Brudna gra-Epilog

Wśród głośnych krzyków ludzi mających za nic ciszę wyborczą, w całym państwie rozpoczęły się wybory. Od rana w towarzystwie skandów i wzajemnego wyzywania się od najgorszych przez radykalnych zwolenników różnych światopoglądów, obywatele ruszyli do urn wyborczych, by wybrać głowę swojego państwa na kolejne kilka lat.  
                                                                    ***
Tydzień później.
-Przegraliśmy…-powiedział senator patrząc tępo w pustkę przed sobą.-Nasz kandydat nie przeszedł do drugiej tury…  
-I co teraz?-spytał siedzący naprzeciwko senatora „Arm”.  
-Nic.-odpowiedział senator poprawiając się w krześle.-Musimy poczekać do kolejnych wyborów, w między czasie tworząc silną siatkę opozycyjną.  
-Co zrobimy ze „Schizolem”?-wtrącił nagle „Kliff” dotąd w milczeniu przysłuchujący się rozmowie.-Mamy się go pozbyć?
-Zabić go?-senator spojrzał swojemu wspólnikowi prosto w oczy.
-Myślę, że lepszym pomysłem będzie zostawienie go w spokoju i, jak przyjdzie czas, wykorzystanie go w słusznej sprawie…-powiedział w zamyśleniu siedzący w kącie „Dock”.  
Senator pokiwał jedynie głową, po czym rzekł:
-Mimo naszych starań, nie udało nam się zwyciężyć, nasz kandydat nie zwyciężył… Ale to nie szkodzi…-dodał po chwili.-„DJMonkeyy” i „Lady” nie żyją, nikt nie wie, że dla nas pracowali. Prześlizgnęliśmy się niczym woda i z pewnością prześlizgniemy się jeszcze nie raz, taka jest myśl klanu „Aqua”.-powiedział.
-Taka jest myśl klanu „Aqua”.-zawtórowali pozostali.
                                                                         ***
Miesiąc później
-Tędy, panie prezydencie.-powiedział z szacunkiem mężczyzna w garniturze do polityka partii „ISKRA”, który zwyciężył wybory miażdżąc w drugiej turze kandydatkę „Ruchu Obywatelskiego”.  
Na ulicach słychać było to krzyki radości, to krzyki rozpaczy. Po chodnikach w parkach pikietowali ludzie niosąc dumnie w rękach flagi narodowe lub banery z nazwiskiem nowego prezydenta albo logiem partii-czteroramienną, żółtą gwiazdą na granatowym tle.
-Dziękuję panu.-powiedział nowy prezydent, po czym powoli acz dostojnie wszedł do swojego nowego gabinetu.
Na stole stojącym pod oknem z widokiem na schodzące w dolinę miasto stała butelka szampana, a obok niej stało kilka pustych pucharów do trunku. Polityk podszedł do stołu, wziął puchar i nalał do niego trochę szampana. Przyłożył naczynie do ust, by wziąć łyk. Następnie podszedł do innego okna umiejscowionego za biurkiem. Staną w nim, po czym wziął głęboki wdech, a następnie wydech. Całe napięcie ostatnich miesięcy z niego uleciało.  
-Przeszedłeś naprawdę długą drogę…-powiedział do siebie.-Wkrótce zaczniemy wprowadzać wolność-powiedział z błyskiem w oku.-kukiełkową wolność…-dodał po chwili.-Ale, co wkrótce to wkrótce, co powinienem teraz zrobić? Przygotować przemowę? Ale… o czym miałaby być?-zamyślił się.-O przyjaźni…-powiedział w końcu.-O zaufaniu, o ambicji i…-nagle przerwał.-Ale przemowy są na wybory, teraz czas na działanie, taka doktryna klanu „Ignis”…

pawelmarek

opublikował opowiadanie w kategorii thriller i inne, użył 505 słów i 3097 znaków.

1 komentarz

 
  • Iga21

    Kiedy następne?

  • pawelmarek

    @Iga21 Szczerze mówiąc, jeszcze się nad tym nie zastanawiałem.