Za mało - Rozdział 23

Szymon

Próbuję usunąć resztki spalonej koszulki z żelazka i co chwilę przeklinam siarczyście pod nosem. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zwiększyć temperaturę. Chciałem zaoszczędzić czas, a tak naprawdę straciłem koszulkę. Jestem oderwany od rzeczywistości. Doskonale znam źródło tego roztargnienia. Na dodatek Tara niczego nie ułatwia, pałętając się pod nogami zawsze wtedy, gdy się śpieszę.

Ale to koniec złych wieści, bo z samego rana spojrzałem na grafik i całą dniówkę mam z Marcelem. Będę musiał słuchać debilizmów przez dwanaście godzin. Jeśli na koniec zmiany moja głowa nie eksploduje, to będzie jakiś cud.

Zerkam na komórkę, która milczy od kilku dni. Natalia najwyraźniej nie ma zamiaru się odzywać. Miała nie znikać. Rozumiem, że musi przepracować rozstanie z Kubą, ale nie rozumiem, dlaczego próbuje mnie odsunąć od tego syfu.

Odstawiam z hukiem żelazko na kuchenny blat, a następnie uderzam otwartą dłonią w szafkę.

Powinna tu być. Ze mną. Nie pozwoliłbym jej zatracić się w poczuciu winy. Nie jest niewystarczająca i nigdy nie była. Teraz, gdy jest daleko stąd, dopadną ją wyrzuty sumienia. Jeśli zacznie się obwiniać… Czy właśnie tego Kuba chciał? Całkowicie ją złamać? Sprawić, że nigdy od niego nie odejdzie, bo przecież żaden inny facet nie potrafił jej uszczęśliwić?

Nie wiem, gdzie mieszka jej siostra, rodzice… Znam tylko Krzyśka. Jednak nie sądzę, że powinienem dzielić się z nim swoją przeszłością. Ani z nim, ani z jego żoną. Pomogłem im na tyle, ile potrafiłem. W zamian otrzymałem starą śpiewkę: mam się trzymać z daleka od Natalii.

Biorę głęboki wdech.

Dam jej trzy miesiące, a potem…

Zaciskam mocno zęby.

Potem nastąpi koniec i o niej zapomnę.

____

Natalia

Siedzę na fotelu i patrzę na rodziców, którzy nawet nie ukrywają niezadowolenia na swojej twarzy. Co chwilę zerkają na siebie, chyba próbując się upewnić, że to nie jest żart.

Zakładam włosy za ucho i biorę głęboki wdech.

– W porządku, powtórzę jeszcze raz, bo chyba jeszcze to do was nie dotarło. – Wypuszczam powietrze. – Nie będzie żadnego faceta, żadnego ślubu, żadnych dzieci. Nie mam już na to sił. Jeśli przez przypadek spotkam kiedyś kogoś, kto będzie wart mojego czasu i zaufania, to może kilka rzeczy ulegnie zmianie, ale nie chcę o tym teraz myśleć. Potrzebuję czasu oraz spokoju, no i miejsca tylko dla siebie. – Zaciskam dłonie na kolanach. – Nie mam zamiaru dłużej niczego wynajmować.

– Dlaczego z góry zakładasz, że nie spotkasz nikogo…

– Tato, jestem już tym wszystkim zmęczona – mówię cicho. – Rozstanie z Kubą całkowicie pogrzebało moje szanse na stworzenie rodziny. Nie chcę drugi raz przez to przechodzić.

Mama marszczy czoło i przygląda mi się uważnie.

– To świeża sprawa, więc nie powinnaś z góry zakładać, że twoje marzenia…

– Mamo, proszę – przerywam jej, a w moich oczach pojawiają się łzy. – Od kilku lat dzieje się ciągle to samo. Problem nie tkwi w innych, tylko we mnie, rozumiesz? Bo pozwalałam na to. Godziłam się na wiele rzeczy, które… – Kręcę głową. – Nie chcę już cierpieć. Nie chcę wciąż się zastanawiać, czy jestem dla kogoś odpowiednia. – Uśmiecham się szeroko. – Macie już wnuka, świetnego zięcia, więc nie wywierajcie na mnie presji.

Tata gwałtownie wstaje i siada na stoliku. Łapie mnie za dłonie, a na jego twarzy pojawia się ciepły uśmiech.

– Dla nas zawsze będziesz odpowiednia. Jesteś naszą córką.

Po moich policzkach płyną łzy.

– Twój ojciec ma rację – odzywa się mama. – Ty i Hania jesteście wspaniałymi dziećmi. Nigdy nie wątpiłam w żadną z was.

Mam nieco inne zdanie, co mama chyba zauważa w moim wyrazie twarzy, bo uśmiecha się smutno.

– Rodzice zawsze chcą wszystkiego, co najlepsze dla swoich dzieci.

Kiwam powoli głową.

– Chcesz się tu wprowadzić na stałe? – pyta tata.

– Postaram się o kredyt, bo chcę mieć swoje mieszkanie.

Atmosfera robi się gęsta. Tata i mama zerkają na siebie porozumiewawczo.

– Wiem, że nie będzie łatwo – dodaję szybko.

– Kredyt to nie tylko kwota, którą dostaniesz – przypomina ojciec. – To również odsetki, cholernie wysokie odsetki. – Ściska mocniej moje dłonie. – Jest bardzo mała szansa, że w ogóle dostaniesz kredyt, a jak już… to na pewno nie będą duże pieniądze. Nie wystarczy ci nawet na mieszkanie, nie mówiąc o remoncie, który również na pewno będzie potrzebny.

Zaciskam usta.

– To przemyślana decyzja – bronię się. – Nie zarabiam milionów, ale jest możliwość wzięcia niskich rat, tak?

– Niskie raty to wyższe odsetki – mówi tata. – To tylko ładnie wygląda na reklamach i podczas wstępnych rozmów z bankiem. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Stracisz minimum trzydzieści lat życia na spłacanie tego. – Potrząsa głową. – Minimum! – zaznacza głośno. – Bo przecież będziesz spłacać to sama. A co z innymi opłatami za mieszkanie?

Uwalniam dłonie z uścisku i patrzę najpierw na mamę, a potem na tatę. Jestem zawiedziona, chociaż Hania ostrzegała mnie, że rodzice mogą być sceptycznie nastawieni do mojego pomysłu. Kamil również nie był zbyt optymistycznie nastawiony, ale przegadaliśmy pół nocy i mam szanse. Nie ma co się łudzić, bo są niewielkie, jednak to już coś.

– Będę remontowała sama, bo teraz jest dużo poradników w internecie, więc na pewno sobie z tym poradzę. Nie ma nic trudnego w przemalowaniu ścian.

– Remont to nie tylko malowanie ścian – rzuca zimno tata. – Najprawdopodobniej będzie trzeba wymienić…

– Tak, wiem – przerywam mu. – Kable, rury, instalacje, gniazdka… Rozmawiałam na ten temat z Kamilem. Zna kogoś, kto mógłby się tym zająć za niewielkie pieniądze.

Tata ukrywa twarz w dłoniach, a mama wpatruje się we mnie bez słowa.

– Córeczko… Uważam, że nie jesteś teraz zdolna do zdroworozsądkowego myślenia – odzywa się niepewnie. – Rozstanie to ciężkie przeżycie, ale nie warto sięgać po kredyt, żeby zmniejszyć ból. Nie poczujesz się lepiej, ledwo wiążąc koniec z końcem każdego miesiąca i tak rok w rok.

Wzdycham cicho.

– Nie mówię wam tego po to, żeby uzyskać zgodę – wyjaśniam. – Przedstawiłam swój plan działania. Nie chcę być zależna od kogoś.

– Wynajem nie jest złą opcją – wyrzuca z siebie tata, nagle podnosząc głowę. Zauważam determinację w jego oczach. – Jest tyle kawalerek, które są wynajmowane za małe pieniądze… Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Nic więcej nie mówię, bo to nie ma sensu. Rodzice nie są zadowoleni z mojego pomysłu i w jakiś sposób potrafię ich zrozumieć. Wiem, że wzięcie kredytu wygeneruje całą masę dodatkowych kosztów, przez które mój budżet może mocno ucierpieć, ale jeśli nie zaryzykuję, to nigdy się nie dowiem, czy było warto. Mieszkanie w pojedynkę może być fajne. Szymon mieszka sam, chociaż jego sytuacja finansowa jest kiepska. Radzi sobie, więc dlaczego ja nie mogłabym dać rady?

– Pójdę do siebie – mówię i wychodzę z salonu.

Rodzice odprowadzają mnie milczeniem do samych schodów. Zerkam przez ramię, ale nic się nie zmieniło. Tata dalej siedzi na stoliku, a mama – na fotelu. Wiem, że są rozczarowani Kubą i mną. Zapominają jednak o najważniejszym: to moje życie, moje błędy i moje zawody miłosne.

____

Szymon

Tara oszalała.

Szczeka od godziny w mojej sypialni. Pewnie znowu przypomniała sobie o istnieniu pająków, których nie lubi, chociaż ich znajomość ogranicza się do oglądania siebie nawzajem przez szybę terrarium. Głowa mi pęka, ale stwierdzam, że musi wreszcie przestać. Mam ochotę na drzemkę, bo akurat na mojej zmianie odbyły się dwie imprezy związane ze chrzcinami. Oprócz dwóch maluchów krzyczących wniebogłosy, wokół stołów biegało kilkoro dzieci. Za każdym razem, gdy wchodziłem na salę, musiałem się upewniać, że żadne z nich nie pałęta się pod moimi nogami. Marcel rozlazł całą zupę, bo jeden z dzieciaków szturchnął go w nogi i „biedak” poleciał na stół z ogromną, ciężką misą. Chociaż goście siedzący najbliżej próbowali ich ratować, to zarówno Marcel oraz zupa ucierpieli. Przygryzałem wewnętrzną część policzka do bólu, bo chciało mi się śmiać. Marcel milczał do końca swojej zmiany, więc poprawił mi się humor.

Jednak teraz już wcale nie było mi do śmiechu. Spaliłem jajecznicę, Tara cały czas szczeka, komórka mi się rozładowała, a ostatnie kilka sztuk świerszczy padło, dlatego nie mogę nakarmić głodnych pająków.

Chyba gorzej już być nie może.

Szczekanie psa staje się głośniejsze, więc zaciskam pięści i wparowuję do pokoju. Tara skacze wokół łóżka, co wytrąca mnie z równowagi.

– Naprawdę, Tara? – warczę. – Co ci to łóżko zrobiło?

Rozglądam się po pokoju, ale nie zauważam niczego dziwnego. Nagle moje serce przestaje bić. Obracam głowę jeszcze raz w kierunku terrariów, bo jedno z nich jest otwarte. Wreszcie dociera do mnie, że pies nie szczeka na łóżko, ale na to, co jest pod nim. Przenoszę wzrok na Tarę i zamieram, bo tuż przed jej nosem siedzi Smiti. Oblewa mnie zimny pot, bo chociaż ten pająk ma słaby jad, to wyczesuje te przeklęte włoski parzące, które mogą bardzo podrażnić skórę człowieka, a co dopiero pysk psa. Wizyta u weterynarza murowana!

– Tara – syczę, starając się odwrócić uwagę psa, ale bezskutecznie. – Tara!

Smiti unosi przednie odnóża i przebiera nimi w powietrzu, dlatego nie zwlekam, tylko podbiegam do niego i zakrywam go dłońmi w ostatniej chwili. Przeklinam w duchu swoją głupotę, ale zdaję sobie sprawę, że uratowałem Tarę. Szczekanie nie ustaje. Nie zwracam na nie uwagi, tylko skupiam się na pająku, który właśnie tylnymi odnóżami wyczesuje włoski parzące. W głowie odliczam sekundy, aż wreszcie zaczynają mnie swędzieć dłonie. Na początku jest to nawet znośne, ale z każdą kolejną chwilą staje się coraz bardziej nieprzyjemne. Zaciskam zęby i ostrożnie podnoszę Smitiego z podłogi.

– Oszaleliście – warczę. – Wszyscy oszaleliście.

Wkładam pająka do terrarium i dokładnie zasuwam szybkę. Przykładam ręce do ciała, klnąc pod nosem, bo uczucie swędzenia nie mija.

Oglądam się przez ramię, ale Tary już nie ma.

– Super – rzucam sfrustrowany. – Takie podziękowania za ratunek. – Kręcę głową z niedowierzaniem. – Nie ma za co! – krzyczę w stronę drzwi.

Odpowiada mi pojedyncze szczeknięcie.

– Bezczelna – burczę.

Swędzenie się nasila, dlatego rzucam długą wiązankę przekleństw. Jeśli ten stan utrzyma się do jutra, to nie wiem co zrobię. Jedyny plus tej sytuacji jest taki, że nie jestem w stanie myśleć o Natalii.

____

Natalia

Ściskam w dłoniach puste kartony. Serce podchodzi mi do gardła. Czuję na sobie spojrzenie Kamila, który wygląda na zmartwionego. Stoimy pod drzwiami mieszkania Kuby już od kilku minut. Moje oczy są pełne łez, bo wiem, że gdy tylko przekroczę próg, wrócą wszystkie wspomnienia. Na moje nieszczęście tych dobrych jest o wiele więcej niż złych.

– Możemy przyjechać tutaj innym razem – mówi Kamil.

Kręcę energicznie głową, a po moich policzkach spływa kilka łez. Biorę głęboki wdech i cicho pukam. Drzwi otwierają się niemal natychmiast. Udręczona twarz Kuby podwaja ilość łez. Zerka niepewnie w stronę Kamila, a następnie wpuszcza nas do mieszkania.

Czarno–białe kwiaty otaczają mnie z każdej strony. Kiedyś uważałam, że ten przedpokój jest piękny, ale dzisiaj chcę zedrzeć tapety ze ścian.

Kamil przysuwa się do mnie, pewnie chcąc mi dodać pewności siebie, którą straciłam po wejściu na klatkę schodową.

– Spakowałem część twoich rzeczy – odzywa się pierwszy Kuba, wskazując dłonią na trzy kartony ułożone pod lustrem. – Nie ruszyłem niczego z sypialni – dodaje ciszej.

W jego głosie słyszę ból, na który wolałabym być głucha.

– Zniosę je do samochodu – mówi Kamil, co kiwam głową.

– Dziękuję – odpowiadam i od razu kieruję się do odpowiedniego pokoju.

Wchodzę do sypialni ze ściśniętym gardłem. Zaciskam mocno zęby, rozkładam kartony na podłodze i zabieram się do opróżniania szaf. Robię to mechanicznie, nie zastanawiając się nad niczym, nie patrząc na łóżko, które dzieliłam z Kubą. Niczego nie układam, wrzucam wszystko jak leci, żeby jak najszybciej mieć to za sobą i wyjść z tego mieszkania.

– Natalia.

Przymykam na chwilę powieki i nie reaguję.

– Natalia, proszę…

– Nie chcę z tobą rozmawiać – mówię, czując cholerną bezradność. – Po prostu pozwól mi spakować swoje rzeczy. Im szybciej to zrobię, tym szybciej będziesz miał mnie z głowy.

Kuba podchodzi bliżej i chwyta mój nadgarstek. Zaciskam palce na bluzce, którą akurat trzymam.

– Nie możesz zniknąć – stwierdza. – Po tych wszystkich wspólnych miesiącach nie możesz po prostu się spakować i wyjść.

Wyrywam rękę, obrzucając Kubę chłodnym spojrzeniem.

– Czego jeszcze nie powinnam robić? – rzucam zraniona. – Okłamałeś mnie, rozumiesz? Jak miałam zostać matką twoich dzieci, skoro wcale ich nie chcesz? Jak miałam zostać twoją żoną, jeśli nie chcesz założyć rodziny? Jak mam nie znikać, gdy rozbiłeś moje serce na tysiące kawałków? – Wrzucam z impetem bluzkę do kartonu. – Zawiodłeś mnie! Zraniłeś! Zrujnowałeś kawałek życia! – Robię krok w jego stronę. – I jeszcze masz czelność mnie zatrzymywać?!

– Przepraszam – wydusza z siebie.

Odwracam wzrok od błyszczących, niebieskich oczu.

– I jeszcze myślisz, że głupie „przepraszam” załatwi sprawę – rzucam gorzko. – Jestem pod wrażeniem – drwię.

– Nie bądź taka…

Prycham.

– Jaka? Zraniona? – Przekrzywiam głowę. – Doskonale wiedziałeś, że pragnęłam dzieci, jeszcze zanim staliśmy się parą. Myślałeś, że nagle mi się odwidzi i porzucę jedno z największych marzeń? – Patrzę na niego z bólem. – Już jako mała dziewczynka wiedziałam, że w przyszłości będę miała dużą rodzinę.

– Wiem – mówi urażony. – Tamtego dnia… – milknie, bo głos mu się załamuje. – Tamtego cholernego dnia… rodzice chcieli ze mną porozmawiać. Byłem wściekły z powodu albumu, bo doskonale zdawali sobie sprawę, jakie mam zdanie o posiadaniu dzieci. Odparli każdy mój argument, nie pozwalając mi nawet dojść do głosu. Bombardowali mnie swoimi przemyśleniami, cały czas powtarzając, że cię krzywdę. – Potrząsa głową. – Rozumiesz? Powiedzieli, że cię krzywdę… A ja cię kochałem, wciąż kocham… Po prostu nie zdawałem sobie sprawy, że w miłości nie można być egoistą, nie w takich sprawach. Wracając do domu, do ciebie, zrozumiałem, że mamy inne priorytety i w zasadzie jesteśmy różnymi ludźmi. – Wskazują dłonią na siebie, a potem na mnie. – Każde z nas chce od życia czegoś innego. Powinienem wziąć to pod uwagę.

Nie potrafię powstrzymać łez, które spływają po mojej twarzy, mocząc szalik.

– Powiedziałeś, że Maja…

– Tak, wiem – przerywa mi. – Wiem, że ją również okłamałem. Tak bardzo chciałem być tym idealnym facetem. Tym, który cię pokocha i uszczęśliwi. – Milknie na chwilę. – Tak bardzo tego chciałem, że potraktowałem tamtą rozmowę zbyt lekkomyślnie. Powinienem przemyśleć wszystko bardzo dokładnie. – Mruga kilkukrotnie. – Głupio założyłem, że miłość do mnie będzie silniejsza od tego, czego sama pragniesz.

Spuszczam wzrok.

– Nigdy nie byłabym szczęśliwa – mówię drżącym głosem. – Bez dzieci nigdy nie czułabym się kompletna. Co z tego, że wzięlibyśmy ślub i zamieszkali w pięknym domu, skoro byłby pusty i cichy? Nigdy nie poczułabym, jak to jest nosić pod sercem małą istotkę. Nigdy nie poczułabym, jak to jest być mamą. – Ocieram dłońmi policzki z łez. – Marzę o małych rączkach, które obejmowałyby mnie za szyję. O malutkim serduszku, w które bym się wsłuchiwała, gdyby dziecko spało. – Powoli podnoszę wzrok na Kubę. – Ominęłoby mnie tyle cudownych rzeczy… Naprawdę myślisz, że twoja miłość byłaby w stanie mi to zrekompensować?

Kuba przeciera dłonią twarz. Z jego oczu wypływa parę łez.

– Natalia, ja…

Podnoszę rękę.

– Już nic nie mów – szepczę zapłakana. – Nie zniosę więcej.

Widzę, że walczy ze sobą, ale ostatecznie wycofuje się z sypialni.

– Przepraszam – rzuca i wychodzi.

Moje serce chce uciec do niego, bo wciąż go kocham. Pomimo tego, co zrobił, nie potrafię przestać. Przenoszę wzrok na częściowo zapełnione kartony i czuję rozpacz. To nie miało tak wyglądać. Takie pakowanie wchodziło w grę tylko przy przeprowadzce, której się nie doczekaliśmy.

Siadam na łóżku i zaczynam głośno płakać. Nie obchodzi mnie, że Kuba pewnie wszystko słyszy. Pozwalam sobie na upust emocji, bo nie mogę wiecznie dusić w sobie tego całego bólu i smutku. Nawet nie chcę już dłużej tego robić. Moje serce i tak jest w kawałkach.

Nie może być gorzej.

*

Wpatruję się w ścianę, ściskając w dłoniach swoją ulubioną poduszkę. Siedzę na łóżku bardzo długo, nie potrafiąc zmusić się do pójścia spać. Ten dzień przyniósł mi ogrom emocji. Sen wydaje się być dokładnie tym, czego potrzebuję, ale nie potrafię zmrużyć oka. Ciągle rozpamiętuję ostatnią rozmowę z Kubą. Zawsze uważałam go za szczerego, dobrego i wspaniałego faceta. Pamiętam, jak mu powtarzałam, że jego przyszła dziewczyna będzie szczęściarą.

Uśmiecham się smutno pod nosem.

Na pewno nie miałam na myśli siebie.

Zamykam oczy, bo znowu czuję łzy napływające mi do oczu. Nie chcę znowu płakać. Męczy mnie taki stan. Głowa boli. Jestem taka… odrętwiała. Chciałabym się do kogoś przytulić i poczuć upragniony spokój. Chciałabym, żeby ktoś posklejał moje serce w całość – tak bezinteresownie. Chciałabym, żeby wreszcie wszystko zaczęło się układać po mojej myśli.

Kątem oka widzę, że komórka wibruje na łóżku. To Maja, ale nie zamierzam odbierać. Nie czuję się na siłach na rozmowę z przyjaciółką. Nie mam siły w sumie na nic.

Słyszę pukanie, więc zerkam w stronę drzwi. Do pokoju wchodzi mama. Wygląda na przejętą. Od razu podchodzi do łóżka i siada obok mnie.

– Powinnaś się przespać. Sen dobrze robi na złamane serce.

Kiwam głową.

– Nie potrafię zasnąć.

– Bo niepotrzebnie rozpamiętujesz rzeczy, na które nie masz już wpływu. – Obejmuje mnie ramieniem i przyciska do swojego boku. – To brzmi okrutnie, ale właśnie taka jest prawda. Dla własnego dobra powinnaś pozwolić wspomnieniom odejść.

– Nie potrafię – upieram się.

– Potrafisz, tylko nie chcesz.

Opieram głowę o ramię mamy.

– Kocham go – mówię cicho. – Tak bardzo go kocham i tęsknię.

– Wiem. I wiem też, że proces odkochiwania nie jest łatwy ani prosty. To długie tygodnie walki, ale poradzisz sobie. – Ściska mnie mocniej. – Zawsze sobie ze wszystkim radzisz. Tym razem będzie podobnie.

Kręcę powoli głową, bo jestem jednak innego zdania.

– Z nikim innym nie byłam tak długo i nikogo tak nie kochałam – przypominam. – Byłoby mi łatwiej, gdyby mnie nie kochał lub zdradził.

– Nieprawda – zaprzecza żywo mama. – Byłoby ci równie trudno. – Opiera brodę na mojej głowie. – Wiem, że często wywierałam na tobie presję i nie jestem z tego dumna. Czuję się winna temu, co się wydarzyło… Może… Może, gdybym tak nie naciskała, to teraz byłabyś szczęśliwa?

Zamykam oczy i wtulam się w nią mocniej.

– Chciałaś dobrze – szepczę.

– Powinnam pamiętać, że ty i Hania jesteście zupełnie innymi kobietami. Jesteście siostrami, ale macie inne charaktery. Hania doskonale wie, czego chce od życia i nigdy nie wchodziła w relacje, które mogłyby w jakikolwiek sposób ją rozczarować. Nigdy nie lubiła ryzykować. Wolała odpuścić. – Wzdycha cicho. – Ty… Ty łakniesz bliskości. Jesteś bardzo ufna, co często wykorzystują inni, dlatego twoje serce wielokrotnie zostało złamane. Niektórzy podciągnęliby to pod naiwność, ale znam cię lepiej. Potrafisz cieszyć się z drobnych rzeczy i tak łatwo cię uszczęśliwić… – Czuję, jak jej ciało zaczyna drżeć. – Jesteś dobra, kochana, rodzinna i empatyczna. Chciałabym, żebyś spotkała na swojej drodze kogoś, kto doceni te cechy.

– Nie chcę już nikogo.

– Nie mów tak.

Uśmiecham się pomimo łez.

– Hania ma wszystko – wyrzucam z siebie, nie ukrywając zazdrości.

– Twoją siostrę boli, że ty tego nie masz. Bardzo przeżywała waszą rozłąkę. Bała się powiedzieć ci o ciąży, bo przypuszczała, że to mogłoby pogłębić przepaść między wami. – Pociera moje ramię. – Wybiłam jej to z głowy. Jesteście siostrami i powinniście się wspierać. Życie nie jest łaskawe ani sprawiedliwe.

Krzywię się, bo czuję wstyd. Mama ma rację.

– Bałam się, że nie będę potrafiła cieszyć się jej szczęściem – mówię szczerze.

– Twój tata właśnie tak tłumaczył twoje zachowanie. – Przyciska policzek do mojej skroni i obejmuje mnie mocniej. – Jesteś naszą małą córeczką.

W innych okolicznościach przewróciłabym oczami.

– Hania nazywa mnie małą siostrzyczką.

– Bo jesteś najmłodsza – wyjaśnia mama. – Najmłodsi zawsze mają najgorzej.

Wybucham krótkim śmiechem.

– To chyba przekłada się nie tylko na życie rodzinne, ale również na całokształt – rzucam kpiąco.

– Nie zmienia to faktu, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

Nie komentuję tego.

– Jest już późno. – Odsuwa się i całuje mnie w czoło. – Spróbuj zasnąć.

Przyglądam się uważnie twarzy matki. Jej oczy są bardzo smutne.

– Mamo, nie obwiniaj się.

Łapie mnie za dłonie i mocno je ściska.

– Spróbuj zasnąć – powtarza, wysilając się na uśmiech.

Kiwam wolno głową.

– Spróbuję.

Mama wstaje i podchodzi do drzwi. Nagle zerka na mnie przez ramię.

– Wiem, że nadejdzie taki dzień, gdy przekroczysz próg naszego domu i oznajmisz, że zostaniesz mamą. – Unosi kącik ust. – I to będzie wspaniały dzień.

Z moich oczu wypływają łzy.

– Mamo… – nie kończę, bo nie potrafię.

– Tak właśnie będzie – upiera się.

Nie jestem w stanie zaprzeczyć, bo już jej nie ma. Patrzę, jak zamykają się drzwi, a moje serce zaczyna bić wolniej. Czuję ulgę pomieszaną z wdzięcznością. Nigdy nie przypuszczałam, że moja rodzina zrobi wszystko, żeby mi pomóc. Żałuję długich miesięcy, gdy jedyne czego pragnęłam, to żyć jak najdalej od nich. Powinnam cieszyć się szczęściem najbliższych, bo to nie jest żaden życiowy konkurs. Tutaj nie ma wygranych i przegranych.

Niespodziewanie zdaję sobie sprawę, że mam uśmiech na twarzy. Delikatnie dotykam palcami warg. Uczucie, które mnie wypełnia, jest niesamowite. Miłość rodziny ma cudowną moc.

Podnoszę komórkę, chcąc ją odłożyć na bok, ale zauważam powiadomienie. Moje serce zaczyna szybciej bić, gdy zauważam znajome imię. To Szymon. Otwieram wiadomość i z wrażenia unoszę brwi. Zamiast tekstu widzę zdjęcie Tary, która śpi na tym samym fotelu… Jestem wzruszona.

Po chwili przychodzi kolejna wiadomość: „Pamiętaj: nie znikaj”.

Wypuszczam głośno powietrze z płuc i przyciskam telefon do klatki piersiowej, mając mieszane uczucia. Nie chciałam zniknąć z jego życia tak samo mocno, jak nie chciałam, żeby on zniknął z mojego, ale życie nie jest sprawiedliwe i nie daje nam tego, czego pragniemy.

Nie odpisuję na tę wiadomość.

Ani na żadną kolejną.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4077 słów i 24039 znaków.

1 komentarz

 
  • Mała Mi

    Żyjemy w czasach, w których niepłodność jest uznawana za chorobę cywilizacyjną. Każda osoba powinna przyjąć do wiadomości, że może być nieplodna, może nigdy nie móc mieć swoich biologicznych dzieci. Nie branie takiej ewentualności pod uwagę jest głupie, naiwne i może mieć tragiczne konsekwencje. Natalia już nie raz udowodniła, że jest naiwna, ale nie jest głupia. Po jej rozmowie z Kubą wnioskuję, że powiedziała za dużo w przypływie emocji, głównie gniewu i rozczarowania. Natalia jest w tak złym stanie psychicznym, że gdyby teraz dowiedziała się, że nie moze mieć dzieci to mogłaby popełnić samobójstwo. A gdyby dowiedziała się, że ma problemy z zajściem w ciążę, które trzeba leczyć, wpadlaby w obsesję. Natalia zdecydowanie powinna udać się do psychologa, jej pragnienie bycia matką znacznie wykracza poza biologiczne potrzeby przekazania genów. Rozstania nigdy nie są proste, Kuba oszukiwał ją od samego początku, to tak jakby ostatnie 1.5 roku jej życia było kłamstwem. Bardzo współczuję każdej osobie, która miała podobną sytuację.
    Jej matka powiedziała, że łatwo Natalię uszczęśliwić, że cieszy się z małych rzeczy, nie pamiętam, kiedy w tej historii główna bohaterka była prawdziwie szczęśliwa. Akcja zaczyna się w momencie gdy już sa zgrzyty między nią i Kubą. W całej historii jest bardzo niewiele radosnych momentów, za to dużo dramy. Czekam na jakieś promyki, bo cała ta drama mnie przytłacza.  
    Co do Szymona - nudy. Zakładam, że jego uraz spowodowany spotkaniem z pająkiem wpłynie na fabułę i na kontakt z Natalią. Ostatnio czytałam dużo książek, w których występuje podział narracji na bohaterkę i bohatera, i zdecydowanie bohater jest ciekawszą postacią. W tej historii Szymon jest "byle jaki". Mam nadzieję, że się chłopak rozkręci.  
    Pozdrawiam i czekam na więcej.

  • elorence

    @Mała Mi akurat zalogowałam się, żeby wrzucić nowy rozdział :)

    Natalia czasami przypomina mi Simkę, której celem życia jest rodzina, a gdy tego nie ma, kołysze w dłoniach worek mąki 😅 Jest z nią coś nie tak, w jakiś sposób jest skrzywiona psychicznie.  

    Szymon nie jest rozrywkowym facetem, a ja też staram się ograniczyć ilość dram, bo za bardzo je lubię i nie chcę przesadzić :) Gdzieś w pierwszym tomie było napisane, że to człowiek bezkonfliktowy i cichy. Z tym bezkonfliktowym można by było się kłócić, ale raczej to taki spokojny typ.  

    Wstawki z pająkiem i Tarą mają bardziej na celu złagodzenie całej tej historii, bo gdyby tego nie było, to mogłoby być za ciężko.  

    Ja sobie zapisuję wszystkie uwagi :)  

    Dzięki za komentarz ❤