Za mało - Rozdział 35

Natalia

Maja usypia Kacperka, a ja siedzę w kuchni i wykręcam sobie palce z nerwów. Rano byłam święcie przekonana, że wszystko będzie dobrze. Szymon cały czas to powtarzał i naprawdę w to uwierzyłam.

Słyszę kroki, więc gwałtownie prostuję się na krześle. Przeczesuję włosy i nagle dociera do mnie, że nie powinnam czuć się niepewnie w obecności przyjaciółki. To ona spieprzyła sprawę, wtrącając się w moje życie.

– Zasnął, a przynajmniej tak mi się wydaje – mówi Maja, siadając naprzeciw mnie. Na jej twarzy zauważam coś, co jest imitacją uśmiechu. Oddycham z ulgą, bo najwyraźniej ona również się denerwuje. – Chcesz kawy?

– Nie wypiłam jeszcze herbaty – odpowiadam, drżącymi dłońmi obejmując kubek. – O czym chcesz pogadać?

Przyjaciółka długo wpatruje się w stół, aż wreszcie nabiera głośno powietrza do płuc i podnosi na mnie wzrok.

– Zawaliłam.

– Łagodnie powiedziane – komentuję kąśliwie.

– Bardzo, bardzo zawaliłam – poprawia się. – Nie powinnam działać za twoimi plecami, bo Kuba był tylko twoim chłopakiem. Nigdy się z nim nie przyjaźniłam, więc nie znam go tak dobrze jak ty. Przykro mi, że... pewne rzeczy... – Wzdycha ciężko i zaczyna wycierać dłońmi blat stołu. – Nie wiem, jak mam ci to powiedzieć...

Serce dudni mi w piersi jak szalone, bo nie wiem, czego mam się spodziewać. Maja ma poważny wyraz twarzy, a w kuchni jest tak duszno, że z trudem przychodzi mi oddychanie.

– Maja?

Przyjaciółka ściąga brwi i przygryza wargę.

– W sobotę rozmawiałam z Krzyśkiem, bo bardzo wściekł się z powodu awantury na twoich urodzinach.

– Pogodziliście się?

– Tak, bo trochę zrozumiał mój punkt widzenia. – Przełyka głośno ślinę. – Sytuacja znowu się powtarza. W twoim życiu znowu pojawił się Szymon, a dobrze wiemy, jak to się skończyło ostatnim razem.

Czuję ucisk w gardle, bo już rozumiem.

– Jesteś w ciąży, prawda? – pytam, chociaż znam odpowiedź.

Maja kiwa powoli głową.

Spuszczam wzrok, bo zbiera mi się na płacz. Spodziewałam się kłótni, ale nie kolejnego ciosu. Nie rozumiem, co jest ze mną nie tak. Wcześniej spotykałam samych idiotów, a potem... pojawił się Kuba i wszystko miało się zmienić, ale znowu...

Mrugam nerwowo, bo przecież się nie rozpłaczę. Dzielnie unoszę głowę i staram się szczerze uśmiechnąć.

– Gratuluję – mówię głosem wypranym z emocji.

– Przepraszam, że znowu dowiadujesz się w niezbyt przyjemnych okolicznościach – rzuca szybko Maja. – Chciałam ci powiedzieć, ale... Wiem, że to moja wina, bo nie powinnam tego ukrywać.

Milczę, bo mam mętlik w głowie. Powinnam się cieszyć – właśnie tak zareagowałaby prawdziwa przyjaciółka, a ja tylko patrzę na Maję i zastanawiam się, dlaczego innym spełniają się moje marzenia.

– I przepraszam też za Kubę – dodaje. – Nie powinnam z nim w ogóle rozmawiać za twoimi plecami. To było chamskie posunięcie.

Prycham, odwracając wzrok.

– Chamskie to mało powiedziane, bo ten człowiek nigdy nie chciał mieć ze mną dzieci. – Wbijam ostre spojrzenie w przyjaciółkę. – Nigdy, rozumiesz? A ty pobiegłaś do niego jak ostatnia idiotka... – urywam, bo na usta cisną mi się gorsze słowa niż to ostatnie. – Pewnie powiedziałaś mu również o Szymonie, prawda?

– Tylko napomknęłam – odpowiada cicho Maja. – Wiedziałam, że całkowicie mu odwali, gdy się o nim dowie.

– No właśnie. Odwali mu. – Wzdycham. – Nie powiedziałam ci o tak wielu rzeczach... Nasz związek sypał się od tygodni. Chyba byłam ślepa i nie chciałam tego widzieć, ale teraz jestem pewna, że powinnam odejść o wiele wcześniej. Może wtedy moje serce byłoby mniej złamane, o ile to w ogóle możliwe.

– Dlaczego...

– Bo miałaś swoje problemy. Twoje małżeństwo wisiało na włosku i nie miałam zamiaru wpakowywać cię w kolejny syf. Bóg jeden wie, czy nie próbowałabyś usprawiedliwiać Kuby, a wtedy byłoby jeszcze gorzej.

Maja krzywi się z niezadowoleniem.

– Przecież...

Unoszę gwałtownie rękę i patrzę ostrzegawczo na przyjaciółkę.

– Jeśli powołasz się na naszą przyjaźń, to wyjdę.

– Ale...

– Po cudownych urodzinach, jakie mi sprezentowałaś, zabraniam ci mówienia, że zawsze stanęłabyś po mojej stronie, bo jesteś moją przyjaciółką. Gdybyś naprawdę nią była, to kazałabyś Kubie spadać.

– Jestem w ciąży, do cholery – wkurza się Maja. – W ciąży, rozumiesz? Nie znam osoby, która pragnęłaby dziecka bardziej od ciebie, dlatego doskonale wiedziałam, że ta informacja cię dobije.

– Dobije? A ile ja mam lat?! – W ostatniej chwili łapię kubek, bo z powodu nadmiaru emocji zaczęłam wymachiwać rękami. – Jest mi smutno, bo marzę o byciu matką, ale nasza przyjaźń jest ważniejsza. – Uśmiecham się krzywo. – Przynajmniej dla mnie.

Maja załamuje ręce, a jej spojrzenie łagodnieje.

– Już ustaliłyśmy, że zawaliłam, za co również przeprosiłam.

– A co będzie, gdy zajdziesz w trzecią ciążę? Jaką następną akcję odwalisz? – Przekrzywiam głowę i mrużę oczy. – Uprzedź mnie, to może się przygotuję, żeby zaoszczędzić sobie nerwów w przyszłości.

– Oszalałaś?!

– Mówię całkowicie poważnie. – Zakładam ręce na klatce piersiowej. – Przecież znowu zasłonisz się troską o moje kiepskie samopoczucie.

– Naprawdę oszalałaś – buczy pod nosem. – To przez Szymona?

– Teraz to ty oszalałaś! – Zaciskam usta, żeby nie palnąć czegoś głupiego, bo mam już na koniuszka języka długą listę obelg. – Przez ostatnie miesiące to właśnie od niego dostałam najwięcej wsparcia, pomocy i poczucia bezpieczeństwa. Był przy mnie i robił, co mógł, żebym zaczęła znów wierzyć w miłość.

Maja zamiera.

– Tylko nie mów, że znowu się w nim zakochałaś.

– Być może.

– Tak czy nie? – drąży przyjaciółka, nie spuszczając ze mnie oczu.

Przez cholerny ułamek sekundy chcę ją okłamać, bo nie zasłużyła na prawdę. Jednak wiem, że kłamstwo może przysporzyć mi tylko więcej problemów.

– Tak.

Zapada cisza, której nie zamierzam skracać. Maja chyba musi przetrawić tę informację. Obserwuję jej twarz i chociaż bardzo się stara, nie potrafi ukryć ani jednego grymasu. Wiem, że Szymon z przeszłości był dupkiem, ale ten nowy...

– Spaliście już ze sobą?

Mrugam nerwowo.

– Po co ja zadaję takie durne pytanie – dodaje szybko. – Z pewnością regularnie uprawiacie seks.

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Wczoraj był nasz pierwszy raz.

Mai opada szczęka.

– Nie wierzę! To jesteście wy! – Macha niedbale dłonią w moją stronę. – Przecież wasza definicja związku to sam seks.

– Powinnam czuć się urażona, ale uznam, że przemawiają przez ciebie hormony – rzucam chłodno. – Każdy lubi coś innego. Ty wolisz przytulać się w ubraniach na kanapie, a ja wolę tulić się nago w łóżku.

Przyjaciółka przymyka powieki.

– Koniec – ucina. – Temat Szymona doprowadza mnie do szału, więc dopóki nie oswoję się z nową sytuacją, to nie rozmawiajmy o nim.

Wzruszam ramionami.

– Jak wolisz, ale tak tylko napomknę, że nie zamierzam go przed tobą ukrywać. Możemy o nim nie rozmawiać, ale nie unikniesz spotkań, gdy łaskawie postanowisz mnie odwiedzić.

Spojrzenie Mai znowu niespodziewanie łagodnieje. Jej huśtawka hormonów zaczyna mnie przerastać.

– Ale przeproszę go. Obiecuję. Może nie od razu, ale kiedyś na pewno.

Tę obietnicę uznaję za wystarczającą. Z pewnością jeszcze nieraz wspomnę o niej przyjaciółce, bo chociaż nie ma dobrego zdania o Szymonie, to z pewnością go zmieni. Już ja się o to postaram.

_____

Szymon

Siedzę w biurze Krzyśka z założonymi rękami, bo nie do końca podoba mi się luźne podejście do awantury na urodzinach Natalii.

– Nie wyglądasz na wkurzonego, chociaż twoja żona odwaliła niezłą akcję.

Krzysiek odchyla się na krześle i wzdycha ciężko.

– Bo już wiem, o co tak naprawdę chodziło. – Znowu wzdycha. – Rozumiem Maję.

– Może jaśniej?

– Ona ma naprawdę dobre intencje, chociaż zazwyczaj wychodzi... jak wychodzi. – Mimowolnie się krzywi. – Jest w ciąży.

Zatyka mnie. Marszczę brwi, próbując zrozumieć powiązanie między ciążą Mai a kłótnią z urodzin, ale mam pustkę w głowie.

– Co to ma wspólnego z Natalią?

– Pomyśl.

Zaciskam zęby, bo nie podoba mi się, że muszę zgadywać. Postanawiam jednak spróbować przywołać kilka wspomnień z rozmów z Natalią, licząc, że wpadnę na rozwiązanie. Przypominam sobie naszą kłótnię w styczniu – tuż po tym jak ją pocałowałem. Wspominała o zagrożonej ciąży przyjaciółki. Obwiniała się o to.

Przyjaźń z pewnością dla obu kobiet była bardzo ważna, ale czy nie powinny być ze sobą po prostu szczere? Na pewno ograniczyłoby to niepotrzebne wybuchy złości.

Chce mi się śmiać, bo sam przecież zazwyczaj unikam niewygodnych tematów i na dodatek odciąłem się od całej rodziny. Nie powinienem mieć zdania w tym temacie.

– Jak Natalia dowiedziała się o pierwszej ciąży? – pytam, bo wiem, że za odpowiedzią będzie się kryła cała prawda.

Krzysiek nabiera powoli powietrza do płuc.

– Było kiepsko. Natalia kłóciła się z tobą, a doskonale wiemy, że pragnie mieć dzieci. Maja wyszła już za mąż i... Po prostu wiemy, że Natalia potajemnie zazdrościła mojej żonie. Gdy się dowiedzieliśmy o ciąży, to najpierw bardzo się ucieszyliśmy, ale potem dotarło do nas, że... nie wszyscy będą skakać z radości, a przynajmniej nie od razu. Naciskałem, żeby Maja jak najszybciej powiedziała przyjaciółce, ale ona zwlekała. Jej stan zaczął się pogarszać, a ty, jak na złość, zerwałeś z Natalią, więc sprawy pokomplikowały się jeszcze bardziej. – Krzysiek pociera czoło dłonią. Chyba wspominanie tamtego okresu przychodzi mu z ogromną trudnością. – Stan Mai jeszcze bardziej się pogorszył, a ja już nie mogłem udawać, że wszystko jest w porządku, gdy moja żona cierpiała. Jej ciąża była zagrożona i wiedziałem, że tylko szczera rozmowa z przyjaciółką może jeszcze uratować sytuację, więc wygadałem się przed Natalią, która w pierwszej chwili nie przyjęła tego najlepiej.

– Jej siostra też wtedy była w ciąży – dopowiadam.

– No właśnie, kurwa. – Krzysiek potrząsa głową. – Taki beznadziejny zbieg okoliczności. Natalia próbowała nas oszukiwać, że znosi to świetnie, ale widzieliśmy, jak patrzyła na rosnący brzuch.

Ogarnia mnie złość, bo zaczynam coraz lepiej rozumieć kiepski stan Natalii po zerwaniu z Kubą. Ten skurwiel przekreślił jej marzenia swoim pieprzonym egoizmem. Z chwili na chwilę zyskuję coraz większą pewność, że przy kolejnym spotkaniu nie dam rady się powstrzymać i obiję mu tę cholerną mordę.

– Musiało być jej cholernie ciężko – wyrzucam z siebie, ledwo panując nad głosem.

– Było, a teraz sytuacja się powtórzyła. Natalia rozstała się z Kubą. Maja znów jest w ciąży.

– Ale dlaczego oberwało się akurat mnie?

Krzysiek unosi wysoko brwi.

– Naprawdę jeszcze pytasz? – kpi.

– Przecież teraz jestem innym człowiekiem. Zależy mi na niej.

– Maja za tobą nie przepada.

– Przecież nie musi mnie lubić – mówię wkurzony. – Dbam o Natalię, bo mi na niej zależy. Nie spierdolę tego. Nie tym razem.

Uważnie przyglądam się Krzyśkowi, który nie wygląda na przekonanego. Z jednej strony mu się nie dziwię, ale mógłby patrzeć na mnie swoimi oczami a nie żony.

– Prawdopodobnie teraz Maja mówi o tym Natalii. Chyba nie muszę ci mówić, że dzisiaj będzie cię potrzebowała.

– Nie musisz – warczę, wstając. – Wracam do pracy.

– Boże, Szymon – jęczy Krzysiek, również wstając. – Spróbuj mnie zrozumieć. Poprzednim razem prawie straciliśmy dziecko.

Nabieram gwałtownie powietrza do płuc, bo muszę się uspokoić. Natychmiast. Jesteśmy w pracy. Nie mogę zrobić żadnej awantury.

– I chcesz powiedzieć, że to było przeze mnie? – Kręcę głową z niedowierzaniem, gdy Krzysiek wymownie milczy. – Rozumiem, że twoja żona napakowała ci bzdur do głowy, ale tamta sytuacja była waszą winą. Po chuj ukrywaliście prawdę przed Natalią?

– Maja nie chciała stracić przyjaciółki!

– I wyżej postawiła przyjaciółkę niż zdrowie waszego nienarodzonego dziecka?! – podnoszę głos. – Jesteście rodziną, do cholery! To wy powinniście trzymać się razem i wspierać! Natalia to tylko wasza przyjaciółka! A skoro tak nisko ją cenicie, sądząc, że przez ciążę Mai odwróciłaby się od niej... Wow. – Prycham pogardliwie. – Prawdziwa przyjaźń w chuj.

– Nie masz prawa nas oceniać, bo nigdy nie byłeś...

– Zamknij się! – Wiem, że nie powinienem kazać się zamknąć swojemu kierownikowi, ale w tej chwili jest mi wszystko jedno. – Nie znasz mnie. Nie wiesz, kurwa, jak naprawdę wygląda moje życie, więc się w nie łaskawie nie wpierdalaj.

Twarz Krzyśka robi się purpurowa.

– Chyba się zapomniałeś – mówi lodowato.

– To ty się zapomniałeś – odbijam piłeczkę. – I teraz już wiem, że znam Natalię lepiej niż wy. Widziałem, jak zajmowała się Kacperkiem. Jest świetną ciocią, a wy jesteście debilami.

– Uważaj na słowa!

– Nie mam zamiaru, bo to nie jest służbowa rozmowa.

– Ale w miejscu pracy!

– To po cholerę zaczynałeś ten temat? – naskakuję na niego.

Krzysiek opiera się dłońmi o krzesło. Widzę, jak bieleją mu kłykcie od ściskania oparcia. Opuszcza nisko głowę. Nie słyszę odpowiedzi, dlatego wycofuję się w stronę drzwi i po prostu wychodzę. Mijam zdezorientowanego Żarskiego, ale posyłam mu wściekłe spojrzenie, więc od razu odwraca wzrok.

Jestem tak nabuzowany, że od razu kieruję się w stronę magazynu, mając nadzieję, że znajdę tam coś ciężkiego do przerzucenia, bo inaczej rozsadzi mnie wściekłość. Cholerna, niesprawiedliwa wściekłość.

Przyjaźń, kurwa. Prawdziwi przyjaciele nie odpierdalają takich rzeczy.

____

Natalia

Szymon jest dziwnie nieswój. Siedzę z dala od stołu, bo właśnie postanowił wyczyścić terraria swoim pająkom. Zaczął od największej bestii i z trudem powstrzymałam się od odruchu wymiotnego, gdy widziałam jak wspina się po szybie z zamiarem ucieczki.

Z minuty na minutę jestem coraz bardziej zatroskana. Nawet Tara zauważa, że coś nie gra, bo siedzi grzecznie pod moim krzesłem. Podejrzewam, że powinna pójść na wieczorny spacer, ale boję się poruszyć. Widzę pulsujący żyłę na szyi Szymona i nie chcę, żeby wybuchł z mojego powodu, bo nawet nie wiem, co doprowadziło go do takiego paskudnego stanu. Sama nie mam zbyt dobrego humoru z powodu Mai, ale nie zamierzam nikogo obarczać moimi problemami, skoro ktoś zmaga się z własnymi.

Ciche popiskiwanie Tary wyrywa nas z ciszy. Szymon akurat kładzie terrarium ze Smitim na stole. Rzuca szybkie spojrzenie w kierunku swojego psa, a potem przenosi wzrok na mnie i marszczy brwi.

– Mam zjebany humor – burczy. – Wyprowadzisz Tarę?

Zagryzam wargę, bo nie uważam, żeby to był dobry pomysł. To nie mnie jest potrzebne świeże powietrze.

– Nie zrozum mnie źle, ale spacer dobrze by ci zrobił – sugeruję niepewnie.

Szymon przymyka na chwilę oczy, a gdy ponownie na mnie spogląda, zauważam poczucie winy wymalowane na jego twarzy. Podchodzi bliżej i kuca, dotykając dłońmi moich kolan.

– Przepraszam – mówi skruszony. – Zachowuję się jak dupek.

– Powiesz mi, co się stało?

Kręci głową.

– Może potem, gdy wrócę – odpowiada niechętnie.

Kiwam głową i obejmuję jego twarz dłońmi. Mam ogromną nadzieję, że powie mi prawdę i nie będzie niczego ukrywał.

– Poczekam.

– Wiem. – Przekrzywia głowę i całuje mnie w dłoń. – Jeszcze raz przepraszam.

Popiskiwanie Tary staje się głośniejsze. Szymon wzdycha cicho.

– Już nie marudź, tylko biegnij po smycz.

Pies prawie wywraca moje krzesło, gdy niespodziewanie zrywa się z podłogi. Parskam śmiechem, a Szymon tylko unosi kącik ust. Ta reakcja jest niepokojąca, więc zaczynam się martwić jeszcze bardziej.

Zaciskam usta, gdy niespodziewanie dociera do mnie, że stan Szymona musi mieć coś wspólnego z pracą – a dokładnie z Krzyśkiem. Boję się, że powiedział mu dokładnie to samo, co Maja mnie.

____

Szymon

Spaceruję z Tarą, zmuszając ją, by trzymała się blisko. Widzę, że nie jest zadowolona, ale nie mam dzisiaj nastroju do jej wariactw. Potrzebuję spokoju. Mijamy właśnie park, gdy Tara nagle siada niedaleko alejki i wymownie patrzy w kierunku drzew.

– Chodź – mówię, ale ona udaje, że mnie nie słyszy. – Tara, no. Chodź.

Biorę głęboki wdech, bo nie zamierzam wyładowywać swojej frustracji na psie, który jest przy mnie w każdym momencie mojego życia. Bez niej popadłbym chyba w alkoholizm lub inne paskudztwo.

– Dzisiaj będzie szybki spacer.

Odpowiada mi cisza.

– Tara!

Wkurzony, ciągnę delikatnie za smycz, ale pies ani drgnie.

Podchodzę do niej i kucam, kładąc dłoń na jej grzbiecie. Chcę w ten sposób zmusić ją, żeby na mnie spojrzała, ale ona tego nie robi, wciąż patrząc w stronę drzew. Zaczynam mięknąć, bo przecież to pies, który potrzebuje dużo ruchu. Jego największym zmartwieniem jest brak możliwości pójścia do parku, utrata podniszczonej czerwonej piłki i pusta miska.

Pokonany, odpinam Tarze smycz, a ona od razu znika wśród drzew. Jęczę w duchu i ruszam za nią, rozglądając się za patykiem. Powoli zmierzcha, więc musimy się pospieszyć. Liczę, że Tara nie każe mi biegać w kompletnych ciemnościach.

____

Natalia

Przyglądam się z daleka terrarium, w którym siedzi Smiti. Lubię go najbardziej z całej piątki, bo nie przeraża mnie aż tak bardzo. Po chwili namysłu, postanawiam przysunąć krzesło z powrotem do stołu. Serce dudni mi w piersi ze strachu, chociaż od pająka dzieli mnie szyba. Pamiętam, że kiedyś uciekł i prawie wystraszył mnie na śmierć, więc mam nadzieję, że tym razem odpuści sobie ucieczkę i postanowi grzecznie siedzieć w swoim domku, schronie czy tam gnieździe.

Zerkam na zegar, ale od wyjścia Szymona i Tary upłynęło raptem kilka minut. Wypuszczam powietrze z płuc i nachylam się w stronę terrarium, ale nic nie widzę.

– Jego jad jest dla mnie niegroźny – mówię cicho pod nosem. – Nie zabije mnie.

Oglądam terrarium z każdej strony, ale dalej nic nie widzę. Decyduję się lekko popukać palcem w szybkę. Nic. Zauważam ogromną pęsetę leżącą na stole, a do głowy wpada mi bardzo głupi pomysł. Dzisiaj widziałam kilkukrotnie jak Szymon się nią posługiwał, dlatego niepewnie po nią sięgam i przymierzam się do przesunięcia szybki. Najpierw robię niewielką szparę. Wstrzymuję oddech i obserwuję wnętrze terrarium, ale wciąż się nic nie dzieje. W rogu zauważam wielką górkę ziemi, więc poszerzam szparę i wpycham w nią pęsetę. Delikatnie poruszam ziemią i nagle odrywa się od niej ogromny płat. Pośród ziemi dostrzegam Smitiego. Leży na plecach i się nie rusza, przez co dostaję prawie zawału.

Czekam Bóg wie ile czasu, ale on dalej się nie rusza.

Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale delikatnie dotykam czubkiem pęsety jednej z odnóży. Piszczę przerażona, bo pająk zaczyna się trząść. Wyciągam szybko pęsetę i zasuwam szybkę.

Serce zaraz wyskoczy mi z piersi ze strachu, a Smiti dalej nie przestaje się trząść.

Czy ja go zabiłam?

Do moich oczu napływają łzy. Oczami wyobraźni widzę załamanego Szymona, bo przecież on kocha zwierzęta – nawet te włochate bestie. Pęseta wypada mi z rąk i upada na podłogę. Nie podnoszę jej, bo nie potrafię oderwać wzroku od pająka, wciąż licząc, że nagle się podniesie lub zrobi cokolwiek, co świadczyło o tym, że żyje. Ale on nie przestaje się trząść.

Boże, Smiti umiera.  

________________________________

Wreszcie udało mi się opublikować nowy rozdział. Przy pisaniu ostatniej narracji Natalii świetnie się bawiłam, chociaż Natalia pewnie uważa inaczej :)  

Dziękuję, że wciąż tu zaglądacie i czytacie!

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3415 słów i 20394 znaków.

3 komentarze

 
  • Anusia

    Ja chyba sama zaraz zakocham się w Szymonie❤️😁

  • elorence

    @Anusia hahaha ❤❤❤

  • NelaMotylek

    Tak się wciągnęłam, że szoku doznałam, kiedy dotarłam do końca. Ale, że już?🤦‍♀️😅

    Jeżeli Ty się ubawiłaś to chyba znaczy, że pająk przeżyje 🤷‍♀️ nie znam się i wcale nie chcę się poznać na nich. Zdecydowanie trzymam się z Natalią w tej kwestii 😅

    Natalia się zakochała, ponownie. Dobrze, bo już czas to sobie uświadomić 😉 a ja już dawno zakochałam się w postaci Szymona 😍🥰 wspaniały chłopak 😁

    Mając dwie cudowne przyjaciółki rozumowania Maji nigdy nie zakumam. Powiedziałabym nawet, że ta relacja mija się trochę z pojęciem przyjaźni.  

    Tylko błagam, nie rób Tarze żadnej krzywdy bo się zaryczę przy czytaniu. Niech spokojnie wrócą do domku 😊

    Dobrze, że wróciłaś ❤💙💚

  • elorence

    @NelaMotylek pewnie wielu czytelników ma tak jak Ty z tymi pająkami 😅 I bardzo cieszę się, że postać Szymona przypadła Ci do gustu! ❤  

    Maja... no cóż. Chce dobrze, ale kompletnie nie wie, jak ma się za to zabrać. Szkoda, że ma też częściowy wpływ na myślenie Krzyśka :(  

    Przeczytałam ten fragment o nierobieniu Tarze krzywdy, a potem przypomniałam sobie, że czytałaś "W cieniu Śnieżki"! Tam trochę mnie poniosło 😅 Moje koleżanki przypominają mi, że obiecałam nie robić ukochanej Tarze niczego złego. Jestem okropną pisarką 😅

    Chyba faktycznie wróciłam, skoro mam dwa Was kolejny rozdział 😍

    Dziękuję za komentarz i za pamięć ❤

  • PeterFalk

    Jak zwykle  :bravo:  

    A kto czeka to sie doczeka...
    Kto nie czeka niech ucieka!

  • elorence

    @PeterFalk dziękuję 😉