Za mało - Rozdział 29

Natalia

Mieszam kawę, zastanawiając się, czy powinnam w ogóle wspominać Szymonowi o swoich urodzinach. Nie chcę go do niczego zmuszać, a przebywanie wśród mojej rodziny oraz przyjaciół mogłoby nie być dla niego zbyt komfortowe.

Pocieram dłonią czoło ze zdenerwowania, bo dobrze wiem, dlaczego jestem przeciwna. Kiedy ostatnim razem proponowałam mu spotkanie rodzinne... rozstaliśmy się. Od wspólnej nocy minęły dwa dni i chociaż się nie widzieliśmy, to wymieniliśmy kilka wiadomości. Przez ten krótki czas nie odczułam, żeby coś było nie tak. Mam nawet wrażenie, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tak bardzo nie chcę tego zniszczyć... Nie chcę już niczego żałować.

Upijam łyk kawy i odwracam się, bo słyszę głosy. Do kuchni wchodzi Basia i Ania. Zamierają na krótką chwilę, uważnie mi się przyglądając. Unoszę brwi, a one uśmiechają się do mnie bardzo delikatnie.

– Super, że masz dobry nastrój – odzywa się Basia.

– Przynajmniej atmosfera w pracy się rozluźni – dorzuca drwiąco Anka, chociaż na twarzy ma wciąż uśmiech. – Nie wiemy, co się wydarzyło między tobą a Kubą, ale dobrze cię widzieć w lepszym humorze.

I nagle już rozumiem. Odstawiam na chwilę kubek, obracając się plecami do dziewczyn, i dotykam ust. Z wrażenia wstrzymuję powietrze.

Uśmiecham się. Boże.

– Spotykasz się z kimś? – pyta Ania.

– Nie bądź wścibska – ruga ją Basia.

– Przecież to neutralne pytanie! Nie pytam o ślub czy dzieci!

Zerkam na dziewczyny przez ramię.

– Mam dobry dzień – odpowiadam wymijająco. – Żaden facet nie ma z tym nic wspólnego – kłamię, doskonale wiedząc, że mój uśmiech jest zasługą Szymona.

Anka mruży oczy.

– Ciągle siedzisz na telefonie i cały czas się do niego uśmiechasz. – Przewraca oczami. – No i nie potrafisz kłamać.

Biorę kubek i mijam dziewczyny, kręcąc głową z niedowierzaniem.

– Powinnyście pracować w jakimś biurze śledczym – rzucam mimochodem. – Pomyślcie o tym.

– Czyli nic nam nie powiesz? – pyta zaskoczona Ania.

– Nie, absolutnie nie.

Wychodzę z kuchni z dziwnym uczuciem. Przypominam sobie o słowach Kuby, bo kiedyś zarzucił mi, że dzielę się swoim życiem prywatnym z wieloma osobami, które niekoniecznie zasługują na zaufanie. Chociaż wolałabym tego nie robić, to muszę mu przyznać rację. Publiczne uzewnętrznianie się miało bardzo negatywny wpływ na moje życie.

Pozostała tylko kwestia facetów. W tym przypadku też mogłabym przyznać rację Kubie, ale sam próbował na mnie tych samych podłych sztuczek, co inni faceci. Chciał, żebym była tylko jego – dosłownie i w przenośni, a przecież nie można mieć nikogo na własność.

Mam cichą nadzieję, że Szymon...

Zaciskam palce na kubku i wzdycham ciężko, skręcając w stronę mojego biurka.

Otwieram laptopa, wpisuję hasło i prawie dostaję zawału, widząc ilość nowych e–maili. Gdzieś pomiędzy nimi dostrzegam znajomą nazwę redakcji. Zaciskam zęby, nie wierząc, że jestem aż tak dobra, żeby nie potrafili odpuścić po dwóch odmowach. Kuba musiał maczać w tym palce – nie ma innej opcji. Nie czuję się lepiej z tą świadomością.

Próbuje mnie zmusić do kontaktu? Tęskni? Nie może po prostu zadzwonić? I tak bym nie odebrała, ale dlaczego wykorzystuje redakcję? I dlaczego oni w ogóle się na to godzą? Czy dla nikogo nie wydaje się to podejrzane i... niepokojące?

Odrzucam włosy na plecy, prostuję się na krześle i odpisuję po raz trzeci, że bardzo dziękuję za ofertę, ale nie jestem zainteresowana. Gdy klikam „wyślij", czuję tylko chwilową ulgę. Jeśli trzecia odmowa nie podziała, do czego posunie się Kuba? I co zrobi, gdy dowie się o mnie i Szymonie? Nie jesteśmy w oficjalnym związku, ale przecież nie ma sensu już kłamać, że nic nas nie łączy.

Sięgam po komórkę i uśmiecham się pod nosem, widząc powiadomienie o wiadomości od Szymona.

– Komórka – syczy Karolina.

Podskakuję na krześle, łapiąc się za serce, ale nikogo już nie ma przy moim biurku. Oglądam się przez ramię i widzę niezadowoloną Karolinę, która stoi niedaleko, przerzuca dokumenty i posyła w moją stronę serię spojrzeń pełnych wyrzutu. Nie do końca je rozumiem, bo wyrabiam się z pracą. Z informacji, które przekazał mi Marek, wzrosła liczba wyświetleń moich przepisów i nawet kilka restauracji napisało do mnie z prośbą o zrecenzowanie ich menu.

Moje serce zaczyna niespokojnie bić, gdy przypominam sobie o ofertach tej przeklętej redakcji. Czy ktoś poinformował o tym Karolinę? Blednę. Nie wierzę, że Kuba sięgnąłby po tak mocne środki i chciał zrujnować moją karierę, która dopiero zaczęła się rozkręcać. Nie, nie, nie. Nie mógłby. Na pewno nie. To przecież Kuba!

Mój Kuba.

Przesadnie wzdycham i obracam głowę z powrotem w stronę laptopa. Chyba najlepiej będzie, jeśli porozmawiam o tym osobiście z Karoliną. Pokażę jej maile i moje odpowiedzi. Ukrywanie czegoś takiego może mi tylko zaszkodzić, a na to nie mogę sobie pozwolić, tym bardziej gdy mam na głowie nowe mieszkanie, kredyt i inne problemy. Nie chcę dopisywać do tej listy pracy, bo tę akurat lubię i nie zamierzam zmieniać.

Przez chwilę rozważam przedyskutowanie tego z Szymonem, ale boję się jego reakcji. Nie chcę wywierać na nim żadnej presji, niczego przyspieszać... Jest tak dobrze, że głupia wzmianka o Kubie może to popsuć.

Sięgam po kubek z kawą i wypijam ją prawie duszkiem.

Obiecuję sobie, że porozmawiam z Karoliną w poniedziałek.

____

Szymon

Tara patrzy na mnie krzywo. Zagryzam wewnętrzną część policzka, żeby nie roześmiać się na widok jej niezadowolonej miny. Czerwona kokarda na jej szyi wygląda całkiem fajnie, ale chyba tylko ja tak uważam. Kucam i klepię Tarę po grzbiecie.

– No weź, przecież nie umrzesz od tego – tłumaczę jej. – Natalia ma urodziny, więc chyba przecierpisz jeden dzień?

Jej mina mówi, że nie wycierpi ani sekundy. Tłumię śmiech.

– Nie tylko ty się będziesz męczyć – dorzucam, wskazując na siebie. – Ja włożę koszulę, wiesz? Chyba możemy się tak poświęcić, co?

Zero reakcji, nawet jednego szczęknięcia.

– Ale jaki ty widzisz problem? – Wsuwam trzy palce pod wstążkę, co daje mi jasno do zrozumienia, że Tara się nie udusi. – Możesz oddychać, nie krępuje ci ruchów, fajnie wyglądasz. Same plusy.

Wpatruję się w psa bardzo długo, ale najwidoczniej wzięła mnie na przetrzymanie, bo dalej nie reaguje. Nagle Tara zmienia taktykę, bo zaczyna na mnie patrzeć wzrokiem zbitego psa. Znowu powstrzymuję śmiech.

– To nic nie da, wiesz?

Wzdycham ciężko i wstaję.

– Idę nakarmić pająki, skoro masz zamiar udawać obrażoną.

Odpowiada mi cisza, którą po chwili przerywa ciche skomlenie. To chyba protest, bo dalej nie do końca zaakceptowała moją sympatię do tych stworzeń. Wchodzę do sypialni, całkowicie ignorując coraz głośniejsze wycie i podchodzę do terrariów. Wszystkie wyglądają na puste, bo oczywiście pająki postanowiły się schować, jakbym nie był godzien ich towarzystwa – nic nowego. Z nadzieją zaglądam do Smitiego, licząc, że chociaż on postanowi wyjść ze swojego gniazda, ale niestety... nawet on ma mnie dzisiaj gdzieś. Wiem, że świerszcze spełnią swoją rolę i wywabią pająki, ale...

Chyba zaczynam za bardzo analizować relację człowiek–pająki. Wcześniej nie miałem problemu z ich samotniczym trybem życia, bo sam taki prowadziłem. Przez ostatnie dwa lata dużo się zmieniło i chyba sam również się zmieniłem. Zacząłem łaknąć towarzystwa innych. Klara i Amelia – z Tarą na czele – potrafiły oderwać moje myśli od wielu przykrych spraw, ale ciągle odczuwałem przedziwną pustkę. Teraz powoli znika. Znam powód. Nosi imię drobnej kobiety, której nie potrafię wyrzucić z głowy.

Dalej nie podjąłem ostatecznej decyzji w sprawie jej urodzin. Dzisiaj będziemy malować jej sypialnię, więc jestem bardzo ciekawy, czy będzie chciała mnie widzieć w piątek. Jeśli przemilczy... nie wiem, naprawdę nie wiem, co z tym zrobię.

____

Natalia

Staram się skupić na ruchach wałka, bo Szymon wygłosił dziesięciominutowe kazanie na temat poprawnego malowania. Wtedy jeszcze miał na sobie koszulkę, więc mogłam się skupić, ale ściągnął ją godzinę temu i... wszystko zaczęło mnie rozpraszać. Muzyka wydaje się za głośna, słońce świeci za mocno, zapach farby drażni mój nos. Pootwieraliśmy okna w całym mieszkaniu, co podniosło tylko temperaturę we wszystkich pomieszczeniach – szczególnie w sypialni. Na dodatek brak wiatru sprawia, że moja bluzka – choć szeroka – klei się do mojego ciała. Mam pod spodem stanik sportowy na cienkich ramiączkach, ale nie mam ochoty w nim paradować. Zerkam przez ramię i wzdycham cicho, chłonąc spojrzeniem szerokie plecy Szymona.

Zamykam oczy na parę sekund, upominam się w myślach i wracam do malowania. Zaciskam tak mocno palce na rączce wałka, że już nie czuję dłoni. Skupiam się na wykonywanej czynności najlepiej jak potrafię. Odpycham zboczone myśli, bo Szymon na pewno w tej chwili nie myśli o rozebraniu mnie... Wypuszczam cicho powietrze. Może on nie myśli o tym, ale ja już tak. Nie powinnam, ale nie chcę być spocona bardziej niż to konieczne. To głupie, bo przecież to remont. Trudno wyglądać dobrze, babrając się w farbie i machając wałkiem.

Moja cierpliwość kończy się w momencie, gdy zahaczam końcówką rączki o koszulkę, przez co prawie upuszczam wałek. Przeżywam mały zawał i od razu sprawdzam ścianę, olewając fioletowe krople na moich odsłoniętych nogach. Przekładam wałek do jednej ręki i nieporadnie pozbywam się koszulki, na koniec rzucając ją na najbliższe krzesło, które też jest opryskane farbą.

– Jeśli jest ci za ciężko, to pomaluj wnękę przy oknie – odzywa się Szymon. – Sam skończę ściany.

Obracam się w jego stronę, wolną dłonią podpierając się pod bok. Patrzymy na siebie przez krótką chwilę, bo mój biust okazuje się lepszym miejscem do obserwacji. Czuję ciepło napływające do policzków, ale nie ruszam się nawet o centymetr. Moje szerokie biodra zakrywają za duże spodenki, więc czuję się optycznie wyszczuplona. Otwieram szerzej oczy, gdy widzę, że Szymon odkłada swój wałek i podchodzi do mnie. Robię wszystko, żeby tylko nie spojrzeć na jego klatkę piersiową i brzuch, bo to widok, który mógłby mnie jeszcze bardziej rozproszyć, a w tym momencie to ostatnia rzecz, jakiej chcę.

– Wyglądasz na zmęczoną – stwierdza.

Kręcę energicznie głową.

– Nikt nie mówił, że remont to leniuchowanie. – Wzruszam niedbale ramionami, chociaż walczę z ochotą sięgnięcia dłonią do włosów. – Ściany same się nie pomalują.

– Jeśli przesadzisz, to jutro będziesz mieć zakwasy – tłumaczy jak dziecku. – Twoje ciało nie jest przystosowane do takiego wysiłku, dlatego...

– Słucham? – przerywam mu, unosząc brew. – Świetnie sobie radzę.

– Faktycznie – drwi. – Dlatego twoja sypialnia jest malowana drugi raz w przeciągu miesiąca, tak?

Mrużę groźnie oczy.

– Wiedziałam, że mi to wypomnisz! – Dźgam go palcem w pierś. – To. Nie. Jest. Miłe.

Szymon łapie mnie za ramiona i delikatnie je ściska. Po chwili dokładnie to samo robi z moimi rękami. Pozwalam mu na to, chociaż każdy jego dotyk wywołuje przyjemne ciepło w dotykanych miejscach.

– Jesteś spięta – mówi rozbawiony. – Przestań grać bohaterkę i przyznaj się, że jesteś wykończona.

Mrugam, bo orientuję się, że stoimy bardzo blisko siebie. Na dodatek moja dłoń spokojnie leży na jego klatce piersiowej. Chcę ją zabrać, ale Szymon nakrywa ją swoją i dociska. Moje serce tłucze się w piersi jak szalone. Wyczuwam pod palcami, że jego bije w podobnym tempie. Powinnam czuć się zaniepokojona, zamiast tego... ciepło z mojego ciała zaczyna spływać do mojego podbrzusza.

– To jak będzie? – pyta, przysuwając się bliżej.

Przez ułamek sekundy patrzy na moje usta, a potem jego wzrok opada niżej. Wiem na co patrzy, ale nie potrafię oderwać oczu od jego twarzy. Podoba mi się kształt jego brwi, gładkie policzki, szeroka szczęka i miękkie usta, za którymi zaczynam tęsknić. Szymon powoli podnosi wzrok. Wyjmuje z mojej dłoni wałek i rzuca go na ziemię. Chcę zaprotestować, ale nagle obejmuje dłonią moje biodro i przyciąga do siebie. Nie wiem, co mam zrobić z wolną ręką, więc zaciskam ją w pięść, bo przecież go nie obejmę.

– Nie odpowiedziałaś – wytyka mi, zniżając ton głosu.

Otwieram usta, ale szybko je zamykam. Nie wykrztuszę z siebie choćby jednego słowa.

Boże, chcę go pocałować.

____

Szymon

Znam to spojrzenie. Chce mnie pocałować. Ja również chcę, ale jeśli inicjatywa wyjdzie ode mnie... nie będę w stanie powstrzymać się od innych rzeczy. Wspólny prysznic powinien załatwić sprawę, ale Natalia nie jest na to gotowa. Widzę, jak ze sobą walczy. Stara się nie patrzeć na moje usta, a za każdym razem, gdy to robi, przygryza dolną wargę – prawdopodobnie zupełnie nieświadomie, co dodatkowo mnie nakręca. Przesuwam dłoń wyżej i czuję, jak drży. Jej brzuch jest ciepły, trochę mokry od potu. Obrysowuję palcami strukturę wystających żeber, a następnie przesuwam dłoń jeszcze wyżej. Dotykam palcem wskazującym brzegu stanika. Natalia wciąga powietrze, ale nie protestuje, dlatego wsuwam kciuk pod cienką gumkę.

To już dla mnie za dużo, powinienem się wycofać, jednak chyba w pewnym stopniu jestem masochistą, bo przyciągam Natalię jeszcze bliżej. Przenoszę jej dłoń z mojej klatki piersiowej na szyję i z satysfakcją obserwuję, jak ciężko oddycha.

– Dalej nie odpowiedziałaś – przypominam, nachylając się nad jej twarzą. Powinienem już odpuścić, ale przesuwam granicę trochę dalej. Obejmuję dłonią jej kark i głaszczę kciukiem kącik jej ust. – Rozumiem, że to milczące przyznanie mi racji?

Nie odpowiada. Pochylam się jeszcze bardziej i delikatnie pocieram nosem jej zaróżowiony policzek. Wzdycha cicho, przekręcając głowę tak, że nasze usta prawie stykają się ze sobą. Pocałowanie jej odwlekam w czasie, bo chcę, żeby zrobiła to pierwsza. Wtedy uznam to za zielone światło dla mnie i moich natarczywych myśli.

____

Natalia

Mój mózg chyba się wyłączył.

Nie jestem w stanie się poruszyć, bo moje ciało odmawia mi posłuszeństwa. Wciąż boleśnie zaciskam dłoń, bo mam ogromną ochotę zarzucić ją na szyję Szymona, przyciągnąć go bliżej i pocałować. Ale nie tak zwyczajnie pocałować. Chcę więcej. Chcę, do cholery, o wiele więcej.

Wspomnienia zalewają moją głową i nawet nie próbuję ich powstrzymać. Było nam dobrze w łóżku. Szymon też lubił seks. Nigdy mi nie odmówił i nie dawkował bliskości. Pod tym względem byliśmy idealnie dopasowani. Sama myśl, że po mnie nie miał żadnej innej kobiety... Jestem zbyt nakręcona, dlatego walczę z chęcią pocałowania go. Nie skończy się na tym. Nie pozwolę mu skończyć na całowaniu. Będę chciała więcej.

Głuche uderzenie sprawia, że mrugam nerwowo i odskakuję od Szymona. Rozglądam się nerwowo po sypialni, a mój wzrok zatrzymuje się na przewróconym krześle. To jakaś złośliwość rzeczy martwych, czy co?

– To tylko krzesło – odzywa się rozbawiony Szymon.

Biorę głęboki wdech i odwracam się do niego plecami.

– Wracajmy do malowania – mówię, próbując uspokoić serce, jednocześnie rozglądając się za porzuconym wałkiem.

Szymon nagle obejmuje mnie ręką w pasie i przyciąga do siebie. Dotykam plecami jego klatki piersiowej, ale nie protestuję w niecierpliwym oczekiwaniu na ciąg dalszy. Odsuwa moje włosy z karku, a dosłownie sekundę później czuję na skórze jego ciepłe usta. Szybko zdaję sobie sprawę, że to jest dopiero początek. Dłoń Szymona jakimś cudem znowu dotyka mojego stanika. Wciągam powietrze do płuc, gotowa na kolejną torturę, ale czuję jedynie ciągnięcie materiału. Zerkam w dół i widzę, że moje piersi są teraz bardziej widoczne.

– Odpowiedni strój to podstawa – szepcze. – Wnioskowałbym o wyrównanie szans, ale raczej się na to nie zgodzisz. - Ciepły oddech przyjemnie łaskocze moją skórę. – Przynajmniej nie w tym momencie – dodaje ciszej i całuje mnie krótko w kark. – Teraz możemy wracać do malowania.

Odsuwa się ode mnie, a z moich płuc ulatuje całe wstrzymywane powietrze. Chcę się obrócić i na niego spojrzeć, ale boję się, że całkowicie oszaleję i przekroczę graniczę.

Miałam tylko skończyć z kończeniem z facetami. Nie było mowy o pójściu z jakimkolwiek do łóżka.

*

Kartkuję przepiśnik i próbuję skupić się na rozmowie z Hanią, którą od piętnastu minut próbuje mnie przekonać, że białe zasłony będą dobrze wyglądać w mojej sypialni.

– Białe firanki, białe zasłony, biały sufit... Może jeszcze biała pościel? – przedrzeźniam ją.

– A pytałaś już o zdanie Szymona?

Głos więźnie mi w gardle. Po wczorajszej akcji zachowywaliśmy się tak, jakby nic się nie stało, bo w istocie dokładnie tak było. Staliśmy blisko siebie, dotykaliśmy się i w sumie tyle. Po części jestem z siebie dumna, bo stara ja już dawno rzuciłaby się na niego i zaciągnęła do łóżka. Szymon również mnie zaskoczył, chociaż jego zachowanie przypominało prowokację, na którą się nie nabrałam.

– Dlaczego mam pytać go o zdanie?

– Bo pomaga ci w remoncie? – Hania brzmi na rozbawioną. – Dużo czasu spędza w twoim mieszkaniu, więc pewnie podejmujecie decyzje razem. Nie wyobrażam sobie ciebie w roli dyktatorki, która tylko pokazuje palcem, co jeszcze trzeba zrobić, chociaż... Nie wiem, może lubicie ten rodzaj...

– Dość – przerywam jej, zatrzaskując z hukiem przepiśnik. – Lepiej pomóż mi w wyborze ciast, skoro chcecie tak tłumnie mnie odwiedzić – rzucam sarkastycznie. – Powinniście najpierw zapytać, czy w ogóle chcę świętować swoje urodziny.

– Po pierwsze: są twoje urodziny. Po drugie: to będzie pierwsza impreza na twoim nowym mieszkaniu. Po trzecie: chcę poznać Szymona.

Wzdycham ciężko, rozmasowując dłonią czoło.

– Nie zaprosiłam go.

– Że co?

– Nie zaprosiłam go – powtarzam sfrustrowana. – Będą rodzice, ty, Kamil, Kacper, Maja, Krzysiek i Tomek, czyli moja rodzina i bliscy przyjaciele. Pojawienie się Szymona... – Zamykam na chwilę oczy. – Jego obecność jest raczej niewskazana, chociażby ze względu na Maję, która go nie trawi. Jak już wspomniałaś, to moje urodziny, więc nie zamierzam uczestniczyć w żadnych awanturach.

– Nie zaprosiłaś go ze względu na przyjaciółkę, która cały czas podważa twoje decyzje? – pyta zaskoczona Hania. – Czy to nie brzmi głupio i absurdalnie?

– My... – urywam i biorę głęboki wdech. – Między nami zaczyna się coś dziać. Nie chcę zapeszać, ale... – Wzdycham. – Idzie nam całkiem nieźle, wiesz? A Maja bywa nieprzewidywalna. Od jakiegoś czasu jest strasznie czepliwa i nie potrafi ugryźć się w język. Nie chcę się znowu zastanawiać, czy decyzja, jaką podjęłam, jest właściwa.

– A jaką decyzję podjęłaś? Bo skoro mówisz, że coś się między wami dzieje, to oznacza, że wreszcie odpuściłaś sobie kończenie z facetami. Dobrze rozumiem, tak?

– Dokładnie – przyznaję niechętnie. – Szymon nie dał mi wyboru – dorzucam żartobliwie.

– Wygląda na to, że bardzo mu zależy – mówi ostrożnie. – To bardzo dobry znak.

Odchylam się na krześle.

– Dlaczego nie jesteś przeciwna?

Hania parska śmiechem.

– Mam cię rugać za to, że chcesz być szczęśliwa? – pyta rozbawiona. – Szymon cię zranił, ale to było dawno temu. Ludzie się zmieniają. No i najważniejsza kwestia, nie mogę mówić, co bym zrobiła na twoim miejscu, bo nie przeżyłam tego samego. Nie wiem, jak mocno go kochałaś, jak bardzo cię zranił... Powiedział, że żałuje. Pomógł ci, gdy tego potrzebowałaś. Teraz również pomaga. – Wypuszcza głośno powietrze. – Trudno mieć o nim złe zdanie, wiesz? Dlatego liczyłam, że wreszcie poznam go na twoich urodzinach i wyrobię sobie własne zdanie.

Zawieszam wzrok na przepiśniku, czując coś dziwnego w klatce piersiowej.

– Zaczynam coś do niego czuć – wyznaję szczerze.

– Ale nie poszliście jeszcze do łóżka?

Uśmiecham się pod nosem.

– Nie, ale było blisko. Wczoraj... trochę nas poniosło. – Opieram łokieć na stole i zakrywam dłonią twarz. – Chociaż trudno mówić, że kogokolwiek poniosło, bo nawet się nie pocałowaliśmy, ale byliśmy na dobrej drodze, żeby skończyć w łóżku.

– Wow – podsumowuje Hania. – To w sumie może dobrze, że go nie zaprosiłaś.

Przewracam oczami, słysząc jej śmiech.

– Bardzo zabawne – kpię. – Chyba oboje nie chcemy niczego przyspieszać.

– Po prostu się boicie – stwierdza.

Otwieram szeroko oczy.

– Boimy? Niby czego?

– Ty się boisz, że cię zrani, a on boi się, że to nieświadomie zrobi. To słodkie i... głupie, wiesz? Bo niezależnie od tego, co zrobicie, przesuwacie w czasie coś nieuniknionego. Jeśli nie będzie wam dane być razem, to nie będziecie razem. To samo w odwrotnym przypadku. Ot co, cała filozofia.

– Brzmi... prosto.

– I jest proste – potwierdza. – Im bardziej będziecie analizować waszą relację, tym będzie gorzej. Napięcie seksualnie jest fajne, ale tylko do pewnego momentu. Za pewną granicą podniecenie znika i zastępuje je frustracja.

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– To niczego nie zmienia, bo nie zaproszę go na swoje urodziny.

– A on o tym wie? – drąży.

– Nie, więc mam problem z głowy – odpowiadam z ulgą. – Nie potrafiłabym mu wyjaśnić, dlaczego nie chcę go widzieć w gronie rodziny i przyjaciół.

– Mogłoby go to zaboleć.

– Dlatego dobrze, że jest niczego nieświadomy. I koniec tematu, bo zaczynam odczuwać stres. – Odruchowo łapię się za brzuch, bo nerwy skręcają mój żołądek. – Jakie ciasta mam upiec? Czy czekoladowe ciasteczka wchodzą w grę, bo chyba ostatnio ograniczacie słodycze Tomkowi, prawda?

– Ograniczamy, bo całkowicie olał obiady – wyjaśnia. – Ma niecałe dwa latka i dentystka jest bardzo niezadowolona z jego stanu uzębienia. Chciałam dopytać, o jakim uzębieniu mówi, ale Kamil tylko ścisnął mnie za rękę i posłał to swoje „spojrzenie".

Parskam śmiechem.

– Może warto zmienić dentystkę? – podsuwam.

– Już to zrobiliśmy, bo nie wyobrażam sobie trzymać dziecka z daleka od słodyczy. To tylko dziecko. Wiadomo, w tej chwili ma zakaz, bo nie chce jeść obiadów, ale gdy wszystko wróci do normy, to przecież nie będę przed nim chować czekolady i innych rzeczy.

– Maja pewnie by to zrobiła.

– Pozwól, że nie wypowiem się na ten temat – mówi wkurzona Hania. – Nasze sposoby na wychowanie dziecka są bardzo... różne. Mam tylko nadzieję, że nie poruszy kwestii wychowania, gdy będziemy siedzieć przy jednym stole.

Wzdycham cicho.

– Nie poruszy, bo Krzysiek jej raczej na to nie pozwoli.

– Przynajmniej ma dobrego męża – rzuca kwaśno.

Czuję ucisk w piersi, bo doskonale wiem, jak moi przyjaciele byli blisko rozwodu. Gdyby zachowanie Krzyśka z tamtej imprezy ujrzało światło dzienne... Maja z pewnością wystąpiłaby o rozwód, przy okazji zabierając ze sobą Kacperka. Odpycham od siebie nieprzyjemne wspomnienia z rozmowy z Krzyśkiem. Doskonale pamiętam udręczony wyraz jego twarzy, gdy mówił, że żałuje, ale to niczego nie zmieniało. Mai nie obchodziłby jego żal. Gdybym była na jej miejscu... pewnie i sama bym miała w nosie czyjkolwiek żal. Zdrada psychiczna jest równie zła, co zdrada fizyczna. Dla żadnej z nich nie ma dobrego wytłumaczenia.

Odchrząkuję, bo zdaję sobie sprawę, że milczę zbyt długo.

– Prawda – mówię szybko. – To jakie ciasta? – pytam zniecierpliwiona.

– A mogłabyś podyktować te z twojego przepiśnika? Byłoby mi łatwiej wybrać, bo uwielbiam wszystkie twoje wypieki.

Przewracam oczami.

– Jesteś bardzo pomocna – kpię.

Odpowiada mi śmiech.

– Polecam się na przyszłość!

Nie komentuję tego, tylko otwieram przepiśnik i zaczynam recytować listę ciast.

____

Szymon

Natalia nie zaprosiła mnie na urodziny.

Są jutro, a ona dalej nie poruszyła tego tematu. Oczywiście, mógłbym wyjść z inicjatywą, ale skoro milczy, to jasny znak, że nie jestem mile widzianym gościem. Nieprzyjemny ucisk w żołądku wskazuje, że chciałbym, aby było inaczej.

Sięgam po komórkę i jeszcze raz odczytuję wiadomość od Klary.

„Nie chcę się mądrzyć, ale uważam, że powinieneś tam pójść. To tylko urodziny. Natalia z pewnością się ucieszy, gdy cię tam zobaczy".

Krzywię się, bo jestem innego zdania. Gdyby moja obecność miała ją uszczęśliwić, to nie udawałaby, że nie obchodzi urodzin.

„Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł".

„Nie sądź, tylko zdaj się na kobiecą intuicję".

Kręcę głową i zerkam na Tarę, która dalej jest trochę obrażona o czerwoną kokardę.

„Kobieca intuicja to bujda" – odpisuję szybko, a potem piszę kolejną wiadomość: „Może to za wcześnie. Dopiero zaczęło się coś między nami dziać. Chyba nie warto niczego przyspieszać".

„Wcześniej nie miałeś takich problemów, dlatego nie rozumiem tych rozkmin. Po prostu idź tam i sam się przekonaj, czy twoja obecność ją uszczęśliwi, czy też nie".

„A moje ego?"

„Twoje ego może się jedynie rozrosnąć, bo naprawdę uważam, że twoja obecność jest tam wskazana. I skończ mi już odpisywać, bo mnie zaraz wywalą z tej pracy".

Tłumię śmiech. Kątem oka dostrzegam spojrzenie Tary. Zagryzam policzki, bo chyba jest obrażona trochę bardziej niż sądziłem.

Odkładam telefon, opieram łokcie na kolanach i biorę głęboki oddech.

Nie powinienem niczego analizować. Skoro Krzysiek naraził się własnej żonie, to chyba musi coś znaczyć, prawda? To tylko urodziny.

Podnoszę się gwałtownie z łóżka.

– Koniec analizowania – zarządzam i wbijam wzrok w Tarę. – Bardzo mi przykro, ale będziesz musiała spędzić trochę czasu w tej kokardzie.

Pies kładzie się na plecach i zamyka oczy.

– Wiem, że słyszałaś, więc skończ udawać.

Tara gwałtownie się podnosi i wychodzi do kuchni, skomląc cicho pod pyskiem.

– Marudzenie nic ci nie da! – krzyczę za nią. – Jestem nienormalny – mówię do siebie, z powrotem siadając na łóżku.

Sięgam po komórkę i wybieram numer Krzyśka, bo muszę potwierdzić zmianę w grafiku, którą sam zaproponował i dopytać o godzinę rozpoczęcia imprezy urodzinowej.

____

Natalia

Krzątam się po kuchni, starając się ignorować głośne rozmowy mojej rodziny i przyjaciół. Maja jest dziwnie milcząca, ale w końcu to są moje urodziny – MÓJ dzień, więc nie zamierzam się nią przejmować. Powinna o tym wiedzieć i wykrzesać z siebie trochę entuzjazmu. Zerkam przez ramię i dostrzegam, że Krzysiek i Kamil są zajęci nadzorowaniem zabawy dzieciaków, które widzą się po raz pierwszy w życiu. Hania i rodzice przyglądają im się z radością. Uśmiecham się pod nosem i wracam do przygotowywania napojów.

Słyszę głośne szczekanie, ale nie reaguję.

Liczę kubki już trzeci raz, bo każdy zażyczył sobie coś innego. Kawa, herbata, woda, sok... A tata od razu poprosił o coś mocniejszego. Hania chciała mi pomóc, ale zabroniłam jej, bo przecież jest nie tylko moją siostrą, ale również gościem.

Dzwonek do drzwi połączony z szczekaniem psa sprawia, że moje serce zamiera.

Odwracam się, ale na nikogo nie patrzę, chociaż czuję na sobie spojrzenia wszystkich obecnych. Moje serce chce wyskoczyć z klatki piersiowej. Na miękkich nogach podchodzę do drzwi, kilka razy wygładzając rozkloszowany dół żółtej sukienki. Wstrzymuję oddech i otwieram.

____

Szymon

Zerkam na Tarę, która jest tak niezadowolona, że cały czas szczeka. Specjalnie zawiązałem jej kokardę na szyi przed wejściem do klatki schodowej, bo w innym przypadku wyrzuciliby nas z autobusu. Normalnie zrobiliśmy sobie długi spacer, ale nie chciałem się bardziej spóźnić. Zresztą, noszenie takiego wielkiego pudła nie jest łatwe. Na dodatek jestem cholernie zestresowany, bo nie wiem, jaka będzie reakcja Natalii. Gdyby mnie sama zaprosiła, pewnie niczym bym się nie przejmował – nawet Mają.

Drzwi powoli się otwierają, a mój wzrok pada na Natalię. Włosy ma podkręcone mocniej niż zawsze. Makijaż też jest pełniejszy. Przyglądam się żółtej sukience, nie potrafiąc oderwać oczu od dekoltu. Czuję bolesny ucisk w żołądku, bo dzisiaj muszę trzymać ręce przy sobie. Nie ma mowy o żadnym dotykaniu. Jeszcze parę minut temu byłem przekonany, że wytrzymam, ale teraz jestem zupełnie innego zdania.

Wracam spojrzeniem do twarzy Natalii. Dostrzegam piękny uśmiech, a moje serce oblewa ulga.

– Cześć – mówię pierwszy.

– Cześć – wita mnie, sięgając dłonią do włosów.

Wchodzimy do środka. Od razu odkładam na bok pudło i ściągam z niego niewielki bukiet żółtych tulipanów. Tara milczy, co biorę za dobry znak. Chyba wreszcie zrozumiała cenę kokardy.  

Podchodzę bliżej Natalii, całkowicie ignorując resztę towarzystwa. Jeśli choć raz na nich spojrzę, zacznę się znowu stresować i zniszczę ten jeden moment dzisiejszego wieczoru, gdy mogę zapunktować.

– Wszystkiego najlepszego – szepczę, nachylając się, aby pocałować Natalię w policzek.

Słyszę, jak wciąga w powietrzu i nie mogę powstrzymać uśmiechu. Odsuwam się od niej nieznacznie i wręczam jej bukiet.

Natalia kiwa niepewnie głową, przytulając tulipany do swojej klatki piersiowej.

– Dziękuję – szepcze rozentuzjazmowanym głosem.

Radość w jasnobrązowych oczach mile łechta moje ego. Klara miała rację. Natalia ucieszyła się na mój widok. Tara niespodziewanie zaczyna ciągnąć smycz, więc odrywam wzrok od solenizantki i mrożę spojrzeniem psa.

– No tak, kochana – mówi głośno Natalia, kucając przed Tarą. – Jakbym mogła zapomnieć o tobie! Dziękuję, że przyszłaś! – Nagle mruga i dotyka dłonią kokardy. – Och, jak ty pięknie wyglądasz!

Ciche skomlenie brzmi dla mnie jak zdrada. Powstrzymuję się od komentarza i patrzę przed siebie. Wszyscy goście na mnie patrzą. Krzysiek głupio się uśmiecha, Maja rzuca w moim kierunku nienawistne spojrzenia, a reszta spogląda na mnie z zainteresowaniem. Nagle dostrzegam małe dziecko, które biegnie w moją stronę.

– Cześć, Kacper! – mówię, łapiąc go i podnosząc. Mierzwię mu włosy. – Tak urosłeś, że prawie cię nie poznałem.

W odpowiedzi słyszę dziecięcy śmiech. Zerkam na Natalię, która patrzy na mnie inaczej niż kilka sekund wcześniej. Dzielnie wytrzymuję to spojrzenie, bo doskonale wiem, co ono oznacza.

To spojrzenie zakochanej dziewczyny.  



____________________________

Mój kryzys pisarski trwa. Wczoraj napisałam rozdział z myślą o natychmiastowym dodaniu, ale moja krytyczna strona osobowości była temu bardzo przeciwna, dlatego rozdział pojawił się dopiero dzisiaj. Liczę, że ten stan wreszcie minie, bo mam w planach skończyć pisać tę historię jeszcze w lipcu :)

Dziękuję za Waszą cierpliwość, kochani! ❤❤❤ Jestem bardzo ciekawa, co sądzicie o relacji Szymona i Natalii :D

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5314 słów i 31799 znaków.

5 komentarzy

 
  • aile

    Dość długo zastanawiałam się, co napisać. Uważam, że relacja Szymona i Natalii zmierza ku dobremu zakończeniu - czego naprawdę im życzę. Bohater się zmienił i chce, by dziewczyna czuła się przy nim szczęśliwa, co Natalia zaczęła zauważać. Przy ich obustronnym zaangażowaniu są w stanie stworzyć dobry związek. Cieszę się, że (mimo kryzysu) ten rozdział powstał. Powodzenia  ;)  :)

  • elorence

    @aile dziękuję ❤  
    Wszystko leży w ich rękach. Oby tym razem tego nie zniszczyli :)

  • Mała Mi

    Fajny rozdział, częste zmiany w narracji na plus, nadają większej dynamiki. Nie wiem dlaczego mimo że prawie codziennie wchodzę na stronę, żeby sprawdzić czy jest już nowy rozdział, ten pojawił mi się dopiero dzisiaj. Trzymam kciuki, że Maja się ogarnie i przestanie zachowywać się jak zgorzkniała stara panna ;)

  • elorence

    @Mała Mi dziękuję! ❤ Mnie już nic nie zdziwi, jeśli chodzi o ten portal, jak i Wattpad, bo czasami dzieją się kosmiczne rzeczy...  
    Maja przegina, ale w kolejnym rozdziale będzie mała podpowiedź 😄

  • Paula92

    Jedynie co mogę napisać to cudownie. Ta część jest cudowna. Gratuluję i życzę Ci dużo weny bo jak zawsze nie mogę się doczekać kolejnej części :smile:

  • elorence

    @Paula92 dziękuję! ❤ Weny na pewno się przyda! Kolejny rozdział dopiero w weekend 😔

  • Paula92

    @elorence pojawi się dzisiaj kolejny rozdział? :smile:

  • elorence

    @Paula92 jeszcze nie skończyłam pisać, a rozdział już jest dwa razy dłuższy niż zawsze (mam jeszcze dwie sceny do napisania), więc nie wiem, czy wyrobię się dzisiaj :( Postaram się, ale niczego nie obiecuję. Rozpiska trochę pokrzyżowała mi plany 😅

  • lolissss

    o matko, mam nadzieje ze w końcu któreś zrobi ten malutki kroczek w przód i przełamie te bariery bo ile można! i to ze szymon ma taki dobry kontakt z dziećmi to o matko, nie dziwie się ze natalia całkiem się zakochała w nim haha

  • elorence

    @lolissss to magiczne, jak facet zyskuje w oczach kobiety, gdy ma dobry kontakt z dziećmi :) Lubię się znęcać nad swoimi bohaterami, ale myślę, że kolejny rozdział może się spodobać 🥰

  • NelaMotylek

    Od kilku rozdziałów czytam tę historię z uśmiechem na ustach. Dla mnie to są najpiękniejsze momenty, kiedy na nowo zakochują się w sobie, chociaż pewnie nigdy nie przestali. Tyle emocji, że dech zapiera.
    Szymon tak już dokładnie czyta Natalię. Ostatnie zdanie jest wisienką na torcie tego rozdziału.😍
    Podoba mi się też postać Hani. W tej części jest jej więcej, można ją lepiej poznać i zdecydowanie jest pozytywną osobą w życiu Natalii.😊

    I niech kryzys szybko minie! 💪😊

    ❤️❤️❤️

  • elorence

    @NelaMotylek cieszę się, że miałaś uśmiech podczas czytania, bo to był dla mnie trudny moment i wychodziłam z siebie, żeby jak najlepiej napisać te rozdziały ❤  
    Jedno z nich musi zauważać więcej, bo inaczej byłoby ciężko... :)  
    Z Hanią mam taki problem, że wciąż zastanawiam się, czy nie dodać więcej z nią scen do pierwszego tomu 🤔  

    Dziękuję ❤😍