,,Mięso" cz. 26

Cz. 26
Pewien mężczyzna przechodzi przez ulicę na drugą stronę. Zmierza do knajpy o nazwie Biały Eden. Jest tam umówiony z pewną blondynką o dwanaście lat od niego młodszą. Kiedy wchodzi do środka jest równie zdenerwowany, co blondynka, która ma go obsłużyć.
Są kochankami.
Żona czterdziestoletniego mężczyzny nie wie, że jej męża nie ma dzisiaj w pracy. Jest przekonana, że mężczyzna siedzi teraz za biurkiem i pisze artykuł na temat ostatnich zaginięć dorosłych osób.
Jej mąż jest dziennikarzem. Ów zapracowany mężczyzna uśmiecha się do kelnerki, która prosi swojego szefa o pół godziny przerwy. Dostaje je w zamian za pozostanie po godzinach pracy. Oboje siedzą teraz obok siebie nerwowo rozglądając się na boki. Zdają sobie sprawę, że kiedy ich ktoś teraz zobaczy, będzie to koniec ich spotkań.
- Na pewno siedzi w domu?- Pyta nerwowo skubiąc swój paznokieć pod stolikiem.
- Tak. Kiedy wychodziłem mamrotała coś o praniu i prasowaniu. Coś tam gadała, że chyba nie wyrobi się do jutra, więc spokojnie.
Mężczyzna z przekonaniem uspakaja blondynkę, która jednak nie przestaje się denerwować.
- To mnie wykańcza, rozumiesz? Wciąż tylko odwracam się za siebie, bo zaraz mi się wydaje, że nas ujrzy.
Mężczyzna bierze jej dłoń w swoją i zaciskając zbliża się z uwodzicielskim uśmiechem w kierunku jej twarzy.
- Kocham cię, przecież wiesz. Niedługo rozwiążemy nasz problem, zobaczysz. Wszystko będzie dobrze.  
Kobieta nerwowo potrząsa głową.
- Maciek zrozum. Ja też ciebie kocham. I nawet nie wiesz jak bardzo, tylko…
- Tylko, co?
Kobieta znów rozgląda się na boki. Zauważa, że jej szef przygląda się całej sytuacji.
- On patrzy- mówi z zaciśniętymi wargami. Mój szef… Nie wiem, nie mogę ci teraz tego powiedzieć. Nie tutaj.
- Ale czego nie możesz mi powiedzieć? Kochanie- mówi głaszcząc ją po dłoni.- Przecież ci obiecałem, że niedługo stąd wyjedziemy, tak? Daj mi tylko skończyć ten artykuł. Wiesz, że to dla mnie wielka szansa. Szef powiedział mi, że jeśli natrafię na coś ekstra, to da mi premię. Będę wtedy mógł wyjechać do Warszawy. Pojedziemy tam razem.
- No dobrze, a twoja żona? Niczego się nie domyśla?
- No coś ty. Przyzwyczaiła się już do tego, że często muszę znikać. Wie, że rozmawiam z wieloma ludźmi i o różnych porach dnia, czy nawet nocy. Przecież jestem dziennikarzem, Kotuś.
- No właśnie…
- Co, właśnie?- Spytał nico nerwowo.- Ej, rzucam dla ciebie moją żonę i dziecko. Wiem, że Werka jest na studiach i dobrze to zniesie, bo sama chce być dziennikarką, a ty wciąż masz jakieś, ale? Ile razy mam ci powtarzać, jakie mam dla nas plany? Kończę artykuł, odbieram premię i spadamy, tak? Jedziemy do Warszawy i tam szukamy pracy. Być może będą nawet dużo lepsze, niż tutaj. Warszawa, to duże miasto.
- No właśnie. I w tym tkwi teraz problem.- Znów rozejrzała się. Szefa już nie było, ale za to przyszło kilkoro klientów spoglądających na nią, bo wciąż miała na sobie fartuszek, a wokół nie było nikogo, kto mógłby się nimi zająć.- Muszę iść, wybacz. Wszyscy się na nas patrzą.
-Wstydzisz się mnie? Po co się tak rozglądasz? Przecież jestem dziennikarzem. Może właśnie przeprowadzam z tobą wywiad? Na serio przejmujesz się tą bandą nieudaczników?
- Nie mów tak na nich. Równie dobrze ja mogłabym tam stać. Też miałbyś mnie za nieudaczniczkę?
- Nie zmieniaj tematu.
- Tak? To jak to wyjaśnić, że przeprowadzasz ze mną wywiad i trzymasz mnie za rękę?  
- Kochanie- szepną, po czym zaczął już głośniej.- Może właśnie zaginęła twoja najlepsza przyjaciółka? Nie pomyślałaś o tym?
Mrugał jej porozumiewawczo.
- To, co chcesz mi powiedzieć? Już mnie nie chcesz?
- Nie- oburzyła się.- Maciek, nie teraz. Muszę iść. Potem ci powiem.
- A więc tak? Rozmyśliłaś się i już nie pojedziemy razem do Warszawy?
- No coś ty- zmrużyła oczy.- Kocham cię być może nawet mocniej niż ty mnie. Nie o to chodzi…
- To, o co?
I nagle coś go olśniło. Zrobił wielkie oczy i spojrzał na niej brzuch.
- Jesteś w ciąży?- Spytał szeptem.
W tym momencie podszedł do nich ktoś obcy.
- Czy mógłby nas ktoś obsłużyć?- Zapytał zerkając na jej fartuszek.- Bardzo mi się spieszy.
Blondynka wstała.
- Tak, przepraszam- uśmiechnęła się do klienta.
- Robię właśnie z panią wywiad- wstał mężczyzna bardzo oburzony.- To dotyczy tych zaginionych osób. Nie może pan zaczekać?
- Super- oburzył się wskazując dłonią napis na szybie.- Z tego, co ja kojarzę, to jest knajpa szybkiej obsługi. Zrób pan sobie wywiad, kiedy indziej- bąknął opryskliwie. Wszyscy teraz patrzyli tylko na rozgrywającą się scenę.
- Pan wybaczy, ale jestem w pracy- odparła blondynka ze smutnym spojrzeniem do kochanka.
- Dobrze, rozumiem. Tylko jeszcze jedno pytanie. Czy wie pani coś o dzieciach? Tych, które zaginęły, oczywiście. Proszę powiedzieć tylko tak, albo nie, a umówimy się po pracy. Wie pani, bardzo mi zależy…
- Tak- odparła i odeszła od stolika. Kończę o dwudziestej trzydzieści - rzuciła przez ramię i podchodząc do baru zaczęła przyjmować zamówienia od klientów.
Mężczyzna oniemiały wciąż jeszcze patrzył na kochankę, nie wiedząc, co teraz powiedzieć. Ciąża? I to teraz? Absolutnie nie miał w planach posiadania kolejnych dzieci. Jego żona sama namawiała go wielokrotnie na powiększenie rodziny, ale on nie chciał. Jedno dziecko i tak było dla niego za wiele. A teraz i drugie? I to z kochanką, którą i tak chciał zostawić?
Ani chwili nie wątpił w to, że był to tylko przelotny romans. Może i trwał pół roku, ale to tylko, dlatego, że to ona była taka chętna.
Od samego początku, odkąd przeprowadzili się do nowego domu i spotkał tam Martę, wiedział, że między nimi do czegoś dojdzie. Nie wiedział natomiast, że będzie trwało aż tak długo. Może i nie kochał swojej żony, ale jakoś tak był do niej przyzwyczajony. Prała, sprzątała, prasowała, gotowała i do tego była dyrektorką szkoły podstawowej w Turku. Była dobrze ułożona i pozwalała mu na wszystko, z wyjątkiem częstego seksu. Zupełnie tego nie lubiła, co wręcz przeciwnie, on uwielbiał. Być może nawet, dlatego rozpoczął ten romans.
Ale ciąża?
Jak on to powie swojej żonie? Co ma teraz w ogóle począć?
Zdezorientowany wyszedł z Białego Edenu i przystanął w bocznej uliczce. Nawet nie spostrzegł, kiedy podszedł do niego pewien mężczyzna.
- Co? Kłopoty?- Zapytał poklepując dziennikarza po ramieniu.
Dziennikarz poznał, kim był ów mężczyzna.
- Sorki, ale prowadziłem wywiad. Od tego zależy moja kariera.
- Dobra, spoko. Może i ja byłem niezbyt uprzejmy. Nie powinienem był wam przeszkadzać.
- Spoko. Rozumiem. Nic się nie stało.
- Palisz?- Zapytał mężczyzna?
- Trochę. W mojej branży często jesteśmy narażeni na nerwy. Staram się rzucić, ale czasem nie mogę.
Mężczyzna się uśmiechnął.
- To tak samo, jak ja. Rzucam już od ośmiu lat.
Zaśmiali się. A potem mężczyzna poczęstował drugiego papierosem.
Zapalili.
W końcu bocznej uliczki już czekała staruszka w podomce…

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller, użyła 1338 słów i 7255 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    :cheers:

  • Ewelina31

    @AnonimS  ;)