Za mało - Rozdział 26

Natalia

Siedzę na podłodze i rozrywa mnie rozpacz. Ściana, którą wczoraj wytapetowałam, jest w okropnym stanie. Nie mogę na to patrzeć. Nie rozumiem, co mogło pójść nie tak.

Opuszczam nisko głowę i zamykam oczy, bo jestem na siebie wściekła. W sypialni widać smugi na ścianach. Najchętniej kupiłabym bardzo ciemne rolety i pogrążyła się w wiecznym mroku. Tak, to z pewnością jest najlepszy pomysł.

Najgorsze, że wydarzyło się o wiele więcej.

Jedna ściana w kuchni wymaga dodatkowego malowania – najlepiej kilkukrotnego, bo pigment w farbie okazał się za słaby. Dwie szafki ledwo wiszą. Jeden z palników nie działa i jak na złość, jest nim ten największy. Na domiar złego… reszta lubi przypalać garnki. Piekarnik grzeje jak chce. Cieszę się, że poprzedni właściciele zostawili trochę swoich rzeczy, bo przynajmniej nie muszę opłakiwać każdego kolejnego przypalenia czy stłuczenia. Przedwczoraj drzwi pralki się zablokowały i byłam bliska płaczu, gdy przez godzinę wertowałam instrukcję obsługi.

Nie radzę sobie z tym wszystkim.

Nie wiem, czy to pech, czy może źle się za to zabieram, ale już zaczyna mi brakować sił. Nie mam serca prosić o pomoc Kamila, bo obecnie ma bardzo intensywny okres w pracy i często robi nadgodziny, tata nabawił się kontuzji w kolanie, a Krzysiek i Maja wyjechali gdzieś na urlop. Pozostał Szymon. Szymon, który wrócił do wysyłania mi zdjęć Tary. Już nie mogę zostawiać jego wiadomości bez odpowiedzi, bo ciągle dopytuje, co robię i czy przypadkiem nie potrzebuję pomocy przy remoncie. Ciągle odmawiam. Nie mam innego wyjścia. Od wspólnego śniadania minęły dwa tygodnie, a ja wciąż nie potrafię pozbyć się wrażenia, że Szymon mówił prawdę tamtej nocy, gdy zadzwoniłam do niego po pijaku.

Pocieram dłońmi twarz i jeszcze raz zerkam na ścianę ze zwisającą tapetą.

– Nie mogę do niego zadzwonić – mówię głośno, próbując przekonać samą siebie, że przecież zawsze musi być inne wyjście z sytuacji. – Nie mogę – dodaję cicho, powoli kręcąc głową.

Słyszę głośny trzask, więc podrywam się na nogi i biegnę do kuchni. Powietrze ulatuje mi z płuc, gdy widzę szafkę na podłodze. Zaciskam mocno wargę, żeby się nie rozpłakać.

Nie ma mowy. Nie zadzwonię do niego.

*

Snuję się po markecie, cały czas myśląc o moim mieszkaniu. Jest w okropnym stanie. Internetowi eksperci okazują się niewystarczający, więc powinnam poszukać fachowców, którzy pomogliby mi ogarnąć cały ten syf, który sobie zrobiłam. Mogłam od razu poprosić kogoś o pomoc, bo przecież nigdy nie robiłam takich gruntownych remontów, więc skąd mam wiedzieć, jak ogarnąć niektóre rzeczy? W teorii remont nie jest niczym skomplikowanym, ale w praktyce… tutaj zaczyna się „zabawa”.

Skręcam w alejkę z żelami pod prysznic.

Rano podjęłam pewną decyzję, a teraz muszę dostosować do niej kilka rzeczy. Pierwszy punkt na moim liście odnosi się do mojego zapachu. Muszę pozbyć się kawy z cynamonem.

Kucam przed półką i czytam etykiety, szukając czegoś, co nie pozwoli Szymonowi mnie pocałować. Zachowuję się głupio, ale wolę dmuchać na zimne. Powiedziałam mu, że kończę z facetami i to wcale do niego nie dotarło.

Ale dotrze. Musi dotrzeć.

Szymon

Jestem po ostatniej serii pompek, a moje serce dudni jak szalone. Znowu dałem sobie wycisk. Tara przygląda mi się spode łba. Przy setnym powtórzeniu zaskomlała cicho i udała, że idzie spać.

– Ty biegasz, a ja nie – wyjaśniam jej. – Muszę dbać o swoją kondycję.

Tara zamyka oczy.

– Jasne – kwituję z kpiącym uśmiechem. – Niektórzy ciężko pracują, inni leniuchują całymi dniami.

Zero reakcji.

– Ale po co ja ci to w ogóle mówię? – Krzywię się. – Mogłem sobie kupić chomika. – Od razu przypominam sobie o pająkach. – Albo kota. O, mogłem sobie kupić małego, słodkiego kotka.

Pies podnosi łeb i łypie na mnie groźnym wzrokiem. Marszczę czoło, bo chyba przegiąłem.

– Przecież cię teraz nie oddam – mówię szybko.

Głośne szczęknięcie brzmi jak ostrzeżenie.

– Wiesz, że groźby są karalne?

Gdyby psy potrafiły wywracać oczami, to Tara z pewnością by to właśnie zrobiła, a tak tylko patrzy na mnie dziwnie. Chcę skomentować jej zachowanie, ale nagle rozdzwania się moja komórka. Zerkam przelotnie na wyświetlacz i mrugam. Dzwoni Natalia. Jestem ciekawy, czy to będzie kolejny telefon po pijaku. Mam nadzieję, że nie.

Biorę głęboki oddech i odbieram.

– Cześć, co tam? – pytam.

– Cześć – mówi niepewnie. – Wiesz, naprawdę nie chcę tego robić… Nie chcę cię o nic prosić, ale chyba nie mam innego wyjścia, bo mojego mieszkanie niebawem przeistoczy się w kompletną ruinę. – Pociąga nosem. – Wszystko jest nie tak!

Zaciskam zęby, bo orientuję się, że Natalia płacze.

– Kamil jest zapracowany, tata ma kontuzję kolana, a Krzysiek… wyjechał gdzieś z Mają i Kacperkiem, ale o tym pewnie wiesz, bo to twój kierownik – dodaje szybko. – Jasne, mogę zatrudnić fachowców, ale skąd mam mieć pewność, że dobrze wykonają swoją pracę? Na dodatek… sprawdzałam ich horrendalne ceny. Nie stać mnie na nich. – Znowu pociąga nosem. – Boże, nie myśl sobie, że masz mi pomóc za darmo! Nie, nie, nie! Ja…

– Spokojnie – przerywam jej. – Weź głęboki wdech i spróbuj się uspokoić.

– Uspokoić? Jak mam się uspokoić w takim momencie?! – podnosi głos. – Tapeta całkowicie spadła ze ściany. Szafka w kuchni wciąż leży rozwalona na podłodze. Nie wspomnę już o smugach na ścianach i przebiciach! To jest dramat, rozumiesz?

– Każda z tych rzeczy jest do naprawienia – odpowiadam spokojnie.

– Łatwo ci mówić, bo się na tym znasz – wytyka mi. – Ja się nie znam, więc mam prawo do załamki.

Zagryzam wewnętrzną część policzka, żeby się nie roześmiać.

– Nie każdy musi się na wszystkim znać – przypominam. – To kwestia praktyki. Niczego więcej.

– Ja już nie mam cierpliwości na kolejne praktyczne ćwiczenia. – Wzdycha cicho. – Mógłbyś mi pomóc?

Uśmiecham się pod nosem, bo czekałem na ten moment od dłuższego czasu. Miałem ogromną nadzieję, że Natalia zwróci się do mnie o pomoc i zrobiła to.

– Nie będę ukrywał, że w tym tygodniu już nie dam rady, ale mogę wpaść w weekend. Dwa dni powinny wystarczyć na uporanie się z tym, co poszło nie tak. – Zerkam na Tarę, która nie spuszcza ze mnie wzroku. Będę musiał zorganizować dla niej opiekę na ten czas. – Resztą zajmiemy się później, dobrze?

– Dziękuję… – Natalia znowu pociąga nosem, ale o wiele ciszej. – Nie wiem, jak ci się za to odwdzięczę.

Zamykam oczy i szybko doprowadzam się do porządku, bo to, czego chciałbym w zamian, wykracza poza zakres tego, co ona może mi dać.

– Obgadamy to innym razem – rzucam szybko.

– Jasne. Wiesz, będę kończyć. – Wzdycha. – Spróbuję posprzątać ten bałagan. Jutro pojadę kupić nowe farby i tapetę. Przy okazji rozejrzę się za nowymi meblami do kuchni, bo najwyraźniej taki zakup mnie nie ominie.

– Mogę ci towarzyszyć.

– Mówiłeś, że nie masz czasu.

Wywracam oczami.

– Jeśli przyjdziesz do sklepu, w którym pracuję, to nie będzie problemu z czasem. Będę mógł się z tobą zająć i jednocześnie pracować.

– Jak mam cię znaleźć?

– Podałbym ci nazwę działu, ale prawdopodobnie będę w zupełnie innym miejscu, więc zapytaj się jakiegokolwiek pracownika. Znajdą mnie.

– W porządku. Tak właśnie zrobię.

Zapada cisza.

Chcę zapytać Natalię o wiele rzeczy, ale wiem, że w takich warunkach mogłaby mnie okłamać, dlatego odpuszczam.

– No to cześć – mówi cicho.

– Cześć.

Odsuwam komórkę od ucha i patrzę kątem oka na Tarę. Zdaję sobie sprawę, że jest późno, ale postanawiam od razu zadzwonić do Klary i zapytać, czy przygarnie psa na weekend. Wiem, że Amelia na pewno się ucieszy. A ja będę mógł skupić się na kimś innym.

Kimś, kto jeszcze mnie nie chce, ale pewnego dnia to się zmieni.

____

Natalia

Wykręcam sobie palce, spacerując po sklepie, bo zaczynam powoli żałować swojej decyzji. Jednak wiem, że już nie mogę się wycofać. Rozglądam się niepewnie, szukając kogoś, kogo mogłabym zapytać o Szymona. Jestem na dziale z kwiatami. W oko wpada mi blondynka, która robi porządek w doniczkach. Sprawia wrażenie bardzo sympatycznej, więc powoli do niej podchodzę.

– Dzień dobry – mówię z lekkim uśmiechem.

Kobieta odrywa się od pracy i ściąga rękawiczki.

– Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc?

Nerwowym ruchem dłoni zakładam kosmyki włosów za ucho.

– Tak. Mam dość nietypowe pytanie, bo chodzi o jednego z pracowników.

– O kogo?

– Szymona.

Blondynka otaksowuje mnie spojrzeniem z góry na dół, na koniec zaciskając usta. Nie do końca rozumiem jej zachowanie, ale gdy chcę dopytać, obok nas niespodziewanie pojawia się inny pracownik. Kobieta prycha na jego widok i odchodzi bez słowa. Marszczę brwi, a następnie przenoszę wzrok na mężczyznę, który uśmiecha się do mnie ciepło.

– Szuka pani Szymona, tak?

Kiwam nieznacznie głową.

– Proszę się nie przejmować Karoliną. – Jego uśmiech staje się szerszy. – Czasami miewa swoje humory. – Ogląda się przez ramię. – Myślę, że mogę panią do niego zaprowadzić.

Wysilam się na uśmiech.

– Bardzo dziękuję.

– Szymon też mi podziękuje – rzuca pod nosem i puszcza do mnie oko.

Mrugam.

– Słucham?

– Nic takiego. Mówił mi rano, że przyjdzie do niego ładna dziewczyna, więc… – milknie, wzruszając ramionami. – Jestem Wojtek, jeśli nie przeszkadza pani, że przejdziemy na „ty”.

To bardzo niezręczna sytuacja, bo pierwszy raz mam do czynienia ze spoufalaniem się z klientem na takim poziomie. Jeśli to kolega Szymona, to całkiem prawdopodobnie, że mu o mnie opowiadał. Czuję, jak mięśnie mojego ciała się spinają.

Czego on nie rozumie w słowach: „koniec z facetami”?

– Natalia – mówię, wyciągając dłoń.

Wojtek ściska ją lekko.

– Lepiej chodźmy, zanim Szymon pomyśli, że ma konkurencję.

Chcę być wkurzona, ale gdy wchodzimy z Wojtkiem do alejki, w której znajduje się Szymon… moja złość znika. Szymon odwraca się i uśmiecha na mój widok. Szybko zdaję sobie sprawę, że sama mam na twarzy uśmiech – o wiele mniejszy niż on, ale jednak.

– Popatrz, kogo ci przyprowadziłem – mówi Wojtek, wskazując dłonią na mnie. – Uratowałem ją z rąk Karoliny.

Unoszę wysoko brwi.

– Wyglądała na sympatyczną – bronię się.

– I zapewne jest sympatyczna dla 99% innych kobiet.

Już otwieram usta, żeby zapytać, gdy nagle Szymon łapie mnie za rękę i odsuwa od Wojtka.

– Możesz już iść – mówi, patrząc na niego ostrzegawczo.

– Przecież nic nie powiedziałem – jęczy Wojtek.

– Wojtek.

– Dobrze, panie kierowniku – rzuca z dziwnym uśmiechem. – Już znikam panu z oczu. Zabieram całe swoje jestestwo i rozpływam się w powietrzu.

Przyglądam się uważnie Szymonowi, któremu drgają kąciki ust.

Wojtek nas opuszcza i zostajemy sami. Chcę się odsunąć, ale Szymon chwyta mnie za nadgarstek i nachyla się nad moją twarzą.

– Już myślałem, że nie przyjdziesz.

– Miałam taki zamiar – mówię szczerze, czym zaskakuję samą siebie. – Po prostu mam wyrzuty sumienia, okej? – śpieszę z wyjaśnieniami. – Masz dwie prace, Tarę i pewnie ogrom innych obowiązków. Nie czuję się dobrze z myślą, że przeze mnie…

– Już? Skończyłaś? – przerywa mi, unosząc kącik ust. – Nie powinnaś mieć żadnych wyrzutów sumienia. Pomagam ci, bo tego chcę, rozumiesz?

– Dobrze. Przyjmuję do wiadomości – odpowiadam, nie potrafiąc przestać patrzeć w orzechowe oczy.

– Dobrze, że trafiłaś na Wojtka.

– Dlaczego?

– Istnieje spore ryzyko, że Karolina mogłaby nie chcieć ci pomóc – wyjaśnia.

Składam kolejne elementy układanki, aż wreszcie dociera do mnie, o co chodziło Wojtkowi.

– Spotykaliście się? – Ledwo to pytanie wychodzi z moich ust, od razu ganię się w myślach za idiotyzm. Niepotrzebna mi taka wiedza. Nie jestem nim zainteresowana. – Nieważne – mówię stanowczo. Robię krok do tyłu i wyswobadzam nadgarstek z uścisku. – Zaczynamy od farb czy tapety?

Szymon nie spuszcza ze mnie wzroku.

– Nie spotykałem się z nią. Ona chciała, ale ja nie – odpowiada.

Kiwam głową, chociaż wolałabym, żeby przemilczał moje głupie pytanie.

– Myślę, że możemy zacząć od farb. Chciałam pomalować kuchnię na żółto, ale pigment okazał się za słaby i mam przebitki. – Zmuszam usta do uśmiechu. – Możesz sobie tylko wyobrazić, jak źle to wygląda.

____

Szymon

Nie podoba mi się, że unika tematu. Nie podoba mi się, że musiała akurat trafić na Karolinę, która z pewnością zasypie mnie pytaniami i będzie bardzo niezadowolona. Nie podoba mi się, że Natalia dzisiaj włożyła sukienkę. Ciemnozielony materiał dobrze współgra z kolorem jej skóry. Nie mogę przestać na nią patrzeć. Nie sądzę, żeby miała świadomość, jak taki widok może na mnie wpłynąć. Jest zbyt przejęta remontem mieszkania i wmawianiem sobie, że skończyła z facetami.

Widziałem jej uśmiech, gdy mnie zobaczyła. Dziewczyna, która nie jest zainteresowana, nie uśmiecha się w taki sposób.

– Szymon?

Mrugam, bo chyba za bardzo odpłynąłem.

– Tak?

– Nie słuchałeś mnie – mówi ostrożnie, przyglądając mi się badawczo. – Pytałam, którą markę farb polecasz.

– Śnieżkę* – odpowiadam bez namysłu, bo akurat stoimy przy regale tej marki. – Tak naprawdę wszystko zależy od koloru, a to od razu wiąże się z pigmentem. – Wzruszam ramionami. – Po prostu powiedz, jakie kolory chcesz, a ja zadbam o resztę.

Kiwa głową i obraca się do mnie bokiem. Wyciąga telefon, a potem przesuwa palcem po ekranie.

– Pokażę ci zdjęcia. Może tobie uda się z nich wywróżyć, co to za kolor, bo przyznam, że marnie mi to idzie. – Przygryza wargę. – Kuchnię na pewno chcę żółtą, bo to radosny kolor. I stanowczo jasne meble! – mówi podekscytowana, nie odrywając oczu od komórki. – Sypialnię pomalowałam na fioletowo i… to był błąd. Zresztą, sam zobacz.

Bardzo powoli podchodzę do Natalii. Jestem bliżej niż wcześniej, więc nachylam się nad jej ramieniem, żeby zerknąć na wyświetlacz telefonu. Wydaje się niewzruszona, bo nawet unosi komórkę wyżej, abym mógł więcej zobaczyć. Szybko tracę zainteresowanie obrazkami i skupiam się na zapachu jej skóry. Coś mi w nim nie gra. Na pewno to nie jest kawa z cynamonem, tylko coś lżejszego i świeższego.

Przez głowę przechodzi mi myśl, że Natalia chce mnie zniechęcić. Zmiana zapachu to beznadziejny pomysł i na pewno nie sprawi, że przestanie mi się podobać.

– Widzisz te smugi? – pyta.

Przyglądam się Natalii. Widzę, jak jej klatka piersiowa unosi się nierówno. Kusi mnie, żeby odgarnąć włosy z jej szyi. Zaciskam zęby i skupiam wzrok na wyświetlaczu.

– Wyglądają bardzo… artystycznie – odpowiadam. Przekrzywiam głowę. – Jesteś pewna, że malowałaś tak, jak radzono w internecie?

– Dlaczego pytasz?

– Ruchy wałka powinny być poprowadzone prostopadle do podłogi, a nie równolegle. – Uśmiecham się pod nosem. – I gdybyś jeszcze była konsekwentna, ale…

– Już chyba ustaliliśmy, że się nie znam, prawda? – pyta wzburzona, obracając głowę.

Nasze twarz są bardzo blisko siebie. Wpatruję się w duże, jasnobrązowe oczy, a następnie powoli opuszczam wzrok na zaróżowione policzki i delikatnie rozchylone usta. Gdybym spojrzał jeszcze niżej, pewnie bez problemu mógłbym częściowo zajrzeć do dekoltu sukienki. Nie robię tego, tylko kładę dłoń na biodrze Natalii i obracam całe jej ciało przodem do mnie.

– Tak, wiem, to kwestia praktyki. – Potrząsa energicznie głową, próbując się odsunąć. – Możemy wrócić do wyboru tych przeklętych farb? Nie chcę ci zabierać czasu.

– A ty dalej swoje – mówię z wyrzutem. – Czy ja narzekam?

Przygryza wargę, ale nie odpowiada. Wskazuje dłonią za mnie, a jej twarz jest cała czerwona. Niechętnie odrywam od niej wzrok i spoglądam przez ramię. Wojtek stoi na środku alejki z głupim wyrazem twarzy.

– Przepraszam, że przeszkadzam, panie kierowniku, ale mamy problem z dostawą. – Rozkłada ręce. – Delikatnie mówiąc – dodaje.

Przeklinam w duchu urlop Krzyśka, bo to już druga taka akcja w przeciągu ostatnich trzech dni.

– Zaraz przyjdę.

– Jasne! – mówi głośno i odchodzi.

Przenoszę wzrok z powrotem na Natalię, która patrzy na mnie ze zmarszczonym czołem.

– Panie kierowniku? Już kolejny raz tak cię nazwał.

– Jestem zastępcą Krzyśka – tłumaczę. – Jak wiesz, jest na urlopie, więc wszystkie obowiązki spadły na mnie. Niezbyt fajna sprawa.

Natalia unosi wysoko brwi.

– To trochę kłóci się z…

– Wiem – wpadam jej w słowo. – Krzysiek zaznaczył na wstępie, że nie będzie mieszał spraw prywatnych z zawodowymi, dlatego w tym budynku traktuje mnie jak zwykłego pracownika, a nie faceta, który złamał serce jego przyjaciółce.

Przez jej twarzy przechodzi cień.

– Lepiej idź, zanim sprawy się skomplikują – mówi cicho, obejmując się ramionami.

Zsuwam dłoń z jej biodra i kiwam głową.

– Zaraz wrócę.

– Nie zniknę – rzuca rozbawiona.

Niespecjalnie jest mi do śmiechu.

– Trzymam cię za słowo.

Wycofuję się z alejki, nie przestając na nią patrzeć. Wygląda zachwycająco w tej sukience z rumieńcami na twarzy. Gdyby nie obowiązki, nie zostawiłbym jej samej nawet na chwilę. To wszystko, co do niej kiedyś czułem, zaczyna powoli wracać.

Muszę tylko znaleźć sposób, żeby dostać się do serca Natalii. Cała reszta przyjdzie z czasem.

____

Natalia

Siedzę na materacu i przewracam kartki magazynu, w którym ktoś radzi, jak najlepiej urządzić mieszkanie. Nie jestem przekonana do pomysłów randomowej dekoratorki, dlatego nie skupiam się wystarczająco na zdjęciach.

– Te gazetki są beznadziejne – mówię rozczarowana.

– Przecież mówiłaś, że znalazłaś fajne aranżacje w internecie. Ta z żółtą kuchnią była niesamowita. Na dodatek sprawdziłyśmy te wszystkie meble i dodatki, no i wcale nie wyszło jakoś specjalnie drogo – przypomina Hania. – Swoją drogą, całkiem nieźle sobie radzisz z tym remontem.

Odchylam głowę i patrzę na sufit, na którym pewnie też są smugi.

– Niekoniecznie.

– Coś się dzieje?

Biorę głęboki oddech.

– Kilka rzeczy poszło nie tak, ale już znalazłam rozwiązanie – odpowiadam szybko. – Teraz pójdzie z górki. Samodzielne remontowanie nie było dobrym wyborem i mogłam od razu pomyśleć o kimś, kto mógłby mi w tym pomóc.

– Bardzo pokrętnie mówisz – zauważa Hania. – Kto się kryje za tym „kimś”?

Wypuszczam cicho powietrze z płuc.

– Nikt konkretny – kłamię.

– Aha – kwituje.

Zapada cisza i wiem, co moja siostra robi. Chce obudzić we mnie wyrzuty sumienia. Zaciskam usta i milczę, ale wiem, że nie wytrzymam zbyt długo.

– Dobra – syczę. – To nie jest byle kto, okej?

– Przecież ja wcale nie podważyłam twoich słów.

Przewracam oczami.

– Jasne – drwię. – Chciałaś, żebym poczuła się winna, bo wiesz, że cię okłamuję.

– Brzmi na bardzo… rozemocjonowaną, więc łatwo można było się zorientować, że nie mówisz prawdy – rzuca rozbawiona. – To kto to jest?

– Szymon.

– Chciałabym być zaskoczona, ale nie jestem.

Przymykam na chwilę powieki.

– Wie, że kończę z facetami.

– I z pewnością się z tym pogodził, prawda? – kpi.

Kręcę głową z niedowierzaniem, bo nikt mi nie wierzy! Nikt nie wierzy, że mogę mieć dość facetów i nie chcę się z żadnym wiązać.

– Dobrze mi samej – upieram się.

– Nie twierdzę, że nie, ale zakładanie, że kończysz z facetami jest po prostu głupie. Nie minęło nawet pół roku od zerwania z Kubą. Jak możesz być pewna swoich słów, gdy jeszcze leczysz złamane serce? Na pewno istnieje ktoś, kto cię uszczęśliwi. Nie mów „nie”, tylko spokojnie czekaj.

– Nie chcę czekać – mówię ostro. – I naprawdę kończę z facetami – dodaję stanowczo. – Szymon wie, że nic z tego nie będzie.

– Zgodził się trzymać ręce przy sobie?

Wzdycham ciężko.

– No nie, ale przynajmniej był szczery.

– Czyli spotykasz się z chłopakiem, który chce czegoś więcej, a ty dalej upierasz się, że kończysz z facetami?

Prycham.

– Czy ty próbujesz mnie podejść? – pytam podejrzliwie. – Jedno nie wyklucza drugiego. Możemy spędzać wspólnie czas bez całowania się i innych rzeczy. – Prostuję się. – Jesteśmy dorosłymi ludźmi, którzy potrafią zachowywać się jak dorośli ludzie.

Hania parska śmiechem.

– Po malowaniu powinnaś dokładniej wietrzyć mieszkanie – radzi.

Mam ochotę ją udusić.

– Czy możemy wrócić do tematu mojego mieszkania? – pytam z naciskiem. – Dopiero omówiłyśmy kuchnię, a co z resztą pomieszczeń?

Moja siostra ponownie wybucha śmiechem.

– Dobrze, moja mała, dorosła siostrzyczko.

Zaciskam usta, żeby się jej nie odgryźć i zaczynam wertować magazyn od początku.

Nie myślenie o Szymonie jest trudne, ale remont skutecznie wybija go z głowy. Jeszcze nie wiem, czy to się nie zmieni, gdy będzie brał w nim udział, bo znowu zaczniemy spędzać ze sobą dużo czasu.

Jeśli polubię go bardziej, cały mój plan weźmie w łeb.



* Malutka autopromocja :)

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3634 słów i 21789 znaków.

3 komentarze

 
  • Mała

    To kiedy następny rozdział? Już przebieram niecierpliwie nóżkami ☺️

  • elorence

    @Mała całkiem prawdopodobne, że jutro ❤ Bardzo wolno idzie mi pisanie :(

  • Mała

    @elorence jak idzie pisanie…..?😞

  • elorence

    @Mała dzisiaj idzie całkiem nieźle, została mi końcówka :) Rozdział wrzucę wieczorem ❤

  • Mała

    @elorence ❤️

  • Mała

    Wspaniałe i czekam oczywiście na następne rozdziały🥰🥰🥰

  • elorence

    @Mała dziękuję ❤❤❤

  • Paula92

    Jak zawsze świetny rozdział :)

  • elorence

    @Paula92 cieszę się 😍