Za mało - Rozdział 28

Szymon

Pomagam Milence ustawić odpowiednio nowe lustra. Widziałem, że z trudem przyszło jej proszenie o pomoc, dlatego powstrzymałem się od docinek. Mam dobry humor, więc nawet nie ochrzaniłem Wojtka, gdy próbował poprzestawiać pod siebie połowę grafiku. A może po prostu nie chcę z nikim wchodzić na wojenną ścieżkę, gdy głowa mi pęka od samego rana?

Wieszam ciężkie lustra, co jakiś czas przyglądając się uważnie swojemu odbiciu. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Wiem, kto jest winowajcą. Na samą myśl o Natalii czuję ciepło rozchodzące się po moim ciele, a ból głowy odchodzi w zapomnienie. Niby nic specjalnego nas nie łączy, ale lubię przebywać w jej towarzystwie i mam cichą nadzieję, że ona ma podobne odczucia.

– Napady radości Wojtka jeszcze mogę zrozumieć, ale nie do końca ogarniam twoją niespodziewaną zmianę nastroju, która trwa już ponad dwa tygodnie.

Marszczę czoło, udając, że nie mam pojęcia, o czym mówi.

– Krzysiek wrócił z urlopu, więc mam chyba powód do radości, prawda?

– A ja uważam, że to jednak zasługa tej dziewczyny, która tu przychodzi. – Patrzy na mnie znacząco. – Mam dziwne wrażenie, że przy niej zapominasz o całym świecie.

– Natalia nie jest moją dziewczyną – mówię wymijająco. Nie wiem, dlaczego próbuję się bronić, skoro nie potrafię ukrywać, że Natalia jest mi obojętna. Chcę, by i ona to wreszcie zauważyła. – Pomagam jej w remoncie i tyle. – Wzruszam niedbale ramionami i robię kilka kroków w tył, żeby przyjrzeć się ogromnej ramie lustra. Przekrzywiam głowę, bo wydaje mi się, że pasowałaby do sypialni Natalii, którą dzisiaj zaczniemy malować, żeby zakryć wszystkie poprzednie niedociągnięcia. – To chyba nie jest nic złego? – pytam, bo Milenka nie skomentowała moich poprzednich słów.

Dalej milczy, dlatego obracam głowę i unoszę wysoko brwi, widząc jej rozbawiony wyraz twarzy.

– Myślisz, że jestem głupia? – Kręci głową z niedowierzaniem. – Ty lecisz na nią, ona leci na ciebie. – Uśmiecha się szeroko. – Nie wiem, kim ona jest, ale od razu widać, że przy niej czujesz się dobrze, a to najważniejsze.

Przygryzam wewnętrzną część policzka, żeby nie odwzajemnić uśmiechu.

– Czy możemy wrócić do tych luster, bo potem mam jeszcze pomóc Żarskiemu w...

– Jasne, jasne – przerywa mi. – Zostało nam jeszcze jedno pudło, więc nie traćmy już czasu. – Mruga do mnie. – Nigdy nie wiadomo, czy za chwilę nie wpadnie tutaj ta dziewczyna i...

– Naprawdę? – Wzdycham. – Nie odpuścisz, prawda?

Milenka wygląda na zaskoczoną.

– A czy ja kiedykolwiek odpuściłam? – Prycha. – Oczywiście, że nie.

Kręcę głową, ale nie komentuję tego w żaden sposób. Mam zamiar wrócić na magazyn, ale nagle przypominam sobie o czymś. Odwracam się w stronę Milenki, która unosi pytająco brew.

– Ma na imię Natalia – rzucam.

– Z chęcią podroczyłabym się z tobą, bo masz maślane oczy, ale... – milknie i odchrząkuje. – Karolina do nas idzie – dodaje szeptem.

Spinam się, chociaż próbuję nie dać po sobie tego poznać. Odwracam się i prawie wpadam na Karolinę. Widzę jej uśmiech, który kompletnie mnie nie rusza. Dodatkowo czuję bolesne pulsowanie w skroniach.

– Pomyślałam, że wam pomogę, bo skończyłam...

– Niepotrzebnie – wpadam jej w słowo.

– Właśnie skończyliśmy – kłamie Milenka.

Karolina wygląda na zawiedzioną, ale stara się nie dać tego po sobie poznać, bo jej twarz rozświetla szeroki uśmiech.

– Szkoda, bo z chęcią bym wam pomogła. – Wzrusza ramionami. – No nic, gdybyście następnym razem...

– Tak, wiemy – mówi Milenka ze sztucznym uśmiechem. – Wydaje mi się, że Krzysiek ostatnio coś wspominał o nowej aranżacji ogrodu na zewnątrz... – Ściąga brwi, jakby się nad czymś zastanawiała. – Ale może po prostu źle usłyszałam. – Macha niedbale dłonią. – Lepiej go zapytaj, żeby uniknąć ewentualnego ochrzanu. Wrócił bardzo wypoczęty z urlopu, więc jest zaangażowany ponad normę w działania całego sklepu.

Spuszczam głowę i pocieram dłonią nos, a tak naprawdę z ledwością powstrzymuję się od parsknięcia śmiechem. Milenka wygląda bardzo poważnie, gdy próbuje dobitnie zasugerować Karolinie, że powinna zająć się pracą.

– A ty chyba miałeś iść na magazyn – mamrocze zniecierpliwiona. – Na co czekasz?

Odwracam się i szybko odchodzę. Gdy już jestem odpowiednio daleko, wyciągam komórkę i sprawdzam ostatnie wiadomości.

„Dzisiaj będą frytki, masz coś przeciwko?"

Kąciki moich ust samoistnie się unoszą.

„Co do tego?"

„Mam pewien przepis na fileta z płatkami kukurydzianymi. Próbowałam i jest pycha!"

Śmieję się pod nosem.

„Tak łatwo cię uszczęśliwić?"

_____

Natalia

Przygryzam wargę i czytam wiadomość od Szymona już szósty raz. Na myśl nasuwa mi się wiele odpowiedzi, ale żadna z nich się nie nadaje, bo każda ma flirciarski wydźwięk. Nie mogę mu napisać, że jego obecność mnie uszczęśliwia – nawet jeśli to prawda.

Po prostu lubię spędzać z nim czas.

Zerkam w stronę laptopa z otwartą recenzją. Powinnam pracować, jeśli chcę wyjść punktualnie. Dzisiaj będziemy przygotowywać sypialnię do malowania. Szymon pomoże mi przenieść materac do innego pokoju, potem obklei taśmą malarską ściany przy suficie, żebym mogła mieć idealne białe paski.

Opieram podbródek na dłoni, bo lubię jego dokładność. Nie przejmuje się, gdy musi pomalować jedną ścianę kilka razy, a tak się zdarzyło podczas malowania kuchni. Gdy wieszał szafki, kilka kołków wypadło ze ściany, ale i tym się nie przejął – po prostu wkręcił nowe kilka centymetrów wyżej. Zniszczył kilka koszulek i to też nie wyprowadziło go z równowagi. Czasami mam wrażenie, że obserwuję go w oczekiwaniu na niespodziewany wybuch, chociaż doskonale wiem, że on nie nastąpi.

Przymykam powieki, bo doskonale wiem, o co tak naprawdę mi chodzi. Próbuję wmówić sobie, że Szymon jest mi obojętny, ale nie jest. Staram się znaleźć jakiś haczyk, który wybiłby mi go z głowy. I naprawdę chcę skończyć z facetami, jednak jak mam to zrobić, gdy nie potrafię przestać myśleć o jednym z nich?

Wzdycham ciężko i szybko wystukuję palcami odpowiedź.

„Następnym razem możesz sam coś ugotować. Tylko nie jajecznicę z bekonem, bo to będzie oszustwo".

„Kolejne wspólne śniadanie?"

Przełykam z trudem ślinę.

„OBIAD. Miałam na myśli obiad".

Wypuszczam głośno z powietrze, próbując ustabilizować przyspieszony oddech. Jestem nienormalna, wyczekując jakichkolwiek wiadomości od Szymona, jednocześnie wmawiając sobie, że przecież to nic nie znaczy, bo my nigdy nie będziemy znów razem.

Kątem oka zauważam jedynkę przy kopercie na pasku. Zaciskam zęby, odkładam komórkę i wchodzę na pocztę. Ponownie wysłano do mnie maila z redakcji, w której pracuje Kuba. Nie odpisałam na poprzedniego i na tego również nie mam zamiaru. Nie zmienię miejsca pracy. Dobrze mi tu, gdzie jestem.

Uśmiecham się pod nosem i wracam do pisania recenzji.

____

Szymon

Jemy w milczeniu późny obiad. Natalia udaje, że mi się nie przygląda, bo za każdym razem, gdy podnoszę głowę, ona odwraca wzrok. Trochę bawi mnie jej zachowanie, ale również niepokoi. Nasza relacja musi mieć możliwość rozwoju, jeśli ma się przeobrazić w coś stabilnego.

– Nie wpadłbym na użycie płatków kukurydzianych zamiast zwykłej bułki tartej – odzywam się, skupiając na sobie spojrzenie Natalii.

– Ja też nie. Po prostu ostatnio pracuję ciężej niż zawsze. – Podnosi dłoń do włosów i przez chwilę bawi się pojedynczymi kosmykami. – Mam swój kącik z przepisami na stronie internetowej redakcji, więc cały czas szukam nowych inspiracji. Nie przyciągnę ludzi nudnymi, znanymi daniami. – Unosi kącik ust, nabijając widelcem dwie frytki. – Muszę być kreatywna.

– Czyli dostałaś coś w rodzaju awansu?

Krzywi się nieznacznie.

– Powiedzmy. Po prostu Karolina zauważyła, że pisanie recenzji już nie przynosi mi tyle radości, ale to nie miało nic wspólnego z pracą. Nie czułam żadnego wypalenia, po prostu... – milknie i opuszcza nisko ramiona. W jej jasnobrązowych oczach dostrzegam ból pomieszany z wyrzutem. – Pracowałam z Kubą. Nawet zabrałam go ze sobą do kilku restauracji. Jego odejście z redakcji było straszne, a gdy się rozstaliśmy... – Mruga. – Wszystkie negatywne wydarzenia zaczęły się nawarstwiać i straciłam zapał. Dlatego zostałam przydzielona do nowego projektu. Teraz pracuję solo i w duecie.

– W duecie? Czyli ktoś ci pomaga?

Kręci głową, a następnie ciężko wzdycha i odkłada widelec.

– Nigdy nie skończę jeść – mówi z wyrzutem, ale jej twarz rozświetla delikatny uśmiech. – Marek zajmuje się tą techniczną stroną projektu. Wie, co zrobić, żeby moje przepisy wyglądały lepiej i przyciągały wzrok. Czasami nawet podsunie coś fajnego, więc tworzymy taki mini–zespół.

Kiwam głową ze zrozumieniem, chociaż gdzieś głęboko zaczynam odczuwać zazdrość. Wiem, czym to jest spowodowane. Kuba był na wyciągnięcie ręki i podkochiwał się w Natalii. Na domiar złego długo o nim nie wiedziałem. Teraz budzi się we mnie czujność. Chcę ubiec każdego innego faceta. Chcę ją mieć całą dla siebie, jakkolwiek szalenie to brzmi.

– Kuba już raczej nie wróci, prawda?

– Nie smakuje ci? – pyta Natalia, wskazując podbródkiem mój talerz.

Wbijam w nią wzrok.

– Nie próbuj mnie zbyć – burczę. – Nie rozmawianie o nim wcale nie pomoże ci się wyleczyć.

– Ale na pewno pomoże nie zapomnieć – rzuca drwiąco. – Kuba odszedł z redakcji. Karolina wielokrotnie prosiła go, by wrócił, nawet powoływała się na mnie, ale nie wyszło. Pewnie jeszcze nieraz zmieni miejsce pracy.

Czuję nieprzyjemny ucisk w żołądku.

Na myśl nasuwa mi się pewne pytanie, którego cholernie nie chcę zadać, ale jednocześnie pragnę usłyszeć odpowiedź i uspokoić swoje zaniepokojone serce.

– Nie boisz się, że będzie chciał wrócić ze względu na ciebie?

Natalia zaciska usta.

– Między nami wszystko skończone – odpowiada cicho. Nie słyszę żadnej pewności w jej głosie, jakbym zaskoczył ją tym pytaniem. – Ktoś, kto przez całe życie nie chciał dzieci... nie zmieni tak łatwo zdania. – Prycha. – Przynajmniej nie powinien tego robić dla kogoś, tylko dla samego siebie.

Nagle ukrywa twarz w dłoniach.

– Boże – szepcze podenerwowana. – Boże... – Przesuwa dłonie na szyję i bierze głęboki oddech. – To nie może być prawda...

Wyciągam rękę i łapię za nadgarstek, zmuszając, żeby na mnie spojrzała.

– Co się dzieje? – pytam zaniepokojony.

– Ostatnio dostałam dwa e–maile z propozycją pracy z redakcji, w której pracuje Kuba.

Opada mi szczęka.

– Rozważasz...

– Nie, oczywiście, że nie – przerywa mi szybko. – Ani przez chwilę nie pomyślałam o pracowaniu w miejscu, gdzie... – Kręci powoli głową. – Nie wiem, czyj to był pomysł i nie chcę wiedzieć. Może Kuba podsunął to tej całej Dorocie, a może to była jej inicjatywa? Trudno ocenić. – Pociera dłonią czoło. – Skończmy lepiej ten temat, bo wolę malować te paskudne fioletowe ściany i wkurzać się na przebicia niż rozmawiać o byłym.

Kiwam głową, bo w pełni się z nią zgadzam.

– Może wróćmy do jedzenia? – proponuję.

Natalia dziwnie przygląda się swojemu talerzowi, aż ostatecznie wzdycha i odsuwa go od siebie. Wstaje z krzesła i podchodzi do kuchenki.

– Nie zmieszczę więcej – mówi podenerwowana. – Napiję się kawy, żeby dodać sobie energii, a ty lepiej jedz, żeby mieć siłę na malowanie upartych ścian i znoszenie mojego marudzenia.

Parskam cichym śmiechem i sięgam po widelec.

– Dziękuję za ostrzeżenie.

Rzuca mi znajome spojrzenie przez ramię, od którego moje serce zaczyna szybciej bić.

– Nie powinnam cię zniechęcać, dlatego wolę ostrzec, żebyś później nie mógł mieć pretensji.

Na końcu języka mam, że raczej nie ma zbyt wielu, które mogłyby mnie zniechęcić do przebywania w jej towarzystwie, ale nie mówię tego głośno. To wciąż nie jest odpowiedni moment.

*

Obserwuję Natalię od kilku minut. Obkleja taśmą malarską okno, co robi wolno i w pełnym skupieniu. Z tego powodu nie potrafię oderwać oczu od jej ciała. Sunę wzrokiem w górę i w dół, nie mogąc się nadziwić reakcjom mojego serca. Chcę podejść bliżej, ale nie robię tego. Nie chcę niczego zniszczyć. Natalia dalej uważa, że kończy z facetami, a ja mam związane ręce. Nie zrobię nic wbrew niej, bo dobrze wiem, jak ważne jest zaufanie. Nie odda mi swojego serca, jeśli nie będzie mnie pewna. Nie odda go też, gdy wciąż częściowo należy do kogoś innego. Mam nadzieję, że się mylę i jej uczucia do Kuby już zniknęły.

Dam jej tyle czasu, ile potrzebuje i będę obok. Pewnego dnia otworzy oczy i zobaczy prawdę – jestem tego pewien.

*

Jestem zmęczony i jedyne o czym marzę, to położyć się do łóżka i zasnąć. Od rana boli mnie głowa, żadne tabletki nie pomagają. Jednak Klara nie ma dla mnie żadnej litości i nie daje za wygraną, bo postanowiła zrobić mi długie kazanie na temat mojego marnowania pieniędzy i cennego czasu, który mógłbym poświęcić Tarze lub... Natalii.

Przecieram palcami zmęczone oczy, ale to nic nie daje. Czuję ciężkość powiek i niemoc całego ciała. Chcę spać.

– Powinieneś pomyśleć o zrezygnowaniu z jednego z etatów, wiesz? – syczy Klara. – W takim tempie prędzej się wykończysz, a przecież chcesz spędzać z Natalią więcej czasu.

– Skąd to niby wiesz? – burczę pod nosem, rozmasowując palcami skroń. – Pomagam jej w remoncie.

– I przy okazji przygotowujesz sobie grunt – komentuje rozbawiona. – Nigdy nie wybiłeś jej sobie z głowy w stu procentach. Niby o niej zapomniałeś, ale gdy ponownie pojawiła się w twoim życiu... już nie potrafisz jej ignorować.

– Jestem kimś innym. Teraz potrafię... – milknę i przeczesuję dłonią włosy. – Teraz wiem, że będę potrafił ją uszczęśliwić.

– A ona o tym wie?

– Pracuję nad tym – odpowiadam wymijająco. – Nie chcę naciskać, bo ona jeszcze nie pozbierała się po rozstaniu z poprzednim facetem. Jeśli zacznę naciskać, mogę ją tylko stracić, a tego nie chcę. Wolę dać jej nieograniczoną ilość czasu niż...

– Nieograniczoną ilość? – pyta zdumiona Klara. – Chcesz na nią czekać całe swoje życie? Jeszcze niedawno była mowa o trzech miesiącach!

– Po prostu wiem, że nie jestem jej obojętny.

– A nie sądzisz, że to zbyt mało?

Opuszczam nisko ramiona, bo jedyne, co teraz czuję to cholerna bezradność. Nie mogę w żaden sposób wpłynąć na Natalię.

– Mało czy nie... już raz ją zraniłem – przypominam. – Pragnę utwierdzić ją w przekonaniu, że tamta historia już się nie powtórzy. Już nigdy nie odwrócę się do niej plecami. – Wzdycham. – Już nigdy nie oddam jej innemu facetowi.

– Dobrze wiesz, że gdyby Kuba chciał mieć dzieci, to Natalia nigdy by go nie zostawiła.

Słowa Klary są niczym małe szpilki, które ranią moje serce. Nie chcę się zastanawiać, co by było, gdyby Natalia została z Kubą. Nie wykluczam innej dziewczyny, która mogłaby się pojawić w moim życiu i uczynić je znośniejszym. Nigdy nie wykluczałem takiej ewentualności. Teraz tego unikam, bo mam Natalię na wyciągnięcie ręki. Muszę tylko przestrzegać kilku prostych zasad.

– Chcesz mnie wspierać czy dołować, bo już się pogubiłem?

Wzdycha cicho.

– Nie bez powodu Natalia trzyma cię na dystans. Musisz zapracować sobie na jej pełne zaufanie, bo wtedy otworzy swoje serce i będziesz mógł znów w nim zamieszkać.

Nie mogę nie zauważyć, że w Klarze obudziła się romantyczna dusza. Bartek wciąż próbuje o nią walczyć, ani przez chwilę nie dopuszczając do siebie myśli o rozwodzie. Wiem, że jego próby nic nie wskórają – jego żona również to wie.

– Pracuję nad tym.

– Ale nie poświęcasz jej wystarczającej ilości czasu. Nie mam nic przeciwko obecności Tary, bo Amelia i moi rodzice ją uwielbiają, ale... Natalii łatwiej przyszłoby podjęcie decyzji, gdybyście spędzali więcej czasu razem.

Drapię się po głowie.

– Jestem u niej kilka razy w tygodniu. – Przecieram dłonią twarz. – Nie dosypiam, więc chyba nie marnuję czasu, prawda?

Klara znowu wzdycha.

– Nie musisz tyle pracować! – podnosi głos. – Rozmawiałam z Bartkiem i pod koniec tygodnia odda ci drugą połowę. Spłać resztę kredytu i żyj.

– Łatwo się mówi – burczę.

– Łatwo, bo taka jest prawda – upiera się Klara. – A jeśli nie chcesz myśleć o Natalii, to chociaż pomyśl o Tarze. Będzie bardzo zadowolona, jeśli zaczniesz poświęcać jej więcej czasu.

Potrząsam głową.

– Sięgasz po mocne środki – mówię z wyrzutem. – To dalej moja decyzja.

– Wiem. Każda decyzja dotycząca twojego życia będzie twoja. Zwolnij tempo, tylko o tyle proszę.

– Przemyślę to – rzucam nieprzekonany. – Dalej uważam, że to nie są moje pieniądze i nie mam do nich żadnego prawa.

– Bzdura!

– Niech ci będzie... – Biorę głęboki oddech. – Będę kończył, bo padam na twarz. Na dodatek boli mnie głowa, a przekroczyłem już dobową dawkę leków.

– Nie powiem, co nasuwa mi się na myśl. Sam się domyśl.

Przewracam oczami.

– Dobrze. Cześć.

– Trzymaj się.

Rozłączam się pierwszy i rzucam komórkę na łóżko, a następnie pochylam się do przodu, opierając łokcie na kolanach. Splatam dłonie i myślę o słowach Klary. Niby ma trochę racji, ale nie jestem przekonany.

Lubię spędzać czas z Natalią i dobrze wiem, że moje serce zaczyna sobie przypominać, co do niej czuło. Nie zakazuję mu tego, tylko czekam w milczeniu na ciąg dalszy.

____

Natalia

Przygotowuję kawę, chociaż co chwilę zerkam kątem oka na Szymona. Nie wygląda dzisiaj dobrze, powiedziałabym nawet, że wygląda okropnie. Opiera się plecami o lodówkę, a jego brązowe oczy nie świecą tak jak zawsze. Matowe spojrzenie, jakim mnie częstuje, przyprawia o bolesne skurcze żołądka.

Boże, on jest wyczerpany. Gryzę się po wargach, bo wiem, że to moja wina. Gdybym nie poprosiła go o pomoc, nie musiałby tyle pracować i poświęcać mi swojego wolnego czasu, którego i tak nie ma zbyt wiele. Doceniam to, z jakim zaangażowaniem podchodzi do pomocy, ale nie chcę, by zaniedbywał siebie lub Tarę.

– Wszystko w porządku? – pytam z przejęciem. – Wyglądasz na zmęczonego.

Szymon marszczy czoło i nagle się krzywi, a następnie odchyla głowę i wypuszcza powoli powietrze.

– Trochę boli mnie głowa – mówi cicho.

Odstawiam kawę na bok i podchodzę do niego. Omiatam spojrzeniem całą twarz, najbardziej koncentrując się na oczach, które są utkwione w suficie. Niepewnie podnoszę dłoń i dotykam czoła. Wzdycham żałośnie, przeklinając w duchu swój egoizm.

– Masz gorączkę!

Szymon przenosi na mnie wzrok, uśmiechając się niemrawo.

– Na zewnątrz jest gorąco, to pewnie dlatego.

Mrużę gniewnie oczy i przesuwam dłoń na jego policzek, a potem szyję. Przełykam z trudem ślinę, zdając sobie sprawę, jak bardzo jest źle.

– Jesteś cały rozpalony!

Moje słowa nie robią na nim żadnego wrażenia. Ku mojemu niezadowoleniu jedynie wzrusza niedbale ramionami.

– Łyknę tabletki i możemy...

– Nic nie możemy – przerywam mu brutalnie. – Dostaniesz tabletki i masz się położyć.

Szymon odpycha się dłońmi od lodówki i próbuje mnie minąć, ale zastawiam mu przejście.

– Co ty wyprawiasz? – naskakuję na niego.

– Wracam do domu? – pyta zaskoczony. – Obiecuję, że wezmę coś na gorączkę, a potem położę się spać.

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Myślisz, że wypuszczę cię z mieszkania w takim stanie? – syczę. – Prześpisz się u mnie. Wystarczy godzinna drzemka, żebyś wrócił do żywych.

– Chyba pół–żywych – poprawia mnie.

Wywracam oczami.

– Musisz tak utrudniać?

Unosi kącik ust.

– Wpuścisz mnie do swojego łóżka?

– Tak – odpowiadam niepewnie.

Ponownie opiera się plecami o lodówkę i wzdycha.

– Czyli wystarczy być chorym, żeby...

Nie kończy, bo zatykam mu usta dłonią.

– Oszczędzaj siły – mówię twardo.

Obejmuje wolną dłonią mój nadgarstek. Dostrzegam błysk w brązowych oczach, a po chwili czuję gorące usta na swoich palcach. Rozchylam wargi, całkowicie zaskoczona.

– Dziękuję, że się o mnie troszczysz – szepcze.

W jego głosie słyszę tyle różnych rzeczy, że moje serce zaczynać mocniej bić.

On troszczył się o mnie, więc dlaczego ja miałabym nie zatroszczyć się o niego?

*

Opieram się ramieniem o framugę drzwi i wpatruję się w śpiącego Szymona. Leży na materacu, wtulony w moją poduszkę. Wiem, że ma na sobie same bokserki. Przygryzam wargę, próbując sobie nie wyobrażać jego umięśnionego ciała. Już sam fakt, że pozwoliłam mu spać w moim prowizorycznym łóżku...

Wzdycham cicho.

Widziałam, że był zmęczony. Nie mogę skłamać, że nie zauważyłam sińców pod jego oczami. Zaproponowałam mu drzemkę z własnej woli. Byłam i dalej jestem zaskoczona swoją propozycją, tak jak sam Szymon. Długo patrzył mi w oczy, aż ostatecznie pokiwał głową i zaczął się rozbierać. Szybko uciekłam do kuchni, nie chcąc kusić losu.

A teraz nie mam innego wyjścia, bo zbliża się północ. Powinien już dawno się obudzić i wrócić do domu, a jednak wciąż tutaj śpi. Nie mam serca go budzić. Przygryzam wargę, bo zastanawiam się, czy wtulenie się w niego podczas snu będzie coś znaczyło. Zawsze będę mogła zrzucić to na zbyt mocny sen.

Biorę głęboki wdech i cicho podchodzę do materaca. Nie odrywając oczu od Szymona, podnoszę cienką kołdrę i wsuwam się pod nią na bezdechu. Nie uważam swojego zachowania za zbyt mądre, bo powtarzam bez końca, że kończę z facetami. Ostrożnie kładę głowę na poduszce i przyglądam się spokojnej twarzy Szymona. Wygładzone czoło, rozwichrzone włosy oraz skóra bez zarostu tylko odejmują mu lat – wygląda jak przerośnięty nastolatek. Jego ciało zajmuje ponad połowę miejsca, więc cieszę się, że jestem drobna.

Uśmiecham się pod nosem, ale trwa to tylko chwilę, bo nagle przypominam sobie o przeszłości. Przypominam sobie o łzach, które przez niego wylałam i sercu, które złamał. Chcę wierzyć, że naprawdę zależało mu na moim szczęściu i wolał zwrócić mi wolność. Gorączkowo chwytam się tej myśli, bo w innym przypadku... znowu powielam własne błędy.

Przygryzam wargę i bardzo ostrożnie dotykam palcami gładkiego policzka. Gdy docieram do ust, słyszę głośne westchnięcie. Szymon wtula się mocniej w poduszkę, a ja zamieram. Moje serce bije jak szalone, ale na szczęście nic więcej się nie dzieje. Przesuwam wzrok na umięśnioną rękę leżącą na kołdrze. Wpatruję się dłużej w otwartą dłoń, rozważając splecenie naszych palców.

To przecież nic takiego. To tylko trzymanie się za rękę.

Jeśli absolutnie nic nie poczuję... Jeśli faktycznie moje serce się wyleczyło... Jeśli...

Niepewnie wsuwam dłoń w jego dłoń i czekam. Szymon odruchowo chwyta mnie mocniej, splatając nasze palce. Zaskoczona, wstrzymuję oddech, ale znowu nic się nie dzieje.

Czuję spokój. Ciepły, znajomy spokój.

Nieznacznie przysuwam się do Szymona, prawie dotykając czołem nagiej klatki piersiowej, i zamykam oczy. Wzmacniam uścisk naszych dłoni, nie myśląc o tym, co się stanie rano, gdy on obudzi się pierwszy. Nie myślę o niedalekiej przyszłości ani o moich urodzinach.

Myślę tylko o idiotycznej decyzji, jaką podjęłam po rozstaniu z Kubą.

Nie mogę skończyć z facetami, bo nie można wyrzucić z serca kogoś, kto tam był zawsze.

____

Szymon

Budzi mnie świeży, bardzo znajomy zapach. Chcę przetrzeć dłonią twarz, ale nagle orientuję się, że ktoś trzyma mnie za rękę. Ostrożnie podnoszę powieki, a moje spojrzenie pada na śpiącą Natalię. Jest tak blisko, że bez problemu mógłbym ją pocałować. Przełykam z trudem ślinę i przenoszę wzrok na nasze splecione dłonie. Ten widok jest zaskakujący. Staram się skupić i przypomnieć sobie moment, w którym razem zasnęliśmy, ale jedyne co pamiętam, to okropny ból głowy.

Ponownie zerkam na nasze splecione dłonie i nie robię nic więcej, postanawiając czekać na rozwój zdarzeń. Jestem ciekawy, czy Natalia będzie próbowała mnie obwinić, czy może wreszcie przestanie się okłamywać i przyzna, że nie jestem zwykłym chłopakiem, który jej pomaga, tylko kimś więcej.

Natalia zaczyna się niespokojnie poruszać, więc automatycznie zamykam oczy i uspokajam oddech.

Słyszę, jak głośno wciąga powietrze, ale długo nic nie robi. Wreszcie decyduje się na delikatne wyswobodzenie swojej dłoni. Robię wszystko, co w mojej mocy, żeby jej na to pozwolić. Porusza się prawie bezszelestnie, więc bardzo długo zwlekam z ponownym otwarciem oczu, a kiedy to robię, jej już nie ma w pokoju.

Obracam się na plecy i cicho wypuszczam powietrze z płuc.

Czuję wibracje poduszki, więc sięgam dłonią pod nią i wyciągam komórkę. Przeklinam bezgłośnie, widząc imię żony mojego brata. Zapomniałem o Tarze!

– Hej – mówię zaspany. – Przepraszam, Klara! Naprawdę przepraszam! Wczoraj miałem gorączkę i zasnąłem, a tak naprawdę miałem się tylko zdrzemnąć, jednak...

– Dlaczego mi się tłumaczysz? – pyta rozbawiona. – Gdybym się z kimś założyła, to z pewnością bym wygrała kupę pieniędzy! Wiedziałam, że pewnego dnia nie wrócisz do domu i zostaniesz u Natalii na CAŁĄ noc.

Zaciskam mocno powieki, bo nie podobają mi się sugestie Klary.

– Do niczego między nami nie doszło – mówię cicho, trochę podenerwowany. – Naprawdę miałem gorączkę i naprawdę spaliśmy. TYLKO spaliśmy.

– Jasne – kpi.

Wzdycham.

– Niedługo podjadę po Tarę.

– Nie musisz się spieszyć, chociaż poprawniej chyba byłoby „nie musicie", prawda? – W jej głosie dalej pobrzmiewa rozbawienie. – Tara lubi tu być, więc nie musisz biec na złamanie karku. Krzywda się jej nie dzieje, a Amelia ją uwielbia, o czym doskonale wiesz.

– Tak, wiem – rzucam bez przekonania. – Dzięki i jeszcze raz przepraszam!

– Nie masz za co, Szymon. Bawcie się dobrze! Pa!

Nie zdążam się nawet pożegnać, bo Klara pierwsza się rozłącza. Odkładam komórkę i przecieram twarz dłońmi, próbując przemyśleć dalszy tryb działania. Nie jestem przygotowany na to, co zastanę w kuchni, bo Natalia może być wściekła lub udawać, że nic się nie wydarzyło – żadna z tych opcji mi nie odpowiada.

Chcę otrzymać jasny komunikat bez zbędnego owijania w bawełnę.

____

Natalia

Skupiam się na pieczeniu omletów, próbując zmobilizować wszystkie zmysły, żeby zajęły się jedzeniem i ominęły Szymona oraz ostatnią noc.

Nerwowym ruchem macham drewnianą łopatką, ale omlet nie zamierza się obrócić. Przeklinam cicho i pomagam sobie wolną dłonią. Syczę cicho z bólu, bo oczywiście dochodzi do lekkiego poparzenia. Wsuwam opuszki palców do ust, ale dalej piecze.

Trzymaliśmy się za dłonie całą noc. CAŁĄ NOC. Wiem, że to moja wina, bo sama postanowiłam przekroczyć granicę, którą sama wyznaczyłam – idiotyzm. Nie mam żadnego argumentu, więc jeśli Szymon przebudził się i coś zauważył, to mam przerąbane. Będzie jeszcze bardziej obstawiał przy swoim.

Słyszę kroki, a moje ciało automatycznie się spina.

– Hej – mruczy Szymon, podchodząc do mnie.

Kątem oka zerkam na jego ciało i oddycham z ulgą, zdając sobie sprawę, że jest w pełni ubrany. Widocznie nic nie zauważył w nocy – lepiej dla mnie.

– Cześć – odpowiadam, próbując udawać rozluźnioną. – Zaraz śniadanie będzie gotowe.

– Dlaczego mnie nie obudziłaś?

Zamieram, ale się nie odwracam.

– Musiałeś być bardzo zmęczony, więc pozwoliłam ci się wyspać. To chyba nic złego?

Szymon staje za moimi plecami. Zaczynam szybciej oddychać, czując przyjemne ciepło bijące z jego ciała. Łapię mnie za nadgarstek i zmusza do odłożenia patelni na inny palnik, a wolną dłonią przekręca pokrętło. Wpatruję się w czarną płytę, na daremno próbując uspokoić rozszalałe serce. Jęczę z rezygnacją, gdy Szymon splata nasze dłonie, a jego usta dotykają mojego częściowo odsłoniętego barku.

– Dziękuję.

Nie mówi nic więcej i chyba nawet nie musi.

Nie wyrywam się i nawet nie zamierzam komentować jego zachowania, tylko ściskam mocniej jego ciepłą dłoń.

Koniec kończenia z facetami.

____

Szymon

Dzisiaj wyjątkowo pracuję z Krzyśkiem. Między nim i Mają musi być dużo lepiej niż wcześniej, skoro ma tyle energii do pracy i zaraża nią swoich pracowników. Nie potrafię przestać mu się przyglądać, gdy przerzuca kolejne kartony z częściami do łazienek. Wymyślił sobie nowy układ magazynu, więc od kilku dni nie robimy nic innego niż porządki.

Nagle Krzysiek się prostuje i obraca w moją stronę.

– Co jest? – pyta, poprawiając robocze rękawiczki.

– Jesteś pełen energii – odpowiadam niepewnie.

Wzrusza niedbale ramionami.

– Kierownik nie jest od siedzenia na tyłku i wydawania „rozkazów", wiesz? – Próbuje być zabawny, ale zauważam coś niepokojącego w jego spojrzeniu. – Nie będę też ukrywał, że chcę mieć na ciebie oko, bo chociaż oficjalnie nie jest to ogłoszone, to uważam cię za swojego zastępcę. – Uśmiecha się w dziwny sposób. – Świetnie sobie poradziłeś, gdy mnie nie było. Dziękuję ci za to.

Kiwam powoli głową.

– Nie było łatwo, ale dziękuję za docenienie.

Krzysiek otwiera usta i szybko je zamyka, a potem kręci głową.

– Będę tego żałował – mówi cicho. – Na pewno będę.

Marszczę czoło.

– Czego?

Wzdycha i wbija we mnie oskarżycielskie spojrzenie.

– Chciałbym wierzyć żonie, że nie zależy ci na Natalii i jej szczęściu, ale nie potrafię. – Wzdycha. – Wiem, że pomagasz Natalii przy remoncie. Wiem też, że ona tu bywa, bo Karolina przyszła do mnie od razu po moim powrocie, żeby zdać pełną relację z tych „spotkań". – Prycha cicho. – Rozmawiałem też z Wojtkiem i Mileną. W teorii powinienem zrobić ci kazanie na temat nieodpowiedniego zachowania w miejscu pracy, ale tego nie zrobię.

Nie wiem, co mam na to powiedzieć, więc milczę.

Krzysiek przygląda się uważnie mojej twarzy, aż nagle jego spojrzenie łagodnieje.

– Powiem więcej: Natalia ma w piątek urodziny. Wiem też, że pracujesz do późna, ale myślę, że sklep nie upadnie, gdy zabraknie tego wieczoru jednego pracownika.

Przeczesuję dłonią włosy, nie mogąc uwierzyć, że Krzysiek idzie mi na rękę i to ze względu na Natalię.

– Jesteś tego pewien? – upewniam się.

Kiwa głową.

– Uważam, że powinieneś tam być.

Z jednej strony jestem wdzięczny, ale z drugiej przypominam sobie o Natalii i naszej porannej niby–rozmowie. Staliśmy przy kuchence i trzymaliśmy się za ręce. Nie powiedziała o swoich urodzinach. Jestem u niej tak często, że miała mnóstwo okazji, a jednak...

– Widzę po twojej minie, że ci nie powiedziała – odzywa się Krzysiek, nie ukrywając zaskoczenia. – Nie przejmowałbym się tym, bo na tych urodzinach pewnie będzie jej bliska rodzina. Każdy wie, że poznanie rodziny to wielka sprawa, więc na pewno nie chce cię do niczego zmuszać.

Zmuszać?

Przypominam sobie o naszej ostatniej rozmowie przed rozstaniem. Prosiła, żebym pojechał z nią do siostry, ale tego nie zrobiłem. Wtedy jej powiedziałem, że nie jesteśmy nawet razem, chociaż byliśmy... Nie pozwalam myślom brnąć dalej, tylko potrząsam głową.

– Widocznie ma swoje powody, aby mnie nie zapraszać – rzucam z udawaną lekkością. – Nie będę podważał jej decyzji w tej kwestii.

Krzysiek mruga.

– Podważać? – pyta zaskoczony. – Jestem pewien na dziewięćdziesiąt dziewięć procent, że twoja obecność ją ucieszy.

– A ten jeden procent?

– Nigdy nie można być niczego pewnym, prawda? – Uśmiecha się do mnie szeroko. – Nie zastanawiaj się zbyt długo, tylko po prostu wpadnij.

Biorę głęboki wdech i kiwam głową.

– Przemyślę to.

– Tak, jak już powiedziałem, nie zastanawiaj się zbyt długo – powtarza. – A teraz wracajmy do pracy, bo mam w planach ogarnięcie tego burdelu do końca tygodnia. Już mówiłem Milence, że będzie potrzebna dodatkowa inwentaryzacja, skoro znaleźliśmy kilka źle skatalogowanych produktów.

Nie odzywam się, tylko spinam mięśnie, łapię najbliższy karton i wrzucam go na półkę.

Wyrzucam z głowy Natalię i jej urodziny, bo nie wiem, co mam o tym myśleć. Chcę tam być, ale nie mam pewności, czy ona również tego chce.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5650 słów i 33289 znaków.

3 komentarze

 
  • Paula92

    Jak zawsze świetnie napisane. Kiedy myślisz że pojawi się następna część ? Ile przewidujesz jeszcze rozdziałów? Życzę dużo weny :smile:

  • elorence

    @Paula92 dziękuję ❤ Kryzys pisarski trwa... :( Ale myślę, że w piątek się pojawi rozdział :) A jeśli chodzi o przewidywaną ilość rozdziałów... rozpiska mówi, że jeszcze ok. 10, ale rozpiska zazwyczaj kłamie 😅

  • Mała Mi

    @elorence który piątek miałaś na myśli? 😅

  • elorence

    @Mała Mi z piątku zrobiła się sobota 😂 To tylko jeden dzień poślizgu :) Ale teraz nie wiem, kiedy będzie kolejny :(

  • Convallaria

    Ludzie ogólnie mają problem z mówieniem o swoich uczuciach i odczuciach. Nie rozmawiają o tym a jeśli już to bardzo rzadko. O ile byłoby prościej i mniej komplikacji gdyby udało się to zmienić. Tutaj w opowiadaniu ale także w realnym życiu.

  • elorence

    @Convallaria 90% problemów można rozwiązać rozmową - ja to stosuję i się sprawdza. chociaż nie zawsze, bo to już zależy od ludzi, z którymi przebywam. Ogólnie nie potrafię pójść spać, jeśli jestem z kimś pokłócona. Zawsze próbuję od razu porozmawiać i znaleźć rozwiązanie. Ale z drugiej strony... wiele książek by w ogóle nie powstało 😀

  • Mała Mi

    Bardzo mi się podobał ten rozdział, nawet się uśmiechałam czytając go, znaczy że było pozytywnie ;) dobrze, że Natalia kończy konczenie z facetami :D

  • elorence

    @Mała Mi ogromnie się cieszę! ❤