Za mało - Rozdział 8

Szymon

Obserwuję Amelię, która bawi się z Tarą. Klara nie zwraca na nich uwagi, tylko patrzy na mnie, a wyraz jej twarzy mówi sam za siebie. Martwi się, chociaż nie ma zielonego pojęcia, co się u mnie dzieje. Nic jej nie mówię. Nie chcę znowu kłamać. Podobno istnieją białe kłamstwa, ale czy świadome niemówienie prawdy nie klasyfikuje się jako zły czyn?

Troska Klary tylko potęguje wielkość moich wyrzutów sumienia.

– Wyglądasz na przybitego. Coś się stało? – pada pytanie.

Długo się powstrzymywała. Wolałbym, żeby ignorowała mój zły nastrój. Nie chcę, żeby Amelia znowu pomyślała, że to jej wina. Klara wpatruje się we mnie wyczekująco, czyli nie zamierza odpuścić, a moje milczenie wcale jej nie zniechęci – zbyt dobrze ją znam. Cholera.

– Nie teraz – odburkuję, wskazując podbródkiem na jej córkę.

– Kochanie, weźmiesz Tarę do pokoju? – zwraca się do małej.

Wzdycham ciężko.

– Tam są pająki – przypominam.

Klara wzrusza ramionami.

– Zdążyłam się przyzwyczaić. – Uśmiecha się niedbale. – Amelia je lubi, więc nie chcę pokazywać otwarcie swojej niechęci.

Dziewczynka od razu podbiega do nas, a za nią – pies.

– Wujku, możemy tam iść? Pobawię się z Tarą pod łóżkiem!

Kiwam głową.

– Tylko uważajcie na pojemnik ze świerszczami!

Tara jak zawsze ma w nosie, co mówię, bo odwraca się i biegnie do pokoju.

– Dobrze, wujku! – krzyczy Amelia, a po chwili zatrzaskuje drzwi sypialni.

– Jacy szybcy – mówi rozbawiona Klara. – Myślę, że Amelia mogłaby prześcignąć twojego psa, gdyby tylko chciała.

– Jasne! – Nagle mina mi rzednie, bo przypominam sobie o wydarzeniu sprzed tygodnia. – No właśnie. Tara była dziwna, bo parę dni temu prawie wbiegła w dziecko.

Oczy Klary robią się ogromne. Kładzie dłoń na swojej szyi i ciężko oddycha.

– Jak to?

– Rzuciłem piłką, a Tara za nią pobiegła. Dziecko było jednak szybsze, podniosło piłkę i… – Przecieram dłonią twarz. – Nic się nie stało, ale obydwoje nie potrafiliśmy się otrząsnąć, bo nigdy wcześniej… – Kręcę głową. – Teraz wybieram jeszcze większe odludzia, żeby zminimalizować ryzyko.

– A rodzice tamtego dziecka?

Odruchowo zaciskam dłoń w pięść i delikatnie uderzam nią w lodówkę.

– Spotkałem Natalię.

Klara mruga, jakby nie nadążała. Marszczy brwi, a po chwili otwiera usta ze zdziwienia.

– To było jej dziecko? – szepcze piskliwym tonem.

– Też tak na początku myślałem, ale rozmawiałem z nią wczoraj i to syn jej przyjaciół. – Uśmiecham się kpiąco. – Ale to nie zmienia faktu, że jest zajęta.

– O matko.

– Nie, nie, nie. – Unoszę dłonie. – Nie przejmuję się tym, bo nawet mnie to nie obchodzi.

– Właśnie widzę – prycha. – Jesteś przybity.

– Z zupełnie innego powodu.

– W porządku. – Opiera się biodrem o szafkę i krzyżuje ramiona. – Dlaczego masz kiepski nastrój?

Wzdycham przeciągle, bo nienawidzę takich przesłuchań.

– To już człowiek nie może mieć gorszego dnia? Dlaczego zawsze musi chodzić o dziewczynę, co? – Patrzę na nią z wyrzutem. – Wybiłem sobie Natalię z głowy, o czym doskonale wiesz.

– Widocznie bardzo nieumiejętnie – rzuca kąśliwie.

– Zapomniałem o niej.

– Uznajmy, że ci wierzę. – Przekrzywia głowę i przygląda mi się uważnie. – Co poczułeś, gdy zobaczyłeś ją z dzieckiem?

– Nic – kłamię.

– Absolutnie nic?

– Dokładnie – warczę. – To tylko jedna z wielu dziewczyn z przeszłości. Nawet jej nie kochałem, więc dlaczego miałbym czuć cokolwiek?

– Ale z ciebie marny kłamca.

Prycham. Klara wszędzie doszukuje się drugiego dna. Dziwnym trafem nie szuka dziur w swoim związku, a zapewne, gdyby zaczęła drążyć, odnalazłaby wiele przykrych dziur. Zasypałem kilka z nich, chociaż wcale nie zamierzałem tego robić. Postawiłem dziecko wyżej niż uczucia jej matki. Jeśli kiedyś dowie się prawdy, odetnie się ode mnie – oby tylko nie odebrała mi Amelii.

– Nie byliśmy nawet razem – przypominam.

– Ona pewnie uważa inaczej.

– Ona może uważać, co chce.

Klara zaciska usta w wąską linię i patrzy na mnie z przyganą. Wiem, że powstrzymuje się od nieprzyjemnych uwag, ale przychodzi jej to z ogromnym trudem.

– Nie spotykałeś się z nikim od waszego rozstania.

– Od lat nic się nie zmieniło, Klara. Nie chcę żadnej dziewczyny, rozumiesz?

Wiem, że powinienem już dawno uciąć temat. Nie mówię jej prawdy, bo poleci z nią od razu do Bartka, a ten – do matki. Nie mogą żyć w przeświadczeniu, że na kimś mi zależy, bo pomyślą, że istnieje dla mnie szansa. Ja jej nie widzę. Owszem, mam Tarę, ale to nie jest to samo. W moim życiu brakuje człowieka, któremu mógłbym zaufać. Zaufać i nie czuć strachu, że gdy tylko się odwrócę, wbije mi nóż w plecy.

– Znam tę twoją śpiewkę – mówi poirytowana. – Ciągle to samo. – Przygryza wargę i robi zbolałą minę. – Wiem, że nie powinnam poruszać tego tematu, ale dlaczego nie rozmawiasz z Bartkiem? To trwa już za długo i naprawdę zaczynam się martwić. Czy to ma coś wspólnego…

– Klara, błagam – jęczę. – Już ci powiedziałem, że nie będę z tobą o tym rozmawiał. To sprawa między mną a Bartkiem. Tyle.

– Ale on też nie chce mi niczego powiedzieć!

– Bo to nasza sprawa – powtarzam.

– Amelia pytała mnie ostatnio, czy przestałeś lubić jej tatusia. – Mruży oczy. – Nie wiem, co mam jej odpowiadać, wiesz? To tylko dziecko. Nie rozumie tego, co się wokół niego dzieje. Nie chcę, żeby stresowała się rzeczami, na które nie ma wpływu.

Zaciskam zęby, żeby głośno nie przekląć.

– Właśnie dlatego z nim nie gadam – syczę. – Notoryczne kłótnie nie sprawią, że ona poczuje się lepiej. Lepiej milczeć niż rzucać przekleństwami, czyż nie?

– Ale jest aż tak źle? – pyta powątpiewająco.

– Czy możemy zmienić temat?

Klara już otwiera usta, ale nagle do kuchni wpada przerażona Amelia i łapie się za głowę.

– Świerszcze uciekły! – wyrzuca z siebie.

– Kurwa – warczę, nic sobie nie robiąc z zabójczego spojrzenia Klary. – Tara!!!

Ale ona się nie pojawia. Pewnie już wie, że ma przechlapane.

– Są wszędzie, wujku! Tara ma nawet jednego w nosie! – Zaczyna machać energicznie rękami. – I nie chcą wrócić do swojego domu. Mówiłam im, że będziesz zły, ale nie słuchają.

Jestem załamany. Zerkam na Klarę, która zatyka sobie dłonią usta, ale i tak widzę rozbawienie tańczące w jej oczach.

– Bawi cię to? – rzucam chłodno.

Odwraca się do mnie plecami i wybucha głośnym śmiechem. Przenoszę wzrok na Amelię, która dalej ma oczy pełne strachu.

– Wujku, ale będą ci ładnie grały – zauważa. – A świerszcze pięknie grają, bo kiedyś oglądałam taki film w telewizji.

Zamykam oczy, bo to ponad moje siły.

____

Natalia

Stoimy przed domem mojej siostry. Kuba wygląda na lekko podenerwowanego, ale pewnie dlatego, że dawno go tutaj nie było. Może martwi się reakcją Tomka. Chyba całkowicie zapomniał, że maluch go uwielbia.

Drzwi otwiera Hania. Patrzy na mnie z uśmiechem, a potem przenosi wzrok na Kubę i unosi brwi.  

– Nie spodziewałam się, że przyjedziecie razem – rzuca, wpuszczając nas do środka. – Uprzedzam, że Tomek ma kiepski okres. Zęby znowu dają o sobie znać. – Krzywi się. – Napijecie się czegoś?

– My tylko na chwilę – mówię szybko. – Mamy, a raczej to Kuba ma w planach kładzenie dzisiaj płytek.

Trochę naciągnęłam fakty, bo tak naprawdę to mi zależało na przyjeździe tutaj. Kuba chciał od razu zabrać się za płytki, więc był gotów szybko podjechać do najbliższego sklepu. Niby zgodził się na moją propozycję, ale widziałam jego nietęgą minę.

Hania zerka niepewnie w jego stronę.

– To może nawet lepiej, skoro Tomek jest nie w sosie.

Ściągamy kurtki i buty w absolutnym milczeniu, które mnie trochę martwi. Kuba wydaje się zdystansowany, a przecież nie jesteśmy w obcym miejscu.

Idziemy do obszernego salonu, gdzie na środku bawi się Tomek. Rzuca klockami i głośno krzyczy, a następnie w ciągu kilku sekund wybucha płaczem.

– Nie w sosie to mało powiedziane – mówię przerażona.

Hania obejmuje mnie ramieniem i ściska.

– No cóż, siostrzyczko, życie rodzica nie może być słodkie i kolorowe, prawda? Nie martw się, pewnie niedługo sama tego doświadczysz.

Rzucam jej rozbawione spojrzenie.

– Nie rób ze swojego syna terrorysty – rugam ją.

Przewraca oczami i macha niedbale dłonią.

– Przecież żartuję. Kocham tego małego rozrabiakę ponad życie.

– Wcale się nie dziwię – szepczę z lekką zazdrością. – Kuba?

Obracam głowę, ale nikogo obok mnie nie ma. Patrzę w stronę Tomka i zauważam obok niego Kubę. Mówi coś do niego cicho, a maluch przez chwilę słucha uważnie, ale ostatecznie wpada w jeszcze większy płacz.

– Zostawmy ich samych, co?

Zaskoczona, zerkam na siostrę.

– Twój syn da mu popalić.

– Tomek go uwielbia – przypomina mi. – I nie rób z niego takiej ofermy, co nie potrafi dzieckiem się zająć. To dorosły facet.

– No dobra – mówię z ociąganiem.

– Żadne: dobra, tylko chodźmy do kuchni, bo muszę ci pokazać nasz nowy ekspres. Ma tyle funkcji i robi taką pyszną kawę, że teraz piję trzy dziennie, na co Kamil kręci nosem. – Wywraca teatralnie oczami. – Uważa, że serce mi kiedyś stanie, a przecież bez kawy nie dam rady funkcjonować po dwóch godzinach snu.

– Kuba też byłby zainteresowany – wtrącam.

Hania znowu przewraca oczami.

– Nigdzie się bez niego nie ruszasz, prawda? Nawet do głupiej kuchni?

Marszczę brwi, bo nie rozumiem skąd ten wrogi ton.

– O co ci chodzi?

– Nie możesz zatracać się w facetach. To niezdrowe.

Wzdycham ciężko.

– Ty chyba też masz dzisiaj gorszy dzień – rzucam, dźgając ją palcem w brzuch.

Cofa się ze śmiechem i wskazuje dłonią kuchnię.

– Zapraszam! Zrobię nam pyszną kawę!

Niechętnie się zgadzam i ruszam za nią.

*

Picie kawy w akompaniamencie płaczu dziecka nie jest przyjemne. Hania wydaje się dziwnie spokojna, chociaż to właśnie jej syn płacze. Upijam porządny łyk kawy, chociaż mam ściśnięty żołądek z nerwów.

– Nie rusza cię to?

– Nie jest sam, tylko z Kubą – odpowiada szybko. – Nie rób takiej miny, bo mężczyźni też potrafią zająć się dziećmi.

– Ale Tomek ewidentnie testuje teraz jego cierpliwość.

– Czyli robi dokładnie to samo, co będzie robiło wasze dziecko – mówi. – Nie mylę się, prawda?

Wzdycham ciężko i odstawiam kubek na stół.

– To nie jest w porządku.

Hania kręci głową, wyraźnie niezadowolona.

– Będziesz go wyręczać? – pyta prosto z mostu. – Doskonale wiesz, jaki kompromis wypracowaliśmy z Kamilem. Współpraca jest najważniejsza. Dzięki niej Tomkowi jest łatwiej, bo widzi, że rodzice wzajemnie się wspierają.

– Naoglądałaś się jakiś poradników? – Zerkam na nią podejrzliwie. – Brzmisz jak te wszystkie blogerki.

– Daleko mi do nich – mówi, wzruszając ramionami.

Płacz na chwilę cichnie, a w kuchni pojawia się Kuba. Tomek na mój widok zaczyna wyrywać mu się z rąk. Automatycznie wstaję i podchodzę do nich. Biorę małego w ramiona, czując, jak jego drobne ciało się rozluźnia. Unikam spojrzenia Kuby, bo mam wyrzuty sumienia. Hania trochę przesadziła, zostawiając niedoświadczonego faceta z dzieckiem, które samo nie wie, czego chce i to nawet nie jest jego wina.

Tomek kładzie głowę na moim ramieniu, mocno obejmując rączkami moją szyję. Jestem wzruszona, dlatego mrugam, żeby odgonić łzy. Nie przypuszczałam, że maluch czuje się przy mnie tak bezpiecznie.

Moja siostra przygląda nam się z uśmiechem.

– Przykro mi, Kuba, ale Natalia musi już tu zostać.

Kręcę delikatnie głową.

– To tylko chwilowe i dobrze o tym wiesz – wytykam jej.

– Oj tam. – Macha niedbale dłonią i upija łyk kawy. – Kuba, mamy nowy ekspres. Chcesz wypróbować? – proponuje.

Zerkam kątem oka na Kubę, który ma napięty wyraz twarzy, a w oczach – pustkę. Rozluźnia zaciśniętą szczękę i kiwa nieznacznie głową.

– Dużo mleka, prawda? – rzuca Hania z uśmiechem. – Już wczoraj wypróbowałam, więc to będzie naprawdę dużo, dużo mleka. Żaden inny ekspres nie podbije już twojego serca.

Atmosfera nieco się rozluźnia, ale wystarczy jedno krótkie spojrzenie na Kubę, żebym uświadomiła sobie coś odwrotnego. Jest jeszcze bardziej zirytowany niż chwilę wcześniej. Zauważa, że na niego patrzę, więc unosi kącik ust, ale to ciągle za mało. Przenosi wzrok na Tomka, potem znów na mnie, a niebieskie tęczówki nagle przybierają chłodniejszy odcień.

Odwracam się do niego plecami i całuję malucha w główkę, mocniej go obejmując. To tylko dziecko. Kuba nie może być o niego zazdrosny.

*

Leżę w łóżku, przykryta po samą brodę i oglądam film na laptopie. Kolejna łzawa komedia romantyczna idealna na ten najgorszy dzień, który powtarza się co miesiąc. Nienawidzę tego, chociaż jest idealnym pretekstem do leniuchowania. Kuba od rana bawi się z płytkami, uparcie twierdząc, że nie potrzebuje niczyjej pomocy, bo przecież ze wszystkim sobie poradzi. Krzywię się za każdym razem, gdy słyszę siarczyste przekleństwo. Wiem, że połamał już kilka zapasowych płytek, więc jest podwójnie wkurzony, bo nie tylko okazało się, że Szymon miał rację, ale poranna wizyta u mojej siostry też dolała oliwy do ognia.

Skupiam się na filmie, który jest wyjątkowo interesujący. Już dawno nie oglądałam dobrej komedii romantycznej, chociaż w tym przypadku trudno mówić o komedii. Więcej momentów doprowadziło mnie do łez niż śmiechu. Główna bohaterka nie może mieć dzieci, ale boi się o tym mówić, dlatego żaden facet nie wytrzymuje z nią dłużej niż parę tygodni. Prawda ich przytłacza i odpycha. Główny bohater również odchodzi, ale nie potrafi wybić sobie tej dziewczyny z głowy, więc ich drogi ciągle się przecinają.

– Czujesz się już lepiej?

Automatycznie zatrzymuję film i podnoszę wzrok na Kubę. Stoi przy łóżku i wyciera ręcznikiem mokre włosy. Ma na sobie tylko spodnie od piżamy, więc moje spojrzenie zatrzymuje się na szczupłej klatce piersiowej. Okres pokrzyżował nasze plany na wieczór, ale nie jestem zła z tego powodu.

– Niezbyt.

– Niech zgadnę: oglądasz komedię romantyczną? – pyta zrezygnowany.

– Niestety tak.

Zamyka na chwilę oczy.

– Ale przynajmniej wiemy, że nie jesteś w ciąży – stwierdza, a w jego głosie słyszę ulgę.

Mrugam, od razu przypominając sobie o tamtym seksie pod prysznicem. Poniosło nas oboje, ale nie myślałam o tym. Jesteśmy razem już tak długo, że dziecko nie stanowiłoby problemu.

– Czemu masz taką dziwną minę? – pyta.

– Ulżyło ci?

Unosi wysoko brwi.

– A czemu miałoby mi ulżyć?

– Bo nie jestem w ciąży?

– Znowu jesteś wredna – odpowiada rozbawiony. – Kolejny punkt do odhaczenia na liście.

Przewracam oczami.

– Bądź poważny – syczę.

– Wkurzona też jesteś podniecająca – stwierdza, puszczając do mnie oko. – Nie wiem, jak przetrwam te kilka dni, skoro jesteś przeciwna innym rozwiązaniom.

– Przed chwilą jeszcze rozmawialiśmy o ciąży – przypominam. – Pomyślałeś o tym, gdy…

– Szczerze? – przerywa mi. – Nie. Myślałem tylko o tym, żeby wreszcie być w tobie.

Przypatruję mu się bardzo długo, zanim podejmuję decyzję o brnięciu dalej w ten trudny temat. Cichy głosik w głowie podpowiada mi, że powinnam odpuścić, bo pierwszego dnia okresu nigdy nie jestem sobą i mogę zwyczajnie przesadzić.

– Ja się nie bałam.

Tak naprawdę sama o tym nie myślałam, ale w tym momencie to nie jest aż tak istotne. Ciekawi mnie zdanie Kuby.

– A kto powiedział, że ja tak? – oburza się. – Fakt, jest na to za wcześnie, ale raczej to nie byłby koniec świata.

– Raczej?

Kuba wzdycha i siada na łóżku, kładąc mokry ręcznik na swoich udach.

– Chyba powinniśmy ustalić jakąś kolejność, prawda? – pyta ostrożnie. – Chcę ślubu, potem możemy myśleć o reszcie.

Mrugam.

– Mam ci przypomnieć, że wciąż brakuje mi pierścionka? – rzucam chłodno.

– Ale ty jesteś dzisiaj czepliwa – burczy. – Chcę, żebyś była moją żoną.

– A dziecko mogłoby to popsuć? – dopytuję.

Wzdycha.

– Nie powiedziałem tego.

– Ale właśnie tak to brzmi! Rodzicielstwo nie jest łatwe, świetnie zdaję sobie z tego sprawę, ale to nie byłoby jakieś obce dziecko, tylko nasze, rozumiesz? – Nie potrafię rozgryźć wyrazu jego twarzy. – NASZE dziecko – szepczę, czując łzy w kącikach oczu.

– Maja i Krzysiek prawie się rozstali przez dziecko – przypomina.

Siadam prosto i wbijam lodowate spojrzenie w Kubę.

– Tak? – syczę. – A Hania i Kamil dogadują się jeszcze lepiej niż wcześniej. Wszystko zależy od podejścia. Maja świrowała, bo jej ciąża była zagrożona. Nie dziwię się, że do teraz jest nadopiekuńcza. Prawdopodobnie nie do końca wybaczyła mi tamtą akcję z psem, ale mi tego nie powie. Za to Hania podchodzi do wszystkiego z dystansem, co pewnie dzisiaj zauważyłeś. Nie ma żadnych oczekiwań, dlatego jest świetną matką.

Kuba oddycha ciężko. Opuszczam wzrok na jego przedramiona i zauważam napięte mięśnie. Ta rozmowa z niezrozumiałego powodu go stresuje.

– A my kim będziemy? – rzuca ostro. – Nie chcę się z tobą kłócić, ale narzucaniem swojego zdania nic nie wskórasz.

Stukam palcem w swoją klatkę piersiową, bo niedowierzam w to, co słyszę.

– Ja ci narzucam swoje zdanie? – podnoszę głos. – Niby kiedy?

– A dzisiaj rano? Gdy pojechaliśmy na chwilę do twojej siostry? – Zaciska szczękę. – Wszystko robiłem źle! Źle się z nim bawiłem, w zły sposób do niego mówiłem, nawet źle go, kurwa, tuliłem!

Jestem zaskoczona jego niespodziewanym wybuchem.

– Nie wierzę… Po prostu w to nie wierzę…

– A nie było tak?!

– Wyglądałeś na bezradnego, a Tomek miał bardzo kiepski dzień, bo znowu wyżynają mu się zęby. Hania już na wstępie nas o tym poinformowała, nie pamiętasz?

– Dziwnym trafem przy tobie uspokoił się od razu!

Kręcę głową, bo naprawdę nie wierzę w to, o co my się kłócimy.

– Jesteś zazdrosny o dziecko? – pytam z niedowierzaniem. – Tomek cię uwielbia, ale dzisiaj miał ochotę tylko na przytulanie. Dzieci też mogą mieć gorsze dni.

– Widziałem minę twojej siostry!

Przewracam oczami i odpycham dłońmi kołdrę, żeby wstać. Poprawiam koszulkę, cały czas nie spuszczając wzroku z Kuby.

– To zaczyna się robić niedorzeczne, wiesz? Zacząłeś od ciąży, której nie ma, a teraz czepiasz się mojej siostry, bo jej dziecko nie chciało się dzisiaj z tobą bawić. – Mrużę gniewnie oczy. – Słyszysz, jak to wszystko durnie brzmi?!

Kuba również wstaje. Ma tak ściągniętą twarz, że nie mogę na niego patrzeć. Nie zakochałam się w takim człowieku, tylko w kimś zupełnie innym.

– Od początku za mną nie przepada!

– Wydaje ci się – zbywam go. – Jest specyficzna, nie będę tego ukrywać, ale na pewno nie jesteś na jej czarnej liście, bo wiedziałabym o tym, rozumiesz? Jesteśmy siostrami, Kuba. Często opiekuję się jej synem. Gdyby w jakikolwiek sposób ci nie ufała, na pewno nie miałbyś kontaktu z małym.

– I to jest twoim zdaniem wytłumaczenie? – Wyrzuca w górę ręce. – Kamil praktycznie ze mną nie rozmawia.

Gryzę się po języku, bo nie chcę przesadzić. Nie da się cofnąć słów wypowiedzianych w gniewie, a teraz jestem wkurzona.

– I to jest moja wina?!

– To twoja rodzina!

Przełykam z trudem ślinę, bo chce mi się płakać.

– Świetnie – ucinam.

– Natalia…

– Wiesz, co? – przerywam mu, bo nie zamierzam znowu słuchać jego durnych przeprosin i tego idiotycznego „Naprawdę nie lubię się z tobą kłócić”. – Cokolwiek masz mi do powiedzenia, zostaw to dla siebie, dobra? Rozumiem, że układanie płytek nie idzie po twojej myśli, ale to nie powód, aby tworzyć kłótnię z powietrza! Kiepsko się dzisiaj czuję, a ty, zamiast mnie po prostu przytulić i być ze mną, postanowiłeś doprowadzić do kolejnej kłótni. – Przekrzywiam lekko głowę i marszczę czoło. – Która to już w tym tygodni? Trzecia? Czwarta? Piąta? W takim tempie prędzej spakuję swoje walizki niż zostanę twoją żoną! – Biorę głęboki wdech. – Kocham cię, Kuba. Naprawdę cię kocham, ale nie mam siły na kolejne kłótnie.

Już otwiera usta – prawdopodobnie po to, żeby zaprzeczyć, ale unoszę dłoń.

– Proszę, nic już nie mów.

Spuszcza głowę, a mięśnie na jego klatce piersiowej znowu się napinają.

– Prześpię się na kanapie.

Przygryzam wargę, bo jeszcze chwila i się rozpłaczę.

– Okej – rzucam krótko.

Kuba podnosi głowę, a ja odwracam wzrok. Nie potrafię patrzeć w jego smutne oczy, bo od razu dopadają mnie wyrzuty sumienia. Nie chcę żadnych słów pełnych zapewnień. W miłości nie chodzi o to, żeby karmić się obietnicami. Liczą się czyny, drobne gesty i uczucia.

– Przepraszam – mówi cicho, a potem wychodzi z sypialni i zostawia mnie samą.

Ledwo zamykają się za nimi drzwi, a po moich policzkach zaczynają płynąć łzy.

____

Szymon

Siedzę na podłodze i zastanawiam się, czy podpalenie mieszkania sprawi, że wreszcie przestanę słyszeć to brzęczenie, bo nie da się tego nazwać muzyką. Tara siedzi od kilku godzin we wnęce między ubikacją a prysznicem, całkowicie ignorując moje nawoływania. Nie dziwię się jej, bo musiałem mieć mord w oczach. Klara chyba to zauważyła, bo przestała się wreszcie śmiać i szybko zabrała stąd Amelię. Przekląłem kilka razy, zanim zabrałem się za ściganie zbiegów. Te małe owady były denerwujące, gdy jeszcze siedziały w pojemniku, ale teraz są już wkurwiające. Złapałem tylko kilka.

– Kurwa – syczę i chowam głowę między kolanami, biorąc kilka głębokich oddechów. – Tara, zabiję cię.

Amelia przed wyjściem zdała mi dokładną relację. Bawiła się z Tarą, a ta wskoczyła na pojemnik i nagle się poślizgnęła, bo oczywiście jest za duża, ale kompletnie nie wzięła tego pod uwagę. Pojemnik spadł, otworzył się, a te małe skubance od razu postanowiły zwiać.

Jutro mam dniówkę w restauracji i już widzę, jak bardzo będę wyspany po całonocnym pseudo–koncercie!

Czuję mokry nos na łydce, ale nie reaguję. Tara napiera mocniej na moją nogę, więc unoszę głowę.

– Czego? – warczę wściekły.

Ciche skomlenie wytrąca mnie jeszcze bardziej z równowagi.

– Dlaczego musisz to ciągle robić, Tara? Dlaczego?

Dwa głośne szczęknięcia sprawiają, że zamykam oczy i liczę do dwudziestu, bo dziesięć to stanowczo za mało.

– Przynajmniej ty też się nie wyśpisz – rzucam i podnoszę się z podłogi. – Idę się wykąpać, a ty bądź grzeczna.

Tara siada posłusznie, czym mnie zaskakuje.

– Dobra, dobra. Już się tak nie podlizuj.

Szczeka.

– Tak, wiem, że taka już jesteś, ale zrozum… zrzucenie pojemnika ze świerszczami ma o wiele gorsze konsekwencje niż zrzucenie kubka z kawą! Plamę mogę zetrzeć, ubrania wyprać, ale świerszczy wszystkich nie znajdę, nawet gdybym poświęcił na to resztę życia. – Kucam i kładę dłoń na łbie psa. – Po prostu staraj się być ostrożniejsza, okej?

Rzuca się na mnie, więc uderzam plecami o podłogę. W ostatniej chwili unoszę głowę, żeby nie oberwać mocniej. Tara opiera się łapami o moją klatkę piersiową i liże mnie po twarzy. Robi to tak intensywnie, że wybucham śmiechem, na co ona reaguje głośnym szczęknięciem. Mierzwię jej sierść.

– Powinnaś zostać psią aktorką, wiesz?  

____________

Kochani, na FB założyłam grupę "Weronika Cichoń - grupa dla czytelników", gdzie będę informować o nowych rozdziałach i wszystkich obsuwach, tworzyć ankiety itp. :)

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4079 słów i 24243 znaków.

2 komentarze

 
  • Mała Mi

    Chyba Kuba ma "te dni", a nie Natalia ;) nie bardzo rozumiem o co Kubie chodzi bo zaczyna być hmm... jakby innym człowiekiem? Sam od wejścia do domu Hani się nie odezwał, tylko kiwnął głową, że chce kawę. Żadnego "część", sam jest niemiły i się dziwi, że inni są niemili dla niego. Trochę ten początek był taki niezrozumiały dla mnie. W poprzednim "odcinku" kłócili się z Natalią o Szymona i Kuba był zazdrosny. Teraz nie było nic nawiązane, więc nie wiadomo czy oni do siostry pojechali zaraz po kłotni, kolejnego dnia czy tydzień później. Tak jakby tamta kłótnia się odbyła w innym życiu. Kuba jest wkurzony, ale nie wiadomo czy nadal o Szymona, czy tak poprostu. Czegoś brakuje, żeby nakreślić sytuację. Zwłaszcza, że podane są myśli Natalii, że Kuba denerwuje się wizytą u siostry, bo dawno go tam nie było. Wiadomo, Natalia też jest obserwatorem zachowania Kuby, ale jej przemyślenia w jakiś sposób nakierowują czytelnika.  
    Odnoszę wrażenie, że trochę na siłę Kuba staje się tym złym. Ten rozdział był hmm... No nie wiem, ale jakiś niespójny. Niby takie przygotowanie pod rozstanie Kuby i Natalii, ale takie na siłę. Czegoś brak

    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział<3

  • elorence

    @Mała Mi Kuba się nie zmienia, tylko po prostu sobie z czymś nie radzi. dlatego zachowuje się dziwnie :) Nie, nie, nie, Kuba nie jest zły - a przynajmniej nie takie jest moje założenie :)

    Co do początku: zanotuję, żeby przy poprawkach (za kilka miesięcy) zwrócić uwagę na płynność między rozdziałami :) Dzięki! ❤

  • agnes1709

    No, masz szczęście. Bo żebym tak musiała czekać do kolejnej niedzieli...:spanki::D I znowu kłótnia, o nic tym razem. To chyba nie Nati ma okres:lol2: Ekhm... trochę do czterech dyszek brakuje, i co teraz? Jaką pokutę Pani wybiera? :lol2: No dobra, wybaczam, ale za to jak najszybciej kolejne spotkanie ze Spidermanem 🕷️🕷️🕷️:D:kiss:

  • elorence

    @agnes1709 Teraz też będzie tylko jeden :( Bardzo mi przykro z tego powodu :(

  • agnes1709

    @elorence Dobry i jeden... na 40000 :lol2: Wiem, jestem upierdliwa  :rotfl: