Za mało - Rozdział 24

Natalia

Mieszkanie u rodziców ma swoje plusy i minusy, stanowczo więcej plusów, gdy wreszcie wróciłam do pracy. Karolina ani na moment nie pozwoliła mi zapomnieć, co jej zrobiłam i na ile opóźnień miałam wpływ. Wróciłam w ostatniej chwili, o czym dosadnie poinformował mnie Marek. Nikt nie wiedział o moim rozstaniu z Kubą i chociaż obrzucali mnie ciekawskimi spojrzeniami, to jednak nikt nie zadawał pytań.

Zatrzymuję się na światłach i poprawiam ciężką torbę na ramieniu. Muszę ogarnąć kilka rzeczy. Może moja pracowitość udobrucha jakoś Karolinę, bo jedyną rzeczą o jakiej marzę jest święty spokój.

Przechodzę przez jezdnię szybkim krokiem. Na chodniku prawie podskakuję ze strachu, gdy komórka zaczyna wibrować mi w dłoni. Przeczesuję dłonią włosy i gapię się na ekran. Dzwoni Maja. Zaciskam usta, bo dalej nie jestem gotowa na rozmowę. Wyświetlacz gaśnie, więc oddycham z ulgą.

– Cholera – burczę pod nosem, gdy komórka na nowo się rozdzwania.

Odwlekanie nieuniknionego w nieskończoność niczego mi nie da, dlatego odbieram.

– Hej – mówię, próbując panować nad swoim głosem. – Maja…

– Odebrałaś – przerywa mi, a jej głos jest ostry jak brzytwa. – To cud!

Marszczę czoło i podchodzę bliżej przypadkowego budynku.

– Miałam kilka ważnych rzeczy na głowie i po prostu wolałam się skupiać na poważnych rzeczy niż na rozdrapywaniu świeżych ran.

– Wiem, że się rozstałaś z Kubą.

Mrugam nerwowo.

– Co?

– Wiem o wszystkim, więc nie musisz…

– Moment! – podnoszę głos. Jestem zdezorientowana. – Skąd wiesz? Kto ci powiedział? Dlaczego dowiaduję się dopiero teraz? Pojechałaś do Kuby? A może to on przyjechał do ciebie? Rozmawiałaś z nim? – wyrzucam z siebie pytania na jednym oddechu.

– Nati, spokojnie.

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Jak mam być spokojna w takim momencie?!

– Rozmawianie o tym przez telefon nie jest dobrym pomysłem, więc…

– Nie, nie mam zamiaru czekać i główkować!

– Nati, uwierz mi, będzie lepiej, jeśli…

– Nie! – Znowu się unoszę. – Skoro już zaczęłaś ten temat, to bądź tak łaskawa i go skończ!

Słyszę ciężkie westchnięcie po drugiej stronie.

– Musimy o tym porozmawiać w cztery oczy, inaczej wkurzysz się jeszcze bardziej.

Prycham.

– Da się jeszcze bardziej? – kpię. – Błagam, Maja!

– Dowiedziałam się prawdy od Krzyśka.

– A on skąd niby wiedział? – pytam nieprzekonana. – Jasnowidzem raczej nie jest.

– Szymon mu powiedział.

Zapowietrzam się, mrugając oczami.

– Szymon?

– Tak – zapewnia przyjaciółka. – Gdyby nie był taki uparty, to dowiedziałabyś się już dawno, że on i Krzysiek pracują razem.

Robi mi się słabo, dlatego opieram się ramieniem o ścianę budynku.

– Jak to?

– Mówiłam ci, że zrezygnował ze swojej poprzedniej posady. I uwierz mi, do rozstania z Kubą sama nie wiedziałam…

– Nie tłumacz się – syczę. – Szymon tak po prostu do niego poszedł i mu o wszystkim opowiedział? – pytam przerażona. Czuję suchość w gardle, więc przełykam głośno ślinę. – Nie wierzę! Po prostu w to nie wierzę!

– To nie tak – mówi szybko Maja. – Wyszło przypadkiem.

– Fajny przypadek – drwię. – Co dokładnie powiedział?

– Że Kuba nie chce mieć z tobą dzieci, więc się rozstaliście i tymczasowo pomieszkujesz u niego. – Wzdycha. – Nie spodobało nam się to, ale stwierdziliśmy, że to zły moment na prawienie morałów.

Przymykam powieki, bo mam serdecznie dosyć tej rozmowy.

– Muszę kończyć – rzucam chłodno.

– Nati, nie wkurzaj się! Szymon chciał dobrze!

– Teraz stajesz po jego stronie? – kpię. – Jeszcze niedawno uważałaś go za najgorsze zło tego świata!

– Dalej go nie lubię i już nigdy nie polubię, ale pomógł ci, prawda? – podnosi głos. – Nie mogę nienawidzić kogoś, kto pomaga mojej najlepszej przyjaciółce. – Znowu wzdycha. – Krzysiek go lubi. Uważa, że to świetny pracownik i nie ma zamiaru oceniać go przez pryzmat prywatnych spraw, które zadziały się poza pracą. Po części ma rację, dlatego nie kręcę nosem na tę znajomość.

Zaciskam powieki, bo nagle wszystko nabiera sensu. Szymon i Krzysiek nie spotkali się przypadkowo w tamtym klubie, tylko byli na tej samej imprezie. Jestem głupia, jeśli chociaż przez chwilę uwierzyłam w szczęśliwy zbieg okoliczności.

– Nati?

Opieram się plecami o ścianę.

– Muszę kończyć.

– To nie jest dobry pomysł. Musimy się spotkać i porozmawiać, najlepiej od razu.

Wiem, że przyjaciółka nie może mnie zobaczyć, ale i tak kręcę głową.

– A ja muszę skupić się na pracy i ogarnięciu kredytu na mieszkanie – mówię wymijająco. – Porozmawiamy innym razem.

– Natalia!

Gryzę się w język, bo powinnam zrobić jej porządną awanturę. To ona zadzwoniła do Kuby, ponownie zapraszając go do mojego życia. Życia, którego nie chciał.

– Cześć – rzucam i się rozłączam.

Rozglądam się po chodniku, ale na szczęście nikt nie zwraca na mnie uwagi. Zerkam ponownie na komórkę i wchodzę w wiadomości. Przeglądam rozmowę z Szymonem, która przypomina galerię zdjęć Tary. Obiecałam sobie, że nie odpiszę na żadnego SMS–a, ale teraz najchętniej zadzwoniłabym do niego i zrobiła awanturę. Nie miał prawa rozmawiać o rozstaniu z Kubą za moimi plecami. Co z tego, że Maja i Krzysiek są moimi przyjaciółmi? Ten fakt dalej nie upoważnia go…

Przyciskam komórkę do czoła, bo muszę się uspokoić.

Szymon mi pomógł. Przez trzy tygodnie znosił moje kiepskie samopoczucie, brak pomocy w codziennych obowiązkach i nieprzespane noce. Jego kawalerka nie jest duża, więc na pewno moja obecność musiała być uciążliwa.

Zagryzam wargę do bólu.

Potrafię być tylko ciężarem.

Zerkam na ostatnie zdjęcie Tary, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Ma na głowie niezbyt pięknie upleciony wianek. Od razu myślę o Amelce, a w moim sercu robi się cieplej. Szymon fantastycznie zajmuje się dziećmi. Gdyby tylko Kuba też tak miał…

Poprawiam torbę na ramieniu i zmuszam się do powrotu do domu.

____

Szymon

Tara biega z patykiem i zamiast mi go oddać, trzyma się ode mnie z daleka.

– Przecież ci go nie zabiorę! – wołam za nią.

Ale pies ma to w nosie. Wpycham dłonie do kieszeni kurtki, bo wciąż trochę mnie swędzą, i obserwuję otoczenie. Od wypadku z Kacperkiem stałem się ostrożniejszy, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że nie mogę mieć wpływu na niektóre rzeczy. Tak czy siak, lepiej dmuchać na zimne. Uśmiecham się pod nosem i wypuszczam powietrze, które zamienia się w szary obłoczek.

Styczeń jest paskudny.

Chcę spojrzeć na komórkę, ale wiem, że nie powinienem, bo Natalia na pewno nie odpisała. Nie zrobiła tego po pierwszym wysłanym zdjęciu Tary, więc dlaczego miałaby to zrobić właśnie teraz? Ona naprawdę chciała zniknąć. Jestem naiwny, sądząc, że będę w stanie trzymać się w pobliżu. Natalia tego nie chce. Mnie nie chce. Nie znam żadnego magicznego sposobu na cofnięcie czasu, bo na pewno zmieniłbym wiele rzeczy.

Tamtego dnia nie pozwoliłbym jej odejść.

Słyszę głośne szczekanie, więc podnoszę wzrok na Tarę, która zaklinowała się w z patykiem między dwoma drzewami. Usta drżą mi ze śmiechu, bo wystarczyłoby, gdyby się cofnęła… Jednak ten pies jest tak uparty i nie odpuści. Podchodzę bliżej.

– No ładnie – mówię głośno. – To kara, Tara.

Ciche skomlenie nie ujmuje mnie za serce. Chwytam mocno patyk i wyciągam go z pyska psa.

– Konfiskuję go. Oddam, gdy nauczysz się słuchać. – Obrzucam Tarę chłodnym spojrzeniem. – Przeginasz, koleżanko.

Trzy głośne szczeknięcia brzmią jak protest.

– Już za późno. – Kucam i przejeżdżam dłonią po miękkiej sierści. – Wracamy do domu?

Tara przekrzywia łeb. Mam wrażenie, że patrzy na mnie znacząco.

– No tak – burczę. – Trzeba zrobić zdjęcie.

Oddaję patyk uszczęśliwionemu psu.

– Nie powinienem tego robić, ale nie mam innego pomysłu na zdjęcie.

Uszczęśliwiona Tara wgryza się zębami w gruby patyk i czeka. Z ociąganiem wyciągam telefon, a potem pstrykam kilka zdjęć. Pies zaczyna szczekać, ale nie rusza się z miejsca. Wzdycham ciężko.

– No dobra, porzucam ci, ale pamiętaj o oddawaniu tego patyka – rzucam niezadowolony.

Odpowiada mi cisza.

– No tak, najlepiej udawać głuchą!

Dla odmiany… Natalia udaje ślepą.

Zgrzytam zębami i rzucam patyk.

Trzy niepełne miesiące, a potem koniec.



Trzy miesiące później

Natalia

Rozglądam się po ogromnym mieszkaniu, stanowczo zbyt dużym jak na jedną osobę. Dobry nastrój zniknął bezpowrotnie kilka minut temu. Tata powtarzał mi, że remonty bywają nieprzyjemne, ale nie przypuszczałam, że lista rzeczy do zrobienia będzie taka długa! Brak motywacji na pewno nie pomoże mi doprowadzić tego miejsca do porządku.

– Nie wyglądasz na szczęśliwą – stwierdza mama. – Mówiłaś, że to jest to, czego pragniesz. – Obejmuje mnie mocno ramieniem. – Jeszcze wczoraj – przypomina.

Przełykam z trudem ślinę.

– Jestem szczęśliwa, ale… – Przygryzam wargę. – Chyba nie spodziewałam się, że remont będzie taki… wymagający. – Obracam głowę w stronę mamy. – Wiem, co sobie teraz myślisz, ale to mieszkanie naprawdę mi się podoba. Wpadło mi w oko już podczas pierwszych poszukiwań. – Przenoszę wzrok na jedną z kuchennych ścian, na której krzywo wiszą stare szafki. – Małymi kroczkami doprowadzę to miejsce do stanu używalności.

– I naprawdę będziesz spała na materacu? – dopytuje tata, wychodząc z sypialni, a przynajmniej z tego pokoju, który ma nią być. Wyciera dłonie w spodnie i zerka na mnie. – Mówiłem ci, że powinnaś wybrać coś mniejszego i w lepszym stanie.

– Dam radę – mówię uparcie. – Dziękuję, że mi pomogliście, ale remont i reszta… to już mój problem.

Mama odgarnia mi włosy z policzka.

– Hania dostała dom, a ty dostałaś mieszkanie. Myślę, że to sprawiedliwy podział.

Krzywię się, bo doskonale wiem, co mama ma na myśli. Pieniądze na to duże, czteropokojowe mieszkanie rodzice wzięli z oszczędności, które miały zostać przeznaczone na mój ślub. Część z nich pomogłaby w spłacie kredytu na mieszkanie lub dom – jak było w przypadku Hani.

Za to mój przypadek jest beznadziejny.

Od trzech miesięcy powtarzam rodzicom, że nie powinni nastawiać się na ślub i wnuki, bo nie mam już takich planów. Patrzę w przyszłość i… widzę pustkę. Moje zranione serce powoli zaczęło się goić, ale to i tak nie ma znaczenia. Nie chcę już się zakochać. Nie chcę cierpieć. Dobrze mi samej. Wolę jednak nie przypominać o tym rodzicom, bo zawsze wtedy wpadają w ponury nastrój. Wiem, że mnie kochają, ale to moje życie i moje wybory. Muszą to uszanować.

Czuję wibrację w kieszeni spodni i uśmiecham się pod nosem, bo doskonale wiem, kto jest nadawcą.

____

Szymon

Siedzę na trawie i obserwuję Amelkę. Od godziny biega za Tarą, głośno się śmiejąc. Na ten widok moje serce rośnie. Czasami nawet przyłapuję się na myśleniu o przyszłości i… dzieciach. Dzieciach, które na pewno będę chciał mieć. Doskonale zdaję sobie sprawę, że przez ostatnie miesiące bardzo się zmieniłem. Całkowite odcięcie się od rodziny wyszło mi na dobre. Zerkam na Klarę, która siedzi obok mnie. Wciąż nie do końca mi wybaczyła, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej.

– Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że ci się podobam – rzuca kpiąco, obracając głowę w moją stronę. – Co tak cicho siedzisz?

– Myślę.

Klara unosi wysoko brwi.

– Coś nieprawdopodobnego – kpi dalej. – Nie powiem, widzę ogromną różnicę w twoim zachowaniu, ale człowiek nie powinien zbyt dużo myśleć.

– Niby dlaczego?

– Bo zaczyna wątpić – odpowiada cicho i spuszcza wzrok.

Zaciskam zęby, bo spodziewam się, co za chwilę usłyszę.

– Bartek nie chce dać mi rozwodu.

Kręcę głową, bo naprawdę nie rozumiem własnego brata. Po tym wszystkim, co zrobił, powinien zwrócić jej wolność.

– Jakie rozwiązanie proponuje?

– Terapię małżeńską – drwi. – W ostateczności zgodzi się na separację…

– Przecież nie chcesz odebrać mu praw rodzicielskich – mówię wkurzony. – Nie nastawiasz waszej córki przeciwko niemu. A sam rozwód będzie bez orzekania o winie, więc co mu nie pasuje?

Klara wzrusza niedbale ramionami.

– Wasza matka twierdzi, że na sali sądowej przedstawię go w bardzo złym świetle. Wiesz, że zrzucę całą winę na niego i inne bzdury. – Unosi kącik ust. – Nie rozumiem tej kobiety. Nawet nie próbuje mnie zrozumieć, a powinna, bo sama jest żoną i matką. Nie będę szczęśliwa w tym związku, co odbije się na Amelce. – Wyrywa kilka źdźbeł trawy. – Nie mogę pozwolić, żeby moja córka wychowywała się w zepsutym małżeństwie.

– Do Bartka nie trafiają te argumenty?

– Trafiają, ale chce drugiej szansy i uważa, że ona mu się należy. – Prycha pogardliwie. – Okłamywał mnie latami, a teraz nagle chce wybaczenia… Powiedziałam mu, że jest niepoważny i nie zamierzam o tym dyskutować. Jeśli nie zgodzi się na moje warunki, to wystąpię sama o rozwód i zrobię z niego pośmiewisko. Już chyba zapomniał, że moi rodzice nigdy za nim nie przepadali.

Przenoszę na chwilę wzrok na Amelkę i uśmiecham się pod nosem.

– Powinno mu zależeć na szczęściu córki, bo ona będzie szczęśliwa tylko wtedy, gdy wy też będziecie.

– Też mu to mówiłam, ale on od razu zaczyna temat „nowego tatusia”. – Klara zaczyna się śmiać. – Rozumiesz? Po tylu latach związku ten idiota naprawdę myśli, że pierwsze, co zrobię po rozwodzie, to poszukam sobie nowego faceta. – Kręci energicznie głową. – Kretyn. Po prostu skończony kretyn.

Zaciskam zęby.

– Naprawdę żałuję, że tak długo trzymałem…

– Przestań – przerywa mi Klara, obrzucając chłodnym spojrzeniem. – Mam Amelkę i to jest najważniejsze. Nie mogę, a nawet nie potrafię powiedzieć, że żałuję czegokolwiek, rozumiesz?

Kiwam powoli głową.

– Ruszyłeś wreszcie te pieniądze?

Spinam wszystkie mięśnie, bo od razu ogarnia mnie wściekłość. Rodzice Klary uparli się, że zwrócą mi chociaż połowę całej sumy. Pieniądze leżą na koncie i udaję, że ich tam nie ma.

– Nie – odpowiadam krótko.

– Szymon – syczy Klara. – To są twoje pieniądze. Bartek powinien ci zwrócić drugą połowę, o czym z nim już rozmawiałam. – Wzdycha ciężko. – Jezu, nie możesz płacić za błędy innych, nawet bliskiej rodziny. Bartek spieprzył sprawę i to on powinien mieć na karku kredyt.

Przeczesuję dłonią włosy.

– Możemy zmienić temat? – pytam niezbyt przyjemnym tonem.

– Jak tam chcesz – burczy Klara i rzuca we mnie trawą. Przez jej twarz przechodzi cień uśmiechu. – Powinieneś się trochę rozerwać, bo chodzisz spięty jak…

– Przestań – mówię sfrustrowany.

Klara robi głupią minę.

– A nie jest tak? – Przygląda mi się uważnie. – Dalej wysyłasz Natalii zdjęcia Tary?

Przewracam oczami.

– Amelia ci powiedziała? – pytam, chociaż doskonale znam odpowiedzi.

– No tak. – Uśmiecha się nieznacznie. – Wspominała też coś o modelingu w przyszłości. – Nagle rysy jej twarzy się wyostrzają. – Może mógłbyś jednak ćwiczyć z nią gotowanie, co? Wolę, żeby jadła niż głodowała.

– Nawet zdjęcia Tary z Amelią nie ruszyły Natalii, więc… – urywam, bo sam nie wiem, co chcę powiedzieć. Spuszczam głowę i biorę głęboki wdech. – Powinienem to skończyć tydzień temu, ale nie potrafię.

– Daj jej jeszcze czas – mówi Klara, kładąc dłoń na moim ramieniu. – Kuba nie był przypadkowym facetem. Kilka tygodni to za mało, żeby o nim zapomniała. – Cofa rękę i wskazuje na siebie. – Wystarczy, że spojrzysz na mnie. Dalej kocham Bartka, chociaż cały czas czuję ból w sercu.

Opuszczam nisko ramiona.

– Prosiłem ją, żeby nie znikała. Poczekałbym.

– Jesteś tego pewien? – Klara rzuca mi spojrzenie pełne wyrzutu. – Była świeżo po zerwaniu, a ty już musiałeś ją pocałować. Naprawdę myślisz, że potrafiłbyś się powstrzymać przed kolejnym krokiem? Bo ja w to wątpię.

Biorę kolejny głęboki oddech. Nie chcę dopuścić do siebie myśli, że Klara może mieć rację. Dużo myślałem o tym, co zrobiłem, ale nie cofnąłbym czasu. Gdybym jej nie pocałował, nigdy nie dowiedziałaby się, że chcę z nią być. Wreszcie byłem szczery. Nie rozumiem, dlaczego mi się za to obrywa. Natalia całkowicie się odcięła. Wiem, że ją zraniłem, ale… do cholery, czy naprawdę nie zauważyła, jak bardzo się zmieniłem?

– Przestań tyle myśleć – ruga mnie Klara. – Lepiej wracajmy, bo zaczynam robić się głodna, a doskonale pamiętam, że obiecałeś nam słynne pierogi z jagodami.

Wypuszczam głośno powietrze z płuc.

– Co ja z wami mam? – rzucam w eter, wstając. – Powinien pobierać opłatę za wyżywienie.

Klara pokazuje mi tylko język, a potem kieruje się w stronę córki oraz Tary. Korzystam z okazji i wyciągam telefon. Pomimo tego, że wiem, co zobaczę i tak czuję bolesny zawód. Pusty ekran przypomina mi o obietnicy.

Powinienem zakończyć ten żałosny cyrk. Zakończyć i wreszcie zapomnieć.

____

Natalia

Siedzę na skraju materaca i wpatruję się w ścianę, trzymając w dłoniach kieliszek wina. Przez cały dzień nie miałam zbyt dużo czasu na jedzenie, więc działanie alkoholu odczuwam mocniej niż zawsze. Upijam kolejny łyk i przykrzywiam głowę. Pomimo braku mebli w pokoju, doskonale wiem, gdzie wcześniej stała szafa, komoda, a nawet łóżko. Poprzedni właściciel nie zadał sobie zbyt wiele trudu podczas malowania, bo postanowił niczego nie odsuwać. Zastanawiam się, jakim cudem zamaluję te fioletowe prostokąty. Kamil i ojciec od razu stwierdzili, że to będzie wyzwanie. Z powodu ochłodzonych kontaktów z Krzyśkiem, nie miałam możliwości zapytania go o zdanie. W końcu jest kierownikiem w sklepie budowlanym, więc powinien znać sposób, żeby pozbyć się tego paskudnego koloru.

Krzywię się, bo od razu przypominam sobie o Szymonie. Facecie, który nagle zamilkł. Od trzech dni nie dostałam żadnej wiadomości. Nie rozumiem tego milczenia. Moja siostra już kilka razy zasugerowała, że nie powinnam pozostawiać tych prób kontaktu bez odzewu, bo pewnego dnia to się skończy. No i się skończyło.

Chwytam komórkę i przeglądam galerię, żeby odnaleźć ostatnie zdjęcie. Szymon obejmuje Tarę. Gdy pierwszy raz to zobaczyłam, moje serce zabiło mocniej. Teraz wcale nie jest lepiej. Uśmiecham się pod nosem i zawieszam wzrok na umięśnionym ramieniu.

Mógłby tu być i mnie przytulić. Mógłby, gdybym tylko… mu na to pozwoliła. Jednak wiem, że Szymonowi nie wystarczy przyjaźń. Może się mylę, może teraz uważa inaczej. Albo po prostu zepsuł mu się telefon, a ja niepotrzebnie świruję.

– No cóż, nie dowiem się, jeśli nie zapytam – rzucam pod nosem, dopijam wino i wybieram odpowiedni numer.

Nie wiem, która jest godzina. Nie wiem, czy przypadkiem nie jest teraz w pracy. Nie wiem, czy obok niego nie ma dziewczyny. Nawet nie wiem, co dokładnie mu powiem. Nic nie wiem.

Szymon odbiera w ostatniej chwili.

– Natalia?

– Przynajmniej już wiem, że nie popsuł ci się telefon – mówię, odkładając pusty kieliszek na podłogę.

– Co się stało? – pyta przejęty.

– Dzwonię, żeby zgłosić reklamację.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3310 słów i 19772 znaków.

1 komentarz

 
  • NelaMotylek

    Tym razem nie napiszę nic głębokiego. Ja po prostu chcę więcej i to jak najszybciej. No żeby w takim momencie zakończyć 😉

    Jak zawsze super ❤️

  • elorence

    @NelaMotylek ale jesteś szybka :)  

    Niestety, lubię takie zakończenia 😅 Ale dobrze się bawię przy pisaniu następnego rozdziału. Myślę, że powinien się Wam spodobać :)  

    Dziękuję ❤❤❤

  • NelaMotylek

    @elorence bo ja każdego dnia sprawdzam, czy już jest nowa część, jak jakaś nawiedzona 🤦‍♀️😁 a jak już jest, to rzucam wszystko i czytam 😁 wiesz ile razy prawie do pracy się spóźniłam, bo musiałam przeczytać 🤷‍♀️😜

    Ty się dobrze bawisz, a ja tu cierpię katusze w oczekiwaniu i jeszcze się tym chwalisz. Okrutna 😝

    Ale coś Ci powiem. Wbrew temu, co piszę, ja też lubię takie zakończenia. Zaciekawiają i trzymają czytelnika w napięciu na dalszy ciąg historii. Także super, tylko proszę, nie każ nam czekać całego tygodnia. 😉

    ❤️❤️❤️

  • elorence

    @NelaMotylek chciałabym móc napisać coś w stylu "ale rozdział przecież nie ucieknie", ale przypominam sobie, że czasami siedzę do czwartej nad ranem, bo nie potrafię odłożyć jakiejś książki 😅  

    Postaram się dodać jeszcze dzisiaj (bo widzę, że od prawie godziny już jest niedziela 😅) albo najpóźniej w poniedziałek wieczorem :) Mam nadzieję, że mnie wena nie opuści 😄

  • NelaMotylek

    @elorence Jak mnie jakaś książka wciągnie, to mam tak samo. Potrafię do rana czytać, a szczerze mówiąc w nocy najlepiej się czyta. Cisza, spokój i przenosisz się w ten inny świat 😊

    Ja też mam nadzieję, że wena Cię nie opuści. Trzymam kciuki i czekam cierpliwie 😊

    ❤️❤️❤️

  • elorence

    @NelaMotylek z tego samego powodu piszę wieczorami, a czasami nawet nocą :)  

    Dzięki! ❤