For you here and now:Love cz.9

For you here and now:Love cz.9-No. Postaraliście się. -powiedziałem do chłopaków, gdy staliśmy już w recepcji w bardzo zajebistym hotelu.
- I to jak. Mam nadzieje, że mi tez kiedyś zrobisz taki kawalerski. Tyle za to zapłaciliśmy, że jedna 5 osobowa rodzina mogłaby za to żyć przez dwa miesiące - powiedział Alex. - Tak tylko mówię. - dodał gdy zobaczył wzrok naszej trójki. Spojrzałem ja wnętrze hotelu The Palazzo. Było tu niesamowicie. Nie mogę się doczekać Tego co przygotowali. -Mieliśmy iść do Hotelu tego Trumpa, ale stwierdziliśmy, że szału nie ma.
-To dobrze, bo naprawdę szału nie ma- odpowiedziałem Aaronowi. Ryan wziął nasze karty do pokoju i poszliśmy do windy. Ale zanim się tam dostaliśmy musieliśmy przejść przez całe kasyno które było w hotelu.
- Zobaczcie. To będą najlepsze 2 dni. - krzyknął Alex. Kurwa. Będą I to lepiej niż najlepsze.

Weszliśmy do pokoju. O cholera! Ten Hotel jest zajebisty.
- Plan jest taki. Idziemy się ogarniać a potem w miasto na kilka godzin a potem wracamy tutaj I dalej się bawimy. - powiedział Ryan
-Mi się podoba. Idę pierwszy- powiedziałem. Wziąłem rzeczy z walizki I poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic po tak długiej podróży. Lubie latać samolotami ale 11 godzin lotu to jednak zbyt dużo. Wyszedłem z łazienki ubrany a po mnie zaczęli wchodzić po kolei chłopaki.
- Dawaj telefon. - powiedział Alex. Podałem mu telefon a ten go schował
-Co robisz?- zapytałem.
- Jak to co. Żeby Cię przypadkiem nie korcilo dzwonić do Martyny. Stary to wieczór kawalerski. Musisz się wybawic. Niedługo ja zobaczysz.
-Okej. Jak chcesz. - gdy wszyscy byli ogarnięci to wyszliśmy na miasto. Był jeden problem. Zapomnieliśmy ze nie moge pić.
Byliśmy w klubach. Kasynach. Piliśmy tam gdzie weszliśmy. Jaralismy zioło. Bylo znakomicie. Wszędzie dziewczyny. Narkotyki. Wszystko co byśmy chcieli. Nawet w kasynie wygrałem 1000 dolarów. Zawsze coś. Nie wiem nawet o której wróciliśmy do hotelu ale tsm tez się dobrze bawiłem. Kurwa to było mega. Najlepsza 7godzinna impreza mojego życia. Miałem ich wiele, ale to przebiło wszystko. Tylko, że końca wieczora nie pamiętam.
A rano po przebudzeniu pragnąłem by to był dalej sen.

- O już wstałeś- patrzyłem na tą laske I nie wiedziałem co to ma być. Co ona tu robi. W moim łóżku.
- Słucham? Kim jesteś? I co tu robisz ?- dziewczyna przeciągneła się i zaśmiała.
- D no jak to. Nie pamiętasz naszej wspólnej nocy? - nie mogę oddychać. Wstaje z łóżka.Nie spałem z nią. Kurwa nie mogłem. Nie zrobiłbym Tego Martynie - Możemy to powtórzyć jeśli chcesz- zamknij się.
- Nie chce. Wyjdź stąd.- Spojrzałem na nią. Ona mówi poważnie.
-W nocy byłeś milszy. Możesz mówić na mnie Em jak gdy się pieprzylismy. - kurwa nie wytrzymam. Nie wytrzymam. To żart? To się nie dzieje. Zdjąłem z niej kołdrę i zobaczyłem, że jest naga. O kurwa!To się nie dzieję.

- Boże dziewczyny jakiego ja mam kaca. Chce wymiotowac ale się boje ze nie przestanę. -powiedziała Ewelina.
-Okropnie się czuję. Odzywał się Alex? -zapytałam jej. Została u mnie na noc. Dziewczyny niedawno wyszły do domu a mh zostałysmy we dwie.
-Nie. Mówiliśmy ze ani ja ani on mamy się nie odzywać do siebie do jego przyjazdu.
-Dorian tez się nie odzywa ale nie wiem czemu.
-Alex zabrał wszystkim telefony. Odda jak wyląduja.
-Nie boisz się, że za bardzo się spije i zrobi coś czego będzie żałować? - Ewelina uśmiechnęła się i powiedziała.
-Nie, bo wiem że mnie kocha. Wiem, że za bardzo boi się ze odejdę. Wie ze jakby to zrobił, to bym odeszła i nie wróciła. Na szczęście odkąd jest ze mną nie spojrzał na inna. Gdy jesteśmy razem jestem tylko ja. Nic i nikt się dla niego nie liczy.
-Ciesze się, że jesteś z nim szczęśliwa. Jesteście dla siebie stworzeni.
-Tak jak ty i Dorian. - Tak. Tak jak ja i Dorian.
Późnym popołudniem zamówiliśmy z Ewelina jedzenie. Jak nas kac puścił to i apetyt wrócił. Dorian ma być jutro rano. Jestem ciekawa co robi, ale jak sama Ewelina powiedziała. Alex zabrał mu telefon także musze czekać.

-Hej mamo. - przyjechałam do restauracji wieczorem. Była tam już moja mama i Karolina. Rozejrzałam się. Wszystko było idealne. Dorian dotrzymał słowa. Ekipa która zamówił dodatkowo dokończyła remont w dwa dni. - Jest świetnie. - powiedziałam. Wszystko jak chciałam. Jasne ale i ciepłe kolory. Białe krzesła i stoły. Jestem pod wrażeniem. Naprawdę pod wielkim wrażeniem.
- Dorian to załatwił. Jak mówił. - powiedziała Karolina.
- Widzę. A za tydzień tutaj o godzinie 14 będę już jego żoną. Niesamowite.
- Nawet nie wiesz jak ja się cieszę. Nigdy nie sądziłam że mój syn weźmie ślub. To dla matki najszczesliwszy dzień w życiu.
-Ja tez się ciesze i nie mogę doczekać. Musze wracać. Jest już późno a rano będzie Dorian. -pożegnałam się z nimi i pojechałam do domu.
Zanim wyszłam z samochodu to wybrałam numer Doriana. Chciałam chociaz uslyszeć jego głos... No dobra i tak ALEX by odebrał, ale może dałby mi Doriana na chwilę do telefonu.

Welcome to the o2 messaging service

Cholerka. Przecież jest 22 a to oznacza, że już lecą. No nic. Muszę czekać do rana. Tęsknie za nim i to bardzo.  
Wyszłam z samochodu i poszłam do domu. Tam wziełam długa kąpiel a po niej położyłam się spać.  

-Wyjdz stąd-powiedziałem do dziewczyny.  
-No, ale Dorian. Obiecaleś mi powtórkę- oszaleję zaraz. To nie może być prawda. Przecież nigdy nie zdradziłbym Martyny. Wyszedlem z sypialni i poszedlem do salonu gdzie siedzieli chlopki. Spojrzałem na nich a oni na mnie. Zachowywali się jak gdyby nigdy nic.
-Dobry żart. - powiedziałem- Nie udał wam się- dodałem.  
-Ale o co Ci chodzi?- zapytał niby poważnie Alex. Widziałem, że kłamią. Aaron z powstrzymywania smiechu nie mógł jeść.  
-Dobrze wiecie, że nawet jakbym był nie wiadomo jak naćpany i pijany to nie zdradziłbym jej. -odwróciłem się do dziewczyny która właśnie wyszła z sypialni. Uśmiechnela się i powiedziała
-Nie udało wam się chłopaki. Nie uwierzył, ale dobrze się bawiłam. Dzięki- i wyszła. Aaron w końcu mógł zacząc się smiac. Wziąłem poduszke z kanapy i rzuciłem w niego.  
-Głupki. Naprawdę myśleliście, że w to uwierze?
-Uwierzyłes. Na poczatku D. Twoja mina bezcenna. - powiedział Alex zanosząc się śmiechem.  
- HA HA HA bardzo śmieszne kurwa. Zbieramy sie, za 3 godziny mamy samolot.

-Dziwne, nie mogę się dodzwonic do Eweliny- powedział Alex
-Może jest zajęta- powiedziałem. Skrzywił się i mnie walnął  
- Taaa chcialbys. Ewelina jest moją dziewczyną i tylko moją. To nie podlega dyskusjom. Koniec tematu.
- Zakochany jestes no nie ?- zapytalem
-Jak cholera. I już się nie mogę doczekać aż z lotniska pojadę prosto do niej.  
-To chyba każdy z nas tak ma- odezwał się Ryan.  
-Ty... no właśnie. Milena to taka spokojna I w ogóle. Jaka jest w łóżku? Ogień czy też nieśmiała? -zapytał Alex. Ryan spojrzał na nas z dziwnym uśmiechem.  
- Oj chłopcy... nieśmiała na pewno nie jest. Oj nie - zasmialismy się. Wierzymy mu. Po jego minie można stwierdzić ze mówi prawdę.  

Otworzyłem cicho drzwi od domu I do niego wszedłem. Była 4 nad ranem wiec nie chce budzić Martyny. Jestem zmęczony I to bardzo. Zostawiłem mała walizkę w przedpokoju I poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic I umylem zęby. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze I stwierdziłem ze wyglądam fatalnie. Naprawdę fatalnie. Zawsze tak wyglądam jak wracam ze Stanów. Wielo godzinna podróż I ten pieprzony Jet Lag. Zawsze to samo.  
Poszedłem do sypialni I położyłem się obok Martyny.  
-Jesteś-usłyszałem jej głos. Przytuliła się do mnie a ja ją pocałowałem w czoło
-Jestem. Śpij Em.  
-Tesknilam Dorian. Cały długi weekend. -podniosła głowę I spojrzała na mnie. Dobra. Pieprzyc spanie. Wole ja teraz mieć.  
Okrecilem ją by leżała na plecach I ja pocałowałem.  

-Hej- powiedziałem, gdy wstalismy grubo po 13.  
-Hej. Jak było?  
- Niesamowicie. Muszę Cię zabrać do Vegas jak się przeprowadzimy do Kalifornii. - uśmiechnęła się.  
- Do tej pory mi nie powiedziałeś do jakiego miasta w Kalifornii się wyprowadzamy. - teraz to ja się uśmiechnąłem  
- Tajemnica skarbie. Wszystkiego się dowiesz jak już będziemy w samolocie.  
-No dobra. Jak chcesz. Mam nadzieję że będzie mi się podobać.  
- Skarbie uwierz, że będzie.  
- Wszystko już gotowe. Teraz tylko czekać do soboty Dorian.  
- Jak gotowe? - zdziwiłem się.  
- Restauracja. Jest idealna. Nie wiesz?  
- Postarali się. Miało być gotowe we wtorek. Także Panno Kołodziej, aby do soboty- schylilem się i ja pocałowałem. Aby do soboty.  
-Do soboty Collins. Do soboty.  
---------
To przedostatnia część. Następna postaram się napisać do końca następnej niedzieli.  
Pozdrawiam  
Aria xx

Aria

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1677 słów i 8972 znaków, zaktualizowała 2 cze 2017.

6 komentarzy

 
  • Aria

    Mała zmiana planów. Nie dodam części dzisiaj. Muszę jeszcze nad nią popracować w weekend nie miałam czasu tego zrobić. Część będzie do wtorku.  
    Pozdrawiam

  • ansik

    @Aria już się nie mogę doczekać

  • Patkanastka

    Kiedy bd kolejna cześć czekam i czekam .
    Pozdrawiam

  • Karolina2346

    A wiec odrazu mowię ze nie jest to żadna forma hejtu tylko obiektywna opinia. To opowiadanie było kiedyś cudowne , pierwsza czesc czytałam pare razy jak cała resztę oprócz tego. Ostatnimi czasy mam wrażenie ze tak powiem ,, lecisz sobie w kulki" z rozdziałami. Są pisane chaotycznie i bezsensu. W jednym momencie mówi jeden bohater w drugim następny a czytelnik nie wie co sie dzieje. Popracuj nad tym. Pozdrawiam.

  • Lolitkaa1

    Jprdl... Myślałam że serio ją zdradził! :D

  • Zuzi

    Super  :)

  • ansik

    Warto czekać, ale szkoda że to już koniec zaraz:-(

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością :* :) :*