Za mało - Rozdział 20

Natalia

Budzi mnie ból szyi. Otwieram oczy i automatycznie wciągam powietrze, co nie jest dobrym pomysłem, bo mój nos dotyka skóry Szymona. Podnoszę głowę i przełykam z trudem ślinę, przyglądając się spokojnej twarzy wciąż pogrążonej we śnie. Moje ciało oplatają ramiona. Uścisk jest na tyle mocny, że mogę jedynie pomarzyć o uwolnieniu się. Zerkam na Tarę, która dalej śpi. Nie mam przy sobie komórki, więc nawet nie mogę sprawdzić godziny. Chyba cała nasza trójka miała bardzo mocny sen, skoro nie obudziły nas fajerwerki. Psa rozumiałam, bo był na środkach uspokajających, ale ja? Aż tak dobrze było mi w ramionach Szymona?

Dlaczego pozwoliłam sobie na coś takiego? Co pomyślałby o mnie Kuba? Co ja w ogóle wyprawiam?

Powinnam wrócić do szukania mieszkań. Najlepiej od zaraz. Nie mogę tu być. Mieszkać z mężczyzną, którego kiedyś kochałam. Nie chcę się zastanawiać, dlaczego Szymon zgodził się na ten idiotyczny pomysł. Kierowały nim wyrzuty sumienia?

Nasza wczorajsza rozmowa wywołała tylko niepotrzebny chaos w mojej głowie. Już sama nie jestem pewna tego, co dokładnie wydarzyło się dwa lata temu. Nie byliśmy ze sobą szczerzy, co w dużej mierze było moją winą. Nie chciałam poruszyć tematu przeszłości. Kuba złamał mi serce – to wystarczy.

– Szymon – mówię głośno.

Zero reakcji.

– Szymon!

Znowu nic, dlatego kładę dłoń na jego ramieniu i delikatnie nim potrząsam. Dalej nie reaguje, co jest dziwne, bo łazienka kompletnie nie nadaje się do spania. Tara i ja byłyśmy tylko dodatkowym ciężarem. Wytrzymał w tej pozycji kilka godzin. Mnie boli tylko szyja – na ten moment. Jeszcze nie jestem pewna, czy w ogóle będę potrafiła wstać.

Biorę głęboki wdech i przesuwam dłoń na szyję Szymona. Moje palce zahaczają o włosy. Zamieram, bo w ogóle nie powinnam go nawet dotykać. Nie w ten sposób. Chcę cofnąć rękę, ale Szymon łapie mnie za łokieć i przyciska go do swojej klatki piersiowej.

– Zostań – szepcze zaspany, nie otwierając oczu. – Jest jeszcze wcześnie.

– Siedzimy w łazience – przypominam.

Szymon powoli unosi powieki. Najpierw rozgląda się wokół, a dopiero potem patrzy na mnie. Nasze twarzy już dawno nie były tak blisko. Uścisk ramion się rozluźnia, więc od razu się podnoszę. Ręce Szymona przesuwają się wolno po mojej talii, ale odpuszczają, gdy robię kilka kroków w tył. Rozbudzona Tara podnosi łeb. Wygląda lepiej niż wczoraj. Zamiata ogonem podłogę, co wywołuje mały uśmiech na mojej twarzy.

Czuję na sobie spojrzenie Szymona, ale nie zamierzam na niego patrzeć. Nie wiem, co mu chodzi po głowie i nie chcę wiedzieć.

Kucam i drapię Tarę za uszami.

– Natalia?

– Tak? – Nie odrywam wzroku od psa, który podchodzi do mnie, trochę niepewnym krokiem, co pewnie zawdzięcza tabletkom uspokajającym. – Chyba powinniśmy się ogarnąć.

– Jasne – mówi cicho Szymon.

W jego głosie wyłapuję nutkę zawodu, ale czego oczekiwał? Polepszenia relacji, która już dawno przestała istnieć? Trudno nazwać nas choćby kumplami. Jesteśmy tylko… znajomymi.

Kątem oka obserwuję, jak wstaje i wychodzi. Nie komentuję tego. Tara szybko mi umyka, zapewne mając zamiar dołączyć do swojego właściciela.

Opuszczam nisko głowę.

– Co ty wyprawiasz? – pytam cicho samą siebie.

Nie potrafię odpowiedzieć na to proste pytanie.

____

Szymon

Przygotowuję kawę i jestem zły. Natalia zdystansowała się, co pewnie jest moją winą, bo niepotrzebnie naciskałem. Wczorajsza rozmowa niewiele wyjaśniła, na dodatek Natalia spędziła noc w moich ramionach. Boli mnie dosłownie wszystko, ale było warto. Nigdy nikomu nie powiedziałem o swoich relacjach z rodziną. Nawet Klara nie wie wszystkiego. Nie jestem do końca przekonany, czy powinienem obarczać swoim prywatnym syfem dziewczynę, która nic do mnie nie czuje oprócz wdzięczności, że przyjąłem ją do siebie, gdy potrzebowała pomocy.

Dosypuję cynamonu do kawy i stawiam ją na stole, bo Natalia na pewno nie będzie chciała na mnie patrzeć. Zrobi wszystko, żeby tylko nasze spojrzenia się nie spotkały. Znam ją.

Tara leży pod stołem naburmuszona, bo jej miska dzisiaj nie była tak pełna jak zawsze. Po tak ciężkiej nocy nie powinna się najadać do syta, ale ona tego nie rozumie. Nie mam sił, żeby z nią porozmawiać. Jestem obolały i niewyspany.

Słyszę dźwięk otwieranych drzwi, a moje ciało automatycznie się spina. Nie wiem, czego mam się spodziewać. Szuranie krzesła daje mi do zrozumienia, że Natalia siada przy stole. Zerkam na nią przez ramię i unoszą kącik ust, bo znowu ma na sobie moją bluzę. To i tak nic nie znaczy, ale czuję satysfakcję.

– To moje? – pyta, wskazując na kubek.

– Tak – odpowiadam, wracając spojrzeniem do swojej szklanki, w której rozpuszcza się tabletka na ból głowy. – Dobrze się spało?

– Trochę boli mnie szyja.

– Mnie boli wszystko – stwierdzam. – Tara jest cholernie ciężka.

Specjalnie nie nawiązuję do niej, bo jej ciężar mi akurat w ogóle nie przeszkadzał.

– Wezmę ją na spacer, dobrze? – pyta wymijająco.

Wypuszczam głośno powietrze i kiwam głową, a potem po prostu się odwracam.

Czego ja się spodziewałem, do cholery?

Wypijam lekarstwo na raz. Krzywię się, bo smakuje okropnie.

– Pójdę się wykąpać, jeśli nie masz nic przeciwko – mówię, ponownie zerkając na nią przez ramię.

Natalia kiwa delikatnie głową i dotyka mokrych końcówek włosów, nie odrywając oczu od kubka z kawą.

Jestem sfrustrowany. Ta noc miała polepszyć naszą relację. Zamiast tego… doszczętnie ją zniszczyła – przynajmniej mam takie wrażenie. Nie zamierzam naciskać, dlatego zaciskam zęby i idę do łazienki.

____

Natalia

Tara zachowuje się spokojnie.

Bałam się, że będzie próbowała uciekać, dlatego owinęłam się smycz wokół nadgarstka – tak na wszelki wypadek. Na szczęście grzecznie szła obok mnie. Wchodząc do parku usłyszałyśmy pojedynczy huk. Prawie dostałam zawału, bo nie wiedziałam, co mam robić, żeby pies nie spanikował. Czerwona piłka jednak zrobiła swoje. Machałam nią przed nosem psa tak długo, aż wreszcie znalazłyśmy się w najodleglejszej części parku.

Miałam ogromne wątpliwości, czy w ogóle powinnam spuszczać Tarę ze smyczy, ale postanowiłam jej zaufać. Znała mnie, więc miałam ogromną nadzieję, że odrzuci chęć ucieczki. To tylko pies, ale nawet jemu należy się kredyt zaufania.

Podrzucam piłkę, a głowa Tary unosi się w górę i w dół. Parskam krótkim śmiechem, a następnie wykonuję duży zamach i rzucam. Poprawiam czapkę, która zsunęła mi się na oczy. Może powinnam wysuszyć mokre końcówki, ale chciałam jak najszybciej uciec z mieszkania, bo panowała tam dziwna atmosfera.

Słyszę dźwięk komórki i przeklinam pod nosem. Wzdycham ciężko, widząc imię przyjaciółki na wyświetlaczu. Nie chcę z nią rozmawiać. Wiem, że powinnam, bo na pewno się martwi, ale nie jestem jeszcze na to gotowa, dlatego odrzucam połączenie i szybko wystukuję wiadomość.

„Szczęśliwego Nowego Roku!!! Nie mogę teraz rozmawiać, ale odezwę się za kilka dni. Uściskaj Krzyśka i Kacperka!”

Wiadomość zwrotna przychodzi niemal natychmiast.

„Co się dzieje, Natka? Dlaczego Kuba nie odbiera moich telefonów? Dlaczego TY ich nie odbierasz?”

Wzdycham ciężko. Tara uderza w moją nogę, więc prawie się przewracam. Uśmiecham się do niej, wyjmuję piłkę z pyska i rzucam.

Nie chcę odpisywać przyjaciółce, ale ignorowanie jej jest niesprawiedliwe, bo nic złego mi nie zrobiła. Ma dziecko… i to nie jest jej wina, do cholery.

„Trochę rzeczy się skomplikowało. Proszę, daj mi czas, żebym mogła ogarnąć swoje życie. Obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię!” – odpisuję szybko.

„Czy to ma związek z Kubą?”

Przymykam oczy i chowam komórkę do kieszeni kurtki.

Tara znowu do mnie podbiega, więc postanawiam poświęcić jej całą swoją uwagę, bo na nią zasługuje. Uśmiecham się, drapiąc ją pod pyskiem. Stróżowała każdej nocy, gdy nie mogłam spać. Szymon nie mógł lepiej trafić.

Mój uśmiech znika.

Jeszcze tylko parę dni.

Przypominam sobie o kawie z cynamonem, którą dla mnie przygotował. Moje serce zabiło mocniej i przypomniało sobie o wszystkich naszych wspólnych porankach. I pocałunkach. Na dodatek nie byle jakich, bo bardzo czułych.

Biorę głęboki wdech.

Dam radę. Wytrzymam.

____

Szymon

Osuszam ręcznikiem włosy, gdy zauważam kątem oka komórkę wibrującą na łóżku. Unoszę wysoko brwi, widząc imię swojego kierownika ze sklepu budowlanego. Nawet się nie zastanawiam, tylko od razu odbieram.

– Hej!

– Cześć, Szymon.

– Coś się stało?

Ciężkie westchnięcie wywołuje niepokój w moim żołądku – sam nie wiem z jakiego powodu, bo przecież Krzysiek nie wie, że Natalia jest u mnie.

– Dzwonię z życzeniami. Obdzwoniłem już wszystkich pracowników, ale ciebie zostawiłem sobie na końcu.

– Aha – podsumowuję. – Dlaczego do nas dzwonisz?

– Gdzieś czytałem, że kierownik powinien interesować się…

– Naprawdę czytałeś takie bzdury? – przerywam mu, unosząc kącik ust. – Masz aż tyle wolnego czasu, że nie potrafisz go dobrze zagospodarować?

– Kiepski sylwester?

Marszczę brwi.

– Dlaczego tak sądzisz?

– Bo jesteś nieprzyjemny? – sugeruje, na co od razu się spinam. – Wiem, że masz psa, więc mogę się tylko domyślać, jak bardzo była to ciężka noc.

Dlaczego szukam drugiego dna tam, gdzie go nie ma, do cholery?

– No tak. Pies.

– Wszystko gra? – pyta Krzysiek.

Pocieram dłonią czoło.

– Jasne.

– Pocieszę się, że ja również miałem nieciekawą noc, bo Maja świruje od kilku dni.

Siadam na łóżku i przeczesuję dłonią mokre włosy.

– Myślałem, że między wami zaczęło się układać – mówię zaskoczony.

– Bo się układa. Naprawdę. – Wzdycha. – Po prostu…

Czekam na ciąg dalszy, ale on nie nadchodzi.

– Po prostu?

– Chyba nie powinienem z tobą o tym rozmawiać – stwierdza.

– Dlaczego? – drążę.

– Bo… chodzi o Natalię.

Zaciskam zęby. Drapię się po karku, a przez moją głową przetacza się fala różnych myśli.

– Ta wiedza do niczego mi się nie przyda, więc możesz mówić – zachęcam go. – Pamiętaj, że ją znam, więc może… – Wypuszczam powietrze. – Nieważne, po prostu wyduś to z siebie.

– Dalej nie sądzę, żeby to był dobry pomysł, ale trudno.

Na krótką chwilę zapada cisza. Moje serce bije mocno, bo zastanawiam się, czy zadziałało się coś jeszcze w życiu Natalii, o czym mi nie powiedziała.

Nie wiem, dlaczego w ogóle mnie to interesuje…

– Więc? – ponaglam Krzyśka. – Co z nią?

– Nie odzywa się, nie odbiera telefonów, a jej wiadomości tekstowe są… co najmniej dziwne. Maja nie daje jej spokoju, ale mam wrażenie, że im bardziej naciska, tym bardziej Natalia się zamyka. To porypane, bo nawet z Kubą nie mamy żadnego kontaktu. – Bierze wdech. – Jakby zapadł się pod ziemię, rozumiesz?

Zaciskam zęby.

Chcę odpowiedzieć, że ten dupek mnie nie obchodzi, ale wolną dłoń zaciskam w pięść i uderzam nią w udo. Ciągle, do cholery, zapominam, że Natalia dalej go kocha.

– Może powinniście trochę odpuścić? – sugeruję, siląc się na spokojny ton. – Natalia jest dorosła.

– Dlaczego mielibyśmy odpuścić? – pyta zaskoczony. – To nasza przyjaciółka.

– Rozumiem, ale jednak ma swoje życie. Dajcie jej trochę czasu. – Przecieram dłonią twarz, bo nie wiem, co jeszcze powinienem powiedzieć. – Na pewno się do was odezwie, gdy tylko poukłada sobie kilka rzeczy.

Zamykam oczy i przeklinam bezgłośnie.

– Poukłada kilka rzeczy? – powtarza wolno Krzysiek. – A dlaczego miałaby cokolwiek sobie poukładać? Skąd ty o tym w ogóle wiesz?

Biorę głęboki wdech.

– Rozumiem, że nie mogę nie odpowiedzieć?

– Sam się podłożyłeś – wytyka mi.

– Jest u mnie.

Wymowna cisza jest niczym cios prosto w mój żołądek.

– Moment, bo właśnie próbuję nadążyć – odzywa się Krzysiek. – Chcesz mi powiedzieć, że Natalia milczy, bo jest u ciebie?

– Tak.

– A co ona tam robi, do jasnej cholery?! – podnosi głos. – Co z Kubą?!

Wstaję z łóżka i zaczynam chodzić po pokoju. Czuję nieprzyjemne dreszcze na całym ciele, bo Krzysiek brzmi, jakby za chwilę miał mi spuścić porządny łomot.

– Rozstali się.

– Co?!

Potrząsam głową, bo w ogóle nie powinienem podejmować tego tematu!

– Przyjechała do mnie w drugi dzień świąt.

– Dlaczego do ciebie? Przecież wciąż ma u nas swój pokój!

– Natalia się wścieknie – ostrzegam go.

– W tej chwili niespecjalnie mnie to obchodzi!

Czuję cholerny ciężar na żebrach. Natalia się nie wścieknie, ona mnie zabije.

Dobrze, że zabrała Tarę na spacer i nie może podsłuchać tej rozmowy.

– Kuba jej powiedział… – urywam.

– Szymon, mam tam przyjechać? – warczy Krzysiek.

– On nie chce mieć z nią dzieci – wyrzucam z siebie.

Zapada cisza.

Nie wiem, ile czasu mija, ale słyszę głośny huk.

– Co to, kurwa, ma znaczyć?! – Krzysiek brzmi na wkurzonego. – Jak to: nie chce mieć z nią dzieci? O czym on pieprzy, do jasnej cholery?! Był z nią tyle czasu i co? Nagle mu się odwidziało?

– Nie powinieneś ze mną o tym rozmawiać.

– Ale pewnie już o wszystkim wiesz, tak?!

Znowu siadam na łóżku.

– Okłamywał ją, bo od początku nie chciał mieć dzieci.

– Kurwa… – Krzysiek głośno dyszy. – Jak ona się czuje? – pyta spokojniejszym tonem.

– Nie jest z nią najlepiej.

– Czy wy… Czy…

Gwałtownie wstaję.

– Nie – wpadam mu w słowo. – Oczywiście, że nie – mówię oburzony. – Natalia jest w rozsypce. Byłbym chujem, gdybym… – Milknę, bo akurat z Krzyśkiem nie powinienem być szczery w stu procentach. – Zatrzymała się u mnie, bo nie mam dzieci i nie przepadam za Kubą.

– Czyli to tylko tymczasowe? – pyta, a ja wyczuwam ulgę w jego głosie.

– Tak. Pozbiera się, znajdzie mieszkanie i… zniknie.

Tęsknota ściska moje serce, bo wcale nie chcę, żeby odchodziła.

– Wiesz, że powiem swojej żonie?

– Natalia i tak mnie zabije – burczę.

– Nie martw się, bo prędzej zabiję Kubę niż ona ciebie. A Maja… – Wciąga powietrze. – Na miejscu tego dupka, zacząłbym już się modlić.

– Ona go dalej kocha – przypominam. – Mówienie o nim źle, raczej w niczym jej nie pomoże.

– A próbowałeś?

– Nie – odpowiadam szybko.

– Wiem, że między wami kiedyś coś było i nie wypaliło, ale postaraj się być bardziej empatyczny. Ona… Może nie powinienem o tym mówić, ale naprawdę kiepsko zniosła wasze… rozejście się, więc skoro już jest u ciebie, to może mógłbyś wykorzystać ten czas i spróbować podnieść ją na duchu?

Otwieram szeroko oczy.

– Nie sądzisz, że prosisz o zbyt wiele? – pytam ostro. – I jakie rozejście się? To było rozstanie. Z mojej pierdolonej winy, dobra?

– Spokojnie! Przecież nic takiego nie powiedziałem…

Łapię się za włosy, bo to wszystko zaczyna mnie przytłaczać.

– Przepraszam, że się uniosłem – mówię skruszony. – Po prostu to nie jest łatwe mieszkać znów z dziewczyną, którą ko… – urywam i opadam bezwładnie na łóżko. Zaczyna mi brakować do siebie słów, bo znowu się podłożyłem, do cholery. – To nie jest łatwe – ucinam.

– Udam, że tego nie słyszałem – rzuca chłodno. – Dlaczego żaden z was nie może być normalny? – Nie czeka na moją odpowiedź, tylko mówi dalej: – To pojebane, wiesz?

– Wiem – przyznaję niechętnie.

– Mam nadzieję, że ona o niczym nie wie?

– Nic jej nie mówiłem – odpowiadam wkurzony. – Nie zamierzam jej dokładać problemów.

– To dobrze. Bardzo dobrze! I oby cię nigdy nie korciło, bo złamałeś jej serce. Jeszcze nigdy nie widziałem jej takiej przybitej.

Słowa Krzyśka wbijają się jak nóż prosto w sam środek mojego serca. Nie chcę myśleć o przeszłości, ale chyba nie mam innego wyboru. Nikt nie pyta mnie o zdanie. Rzeczy dzieją się same.

– Niekoniecznie chcę o tym słuchać.

– Bo ci nie zależy, ale mi zależy! Mai zależy! Całej rodzinie Natalii zależy!

Zgrzytam zębami.

– Uważaj sobie, co tam chcesz – mówię pod nosem. – Nie zamierzam się nikomu tłumaczyć. Z wielu rzeczy nie jestem dumny, ale nie mam już na nie wpływu. To się po prostu zdarzyło i tyle. – Wzruszam ramionami, chociaż wiem, że Krzysiek mnie nie widzi. – Nie mogę cofnąć czasu i zmienić przebiegu wydarzeń.

– A zmieniłbyś cokolwiek?

Zastanawiam się tylko przez chwilę.

– Całkiem możliwe – odpowiadam wymijająco. – Muszę kończyć, bo zaraz wróci Natalia. Nie chcę, żeby przyłapała nas na rozmowie. Chcę jeszcze trochę pożyć.

I się nią nacieszyć, zanim zniknie.

– Jasne, rozumiem.

– Szczęśliwego Nowego Roku! – rzucam z przesadnym entuzjazmem.

– Szczęśliwego – mówi Krzysiek bez przekonania, a potem się rozłącza.

Rzucam telefon na łóżku i ukrywam twarz w dłoniach.

Mam przerąbane. Krzysiek na pewno zmienił o mnie zdanie. Maja się wścieknie, a Natalia? Biorę głęboki wdech, bo doskonale wiem, co się wydarzy. Ona mnie zabije za wtrącanie się w nieswoje sprawy.

____

Natalia

Czuję, że ktoś na mnie patrzy, więc podnoszę wzrok i zauważam dziewczynę, która biegnie po drodze wyłożonej asfaltem. Nie odrywa ode mnie oczu, w których nie dostrzegam ani grama sympatii. Odwracam się, bo mam dziwne wrażenie, że już nas mijała.

Tara podsuwa mi pysk pod dłoń, więc kucam, żeby ją pogłaskać, i przywołuję się szybko do porządku, bo pewnie mam zwidy spowodowane niewystarczającą ilością snu.

– Co? Masz ochotę na więcej zabawy? – pytam. Ogon psa uderza o śnieg. – Będziesz cała mokra. I brudna. – Krzywię się. – Chyba musimy już wracać do domu, bo Szymon nie będzie zadowolony z kolejnej nieplanowanej kąpieli, wiesz? – Drapię ją za uchem. – Twój Pan bardzo o ciebie dba, więc nie mogę mu podpaść.

Słyszę głośne szczekanie i parskam śmiechem.

– Lubisz, jak się do ciebie mówi, prawda? – Głaszczę ją po grzbiecie. – Ale nic nie mów swojemu Panu, bo pomyśli, że spiskujemy przeciwko niemu.

Ciche skomlenie wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

– To naprawdę dziwne, że z tobą rozmawiam. A jeszcze dziwniejsze jest to, że chyba rozumiesz o czym mówię. – Wzdycham ciężko i wstaję. – Jestem nienormalna – rzucam pod nosem. – Najpierw rozmawiałam z pająkami, a teraz z psem. Chyba muszę się leczyć.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3157 słów i 18802 znaków.

4 komentarze

 
  • Speker

    Czy warto udawać twardziela, kogoś bez uczuć? Dla mnie postać Szymona to oznaka ufności, wiary w miłość, ale także naiwności.
    Kocha i chce być kochany. W samotności przeżywa swój "moralny" wybór. Z każdym rozdziałem utożsamiam się z nim coraz bardziej.  
    Co hamuje ludzi przed otwarciem? Gdyby ludzie nie bali się opinii innych, świat byłby piękniejszy...
    Brak mi nowych rozdziałów.

  • elorence

    @Speker nie wiem, czy warto. Trudno mi się na ten temat wypowiedzieć, bo sama ukrywam wiele rzeczy przed światem.  
    I masz rację, świat na pewno byłby piękniejszy...

  • Erol

    Szymon,taki twardziel,a nie potrafi zawalczyć o swoją miłość.
    Może on jest miękka faja i dlatego spłaca długi swojego brata. lepiej być sierotą - niż mieć taką rodzinę ft

  • elorence

    @Erol trudno walczyć. gdy dziewczyna kocha innego, ale z nimi to nigdy nie wiadomo 😅 To. co zrobił Szymon było... oznaką naiwności, ale w ogólnych rozrachunku to i tak wina Bartka :)

  • Erol

    @elorence nie wydaje mi się, to nie naiwność
    Raczej szukanie akceptacji u rodziny, która ma w głębokim poważaniu wartości ,które on wyznaje

  • elorence

    @Erol po tylu latach nieakceptowania Szymon pomyślał, że taka forma pomocy bratu sprawi, że rodzina go jednak zaakceptuje. To naiwne myślenie. Oni go nigdy nie zaakceptują, a teraz to tym bardziej 😔

  • NelaMotylek

    Po jednej nocy nie ma co się oszukiwać, że będzie cud miód malina. Z niecierpliwością czekam na kolejne szczere wyznanie Szymona, to najważniejsze.

    Kurde, naprawdę myślałam, że się nie wygada ale z kolei czułam, że to zrobi. Obawiam się tylko, że to może mieć wpływ na dalszy pobyt Natalii u Szymona, a przecież muszą się dogadać. Poza tym uważam, że jej przyjaciele są troszeczkę natrętni i tacy za bardzo. To jest jej życie i oni go za nią nie przeżyją. Wspieranie, owszem, ale mówienie co ma robić i co jest dla niej dobre, to już za dużo. Niech jeszcze Maja przyjedzie tam po nią i ją zabierze, to chyba osobiście jej nakopie do dupy!

    Przed rozdziałem zastanawiałam się właśnie, czy jeszcze przypadkiem nie pojawi się Berenika i nie skomplikuje. Póki co tylko z daleka, ale cholerna wie, czy znowu nie stanie w drzwiach Szymona. Bo przecież życie tak lubi się komplikować, szczególnie tej dwójki.

    Kolejna świetna część! ❤️❤️❤️

  • elorence

    @NelaMotylek biję się z myślami odnośnie kolejnego rozdziału, ale mam nadzieję, że do piątku się wyrobię 😀

    Tacy trochę "za bardzo" - z tym za bardzo to trafiłaś. Po prostu Krzysiek i Maja wiedzą, że Natalia ma problem z facetami i z każdym kolejnym rozstaniem jest z nią gorzej. Chcą dobrze, ale przez to przesadzają. Natalia musi wreszcie sama stanąć na nogi i zrozumieć, że jej życie zależy tylko i wyłącznie od niej samej.  

    Berenika jeszcze wróci 😅

    Dziękuję ❤❤❤

  • AlexAthame

    Jak już chyba wspomniałem wybaczyłem Szymonowi i chyba zaczynam go rozumieć. Mam nadzieję, że tego nie popsujesz. Może od początku miałaś taki plan. Niestety albo stety, długa droga by tym razem miłość dotknęła ich oboje. Mam nadzieję, że dobrze to poprowadzisz. Do tej pory, jeżeli chodzi o twórczość, nie zawiodłaś. Jeżeli chodzi o inne sprawy, chciałbym tylko wiedzieć dlaczego. Mogę?