Za mało - Rozdział 5

Szymon

Siedzę przy stole i jem frytki. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem je w ustach – coś cudownego. Zrezygnowałem z nich w momencie, gdy postanowiłem zmienić swoje życie i przygarnąłem Tarę.

Rozglądam się po kuchni, zdając sobie sprawę, że zmieniłem tak wiele rzeczy… Nic z nich nie sprawiło, że Natalia wróciła, ale przynajmniej było mi lżej. Zacząłem więcej czasu spędzać z Amelią, chociaż nigdy nie stroniłem od jej towarzystwa. Nauczyłem się gotować i cały czas eksperymentuję, wypróbowując różne przepisy. Wziąłem pod swój dach psa, chociaż uparcie twierdziłem, że nigdy tego nie zrobię. Wyprowadziłem się z mieszkania wuja i chociaż wynajem sporo kosztuje, to czuję się lepiej. Dalej pracuję w dwóch różnych miejscach, mimo że całkowicie odpuściłem spotkania z kolegami z restauracji. Mam w dupie zdanie Konrada i jego kazania na temat słuszności integracji zespołu. Nie muszę do nich pasować, a nawet nie chcę. Myślałem, że postawienie się przyniesie ze sobą konsekwencje w postaci natychmiastowego wypowiedzenia, ale Konrad… zrozumiał. Nie powiedziałem mu całej prawdy, tylko powołałem się na drugą pracę i zmęczenie. Za bardzo zależy mu na wizerunku restauracji, żeby pozwolić mi chodzić po sali z workami pod oczami.

Napycham sobie do ust sporą ilość frytek, bo koniecznie muszę przestać tyle myśleć o przeszłości. Dobrze mi tu i teraz.

Obracam głowę i opuszczam wzrok na Tarę. Siedzi grzecznie przy moim krześle i patrzy na mnie w taki sposób, że przewracam oczami.

– Naprawdę, Tara? – prycham. – Naprawdę myślisz, że to na mnie podziała? Nie dostaniesz frytek.

Zaczyna cicho skomleć.

– Nie i już – mówię stanowczo.

Mam ją rok, ale jak widać nie nauczyła się jeszcze, że jedzenie przeznaczone dla ludzi jest tylko dla ludzi. Koniec i kropka. Jej była właścicielka często przymykała oczy na różne kuchenne akcje, ale ja mam o wiele więcej oleju w głowie. Dbam, by pająki po wylinkach nie musiały walczyć z pokarmem, stawiającym zbyt duży opór – wszystko dla ich zdrowia i bezpieczeństwa. Tym bardziej nie pozwolę, aby pies najadł się byle czego, a potem cierpiał.

Skomlenie staje się głośniejsze. Nie reaguję, więc Tara zaczyna szczekać. Zerkam na komórkę i stukam palcem w ekran. Dochodzi dwudziesta druga.

– Tara – syczę.

Nic.

– Tara!

Podnosi się i macha energicznie ogonem.

– Nie idziemy na żaden spacer – rugam ją. – Masz się w tej chwili uspokoić. Jest cisza nocna.

Kolejne szczeknięcie brzmi tak, jakby Tara próbowała mi odpysknąć po raz ostatni, a potem kładzie się na ziemi i opiera łeb na przednich łapach. Wzdycham ciężko na ten widok, bo wiem, że niejednego człowieka by poruszył. Od razu przypominam sobie o Berenice i jej karmieniu psa kiełbasą. Jeszcze nie mieliśmy okazji się spotkać, ale nie zamierzam puścić tego w niepamięć.

– I koniec przyjaźni z Bereniką – dorzucam, patrząc surowo na Tarę.

Zamyka oczy.

– Wiem, że słyszysz. Nie udawaj, że śpisz.

Gwałtownie podnosi łeb i cicho skomli.

– To wszystko dla twojego dobra, Tara.

Znowu opuszcza łeb i zamyka oczy.

– Kiedyś wreszcie zmądrzejesz – rzucam pod nosem, a potem wracam do jedzenia.

Cisza w mieszkaniu czasami bywa uciążliwa, ale dzisiaj potrzebuję spokoju. Miałem małą sprzeczkę z Koniarskim, na dodatek dostałem kilka smsów od tego idioty, Marcela. Chciał, żebyśmy się zamienili zmianami w piątek. On pracowałby do piętnastej, a ja cały dzień. Cudowna wymiana!

Potrząsam głową, bo powinienem się uspokoić tuż przed snem. Niepotrzebnie nakręcanie się sprawi, że wstanę jutro wkurzony – nienawidzę tego.

Patrzę kątem oka na Tarę, ale ona wciąż udaje, że śpi.

Daję jej jeszcze pięć minut. Potem pewnie znowu zacznie błagać o jedzenie.

____

Natalia

Leżę na łóżku, opierając nogi na ścianie. Od kilku minut próbuję złapać dobry kadr zdjęcia.

Kuba miał być w domu już dwie godziny temu. Wysłał wiadomość, że się spóźni, ale jestem zbyt napalona, żeby tyle na niego czekać. Gdybyśmy nie pokłócili się w weekend, pewnie udałoby mi się zaciągnąć go do łóżka. To jedyny mężczyzna, który potrafi doprowadzić mnie do orgazmu samym pieszczeniem piersi. Wiem, że mu się podobam, ale on ma swoją listę, chociaż otwarcie się do tego nie przyznaje. Na pierwszym miejscu na sto procent są piersi, na drugim i trzecim – pewnie też.

Wciągam mocno brzuch, kładę telefon tuż przed biustem i próbuję jeszcze raz. Nie do końca podoba mi się zdjęcie, więc uginam jedną nogę w kolanie i ponawiam próbę. Wzdycham, bo w mojej wyobraźni wszystko wyglądało jakoś lepiej. Poprawiam trochę kontrast, dodaję delikatny filtr, żeby efekt był jeszcze lepszy i wysyłam Kubie.

Przygryzam paznokieć, czekając na odpowiedź. Wiem, że kończy poprawianie artykułu, który jutro idzie do druku, ale może ta wiadomość poprawi mu humor. Ma za sobą stresujący dzień, a seks na pewno go rozluźni.

Ekran komórki się rozjaśnia. Od razu wyskakuje powiadomienie o wiadomości tekstowej. Wchodzę w skrzynkę odbiorczą, zagryzając wargę z podekscytowania.

„Miej litość…”

Niekoniecznie tego się spodziewałam, ale postanawiam wciągnąć go w moją grę.

„Mam wysłać jeszcze jedno zdjęcie?”

Nie czekam na odpowiedź, tylko wystawiam rękę, włączam aparat i robię szybkie zdjęcie. Efekt jest zadowalający. Mam delikatnie przymrużone oczy, przygryzioną wargę, ale to dekolt przyciąga uwagę. Piersi wręcz wylewają się z niewielkiego skrawka materiału. Nie mam imponującego biustu, ale projektanci bielizny najwyraźniej wiedzą, jak dobrze szyć. Tym razem w ogóle nie obrabiam zdjęcia i wysyłam.

„Zaraz nie będę potrafił usiedzieć, bo i bez wzwodu mam ciasne spodnie… Natka, zlituj się nad mą biedną duszą!”

„Twoja dusza jest mi niepotrzebna. Dobrze wiesz, czego teraz chcę ;)

Uśmiecham się, gdy widzę wiadomość zwrotną, ale szybko rzednie mi mina.

„Wyłączam telefon, przykro mi…”

Przewracam się na bok i siadam na łóżku. Jestem w szoku. Rozumiem, że ten artykuł jest dla niego ważny. Zbierał materiały tygodniami, nawet parę razy musiał wyjechać, ale… Przygryzam wargę i czytam wiadomość jeszcze raz. Nigdy nie robiłam mu awantur z powodu późnych powrotów do domu, bo rozumiem jego miłość do pracy. Kocha to robić i nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, żeby uznać to za problem. Teraz jestem trochę skołowana, bo nie wiem, co mam o tym myśleć.

Przegięłam? Może nie powinnam odwalać takiej akcji, tylko pozwolić mu w spokoju popracować? Prycham, odkładając telefon na bok i wstaję. Mogłabym pójść spać w tej zmysłowej bieliźnie, ale straciłam ochotę na seks. Wyciągam z szafy zwykłą koszulkę i długie bawełniane spodnie. Może nie są zbyt seksowne, ale przynajmniej wygodne. Szybko się przebieram, upychając w jednej z szuflad bieliznę i kładę się z powrotem do łóżka.

Biorę do ręki telefon, ale nie piszę żadnej wiadomości do Kuby, tylko ustawiam budzik. Nie idę od razu spać, tylko gapię się w sufit. Nie dopuszczam do swoich myśli tych głupich wyrzutów sumienia. Co z tego, że wolę seks bardziej niż on? Przecież to nie jest nic złego. Owszem, potrafię nad sobą zapanować, ale lubię ten rodzaj bliskości.

Owijam się szczelnie kołdrą, bo najlepszym rozwiązaniem jest sen.

***

Budzik gwałtownie wyrywa mnie ze snu. Przewracam się na brzuch i na ślepo próbuję odnaleźć telefon. Drugą ręką dotykam pustego miejsca. W jednej chwili się podnoszę i zdaję sprawę, że Kuby nie ma w łóżku. Jego strona wygląda na nietkniętą, więc nie było go przez całą noc. Chwytam komórkę, ale nie mam żadnych powiadomień. Co jest, do cholery?

W łazience spędzam więcej czasu niż zazwyczaj, bo cały czas zastanawiam się, gdzie jest Kuba i dlaczego nie wrócił do domu. Ostatnie szlify artykułu zajęły mu całą noc?! Nie wierzę! Nigdy tak długo nie siedział w redakcji. Przez głupi ułamek sekundy przypominam sobie o jego koleżankach z pracy, ale szybko doprowadzam się do porządku. Nie zdradziłby mnie. Nie ma takiej opcji. To jest Kuba, a on nie krzywdzi.

Idę do kuchni. Mam wybuchowy nastrój, więc gdy strącam kubek z kawą na podłogę, jestem bliska wpadnięcia w furię. Sprzątam bałagan i zaparzam drugą kawę, dodaję też trochę cynamonu, bo to malutki plus przeszłości. Może wciąż używam tego samego żelu pod prysznic, co kiedyś, ale Kuba nie zwraca na to uwagi. Dla niego liczą się tylko piersi. Zwraca uwagę na mój zapach tylko wtedy, gdy jesteśmy na wyjeździe i jestem skazana na jego żel. Uwielbia, gdy nim pachnę.

Piję kawę i co chwilę zerkam na telefon, który milczy.

Nagle słyszę, że ktoś wchodzi do mieszkania. Podnoszę wzrok na zegar. Za kilka minut wybije szósta rano. Cudowna pora na powrót do domu.

Kuba wchodzi do kuchni i od razu się zatrzymuje. Przygląda mi się badawczo, z lekkim dystansem i zaskoczeniem, jakby nie spodziewał się mnie o takiej porze.

– Gdzie byłeś?

– Myślałem, że zdążę wrócić, zanim się obudzisz – odpowiada wymijająco.

Prycham i odstawiam kubek, a potem krzyżuję ramiona.

– To nie jest odpowiedź na moje pytanie – mówię sucho. – Gdzie byłeś?

– Trochę nam zajęło przygotowanie gazety do druku. Musiałem jeszcze zerknąć na kilka innych artykułów. Marzena musiała napisać swój praktycznie od nowa i potrzebowała wsparcia.

Opada mi szczęka. Inna kobieta była ważniejsza ode mnie?

– Jaka znowu Marzena?

Kuba przewraca oczami.

– Nowa. Naczelna trochę się na nią uwzięła, bo dziewczyna pisze bardzo… prosto, starając się być obiektywna. Niby właśnie o to chodzi w dziennikarstwie, ale opowiadałem ci o Dorocie. Bywa… uciążliwa.

Czuję się zraniona.

– I to zajęło tyle godzin?

– Potem poszliśmy wszyscy na piwo, bo Dorota wprowadziła bardzo nerwową atmosferę i chcieliśmy odreagować.

Odreagować. Chcieli tylko odreagować.

– Fajnie, że dałeś znać – rzucam kąśliwie. – W ogóle fajnie, że dopiero teraz dowiaduję się, że otaczasz opieką jakąś nową pracownicę.

Wiem, że nie jestem sobą, ale mam to w nosie. Odprawił mnie wieczorem z kwitkiem, a potem bawił się w najlepsze i nie wrócił na noc. Jezu! Nie wrócił do mnie, do domu, który tak bardzo chciał ze mną stworzyć.

– Natka – wzdycha, podchodząc bliżej. Odruchowo się odsuwam. – Naprawdę jesteś zazdrosna? – Wygląda na zdumionego. – Przecież w weekend ci powiedziałem, że chcę…

– Odwróćmy sytuację – przerywam mu. – Jakbyś się czuł, gdybym nie wróciła na noc, bo wyszłam z kolegą na piwo?

– Doskonale wiesz, że ci ufam – odpowiada chłodno. Dostrzegam jednak inną prawdę, bo zdradzają go oczy. – Mogłoby mi się to nie spodobać, ale nie zrobiłbym ci awantury.

– Jasne – drwię.

– Mówię całkowicie poważnie – upiera się. Kładzie dłonie na moich ramionach, próbując spojrzeć w oczy. – Natalia, popatrz na mnie – prosi, ale go nie słucham. Jestem wściekła i mam do tego prawo. – Słyszysz?

– Muszę iść do pracy.

– Jest dopiero szósta – przypomina. – Natalia, słyszysz mnie? – Dotyka palcem mojego podbródka i go unosi. Niechętnie spoglądam mu w oczy. – Głowa mi zaraz pęknie, więc wezmę tabletkę, a potem usiądziemy i porozmawiamy, dobrze?

Dzielnie wytrzymuję jego spojrzenie.

– Dobrze – odpowiadam markotnie. – Tabletki są tam, gdzie zawsze – dodaję, wskazując dłonią moją torebkę, leżącą na jednym z krzeseł. – Tylko nie narób mi tam bałaganu.

Wzdycha ciężko, ale powstrzymuje się od komentarza, że tabletki przeciwbólowe powinny być również w szafce z lekami, a ja znowu sobie je przywłaszczyłam.

Kuba podchodzi do krzesła i przeszukuje torebkę. Przyglądam się temu z lekkim rozbawieniem, bo chociaż jestem wkurzona, zagubiony wyraz twarzy Kuby zawsze poprawia mi nastrój. Kręcę nosem niezadowolona, gdy wyciąga kilka starych ulotek i rzuca mi wymowne spojrzenie.

– Jak mam nie narobić bałaganu, skoro trzymasz tutaj wszystko? – Nagle wyciąga czerwoną piłkę, podsuwa ją pod nos i od razu się krzywi. – Co to jest, do diabła, i czemu tak okropnie śmierdzi?

Zamieram, bo całkowicie o niej zapomniałam!

– To własność psa – szepczę.

– Psa? – Kuba unosi wysoko brwi. – Po co ci psia piłka?

Przełykam z trudem ślinę, bo wiem, że za chwilę rolę się odwrócą i to on będzie wściekły.

– To winowajca tamtego wypadku Kacperka – tłumaczę.

Biorę głęboki wdech, bo widzę jak wyraz twarzy Kuby gwałtownie się zmienia. Patrzy na piłkę, a potem na mnie – i tak kilka razy.

– Po co ją zabrałaś?

– Nie wiem – odpowiadam szczerze. – Szymon zapomniał, więc pomyślałam, że… – Milknę, bo szybko orientuję się, że to nie brzmi najlepiej. – Psy przywiązują się do swoich rzeczy, dlatego ją wzięłam. Jeśli nadarzy się okazja, to mu ją oddam.

– Niezła wymówka – kpi. – Bardzo prawdziwa.

Kręcę głową.

– To nie jest tak, jak myślisz.

– Nie? – Marszczy groźnie brwi, odkładając piłkę z hukiem na stół. – Po co ją zabrałaś? – Podchodzi do mnie, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. – Tym razem powiedz prawdę.

– Szymon pewnie się obwinia.

– Co cię to obchodzi?! – naskakuje na mnie. – Wszczynasz kłótnię o jakąś koleżankę z pracy, a za moimi plecami planujesz spotkanie z byłym?!

Wzdrygam się.

– Co ty wygadujesz?

– Nie spotkasz się z nim, rozumiesz? – warczy.

Wciągam ostro powietrze do płuc, bo nigdy nie zabronił mi się z kimkolwiek spotykać. Owszem, zamknęłam przeszłość i zostawiłam ją za sobą, ale nigdy nie przypuszczałam, że wzmianka o Szymonie może aż tak wkurzyć Kubę.

– Nie możesz mi rozkazywać – mówię urażona. – I co to za brednie? Nie zamierzam się z nim spotkać!

– To po co wzięłaś tę cholerną piłkę?

Jestem w potrzasku. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja wymknęła się z kontroli. Nie wiem, czy powinnam powiedzieć mu prawdę, dlatego milczę.

– Po co? – drąży.

– Żeby móc mu powiedzieć, że jestem szczęśliwa – mówię sfrustrowana. – Zadowolony?

Kuba odsuwa się, prychając.

– Wciąż marna wymówka – syczy. – Już całkowicie zapomniałaś, co ci zrobił? – Przekrzywia głowę i przygląda mi się uważnie. – Zniszczył cię i zmienił. Nigdy nie byłaś sobą. Nawet teraz nią nie jesteś.

Otwieram szeroko oczy.

– O czym ty mówisz? – pytam zaskoczona.

– Mam dość tej rozmowy – burczy, cofając się w kierunku sypialni. – Idę się przespać.

– Kuba!

– Pozwól mi odpocząć.

Już otwieram usta, żeby jeszcze raz spróbować go zatrzymać, ale kręci głową i znika za drzwiami.

Zostaję sama w kuchni. Jestem przytłoczona tym wszystkim. Zerkam na zegarek. Za pół godziny powinnam zbierać się do wyjścia, żeby nie utknąć w korku, a nawet nie wypiłam kawy. Już nie mam na nią ochoty. Cały czas w powietrzu unosi się zapach cynamonu, przywołując wspomnienie Szymona. Odpycham je, bo mam zbyt dużo własnych problemów, żeby jeszcze przejmować się przeszłością.

_____

Szymon

Tara biega wokół nóg Bereniki. Ciemne legginsy świetnie je podkreślają. Dziewczyna jest ładna, ale nie dla mnie. Dałem sobie spokój z randkami i miłostkami. Najpierw muszę dojść do ładu i składu ze sobą, a dopiero potem zawracać komuś głowę.

– Tara – warczę, ale pies znów ma mnie w nosie. – Już chyba wolałem, gdy zżerały cię wyrzuty sumienia – dodaję pod nosem.

– Cześć, śliczna – mówi podekscytowana Berenika, drapiąc Tarę za uszami. – Stęskniłam się za tobą. – Unosi głowę i zerka na mnie. – Za tobą też.

– Mam dużo pracy.

Mina jej rzednie.

– No tak, całkowicie zapomniałam, że pracujesz w dwóch różnych miejscach. – Nagle jej twarz się rozjaśnia. – Ale słuchaj, jeśli potrzebujesz pomocy przy Tarze, to ja z chęcią się nią zaopiekuję. Mogę ją wyprowadzać na spacer. – Uśmiecha się zadziornie. – Może ona skusi się na bieganie?

Dlaczego nie wyszliśmy z domu piętnaście minut wcześniej albo później? Przynajmniej uniknąłbym tej niezręcznej rozmowy.

Dlaczego Berenice tak bardzo zależy, żeby uczestniczyć w moim życiu? Praktycznie się nie znamy. Gdyby nie Tara i jej miłość do taranowania wszystkiego, pewnie nigdy byśmy się nie poznali.

– Nie ma takiej potrzeby – ucinam.

– Ale to naprawdę nie byłby problem.

Jaka uparta… Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po mocniejsze środki.

– Słuchaj, ja naprawdę o nią dbam, więc na początek powinnaś przestać ją dokarmiać za moimi plecami.

Berenika jest cała czerwona. Szybko się prostuje i wygładza dłonią swój kucyk.

– Chciałam dać jej tylko przysmak – broni się.

– Nie powinna jeść kiełbasy ani żadnego innego ludzkiego jedzenia, skoro sam jej go nie daję – wyjaśniam. – Zwierzęta powinny dostawać jasne sygnały, co mogą, a czego nie. Takie potajemne dokarmianie osłabia moje zakazy, bo Tara głupieje i sama już nie wie, kogo powinna słuchać.

Dziewczyna kładzie dłonią na swojej szyi i patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Wygląda na przerażoną.

– Naprawdę nie chciałam…

– W porządku – przerywam jej, unosząc rękę. – Nie masz psa, więc skąd mogłaś wiedzieć?

Ale ze mnie kłamca. Przecież od początku zamierzałem ją ochrzanić, a teraz nagle zmiękłem, bo zrobiła smutną minkę i okazała skruchę.

– To może dasz się zaprosić na kolację? Tak w ramach przeprosin?

No i mam swoje dobre intencje.

– Naprawdę nie mam czasu.

– Na pewno znajdziesz wolny wieczór – mówi z przekonaniem. – Daj się namówić!

Zerkam na Tarę, która stoi obok Bereniki i macha energicznie ogonem.

Nie, nie zrobię tego. Nie umówię się z nią.

– Posłuchaj, ja… – Krzywię się, bo nie wiem, jakich słów powinienem użyć, żeby jej nie urazić. – Nikogo nie szukam i długo to się nie zmieni, dlatego szkoda twojego czasu.

Gwałtownie mruga i odwraca wzrok. Jasnoróżowe rumieńce na jej policzku krzyczą, że kolację uznała za randkę.

– Jasne. – Kiwa głową, ale nie patrzy na mnie. – Muszę uciekać, bo przekroczyłam czas przeznaczony na przerwę.

Nie żegna się, tylko biegnie w przeciwnym kierunku. Wzdycham ciężko i opuszczam wzrok na Tarę, która patrzy na oddalającą się sylwetkę Bereniki. Kucam i wsuwam dłoń w miękką sierść.

– Mówiłem ci już, że nikogo nie szukam – szepczę. – Koniec z dziewczynami, Tara.  

___________________________

Trochę mnie tu nie było, ale miałam kilka nieprzyjemnych spraw na głowie. Mam nadzieję, że już nic nie zakłóci moich planów i rozdziały będą pojawiały się regularnie :)

Dzięki za wszystkie piękne komentarze! ❤ Motywują do pisania, więc dziękuję Wam podwójnie!

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3222 słów i 19173 znaków, zaktualizowała 22 sty o 23:08.

3 komentarze

 
  • NelaMotylek

    Szymon coraz bardziej kradnie moje serce. Tak wiele zmian wprowadził do swojego życia i to wszystko przez Natalię. W końcu dopiero po rozstaniu z nią zdecydował się na wyprowadzkę, a co za tym idzie żadnej więcej współlokatorki. Na moje, to on wciąż jest w niej zakochany i jeszcze nie uporał się z tym uczuciem. Mam więc nadzieję, że ostatczenie będzie miał możliwość jej to wyznać. Nie wiem skąd się u mnie to bierze, ale jestem wyczulona na cierpienie facetów.

    Jeśli chodzi o Kubę, to mam wrażenie, że on nie czuje się pewny Natalii. Jakby się bał, że ewentualne spotkanie Natalii z Szymonem coś zmieni w ich życiu. Może wcale się nie myli?

  • elorence

    @NelaMotylek czasami mam wrażenie, że siedzisz mi w głowie :) Uwielbiam Twoje komentarze, bo wręcz cudownie analizujesz losy moich bohaterów ❤  

    Z Kubą to trochę skomplikowana sprawa i na pewno będzie gorąco, prawdopodobnie za maks 6 rozdziałów, ale to tak naprawdę ostateczna granica :) Czyli w ciągu 3 tygodni wszystko się rozwiąże :)

    Szymonowi Natalia zapadła w pamięć i chociaż myśli, że zapomniał, to jednak jest inaczej :(

  • NelaMotylek

    @elorence już mi tak nie słodź chyba, że zachęcasz do częstego komentowania😉 Nie wiem skąd bierze się u mnie ta cała analiza, może po prostu tyle romansów w życiu obejrzałam i przeczytałam, że potrafię wyłapać pewne rzeczy 😉

    Pozostaje mi tylko czekać, jeśli chodzi o Kubę.  

    No właśnie widzę, że Szymon nie zapomniał. Bardzo wiele czynników na to wskazuje i dlatego tak bardzo mi go żal, bo wiem, że to wcale nie jest zły chłopak, tylko ma swoje tajemnice i powody.

  • elorence

    @NelaMotylek oj tam, nie słodzę :) Stwierdzam fakty!

    Szymon nie jest zły, ale skrzywdził Natalię, więc trudno mu będzie ją odzyskać - jeśli oczywiście w ogóle będzie tego chciał 😅

  • agnes1709

    Tak, spóźniła się Pani, ale wybaczamy. Tłumaczenie zaakceptowane, życzę poukładania spraw ;) Kiedy spotkanie, bo już nie mogę się doczekać? Kubuś ładnie się zachował, nie umie korzystać telefonu? Umie, skoro wyłączył :spanki:

  • elorence

    @agnes1709 co nie? 😂 Dziękuję ❤❤❤

  • Mysza

    I ja już nie wiem czy mam na co liczyć czy nie 😂😂

  • elorence

    @Mysza już chcesz się pozbyć Kuby? 😂

  • Mysza

    @elorence Od zawsze. Tylko nie wiem czy jest sens aby na to czekać

  • elorence

    @Mysza poczekaj na kolejny rozdział ❤ Obiecuję, że będzie iskierka nadziei, bo napisałam go wczoraj :)

  • Mysza

    @elorence cóż, na początek to i iskierka jest dobra 😂