Za mało - Rozdział 1

Półtora roku później

Szymon

Czuję mocne szarpnięcie za kołdrę.

– Tara – syczę. – Daj mi jeszcze pięć minut!

Nie otwieram oczu, bo mam nadzieję, że da się nabrać. Wolną ręką nakrywam głowę poduszką i liczę pod nosem do dziesięciu. Kolejne szarpnięcie jest mocniejsze i towarzyszy mu ciche warknięcie.

Która godzina może być? Piąta? Czy może tym razem była łaskawa i pozwoliła mi pospać do szóstej?

– Tara! – wołam i unoszę kołdrę. Wskakuje od razu, nawet nie muszę prosić. Ogromne cielsko zwala się na mnie i zaczyna lizać moją twarz. – Tara, błagam. Daj mi jeszcze pospać – jęczę, ale ona ma to w nosie.

Piszczy cicho i trąca mokrym nosem mój bark. Przewracam oczami, ale ostatecznie wtulam się w sierść. Tara jest ciepła i zajmuje połowę łóżka, ale czasami mogę jej to wybaczyć – na przykład dzisiaj, gdy tak cholernie potrzebuję dodatkowych minut snu.

Wczoraj miałem dwie zmiany i jestem wyczerpany. Owszem, prosiłem o nie, bo kredyt sam się nie spłaci, ale nie podejrzewałem, że będzie aż tyle roboty. Ledwo nadążaliśmy z obsługą stolików. Trzy imprezy okolicznościowe w tym samym momencie – totalne szaleństwo. Napiwki poprawiły mi wczoraj humor, ale dzisiaj czeka nas duża dostawa w sklepie budowlanym, a mi już teraz brakuje sił.

Czuję mocne uderzenie w brzuch, więc zaciskam zęby, żeby tylko głośno nie przeklnąć.

– Tara, do diabła, ile razy mam ci powtarzać, że w łóżku się nie kopie? – warczę, spychając psa na podłogę. Gwałtownie siadam na łóżku i mrużę gniewnie oczy.

Skruszony golden retriever o kremowym umaszczeniu wpatruje się we mnie z nadzieją, że zapomnę o tym, co przed chwilą się stało. Kładzie pyszczek na moich kolanach i patrzy prosto w oczy.

– Tara – upominam ją.

Skomli cicho.

– Przerabialiśmy to już tyle razy. Nie możesz kopać w łóżku. To nie jest ziemia. – Sięgam za siebie dłonią i wskazuję białe prześcieradło. – Czy to jest brązowe?

Pies przekrzywia łeb, próbując chyba to zakodować.

– Dobra, ubieram się i idziemy.

Te kilka słów wystarczy, żeby Tara oszalała. Biegnie do kuchni, a ja już wiem, że za chwilę wróci ze smyczą w zębach. Ledwo się podnoszę, a już prawie leżę.

– Tara – warczę. – Co jest z tobą dzisiaj?

W odpowiedzi merda ogonem, więc wzdycham ciężko i znowu się podnoszę.

– Pozwól mi się ubrać, okej?

Głośne szczekanie tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że mam mniej niż minutę, zanim zacznie demolować mieszkanie.

– Potrzebuję kawy, bo inaczej oszaleję – burczę pod nosem, a potem przecieram dłońmi twarz.

***

Tara jest podejrzanie podekscytowana. Chcę wyrobić się ze spacerem w piętnaście minut, ale pies ma zupełnie inne plany, bo prowadzi mnie głębiej w park. Pociągam mocniej za smycz – bezskutecznie. Tara najwyraźniej odnalazła sens swojego życia w wysokich krzakach między dwoma brzozami.

– Wracamy do domu – zarządzam, ale zero odzewu. – Tara, spóźnię się do pracy!

Znowu nic. Czy ten pies kiedykolwiek mnie słuchał? Może jamnik byłby lepszym wyborem?

Nagle wyskakuje z krzaków i zaczyna biec w przeciwnym kierunku. Nie pozostawia mi wyboru, więc biegnę za nią na złamanie karku. Trzy razy obrywam gałęzią prosto w twarz. Na koniec uderzam czołem w konar drzewa. Cofam się i upuszczam smycz.

– Boże, Tara!

Słyszę głośny, melodyjny śmiech. Obracam się i dostrzegam Berenikę, która truchta w miejscu. Wygląda na rozbawioną.

– Ciężki poranek? – pyta z szerokim uśmiechem.

– Nie wiem, co się z nią dzisiaj dzieje – odpowiadam smętnie, rozmasowując dłonią czoło.

– Może powinieneś zacząć biegać? – sugeruje, patrząc na mnie z ukosa.

– W pracy dostaję zadyszki, nie mam zamiaru jeszcze ganiać za psem – mówię szybko. – Biegnij dalej, bo czas ci ucieka.

Berenika macha niedbale dłonią.

– Wyłączyłam czasomierz.

Staram się ukryć grymas. Lubię tę dziewczynę, ale widzę jak na mnie patrzy i to już mi się nie podoba. Nie jestem nią zainteresowany. Na szczęście obok pojawia się Tara. Gania swój ogon i głośno szczeka.

– Niepotrzebnie, bo ja jestem już spóźniony. – Schylam się i podnoszę smycz. – Miłego biegania!

– Jasne – mówi cicho Berenika, odwracając wzrok. – Miłego dnia!

Mija mnie, więc w duchu oddycham z ulgą. Przenoszę wzrok na Tarę, która już siedzi na zimnej ziemi. Jej puchaty ogon unosi suche liście. Kucam i wzdycham ciężko.

– To się nie uda, Tara – szepczę do niej. – Nie jestem zainteresowany Bereniką ani żadną inną dziewczyną, okej? Nie obchodzi mnie, kto ci daje smakołyki. Musisz się bardziej wysilić i wymyślić lepszy test dla przyszłych kandydatek. – Klepię ją po tułowiu. – A teraz wracajmy do domu, bo inaczej naprawdę się spóźnię.

Tara opuszcza łeb, co jest oznaką ostatecznej kapitulacji. Wlecze się obok mnie, wzbudzając współczucie wśród prawie wszystkich mijanych przechodniów. Posyłam jej wrogie spojrzenie, ale ona go przecież nie widzi, bo cały czas patrzy w ziemię.

– Oszaleję z tobą – burczę.

____

Natalia

Sala konferencyjna jest pusta, ale dla pewności co chwilę odwracam głowę i sprawdzam, czy drzwi pozostają zamknięte.

– Przestań! – besztam Kubę, starając się powstrzymać jego fantazje. – Jestem w pracy. Nie będę rozmawiała tutaj o takich rzeczach.

– Siedzę w samochodzie, więc mogę sobie pozwolić na krótką chwilę rozproszenia. – Śmieje się krótko. – Spokojnie, jestem na stacji benzynowej. Musiałem podskoczyć i kupić sobie parę energetyków.

– Wykończysz się – mówię niezadowolona. – Powinieneś trochę odpuścić, wiesz? Przepracowanie...

– Tak, tak, kiedyś mnie zabije – dokańcza. – Nie martw się. Nie zamierzam cię zostawić, a przynajmniej nie przez najbliższe pięćdziesiąt lat. Przykro mi, ale jesteś na mnie skazana.

Przewracam oczami.

– To zacznij dbać o siebie!

– Przecież dbam! Kupiłem sobie bułkę z jakimiś warzywami i... O, widzę całkiem sporo sałaty. Czy ja wyglądam na królika?

Parskam śmiechem.

– Od zieleniny jeszcze nikt nie umarł.

– Ale będę ją przeżuwał całe wieki – mówi rozdrażniony. – Żałuję, że zabroniłem ci przygotowywać dla mnie jedzenie do pracy. – Wzdycha ciężko. – Czy mogę to jeszcze odkręcić?

Siadam na krawędzi stołu i zakładam włosy na plecy, zerkając kątem oka na drzwi – dalej zamknięte.

– Musiałbyś się bardzo, ale to bardzo, postarać – szepczę zarumieniona. – I to na dłuższą metę, a nie jeden wieczór – dodaję szybko.

– Dobra, dobra – rzuca rozbawiony. – Wróćmy do tej nowej bielizny, którą sobie wczoraj kupiłaś. Zdążyłaś ją schować, więc nie mogłem nawet na nią zerknąć.

– A wolałbyś myśleć o mnie, czy skupić się na pracy?

– Doskonale wiesz, że wolę pierwszą opcję – odpowiada oburzony. – Ale niestety druga jest równie ważna.

– Dlatego bieliznę zaprezentuję na sobie.

– Mam nadzieję, że nie zamierzasz się nade mną znęcać!

Uśmiecham się do siebie pod nosem.

– A czy ja kiedykolwiek się nad tobą znęcałam? – pytam niewinnie.

Głośne warknięcie wywołuje u mnie niekontrolowany napad śmiechu.

– Koszulka jest niebieska, a u dołu ma czarne, koronkowe wykończenie. – Pocieram dłonią kark. – Majtki też są koronkowe. Mój tyłek wygląda w nich całkiem zgrabnie.

– Piersi?

Kręcę głową.

– Zakryte – odpowiadam rozbawiona.

– Bardzo? – pyta zachrypniętym głosem.

– Wystarczająco.

Kuba wypuszcza głośno powietrze z płuc.

– Wcale się nade mną nie znęcasz, prawda? – rzuca drwiąco.

– Wcale – przedrzeźniam go.

– Chyba muszę kończyć – stwierdza ponuro. – Nie chcę tęsknić bardziej.

– Nasza rozłąka trwała tylko trzy dni – przypominam mu.

– O trzy za dużo.

Wybucham śmiechem.

– Kocham cię, wiesz?

– Wiem. – Wzdycha. – Ja ciebie też. Wrócę jak najszybciej się da.

– Jedź ostrożnie!

– Jak zawsze. – Parska śmiechem. – Otwórz drzwi w tej bieliźnie! – dodaje, a potem się rozłącza.

Okładam telefon na stół i przymykam powieki, próbując pohamować moją wyobraźnię, bo wciąż jestem w pracy.

– Natalia?

Zrywam się na równe nogi i odwracam w stronę drzwi, w których stoi Marek. Unosi wysoko brwi, przyglądając mi się uważnie.

– Masz teraz chwilę? – pyta. – Chciałbym ci coś pokazać.

Kiwam energicznie głową.

– Jasne, jasne! – Zabieram telefon i wychodzę z sali. – Już idę.

Marek prowadzi mnie do swojego pokoju, a ja główkuję, czy cokolwiek usłyszał z mojej rozmowy z Kubą. W pracy każdy już wie, że jesteśmy razem, ale nie chciałabym, aby o nas plotkowano.

***

Przesuwam palcem po monitorze. Nagle orientuję się, że chyba przeginam. Patrzę kątem oka na wkurzonego Marka, który tylko zaciska zęby.

– Ups, przepraszam – szepczę, cofając dłoń. – Czasami się zapominam.

– Średnio trzy razy w ciągu doby – burczy. – Nie wspomnę, ile razy obiecywałaś, że zmyjesz te cholerne ślady.

Przewracam oczami.

– Jestem zapracowanym człowiekiem – mówię szybko. – Lepiej pochwal się, co tam fajnego dla mnie masz.

Poprawiam się na krześle i czekam. Marek wystukuje coś na klawiaturze, a po chwili na ekranie pojawia się krótki filmik, który ma reklamować moje przepisy. Uśmiecham się szeroko, gdy po prezentacji wyświetla się krótka instrukcja, w jaki sposób znaleźć odpowiednią podkategorię.

– Ekstra – mówię podekscytowana. – To jest to! Pokazywałeś już Karolinie?

– Jest zajęta, dlatego wykorzystałem twoją chwilową przerwę – drwi, patrząc na mnie znacząco.

Automatycznie robi mi się zimno, więc obejmuję się ciasno ramionami.

– Podsłuchiwałeś? – pytam wystraszona.

– Byłaś dość... nakręcona – odpowiada rozbawiony.

Przymykam powieki.

– Jak dużo usłyszałeś?

– Jesteś całkiem niezła w opisywaniu bielizny. Wciąż mam ją przed ocza...

Uderzam go w ramię. Zamiast oburzenia, słyszę tylko śmiech.

– Masz o tym zapomnieć – syczę.

– O bieliźnie czy o tym, że... – Znowu go uderzam. – Ała, to boli.

– To przestań się ze mnie nabijać – ostrzegam. – Nieładnie podsłuchiwać.

– Nieładnie to myśleć...

– Marek – rzucam upominająco, cała zarumieniona. – Masz dla mnie coś jeszcze, czy mogę już iść?

– Tak ci spieszno... – Urywa i odruchowo zasłania się rękami. – Tylko nie bij.

Parskam śmiechem.

– Bo powiem o wszystkim Kubie! – grożę.

Marek wzrusza ramionami.

– To ja mu powiem, że chyba zaczynam mu zazdrościć.

Podnoszę się gwałtownie.

– Idę stąd! – mówię głośno, ale to nic nie daje.

– Jeśli masz zapotrzebowanie na...

– Jeszcze słowo i nie żyjesz – ostrzegam, celując w niego oskarżycielsko palcem. – Śmieszki śmieszkami, ale Karolina się wścieknie, jeśli nie wrzucisz tego filmu na stronę i nie dostosujesz baneru.

Tak jak myślałam, Marek od razu poważnieje. Rzuca w moim kierunku lodowate spojrzenie, ale i tak dostrzegam rozbawione iskierki w jego oczach.

– Biegnij do Kuby, bo biedak pewnie się stęsknił – mówi.

– Jeśli to kolejna aluzja...

– Nie – wpada mi w słowo. – Szkoda, że mimo wszystko nie chce tutaj wrócić.

– Idę!

Wychodzę z pokoju Marka w akompaniamencie jego śmiechu. Nigdy nie przypuszczałam, że mój związek z Kubą wzbudzi w tylu osobach sympatię. Nawet dziewczyny zrobiły się milsze i przestały obgadywać mnie za plecami. Rzekomo trafiłam na faceta idealnego i trudno mi się z tym nie zgodzić. Kuba jest idealny i utwierdza mnie w tym przekonaniu od półtora roku.

Siadam z uśmiechem przy swoim biurku i opieram głowę na dłoni.

Jest po prostu cudownie.

____

Szymon

Sprawdzam dokładnie terraria, bo po akcji sprzed trzech miesięcy mam dość. Smiti postanowił zaprzyjaźnić się z karaczanami, które zakopały się w torfie, założyły rodzinę i wydały na świat potomstwo. Pamiętam dokładnie, co czułem, gdy wróciłem do domu po podwójnej zmianie, i natknąłem się w kuchni na wycieczkę małych karaczanów. Likwidowanie szkód zajęło mi ponad dwa tygodnie. Wyrzuciłem całe jedzenie i stołowałem się na mieście, co mocno odczuła moja chuda kieszeń, ale nie miałem innego wyjścia. Dlatego teraz robię wszystko, aby drugi raz nie popełnić tego błędu.

Do pokoju wparowuje Tara i opiera łapy na komodzie. Przytyka nos do terrarium Blondi i czeka. Kręcę głową z niedowierzaniem, bo doskonale wiem, co się za chwilę stanie. Blondi ma swój temperament, a wkurzanie jej nie kończy się dobrze – tak jest też tym razem. Od razu się irytuje i przygotowuje do ataku, a Tara zaczyna szczekać.

– Boże, Tara – rugam ją, ale ona udaje, że mnie nie słyszy. – Oszaleję z tobą – powtarzam dziesiąty raz tego dnia. – Czy ty nie możesz zostawić jej w spokoju? Nie dobijaj jej bardziej. Nie widzisz, że jest zamknięta? Myślisz, że miło jej się patrzy na ciebie, gdy biegasz po całym mieszkaniu?

Tara obraca głowę i skomli cicho.

– No właśnie, współczuj jej. – Głaszczę ją po głowie. Nagle wyrywa się i biegnie w kąt pokoju, a następnie uderza łapą w duże przezroczyste pudełko, w którym trzymam świerszcze. – Tara, zostaw! – krzyczę ostrzegawczo. – Słyszysz? Zostaw to w tej chwili! Nie będziemy dzisiaj karmić pająków!

Skomlenie staje się głośniejsze.

– Oszalałaś do reszty? – syczę i podchodzę do niej. Liczę w głowie do dwudziestu, żeby się uspokoić. Wyrywam Tarze pudło i odkładam na miejsce. – Tęsknisz za tamtą wesołą rodzinką karaczanów? Chcesz teraz dzielić się posłaniem z rodziną świerszczy?

Tara wpatruje się we mnie, ale trudno mi ocenić, czy cokolwiek rozumie, bo jej ogon zamiata podłogę jak szalony. Jest zbyt podekscytowana, aby przetworzyć moje słowa i przyjąć do wiadomości, dlatego sobie odpuszczam i idę do kuchni. Ledwo zatrzymuję się przy lodówce, a już czuję mokry nos na łydce.

Wznoszę oczy ku sufitowi, modląc się o cierpliwość. Biorę głęboki oddech i opuszczam wzrok na Tarę.

– A podobno miałaś być taka spokojna, rozważna i bezproblemowa – cytuję jej poprzednią właścicielkę. – Chyba psy jej się pomyliły – burczę pod nosem.

Tara zaczyna szczekać, jakby uraziły ją moje słowa.

– To sama prawda – mówię do niej i otwieram lodówkę. – Jadłaś już swoją kolację, więc pozwól mi... – urywam, bo głowa Tary już znajduje się na drugiej półce, próbując zębami dosięgnąć szynki. – No co ty robisz? – naskakuję na nią i odpycham.

Zamykam lodówkę i opieram o nią czoło. Moja cierpliwość jest na granicy.

– Co cię dzisiaj ugryzło?

Odpowiada mi cisza, a po chwili znowu czuję mokry nos na łydce.

– Niech ten dzień się już skończy – szepczę do siebie, na koniec wzdychając ciężko.

____

Natalia

Kuba śpi z głową na moich kolanach. Delikatnie głaszczę go po twarzy i włosach. Nie jestem zła, że zasnął. Przeczuwałam, że wróci zmęczony, dlatego nawet nie zadawałam sobie trudu i nie założyłam tej seksownej bielizny. Ten widok jedynie wzbudził w nim wyrzuty sumienia, a przecież nie o to chodzi. Seks nie jest najważniejszy. Liczy się tylko to przyjemne ciepło pod moją skórą, które mnie nie opuszcza, gdy Kuba jest blisko.

W telewizji leci komedia romantyczna, która często doprowadza mnie do śmiechu. Na stole stoi kieliszek słodkiego wina. Ten wieczór jest cudowny, nawet jeśli Kuba nic nie będzie z niego pamiętał. Takie piątki uwielbiam.

Poprawiam się na kanapie i sięgam po kieliszek, drugą dłonią cały czas dotykając twarzy Kuby. Lekki zarost delikatnie drażni moją skórę, ale wiem, że zniknie z samego rana.

Moja komórka zaczyna wibrować, więc po nią sięgam. To Maja.

„Hej, zmiana planów. Jutro musimy wyjechać wcześniej, więc czy mogłabyś być jednak o trzynastej? Przepraszam! Wiem, że Kuba dopiero wrócił, ale nie możemy tego przesunąć."

Przygryzam wargę, żeby się nie roześmiać. Założyłam się z Kubą, że sobota będzie całkowicie stracona i znowu przegrałam.

„Jasne, nie ma problemu. Mam nadzieję, że ten weekend będzie udany!"

Odpowiedź przychodzi niemal natychmiast.

„Jesteś najlepszą ciocią na świecie! Krzysiek mówi, że odpali Kubie jakieś whisky."

Kręcę głową z niedowierzaniem.

„A dla mnie jak zwykle nic, prawda?"

„Podobno uśmiech dziecka wynagradza wszystko, czyż nie?"

Zerkam na śpiącego Kubę i się uśmiecham.

„Widok słodko śpiącego dorosłego faceta również."

„Ale z was słodziaki! Mam nadzieję, że niebawem zobaczę pierścionek, bo Kuba nie potrafi oderwać od ciebie oczu! Człowiek patrzy na was i nie potrafi przestać się uśmiechać!"

Marszczę brwi, bo chociaż wielokrotnie o tym myślałam, to nigdy nie poruszaliśmy tego tematu głośno. Nie mam zamiaru wywoływać presji, półtora roku to tak naprawdę nic. Maja i Krzysiek znali się o wiele dłużej, gdy zapadła decyzja o zaręczynach.

„Wszystko w swoim czasie" – odpisuję szybko.

„Będziemy Kubie polewać whisky do końca życia za to, kim się przy nim stałaś."

Przykładam telefon do piersi i patrzę na Kubę. Moi przyjaciele mają rację. Jestem zupełnie inną kobietą. I nie tylko oni zwrócili na to uwagę.

Prawdziwa miłość zmieniła we mnie wiele rzeczy.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2934 słów i 17617 znaków, zaktualizowała 3 sty o 13:41.

5 komentarzy

 
  • agnes1709

    "Jestem zupełnie inną kobietą" - do czasu, aż spotka dupka. Bo spotka, czyż nie? :D Dupek lubi zwierzęta, za to duży plus  :rotfl:

  • elorence

    @agnes1709 no oczywiście, że go spotka xD

  • Mysza

    Jakoś miłość z Kubą nie wydaje się być taka prawdziwa. Szymon mógł być szczęśliwy. Nie potrzebnie to wszystko tak zagmatwał. Dobra Kuba jest ale może już sobie powoli odchodzić a Szymon niech zbiera tyłek i walczy o Natalie. Ale żeby nie było to nie tylko on. Natka niech ogarnie siebie i swoje życie bo liczę na to, że w końcu dojrzała i nie będzie już robić takich głupot. Pamiętaj, Kuba beeee😂

  • elorence

    @Mysza ale Ty nie lubisz Kuby! 😂 Postaram się zapamieć, że Kuba jest beee!  

    Jeszcze parę rozdziałów i nadejdzie ten moment, na który pewnie wielu z Was czeka :) Ale potrzeba cierpliwości i tolerancji dla obecności Kuby 😂

  • Mysza

    @elorence może sobie odpuszczę i wrócę jak nadejdzie ten moment. Tylko skąd będę o tym wiedzieć? 😂😂

  • elorence

    @Mysza ale myślę, że drugi rozdział może Ci się spodobać :)

  • Mysza

    @elorence oo a kiedy sprawiasz mi radość i wrzucisz coś nowego?

  • elorence

    @Mysza dzisiaj lub jutro, bo miał być w weekend, ale dopadło mnie przeziębienie :(

  • Mysza

    @elorence życzę Ci dużo zdrowia i dużo weny ale takiej z Szymonem i Nati. Nie planujesz wysłać Kuby na jakiś inny kontynent? 😂

  • elorence

    @Mysza hahaha, przemyślę to 😂

  • Convallaria

    Dziwna postać ten Szymon. Wkurza mnie. Kto normalny bierze na siebie jakieś winy szwagra i przy okazji rujnuje sobie życie. Czy on się serio zakochał czy typko chwilowo mu się tak wydawalo? Bo jeśli rzeczywiście to głupek że nie zawalczył o kobietę. Ludzie psują sobie relacje bo się nie otwierają, nie mówią co czują a Szymon jest tego przykładem. Natalia w sumie też. Po co w ogóle wchodzić w relację, w ktorej ze sobą się nie rozmawia o codzienności. Sex to nie wszystko. Teraz to jestem ciekawa jak losy Natalii i Szymona mogą się połączyć. Pewnie na krótką chwilę by sobie wszystko wyjaśnić i w 4 oczy powiedzieć żegnaj. Bo przecież się nie pożegnali.
    😆 jak zawsze czekam na kolejny rozdział 😊

  • elorence

    @Convallaria chcę kawałek po kawałku pokazać życie Szymona, żebyście mieli pełen obraz jego postaci :) Zobaczymy, czy mi to w ogóle wyjdzie 😅 Ale widzę, że nie widzisz dla nich przyszłości. Ciekawe ilu czytelników podziela Twoje zdanie :)

    Ale mam twardy orzech do zgryzienia 😅 Lepiej od razu zabieram się do pisania!

  • AlexAthame

    Na razie nie wiem zbyt dużo. Facet, który mi podpadł, kupił super psa, idealnego dla rodziny. Co do Natalii, to zobaczymy. Zakochana szczęśliwie?

  • elorence

    @AlexAthame zdystansowałeś się, bo czekasz na więcej informacji -też dobre podejście :)

  • Speker

    "Prawdziwa miłość zmieniła we mnie wiele rzeczy". Czym jest prawdziwa miłość? Czy to nie poświęcenia się dla kogoś, czy to nie ból, który rozrywa duszę?  To tylko powieść, a ile takich przypadków ma miejsce? Ze strony Natalii Szymon to ten zły, ale w rzeczywistości poświęcił się. I tu pojawia się problem, życie to nie film, a ludzkie smutki to nie wycięty kadr, to się dzieje naprawdę. Rzadko kto to dostrzega.

  • elorence

    @Speker pięknie napisane!  

    Przed Natalią i Szymonem jeszcze niejedna przeszkodza do pokonania - kocham komplikować życie swoim bohaterom. I masz rację, życie to nie film :)