest dla mnie nie do przyjęcia. Stary babiszon, wyposzczony i szukający okazji do skoku w bok. Typowy produkt PRL. Mąż - oficer, pieniądze z misji ONZ, układy, przynależność do elity. I w rezultacie czyste zło. To, co zrobiła, to równoważne - prawnie i moralnie - gwałtowi na dwojgu młodych ludziach. Spotykałem podobne osoby, mało szczęśliwie i nie z takim natężeniem zła. Ta dwójka młodych ludzi, w zaraniu życia, u progu dorosłości, doznała strasznej traumy, która będzie rzutowała na całe ich życie. I może spowodować, że oni potem będą czynili zło innym. Kryminalistyka zna mnóstwo takich przykładów. Sorry, może i nieźle napisane, ale ten klimat nie dla mnie. pozdrawiam
Jammer, widzę, że wysmażyłeś coś nowego. No, niezłe, naprawdę, intryga szykuje się naprawdę ciekawa. Korporacje to nie moja bajka, ale trochę człowiek nolens volens słyszy. W niektórych jednostkach z mojej branży też słyszałem o imprezach integracyjnych, nie w moich szczęśliwie. Bardzo podoba mi się 90%+ tej opowieści. Może troche mało o stosunkach w korporacji, to dla mnie ciekawe, ale w sumie OK. Natomiast najpiękniejszy element to opis budzącej się miłości. Już od początku wiadomo, że Hubert i Joanna połączą się. Taka konstrukcja jak u Colombo, gdzie od początku wiemy, kto i jak zabił, zwykle też, dlaczego, i zastanawiamy się, jak detektyw do tego dojdzie. Tu jest podobnie. Ten opis wędrówki po Małej Fatrze, Welky Rozsutec, pamiętam te skałki i ścieżki nad wodospadami w dolinie (my szliśmy z drugiej strony). Też była cudna pogoda, chata w Terchowej. I to budzące się uczucie dwojga ludzi. Sam kilka razy widziałem takie małżeństwa, gdzie trudno było uwierzyć, jak taka ładna i mądra dziewczyna z zasadami wyszła za takiego dupka. Rodząca się miłość to najpiękniejsza rzecz na ziemi.
Gratuluję, bardzo mi się podobało, prawie wszystko, a co się nie podobało, wiesz dobrze, nie muszę pisać. I tylko jedna prośba: KLAUDIA!
Jammer, zapewne się spodziewałeś, że mi się nie spodoba; jeśli tak, miałeś rację. To nioe moje klimaty. Ale jeżeli inni to lubią... Cóż, de gustibus non disputandum est, jek mawiali starożytni Rzymianie. Pozdrawiam serdecznie i czekam na Wsi spokojna..., a zwłaszcza na Klaudię
@Jammer106 To prawda, Jammer, jest szambo. Ania u Ciebie to nie dziecko (w sensie prawnym, ma 15 lat skończone, a to w tych sprawach chyba granica kodeksowa). Ale mamy ostatnio wysyp krystalicznej pedofilii, z wyrokami (nawet 25 lat w Kłodzku), jeszcze gdzieś obok, zdaje się trzyletnie dziecko, obrzydliwość! Jak tacy ludzie mogą chodzić po świecie? Ja słyszałem wiele lat temu o niemowlęciu zgwałconym przez pedofila, ponad 30 lat temu, i byłem w szoku. W porównaniu z tym, co tu opisałęś, to panowie w UB w Lubieżnikach to aniołki, w końcu tak naprawdę nikomu krzywdy nie zrobili, tamta Ania była dorosła i już trochę doświadczona, na sporo się zgodziła, nie użyli siły, po prochach było jej nawet przyjemnie, no, za łądne to nie było, ale raczej orgia, na pewno nie gwałt. A tu wyjątkowo obrzydliwy gwałt. Nie wziął pod uwagę, że nie wsypałą go ani przed wsią, ani na polanie przed policją. A szczególnie koszmarne napojenie ją przemocą alkoholem i wyrzucenie na śmietnik. Także jego kontakty z SB mówią wiele o tej kreaturze. Pozostaje mi tylko mień nadzieję, że to w Kościele absolutny margines, bo w końcu w najporządniejszym miasteczku znajdzie się kur..., złodziej i kapuś. I mam nadzieję, że Ania się pozbiera, a ten zboczeniec dostanie za swoje. Najlepiej od jego najwyższego przełożonego, z tamtego świata, rak, wylew, w ostateczności wypadek.
Jammer, miałeś rację. Nie podobało mi się. To znaczy, sam opis jest dobry, akcja wartka, nic tu nie mogę zarzucić. Rzecz głównie w ostatnich scenach - brutalnego, tak, naprawdę bardzo brutalnego gwałtu starego, zboczonego klechy na niewinnej, młodej dziewczynie. Dla mnie głównym atutem tego opisu jest proces. Fenomenalnie opisany proces wchodzenia młodej, niewinnej, naiwnej dziewczyny w sieć, w której czeka na nią obrzydliwy pająk, aby są pożreć. Ta sytuacja - przerażonej dziewczyny, uciekającej przed zagrożeniem, a faktycznie zdążającą do niego, skojarzyła mi się serialem amerykańskim "Wojna i pamięć" i postacią prof. Aarona Jastrowa, wspaniale zagraną przez Johna Gielguda. To był podobny proces, oglądając to przed laty wiedziałem od początku, że Jastrow skończy w komorze gazowej Oświęcimia. To największa dla mnie zaleta tej mrocznej opowieści. Czytałem późno w nocy, byłem zmęczony, była okropna, i nie mogłem przestać. Czytałem tez komentarze. W dużej mierze zgadzam się z nimi i Twoimi odpowiedziami. Kastracja - za brutalne, ale zniesienie celibatu - TAK. Nikt nie upilnuje chłopa lepiej, niż własna żona, i nie napływają wtedy osoby z ewidentnymi problemami seksualnymi, o czym pisałem w komentarzach do poprzednich części. I coś tak czuję, że nie darmo pojawił się tam dzielny partol policji pod wodzą sierżanta Barana. Bardzo mi się spodobało, kiedy potraktowali klechę jak należy, czyli jak zwykłego oprycha. Gdyby Ania wtedy powiedziała mu, w czym rzecz, to nic by się jej nie stało (ale też byłby koniec powieści). Może jeszcze się z panem sierżantem spotkamy?
@Jammer106 Dziękuję za uznanie moich wypocin. Rzeczywiście, oceniam wysoko, nie spodziewałem się, że tak się skończy - tzn. w tak dobrym stylu.
Też moja koleżanka miała korepetycje, które dawał jej prof. AM, a prywatnie mój daleki krewny (chociaż znam gościa tylko z sali sądowej, nie osobiście, na szczęście), i matka dziewczyny - wzięta dentystka - nie wydoliła opłat. To nie korepetycje, to zakamuflowana łapówka.
Jeżeli porównam Lubieżników i Klechy - to jednak starsi panowie z ubeckim rodowodem wypadają chyba nieco sympatyczniej w Twoich opowiadaniach.
Jammer, naprawdę niezłe. Zrobiłeś z tego więcej, niż myślałem, że w ogóle można. W sumie - jak na tematykę - erotyka jest ładnie opisana, może trochę jej dużo, ale do wytrzymania, to w końcu portal do tych spraw.
Dość zaskoczony poczułem się postawą tych trzech panów. W sumie nawet pozytywnie. Poprzednie części raczej wskazywały, że będzie gorzej. Wprawdzie podali Ani specyfik rozluźniający jej zasady, ale ona już przedtem mocno je rozluźniła, i poszła na imprezę ze świadomością, że będzie ostro molestowana. No, może nie aż na takie ekscesy się nastawiała, ale w sumie zgodziła się.
A co do tych trzech oficerów. Przede wszystkim na ich korzyść przemawia, że nie chcieli jej skrzywdzić, użyć siły. W dużym stopniu była jej zgoda, opłacana przez nich sowicie: prezenty, pieniądze, no i załatwienie przyjęcia na studia. Ania w sumie godziła się na załatwienie studiów - co by nie mówić - przez łóżko.
Czy ją za to potępić, uznać za - w jakimś sensie - prostytutkę? Jako wieloletni wykładowca, spotykałem się z próbami takiego załatwienia egzaminu. Rzadko, co prawda. Podobnie, łapówki były sprawą sporadyczną. Ale to była politechnika, no i okres po roku 2000, więc inne czasy. Ja byłem zdecydowanie przeciwny takim oszustwom, podobnie, jak tępiłem ostro ściąganie. Ale w końcu lat 80. i na początku 90. było inaczej, a na medycynę szły osoby z mocnym poparciem lub przez solidne łapówki. Dominowały jednak tzw. "Korepetycje" pracowników naukowych z akademii medycznych, za które brali kwoty przyprawiające o zawrót głowy. Znam te sprawy bardzo dobrze. Na medycynę szły dzieci działaczy partyjnych, dzianych prywaciarzy, lekarzy, pracowników naukowych. Oczywiście, zapewne większość zdawała egzaminy, jednak odsetek patologii był zapewne znaczny. Czy takie zachowanie, jak Ani, było gorsze? Niech każdy odpowie sobie sam.
Ale te patologiczne układy zapewne przyczyniły się do takiej postawy lekarzy, jaką mamy obecnie: kasa przede wszystkim. Jak się zainwestowało - trzeba to odzyskać. Myślę, że obecnie jest już znacznie lepiej, ale pewien model lekarza - w sensie charakterologicznym - pozostał. O tym świadczą masowe wyjazdy młodych lekarzy na "saksy".
A starzy ubecy żyją sobie nadal i mają się nieźle. Co do dziewcząt - już raczej za starzy, ale emerytury im przywrócono.
@Jammer106 To prawda, Jammer, podziwiam Twoją wiedzę i realizm, to wymaga wiele pracy, aby fabuła zgadzała się z założonymi ramami czasowymi, miejscem akcji itp. I jestem pełen uznania dla Twojej pracowitości, jak pisałeś, cykl o Klaudii to już ok. 750 stron, to wielkie dzieło!
A o czarodziejach, wróżkach, krasnoludkach itp. na pewno łatwo jest pisać, bez zawracania sobie głowy takimi duperelami jak prawo powszechnego ciążenia na przykład. Ale, jeżeli chcesz z tego świata, magii czy SF, zrobić dzieło - to musisz sam stworzyć świat przedstawiony, wymyślić go od podstaw i być potem konsekwentny (vide Harry Potter), a to też nie łatwe, bo jak się pomylisz, to "krasonoludek pluje ogniem i zjada smoka", np.
Jammer, znowu na koniec odkrywasz tajemnice Wiktora sprzed paru lat. Częściowo odkrywasz, a Twoi wierni czytelnicy aż się gotują. Teraz projekt Barma. Powiązany jakoś - jak, jeszcze nie wiadomo - z Wiktorem. Ale Westa też w nim była, tu trochę niewiadomych, może się wyjaśni. Gdyby to tak sfilmować, jak jest to napisane - no, Alfred Hitchcock by był z tego dumny.
Jak zwykle, sporo o oddziałach specjalnych, ich uzbrojeniu, taktyce i zwyczajach. Widzę, że znasz ten temat. Sporo się od Ciebie dowiedziałem o tych grupach, ja w tym nigdy nie byłem. Co prawda, piszesz głównie o rosyjskich służbach, polskie (Formoza w poprzednim cyklu; jak dawno temu to było, tak się teraz wydaje) były przedstawione bardziej skrótowo. Ale to ciekawe. Znam tę zasadę: najsłabszy zostaje i osłania odwrót reszty - aż do śmierci. Straszne - ale konieczne, logiczne. Zadanie przede wszystkim. Ważna misja, mniej ważna grupa, najmniej ważny pojedynczy człowiek. Aby walczyć z terrorystami - trzeba w pewnym stopniu przejęć ich zasady.
Wątek miłosny: Westa - piękna, ale poraniona, stąd ogromny kompleks - i Wiktor - w pewnym momencie na granicy życia i śmierci. Tak wynika z tekstu, ale jego wyczyny wszelkiego rodzaju świadczą, że aż tak źle nie było. Tu trochę mało logiki (może - sam w takiej sytuacji nigdy nie byłem). Jak dla mnie, te opisy - chociaż ładne, nie wulgarne i nie przesadnie techniczne - są jednak mniej interesujące. Zwłaszcza w zestawieniu z wzajemnymi wyznaniami: o przejściach, o kompleksach, brakach, miłościach. Te łzy - w dokładnie właściwym momencie - są wzruszające. Ale: mniej wzruszające (dla mnie), niż np. w Rescuerze. Tam takich sytuacji było więcej, np. akt miłosny na skale (Nun). Może tu traci się coś w walce- dość brudnej momentami - w zmaganiach o życie, zabijaniu wrogów i swoich rannych. Wojna i miłość to częsty motyw - ale one nie służą sobie, nie zgadzają się tak naprawdę.
Zobaczymy, co będzie dalej. Czekam niecierpliwie. Ale na Wsi spokojna... - także.
Wspaniała saga, Jammer. Poczynając od Bałtyckiego Rybaka, to już chyba będzie solidna książka, nie wiem, ile to stron, ale sporo. Gratuluję i pozdrawiam
Dwa serca, dwa smutki (XIII) "... a cena krwi nie znaczy nic..."
@Jammer106 Czekam niecierpliwie. To oczywiście większa polityka, coś przeciwko NATO, a przeciwko Polsce w szczególności. Jakiś ciekawy zamach, akcja terrorystyczna? Kompromitacja Polski tym, że człowiek według Polski martwy, działa, może przeciwko Polsce, może przeciwko komuś innemu? Czas pokaże.
Pozdrawiam
Dwa serca, dwa smutki (XIII) "... a cena krwi nie znaczy nic..."
@Jammer106 No, teraz mam nadzieję, ale... zobaczymy, jak wyjdzie. Jak wiesz, życzę jak najlepiej Klaudii i Wiktorowi. Nie byłem jakimś fanem Vesty, ale żal mi, że zginęła. No, swoją drogą, to zbyt kochliwy jest Wiktor. Pora chyba na Radka.
I jeszcze coś, o czym zapomniałem. Barma. Po c to wszystko było, przemiana Radka w Wiktora. To się musi na końcu wyjaśnić, na razie dawkujesz informacje kroplomierzem, ale chyba kiedyś...
Pozdrawiam
Ask
Dwa serca, dwa smutki (XIII) "... a cena krwi nie znaczy nic..."
Witja, Ural, Westa. Wysoka ta cena krwi. Rosja nigdy nie płakała po swoich dzieciach, "nas mnogo" to rosyjski sposób myślenia od lat. Ale też holenderski pułkownik (należało mu się 1000 razy), dowódca pograniczników z Kosowa (walka o wolność to jedno, ale handel dziećmi?), i cała masa Kosowian, którzy stali się tu mięsem armatnim. A chodziło o jedna zboczoną babę, burdelmamę w pedofilskim burdelu, na którą szkoda kuli, ale jest potrzebna, żeby przywódca terrorystów powiedział, co wie. Wojna jest brudna, terroryzm skojarzony z polityka jest brudny do sześcianu.
Ale tak naprawdę winni wszystkiemu są politycy. Czeczeński terroryzm to pokłosie działań Rosji na Kaukazie. Śmierć Katii i kalectwo Tamary ma tę samą przyczynę. Śmierć tylu ludzi z Wympieła także. I wielu innych, zwykle przypadkiem wplątanych w sprawę. Kosowo - to ewidentna wina Serbii. Naród Kosowa ma takie samo prawo do swojej ojczyzny, jak Serbowie, Rosjanie, Uzbecy, Polacy, Niemcy i wszyscy inni. Wiktor i jego ludzie są tylko małym trybikiem w tej przerażającej maszynie. Zawsze są ludzie, politycy, którzy uważają, że mają prawo gnębić słabsze narody. Że ich naród jest większy, inni to podludzie. Tacy byli Niemcy, Anglicy w koloniach, Amerykanie na terenach indiańskich, wszyscy Europejczycy w Afryce czy Azji.
Terroryzm jest czasami metodą walki bandytów, gangsterów, a czasami - walką znacznie słabszych o wolność, o życie. Podczas okupacji partyzantka walczyła z niemieckimi osadnikami na Zamojszczyźnie. Ci osadnicy palili polskie wsie, zabijali Polaków, więc BCh robiło to samo. UPA robiło czystki etniczne wśród Polaków, w czasie wojny i tuż po wojnie, na Wołyniu, w Bieszczadach. Polacy robili to samo. Najwięcej zawsze ginęło niewinnych. Do głosu dochodzą zwykle w takich sytuacjach najgorsze instynkty, wybijaja się na dowódców najgorsze kanalie.
Ale najbardziej winni są politycy, ci, którzy siedzą z dala od walk, w dobrze chronionych siedzibach rządowych i wydają rozkazy. A także ideowi przywódcy terrorystów, ukrywający się pod silną ochroną w sprzyjających im krajach, jak np. Osama bin Laden. Polityka jest brudna.
I jedyny jasny punkt: miłość Tamary. Tu jest nadzieja na coś lepszego. Nie mam już wielkiej nadziei na połączenie Wiktora z Klaudią, chociaż, znając Ciebie, Jammer... jeszcze różnie może być.
Pozdrawiam
Ask
Dwa serca, dwa smutki (XIII) "... a cena krwi nie znaczy nic..."
Witja, Ural, Westa. Wysoka ta cena krwi. Rosja nigdy nie płakała po swoich dzieciach, "nas mnogo" to rosyjski sposób myślenia od lat. Ale też holenderski pułkownik (należało mu się 1000 razy), dowódca pograniczników z Kosowa (walka o wolność to jedno, ale handel dziećmi?), i cała masa Kosowian, którzy stali się tu mięsem armatnim. A chodziło o jedna zboczoną babę, burdelmamę w pedofilskim burdelu, na którą szkoda kuli, ale jest potrzebna, żeby przywódca terrorystów powiedział, co wie. Wojna jest brudna, terroryzm skojarzony z polityka jest brudny do sześcianu.
Ale tak naprawdę winni wszystkiemu są politycy. Czeczeński terroryzm to pokłosie działań Rosji na Kaukazie. Śmierć Katii i kalectwo Tamary ma tę samą przyczynę. Śmierć tylu ludzi z Wympieła także. I wielu innych, zwykle przypadkiem wplątanych w sprawę. Kosowo - to ewidentna wina Serbii. Naród Kosowa ma takie samo prawo do swojej ojczyzny, jak Serbowie, Rosjanie, Uzbecy, Polacy, Niemcy i wszyscy inni. Wiktor i jego ludzie są tylko małym trybikiem w tej przerażającej maszynie. Zawsze są ludzie, politycy, którzy uważają, że mają prawo gnębić słabsze narody. Że ich naród jest większy, inni to podludzie. Tacy byli Niemcy, Anglicy w koloniach, Amerykanie na terenach indiańskich, wszyscy Europejczycy w Afryce czy Azji.
Terroryzm jest czasami metodą walki bandytów, gangsterów, a czasami - walką znacznie słabszych o wolność, o życie. Podczas okupacji partyzantka walczyła z niemieckimi osadnikami na Zamojszczyźnie. Ci osadnicy palili polskie wsie, zabijali Polaków, więc BCh robiło to samo. UPA robiło czystki etniczne wśród Polaków, w czasie wojny i tuż po wojnie, na Wołyniu, w Bieszczadach. Polacy robili to samo. Najwięcej zawsze ginęło niewinnych. Do głosu dochodzą zwykle w takich sytuacjach najgorsze instynkty, wybijaja się na dowódców najgorsze kanalie.
Ale najbardziej winni są politycy, ci, którzy siedzą z dala od walk, w dobrze chronionych siedzibach rządowych i wydają rozkazy. A także ideowi przywódcy terrorystów, ukrywający się pod silną ochroną w sprzyjających im krajach, jak np. Osama bin Laden. Polityka jest brudna.
I jedyny jasny punkt: miłość Tamary. Tu jest nadzieja na coś lepszego. Nie mam już wielkiej nadziei na połączenie Wiktora z Klaudią, chociaż, znając Ciebie, Jammer... jeszcze różnie może być.
Pozdrawiam
Ask
W Zaciszu Urzędu III: Poza Granice Protokołu
Ładnie opisany seks lesbijski. Bez wulgarności, bez "ginekologizmu". Miłość, podniecenie, seks, orgazm. Podobało mi się, cały cykl. Nie potępiam homoseksualizmu, znałem jedną lesbijkę, raczej z sympatią się do niej odnosiłem.
Nb. jak się komuś nie podoba, to OK, ale po co pisać takie rzeczy, jak Beata? Jak mnie się nie podoba, to nie czytam i nie komentuję.
Do Twojego tekstu miałbym jedną uwagę: trochę za długie opisy zbliżeń obu pań, zbyt szczegółowe i rozbudowane, dla mnie po jakimś czasie robi się to trochę nudne. Ale to tylko moja subiektywna opinia.
Pozdrawiam
Dwa serca, dwa smutki (XII) "Za wszelką cenę'
@Jammer106 Dziękuję za to wyjaśnienie, to rzeczywiście daje do myślenia. Przerażające dane, zupełnie nieznane w tzw. obiegu informacyjnym, w mediach, z powodu "poprawności politycznej". I można inaczej spojrzeć na sprawę Srebrenicy i może tego ostrzału z moździerza wsi (nie pamiętam nazwy) przez polski kontyngent? tu mam nadzieję, że nie. Ale znałem wielu żołnierzy, którzy byli na Bliskim Wschodzie, głównie Wzgórza Golan, w misjach pokojowych. Mówili o małym handlu z Arabami i popijawach, ale o takich rzeczach nie. Czy ich rzeczywiście nie było? Bo nadużycia, kradzieże w sumie, na pewno się zdarzały, i na misjach, i w Polsce.
Dobrze, że to poruszyłeś, mam nadzieję, że przynajmniej kilka osób przeczyta tę informację. I ciekawe, że to Holendrzy byli w Srebrenicy, i że obaj mamy tu podobny stosunek.
Pozdrawiam
Ask
Dwa serca, dwa smutki (XII) "Za wszelką cenę'
No, Jammer, znowu namotałeś! Opis akcji znakomity, nie za dużo krwi, ale to podrzynanie gardeł... no, robi wrażenie, i nie mówię, że się nie należało. Czekałem długo na kolejna część, myślałem, że będzie w ubiegły weekend, no, ale dobrze, że już jest.
Taka mała uwaga. Mnóstwo skrótów, nie bardzo wielu z nich rozumiem, chociaż i w prasie, jak coś czytam, też często nie rozumiem, o czym piszą. Noże by się przydał słowniczek?
Szczególnie mnie zainteresowała ta sprawa pedofilii z udziałem holenderskiego oficera UN. Nie wiem, czy były w rzeczywistości w Kosowie takie sytuacje, ale jeżeli miałoby to pasować do jakiejś nacji - to dobrze wybrałeś. Byłem w tym kraju wiele razy i - bardzo delikatnie mówiąc - nie wzbudzili jego mieszkańcy mojej sympatii. Wrażenie ogólne - narkotyki i burdele. A pedofilia to dla mnie jedna z najgorszych zbrodni.
Bardzo dobrze opisałeś akcję podwodna (także w poprzedniej części), i związane z nią problemy. Wprawdzie myślę, że przerzut sprzętu byłby możliwy inną metodą, nie tylko pod wodą, granice Kosowa nie były raczej tak szczelne, w górach niełatwo je upilnować. Ale problemy z wodą, nurkowaniem trochę znam, i wiem, że trudno holować zasobniki ze sprzętem na odległość paru kilometrów. Tu jest dobry opis. Tylko nie wiem, skąd problem braku broni i amunicji, ruscy powinni je byli dostarczyć, magazynek w porównaniu z karabinkiem nie jest aż tak ciężki, zresztą przy holowaniu w zasobniku do rozmiar jest ważniejszy od ciężaru.
No i problem dzieci. Wystarczyłoby wezwać UN i chyba problem by się rozwiązał. Ale pewnie nie doszłoby do spotkania z Polakami, i tu już licencja poetica musiałą zadecydować.
I oczywiście dziękuję za Aska!
pozdrawiam i czekam na dalej
Ask
Dwa serca, dwa smutki (XI) "Bałkański zwiad"
@Jammer106 W sprawę Kosowa była trochę zaangażowana moja żona, jeszcze za Jugosławii, przed naszym ślubem, jej pierwszy narzeczony był z Prisztiny i coś tam działał w kwestii wolnego Kosowa. Temat rzeka, oczywiście, tam każdy miał swoje interesy, narodowość i wiara - można to porównać tylko z Palestyną i Izraelem. Ja jestem zwolennikiem samostanowienia narodów, Katalonia, Kurdystan, Palestyna - mają prawo do swojego państwa. I nikt nie ma prawa do ataków terrorystycznych. Ale one i tak będą, niezależnie, czy powstaną te państwa, czy nie. Zawsze ktoś będzie wiedział lepiej, jak powinno być.
Pozdrawiam
Dwa serca, dwa smutki (XI) "Bałkański zwiad"
Jammer, to jest naprawdę dobre. Po kolei.
Akcja w Kirgizji. Bardzo dobry opis. Okrutny. To w spec służbach normalne, że ciężko rannych się dobija. Ale raczej nie w USA, tam zawsze ratują swoich, choćby stu stracić, ale jednego uratować. W Rosji - tam jeden ratuje kilku innych, walczy i - z założenia - ginie. Bliżej mi do Amerykanów.
Tamara - i jej miłość, pierwsza w życiu. Piękny opis, to coś czystego. Wiktor jest naprawdę kochającym ojcem. Zawojował chłopaka córki - to jest mistrzowskie zagranie. Ale to, że Tamara chciałaby, żeby Wołodia był podobny do jej ojca - w moim świecie nieprawdopodobne. Ale w Rosji? może.
Zwiad w Kosowie. Problem Kosowski jest mi bliski. Nieszczęśliwy kraj. Mieszkańcy walczyli o wolność od wielu lat. To w większości Albańczycy, muzułmanie. A Serbia - to taka Rosja Bałkanów, chce narzucać wszystkim narodom swoją władzę. Mieszkańcy Kosowa lubili Polaków, bo ci ich rozumieli, bo Polacy też wiele lat walczyli o wolność. Tu starła się narodowość, język i religia. A wydaje mi się, że prawosławie jest raczej mało tolerancyjną religią, islam zresztą też. Często terroryzm jest jedyną bronią słabszych. Nie usprawiedliwiam, oczywiście, terroryzm jest ślepy, trafia w niewinnych, wręcz w najbardziej niewinnych i przypadkowych. Jest to najgorsza forma walki. Nie usprawiedliwiam, potępiam, ale rozumiem.
Czekam niecierpliwie na kolejne części. I na Klaudię, którą - jak widzę - nie tylko ja pokochałem.
PS. ciężko ranny - серьезно ранены (sieriezno ranieny).
Pozdrawiam
Ask
Malarka Barbara (II)
@Jammer106 Jammer, nie przepraszaj. Ja to wiem. De gustibus... Ja mam swoje gusta, inni swoje, żadne nie są lepsze. A dziękuję za dobrą wiadomośc na końcu. Pozdrawiam.
Malarka Barbara (II)
Niestety, nie zachwyciło mnie to opowiadanie. Nie lubię takich klimatów - podglądanie, szantaż, upodlanie ludzi (obojętne - młodych czy starych, i z jakiego powodu). Napisane ładnie, zgoda, opisy erotyczne są zupełnie ładne, dobre, bez ginekologii. Ale postać tej pani Barbary jest dla mnie nie do przyjęcia. Stary babiszon, wyposzczony i szukający okazji do skoku w bok. Typowy produkt PRL. Mąż - oficer, pieniądze z misji ONZ, układy, przynależność do elity. I w rezultacie czyste zło. To, co zrobiła, to równoważne - prawnie i moralnie - gwałtowi na dwojgu młodych ludziach. Spotykałem podobne osoby, mało szczęśliwie i nie z takim natężeniem zła. Ta dwójka młodych ludzi, w zaraniu życia, u progu dorosłości, doznała strasznej traumy, która będzie rzutowała na całe ich życie. I może spowodować, że oni potem będą czynili zło innym. Kryminalistyka zna mnóstwo takich przykładów. Sorry, może i nieźle napisane, ale ten klimat nie dla mnie.
pozdrawiam
Ask
Corpodick (I)
Jammer, widzę, że wysmażyłeś coś nowego. No, niezłe, naprawdę, intryga szykuje się naprawdę ciekawa. Korporacje to nie moja bajka, ale trochę człowiek nolens volens słyszy. W niektórych jednostkach z mojej branży też słyszałem o imprezach integracyjnych, nie w moich szczęśliwie. Bardzo podoba mi się 90%+ tej opowieści. Może troche mało o stosunkach w korporacji, to dla mnie ciekawe, ale w sumie OK. Natomiast najpiękniejszy element to opis budzącej się miłości. Już od początku wiadomo, że Hubert i Joanna połączą się. Taka konstrukcja jak u Colombo, gdzie od początku wiemy, kto i jak zabił, zwykle też, dlaczego, i zastanawiamy się, jak detektyw do tego dojdzie. Tu jest podobnie.
Ten opis wędrówki po Małej Fatrze, Welky Rozsutec, pamiętam te skałki i ścieżki nad wodospadami w dolinie (my szliśmy z drugiej strony). Też była cudna pogoda, chata w Terchowej. I to budzące się uczucie dwojga ludzi. Sam kilka razy widziałem takie małżeństwa, gdzie trudno było uwierzyć, jak taka ładna i mądra dziewczyna z zasadami wyszła za takiego dupka. Rodząca się miłość to najpiękniejsza rzecz na ziemi.
Gratuluję, bardzo mi się podobało, prawie wszystko, a co się nie podobało, wiesz dobrze, nie muszę pisać. I tylko jedna prośba: KLAUDIA!
Serdecznie pozdrawiam
Ask
Vaccum
@Jammer106 oczywiście, wiedziałem, że to staroć. I rozumiem, de gustibus... Pozdrawiam serdecznie
Vaccum
Jammer, zapewne się spodziewałeś, że mi się nie spodoba; jeśli tak, miałeś rację. To nioe moje klimaty. Ale jeżeli inni to lubią... Cóż, de gustibus non disputandum est, jek mawiali starożytni Rzymianie.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na Wsi spokojna..., a zwłaszcza na Klaudię
Wsi spokojna... (III) "Dyskoteka"
@Jammer106 To prawda, Jammer, jest szambo. Ania u Ciebie to nie dziecko (w sensie prawnym, ma 15 lat skończone, a to w tych sprawach chyba granica kodeksowa). Ale mamy ostatnio wysyp krystalicznej pedofilii, z wyrokami (nawet 25 lat w Kłodzku), jeszcze gdzieś obok, zdaje się trzyletnie dziecko, obrzydliwość! Jak tacy ludzie mogą chodzić po świecie? Ja słyszałem wiele lat temu o niemowlęciu zgwałconym przez pedofila, ponad 30 lat temu, i byłem w szoku. W porównaniu z tym, co tu opisałęś, to panowie w UB w Lubieżnikach to aniołki, w końcu tak naprawdę nikomu krzywdy nie zrobili, tamta Ania była dorosła i już trochę doświadczona, na sporo się zgodziła, nie użyli siły, po prochach było jej nawet przyjemnie, no, za łądne to nie było, ale raczej orgia, na pewno nie gwałt. A tu wyjątkowo obrzydliwy gwałt. Nie wziął pod uwagę, że nie wsypałą go ani przed wsią, ani na polanie przed policją. A szczególnie koszmarne napojenie ją przemocą alkoholem i wyrzucenie na śmietnik. Także jego kontakty z SB mówią wiele o tej kreaturze.
Pozostaje mi tylko mień nadzieję, że to w Kościele absolutny margines, bo w końcu w najporządniejszym miasteczku znajdzie się kur..., złodziej i kapuś. I mam nadzieję, że Ania się pozbiera, a ten zboczeniec dostanie za swoje. Najlepiej od jego najwyższego przełożonego, z tamtego świata, rak, wylew, w ostateczności wypadek.
Wsi spokojna... (III) "Dyskoteka"
Jammer, miałeś rację. Nie podobało mi się. To znaczy, sam opis jest dobry, akcja wartka, nic tu nie mogę zarzucić. Rzecz głównie w ostatnich scenach - brutalnego, tak, naprawdę bardzo brutalnego gwałtu starego, zboczonego klechy na niewinnej, młodej dziewczynie.
Dla mnie głównym atutem tego opisu jest proces. Fenomenalnie opisany proces wchodzenia młodej, niewinnej, naiwnej dziewczyny w sieć, w której czeka na nią obrzydliwy pająk, aby są pożreć. Ta sytuacja - przerażonej dziewczyny, uciekającej przed zagrożeniem, a faktycznie zdążającą do niego, skojarzyła mi się serialem amerykańskim "Wojna i pamięć" i postacią prof. Aarona Jastrowa, wspaniale zagraną przez Johna Gielguda. To był podobny proces, oglądając to przed laty wiedziałem od początku, że Jastrow skończy w komorze gazowej Oświęcimia. To największa dla mnie zaleta tej mrocznej opowieści. Czytałem późno w nocy, byłem zmęczony, była okropna, i nie mogłem przestać.
Czytałem tez komentarze. W dużej mierze zgadzam się z nimi i Twoimi odpowiedziami. Kastracja - za brutalne, ale zniesienie celibatu - TAK. Nikt nie upilnuje chłopa lepiej, niż własna żona, i nie napływają wtedy osoby z ewidentnymi problemami seksualnymi, o czym pisałem w komentarzach do poprzednich części.
I coś tak czuję, że nie darmo pojawił się tam dzielny partol policji pod wodzą sierżanta Barana. Bardzo mi się spodobało, kiedy potraktowali klechę jak należy, czyli jak zwykłego oprycha. Gdyby Ania wtedy powiedziała mu, w czym rzecz, to nic by się jej nie stało (ale też byłby koniec powieści). Może jeszcze się z panem sierżantem spotkamy?
Lubieżnicy (IIIA)
@Jammer106 Dziękuję za uznanie moich wypocin. Rzeczywiście, oceniam wysoko, nie spodziewałem się, że tak się skończy - tzn. w tak dobrym stylu.
Też moja koleżanka miała korepetycje, które dawał jej prof. AM, a prywatnie mój daleki krewny (chociaż znam gościa tylko z sali sądowej, nie osobiście, na szczęście), i matka dziewczyny - wzięta dentystka - nie wydoliła opłat. To nie korepetycje, to zakamuflowana łapówka.
Jeżeli porównam Lubieżników i Klechy - to jednak starsi panowie z ubeckim rodowodem wypadają chyba nieco sympatyczniej w Twoich opowiadaniach.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalej
Ask
Lubieżnicy (IIIA)
Jammer, naprawdę niezłe. Zrobiłeś z tego więcej, niż myślałem, że w ogóle można. W sumie - jak na tematykę - erotyka jest ładnie opisana, może trochę jej dużo, ale do wytrzymania, to w końcu portal do tych spraw.
Dość zaskoczony poczułem się postawą tych trzech panów. W sumie nawet pozytywnie. Poprzednie części raczej wskazywały, że będzie gorzej. Wprawdzie podali Ani specyfik rozluźniający jej zasady, ale ona już przedtem mocno je rozluźniła, i poszła na imprezę ze świadomością, że będzie ostro molestowana. No, może nie aż na takie ekscesy się nastawiała, ale w sumie zgodziła się.
A co do tych trzech oficerów. Przede wszystkim na ich korzyść przemawia, że nie chcieli jej skrzywdzić, użyć siły. W dużym stopniu była jej zgoda, opłacana przez nich sowicie: prezenty, pieniądze, no i załatwienie przyjęcia na studia. Ania w sumie godziła się na załatwienie studiów - co by nie mówić - przez łóżko.
Czy ją za to potępić, uznać za - w jakimś sensie - prostytutkę? Jako wieloletni wykładowca, spotykałem się z próbami takiego załatwienia egzaminu. Rzadko, co prawda. Podobnie, łapówki były sprawą sporadyczną. Ale to była politechnika, no i okres po roku 2000, więc inne czasy. Ja byłem zdecydowanie przeciwny takim oszustwom, podobnie, jak tępiłem ostro ściąganie. Ale w końcu lat 80. i na początku 90. było inaczej, a na medycynę szły osoby z mocnym poparciem lub przez solidne łapówki. Dominowały jednak tzw. "Korepetycje" pracowników naukowych z akademii medycznych, za które brali kwoty przyprawiające o zawrót głowy. Znam te sprawy bardzo dobrze. Na medycynę szły dzieci działaczy partyjnych, dzianych prywaciarzy, lekarzy, pracowników naukowych. Oczywiście, zapewne większość zdawała egzaminy, jednak odsetek patologii był zapewne znaczny. Czy takie zachowanie, jak Ani, było gorsze? Niech każdy odpowie sobie sam.
Ale te patologiczne układy zapewne przyczyniły się do takiej postawy lekarzy, jaką mamy obecnie: kasa przede wszystkim. Jak się zainwestowało - trzeba to odzyskać. Myślę, że obecnie jest już znacznie lepiej, ale pewien model lekarza - w sensie charakterologicznym - pozostał. O tym świadczą masowe wyjazdy młodych lekarzy na "saksy".
A starzy ubecy żyją sobie nadal i mają się nieźle. Co do dziewcząt - już raczej za starzy, ale emerytury im przywrócono.
W sumie oceniam cały cykl na -5.
pozdrawiam
Ask
Dwa serca, dwa smutki (X) "A może to miłość...?"
@Jammer106 To prawda, Jammer, podziwiam Twoją wiedzę i realizm, to wymaga wiele pracy, aby fabuła zgadzała się z założonymi ramami czasowymi, miejscem akcji itp. I jestem pełen uznania dla Twojej pracowitości, jak pisałeś, cykl o Klaudii to już ok. 750 stron, to wielkie dzieło!
A o czarodziejach, wróżkach, krasnoludkach itp. na pewno łatwo jest pisać, bez zawracania sobie głowy takimi duperelami jak prawo powszechnego ciążenia na przykład. Ale, jeżeli chcesz z tego świata, magii czy SF, zrobić dzieło - to musisz sam stworzyć świat przedstawiony, wymyślić go od podstaw i być potem konsekwentny (vide Harry Potter), a to też nie łatwe, bo jak się pomylisz, to "krasonoludek pluje ogniem i zjada smoka", np.
Ask
Dwa serca, dwa smutki (X) "A może to miłość...?"
Jammer, znowu na koniec odkrywasz tajemnice Wiktora sprzed paru lat. Częściowo odkrywasz, a Twoi wierni czytelnicy aż się gotują. Teraz projekt Barma. Powiązany jakoś - jak, jeszcze nie wiadomo - z Wiktorem. Ale Westa też w nim była, tu trochę niewiadomych, może się wyjaśni. Gdyby to tak sfilmować, jak jest to napisane - no, Alfred Hitchcock by był z tego dumny.
Jak zwykle, sporo o oddziałach specjalnych, ich uzbrojeniu, taktyce i zwyczajach. Widzę, że znasz ten temat. Sporo się od Ciebie dowiedziałem o tych grupach, ja w tym nigdy nie byłem. Co prawda, piszesz głównie o rosyjskich służbach, polskie (Formoza w poprzednim cyklu; jak dawno temu to było, tak się teraz wydaje) były przedstawione bardziej skrótowo. Ale to ciekawe. Znam tę zasadę: najsłabszy zostaje i osłania odwrót reszty - aż do śmierci. Straszne - ale konieczne, logiczne. Zadanie przede wszystkim. Ważna misja, mniej ważna grupa, najmniej ważny pojedynczy człowiek. Aby walczyć z terrorystami - trzeba w pewnym stopniu przejęć ich zasady.
Wątek miłosny: Westa - piękna, ale poraniona, stąd ogromny kompleks - i Wiktor - w pewnym momencie na granicy życia i śmierci. Tak wynika z tekstu, ale jego wyczyny wszelkiego rodzaju świadczą, że aż tak źle nie było. Tu trochę mało logiki (może - sam w takiej sytuacji nigdy nie byłem). Jak dla mnie, te opisy - chociaż ładne, nie wulgarne i nie przesadnie techniczne - są jednak mniej interesujące. Zwłaszcza w zestawieniu z wzajemnymi wyznaniami: o przejściach, o kompleksach, brakach, miłościach. Te łzy - w dokładnie właściwym momencie - są wzruszające. Ale: mniej wzruszające (dla mnie), niż np. w Rescuerze. Tam takich sytuacji było więcej, np. akt miłosny na skale (Nun). Może tu traci się coś w walce- dość brudnej momentami - w zmaganiach o życie, zabijaniu wrogów i swoich rannych. Wojna i miłość to częsty motyw - ale one nie służą sobie, nie zgadzają się tak naprawdę.
Zobaczymy, co będzie dalej. Czekam niecierpliwie. Ale na Wsi spokojna... - także.
Wspaniała saga, Jammer. Poczynając od Bałtyckiego Rybaka, to już chyba będzie solidna książka, nie wiem, ile to stron, ale sporo. Gratuluję i pozdrawiam
Ask