Za mało - Rozdział 36

Szymon

Przekraczam próg mieszkania i zamieram. Tara przebiega między moimi nogami, od razu kierując się w stronę miski z wodą, a ja dalej stoję w otwartych drzwiach. Nie potrafię oderwać wzroku od zapłakanej Natalii. Siedzi przy stole, ociera policzki z łez i co chwilę zerka w stronę terrarium, żeby głośno łkać. Ten widok jest niepokojący, dlatego powoli zamykam drzwi, ściągam buty i podchodzę do krzesła Natalii.

– Co się stało? – pytam zmartwiony, odgarniając jej włosy z twarzy.

Podnosi na mnie wzrok. Zaczerwione oczy są pełne łez.

– Zabiłam go.

Mrugam nerwowo.

– Zabiłaś... Kogo?

Natalia macha nerwowo dłonią w kierunku terrarium.

– Smiti nie żyje – łka. – Nie żyje, bo... go... zabiłam.

Marszczę brwi i odruchowo nachylam się nad terrarium. Smiti leży nieruchomo „na plecach". Przyglądam się uważniej całej scenerii i mam ochotę parsknąć śmiechem. Przygryzam boleśnie wnętrze policzków, starając się zapanować nad mimiką twarzy. Spoglądam ponownie na Natalię, która również na mnie patrzy. Nagle marszczy groźnie brwi.

– Śmiejesz się? – piszczy. – W takim tragicznym momencie?!

Chęć zaśmiania się jest tak silna, że przykładam pięść do ust.

– Podobno Smiti jest... był twoim ulubieńcem! – dodaje zapłakana. – Powinieneś być zły, a potem...

– Potem co? – przerywam jej. – Zostawić go w spokoju i odłożyć terrarium na miejsce?

– Będziesz trzymał w domu zwłoki?!

Nie wytrzymuję i parskam śmiechem.

– Jesteś... Jesteś... – Natalia zaczyna płakać. – Przejmuję się śmiercią twojego pająka bardziej niż ty!

– Smiti przechodzi wylinkę – mówię wciąż rozbawiony.

Płacz ustaje.

– Co?

– Wylinkę – odpowiadam spokojnie.

– Co to jest, do cholery?

– Mówiąc najprościej: Smiti porzuca swoje stare ciało na rzecz nowego.

Natalia łapie się za włosy i kręci głową.

– Boże, dalej nic nie rozumiem!

– Od jakiegoś czasu go nie widziałem, więc pewnie schował się w swoim gnieździe i czekał na wylinkę. – Ściągam brwi, bo jedna rzecz nie daje mi spokoju. – Jak to się stało, że wylądował na środku terrarium?

– Chyba chciałam ci pomóc czy coś... Myślałam, że sama dam radę ogarnąć jego... mieszkanie, ale rozgrzebałam taką górkę ziemi. – Wskazuje palcem na róg terrarium. – I nagle wypadł z niej Smiti i... zaczął się trząść. Spanikowałam, bo... to twój ulubiony pająk. Myślałam, że zrobiłam mu krzywdę.

– Myślałaś, że go zabiłaś – prostuję. – Doceniam gest, ale... – urywam, bo nie chcę jej urazić.

– Przeszkodziłam mu – mówi skruszona. – Nie chciałam. Po prostu... – Załamuje ręce. – To był bardzo głupi pomysł. Mogłam poczekać na ciebie i zaoferować ci swoją pomoc.

– Mogłaś – przyznaję. – Ale nic złego się nie stało. Za kilka godzin Smiti będzie jak nowy.

– Kilka godzin? – pyta przerażona. – Tak długo trwa ta transformacja?

– Transformacja – powtarzam rozbawiony. – Tak, trwa kilka godzin, dlatego za chwilę odłożę terrarium na miejsce.

– Przepraszam.

Siadam na krześle tuż obok i ponownie odgarniam włosy z twarzy Natalii. Nie wygląda najlepiej, ale sam fakt, że przejęła się losem mojego pająka... Chcę jej powiedzieć, że ją kocham, zamiast tego pochylam się w jej stronę i scałowuję słone łzy z jej twarzy.

– Co ty robisz? – szepcze zarumieniona.

– Przejęłaś się.

– A dlaczego miałabym się nie przejąć?

Coś mocno chwyta mnie za serce. Jak mogłem pozwolić tej dziewczynie odejść? Oddać ją w ręce Kuby i prawie stracić na zawsze? Pokochała Tarę i pokochała nawet Smitiego. Co z tego, że są jeszcze cztery inne. Ta jedna mała miłość wystarczy.

Wiem, że przyglądam się jej zbyt długo. Widzę, jak przygryza dolną wargę, pewnie zastanawiając się, o czym myślę. Nie chcę nic mówić, więc ją całuję. Delikatnie muskam wargami jej usta mokre od łez. Czuję słony smak na języku, który wzbudza we mnie masę dziwnych, obcych mi uczuć. Odsuwam się dosłownie na kilka centymetrów. Z tej perspektywy oczy Natalii są jeszcze piękniejsze, nawet zaczerwienione i pełne łez, pomimo opanowania sytuacji.

– Zostań na noc – szepczę błagalnym tonem.

Kiwa delikatnie głową.

– Odłożę Smitiego – dodaję, wstając. – I zaraz wracam, bo chyba musimy porozmawiać.

Natalia momentalnie odwraca wzrok. Szybko zdaję sobie sprawę, że ona również musiała się nasłuchać bzdur na nasz tematów – w szczególności na mój, co cholernie mi się nie podoba.

Zaciskam zęby, podnoszę ostrożnie terrarium ze Smitim i odnoszę go na miejsce.

____

Natalia

Siedzimy wtuleni w siebie na łóżku. Tara leży na kołdrze w miejscu, gdzie znajdują się nasze nogi, jakby nie chciała pozwolić nam odejść. To słodkie i takie... nasze. Wtulam się mocniej w ramiona Szymona, który kładzie dłoń na moje biodro i wsuwa palce pod moją koszulkę. Czuję delikatny, uspokajający dotyk.

– Chcemy o tym rozmawiać? – pytam cicho.

– Podejrzewam, że rozmowa z Mają przebiegła równie kiepsko co moja z Krzyśkiem – odpowiada drętwo.

– Powiedział ci o... – urywam, bo słowo „ciąża" nie chce przejść przez moje usta.

– Tak. Usprawiedliwił tym wybuch Mai, co dla mnie jest jakimś, kurwa, nieporozumieniem. Jego żona przesadziła. Nieważne, że jest w ciąży. Klara miała bardzo skrajne wahania nastrojów, ale nigdy nie odwaliła takiej akcji.

– Ona nie potrafi uczyć się na błędach. Zawsze mnie pouczała, a sama okazała się hipokrytką.

Szymon przyciąga mnie mocniej do siebie i całuje w czoło.

– Maja mnie nie zna i tak naprawdę nie zna też nas – pociesza.

– Co powiedział Krzysiek?

– Nieistotne bzdury – zbywa mnie.

– Czyli? – dociekam, bo nie chcę żadnych niedopowiedzeń. – Nie ukrywaj niczego przede mną.

– Nie zamierzam. – Zaczyna kreślić palcami wzory na moim biodrze. – Po prostu nie chcę dać ci szansy na zwątpienie w moje intencje.

Podnoszę wzrok, pozwalając sobie na utonięcie w orzechowych oczach. Mogłoby się wydać, że to idealna sceneria, żeby powiedzieć ukochanej osobie o swoich uczuciach, ale tematyka rozmowy psuje nastrój. A chcę mu powiedzieć, że go kocham i dziękuję za jego obecność.

– Nie zrobiłam tego przez ostatnie miesiące, więc teraz również nie zwątpię.

Szymon dotyka wolną dłonią mojego policzka i bardzo delikatnie wsuwa palce w moje włosy, a potem przyciąga moją głowę i całuje mnie w czoło. Jego ciepłe usta zostają na mojej skórze o wiele dłużej niż powinny, jakby ten słodki buziak miał mi coś powiedzieć. Delikatność Szymona sprawia, że moja wyobraźnia wybiega do przodu i ustawia nas przed ołtarzem, co jest idiotyczne, bo my nawet nie jesteśmy razem.

Nasze spojrzenia znowu spotykają się ze sobą.

– Zależy mi na tobie i zrobię wszystko, żeby cię już nie stracić – mówi.

– Czyli oni się mylą.

– Mylą – powtarza. – Muszą się mylić.

Ogarnia mnie ogromna ochota, żeby zacałować go na śmierć. Poruszam się, ale momentalnie nieruchomieję, bo Tara zaczyna szczekać. Patrzymy w jej kierunku, a Szymon pierwszy wybucha śmiechem. Szybko do niego dołączam.

– Musimy już tak zostać – stwierdza rozbawiony Szymon.

Układam się niżej, wtulając policzek w nagą klatkę piersiową.

– Jak zawsze to ja mam przerąbane – mruczy z udawanym niezadowoleniem. – Tara, jak Boga kocham, następnym razem będę spał na tobie.

Ciche pomrukiwanie wywołuje kolejną salwę śmiechu.

Pięć pająków, Tara, ja i on – najlepsze, najdziwniejsze i najszczęśliwsze połączenie na świecie. Nigdy nie przypuszczałam, że wplątam się w takie pokręcone towarzystwo, ale teraz nie zamieniłabym ich – nawet tych czterech włochatych bestii – na żadne inne.

____

Szymon

Od rana ekipa z restauracji klepie mnie po plecach i rzuca w moim kierunku błahe teksty, że niby świetnie im się ze mną pracowało; że niby jestem niezastąpiony; że niby będą tęsknić. Uśmiecham się zdawkowo, bo Konrad prosił mnie, żebym przepracował ostatnie trzy zmiany. Nie podoba mi się to, bo w czwartek i w piątek będę miał podwójne zmiany, a to oznacza brak spotkań z Natalią. Już wiem, że poproszę ją o opiekę nad Tarą. Mam tylko nadzieję, że Klara nie będzie miała nic przeciwko. Amelia również.

Zmiana z Marcelem już mnie tak nie wkurza, chociaż gdybym wczoraj oddał wypowiedzenie, to dzisiaj byłoby nasze przedostatnie spotkanie. Lekki stres wywołany przez rozmowę Natalii z Mają oraz kłótnia z Krzyśkiem sprawiły, że całkowicie zapomniałem o swoim postanowieniu. Nie zamierzam nad tym zbyt mocno ubolewać, bo wczorajszy wieczór z Natalią popchnął naszą relację do przodu. Byłem blisko wyznania jej swoich uczuć i wiem, że ona również chciała powiedzieć coś więcej.

– Myślałem, że żartujesz – rzuca Marcel, porządkując zamówienia.

Przygotowuję właśnie kawy dla klientów z mojego stolika, więc niestety mam czas na rozmowę.

– Nie żartowałem – mówię na odwal się.

– Konrad jest z ciebie zadowolony. Zbierasz niezłe napiwki. Masz stałych klientów. Jesteś tutaj lubiany.

– Lubiany – prycham. – Nie wiem, co to za moda, żeby kłamać, gdy pracownik jest na wypowiedzeniu.

– Nie kłamię – burczy. – Nawet Darek ubolewa nad twoim odejściem.

Powstrzymuję się od wybuchu śmiechu, żeby nie napluć do kawy.

– Tak, utonie we łzach i będzie mi machał chusteczką na pożegnanie, krzycząc, że będzie za mną tęsknił – drwię. – Czy ty się dzisiaj uderzyłeś czymś ciężkim w głowę?

– Chyba ty.

Wywracam oczami.

– Riposta roku – rzucam pod nosem.

– Na lepszą mnie dzisiaj nie stać. Już się zastanawiam, jak bardzo zjebie się mój grafik, gdy odejdziesz. – Wzdycha ciężko. – Darek to leser, a Konrad pewnie stwierdzi, że skoro razem pijemy na imprezach integracyjnych, to świetnie będziemy się również dogadywać na wspólnych zmianach.

– Nie przesadzaj – rugam go. – Przecież już z nim pracowałeś.

– Już wolę zmiany z tą nową, Dagmarą. Może i muszę prowadzić z nią wojnę o stoliki, ale przynajmniej mamy wspólne tematy, więc nie ma nudy.

– Lepiej zostawcie tą nową w spokoju, bo Konrad znowu się wkurwi – radzę, ustawiając białe filiżanki na tacy. – Dobrze wiesz, jak nie lubi flirtów w pracy.

– Już dzisiaj widziałem, że Konrad zlecił menadżerce wydrukowanie informacji o poszukiwaniu nowego pracownika.

Podnoszę tacę i rzucam wymowne spojrzenie w kierunku Marcela.

– Leć, leć – ponagla mnie. – Może ostatni raz podasz komuś kawę za kasę.

Chcę, żeby ten dupek miał rację.

____

Natalia

Czas leci nieubłaganie, ale tylko w mojej głowie. Co chwilę zerkam na zegarek na dole ekranu, ale te cyferki chyba mnie nienawidzą, bo zmieniają się tak wolno, że mam ochotę krzyczeć z frustracji. Marek podrzucił mi kilka projektów, które powinnam zatwierdzić jeszcze w tym tygodniu. Nie mam do nich głowy, dlatego ustawiam powiadomienie na piątek. Karolina spamuje mi mailami, bo mam zaległy artykuł do napisania na przysłowiowe „wczoraj". Nie miała nic przeciwko, żebym wyszła wcześniej z pracy i nie wspominała o nadrobieniu czegokolwiek, a dzisiaj rano powitała mnie z grobową miną, każąc uważnie przeczytać maile.

Zerkam w stronę komórki, ale ona milczy. Szymon wspominał rano, że całkowicie zapomniał wczoraj złożyć wypowiedzenia i ma zamiar zrobić to dzisiaj. Jestem ciekawa, jak przyjął to Konrad i inni pracownicy. Chyba bardziej jestem ciekawa naszej relacji po wczorajszym wieczorze. Mam wrażenie, że coś się zmieniło i jednocześnie mam nadzieję, że to mi się nie przywidziało.

Wzdycham ciężko, blokuję ekran laptopa i biegnę do kuchni po kolejną dawkę kofeiny. Muszę jak najszybciej pobudzić się do życia. Chcę wyjść o ludzkiej godzinie z redakcji, ale chyba się na to nie zapowiada. Na szczęście kuchnia jest pusta. Ekspresowo przygotowuję sobie kawę i wracam do biurka. Na widok stosu kartek, klnę bezgłośnie. Czerwień wręcz bije po oczach. Myślałam, że moja szczerość ugłaska trochę Karolinę, ale najwidoczniej nic się nie zmieniło. Trudno.

Jedynym plusem jest święcący ekran komórki. Zauważam powiadomienie, więc szybko wchodzę w wiadomości i szczerzę się jak głupia, widząc imię nadawcy.

„O której kończysz pracę?"

Zerkam za siebie, ale współpracownicy są pochłonięci pracą, dlatego decyduję się odpisać.

„Późno..."

„Co to znaczy?"

„Mam nadzieję, że wyrobię się do 18, bo nie mam dzisiaj weny do pracy..."

„U mnie jest cyrk, dlatego byłoby fajnie się dzisiaj spotkać. W czwartek i w piątek mam dwie zmiany, więc... możemy u siebie nocować, ale dla mnie to za mało."

Uśmiecham się do komórki, bo niczego sobie nie wymyśliłam i wczorajszy wieczór zdarzył się naprawdę.

„Dla mnie też..."

Chcę dodać coś więcej, ale słyszę za plecami głos Karoliny, dlatego wysyłam niepełną wiadomość, odkładam szybko komórkę i wracam do pracy.

*

Zmęczona przechodzę przez hol i przeklinam pod nosem, bo widzę z daleka Brygidę, Ankę i Baśkę, które rozmawiają niedaleko głównego wyjścia. Wiem, że nie przejdę niezauważona, dlatego nawet nie mam zamiaru udawać, że ich nie widzę. Podchodzę do nich z przyklejonym uśmiechem. Liczę na szybką, zwyczajną wymianę zdań.

– Myślałam, że dzisiaj będziesz siedziała tu do nocy – rzuca rozbawiona Brygida.

– Widziałam, jak klawiatura paliła się pod jej palcami – mówi Anka.

Cała trójka wybucha śmiechem. Uśmiecham się, bo faktycznie tak było.

– Dzisiaj miałam wenę – kłamię.

– A może spieszysz się na jakieś ważne spotkanie? – sugeruje Anka, poruszając wymownie brwiami.

– Na przykład z tym kolesiem, z którym tak namiętnie wymieniasz wiadomości – dorzuca swoje Baśka.

– Po prostu chcę skorzystać z ładnej pogody. – Wskazuję dłonią na przeszklone drzwi, żeby wzmocnić swoją wiarygodność.

– Nie potrafisz kłamać – stwierdza Brygida. – Prędzej czy później i tak wszyscy się dowiedzą, więc po co te tajemnice?

Już chcę odpowiedzieć coś na odczepnego, gdy przy wejściu robi się niemałe zamieszanie, które przyciąga spojrzenia całej naszej czwórki.

– Tara!

Blednę, bo przeczuwam kłopoty.

– Tara!!!

Bardzo duże kłopoty.

Prawie się przewracam, gdy niespodziewanie uderza we mnie uradowana Tara. Macha tak mocno ogonem, że uderza w nogi Baśki. Ona, Brygida i Anka zaczynają zachwycać się psem, jednocześnie rozglądając się za właścicielem. Kucam przed Tarą, która od razu rzuca się do mojej twarzy, próbując mnie polizać. Śmieję się głośno i trzymam ją na bezpieczną odległość. Wiem, że pewnie będę miała brudne ślady na mojej żółtej sukience, ale jestem już po pracy.

– Tara! – zdenerwowany głos Szymona skupia uwagę kobiet.

– Ale przystojniak! – komentuje Anka.

– Słodki pies i słodki właściciel – dorzuca Baśka.

Nie zamierzam czekać na komentarz Brygidy, dlatego wychodzę naprzeciw Szymonowi. Jego wyraz twarzy łagodnieje, gdy mnie zauważa. Tara szczeka na niego, ale on skupia całą uwagę na mnie. Zauważam, jak jego wzrok prześlizguje się po moim ciele, dłużej zatrzymując się na piersiach i biodrach. Na chwilę zapominam, że za moimi plecami znajdują się moje niedoinformowane koleżanki.

– Cześć, kochanie – mówi Szymon, całując mnie krótko w usta, a potem przenosi wściekły wzrok na Tarę. – Nie potrafisz poczekać kilku minut, co?

– Nic się nie stało – odpowiadam za nią.

– Idziemy do mnie?

Otwieram usta, ale szybko je zamykam, bo obok nas pojawia się święta trójca.

– Nie przedstawisz nas? – pyta Anka, szturchając mnie łokciem.

Wiem, że już po mnie, ale mimo to dokonuję szybkiej prezentacji. Kobiety po usłyszeniu imienia właściciela psa, nie potrafią się powstrzymać od jednoznacznych spojrzeń, którymi wręcz wywiercają dziurę w mojej twarzy.

– Ten Szymon? – pyta niewinnie Baśka.

– Ten? – powtarza zdezorientowany Szymon, patrząc na mnie pytająco.

– Natalia ma na swoim koncie ciekawą historię – zaczyna Brygida. – Kiedyś pisała artykuł, a raczej to recenzję, o restauracji Konrada. No wiesz, tego sławnego Konrada. Wszystko ładnie, pięknie, ale pomyliła jego imię.

– Wszędzie wpisała twoje! – wypala Baśka.

– Może nie twoje twoje. W sensie, że pewnie nie chodziło jej akurat o ciebie, bo to jednak było dawno temu, ale historia i tak zabawna – tłumaczy Anka.

Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Zarumieniona, unikam wzroku Szymona.

– A kiedy to dokładnie było? – dopytuje, nie wiem, do cholery, po co.

– Z rok temu? – odpowiada niepewnie Baśka.

– Co ty gadasz! – ruga ją Brygida. – To było ponad dwa lata temu. Jeszcze zanim przejrzała na oczy i związała się z Kubą.

Nie muszę widzieć miny Szymona, żeby wiedzieć, że nie jest zadowolony.

– Ale rzuciła tego Szymona z powodu Kuby, więc to nie był przyszłościowy związek – mówi Anka.

Moje wnętrzności wywracają się do góry nogami. Wiem, że powinnam zareagować, zanim te idiotki powiedzą coś więcej.

– Wybaczcie, ale czas nas goni – rzucam szybko, podchodząc do Szymona. – Do jutra!

– Miło było cię poznać! – krzyczy Baśka.

– Cześć – mówi chłodno Szymon i pozwala się wyprowadzić na zewnątrz.

Na szczęście Tara cały czas dotrzymuje nam kroku, więc częściowo oddycham z ulgą. Moje serce bije nierówno – trochę ze strachu, trochę z powodu poczucia winy.

– Nie słuchaj ich. Gadają to, co im ślina na język przyniesie.

Szymon długo milczy.

– Lubią go, prawda?

– Lubią, a on ich nie – wyjaśniam.

– Też mi pocieszenie – burczy. – Nie mówiłaś im o nas? – pyta zaskoczony.

– To okropne plotkary – bronię się. – Wiedziały o większości moich związków. Nie wiem, co ja sobie wtedy myślałam, ale to był błąd. Gdy byłam z Kubą, to starałam się pilnować, ale nie mogłam ukryć swojego kiepskiego samopoczucia, gdy się rozstaliśmy. A z tobą... Jestem teraz mądrzejsza i milczę jak grób.

Szymon uważnie mi się przygląda.

– Mam dziwne wrażenie, że cały świat jest przeciwko nam – stwierdza cierpko.

– Czasami odnoszę podobne wrażenie – przyznaję.

____

Szymon

Jestem wściekły na Tarę, że wbiegła do budynku i skazała mnie na słuchanie bzdur, wygadywanych przez koleżanki Natalii. Niby cieszę się, że nie trąbi o naszej relacji na prawo i lewo, ale znowu czuję się pominięty. Świetnie znają Kubę i od razu było widać, że bardzo go lubiły i kibicowały ich związkowi. Nam nikt nie kibicuje. Wszyscy skazują nas na porażkę, co mnie po prostu niemożliwie mocno wkurwia.

– Lepiej chodźmy i spędźmy ten wieczór lepiej niż ostatnie pięć minut – proponuję bez przekonania.

Opuszczam wzrok na Tarę i wskazuję jej dłonią kierunek. Nie rusza się, czekając pewnie na nas. Nagle czuję ciepłą dłoń, która wsuwa się w moją. Patrzę na delikatnie zarumienioną Natalię i splatam nasze palce. Moje kiepskie samopoczucie znika pod ciężarem pozytywnych emocji, które odczuwam w tej chwili. Poruszony, przyciągam Natalię bliżej i całuję ją w usta. Chciałbym więcej, ale poczekam na wieczór.

– Powinnaś zostawić u mnie kilka swoich rzeczy – mówię.

– Tak robią pary – wypala.

– A my kim jesteśmy?

– Nie zapytałeś.

Parskam śmiechem.

– Ile my mamy lat? Piętnaście? – nabijam się z niej.

Urażona, próbuje wyswobodzić swoją dłoń. Zauważam, że kącik ust jej drga, więc pewnie sama jest rozbawiona tą całą sytuacją.

– Ale mógłbyś zapytać – obstawia przy swoim.

– Mógłbym.

Dalej stoimy w miejscu. Tara zaczyna buczeć, bo nienawidzi czekać. Za chwilę pewnie buczenie przemieni się w szczekanie i szlag trafi odpowiedni nastrój. Natalia za to milczy, czekając na mój ruch.

– No dobra – kapituluję. – Będziesz ze mną chodzić?

– Spróbuj jeszcze raz – zachęca.

Przewracam oczami.

– To będziesz czy nie? – pytam z udawanym zniecierpliwieniem.

Natalia wzdycha teatralnie.

– Ostatnia szansa – ostrzega.

Przyciągam ją jeszcze bliżej, aż prawie stykamy się nosami. W świetle słonecznym dostrzegam jasnożółte plamki w okolicach tęczówki – piękny widok.

– Zostaniesz moją dziewczyną? – pytam, ale tym razem bez głupich żartów.

Natalia patrzy mi tak głęboko w oczy... Na dodatek przygryza wargę. Milczy zbyt długo. Chcę, żeby podzieliła się swoimi myślami. Nie zdążam o to zapytać, bo słyszę odpowiedź:

– Tak, zostanę twoją dziewczyną, mój chłopaku.

Bliżej nam do trzydziestolatków niż do dwudziestolatków, ale w tej chwili mam to w gdzieś. Nigdy nie byłem w poważnym związku. Nastoletnie lata spędziłem na użeraniu się z bratem i z nosem w książkach. Mam prawo nadrobić ten beznadziejny czas.

Szczekanie Tary przywraca mnie do rzeczywistości. Mrugam i zerkam na psa.

– Nie martw się, nie zapomnieliśmy o tobie – ubiega mnie Natalia.

– Choćbyśmy nie wiem, jak się starali, to jest to niewykonalne – mówię rozbawiony, nachylając się w stronę Tary i głaszcząc ją wolną dłonią po grzbiecie.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3560 słów i 21564 znaków.

3 komentarze

 
  • Mena

    Z każdym kolejnym rozdziałem chce się więcej i więcej, a każdy rozdział jest niesamowity :)

  • PeterFalk

    I znowu  :bravo:  

    Moja ulubiona autorka wróciła na dobre 😀
    Ale widzę, że historia Natalii i Szymona powoli dobiega końca.  
    Mam wrażenie, że za chwilę dowiemy się o ciąży Natalii...

  • Anusia

    Kolejny rodział🥰Cudowna niespodzianka.

  • elorence

    @Anusia cieszę się, że niespodzianka się spodobała ❤