Za mało - Rozdział 30

Natalia

Stoję niedaleko stołu, nie mogąc oderwać oczu od Szymona. Wygląda fantastycznie w czarnej koszuli. Moja rodzina przyjęła go wyjątkowo ciepło. Mama może wyglądała na zaskoczoną, ale tata szybko porzucił zadawanie głupich pytań, gdy tylko dowiedział się, że Szymon pomaga mi w remoncie mieszkania. Powinnam się ruszyć i wreszcie przygotować napoje, ale dalej stoję i gapię się na niego jak ostatnia kretynka. Nie zaprosiłam go, a jednak przyszedł.

Czuję zimny nos na łydce, więc uśmiechnięta pochylam się i głaskam Tarę po grzbiecie.

– Masz cudownego psa – odzywa się Hania.

– I bardzo dużego – dorzuca zgryźliwie Maja.

Podnoszę głowę i nasze spojrzenia się spotykają. Przyjaciółka nie ukrywa niezadowolenia, jednak staram się tym nie przejmować, bo to dalej są moje urodziny.

– Lubi dzieci? – pyta Kamil, dlatego przenoszę wzrok na niego i Tomka, który siedzi mu na kolanach. Widzę, że się wyrywa. – Bo mam tutaj małego niecierpliwca.

– Nie tylko on – mówi Krzysiek, wskazując na Kacpra. – Chociaż jemu chyba chodzi o Szymona – dodaje rozbawiony. – Szybko się wkupiłeś w łaski mojego syna.

Maja prycha, ale nikt nie zwraca na nią uwagi.

– Już się razem bawiliśmy, co nie, Kacper? – rzuca Szymon. – Fajnie rzucał Tarze piłkę.

– A Tara świetnie reagowała – mówię, ponownie głaszcząc psa. – Jesteś cudna, wiesz?

– Już jej tak nie słodź, bo całkowicie popadnie w samozachwyt.

Przewracam oczami i kucam.

– Nie moja wina, że masz tak wspaniałego psa – bronię się, dotykając palcami czerwonej kokardy.

– Jak się dogaduje z pająkim? – pyta Hania.

Zapada chwilowa cisza.

– Pająkami? – powtarza przerażona mama. – Masz w domu pająki? Takie duże, włochate bestie? – Wciąga powietrze. – I mieszkasz z nimi? Tak po prostu?

Czuję na sobie spojrzenie Szymona, więc również na niego patrzę.

– Masz to po mamie – mówi ze śmiechem.

Mrużę oczy.

– Wypraszam sobie! Przecież umeblowałam mieszkanie Smitiemu.

– Co zrobiłaś? – śmieje się Kamil.

– Skrytykowała moją koncepcję artystyczną i zrobiła po swojemu – wyjaśnia Szymon. Zerka niepewnie na moich rodziców. – Smiti to pająk. Bardzo łagodny i niegroźny.

Przez moje ciało przechodzi dreszcz, bo przypominam sobie scenę z przeszłości, gdy znalazłam Smitiego na kuchennym stole. Prawie przestałam oddychać, a Szymon mnie pocałował. To był bardzo długi pocałunek. Chyba wspominamy to samo, bo patrzę na niego i zauważam całe mnóstwo różnych emocji na jego twarzy.

– Czy ja doczekam się mojej kawy? – pyta Hania.

– A ja mojego drinka? – rzuca lekko tata.

– Ja chyba poproszę jednak o wino – odzywa się mama, wachlując się dłonią. – Już nie potrzebuję rozbudzenia.

Wszyscy wybuchają śmiechem – nie licząc naburmuszonej Mai oraz dzieci, które są wpatrzone w Tarę.

Podchodzę do szafek, kręcąc głową. Cały czas czuję na sobie spojrzenie przyjaciółki, ale w dalszym ciągu ją ignoruję. Wyraz jej twarzy z pewnością powinienen mi coś powiedzieć, jednak nie mam najmniejszej ochoty psuć sobie humoru.

Wzdrygam się, gdy niespodziewanie czuję dłoń na biodrze, która po chwili przesuwa się na talię. Chcę zganić za to Szymona, bo chyba tylko moja siostra i Kamil wiedzą, że pomiędzy nami jest coś więcej, ale milczę.

– Pomogę ci – mówi cicho, dotykając ustami mojego policzka.

Nie protestuję, niezdolna wydusić z siebie choćby słowa. Kiwam powoli głową i odsuwam się od niego, rzucając mu przepraszające spojrzenie. Długo przygląda się mojej twarzy, co wbudza we mnie niepokój.

– Otworzę wino – stwierdza i sięga do szafki po butelkę, a z innej wyciąga kieliszki.

Z pewnością jestem cała czerwona na twarzy, bo Szymon swoim zachowaniem powiedział już wszystko.

Przypadkowy facet nie odnajduje się tak dobrze w kuchni swojej koleżanki. Przypadkowy facet nie dotyka jej przy każdej nadażającej się okazji.

Boję się spojrzeć na swoich rodziców, bo przecież cały czas wmawiałam im, że kończę z facetami. Miało nie być żadnego ślubu i dzieci, a teraz podsunęłam im pod nos męźczyznę, który chce być częścią mojego życia. Znam coraz mniej powodów, żeby być temu przeciwna.

*

Moja mama patrzy na mnie dość znacząco. Piję wino i udaję, że tego nie zauważam, kątem oka zerkając na Szymona, który bawi się z Tarą i dziećmi. Krzysiek i Kamil też tam są, ale ja widzę tylko jednego mężczyznę. Nie musiałam go o nic prosić. Kacper i Tomek są nim zachwyceni, bo nie odstępują go na krok. Patrzą na niego dużymi oczami, chłonąc każde słowo na temat zabaw z psem. Podoba mi się, że oprócz samej zabawy, Szymon próbuje również wpoić im poprawne zachowanie względem zwierząt.

Moje serce bije wolno, jakby nie potrafiło znieść takiego nadmiaru emocji.

Słyszę szuranie krzesła, więc obracam głowę i obserwuję, jak Hania siada na miejscu Szymona. Od razu mrugam, próbując doprowadzić się do porządku, bo na pewno nikomu nie umknęło moje dziwne zachowanie.

– Dobrze, że skończyłaś z kończeniem z facetami – mówi cicho Hania, nachylając się w moją stronę. – Bo nie potrafisz ukryć, że jesteś w nim zakochana.

Otwieram szeroko oczy, a moje serce zrywa się do galopu. Przecież go nie kocham. Chyba. Miłość a zakochanie to dwie różne rzeczy.

– Nieprawda – piszczę.

– Może ktoś inny da się nabrać, ale nie twoja siostra – stwierdza. – Ma naprawdę świetny kontakt z dziećmi. No i przyszedł dzisiaj, chociaż wcale go nie zapraszałaś. – Patrzy na mnie dziwnie. – Ma wspaniałego psa, który cię uwielbia. Sam nie odrywa od ciebie oczu, a gdyby mógł... to pewnie nie odrywałby również rąk.

Mrożę ją spojrzeniem, a ona śmieje się krótko.

– Jest też przystojny – dodaje. – Ale jego wygląd nie robi takiego wrażenia, jak jego zachowanie względem ciebie, dzieci i psa. – Wzdycha cicho. – Nie wiem, jakim cudem mogło wam nie wyjść za pierwszym razem, ale...

– O czym tak szepczecie? – pyta mama, przysuwając krzesło w naszym kierunku.

Hania posyła mi jednoznacznie spojrzenie, jednak nie zamierzam przedstawiać mamie nieprawdziwego obrazu mojego związku, który nie istnieje.

Uśmiecham się ciepło, wskazując na ogromna tacę z ciastami.

– Próbowałaś już każdego? – rzucam.

– Kim jest ten chłopak?

Mam ochotę przewrócić oczami.

– Mamo! Już ci mówiłam, że to mój kolega, który pomaga mi w remoncie – powtarzam poirytowana. – Nie kryje się za tym żadna dodatkowa historia – kłamię. – Przysięgam – dodaję, zauważając, że mama patrzy na mnie podejrzliwie. – Jeśli pojawi się jakikolwiek mężczyzna w moim życiu, który będzie znaczył więcej, to przedstawię go jako takiego właśnie mężczyznę. Szymon nim nie jest.

– Jeszcze – mówi cicho Hania.

Piorunuję ją spojrzeniem, ale w odpowiedzi wzrusza tylko ramionami.

– Jest miły – stwierdza mama. – I wspaniale radzi sobie z dziećmi. – Wzdycha przeciągle. – Widzisz, jak go uwielbiają? Naprawdę to tylko kolega?

Przełykam z trudem ślinę, dziękując Bogu, że Szymon tego nie słyszy.

– Dobrze się dogadujemy, ale nic więcej – kłamię.

– Mieszkanie wygląda coraz lepiej – zabiera głos tata, pochylając się nad stołem. – Taki facet to dobry materiał na męża. Chyba spełnia wszystkie twoje kryteria, prawda? – Unosi brwi. – Czy może się mylę?

Jestem w potrzasku.

Czuję suchość w gardle, bo chciałabym móc im powiedzieć, że to właściwy męźczyzna, ale nie mogę. Nasza relacja powoli zmierza w dobrym kierunku i nie chcę niczego przyspieszać. Poprzednim razem całkowicie zatraciliśmy się w sobie, co nie przyniosło niczego dobrego. Szymon złamał mi serce, stwierdzając, że przy kimś innym będę szczęśliwsza. Zapomniał, że decyzja powinna należeć do mnie.

– Mamo, tato – rzuca upominająco Hania. – Nie naciskajcie już na nią.

– Sama przyznasz, że ten chłopak sprawia dobre wrażenie – upiera się mama.

– Tak, zgadzam się, ale to ich sprawa. – Moja siostra spogląða na mnie z ciepłym uśmiechem. – Na pewno nas poinformuje o dobrych nowinach, a teraz lepiej pomóżcie mi ją przekonać, że powinna rozświetlić sypialnię jakimiś jaśniejszymi elementami, bo ten fiolet jest przygnębiający.

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Białe zasłony odpadają – mówię głosem nie znoszącym sprzeciwu. – Biały dywan też. – Krzywię się. – Oficjalnie skreślam ten kolor z listy moich ulubionych.

Moi rodzice i Hania parskają śmiechem. Czuję na sobie spojrzenie Mai z drugiego końca stołu. Nie dołączyła do żadnej grupy, więc siedzi samotnie. Z jej twarzy nie zniknęło niezadowolenie. Nagle wstaje i odchodzi. Żołądek podchodzi mi do gardła, bo rozumiem aluzję. Przepraszam rodzinę i wolno podnoszę się z krzesła, mając wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi z powodu zdenerwowania.

Maję znajduję w sypialni. Stoi na środku z założonymi rękami, wpatrując się w materac. Niepewnie wchodzę do środka i zamykam za sobą drzwi.

– Chcesz pogadać? – pytam, chociaż doskonale znam odpowiedź.

– Jak długo to trwa? – rzuca zimno. – Bo chyba jednak nie byłaś tylko współlokatorką, gdy mieszkałaś w jego mieszkaniu.

Sztywnieję.

– Dlaczego tak uważasz?

Wzrusza niedbale ramionami, a potem nagle odwraca się przodem do mnie.

– Ty mi powiedz. – Zaciska zęby. – Dalej nie rozumiem, dlaczego pobiegłaś do niego po rozstaniu z Kubą. – Prycha. – Jakby na świecie nie istniały inne osoby, które mogłyby ci pomóc. Nawet mogłabym zrozumieć, że szukałaś pocieszenia, ale dlaczego w ramionach kogoś, kto już raz złamał ci serce?

Nie potrafię odpowiedzieć, dlatego milczę.

– A teraz remontujesz z nim mieszkanie – mówi dalej. – TWOJE mieszkanie – dodaje znacząco. – Mówiłaś, że go nie będzie, bo podobno go nie zapraszałaś, więc co on tutaj robi? Dlaczego panoszy się w tym mieszkaniu?

– O co ci chodzi? – wykrztuszam.

– O nic – kpi. – Bo przecież nie liczysz się ze zdaniem najlepszej przyjaciółki. Masz w nosie, że się o ciebie martwię! Wielokrotnie ci powtarzałam, że seks nie załatwi ci wiecznej miłości.

Mrugam nerwowo.

– Seks? Jaki seks? – pytam zaskoczona. – Nie uprawiamy seksu.

– Jasne – drwi. – Uważaj, bo ci uwierzę.

– Myślisz, że kłamię?

– Kuba mówił, że Szymon już wcześniej wkupywał się w twoje łaski, a teraz widzę, że miał rację. Wie, za które sznurki powinien pociągnąć i to robi. Najpierw pies, potem zabawy z dziećmi, a teraz nawet wspólne remontowanie.

Zamieram. Krew szumi mi w uszach.

Kuba.

– O czym ty mówisz? – pytam zimno. – Rozmawiałaś z Kubą za moimi plecami?

– Nie dałaś mi wyboru, skoro zamiast wysłuchać mnie do końca, postanowiłaś sie obrazić – rzuca lodowato. – Jestem twoją przyjaciółką i nie będę patrzeć, jak niszczysz sobie życie.

– Obraziłam się? – Biorę głęboki oddech i podchodzę do Mai. – Może bym się nie obraziła, gdybyś nie potraktowała mnie jak skretyniałą nastolatkę, która nie potrafi ogarnąć własnego życia. Odkąd rozstałam się z Kubą... negujesz każdą moją decyzję. Nie wspierasz, tylko rzucasz kolejne kłody pod nogi. – Kręcę głową. – Czego oczekujesz w zamian? Oklasków? Bo nawet dzisiaj, gdy mam urodziny, wolisz się ze mną kłócić niż świętować.

– A co tu jest do świętowania? – syczy. – Twój idiotyczny związek z Szymonem?

– Boże, nie jesteśmy razem!

– Wasze zachowanie mówi coś innego.

Wplątuję dłonie we włosy, nie mogąc dłużej tego znieść.

– Możesz go nie lubić, ale dlaczego nie możesz dać mu szansy? Nigdy go dobrze nie poznałaś! Gdybyś sama mnie słuchała, to byś wiedziała, że nasze rozstanie było bardziej skomplikowane niż wyglądało.

– Dobre – prycha. – Jesteś taka naiwna.

Mrugam, bo do oczu napływają mi łzy.

– Już zapomniałaś, kto wepchnął mnie w ramiona Kuby? – pytam łamiącym głosem. – Kogoś, kto zmarnował prawie dwa lata mojego życia.

– Zmarnował? Bo zamiast rozwiązać problem, wolałaś uciec do tego dupka!

– Kuba nie chce mieć dzieci! To nie jest problem, który można rozwiązać!

– Prawdziwa miłość wymaga poświęceń.

Robię krok do tyłu, czując niewyobrażalny ciężar na sercu.

– Chcesz mi wmówić, że powinnam zmusić Kubę do polubienia dzieci? – wyduszam z trudem. – On nigdy nie chciał ich mieć, rozumiesz? Nigdy!

– Rozmawiałam z nim i...

– Nie obchodzi mnie to! – krzyczę. – Nie masz żadnego prawa wtrącać się w to, co było między nami! Rozstaliśmy się! To koniec, rozumiesz?! Koniec!

Maja nie wygląda na poruszoną. Patrzy na mnie, ale chyba nie rozumie mojego oburzenia.

– On cię nadal kocha – mówi.

„Zawsze będę cię kochał".

Zatrzymuję wspomnienia, bo już to przerabiałam. Stanęłam na nogi, posklejałam serce, zaczęłam znów żyć. Nie mogę sobie pozwolić na rozpamiętywanie czegoś, co już się skończyło.

– Ale ja go nie.

I to nie jest żadne kłamstwo.

____

Szymon

Bawienie się z dzieciakiami i Tarą sprawia, że zaczynam robić się głodny. Krzysiek i Kamil próbują przykuć uwagę swoich synów – bezskutecznie. Dwie pary oczu są wpatrzone we mnie, co chwilę skupiając uwagę na psie, który najchętniej zalizałby ich na śmierć.

– Może zrobicie maluchom zdjęcia z tym słodkim pieskiem? – pyta mama Natalii. – Ona jest taka śliczna! Niech mają na pamiątkę!

Kamil kiwa energicznie głową.

– Świetny pomysł – mówi, ściągając komórkę ze stołu.

– Ty też musisz być na tych zdjęciach – stwierdza Krzysiek, podnosząc telefon na wysokość swojej twarzy. – Zaraz wam zrobimy prawdziwą sesję zdjęciową!

– Tomuś wyciągnij palce z buzi – woła mama Natalii.

– Mamo, daj mu spokój – jęczy Hania. – Jest podekscytowany, nie widzisz?

– Przesuńcie trochę psa, bo nie widać w ogóle Kacperka – odzywa się tata Natalii.

Widzę, jak Krzysiek przewraca oczami, ale zdradza go uśmiech. Kamil też wydaje się zadowolony. Sam nawet kilkakrotnie podrapał Tarę pod pyskiem. Nawet nie próbuję kontrolować mimiki twarzy, bo cieszę się, że posłuchałem Klary i tu przyjechałem.

Głośne krzyki dochodzące z sypialni sprawiają, że wszyscy zamieramy i odruchowo obracamy głowy w kierunku źródła dźwięku. Razem z Krzyśkiem wstajemy niemal jednocześnie.

– Co tam się dzieje? – pyta zaniepokojona mama Natalii.

Zerkam kątem oka na Hanię, która wstaje od stołu.

– Mamo, spokojnie – odzywa się. – Zaraz to sprawdzę. – Patrzy na mnie i Krzyśka. – Sprawdzimy – poprawia się. – Kamil, zerkniesz na dzieciaki?

– Jasne.

Chcę być tam pierwszy, ale Hania zastępuje mi drogę.

– Pójdę pierwsza, dobra?

– A może jednak ja pójdę? – pyta Krzysiek. – To moja żona, która najwyraźniej zapomniała na czyich jest urodzinach i kim jest dla solenizantki.

– Idziemy czy będziemy tak tu stać? – rzucam wkurzony.

Hania wzdycha i schodzi mi z drogi, więc korzystam z okazji i mijam ją, wpadając do sypialni jako pierwszy. Maja i Natalia krzyczą na siebie. Po policzkach tej drugiej spływają łzy.

– Naprawdę chcesz wejść drugi raz do tej rzeki? Znowu złamie ci serce. Jeszcze tylko brakuje, żebyście wpadli! Zostaniesz samotną matką! Wtedy twoje wielkie marzenie o dużej rodzinie już nigdy się nie spełni! Będziesz zdana tylko na siebie!

Zaciskam pięści i ruszam w stronę Mai, ale w porę podbiega do niej Krzysiek i szarpie ją za rękę.

– Co ty odpierdalasz?! – naskakuje na nią. – To twoja przyjaciółka! Przypominam, że dzisiaj są jej urodziny! – Maja próbuje uwolnić się z jego uścisku, ale nie daje za wygraną i przyciąga ją do siebie. – Co się z tobą ostatnio dzieje?

Nie odpowiada na pytanie męża, tylko wbija we mnie rozwścieczone spojrzenie.

– To twoja wina – warczy. – Po co tu przyszedłeś?

Nie jest mi dane odpowiedzieć, bo ktoś inny mnie ubiega.

– Co ci do tego? – odzywa się Hania niemiłym tonem. – To twoja impreza?

– Nikt cię nie pytał o zdanie – syczy Maja. – Przyklaskuj dalej temu związkowi bez przyszłości. Twoja siostra uwielbia rozkładać nogi przed niewłaściwymi facetami, a potem dziwi się, że ciągle jest sama, ma złamane serce i czuje się niewystarczająca.

Hania jest bliska wybuchu, dlatego łapię ją za ramiona i odciągam od Mai jak najdalej. Obracam głowę w stronę Natalii, a moje serce pęka na pół. Chcę do niej podejść, ale Hania wyrywa się w mojego uścisku i podbiega do siostry. Obejmuje ją mocno ramionami, a do moich uszu dochodzi głośny szloch.

– Wychodzimy – warczy Krzysiek, łapiąc Maję za nadgarstek.

– Puść mnie!

– Nie ma mowy. Wychodzimy i kropka.

Jeszcze nigdy nie widziałem tak wściekłego Krzyśka.

– Jesteś tchórzem – mówię głośno.

Maja podnosi na mnie wzrok.

– Naprawdę? – prycha. – Niby czemu?

– Widzisz we mnie problem, ale nie spróbujesz mi podskoczyć, tylko będziesz dobijać swoją przyjaciółkę, która przez ostatnie lata była zawsze przy tobie. Ciąża, opieka nad Kacprem, problemy małżeńskie. – Kręcę głową, ostatnimi resztkami silnej woli hamując się, aby nie powiedzieć jej, że jej mąż był bliski zdrady. – Jak myślisz, dlaczego po rozstaniu z Kubą przyszła do mnie? – Zgrzytam zębami ze złości. – Żeby nie wysłuchiwać twoich pierdolonych kazań o tym, jaka jest niewystarczająca.

– Szymon – prosi cicho Natalia, ale ją ignoruję.

– Nie znałaś Kuby. Nikt go nie znał. Kochający facet nie nazywa swojej kobiety „dziwką", bo zazdrość siadła mu na mózg. Nie stosuje szantażu emocjonalnego. Gdyby liczyło się dla niego szczęście Natalii, to pozwoliłby jej odejść, żeby mogła zaznać szczęścia u boku innego mężczyzny.

– Takie bzdury to możesz...

– To się wtedy wydarzyło? – przerywa jej Krzysiek. – Wtedy po tamtej imprezie? – Patrzy z wyrzutem na zapłakaną Natalię. – Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Natalia wtula się mocniej w swoją siostrę. Kolejny raz chcę podejść, ale Hania daje mi znak oczami, że to nie jest najlepszy pomysł.

Jestem podwójnie wściekły, bo wiem, że ona mnie teraz potrzebuje.

– O Boże – jęczy żałośnie Maja. – Robisz z siebie teraz jakiegoś rycerza? – Kręci głową z niedowierzaniem. – Kuba nigdy nie odniósłby się w ten sposób do Natalii.

– Maja – warczy Krzysiek.

– No co? Mylę się?

– Gówno o nim wiesz – odpowiadam chłodno. – I wynoś się stąd.

Widzę, jak żyłka na jej czole zaczyna pulsować.

– Nie będziesz mi rozkazywał, bo to nie jest twoje mieszkanie. Nikt tu cię nie chciał!

– Boże, co jest z tobą?! – wrzeszczy Krzysiek, a Maja aż się wzdryga. Zaskoczona, mruga nerwowo, zerkając na swojego męża. – Całkowicie ci odpierdoliło? Już było dobrze, zaczęliśmy się dogadywać, do cholery. A teraz znowu wszystko rozpieprzasz swoją nadopiekuńczością w stosunku do dorosłej kobiety.

– Nie podnoś na mnie głosu!

– Ale ty możesz, tak?! – Nagle wskazuje dłonią na mnie. – To ja mu powiedziałem o urodzinach Natalii. Pomyślałem, że moja przyjaciółka ucieszy się na widok kogoś, kto ją uszczęśliwia. Bo gdybyś nie była tak zapatrzona w Kubę, to zauważyłabyś, że Natalia już długo przed rozstaniem przestała być z nim szczęśliwa.

– Niemożliwe – upiera się Maja. – Kochała go.

– Miłość to nie wszystko – rzuca chłodno Hania. – Mogłabyś się zająć własnym życiem, a nie próbować zarządzać życiem innych. Moja siostra jest dorosła i nie potrzebuje przyjaciółki, która będzie jej wytykała błędy i układała życie z mężczyzną, przy którym nigdy nie byłaby w pełni szczęśliwa.

Na czole Mai pojawia się podłużna zmarszczka. Przenosi wzrok ze mnie na Natalię, która ma rozmazany makijaż. Hania cały czas ją obejmuje, jakby bała się, że jej siostra się rozpadnie. Ten widok cały czas rozrywa moje serce.

– Wychodzimy – powtarza Krzysiek i ciągnie Maję do wyjścia.

Milczymy, nawet gdy słyszymy zawodzenie Kacperka, a potem głośny trzask drzwi. Nie odrywam oczu od Natalii, chociaż ona unika mojego wzroku.

– Zostawisz nas na chwilę? – pyta Hania.

– Ja...

– Proszę, Szymon – nalega.

Zaciskam zęby i kiwam głową. Nie jestem zadowolony, że zostałem odepchnięty, ale Hania jest siostrą Natalii. Chyba wie, co robi. Mam nadzieję, że wie.

Wracam do kuchni. Kamil udaje, że wszystko jest w porządku, bawiąc się z Tomkiem i Tarą. Rodzice Natalii przyglądają się ścianom w kuchni. Przełykam z trudem ślinę i siadam obok mojego psa, który odruchowo przekrzywia łeb i zaczyna cicho skomleć. Głaszczę Tarę po grzbiecie trochę zbyt nerwowo, ale nie narzeka.

– Będzie dobrze – rzuca mimochodem Kamil.

Kiwam głową, chociaż nie mam siły się nad tym zastanawiać. Zerkam w kierunku sypialni, mając nieodpartą ochotę wrócenia tam i zamknięcie Natalii w swoich ramionach.

Wiem, że potrafiłbym ją pocieszyć. Po prostu to wiem.

____

Natalia

Milczymy, chociaż wiem, że siostra chce skomentować moją kłótnię z Mają, bo zdałam jej szczegółową relację.

Nie chcę, żeby zapewniała mnie, że wszystko się ułoży. Nie chcę, żeby powtarzała, że jestem wystarczająca. Nie chcę...

Pozwalam płynąć łzom, wiedząc, że gdzieś tam jest Szymon. Najchętniej wtuliłabym się w jego szerokie ramiona. Na pewno odnalazłabym w nich spokój i pocieszenie. Dla niego zrezygnowałam ze swojego idiotycznego postanowienia, bo tylko on pokazał mi, że naprawdę mu zależy na mojej obecności w jego życiu. Przez tyle tygodni nie wykonał żadnego ruchu, sugerującego, że chciałby ode mnie tylko seksu.

Maja musi się mylić.

____

Szymon

Atmosfera przy stole jest wręcz grobowa. Rodzice Natalii już kilka razy zerknęli na zegarek, ale sama Natalia chyba tego nie widzi. Dziurawi ciasto czekoladowe małym widelczykiem, będąc myślami daleko stąd.

– Może otworzysz prezenty? – sugeruje Hania, głaszcząc po włosach swojego syna, który siedzi jej na kolanach. – To na pewno poprawi ci humor.

Tomek zaczyna enztuzjastycznie krzyczeć.

– Ciocia Natalia będzie otwierać swoje prezenty – mówi łagodnie Kamil, mierzwiąc malcowi włosy. – Twoje urodziny będę już niedługo.

Unoszę kącik ust, obserwując konsternację na twarzy dwuletniego dziecka.

– To chyba dobry pomysł. – Kładę rękę na oparciu krzesła Natalii i delikatnie muskam palcami jej ramię. – Nie jesteś ciekawa, co kryje się w tym dużym pudle?

Podnosi na mnie wzrok. Smutek w jasnobrązowych oczach sprawia, że mój żołądek zaczyna się kurczyć.

– Co mi kupiłeś? – pyta głosem pozbawionym emocji.

– Może sprawdzisz? – podsuwa jej mama.

Natalia odsuwa od siebie talerzyk i kiwa głową. Podnoszę się z krzesła, żeby przynieść prezenty. Szybko dołącza do mnie Kamil. Ustawiamy pudła przy krześle solenizantki i wracamy na swoje miejsca.

Natalia próbuje wykrzesać z siebie jakieś emocje, ale niezbyt jej to wychodzi. Stara się cieszyć z bonu od rodziców na zakupy w sklepie meblowym, jednocześnie trzymając w dłoniach ogromny klosz od lampy stojącej.

– Biały – jęczy, a Hania wybucha śmiechem. – Maczałaś w tym palce, prawda?

Atmosfera zaczyna się powoli rozluźniać.

– Będzie świetnie się odbijał od tych fioletowych ścian.

Natalia obraca się w stronę rodziców.

– Mogę go zwrócić?

– Jasne – odpowiada jej tata. – Paragon powinien być gdzieś na dnie kartonu.

– To dobrze – mówi Natalia. – Bo jak już wam wspominałam, oficjalnie kreślam ten kolor z listy moich ulubionych.

Unoszę wysoko brwi.

– Dlaczego?

Hania otwiera usta, ale Natalia grozi jej palcem.

– Nawet nie zaczynaj tego tematu – ostrzega. – Nie przeciągniesz Szymona na swoją jasną stronę.

– Przecież ja całe życie żyję po tej drugiej – rzuca rozbawiona. – Prawda, kochanie? – zwraca się do swojego męża.

– Nie miałem z tym nic wspólnego – mówi otwarcie. – Ode mnie jest to szare pudełko. Kupiłem ci kilka ramek i myślę, że Ci się spodobają.

Jego żona mruży gniewnie oczy.

– Białe?

– Nie, ciemnobrązowe.

Parskam śmiechem, a po chwili dołącza do mnie Natalia. Nawet Tara zaczyna głośno szczekać pod stołem.

– No nie wierzę! – odzywa się Hania. – Mój własny mąż działa przeciwko mnie.

Przenoszę wzrok na Natalię, która właśnie otwiera pudło ode mnie. Uśmiech znika z jej twarzy, gdy zagląda głębiej.

– Kupiłeś mi garnki?

Przez chwilę mam wrażenie, że popełniłem błąd, ale nagle Natalia odwraca się w moją stronę i dostrzegam łzy w jej pięknych oczach.

– Garnki? – powtarza wolno jej siostra. – Dlaczego kupiłeś jej garnki?

– Bo tak – ucinam.

Natalia ukradkiem ociera łzy i zabiera się za kolejne pudło. Hania zerka na mnie podejrzliwie, więc wzruszam ramionami. Nie chcę, żeby drążyła ten temat. Maja już zrobiła to za nią, dosadnie dając do zrozumienia, że nie wierzy w moje dobre intencje.

Zdecydowałem się na kupno garnków, aby pokazać Natalii, że pamiętam o tym, co było. Nie wszystkie stare wspomnienia zasługują na zapomnienie. Są takie, które wywołują uśmiech na mojej twarzy.

Przyglądam się Natalii. Gdyby nie sytuacja z Mają, mógłbym nazwać ją promykiem słońca. Spoglądam w dół, na swoją czarną koszulę i uśmiecham się pod nosem, bo kolorystyka naszych ubrań mówi wszystko.

– Co to jest? – pyta, podnosząc świstek papieru między dwoma palcami.

– Zamówiłam ci tę kuchnię, o której rozmawiałyśmy. Musisz tylko podjechać i uzgodnić szczegóły, no i wybrać dokładny kolor, bo rozjazd kolorystyczny jest okropny.

Opada mi szczęka. Natalii również.

– Kupiłaś mi kuchnię?! – podnosi głos. – Oszalałaś?!

– A ty nie chcesz się zgodzić na białe zasłony – kpi żartobliwie Hania.

Nataliia okrąża stół i najpierw ściska siostrę z Tomkiem, a potem zarzuca ręce na szyję Kamila. Czuję delikatnie ukłucie zazdrości, bo mi nie podziękowała za prezent. Wmawiam sobie, że to nie ma nic wspólnego z bzdurami, które wygadywała Maja.

Przy kolejnych pakunkach zauważam wahanie na twarzy Natalii.

– Może będzie lepiej, jeśli na razie pozostaną nieotwarte – radzi jej siostra. – Nigdy nie wiadomo, co tamtej kobiecie strzeliło do głowy.

– Hania – upomina ją matka.

Natalia tylko wzdycha ciężko i siada na krześle.

– Czyli koniec rozpakowywania prezentów? – dopytuje się tata. – Bo my musimy się już zbierać. Robi się późno, a twoja mama nie lubi jeździć po nocach.

– Dalej się boisz? – Hania wygląda na znudzoną. – Jak nie będziesz jeździła późnymi porami, to nigdy nie będziesz czuła się kom...

– Hania – upomina ją tata. – Powtarzam to od kilkunastu lat i nic się nie zmieniło. Tracisz tylko czas.

Szybko robi się niemałe zamieszanie. Rodzice kilka razy ściskają Natalię, życząc jej wszystkiego dobrego. Gdy przychodzi czas na mnie, nie do końca wiem, co powinienem zrobić. Jej matka – ku mojemu zaskoczeniu – łapie mnie za ramię i przytula. Za to jej mąż tylko mocno ściska moją dłoń, uśmiechając się ciepło. Czuję się dziwnie, ale nie mogę powiedzieć, że nie jestem zadowolony.

Drzwi zamykają się za rodzicami Natalii. Chcę z nią pogadać, ale wtedy zauważam kątem oka skomlącą Tarę. Zniecierpliwiona, drepta wokół moich nóg. Wzdycham przeciągle, bo miałem nadzieję, że zyskam trochę czas dla siebie i solenizantki.

– Spacer? – Kamil podchodzi i drapie Tarę pod pyskiem.

– Tak – odpowiadam z żalem. – No nic, pora na mnie.

– Myślisz, że mógłbym zabrać ją z Tomkiem na ten spacer? Na zewnątrz jest całkiem ciepło, więc mały się nie przeziębi.

Marszczę brwi, bo nagle obok pojawia się Hania.

– To świetny pomysł. – Kiwa głową w moją stronę. – Prawda, Szymon?

– W sumie... Tara raczej nie będzie miała nic przeciwko. – Przeczesuję dłonią włosy. – Tylko nie spuszczaj jej ze smyczy i uważaj na inne psy, no i niespodziewane, durne pomysły, bo Tara czasami zachowuje się bardzo nieprzewidywalnie.

– Może zabierzecie ze sobą Natalię? – proponuje Hania. – Ona chyba potrzebuje zaczerpnąć trochę świeżego powietrza, bo ma za sobą bardzo trudny dzień.

Zaciskam zęby, bo nie podoba mi się ten pomysł.

– A ty? – dopytuję.

– A ja posprzątam razem z tobą. – Macha niedbale dłonią. – Pozmywamy, pozamiatamy i inne takie.

Wyczuwam w tym podstęp, ale nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się na tę propozycję. Potakuję, a twarz Hani rozświetla uśmiech.

– Będziemy się świetnie bawić – mówi.

____

Natalia

Spacerowanie z Tarą, Kamilem i Tomkiem poprawia mi humor. Biegamy po chodniku, rzucamy patykiem, a świat wydaje się mniej straszny. Zachodzące słońce przyozdabia niebo różnymi kolorami. W powietrzu można wyczuć zapach świeżo skoszonej trawy. Gdybym nie znała dzisiejszej daty, pomyślałabym, że rozpoczęło się lato.

Kamil unosi wysoko rękę, a Tara próbuje podskoczyć i chwycić zębami patyk. Tomek głośno się śmieje, a mąż mojej siostry robi wszystko, żeby się nie przewrócić, bo pies nie należy do najlżejszych.

Ściskam mojego siostrzeńca i całuję go w śliczną główkę. Przypominam sobie, jak względem niego zachowywał się Szymon, a moje serce zalewa przyjemna fala ciepła.

Maja może sobie mówić, co tylko zechce. Nikt nie zna go tak dobrze jak ja.

Uśmiecham się i zaczynam kręcić. Tara traci zainteresowanie patykiem, postanawiając zacząć biegać wokół mnie. Tomek śmieje się jeszcze głośniej, a Kamil robi nam kilka zdjęć.

Staram się nie myśleć o siostrze i Szymonie. Nie boję się, że Hania postanowi wygłosić mu kazanie. Podświadomie wiem, że pewnie chce go tylko bliżej poznać, czyli zrobić to, czego nie zrobiłam, gdy zaczęła się spotykać z Kamilem. Nie wykazałam się siostrzaną troską. Poczułam się skrzywdzona, bo moja siostra poznała fantastycznego mężczyznę, a ja wciąż stałam w miejscu.

Nic się nie zmieniło. Wciąż jestem w kropce.

____

Szymon

Zmywam naczynia, a Hania je wyciera. Nie uważam, żeby ten podział obowiązków był sprawiedliwy, ale milczę, skupiając się na wykonywanej czynności. Cisza sprzyja moim rozmyślaniom, jak zakończyć ten dzień. Tara wzorowo wywiązała się ze swojej roli.

Przyglądam się kątem oka Hani. Długie włosy upięła w wysokiego koka. Podobieństwo między nią a Natalią jest uderzające, ale dotyczy tylko twarzy. Hania jest drobniejsza, chociaż nie można jej odmówić pewności siebie i zaradności.

– Sprawdzasz podobieństwo? – odzywa się niespodziewanie.

Unoszę kącik ust.

– Powiedzmy, że tak.

– Z twarzy jesteśmy podobne, ale charaktery mamy zupełnie inne – wyjaśnia.

– Zauważyłem. Prawie rzuciłaś się na Maję.

Hania zamiera.

– Miałam ochotę ją zabić, wiesz? – Odkłada talerz i obraca się w moim kierunku, więc robię to samo, robiąc sobie chwilową przerwę od zmywania. – Kiedy przyjechała do mnie w styczniu, nie przypuszczałam, że sprawa z Kubą jest tak skomplikowana, a ta idiotka zabawiła się swatkę.

– Nie lubisz jej?

– Trudno lubić osobę, która zawsze prawiła kazania mojej siostrze, prawdopodobnie nieświadomie wpędzając ją w poczucie winy. Natalia nigdy nie miała szczęścia do facetów. – Uśmiecha się do mnie przepraszająco. – No cóż, taka prawda. Jednak nie mnie to oceniać, wiesz? I myślę, że związek z Kubą ją czegoś nauczył.

Zaciskam zęby, bo sama wzmianka o tym idiocie doprowadza mnie do szału.

– Jasne – burczę.

– Nie musisz się ukrywać ze swoją niechęcią, bo Natalia powiedziała mi, że byłeś o niego zazdrosny, gdy jeszcze byliście razem.

– Ujęła to w ten sposób?

Hania przewraca oczami.

– Byliście razem – powtarza. – Związek to nie małżeństwo. Byliście razem i kropka. Szkoda, że nie mogliśmy się wcześniej poznać, ale czasami w życiu już tak bywa, że niektóre rzeczy dzieją się nie po naszej myśli.

– Maja nie powinna wtrącać się w życie Natalii – wyrzucam z siebie.

– Ja to wiem, ty to wiesz, tylko moja siostra nie... – Marszczy czoło i zerka na Tarę. – Kupiłeś psa ze względu na nią, prawda?

– Kupiłem go, bo potrzebowałem przyjaciela – wyjaśniam, żeby nie było żadnych niedomówień. – Natalia mi kiedyś powiedziała, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. – Kiwam głową z uśmiechem. – Miała rację.

– Nawet jakbym chciała, to nie mogłabym mieć o tobie złego zdania.

Mrugam, bo nie dowierzam.

– Nie znasz mnie.

Hania wzrusza ramionami.

– Wystarczy mi obserwacja. Natalia przy tobie jest sobą.

– Naprawdę? – Nie potrafię ukryć zaskoczenia. – Zawsze uważałem, że...

– Przez większość związku z Kubą była szczęśliwa, ale nigdy w stu procentach. – Prycha. – Tylko siostra mogła to zauważyć. – Nagle unosi palec. – No i mąż głupiej przyjaciółki.

Parskam śmiechem.

– Krzysiek jest w porządku.

– Zauważyłam. Szkoda, że nie można powiedzieć tego samego o jego żonie. – Kręci głową. – Nie mogę powiedzieć siostrze, że ma zerwać kontakt z tą toksyczną kobietą, ale boję się... Już przy Kubie popełniłam błąd, pozwalając, żeby Natalia była okłamywana.

– Nie znam zbyt dobrze Mai.

– Ja też nie i w tym tkwi problem. – Wzdycha. – Ale koniec o tym, bo już wystarczająco podniosłam sobie ciśnienie.

W myślach przyznaję jej rację, dlatego postanawiam zmienić temat.

– Nie wiedziałem, że masz tak dobry kontakt z siostrą.

– Przez długi czas nie odzywałyśmy się do siebie, bo Natalia odsunęła się ode mnie. – W jasnobrązowych oczach dostrzegam smutek. – Mam wszystko, o czym marzy. Podejrzewałam, że to będzie dla niej trudne, ale nie przypuszczałam, że... stracę siostrę. – Wypuszcza cicho powietrze. – Jej rozstanie z Kubą zwróciło mi ją z powrotem. Pewnie wyjdę na sukę, jeśli powiem, że jestem z tego zadowolona.

– Ja bym wyszedł na dupka.

– No tak. – Hania milknie na chwilę. – Nigdy nie miałam możliwości, żeby ci podziękować za twoją opiekę. Pomogłeś jej bardziej niż sądziłam.

Uśmiecham się z zakłopotaniem.

– Byłem jej to winny.

– Wiem, że to nie moja sprawa, ale chyba zrobiłeś to też z egoistycznych pobudek, prawda?

Zaciskam zęby i nerwowym ruchem dłoni przeczesuję włosy.

– Aż tak to widać?

– Gdybym was nie znała, pomyślałabym, że jesteście w związku.

Mimowolnie się uśmiecham, ale szybko poważnieję, co wywołuje wybuch śmiechu u Hani.

– Cieszę się i w ogóle, ale daj mojej siostrze tyle czasu, ile potrzebuje. – Wzdycha cicho. – Dalej nie wiem, ile szkód wywołała Maja ze swoimi bzdurami.

– Chodziło o mnie, prawda? – pytam, chociaż doskonale znam odpowiedź.

– Tak – odpowiada niechętnie. – Przykro mi z tego powodu, bo widziałam, jak stanąłeś w obronie mojej siostry. Nie wiem, o co dokładnie chodziło z tą „dziwką", ale dziwię się, że Kuba ma jeszcze zęby.

Garbię się, bo sam zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że wtedy nic nie zrobiłem.

– Kochała go i wiedziałem, że jeśli go skrzywdzę, to ją zranię.

Hania bardzo długo mi się przygląda.

– Kochasz ją – mówi cicho.

– O czym ty...

– Nie zaprzeczaj – przerywa mi. – I lepiej mi wytłumacz, dlaczego mam wrażenie, że jest coś jeszcze? Coś, o czym Natalia nie wie?

Opuszczam głowę, przymykam powieki i ściskam palcami nasadę nosa, przypominając sobie drugi dzień świąt. Kuba siedział samotnie przy stoliku i czekał na Natalię. Czekał, bo zamierzał poprosić ją o rękę.

– Okłamujesz ją? – pyta Hania.

– Rozstali się w drugi dzień świąt – mówię głośno. – Kuba czekał na nią w restauracji, bo liczył, że miłość do niego będzie ważniejsza niż jej marzenie o stworzeniu rodziny. – Przełykam z trudem ślinę, bo naprawdę zaczynam żałować, że go nie uderzyłem. Sam powiedział, że zawiódł Natalię, a ja próbowałem popchnąć ją w jego ramiona. Już drugi raz. – Już od dawna planował oświadczyny.

Hania wciąga gwałtownie powietrze.

– Czyli, gdyby nie powiedział jej prawdy, oświadczyłby się jej?

– A ona powiedziałaby „tak" – dodaję z żalem.

– Nie masz tej pewności.

– Mam – potwierdzam twardo. – Chciała tego. Kochała go. Nie istniał żaden powód, który mógłby skłonić ją do odmowy. – Zęby bolą mnie od zaciskania. – Oczywiście, poza prawdą – dorzucam z goryczą.

– Nie planowałeś jej tego powiedzieć, prawda?

– Kuba dużo wypił tego wieczoru. Nie wiedziałem, co się stało. W pewnym momencie zrobiło mi się go żal, więc zakazałem mu pić i wezwałem taksówkę. Staliśmy na zewnątrz, a on powiedział, że Natalia z nim zerwała. Nic nie wyjaśnił, dlatego pomyślałem, że może się pokłócili. – Opieram się o szafkę i zakładam ręce na klatce piersiowej, próbując odepchnąć od siebie wspomnienie tamtego wieczoru. – Kazałem mu wrócić do mieszkania i porozmawiać z Natalią. Parę godzin później zrozumiałem, że nikogo nie zastał, bo Natalia przyjechała do mnie.

Hania wygląda na zaskoczoną.

– Gdybyś znał prawdę, postąpiłbyś tak samo?

Wzruszam ramionami.

– Nie wiem – odpowiadam zgodnie z prawdą, bo nigdy się nad nie zastanawiałem. – Natalia zawsze czuła się niewystarczająca. Zerwałem z nią, wiedząc, że znowu będzie tak się czuła, ale gdy zobaczyłem, jak wyglądała po zerwaniu z Kubą... – Biorę głęboki wdech. – Ona nie jest niewystarczająca. Nigdy nie była.

– Wiem, Szymon – szepcze cicho Hania. – Dobrze o tym wiem.

____

Natalia

Drzwi zamykają się za moją siostrą, Kamilem i Tomkiem. Nagle mam wrażenie, że kuchnia jest zbyt mała dla mnie i Szymona. Zmęczona Tara drzemie pod stołem. Wpatruję się w ogromną kokardę, która leży obok mojego krzesła. Nie wiem, co mam zrobić z rękami, więc wygładzam dół sukienki. Czuję na sobie spojrzenie Szymona i wiem, że nie uniknę rozmowy. Dzisiaj dużo się wydarzyło, no i jestem ciekawa, o czym rozmawiał z Hanią.

– Dziękuję za ogarnięcie mieszkania – odzywam się, chociaż już mu dziękowałam.

– Już ci mówiłem, że nie masz za co.

Stoi odwrócony plecami i zerka na mnie przez ramię. Nie wiem, czy chce w ten sposób zbudować dystans, bo ja czuję silną potrzebę wtulenia się w jego szerokie ramiona. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie czekałam na moment, gdy będziemy wreszcie sami. Jednak w moich wyobrażeniach cały dzisiejszy dzień miał wyglądać zupełnie inaczej. Powinnam czuć euforię, szczęście, a zamiast tego odczuwam strach pomieszany z niepokojem. Jestem wściekła na siebie, że nie potrafię odrzucić słów przyjaciółki. Powtarzam sobie to, co próbowałam wbić sobie do głowy na spacerze:

Nikt nie zna go tak dobrze jak ja.

Odkrył się przede mną, opowiadając o swojej rodzinie i długach. Wytłumaczył, dlaczego ze mną zerwał, gdy najbardziej go potrzebowałam. Rozerwał moje serce na kawałki, ale ponownie je skleił, kiedy Kuba prawie zniszczył moje marzenia.

– Przepraszam za Maję.

Szymon automatycznie się odwraca. Na jego twarzy maluje się niedowierzanie.

– Przepraszasz? – powtarza wolno, totalnie zaskoczony. – Przepraszasz za kobietę, która uważa się za twoją przyjaciółkę, ale zamiast cię wspierać, tylko jeszcze bardziej dobija? – Zaczyna iść w moją stronę. – Nie powinnaś przejmować się tym, co czuję. Powinnaś przejmować się tym, co TY czujesz. Cały czas uważasz, że jesteś niewystarczająca. Ja wiem, że to bzdura, ale czy ty również o tym wiesz?

Nie potrafię wydusić z siebie słowa. Szymon zatrzymuje się przede mną i delikatnie ujmuje moją twarz w swoje dłonie. Gładzi kciukami moje kości policzkowe. Przez moje ciało przetacza się fala silnych emocji. Patrzymy sobie głęboko w oczy.

– Odpowiesz?

– Możemy zostawić ten temat? – pytam zlękniona, bo nie chcę żadnych zapewnień. Dzisiaj potrzebuję bliskości. Chcę poczuć ciepło jego ciała. Nie potrzebuję niczego więcej do szczęścia. – Nie chcę doszczętnie zrujnować tego dnia.

– Ten temat nie zniknie – przypomina i wyczuwam w jego głosie delikatną nutę frustracji. – Niektóre rzeczy trzeba przepracować.

– Chcę, by zniknął na ten jeden wieczór.

Szymon wzdycha i styka nasze czoła ze sobą.

– Mam wyjść?

Niepewnie kładę dłonie na jego nadgarstkach i delikatnie je ściskam.

– Mógłbyś jeszcze zostać? – Moje serce dudni w piersi jak szalone. – Wiem, że jutro pracujesz, ale...

Milknę, bo przesuwa kciuk z mojego policzka na usta.

– To twój dzień. Masz jakieś życzenia?

Automatycznie mój wzrok opada na jego usta. Nie chcę pocałować go pierwsza, ale jeśli poproszę o urodzinowego buziaka, to Szymon będzie musiał przejąć inicjatywę. To trochę pokrętna logika, ale nie mam lepszego pomysłu.

– Były życzenia urodzinowe, ale nie było urodzinowego buziaka.

Kącik ust Szymona lekko drżą, a przez jego twarz przechodzi cień rozbawienia.

– Tylko urodzinowy buziak? – upewnia się.

– Wiem, że to brzmi dziecinnie – mówię, chcąc się odsunąć, ale Szymon przysuwa się jeszcze bliżej. – Ale chcę tylko buziaka.

Przymyka powieki, a kiedy ponownie je podnosi, zauważam żar, który wywołuje ciepło w moim podbrzuszu. Już nie jestem taka pewna, czy skończy się na samym buziaku.

– W porządku – szepcze, przybliżając swoje usta do moich. – Będzie sam buziak.

Mija chyba wieczność, zanim Szymon zdobywa się wreszcie na odwagę i składa delikatny, długi pocałunek na moich ustach. Dotykam jego klatki piersiowej, powoli sunąc dłońmi w górę. Z ust Szymona wymyka się ciche westchnienie, gdy muskam palcami jego szyję. Pod opuszkami wyczuwam twarde, napięte mięśnie.

Walczy ze sobą, żeby dać mi tylko to, o co sama poprosiłam.

Nie namyślam się zbyt długo, staję na palcach i obejmuję mocno dłońmi jego szyję, napierając mocniej na jego usta. Zaskoczony, rozchyla wargi, więc wsuwam język do jego ust i pogłębiam pocałunek. Nie muszę czekać długo na reakcję zwrotną. Szymon ściąga jedną dłoń z mojej twarzy i obejmuje nią biodro. Bierze w garść materiał sukienki i zaczyna oddawać moje pocałunki ze zdowojoną intensywnością. Nie myślę o niczym innym, tylko o ciepłym ciele napierającym na moje własne. Drugą dłoń wplata w moje włosy, robiąc wszystko, żebym nie mogła się odsunąć.

– Buziak, tak? – szepcze pomiędzy pocałunkami.

Delikatnie przygryzam jego dolną wargę i unoszę powieki. Orzechowe oczy płoną. Szybko zdaję sobie sprawę, że moje ciało również. Szymon łapie mnie pod udem i podnosi. Zaskoczona, siadam na szafce.

– Boisz się, że ci ucieknę? – pytam drżącym głosem, na krótką chwilę odchylając głowę.

– Już nie uciekniesz – stwierdza i nie mogę się z nim kłócić, bo ma rację. Ponownie mnie całuje, a następnie kładzie dłonie na moich udach i bardzo wolno przesuwa je ku górze. Nagle cały sztywnieje. – Nie – mówi krótko, rozłączając nasze usta.

Widzę, że chce się odsunąć, ale nie pozwalam mu na to, odruchowo obejmując go nogami w pasie. Zaciskam mocniej ręce na jego szyi, próbując uchwycić jego spojrzenie.

– Chodzi o Maję i o to, co powiedziała? – pytam, czując, jak powoli rodzi się we mnie gniew.

– I tak, i nie – odpowiada, zamykając oczy. Styka nasze czoła i wzdycha ciężko. – Nie spieszmy się tak, dobrze?

Z trudem wytrzymuję jego spojrzenie, bo w pewnym stopniu czuję się odtrącona. Wiem, że to głupie, dlatego nie komentuję tego.

– Dobrze.

Patrzy mi głęboko w oczy.

– Nie jesteś zła?

– Oczywiście, że nie – odpowiadam szybko. – Masz rację.

Szymon nie prosi, bym go puściła, a ja nie rozluźniam uścisku. Patrzymy sobie w oczy, powoli dochodząc do siebie. Nasze oddechy się uspokajają. Mięśnie na szyi Szymona się rozluźniają, dlatego zaczynam muskać palcami jego skórę. Błysk w orzechowych tęczkach mówi jasno, że podoba mu się ta pieszczota. Czuję, jak jego dłonie odrywają się od moich ud, a potem obejmują biodra.

– Tak będzie bezpieczniej – mówi cicho.

Uśmiecham się do niego czule. Moje serce zaczynać szybciej bić, gdy Szymon odwzajemnia ten uśmiech.

Natłok uczuć ściska boleśnie moje gardło.

On robi wszystko, żebym się w nim ponownie zakochała.

____

Szymon

Tara wbiega po schodach. Zbyt mocno ciągnie moją smycz, więc puszczam ją, bo zostało nam do pokonania ostatnie piętro. Wciąż nie potrafię dojść do siebie po tym, co wydarzyło się w mieszkaniu Natalii. Chciałam popchnąć to do przodu, całkowicie się w niej zatracić, ale przypomniałem sobie o tych wszystkie rzeczach, które wygadywała Maja, no i o tym, co sami zniszczyliśmy kilka lat temu. Tym razem powinniśmy skupić się na uczuciach, a nie na zrzucaniu z siebie ubrań, choćby nie wiem, jak było to przyjemne.

Jestem pobudzony, więc tego wieczoru i tak będę rozbierał Natalię. Moja wyobraźnia będzie musiała mi wystarczyć. Mam w zanadrzu też kilka wspomnień, ale i one po czasie zaczęły blaknąć.

Słyszę głośne szczekanie, więc ostatnie schodki pokonuję biegiem. Staję jak wryty, gdy zauważam Bartka siedzącego pod moimi drzwiami. Patrzy na niezadowoloną Tarę, a potem przenosi wzrok na mnie. Zaciskam zęby, wmawiając sobie, że nie mogę nabrać się na ten żałosny widok.

– Musimy pogadać – odzywa się.

Zgrzytam zębami.

Moja rodzina zawsze musi wszystko spieprzyć.  

____________________________________

Rozdział jest dwukrotnie dłuższy niż zazwyczaj, dlatego publikuję go dopiero dzisiaj. Dajcie koniecznie znać, czy Wam się podobał ❤

Kolejny rozdział w piątek ❤

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 7752 słów i 46492 znaków.

5 komentarzy

 
  • Gazda

    Brawo, brawo, brawo!!
    To jest super lektura po ciężkim dniu.
    Proszę o jeszcze :bravo:

  • elorence

    @Gazda dziękuję ❤ kolejny rozdział w weekend :)

  • Gazda

    @elorence czekam z niecierpliwością :blackeye:

  • Mała Mi

    Świetny rozdział. Mam nadzieję, że to, że jest taki długi świadczy o powrocie weny ;)

  • elorence

    @Mała Mi dziękuję ❤ Kolejny rozdział będzie mi się fajnie pisało, więc mam nadzieję, że Wam również się spodoba :)

  • AnaW

    Cudny rozdział!!

  • elorence

    @AnaW dziękuję ❤

  • NelaMotylek

    Jak w ogóle może się nie podobać? Kolejna świetna część z ogromną pulą emocji i akcji. I wciąż za mało 😊

    Maja... właściwie to trochę brak mi słów. Jak można być tak apodyktyczną osobą? Jak można mówić o sobie "przyjaciółka", kiedy daleko jej do tego tytułu? Jak można zepsuć całą imprezę, bo akurat jej się coś nie podoba? Zdecydowanie jeszcze za mało miała powiedziane. Za mało utartego noska.  

    Hania plusuje z każdym rozdziałem, jej szczerość i obiektywizm jest cudowny. Dobrze, że pozwoliłaś nam lepiej ją poznać 😊

    No i Szymon. Jego dojrzałość, delikatność i zmiany, które w nim zaszły, powalają mnie na łopatki z każdym kolejnym rozdziałem. Pocałunek, który potrafił przerwać, bo ważniejsze jest co innego, ujęło mnie to. Ten chłopak w pełni skradł moje serce 🤗

    Pojawienie się Bartka pewnie źle wróży ale mam nadzieję, że Szymon sobie z nim poradzi.

    ❤️❤️❤️

  • elorence

    @NelaMotylek dzisiaj się śmiałam, że Maja powinna przystopować, bo w innym przypadku wezmę jeden wątek z pierwotnej wersji książki i przestanie podskakiwać 😄
    Hania jest świetna. Czasami żałuję, że nie mam żadnej siostry :(  
    Cieszę się, że Szymon skradł Twoje serce! Mogę częściowo odetchnąć z ulgą!
    Bartek musiał się pojawić, ale już niebawem się okaże, w jakiej atmosferze przebiegnie spotkanie braci :)
    Dziękuję! ❤❤❤

  • Paula92

    Podoba to mało powiedziane... Sama miałam ochotę udusić Maję, ta osoba jest straszna ale każdemu trzeba dać szansę na zmianę. A co do długości części myślę że nawet dziesięciokrotna długość by mi nie wystarczyła. Twoje opowiadania chce się czytać i żeby nigdy się nie kończyły. Gratuluję Ci Twojej weny, ale przede wszystkim tego ze swoimi opowiadaniami potrafisz skupić osobę czytająca. Nie będę wypowiadać się za innych ale mogę za siebie, czytając twoje opowiadanie często patrzę na pasek zjeżdżający tekstu i na początku cieszę się że jest tego dużo ale po każdej linijce czuję niedosyt, chciałabym żeby się nie kończyły. Mam prawie trzydzieści lat a jak małe dziecko sprawdzam codziennie po kilka razy czy pojawiła się nowa cześć. Jak nie, to wracam do poprzedniej by na pewno nie zapomnieć o żadnym najmniejszym szczególe. Chyba po prostu jestem od nich uzależniona. Pewnie osobie w moim wieku nie wypada ale szczerze? Mam to gdzieś, jesteś zarąbista pisarka i gratuluję Ci Twojej twórczości.  
    Pozdrawiam  :)

  • NelaMotylek

    @Paula92 Podpisuję się pod tym komentarzem obiema łapkami 😉

    P. S. Ja mam przeszło 30 więc wiesz... Ja też mam to gdzieś. Poza tym to nie wstyd czytać, chociażby nawet gdybyśmy bajki dla dzieci czytały 😉

  • elorence

    @Paula92 chyba jesteśmy w tym samym wieku :) Mam kanał na youtube (kanał: Elibook) i aż trzy recenzje, więc możesz zobaczyć, jak prawie 30latka ekscytuje się książkami 😅  
    Dla mnie to ogromny komplement, że tak przeżywasz historie, które piszę i nie możesz się doczekać kolejnych rozdziałów ❤❤❤ Dziękuję za cudowne słowa! Biorę je sobie do serca i będę o nich pamiętać, gdy złapie mnie kolejny kryzys pisarski! 🥰

  • elorence

    @NelaMotylek ja całe życie ekscytuję się książkami 😄 Moje koleżanki lubią czytać moje komentarze do ich twórczości, bo bardzo przeżywam wszystko, co się dzieje z bohaterami  
    :)
    Chyba dlatego tak kocham książki - z powodu emocji, jakie wywołują 🥰