Brudna gra-Prolog

Rozległo się pukanie.  
-Wejść.-powiedział siedzący przy biurku, siwy mężczyzna z łysinką na czubku głowy.
Ciemnodębowe, lakierowane drzwi uchyliły się z drażniącym uszy skrzypieniem. Z za nich wychyliła się głowa o spiczastym nosie i bardzo krótkich włosach. Na jego widok gospodarz podniósł wzrok od laptopa i spojrzał bez zainteresowania na mężczyznę.
-Miał pan rację-powiedział mężczyzna wchodząc do gabinetu.-ochrona kompletnie nie zwraca uwagi na osoby wchodzące do budynku, wystarczy tylko przejść spokojnie i…
-Masz to o co prosiłem?-mężczyzna siedzący za biurkiem ostentacyjnie przerwał wywód swojemu gościowi.
-Tak, panie senatorze.-powiedział mężczyzna kładąc na biurku polityka teczkę z dokumentami.
Ten sięgną po nią, otworzył i zaczął wertować znajdujące się tam kartki.  
-Jest tam wszystko o co prosiłem?-spytał nie odrywając wzroku od przeglądanych stron.  
-Tak, jest.-odpowiedział jego pachołek.
-A detektywi?-senator przeniósł wzrok na mężczyzną stojącego przed biurkiem z zaplecionymi przed sobą rękoma.  
-Za pańską gotówkę, kupiłem ich milczenie.  
-Bardzo dobrze.-powiedział uspokojonym tonem polityk.  
-Muszę przyznać, że na zdobycie tych informacji wydał pan całkiem sporą sumkę… prawie milion…
-Partia doskonale rozumie, że aby odnieść zamierzone efekty trzeba wiele poświęcić-powiedział senator usadawiając się wygodniej na swoim skórzanym fotelu biurowym.-jest też zgodna, że najważniejsze w tym momencie są efekty, a na bogacenie się przyjdzie jeszcze czas.
-A propos bogacenia się…-zaczął mężczyzna rozplatając ręce.-Wykonałem swoją robotę.
-Oczywiście, wykonał ją pan bezbłędnie powiedział polityk sięgając do szuflady i wyciągając z niej książeczką czekową.
-Ile Partia jest panu winna?  
-Pięćdziesiąt tysięcy.-powiedział mężczyzna stanowczo.
-A co pan powie na siedemdziesiąt pięć?  
-Siedemdziesiąt pięć tysięcy?!-mężczyzna z nieufnością spojrzał na senatora.
-Dokładnie, siedemdziesiąt pięć tysięcy.-powtórzył spokojnie polityk.-Partia zgodzi się na zapłacenie panu takiej sumy, jeżeli przyprowadzi ich pan do mojej rezydencji pod miastem.
-Co?-obruszył się mężczyzna słysząc treść zlecenia od swojego chlebodawcy.-Ja sam mam ich przyprowadzić do pańskiej willi?! Przecież to wariaci, mordercy!
-Sto tysięcy.-polityk przerwał mu podając nową sumę, cały czas patrząc mu prosto w oczy.
Mężczyzna od razu zamilkł i zaczął spoglądać chciwymi oczami to na polityka, to na czek, na którym pojawiła się pięciozerowa cyfra.
-Zgoda.-powiedział, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z gabinetu zostawiając przebiegle uśmiechniętego polityka samego.
Jak tylko minęła chwila od wyjścia jego pachołka i było pewne, że nie wróci, senator spojrzał się na swojego laptopa, na którego ekranie wyświetlały się profile czterech osób będących w konwersacji z politykiem. Zamiast ich imion i nazwisk widoczne były ich pseudonimy; „Kliff”, „Dock”, „Arm” i „Lake”.
-Słyszeliście wszystko?-spytał polityk przysuwając bliżej do siebie swojego srebrnego laptopa.  
-Tak.-odpowiedział jeden z nich.-Naprawdę chcesz mu aż tyle zapłacić? Prezes się nie zgodzi…
-To co myśli prezes mało mnie obchodzi.-powiedział senator unosząc prawy kącik ust w przebiegłym uśmiechu.
-Nie możemy sobie pozwolić, by ktokolwiek dowiedział się co planujemy.-powiedział mężczyzna o pseudonimie „Kliff”.
-Musimy działać dyskretnie.-dodał „Lake”.
-Spokojnie, wystarczy eliminować odpowiednich ludzi, w odpowiednim czasie.-powiedział uspokajająco senator.
-Czy aby na pewno to dobry pomysł, angażować do tego celu seryjnych morderców?-spytał się powątpiewającym głosem „Lake”.
-A któż, jak nie oni, zna się lepiej na zabijaniu i nie zostawianiu przy tym śladów?-stwierdził stanowczo dotąd nieodzywający się „Arm”.
-Pewnie nikt… Ale gdyby ich złapano i policji udałoby się z nich wyciągnąć kto jest ich zleceniodawcą bylibyśmy skończeni.-stwierdził nie mniej odkrywczo „Lake”.
Na dźwięk tych słów senator otworzył teczką z dokumentami i spojrzał na pierwszą stronę.
-Schizofrenia, zaburzenie obsesyjno-maniakalne i bliżej nie stwierdzona niepoczytalność… Nawet gdyby się wygadali, to ze względu na ich choroby nie uwierzono by im. A nawet jeśli zachciałoby się im nas sprawdzić są jeszcze łapówki…

pawelmarek

opublikował opowiadanie w kategorii thriller i inne, użył 728 słów i 4508 znaków, zaktualizował 7 sie 2020.

1 komentarz

 
  • bosman

    jakie te drzwi mosiężne czy dębowe coś się nie zgadza

  • pawelmarek

    @bosman Ok. Już poprawiłem. Dzięki za info.