,,Mięso" cz. 76 i 77

Cz. 76  
- Mamo, pójdźmy dzisiaj do Sebastianka, błagam cię, proszę, proszę- błagała na kolanach Amanda.
- Nie pójdziemy- odpowiedziała Marta, choć sama z chęcią wyskoczyłaby z domowych ciuszków i przebrała się w coś eleganckiego, aby olśnić Sebastiana.
- Ale mamo, ja cię tak baaardzo proszę…. Nie powinnaś być tylko wiecznie w domu. Musisz mieć chłopaków, a najlepszym jest właśnie Sebastian- prosiła matkę, co jakiś czas drapiąc się pod plastrem.
- Nie dotykaj- ostrzegała ją Marta, choć nie wiedzieć, czemu, krew już nie leciała. Nawet można by powiedzieć, że nieco się wszystko zabliźniło, co było bardzo wspaniałą wiadomością. Być może z biegiem czasu twarz Amandy wróci do normalności, a wtedy będzie mogła już żyć normalnie.
I Marta odzyska dawne życie.
- Mamo, mamo, chociaż zadzwoń do niego, dobrze?
- Ale po co?
Amanda podparła się pod boki, po czym sama powędrowała po komórkę matki. Nim ją jej podała, wcisnęła klawisz szybkiego wybierania numeru i po chwili rozległ się sygnał połączenia.
- Amanda, tak się nie robi- krzyknęła na córkę, lecz po chwili w telefonie w telefonie rozległ się czyjś głos.
- Halo?
Marta spiorunowała córkę wzrokiem, zanim odezwała się do słuchawki.
- Dzień dobry- zaczęła niepewnie.
- Dzień dobry- odparł niezbyt przyjemny głos po drugiej stronie.
- Ja… ja chciałam się zapytać…
Trzęsła się jak nigdy. Jeszcze bardziej złościł ją fakt, że Amanda stała z boku i ochoczo się do niej uśmiechała.
- Nie ma dzisiaj widzeń- przerwał ciszę jej rozmówca.
Marta osłupiała.
- Nie ma?
- Nie ma.
- A dlaczego? Czy coś się stało?
- I tak i nie, można by powiedzieć.
- Jak to? Nic nie rozumiem. Chyba nic złego z Sebastianem?
- Z czym? A, nie. Zresztą, nie wiem. Niech pani zadzwoni kiedy indziej.
Amanda stojąc z boku słyszała całą rozmowę. Nie zamierzała tak łatwo zrezygnować z przepysznego smaku, który wciąż kusił ją, aby tam powróciła i zjadła, bodaj kawałeczek. Dlatego też wyrwała telefon z ręki matki i sama zaczęła mówić.
- Dzień dobry. Mam na imię Amanda i chcę poznać wasz tajny przepis.
- Amanda oddawaj komórkę- rozkazała Marta, lecz córka biegła już po schodach na górę do swojego pokoju.
- Tajny przepis?- Spytała zaskoczony dziecięcym głosikiem w słuchawce telefonu.
- Tak. Taki jak robicie w wiezieniu.
Zatrzasnęła drzwi do swojego pokoju przytrzymując je nogą. Marta z całych sił parła na nie, lecz Amanda się nie poddawała.
- Nie rozumiem mała. Jeśli to jakieś żarty, to sam się rozłączam. Powiedz mamie, że nie ma w tym tygodniu dla was widzenia.
- Ale ten przepis!- Wydarła się do słuchawki w chwili, kiedy Marta kopnęła w nie z całych sił nogą. Amanda przewróciła się na pupę wypuszczając z rąk telefon. Marta dostrzegając go pod krzesełkiem podeszła i natychmiast wcisnęła zakończ w telefonie.
- Mamo, ty nic nie rozumiesz!- Wydarła się Amanda wciąż leżąc na podłodze i kopiąc z całych sił nogami w dywan.
- Nie Amanda. To ty niczego nie zrozumiesz. Odebrałaś mi telefon, a tak się nie robi! Nie życzę sobie więcej takich gierek, zrozumiano?!
- Ale ja tylko…- płakała.
- Nie!!!
Odwróciła się i zamknęła za sobą drzwi. Nie interesowało ją, że wciąż leżała Amanda na podłodze i strasznie płakała. Za bardzo ją pobłażała w ostatnim czasie i aż sama się bała, do czego może doprowadzić takie jej zachowanie. Jak przez mgłę przeleciały jej słowa Krzysztofa:
Musimy ją oddać, nie rozumiesz? Ona jest inna!
Do tej pory Marta nie brała tych słów na poważnie. Teraz jednak coś jej podpowiadało, że Krzysztof mógł mieć rację. Może nie z tym, że trzeba ją oddać, ale z tą innością, coś mogło być na rzeczy.
Bo kto wyjada odpadki ze śmietnika i nie może bez nich wytrzymać?
Perspektywa telefonu do psychiatry całkiem wytraciła ją z równowagi.
Ale, czy miała inne wyjście?





Cz. 77
Całe zamieszanie doszło do zmęczonego Kućki. Nie mogąc już dłużej wytrzymać tych nocnych pojękiwań więźniów, rozkazał, aby natychmiast zutylizowano sprawcę tych hałasów.
Kacper nie zamierzał zabijać Miętusa, dlatego powierzył całą sprawę Rafałowi. Ten, łysy, dobrze umięśniony kawaler przyjął ten rozkaz bez poruszenia brwią.
Rozkaz, to rozkaz.
Dla ukarania pozostałych, Kacper przechadzał się po celach wypatrując kolejnego kandydata na struganie ziemniaków. Prawie połowa więźniów nie spała. Jedni modlili się do swoich bogów, drudzy przykrywali się różnymi rzeczami, aby nie było ich widać. A jeszcze inni, mimo tych wszystkich incydentów, smacznie sobie spali.
Bądź udawali, że śpią.
Nieco niewyspany Kacper, tuż po drugiej w nocy, pozapalał wszystkie światła w celach i przyglądając się każdej z ukrytych twarzy, zaczął sobie robić wyliczankę mówiąc na głos:
Temu babcia szyła ubrania
Ten chłopaczek nie miał nic do gadania
Ten obruszał się codziennie
Ten z zapałem czytał bezdennie
Temu mamusia kołyski śpiewała
Temu pieluszki w nocy zmieniała
Na tego krzyczała
A tego biła
Tego lubiła
A tego skrzywdziła
Tych uwielbiała
Tych całowała
A tego jednego
Na obierek wybrała.
Kacper wskazał na więźnia z numerem trzynaście. Jego cela była czysta i każda, choć najmniejsza rzecz miała swoje miejsce. Więzień numer trzynaście miał ręce złożone jak do modlitwy. Leżał spokojnie na metalowej pryczy usłanej jedynie kocem, który to służył za prześcieradło i kołdrę jednocześnie.
Więzień trzynaście nie spał. Jedynie mrużył oczy przed ostrym światłem.
- Co robisz?- Spytał Kacper.
- Staram się usnąć- odparł z lekkim zdenerwowaniem w głosie.
- To nie usypiaj. Mamy sporo ziemniaków i warzyw do ostrugania. Jeśli się pospieszysz, to może zdążysz jeszcze na śniadanie- zaśmiał się ze swojego żartu Kacper.
- Dobrze- odparł więzień z pokorą godząc się na to, co nieuniknione. Zsunął nogi z pryczy, po czym odkrył się. Koc złożył w kostkę i ułożył w nogach łóżka.
- Pospiesz się!- Ryknął Kacper znudzony tak idealnym zachowaniem więźnia.
- Tak jest- zasalutował i za moment stał przed drzwiami celi.
Ktoś z głębi więźniów krzyknął mu Żegnaj stary! Ale ten nic mu nie odparł.  
Kacper otworzył zamek w celi.
- Mam cię skuć, czy sam grzecznie pomaszerujesz?- Spytał.
- Sam.
Więzień numer trzynaście wiedział, że ze strażnikami nie ma, co zadzierać. Już wystarczająco się napatrzył i nasłuchał, aby wiedzieć, że najmniejszy protest jest tym ostatnim.
Idąc obok Kacpra, więzień myślał tylko o jednym.
Że nie zdążył przerosić Marty za swoje poprzednie życie.
Za to, że kradł…

233 czyt.
100%11
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller, użyła 1264 słów i 6778 znaków

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 17 kwietnia

    Hmm wydaje mi się że piszesz niekonczacą się opowieść. I ta wielowátkowość.... Ale czytam każdy nowy odcinek... pozdrawiam