@Jammer106 Jammer, nie przepraszaj. Ja to wiem. De gustibus... Ja mam swoje gusta, inni swoje, żadne nie są lepsze. A dziękuję za dobrą wiadomośc na końcu. Pozdrawiam.
Niestety, nie zachwyciło mnie to opowiadanie. Nie lubię takich klimatów - podglądanie, szantaż, upodlanie ludzi (obojętne - młodych czy starych, i z jakiego powodu). Napisane ładnie, zgoda, opisy erotyczne są zupełnie ładne, dobre, bez ginekologii. Ale postać tej pani Barbary jest dla mnie nie do przyjęcia. Stary babiszon, wyposzczony i szukający okazji do skoku w bok. Typowy produkt PRL. Mąż - oficer, pieniądze z misji ONZ, układy, przynależność do elity. I w rezultacie czyste zło. To, co zrobiła, to równoważne - prawnie i moralnie - gwałtowi na dwojgu młodych ludziach. Spotykałem podobne osoby, mało szczęśliwie i nie z takim natężeniem zła. Ta dwójka młodych ludzi, w zaraniu życia, u progu dorosłości, doznała strasznej traumy, która będzie rzutowała na całe ich życie. I może spowodować, że oni potem będą czynili zło innym. Kryminalistyka zna mnóstwo takich przykładów. Sorry, może i nieźle napisane, ale ten klimat nie dla mnie. pozdrawiam
Jammer, widzę, że wysmażyłeś coś nowego. No, niezłe, naprawdę, intryga szykuje się naprawdę ciekawa. Korporacje to nie moja bajka, ale trochę człowiek nolens volens słyszy. W niektórych jednostkach z mojej branży też słyszałem o imprezach integracyjnych, nie w moich szczęśliwie. Bardzo podoba mi się 90%+ tej opowieści. Może troche mało o stosunkach w korporacji, to dla mnie ciekawe, ale w sumie OK. Natomiast najpiękniejszy element to opis budzącej się miłości. Już od początku wiadomo, że Hubert i Joanna połączą się. Taka konstrukcja jak u Colombo, gdzie od początku wiemy, kto i jak zabił, zwykle też, dlaczego, i zastanawiamy się, jak detektyw do tego dojdzie. Tu jest podobnie. Ten opis wędrówki po Małej Fatrze, Welky Rozsutec, pamiętam te skałki i ścieżki nad wodospadami w dolinie (my szliśmy z drugiej strony). Też była cudna pogoda, chata w Terchowej. I to budzące się uczucie dwojga ludzi. Sam kilka razy widziałem takie małżeństwa, gdzie trudno było uwierzyć, jak taka ładna i mądra dziewczyna z zasadami wyszła za takiego dupka. Rodząca się miłość to najpiękniejsza rzecz na ziemi.
Gratuluję, bardzo mi się podobało, prawie wszystko, a co się nie podobało, wiesz dobrze, nie muszę pisać. I tylko jedna prośba: KLAUDIA!
Jammer, zapewne się spodziewałeś, że mi się nie spodoba; jeśli tak, miałeś rację. To nioe moje klimaty. Ale jeżeli inni to lubią... Cóż, de gustibus non disputandum est, jek mawiali starożytni Rzymianie. Pozdrawiam serdecznie i czekam na Wsi spokojna..., a zwłaszcza na Klaudię
@Jammer106 To prawda, Jammer, jest szambo. Ania u Ciebie to nie dziecko (w sensie prawnym, ma 15 lat skończone, a to w tych sprawach chyba granica kodeksowa). Ale mamy ostatnio wysyp krystalicznej pedofilii, z wyrokami (nawet 25 lat w Kłodzku), jeszcze gdzieś obok, zdaje się trzyletnie dziecko, obrzydliwość! Jak tacy ludzie mogą chodzić po świecie? Ja słyszałem wiele lat temu o niemowlęciu zgwałconym przez pedofila, ponad 30 lat temu, i byłem w szoku. W porównaniu z tym, co tu opisałęś, to panowie w UB w Lubieżnikach to aniołki, w końcu tak naprawdę nikomu krzywdy nie zrobili, tamta Ania była dorosła i już trochę doświadczona, na sporo się zgodziła, nie użyli siły, po prochach było jej nawet przyjemnie, no, za łądne to nie było, ale raczej orgia, na pewno nie gwałt. A tu wyjątkowo obrzydliwy gwałt. Nie wziął pod uwagę, że nie wsypałą go ani przed wsią, ani na polanie przed policją. A szczególnie koszmarne napojenie ją przemocą alkoholem i wyrzucenie na śmietnik. Także jego kontakty z SB mówią wiele o tej kreaturze. Pozostaje mi tylko mień nadzieję, że to w Kościele absolutny margines, bo w końcu w najporządniejszym miasteczku znajdzie się kur..., złodziej i kapuś. I mam nadzieję, że Ania się pozbiera, a ten zboczeniec dostanie za swoje. Najlepiej od jego najwyższego przełożonego, z tamtego świata, rak, wylew, w ostateczności wypadek.
Jammer, miałeś rację. Nie podobało mi się. To znaczy, sam opis jest dobry, akcja wartka, nic tu nie mogę zarzucić. Rzecz głównie w ostatnich scenach - brutalnego, tak, naprawdę bardzo brutalnego gwałtu starego, zboczonego klechy na niewinnej, młodej dziewczynie. Dla mnie głównym atutem tego opisu jest proces. Fenomenalnie opisany proces wchodzenia młodej, niewinnej, naiwnej dziewczyny w sieć, w której czeka na nią obrzydliwy pająk, aby są pożreć. Ta sytuacja - przerażonej dziewczyny, uciekającej przed zagrożeniem, a faktycznie zdążającą do niego, skojarzyła mi się serialem amerykańskim "Wojna i pamięć" i postacią prof. Aarona Jastrowa, wspaniale zagraną przez Johna Gielguda. To był podobny proces, oglądając to przed laty wiedziałem od początku, że Jastrow skończy w komorze gazowej Oświęcimia. To największa dla mnie zaleta tej mrocznej opowieści. Czytałem późno w nocy, byłem zmęczony, była okropna, i nie mogłem przestać. Czytałem tez komentarze. W dużej mierze zgadzam się z nimi i Twoimi odpowiedziami. Kastracja - za brutalne, ale zniesienie celibatu - TAK. Nikt nie upilnuje chłopa lepiej, niż własna żona, i nie napływają wtedy osoby z ewidentnymi problemami seksualnymi, o czym pisałem w komentarzach do poprzednich części. I coś tak czuję, że nie darmo pojawił się tam dzielny partol policji pod wodzą sierżanta Barana. Bardzo mi się spodobało, kiedy potraktowali klechę jak należy, czyli jak zwykłego oprycha. Gdyby Ania wtedy powiedziała mu, w czym rzecz, to nic by się jej nie stało (ale też byłby koniec powieści). Może jeszcze się z panem sierżantem spotkamy?
@Jammer106 Dziękuję za uznanie moich wypocin. Rzeczywiście, oceniam wysoko, nie spodziewałem się, że tak się skończy - tzn. w tak dobrym stylu.
Też moja koleżanka miała korepetycje, które dawał jej prof. AM, a prywatnie mój daleki krewny (chociaż znam gościa tylko z sali sądowej, nie osobiście, na szczęście), i matka dziewczyny - wzięta dentystka - nie wydoliła opłat. To nie korepetycje, to zakamuflowana łapówka.
Jeżeli porównam Lubieżników i Klechy - to jednak starsi panowie z ubeckim rodowodem wypadają chyba nieco sympatyczniej w Twoich opowiadaniach.
Jammer, naprawdę niezłe. Zrobiłeś z tego więcej, niż myślałem, że w ogóle można. W sumie - jak na tematykę - erotyka jest ładnie opisana, może trochę jej dużo, ale do wytrzymania, to w końcu portal do tych spraw.
Dość zaskoczony poczułem się postawą tych trzech panów. W sumie nawet pozytywnie. Poprzednie części raczej wskazywały, że będzie gorzej. Wprawdzie podali Ani specyfik rozluźniający jej zasady, ale ona już przedtem mocno je rozluźniła, i poszła na imprezę ze świadomością, że będzie ostro molestowana. No, może nie aż na takie ekscesy się nastawiała, ale w sumie zgodziła się.
A co do tych trzech oficerów. Przede wszystkim na ich korzyść przemawia, że nie chcieli jej skrzywdzić, użyć siły. W dużym stopniu była jej zgoda, opłacana przez nich sowicie: prezenty, pieniądze, no i załatwienie przyjęcia na studia. Ania w sumie godziła się na załatwienie studiów - co by nie mówić - przez łóżko.
Czy ją za to potępić, uznać za - w jakimś sensie - prostytutkę? Jako wieloletni wykładowca, spotykałem się z próbami takiego załatwienia egzaminu. Rzadko, co prawda. Podobnie, łapówki były sprawą sporadyczną. Ale to była politechnika, no i okres po roku 2000, więc inne czasy. Ja byłem zdecydowanie przeciwny takim oszustwom, podobnie, jak tępiłem ostro ściąganie. Ale w końcu lat 80. i na początku 90. było inaczej, a na medycynę szły osoby z mocnym poparciem lub przez solidne łapówki. Dominowały jednak tzw. "Korepetycje" pracowników naukowych z akademii medycznych, za które brali kwoty przyprawiające o zawrót głowy. Znam te sprawy bardzo dobrze. Na medycynę szły dzieci działaczy partyjnych, dzianych prywaciarzy, lekarzy, pracowników naukowych. Oczywiście, zapewne większość zdawała egzaminy, jednak odsetek patologii był zapewne znaczny. Czy takie zachowanie, jak Ani, było gorsze? Niech każdy odpowie sobie sam.
Ale te patologiczne układy zapewne przyczyniły się do takiej postawy lekarzy, jaką mamy obecnie: kasa przede wszystkim. Jak się zainwestowało - trzeba to odzyskać. Myślę, że obecnie jest już znacznie lepiej, ale pewien model lekarza - w sensie charakterologicznym - pozostał. O tym świadczą masowe wyjazdy młodych lekarzy na "saksy".
A starzy ubecy żyją sobie nadal i mają się nieźle. Co do dziewcząt - już raczej za starzy, ale emerytury im przywrócono.
@Jammer106 To prawda, Jammer, podziwiam Twoją wiedzę i realizm, to wymaga wiele pracy, aby fabuła zgadzała się z założonymi ramami czasowymi, miejscem akcji itp. I jestem pełen uznania dla Twojej pracowitości, jak pisałeś, cykl o Klaudii to już ok. 750 stron, to wielkie dzieło!
A o czarodziejach, wróżkach, krasnoludkach itp. na pewno łatwo jest pisać, bez zawracania sobie głowy takimi duperelami jak prawo powszechnego ciążenia na przykład. Ale, jeżeli chcesz z tego świata, magii czy SF, zrobić dzieło - to musisz sam stworzyć świat przedstawiony, wymyślić go od podstaw i być potem konsekwentny (vide Harry Potter), a to też nie łatwe, bo jak się pomylisz, to "krasonoludek pluje ogniem i zjada smoka", np.
Jammer, znowu na koniec odkrywasz tajemnice Wiktora sprzed paru lat. Częściowo odkrywasz, a Twoi wierni czytelnicy aż się gotują. Teraz projekt Barma. Powiązany jakoś - jak, jeszcze nie wiadomo - z Wiktorem. Ale Westa też w nim była, tu trochę niewiadomych, może się wyjaśni. Gdyby to tak sfilmować, jak jest to napisane - no, Alfred Hitchcock by był z tego dumny.
Jak zwykle, sporo o oddziałach specjalnych, ich uzbrojeniu, taktyce i zwyczajach. Widzę, że znasz ten temat. Sporo się od Ciebie dowiedziałem o tych grupach, ja w tym nigdy nie byłem. Co prawda, piszesz głównie o rosyjskich służbach, polskie (Formoza w poprzednim cyklu; jak dawno temu to było, tak się teraz wydaje) były przedstawione bardziej skrótowo. Ale to ciekawe. Znam tę zasadę: najsłabszy zostaje i osłania odwrót reszty - aż do śmierci. Straszne - ale konieczne, logiczne. Zadanie przede wszystkim. Ważna misja, mniej ważna grupa, najmniej ważny pojedynczy człowiek. Aby walczyć z terrorystami - trzeba w pewnym stopniu przejęć ich zasady.
Wątek miłosny: Westa - piękna, ale poraniona, stąd ogromny kompleks - i Wiktor - w pewnym momencie na granicy życia i śmierci. Tak wynika z tekstu, ale jego wyczyny wszelkiego rodzaju świadczą, że aż tak źle nie było. Tu trochę mało logiki (może - sam w takiej sytuacji nigdy nie byłem). Jak dla mnie, te opisy - chociaż ładne, nie wulgarne i nie przesadnie techniczne - są jednak mniej interesujące. Zwłaszcza w zestawieniu z wzajemnymi wyznaniami: o przejściach, o kompleksach, brakach, miłościach. Te łzy - w dokładnie właściwym momencie - są wzruszające. Ale: mniej wzruszające (dla mnie), niż np. w Rescuerze. Tam takich sytuacji było więcej, np. akt miłosny na skale (Nun). Może tu traci się coś w walce- dość brudnej momentami - w zmaganiach o życie, zabijaniu wrogów i swoich rannych. Wojna i miłość to częsty motyw - ale one nie służą sobie, nie zgadzają się tak naprawdę.
Zobaczymy, co będzie dalej. Czekam niecierpliwie. Ale na Wsi spokojna... - także.
Wspaniała saga, Jammer. Poczynając od Bałtyckiego Rybaka, to już chyba będzie solidna książka, nie wiem, ile to stron, ale sporo. Gratuluję i pozdrawiam
@Jammer106 Sprawy pedofilii w Kościele znam z opisów. Filmów Sekielskich nie oglądałem, książki Sama nie czytałem - znam opisy, ale takie treści są dla mnie zbyt porażające.
Sprawy pedofilskie są w ogóle trudne do wykrycia i udowodnienia, niewielki procent kończy się wyrokiem skazującym. Najgorszy jest stosunek władz kościelnych, ale też wielu innych, w tym polityków tzw. chrześcijańskich. Wiemy już sporo o homoseksualnych "mafiach" w Watykanie. Jednoznaczny stosunek do spraw od początku: zawieszenie księdza - proces (bez ingerencji Kościoła) - wyrok, wydalenie i więzienie - spowodowałby zdecydowane zmniejszenie liczby takich spraw. Ale wiemy, że w różnych skandalach seksualnych w łonie Kościoła brali udział również hierarchowie, np. abp Petz (tu akurat nie pedofilia). Dzieci - to najłatwiejszy cel dla zwykłego księdza, zwł. na wsi i w latach 90. (teraz już pewnie trudniej).
Swoją drogą: młody mężczyzna, który świadomie (czy dobrowolnie - inna sprawa) pozbawia się prawa do rodziny, dzieci, miłości, seksu - może mieć ze swoją seksualnością problemy (choć oczywiście nie musi). W mojej rodzinie wiele lat temu, krótko po wojnie, rodzice zmusili syna do wstąpienia do seminarium. Przed święceniami zbuntował się i odszedł, a rodzina potępiła go i wyrzekła się. teraz oczywiście to rzadkość (???). Jednak zapewne statystyki (gdyby były!) wykazałyby w Kościele wyższy wskaźnik seksualnych dewiacji, niż gdzie indziej. Tu tylko zdecydowana postawa może pomóc. A, jak widać, swoisty sojusz hierarchów, polityków - robi swoje. Jednak część hierarchów po filmie Sekielskiego stanęła po właściwej stronie, przynajmniej wypowiedziami (Nycz, Polak). Wyroki zapadły, więzienie i odszkodowania, często bardzo surowe (w sprawie opisanej w książce Sama na przykład). Ale inni (Głódź, Rydzyk) traktowali to jako atak na Kościół. To nie był atak na Kościół, moim zdaniem, to był atak na wrogów Kościoła!
Kończąc: nie do końca przekonałeś mnie do postaci Tomasza, ja tu widzę jednak dysonans. Ale kibicuję Ani, aby przetrwałą to wszystko i wygrała (tak zrozumiałęm Twój wpis).
Jammer, już mi pisałeś, że ciąg dalszy mi się zapewne nie spodoba. I miałeś rację. Tylko, że to tak, jak z bolącym zębem. Boli - ale trudno się powstrzymać, żeby nie dotknąć, chociaż wiem, że zaboli jeszcze bardziej.
Chyba Ania miała podobne odczucia przy kolejnym spotkaniu z Tomaszem. Nie lubiła go, nie podobał się jej, nie chciała, robiła to tylko z względu na bibliotekarkę - ale zarazem była podniecona, odczuwała przyjemność. Ze strony Tomasza był to oczywisty szantaż (w poprzednim odcinku), zresztą wyrafinowany, przeprowadzony bez przygotowania - kiedy tylko zobaczył książkę dla dorosłych w rękach nastolatki, w sekundę uknuł wyrafinowaną intrygę, aby ją zmusić do - tym razem - pettingu.
I tu moja krytyczna uwaga, wobec Ciebie. Tak wyrafinowana intryga świadczyłaby o dość wysokiej inteligencji Tomasza, a przynajmniej dużym sprycie. Ale zarówno podczas kontaktu z Anią, jak i potem w rozmowie z Damianem (nawet po zdrowej porcji alkoholu), wreszcie w tym odcinku w rozmowach z klechami - Tomasz prezentuje wyjątkowo denny poziom, na poziomie jakiejś szkoły specjalnej (a skończył liceum, pracuje jako bibliotekarz). W czasie szantażowania Ani - sprytny, zdecydowany, narzucający swoje zdanie; podczas rozmów z klechami, a także w swoistym monologu wewnętrznym po odejściu dziewczyny - chłopak ewidentnie zapóźniony w rozwoju, zahukany, prymitywny. To się nie zgadza, za duży dysonans. No, i nie przesadzajmy - aż takiego wpływu klechy nie miały, żeby ludzie tracili rozum.
Scena z Tomaszem jest jeszcze do wytrzymania. Scena seksu z klechami - już nie, przynajmniej dla mnie. To było gorsze od brutalnego gwałtu. Obrzydliwe. Opis dobry, wierny - dla mnie straszny, takich scen osobiście nie akceptuję. Nie wiem, czy takie sytuacje były w rzeczywistości; wolę mieć nadzieję (złudzenie?), że nie. Ale wiem, że w tych tematach Kościół ma bardzo ciemną kartę.
I znowu uważam, że sytuacja gwałtu klechów na Ani - bo to był gwałt, bez wątpienia - była cokolwiek niewiarygodna. Nawet na zapadłej wsi dziewczyna z biednej, alkoholicznej rodziny, ale dziewczyna inteligentna, oczytana, mądra (bardzo dobre świadectwa) - nie powinna tak łatwo i bezwolnie poddawać się zboczonym żądaniom duchownych.
Bardzo dobry jest opis domu i rodziny Ani, ojciec pracujący dorywczo upija się regularnie, matka haruje, aby wyżywić rodzinę i kupić mężowi wódkę (to akurat było częste w tych czasach). I niemoc - brak możliwości kształcenia się, awansu dla młodych. O Krośnie i okolicach akurat trochę wiem, nie tylko tam były podobne problemy. Mamy tak mało zdolnych i pracowitych ludzi, a nie ma dla nich żadnej oferty w kraju. Wyjeżdżają za granicę, tam znajdują szansę - ale my ich tracimy. Szkoda.
Tak, nie podobało mi się, ale przy następnych odcinkach przygotuj się na kolejne moje komentarze. Krytyczne. Chociaż po tym, co pisałeś do WOczekiwaniu - aż się boję.
Pozdrawiam serdecznie, i mam na dzieję, że jednak wrócisz do Klaudii
@Jammer106 Cóż, z wena tak już jest. Kapryśna, cholera. Też mam teraz kryzys twórczy, chociaż w zupełnie innej materii - entropii zjawisk nieodwracalnych - ale mniejsza o te szczegóły bardzo techniczne.
Na pewno nie stracisz w mojej osobie czytelnika, nie miej takiej nadziei. Ale też będę, być może, surowszym recenzentem. Czas pokaże.
Co do kleru. Też nie pałąm tu miłością. Kościół czasami zachowuje się zgodnie ze starą mafijną zasadą cosa nostra. Nic wam do tego, owieczki, to nasze wewnętrzne sprawy. Wiele razy miałem problemy, obserwując niemaskowana butę, poczucie wyższości księży. Zwłaszcza na wsiach, niekoniecznie zapadłych. A poziom intelektualny tych panów też pozostawiał wiele do życzenia, o moralnym nie mówiąc. Ale uznałem: jak to ich sprawa, to niech się sami potem tłumaczą. I nie przed biskupem, tylko wyżej. Myślę, że Tam inna będzie sprawiedliwość dla kleru, niż na ziemi. I inna, niż dla ludzi świeckich, często nieświadomych. Zawsze uważam, że prawnicy, ci zwłaszcza związani z wymiarem sprawiedliwości, powinni odpowiadać dwukrotnie surowiej za przestępstwa, niż zwykły, szary obywatel. Niestety, jest "prawie na opak".
Zbrodnią połaniecką zmartwiłeś mnie. To jedna z bardziej obrzydliwych zbrodni, osobliwa mieszanka wiejskiej nienawiści, zemsty, prymitywnej głupoty i jeszcze bardziej prymitywnej "religijności", czy może raczej zabobonu. Ekstremalnie surowe wyroki (4 KS) były zupełnie słuszne, nie oceniam dwóch praw łaski Rady Państwa. Za to postawa adwokatów... spuśćmy zasłonę milczenia, zwł. na min. Dykę.
Ale na pewno przeczytam.
A kontynuacja Lubieżników i Rescuera napawa mnie nadzieją na długi jeszcze czas naszych wzajemnych korespondencji literackich. Może kiedyś sam się zdecyduję coś na LOLu napisać, ale jak dotąd to, co napisałem w stylu choćby do LOL zbliżonym, uznałem za totalne badziewie. A dość chyba zaawansowane analizy historyczne, moje prawdziwe hobby, na pewno nie znajdą tu uznania.
Jammer, przeczytałem i mam dylemat. Z tego może być coś ciekawego, masz na pewno plan, może nawet trochę się domyślam, jaki. Ale - do Strażniczki czy 2 serca - w tej chwili dość daleko. Nie przesądzam, oczywiście, ale mnie nie powaliło, tak, jak Twoje "sztandarowe" cykle.
Cóż, dobrze ująłeś klimat lat 90. na wsi. Akurat w 1990 przeniosłem się z dużego miasta na wieś, gdzie był PGR (w tym czasie go rozparcelowano, a pola - jak się zdaje - przekazano któremuś z "ubogich" zakonów, tak, że indywidualni rolnicy musieli siostrzyczkom płacić słono za dzierżawę). Znam ten klimat kupowania na zeszyt, bezrobocia, alkoholizmu, kradzieży metali. wysprzedawania państwowego za bezcen - swoim oczywiście. Co ciekawe - wieś na Śląsku, między dwoma wielkimi miastami przemysłowymi, wokół pełno przemysłu. Różnica do krośnieńskiego ogromna. A jednak podobnie.
Tu uwaga, nie po raz pierwszy widzę Twój krytyczny stosunek do Kościoła i kleru. Nawet na tej mojej wioseczce moje kontakty z księżmi były niezbyt przyjemne. Z jednym wyjątkiem, ale tego dobrego i mądrego księdza Bóg przedwcześnie powołał do siebie. Inni mieli poczucie, że to oni rządzą wsią. Tu zgoda między nami. Dla mnie to było zdumiewające po kontaktach z duchownymi z wielkich miast. Ale musimy pamiętać, że to tylko pewien mały (mam nadzieję) procent kleru. Łyżka dziegciu w beczce miodu. Mam nadzieję. Spotkałem porządnych księży, nieciekawych, łajdaków - szczęśliwie - nie, bo dla mnie proboszcz z kochanką to nie problem, jego sprawa i jej, a kwestię moralną będzie sobie musiał wyjaśnić kiedyś nie z biskupem, lecz znacznie, znacznie wyżej, tam, gdzie fundusz kościelny go nie ochroni.
Scena w bibliotece - bardzo realistyczna. Tak to przecież wyglądało w naszej młodości (no, może nie do końca) - te pierwsze uniesienia. Ale włączenie się księży na tym etapie - i to w jakiś zagmatwany sposób - napawa mnie niepokojem. Chyba nie chciałbym czytać o pedofilii duchownych, szantażu i innych obrzydliwościach.
Cóż, mam nadzieję, że to się rozwinie w ciekawy cykl. Jednak szkoda, że nie kontynuujesz innych twoich opowiadań. Lubieżnicy - czekają już długo na kontynuację, a tu jest potencjał. Szkoda, że zostawiłeś po jednym opowiadaniu Wystawiony przez siostrę. Tu naprawdę widzę potencjał. Szkoda, że Utulnię ograniczyłeś do jednego opowiadania, można było opisać kolejne dzieje tej miłej pary, ślub, dzieci, służbę wojskową. No i ciągle mam nadzieję, że kiedyś wrócisz do Rescuera.
Pozdrawiam i życzę ostrego pióra. I nie zapominaj o Klaudii i Radku/Wiktorze
Jammer, trzymasz poziom. Z tym, ze teraz to już "film akcji".
Mamy dwie części, no, może 1 i 1/2 (akcja w Dagestanie to 1 (całość), a akcja w Tadżykistanie to 1/2, bo chyba będzie wkrótce ciąg dalszy). No i 2 przerywniki z domu teściów Wiktora.
Dagestan - świetny opis prawdziwej bitwy, w pewnym sensie dwóch, połączonych. Nie tylko akcja. Duża znajomość broni. Przypomniałem sobie ZSU-23-2, też się nim trochę bawiłem, ponad 40 lat temu. Ale skończyłem na AKM 7,62 i pierwszych w wojsku 5,65. Cóż, łezka się w oku zakręciła... Ale opis walki porywający. No i problem dla mnie. Scena w śmigłowcu oczywiście. Wiem, tak jest, może częściej, niż myślimy. Ale ja tego nie akceptuję. Podobnie, jak tortur. Że trzeba, że inaczej zginą ludzie, zemsta, walka o ojczyznę i inne wzniosłe pierdoły? Cóż, Gestapo miało podobne usprawiedliwienia, kiedy zamęczali na śmierć naszych bohaterów (jak Rudy). NKWD strzelało w tył głowy wrogom rewolucji. UB torturowało i mordowało wrogów władzy ludowej. W sumie najłatwiej o usprawiedliwienie, nawet najgorszych mordów. A winni? Hitler, Stalin, Putin... Albo już nie żyją, albo poza czyimkolwiek zasięgiem. A wykonawcy - tylko wykonywali rozkazy. Usprawiedliwiłem zabójstwo księdza-pedofila. Ale tego Araba na okręcie i tego chłopca - nie.
Pierwszy przerywnik. Modlitwa dziewcząt. Wzruszające. Podobne do sceny z Pana Wołodyjowskiego, kiedy Basia i Krzysia modlą się o ocalenie Pana Michała. Piękna scena.
Drugi przerywnik. Wspomnienie, sen - ostatni pobyt w domu. Opowieść o wypadku małej Kławdii. Miłość córek. I psa. Pies - to jedyna chyba istota, która kocha bezgranicznie. Ja też kocham psy. Piękny opis, dysonans w stosunku do części pierwszej, strasznej sceny w śmigłowcu. Ale jak najbardziej na miejscu. Wiktor - to nie postać z czytanki dla grzecznych dzieci. To facet z krwi i kości, wcale nie taki dobry, nie bez skazy (niejednej). To rzadkość, literatura (nawet największa) uwielbia kolory czarno-białe, posągowych bohaterów bez skazy i łajdaków bez serca. W życiu jest więcej szarości, więcej Wiktorów niż Winnetou. To pochwała, bo to dość jednak rzadkie.
No i ta niedokończona część druga, Tadżykistan. Świetny opis sytuacji na tym terenie. Byłem przed laty w Uzbekistanie i mam w pracy obecnie kolegę Uzbeka, muszę z nim o tym pogadać. W ogóle mnóstwo informacji, np. o Emiracie pierwszy raz usłyszałem (może mi umknęło), ale już poczytałem i wiem więcej. Podobnie o Azji Środkowej, to dla nas dalekie i egzotyczne strony. Dałeś to piękne opisy przyrody, naprawdę!
Pozdrawiam i czekam niecierpliwie na ciąg dalszy Ask
@Jammer106 Tak sobie myślę, może szkoda, że nie wszedłeś głębiej w katastrofę smoleńską. Może byłoby ciekawie, gdyby się pojawił jakiś wątek, połączenie bohaterów z katastrofą czy śledztwem wokół niej. Coś z ciągle nie zamkniętą dyskusją: katastrofa czy zamach? Jakiś związek? Reszta na privie. pozdrawiam Ask
Jammer, duży szacun. Może nie powiem, że jeszcze lepsze, ale trzymasz poziom. No, lepiej, to może by się już za bardzo nie dało. Ale po kolei.
Ciekawy pomysł z wyprawą Klaudii do Moskwy. Rzeczywiście, wybrałeś moment absolutnie kluczowy na tę akcję. Katastrofa smoleńska tuż po zamachach w moskiewskim metrze - i wyjazd Klaudii do Moskwy, na lewych papierach, przez Królewiec. Już ta sama sprawa ma posmak wybitnie sensacyjny. Nieszczęśliwe minięcie się z Radkiem na Domodiedowie to w zasadzie standard w Twojej powieści, im się zwykle tak dobrze układa. Ale pomysł ze spotkaniem z rodziną Radka, rosyjską rodziną - to już pewna perfekcja.
To spotkanie już chyba w jakimś stopniu przesądza sprawę połączenia się Radka z Klaudią, czy raczej powrotu Radka do Klaudii. Bo po ratowaniu małej Kławdii - o zgodę rodziców Katii, jej córek, w szczególności Tamary - chyba można być spokojnym. Te opisy - scena na cmentarzu, ratowanie malutkiej Kławdii, radość, łzy - naprawdę, wzruszające. Nie wiem, czy to Twój plan - połączenie z Klaudią - ale w tej sytuacji jest to możliwe, bez ranienia kogokolwiek. No, jeszcze sprawa zgody FSB (a raczej - jak to zrobić bez jej zgody), i jak uregulować status Radka w Polsce. Tu namieszałeś, że hej. Ale sytuacja jakby się powoli klarowała. Tylko, przyznam, Katii mi żal.
Scena masturbacji Klaudii - jedyna erotyczna scena w tekście - czy to była masturbacja sensu stricto - bo przecież była tu jakaś duchowa obecność Radka. Ale opis jest perfekcyjny, nie wiem, może najlepszy z twoich dotychczasowych, to bardziej duchowość, niż cielesność. Brawo.
@Jammer106 Co do hymnu: o ile wiem, czasami bywa grany na pogrzebach, może nie w Rosji. W Polsce - chyba ostatnio nie, o ile pamiętam, na oficjalnych pogrzebach dostojników PRL była zwykle grana Międzynarodówka. hymnu nie pamiętam. Nie wiem, jak w innych krajach. To tylko taka myśl mi przeszła przez głowę podczas tego opisu - bo opisujesz to jako podniosłą ceremonię.
Tami jest typowym przypadkiem, nieco zmodyfikowanym kompleksem Elektry, miłością córki (tu przybranej) do ojca. To się zdarza, zwykle u małych dziewczynek, tu jest to u nastolatki. Tyle, że w typowym kompleksie Elektry córka postrzega matkę jako rywalkę, a tu - nie, uczucie pojawia się po śmierci matki, wcześniej Tami aprobowała ich zbliżenie. To zazdrość o Vestę - która chce zająć miejsce matki.
Co do osławionych służb rosyjskich - 'czort wozmi'.
Vesta trochę za szybko wzięła na celownik Wiktora. Nie zna go zupełnie, jego relacji z rodziną, córkami, a sprawa Radka i Klaudii, polskiej przeszłości Radka - w ogóle nie do wyobrażenia dla tej młodej dziewczyny. Kiedy pozna te tajemnice (jeżeli pozna) - może zmienić nastawienie. Ja, oczywiście, jestem za Klaudią, za połączeniem Radka i Klaudii, ich synów i - córek Wiktora? No, ciekaw jestem, bo to jest naprawdę wyzwanie. Ale powodzenia!
Jammer, czy ty naprawdę musisz wysyłać kolejne, tak fajne postacie na tamten świat? Akcja była tak burzliwa, że musiałem ochłonąć, przeczytałem wprawdzie dzisiaj parę minut po północy, ale skomentowałem dopiero teraz. Jestem twardym facetem, ale coś mnie parę razy ścisnęło w gardle. Może moje uwagi będą chaotyczne, tak jeszcze trochę na gorąco, wybacz, ale za dużo było emocji.
Rozmowy z lekarzem, obie. Wrażenie niesamowite. Miłość Wiktora - i to nieuniknione. I decyzja o transplantacji, trochę - przyznaję - dziwnie opisana, jedno niedomówienie, ale Wiktor zrozumiał. I biała róża Dwie 'biełyje rozy' - dla Kati i Wiktora, pożegnanie i podziękowanie. To porównanie - ty zostawiasz tych, co muszą umrzeć - ja z nimi zostaję do końca. Ale ty możesz za nich zginąć - piszę z pamięci, niedokładnie zapewne, ale chodzi o sens. To chyba fragmenty, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Pogrzeb, syreny, 'smirno' - 'baczność', chyba powinien też być hymn? Byłem kiedyś na takim pogrzebie, lekarza, który mnie leczył, bliskiego znajomego. To robi wrażenie.
Rozpacz po stracie bliskiej osoby. Alkohol. Też to przeżyłem, lata temu. Ta bezsilność - wie człowiek o nieuniknionym, i czeka - to jest najgorsze. Wróciły wspomnienia sprzed lat. Za dobrze piszesz, Jammer. Za dobrze oddajesz emocje.
Pięknie pokazałeś tu Tamarę. Jej stosunek do przybranego ojca, miłość. To w ogóle była bardzo kochająca się rodzina, idealna? nie ma ideałów, niestety. Poza literaturą. W życiu zawsze jest mieszanka - dobro, zło, nijakość. Dobrze, jak chociaż w literaturze ktoś pokazuje coś dobrego.
Służby w Rosji. No, fajny świat. Bandziory z GRU i ich wojna z KGB/FSB. Tu pokazałeś GRU jako zbiry, trochę idealizujesz FSB, ale w gruncie rzeczy to są takie same typy. Walczą - i zabijają - z wrogami Rosji (wskazanymi przez batiuszkę - cara Putina), z konkurencyjnymi służbami, i między sobą, o awans, pozycję, władzę, forsę. To stado wilków, jagniąt tam nie ma. I nie tylko w Rosji tak jest, niestety. Ale - przyznam - ten wątek dla mnie trochę zanika w świetle tych fragmentów, opisanych powyżej.
Trochę za szybko poszło z Vestą. Owszem, wydarzenia biegły szybko, ale w tym natłoku emocji za szybko się zakochała, a zwłaszcza za szybko wyznała to Tamarze - wiedząc, jaki jest stosunek małej do ojca. Trochę mi to nie pasuje, nie jestem pewien intencji. Czy to chwilowe zauroczenie. czy wyrachowanie? Oczywiście, wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia (35 lat temu sprawdziłem, i trwa nadal, choć burzliwie). Ale - przyznam - mam tu wątpliwości.
Jammer, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Nie wiem, skąd, ale wiedziałem (czułem), że w ten weekend będzie nowa część.
Malarka Barbara (II)
@Jammer106 Jammer, nie przepraszaj. Ja to wiem. De gustibus... Ja mam swoje gusta, inni swoje, żadne nie są lepsze. A dziękuję za dobrą wiadomośc na końcu. Pozdrawiam.
Malarka Barbara (II)
Niestety, nie zachwyciło mnie to opowiadanie. Nie lubię takich klimatów - podglądanie, szantaż, upodlanie ludzi (obojętne - młodych czy starych, i z jakiego powodu). Napisane ładnie, zgoda, opisy erotyczne są zupełnie ładne, dobre, bez ginekologii. Ale postać tej pani Barbary jest dla mnie nie do przyjęcia. Stary babiszon, wyposzczony i szukający okazji do skoku w bok. Typowy produkt PRL. Mąż - oficer, pieniądze z misji ONZ, układy, przynależność do elity. I w rezultacie czyste zło. To, co zrobiła, to równoważne - prawnie i moralnie - gwałtowi na dwojgu młodych ludziach. Spotykałem podobne osoby, mało szczęśliwie i nie z takim natężeniem zła. Ta dwójka młodych ludzi, w zaraniu życia, u progu dorosłości, doznała strasznej traumy, która będzie rzutowała na całe ich życie. I może spowodować, że oni potem będą czynili zło innym. Kryminalistyka zna mnóstwo takich przykładów. Sorry, może i nieźle napisane, ale ten klimat nie dla mnie.
pozdrawiam
Ask
Corpodick (I)
Jammer, widzę, że wysmażyłeś coś nowego. No, niezłe, naprawdę, intryga szykuje się naprawdę ciekawa. Korporacje to nie moja bajka, ale trochę człowiek nolens volens słyszy. W niektórych jednostkach z mojej branży też słyszałem o imprezach integracyjnych, nie w moich szczęśliwie. Bardzo podoba mi się 90%+ tej opowieści. Może troche mało o stosunkach w korporacji, to dla mnie ciekawe, ale w sumie OK. Natomiast najpiękniejszy element to opis budzącej się miłości. Już od początku wiadomo, że Hubert i Joanna połączą się. Taka konstrukcja jak u Colombo, gdzie od początku wiemy, kto i jak zabił, zwykle też, dlaczego, i zastanawiamy się, jak detektyw do tego dojdzie. Tu jest podobnie.
Ten opis wędrówki po Małej Fatrze, Welky Rozsutec, pamiętam te skałki i ścieżki nad wodospadami w dolinie (my szliśmy z drugiej strony). Też była cudna pogoda, chata w Terchowej. I to budzące się uczucie dwojga ludzi. Sam kilka razy widziałem takie małżeństwa, gdzie trudno było uwierzyć, jak taka ładna i mądra dziewczyna z zasadami wyszła za takiego dupka. Rodząca się miłość to najpiękniejsza rzecz na ziemi.
Gratuluję, bardzo mi się podobało, prawie wszystko, a co się nie podobało, wiesz dobrze, nie muszę pisać. I tylko jedna prośba: KLAUDIA!
Serdecznie pozdrawiam
Ask
Vaccum
@Jammer106 oczywiście, wiedziałem, że to staroć. I rozumiem, de gustibus... Pozdrawiam serdecznie
Vaccum
Jammer, zapewne się spodziewałeś, że mi się nie spodoba; jeśli tak, miałeś rację. To nioe moje klimaty. Ale jeżeli inni to lubią... Cóż, de gustibus non disputandum est, jek mawiali starożytni Rzymianie.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na Wsi spokojna..., a zwłaszcza na Klaudię
Wsi spokojna... (III) "Dyskoteka"
@Jammer106 To prawda, Jammer, jest szambo. Ania u Ciebie to nie dziecko (w sensie prawnym, ma 15 lat skończone, a to w tych sprawach chyba granica kodeksowa). Ale mamy ostatnio wysyp krystalicznej pedofilii, z wyrokami (nawet 25 lat w Kłodzku), jeszcze gdzieś obok, zdaje się trzyletnie dziecko, obrzydliwość! Jak tacy ludzie mogą chodzić po świecie? Ja słyszałem wiele lat temu o niemowlęciu zgwałconym przez pedofila, ponad 30 lat temu, i byłem w szoku. W porównaniu z tym, co tu opisałęś, to panowie w UB w Lubieżnikach to aniołki, w końcu tak naprawdę nikomu krzywdy nie zrobili, tamta Ania była dorosła i już trochę doświadczona, na sporo się zgodziła, nie użyli siły, po prochach było jej nawet przyjemnie, no, za łądne to nie było, ale raczej orgia, na pewno nie gwałt. A tu wyjątkowo obrzydliwy gwałt. Nie wziął pod uwagę, że nie wsypałą go ani przed wsią, ani na polanie przed policją. A szczególnie koszmarne napojenie ją przemocą alkoholem i wyrzucenie na śmietnik. Także jego kontakty z SB mówią wiele o tej kreaturze.
Pozostaje mi tylko mień nadzieję, że to w Kościele absolutny margines, bo w końcu w najporządniejszym miasteczku znajdzie się kur..., złodziej i kapuś. I mam nadzieję, że Ania się pozbiera, a ten zboczeniec dostanie za swoje. Najlepiej od jego najwyższego przełożonego, z tamtego świata, rak, wylew, w ostateczności wypadek.
Wsi spokojna... (III) "Dyskoteka"
Jammer, miałeś rację. Nie podobało mi się. To znaczy, sam opis jest dobry, akcja wartka, nic tu nie mogę zarzucić. Rzecz głównie w ostatnich scenach - brutalnego, tak, naprawdę bardzo brutalnego gwałtu starego, zboczonego klechy na niewinnej, młodej dziewczynie.
Dla mnie głównym atutem tego opisu jest proces. Fenomenalnie opisany proces wchodzenia młodej, niewinnej, naiwnej dziewczyny w sieć, w której czeka na nią obrzydliwy pająk, aby są pożreć. Ta sytuacja - przerażonej dziewczyny, uciekającej przed zagrożeniem, a faktycznie zdążającą do niego, skojarzyła mi się serialem amerykańskim "Wojna i pamięć" i postacią prof. Aarona Jastrowa, wspaniale zagraną przez Johna Gielguda. To był podobny proces, oglądając to przed laty wiedziałem od początku, że Jastrow skończy w komorze gazowej Oświęcimia. To największa dla mnie zaleta tej mrocznej opowieści. Czytałem późno w nocy, byłem zmęczony, była okropna, i nie mogłem przestać.
Czytałem tez komentarze. W dużej mierze zgadzam się z nimi i Twoimi odpowiedziami. Kastracja - za brutalne, ale zniesienie celibatu - TAK. Nikt nie upilnuje chłopa lepiej, niż własna żona, i nie napływają wtedy osoby z ewidentnymi problemami seksualnymi, o czym pisałem w komentarzach do poprzednich części.
I coś tak czuję, że nie darmo pojawił się tam dzielny partol policji pod wodzą sierżanta Barana. Bardzo mi się spodobało, kiedy potraktowali klechę jak należy, czyli jak zwykłego oprycha. Gdyby Ania wtedy powiedziała mu, w czym rzecz, to nic by się jej nie stało (ale też byłby koniec powieści). Może jeszcze się z panem sierżantem spotkamy?
Lubieżnicy (IIIA)
@Jammer106 Dziękuję za uznanie moich wypocin. Rzeczywiście, oceniam wysoko, nie spodziewałem się, że tak się skończy - tzn. w tak dobrym stylu.
Też moja koleżanka miała korepetycje, które dawał jej prof. AM, a prywatnie mój daleki krewny (chociaż znam gościa tylko z sali sądowej, nie osobiście, na szczęście), i matka dziewczyny - wzięta dentystka - nie wydoliła opłat. To nie korepetycje, to zakamuflowana łapówka.
Jeżeli porównam Lubieżników i Klechy - to jednak starsi panowie z ubeckim rodowodem wypadają chyba nieco sympatyczniej w Twoich opowiadaniach.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalej
Ask
Lubieżnicy (IIIA)
Jammer, naprawdę niezłe. Zrobiłeś z tego więcej, niż myślałem, że w ogóle można. W sumie - jak na tematykę - erotyka jest ładnie opisana, może trochę jej dużo, ale do wytrzymania, to w końcu portal do tych spraw.
Dość zaskoczony poczułem się postawą tych trzech panów. W sumie nawet pozytywnie. Poprzednie części raczej wskazywały, że będzie gorzej. Wprawdzie podali Ani specyfik rozluźniający jej zasady, ale ona już przedtem mocno je rozluźniła, i poszła na imprezę ze świadomością, że będzie ostro molestowana. No, może nie aż na takie ekscesy się nastawiała, ale w sumie zgodziła się.
A co do tych trzech oficerów. Przede wszystkim na ich korzyść przemawia, że nie chcieli jej skrzywdzić, użyć siły. W dużym stopniu była jej zgoda, opłacana przez nich sowicie: prezenty, pieniądze, no i załatwienie przyjęcia na studia. Ania w sumie godziła się na załatwienie studiów - co by nie mówić - przez łóżko.
Czy ją za to potępić, uznać za - w jakimś sensie - prostytutkę? Jako wieloletni wykładowca, spotykałem się z próbami takiego załatwienia egzaminu. Rzadko, co prawda. Podobnie, łapówki były sprawą sporadyczną. Ale to była politechnika, no i okres po roku 2000, więc inne czasy. Ja byłem zdecydowanie przeciwny takim oszustwom, podobnie, jak tępiłem ostro ściąganie. Ale w końcu lat 80. i na początku 90. było inaczej, a na medycynę szły osoby z mocnym poparciem lub przez solidne łapówki. Dominowały jednak tzw. "Korepetycje" pracowników naukowych z akademii medycznych, za które brali kwoty przyprawiające o zawrót głowy. Znam te sprawy bardzo dobrze. Na medycynę szły dzieci działaczy partyjnych, dzianych prywaciarzy, lekarzy, pracowników naukowych. Oczywiście, zapewne większość zdawała egzaminy, jednak odsetek patologii był zapewne znaczny. Czy takie zachowanie, jak Ani, było gorsze? Niech każdy odpowie sobie sam.
Ale te patologiczne układy zapewne przyczyniły się do takiej postawy lekarzy, jaką mamy obecnie: kasa przede wszystkim. Jak się zainwestowało - trzeba to odzyskać. Myślę, że obecnie jest już znacznie lepiej, ale pewien model lekarza - w sensie charakterologicznym - pozostał. O tym świadczą masowe wyjazdy młodych lekarzy na "saksy".
A starzy ubecy żyją sobie nadal i mają się nieźle. Co do dziewcząt - już raczej za starzy, ale emerytury im przywrócono.
W sumie oceniam cały cykl na -5.
pozdrawiam
Ask
Dwa serca, dwa smutki (X) "A może to miłość...?"
@Jammer106 To prawda, Jammer, podziwiam Twoją wiedzę i realizm, to wymaga wiele pracy, aby fabuła zgadzała się z założonymi ramami czasowymi, miejscem akcji itp. I jestem pełen uznania dla Twojej pracowitości, jak pisałeś, cykl o Klaudii to już ok. 750 stron, to wielkie dzieło!
A o czarodziejach, wróżkach, krasnoludkach itp. na pewno łatwo jest pisać, bez zawracania sobie głowy takimi duperelami jak prawo powszechnego ciążenia na przykład. Ale, jeżeli chcesz z tego świata, magii czy SF, zrobić dzieło - to musisz sam stworzyć świat przedstawiony, wymyślić go od podstaw i być potem konsekwentny (vide Harry Potter), a to też nie łatwe, bo jak się pomylisz, to "krasonoludek pluje ogniem i zjada smoka", np.
Ask
Dwa serca, dwa smutki (X) "A może to miłość...?"
Jammer, znowu na koniec odkrywasz tajemnice Wiktora sprzed paru lat. Częściowo odkrywasz, a Twoi wierni czytelnicy aż się gotują. Teraz projekt Barma. Powiązany jakoś - jak, jeszcze nie wiadomo - z Wiktorem. Ale Westa też w nim była, tu trochę niewiadomych, może się wyjaśni. Gdyby to tak sfilmować, jak jest to napisane - no, Alfred Hitchcock by był z tego dumny.
Jak zwykle, sporo o oddziałach specjalnych, ich uzbrojeniu, taktyce i zwyczajach. Widzę, że znasz ten temat. Sporo się od Ciebie dowiedziałem o tych grupach, ja w tym nigdy nie byłem. Co prawda, piszesz głównie o rosyjskich służbach, polskie (Formoza w poprzednim cyklu; jak dawno temu to było, tak się teraz wydaje) były przedstawione bardziej skrótowo. Ale to ciekawe. Znam tę zasadę: najsłabszy zostaje i osłania odwrót reszty - aż do śmierci. Straszne - ale konieczne, logiczne. Zadanie przede wszystkim. Ważna misja, mniej ważna grupa, najmniej ważny pojedynczy człowiek. Aby walczyć z terrorystami - trzeba w pewnym stopniu przejęć ich zasady.
Wątek miłosny: Westa - piękna, ale poraniona, stąd ogromny kompleks - i Wiktor - w pewnym momencie na granicy życia i śmierci. Tak wynika z tekstu, ale jego wyczyny wszelkiego rodzaju świadczą, że aż tak źle nie było. Tu trochę mało logiki (może - sam w takiej sytuacji nigdy nie byłem). Jak dla mnie, te opisy - chociaż ładne, nie wulgarne i nie przesadnie techniczne - są jednak mniej interesujące. Zwłaszcza w zestawieniu z wzajemnymi wyznaniami: o przejściach, o kompleksach, brakach, miłościach. Te łzy - w dokładnie właściwym momencie - są wzruszające. Ale: mniej wzruszające (dla mnie), niż np. w Rescuerze. Tam takich sytuacji było więcej, np. akt miłosny na skale (Nun). Może tu traci się coś w walce- dość brudnej momentami - w zmaganiach o życie, zabijaniu wrogów i swoich rannych. Wojna i miłość to częsty motyw - ale one nie służą sobie, nie zgadzają się tak naprawdę.
Zobaczymy, co będzie dalej. Czekam niecierpliwie. Ale na Wsi spokojna... - także.
Wspaniała saga, Jammer. Poczynając od Bałtyckiego Rybaka, to już chyba będzie solidna książka, nie wiem, ile to stron, ale sporo. Gratuluję i pozdrawiam
Ask
Wsi spokojna... (II) "Klechy"
@Jammer106 Sprawy pedofilii w Kościele znam z opisów. Filmów Sekielskich nie oglądałem, książki Sama nie czytałem - znam opisy, ale takie treści są dla mnie zbyt porażające.
Sprawy pedofilskie są w ogóle trudne do wykrycia i udowodnienia, niewielki procent kończy się wyrokiem skazującym. Najgorszy jest stosunek władz kościelnych, ale też wielu innych, w tym polityków tzw. chrześcijańskich. Wiemy już sporo o homoseksualnych "mafiach" w Watykanie. Jednoznaczny stosunek do spraw od początku: zawieszenie księdza - proces (bez ingerencji Kościoła) - wyrok, wydalenie i więzienie - spowodowałby zdecydowane zmniejszenie liczby takich spraw. Ale wiemy, że w różnych skandalach seksualnych w łonie Kościoła brali udział również hierarchowie, np. abp Petz (tu akurat nie pedofilia). Dzieci - to najłatwiejszy cel dla zwykłego księdza, zwł. na wsi i w latach 90. (teraz już pewnie trudniej).
Swoją drogą: młody mężczyzna, który świadomie (czy dobrowolnie - inna sprawa) pozbawia się prawa do rodziny, dzieci, miłości, seksu - może mieć ze swoją seksualnością problemy (choć oczywiście nie musi). W mojej rodzinie wiele lat temu, krótko po wojnie, rodzice zmusili syna do wstąpienia do seminarium. Przed święceniami zbuntował się i odszedł, a rodzina potępiła go i wyrzekła się. teraz oczywiście to rzadkość (???). Jednak zapewne statystyki (gdyby były!) wykazałyby w Kościele wyższy wskaźnik seksualnych dewiacji, niż gdzie indziej. Tu tylko zdecydowana postawa może pomóc. A, jak widać, swoisty sojusz hierarchów, polityków - robi swoje. Jednak część hierarchów po filmie Sekielskiego stanęła po właściwej stronie, przynajmniej wypowiedziami (Nycz, Polak). Wyroki zapadły, więzienie i odszkodowania, często bardzo surowe (w sprawie opisanej w książce Sama na przykład). Ale inni (Głódź, Rydzyk) traktowali to jako atak na Kościół. To nie był atak na Kościół, moim zdaniem, to był atak na wrogów Kościoła!
Kończąc: nie do końca przekonałeś mnie do postaci Tomasza, ja tu widzę jednak dysonans. Ale kibicuję Ani, aby przetrwałą to wszystko i wygrała (tak zrozumiałęm Twój wpis).
pozdrawiam
Ask
Wsi spokojna... (II) "Klechy"
Jammer, już mi pisałeś, że ciąg dalszy mi się zapewne nie spodoba. I miałeś rację. Tylko, że to tak, jak z bolącym zębem. Boli - ale trudno się powstrzymać, żeby nie dotknąć, chociaż wiem, że zaboli jeszcze bardziej.
Chyba Ania miała podobne odczucia przy kolejnym spotkaniu z Tomaszem. Nie lubiła go, nie podobał się jej, nie chciała, robiła to tylko z względu na bibliotekarkę - ale zarazem była podniecona, odczuwała przyjemność. Ze strony Tomasza był to oczywisty szantaż (w poprzednim odcinku), zresztą wyrafinowany, przeprowadzony bez przygotowania - kiedy tylko zobaczył książkę dla dorosłych w rękach nastolatki, w sekundę uknuł wyrafinowaną intrygę, aby ją zmusić do - tym razem - pettingu.
I tu moja krytyczna uwaga, wobec Ciebie. Tak wyrafinowana intryga świadczyłaby o dość wysokiej inteligencji Tomasza, a przynajmniej dużym sprycie. Ale zarówno podczas kontaktu z Anią, jak i potem w rozmowie z Damianem (nawet po zdrowej porcji alkoholu), wreszcie w tym odcinku w rozmowach z klechami - Tomasz prezentuje wyjątkowo denny poziom, na poziomie jakiejś szkoły specjalnej (a skończył liceum, pracuje jako bibliotekarz). W czasie szantażowania Ani - sprytny, zdecydowany, narzucający swoje zdanie; podczas rozmów z klechami, a także w swoistym monologu wewnętrznym po odejściu dziewczyny - chłopak ewidentnie zapóźniony w rozwoju, zahukany, prymitywny. To się nie zgadza, za duży dysonans. No, i nie przesadzajmy - aż takiego wpływu klechy nie miały, żeby ludzie tracili rozum.
Scena z Tomaszem jest jeszcze do wytrzymania. Scena seksu z klechami - już nie, przynajmniej dla mnie. To było gorsze od brutalnego gwałtu. Obrzydliwe. Opis dobry, wierny - dla mnie straszny, takich scen osobiście nie akceptuję. Nie wiem, czy takie sytuacje były w rzeczywistości; wolę mieć nadzieję (złudzenie?), że nie. Ale wiem, że w tych tematach Kościół ma bardzo ciemną kartę.
I znowu uważam, że sytuacja gwałtu klechów na Ani - bo to był gwałt, bez wątpienia - była cokolwiek niewiarygodna. Nawet na zapadłej wsi dziewczyna z biednej, alkoholicznej rodziny, ale dziewczyna inteligentna, oczytana, mądra (bardzo dobre świadectwa) - nie powinna tak łatwo i bezwolnie poddawać się zboczonym żądaniom duchownych.
Bardzo dobry jest opis domu i rodziny Ani, ojciec pracujący dorywczo upija się regularnie, matka haruje, aby wyżywić rodzinę i kupić mężowi wódkę (to akurat było częste w tych czasach). I niemoc - brak możliwości kształcenia się, awansu dla młodych. O Krośnie i okolicach akurat trochę wiem, nie tylko tam były podobne problemy. Mamy tak mało zdolnych i pracowitych ludzi, a nie ma dla nich żadnej oferty w kraju. Wyjeżdżają za granicę, tam znajdują szansę - ale my ich tracimy. Szkoda.
Tak, nie podobało mi się, ale przy następnych odcinkach przygotuj się na kolejne moje komentarze. Krytyczne. Chociaż po tym, co pisałeś do WOczekiwaniu - aż się boję.
Pozdrawiam serdecznie, i mam na dzieję, że jednak wrócisz do Klaudii
Ask
Wsi spokojna... (I) "Bibliotekarz"
@Jammer106 Cóż, z wena tak już jest. Kapryśna, cholera. Też mam teraz kryzys twórczy, chociaż w zupełnie innej materii - entropii zjawisk nieodwracalnych - ale mniejsza o te szczegóły bardzo techniczne.
Na pewno nie stracisz w mojej osobie czytelnika, nie miej takiej nadziei. Ale też będę, być może, surowszym recenzentem. Czas pokaże.
Co do kleru. Też nie pałąm tu miłością. Kościół czasami zachowuje się zgodnie ze starą mafijną zasadą cosa nostra. Nic wam do tego, owieczki, to nasze wewnętrzne sprawy. Wiele razy miałem problemy, obserwując niemaskowana butę, poczucie wyższości księży. Zwłaszcza na wsiach, niekoniecznie zapadłych. A poziom intelektualny tych panów też pozostawiał wiele do życzenia, o moralnym nie mówiąc. Ale uznałem: jak to ich sprawa, to niech się sami potem tłumaczą. I nie przed biskupem, tylko wyżej. Myślę, że Tam inna będzie sprawiedliwość dla kleru, niż na ziemi. I inna, niż dla ludzi świeckich, często nieświadomych. Zawsze uważam, że prawnicy, ci zwłaszcza związani z wymiarem sprawiedliwości, powinni odpowiadać dwukrotnie surowiej za przestępstwa, niż zwykły, szary obywatel. Niestety, jest "prawie na opak".
Zbrodnią połaniecką zmartwiłeś mnie. To jedna z bardziej obrzydliwych zbrodni, osobliwa mieszanka wiejskiej nienawiści, zemsty, prymitywnej głupoty i jeszcze bardziej prymitywnej "religijności", czy może raczej zabobonu. Ekstremalnie surowe wyroki (4 KS) były zupełnie słuszne, nie oceniam dwóch praw łaski Rady Państwa. Za to postawa adwokatów... spuśćmy zasłonę milczenia, zwł. na min. Dykę.
Ale na pewno przeczytam.
A kontynuacja Lubieżników i Rescuera napawa mnie nadzieją na długi jeszcze czas naszych wzajemnych korespondencji literackich. Może kiedyś sam się zdecyduję coś na LOLu napisać, ale jak dotąd to, co napisałem w stylu choćby do LOL zbliżonym, uznałem za totalne badziewie. A dość chyba zaawansowane analizy historyczne, moje prawdziwe hobby, na pewno nie znajdą tu uznania.
Pozdrawiam serdecznie
Ask
Wsi spokojna... (I) "Bibliotekarz"
Jammer, przeczytałem i mam dylemat. Z tego może być coś ciekawego, masz na pewno plan, może nawet trochę się domyślam, jaki. Ale - do Strażniczki czy 2 serca - w tej chwili dość daleko. Nie przesądzam, oczywiście, ale mnie nie powaliło, tak, jak Twoje "sztandarowe" cykle.
Cóż, dobrze ująłeś klimat lat 90. na wsi. Akurat w 1990 przeniosłem się z dużego miasta na wieś, gdzie był PGR (w tym czasie go rozparcelowano, a pola - jak się zdaje - przekazano któremuś z "ubogich" zakonów, tak, że indywidualni rolnicy musieli siostrzyczkom płacić słono za dzierżawę). Znam ten klimat kupowania na zeszyt, bezrobocia, alkoholizmu, kradzieży metali. wysprzedawania państwowego za bezcen - swoim oczywiście. Co ciekawe - wieś na Śląsku, między dwoma wielkimi miastami przemysłowymi, wokół pełno przemysłu. Różnica do krośnieńskiego ogromna. A jednak podobnie.
Tu uwaga, nie po raz pierwszy widzę Twój krytyczny stosunek do Kościoła i kleru. Nawet na tej mojej wioseczce moje kontakty z księżmi były niezbyt przyjemne. Z jednym wyjątkiem, ale tego dobrego i mądrego księdza Bóg przedwcześnie powołał do siebie. Inni mieli poczucie, że to oni rządzą wsią. Tu zgoda między nami. Dla mnie to było zdumiewające po kontaktach z duchownymi z wielkich miast. Ale musimy pamiętać, że to tylko pewien mały (mam nadzieję) procent kleru. Łyżka dziegciu w beczce miodu. Mam nadzieję. Spotkałem porządnych księży, nieciekawych, łajdaków - szczęśliwie - nie, bo dla mnie proboszcz z kochanką to nie problem, jego sprawa i jej, a kwestię moralną będzie sobie musiał wyjaśnić kiedyś nie z biskupem, lecz znacznie, znacznie wyżej, tam, gdzie fundusz kościelny go nie ochroni.
Scena w bibliotece - bardzo realistyczna. Tak to przecież wyglądało w naszej młodości (no, może nie do końca) - te pierwsze uniesienia. Ale włączenie się księży na tym etapie - i to w jakiś zagmatwany sposób - napawa mnie niepokojem. Chyba nie chciałbym czytać o pedofilii duchownych, szantażu i innych obrzydliwościach.
Cóż, mam nadzieję, że to się rozwinie w ciekawy cykl. Jednak szkoda, że nie kontynuujesz innych twoich opowiadań. Lubieżnicy - czekają już długo na kontynuację, a tu jest potencjał. Szkoda, że zostawiłeś po jednym opowiadaniu Wystawiony przez siostrę. Tu naprawdę widzę potencjał. Szkoda, że Utulnię ograniczyłeś do jednego opowiadania, można było opisać kolejne dzieje tej miłej pary, ślub, dzieci, służbę wojskową. No i ciągle mam nadzieję, że kiedyś wrócisz do Rescuera.
Pozdrawiam i życzę ostrego pióra. I nie zapominaj o Klaudii i Radku/Wiktorze
Ask
Dwa serca, dwa smutki (IX) "Po nitce, do kłębka"
Jammer, trzymasz poziom. Z tym, ze teraz to już "film akcji".
Mamy dwie części, no, może 1 i 1/2 (akcja w Dagestanie to 1 (całość), a akcja w Tadżykistanie to 1/2, bo chyba będzie wkrótce ciąg dalszy). No i 2 przerywniki z domu teściów Wiktora.
Dagestan - świetny opis prawdziwej bitwy, w pewnym sensie dwóch, połączonych. Nie tylko akcja. Duża znajomość broni. Przypomniałem sobie ZSU-23-2, też się nim trochę bawiłem, ponad 40 lat temu. Ale skończyłem na AKM 7,62 i pierwszych w wojsku 5,65. Cóż, łezka się w oku zakręciła...
Ale opis walki porywający.
No i problem dla mnie. Scena w śmigłowcu oczywiście. Wiem, tak jest, może częściej, niż myślimy. Ale ja tego nie akceptuję. Podobnie, jak tortur. Że trzeba, że inaczej zginą ludzie, zemsta, walka o ojczyznę i inne wzniosłe pierdoły? Cóż, Gestapo miało podobne usprawiedliwienia, kiedy zamęczali na śmierć naszych bohaterów (jak Rudy). NKWD strzelało w tył głowy wrogom rewolucji. UB torturowało i mordowało wrogów władzy ludowej. W sumie najłatwiej o usprawiedliwienie, nawet najgorszych mordów. A winni? Hitler, Stalin, Putin... Albo już nie żyją, albo poza czyimkolwiek zasięgiem. A wykonawcy - tylko wykonywali rozkazy.
Usprawiedliwiłem zabójstwo księdza-pedofila. Ale tego Araba na okręcie i tego chłopca - nie.
Pierwszy przerywnik. Modlitwa dziewcząt. Wzruszające. Podobne do sceny z Pana Wołodyjowskiego, kiedy Basia i Krzysia modlą się o ocalenie Pana Michała. Piękna scena.
Drugi przerywnik. Wspomnienie, sen - ostatni pobyt w domu. Opowieść o wypadku małej Kławdii. Miłość córek. I psa. Pies - to jedyna chyba istota, która kocha bezgranicznie. Ja też kocham psy. Piękny opis, dysonans w stosunku do części pierwszej, strasznej sceny w śmigłowcu. Ale jak najbardziej na miejscu. Wiktor - to nie postać z czytanki dla grzecznych dzieci. To facet z krwi i kości, wcale nie taki dobry, nie bez skazy (niejednej). To rzadkość, literatura (nawet największa) uwielbia kolory czarno-białe, posągowych bohaterów bez skazy i łajdaków bez serca. W życiu jest więcej szarości, więcej Wiktorów niż Winnetou. To pochwała, bo to dość jednak rzadkie.
No i ta niedokończona część druga, Tadżykistan. Świetny opis sytuacji na tym terenie. Byłem przed laty w Uzbekistanie i mam w pracy obecnie kolegę Uzbeka, muszę z nim o tym pogadać. W ogóle mnóstwo informacji, np. o Emiracie pierwszy raz usłyszałem (może mi umknęło), ale już poczytałem i wiem więcej. Podobnie o Azji Środkowej, to dla nas dalekie i egzotyczne strony. Dałeś to piękne opisy przyrody, naprawdę!
Pozdrawiam i czekam niecierpliwie na ciąg dalszy
Ask
Dwa serca, dwa smutki (VIII) "Mijamy się..."
@Jammer106 Tak sobie myślę, może szkoda, że nie wszedłeś głębiej w katastrofę smoleńską. Może byłoby ciekawie, gdyby się pojawił jakiś wątek, połączenie bohaterów z katastrofą czy śledztwem wokół niej. Coś z ciągle nie zamkniętą dyskusją: katastrofa czy zamach? Jakiś związek?
Reszta na privie.
pozdrawiam
Ask
Dwa serca, dwa smutki (VIII) "Mijamy się..."
Jammer, duży szacun. Może nie powiem, że jeszcze lepsze, ale trzymasz poziom. No, lepiej, to może by się już za bardzo nie dało. Ale po kolei.
Ciekawy pomysł z wyprawą Klaudii do Moskwy. Rzeczywiście, wybrałeś moment absolutnie kluczowy na tę akcję. Katastrofa smoleńska tuż po zamachach w moskiewskim metrze - i wyjazd Klaudii do Moskwy, na lewych papierach, przez Królewiec. Już ta sama sprawa ma posmak wybitnie sensacyjny. Nieszczęśliwe minięcie się z Radkiem na Domodiedowie to w zasadzie standard w Twojej powieści, im się zwykle tak dobrze układa. Ale pomysł ze spotkaniem z rodziną Radka, rosyjską rodziną - to już pewna perfekcja.
To spotkanie już chyba w jakimś stopniu przesądza sprawę połączenia się Radka z Klaudią, czy raczej powrotu Radka do Klaudii. Bo po ratowaniu małej Kławdii - o zgodę rodziców Katii, jej córek, w szczególności Tamary - chyba można być spokojnym. Te opisy - scena na cmentarzu, ratowanie malutkiej Kławdii, radość, łzy - naprawdę, wzruszające. Nie wiem, czy to Twój plan - połączenie z Klaudią - ale w tej sytuacji jest to możliwe, bez ranienia kogokolwiek. No, jeszcze sprawa zgody FSB (a raczej - jak to zrobić bez jej zgody), i jak uregulować status Radka w Polsce. Tu namieszałeś, że hej. Ale sytuacja jakby się powoli klarowała. Tylko, przyznam, Katii mi żal.
Scena masturbacji Klaudii - jedyna erotyczna scena w tekście - czy to była masturbacja sensu stricto - bo przecież była tu jakaś duchowa obecność Radka. Ale opis jest perfekcyjny, nie wiem, może najlepszy z twoich dotychczasowych, to bardziej duchowość, niż cielesność. Brawo.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na ciąg dalszy
Ask
Dwa serca, dwa smutki (VII) "Stand up and fight!"
@Jammer106 Co do hymnu: o ile wiem, czasami bywa grany na pogrzebach, może nie w Rosji. W Polsce - chyba ostatnio nie, o ile pamiętam, na oficjalnych pogrzebach dostojników PRL była zwykle grana Międzynarodówka. hymnu nie pamiętam. Nie wiem, jak w innych krajach. To tylko taka myśl mi przeszła przez głowę podczas tego opisu - bo opisujesz to jako podniosłą ceremonię.
Tami jest typowym przypadkiem, nieco zmodyfikowanym kompleksem Elektry, miłością córki (tu przybranej) do ojca. To się zdarza, zwykle u małych dziewczynek, tu jest to u nastolatki. Tyle, że w typowym kompleksie Elektry córka postrzega matkę jako rywalkę, a tu - nie, uczucie pojawia się po śmierci matki, wcześniej Tami aprobowała ich zbliżenie. To zazdrość o Vestę - która chce zająć miejsce matki.
Co do osławionych służb rosyjskich - 'czort wozmi'.
Vesta trochę za szybko wzięła na celownik Wiktora. Nie zna go zupełnie, jego relacji z rodziną, córkami, a sprawa Radka i Klaudii, polskiej przeszłości Radka - w ogóle nie do wyobrażenia dla tej młodej dziewczyny. Kiedy pozna te tajemnice (jeżeli pozna) - może zmienić nastawienie. Ja, oczywiście, jestem za Klaudią, za połączeniem Radka i Klaudii, ich synów i - córek Wiktora? No, ciekaw jestem, bo to jest naprawdę wyzwanie. Ale powodzenia!
Pozdrawiam
Ask
Dwa serca, dwa smutki (VII) "Stand up and fight!"
Jammer, czy ty naprawdę musisz wysyłać kolejne, tak fajne postacie na tamten świat?
Akcja była tak burzliwa, że musiałem ochłonąć, przeczytałem wprawdzie dzisiaj parę minut po północy, ale skomentowałem dopiero teraz. Jestem twardym facetem, ale coś mnie parę razy ścisnęło w gardle. Może moje uwagi będą chaotyczne, tak jeszcze trochę na gorąco, wybacz, ale za dużo było emocji.
Rozmowy z lekarzem, obie. Wrażenie niesamowite. Miłość Wiktora - i to nieuniknione. I decyzja o transplantacji, trochę - przyznaję - dziwnie opisana, jedno niedomówienie, ale Wiktor zrozumiał. I biała róża Dwie 'biełyje rozy' - dla Kati i Wiktora, pożegnanie i podziękowanie. To porównanie - ty zostawiasz tych, co muszą umrzeć - ja z nimi zostaję do końca. Ale ty możesz za nich zginąć - piszę z pamięci, niedokładnie zapewne, ale chodzi o sens. To chyba fragmenty, które zrobiły na mnie największe wrażenie.
Pogrzeb, syreny, 'smirno' - 'baczność', chyba powinien też być hymn? Byłem kiedyś na takim pogrzebie, lekarza, który mnie leczył, bliskiego znajomego. To robi wrażenie.
Rozpacz po stracie bliskiej osoby. Alkohol. Też to przeżyłem, lata temu. Ta bezsilność - wie człowiek o nieuniknionym, i czeka - to jest najgorsze. Wróciły wspomnienia sprzed lat. Za dobrze piszesz, Jammer. Za dobrze oddajesz emocje.
Pięknie pokazałeś tu Tamarę. Jej stosunek do przybranego ojca, miłość. To w ogóle była bardzo kochająca się rodzina, idealna? nie ma ideałów, niestety. Poza literaturą. W życiu zawsze jest mieszanka - dobro, zło, nijakość. Dobrze, jak chociaż w literaturze ktoś pokazuje coś dobrego.
Służby w Rosji. No, fajny świat. Bandziory z GRU i ich wojna z KGB/FSB. Tu pokazałeś GRU jako zbiry, trochę idealizujesz FSB, ale w gruncie rzeczy to są takie same typy. Walczą - i zabijają - z wrogami Rosji (wskazanymi przez batiuszkę - cara Putina), z konkurencyjnymi służbami, i między sobą, o awans, pozycję, władzę, forsę. To stado wilków, jagniąt tam nie ma. I nie tylko w Rosji tak jest, niestety. Ale - przyznam - ten wątek dla mnie trochę zanika w świetle tych fragmentów, opisanych powyżej.
Trochę za szybko poszło z Vestą. Owszem, wydarzenia biegły szybko, ale w tym natłoku emocji za szybko się zakochała, a zwłaszcza za szybko wyznała to Tamarze - wiedząc, jaki jest stosunek małej do ojca. Trochę mi to nie pasuje, nie jestem pewien intencji. Czy to chwilowe zauroczenie. czy wyrachowanie? Oczywiście, wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia (35 lat temu sprawdziłem, i trwa nadal, choć burzliwie). Ale - przyznam - mam tu wątpliwości.
Jammer, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Nie wiem, skąd, ale wiedziałem (czułem), że w ten weekend będzie nowa część.
Pozdrawiam
Ask