Swaty. Marta i rolnik wersja II

Swaty. Marta i rolnik wersja IICo to jest?! Handel żywym towarem?! Chce mnie wyswatać ze starym dziadem! Rolnikiem, który nawet nie skończył podstawówki. Mnie, kobietę wykształconą, elegancką… no i w końcu niebrzydką.
Ostatecznie doceniła dobre serce ciotki, przecież najprościej w świecie martwiła się o nią, już dawno uważała za starą pannę, a gdy tylko Marta przekroczyła trzydziestkę, uznała, że trzeba ją koniecznie ratować. Ze względu na szczere intencje, zgodziła się przyjść do cioci Jadzi na niedzielny obiad. Ponadto ciekawiło ją, jak przebiegnie spotkanie. Swaty.
Zaplanowała, przy okazji, swoistą gierkę. Od zawsze uwielbiała kokietować mężczyzn, prowokować ich ubiorem, a potem opierać się. Ofiarą miał się stać Zenon – rolnik, z którym próbowano ją wyswatać.
Ależ mu utrę nosa! Będę dla niego przemiła, wręcz będę się do niego wdzięczyć. Założę najbardziej seksowną minispódniczkę, bluzeczkę z takim dekoltem, żeby sobie pooglądał co trzeba. Niech się stary pryk na mnie napali… A potem figa! Nie dla psa kiełbasa!
Zenon przyszedł ubrany jak typowy wiejski kawaler: we wzorzysty sweter, siwą, wyświechtaną marynarkę oraz niedoczyszczone buty. Zarost był nawiedzany przez maszynkę do golenia, ale chaotycznie. Uzębienie wskazywało, że nie chadza do dentysty. W rękach miął kaszkiet i trzymał wytartą reklamówką, z litrową butelką „swojaka”. Przygarbiony, wyraźnie nieśmiały, nie wiedział jak się zachować i co powiedzieć. Jąkał się.
Z rozmowy wynikało, że mieszka razem z osiemdziesięcioletnią matką. Żyją w drewnianej chałupie z jedną izbą, kuchnią i sienią. Bez łazienki.
– Dla mnie to niepojęte, jak ludzie mogą zrobić sobie kibel w domu. Przecie sracz stawia się nawet nie obok stodoły, ale tak jak u mnie, za stodołą – mówił Zenon, wycierając usta rękawem.
Marta wyobraziła sobie życie w roli żony Zenona, z gderliwą staruszką, w zimie brnącą w śniegu, żeby pójść za stodołę za potrzebą. Ona, która jeszcze niedawno nie wyobrażała sobie, że będzie musiała przerwać dobrze rokujący doktorat i opuścić Warszawę.
Zenek, jedząc kaszankę, spod krzaczastych brwi łypał małymi, świńskimi oczkami na Martę jak się krząta, jak kręci pupą. Wyglądała seksownie w białym fartuszku z falbankami. Niczym pokojówka. Blondyneczka, z długimi, lekko falowanymi włosami. Śliczna buzia, duże usta, starannie pomalowane krwiście czerwoną szminką. Niemalże nieustannie uśmiechnięte. Okulary w czarnych oprawkach dodawały jej nie tylko powagi, ale i seksapilu. Kiedy podawała tacę z filiżankami uśmiechnęła się wyjątkowo szeroko, nachyliła nad stołem, świadoma tego, że widać rowek miedzy piersiami. Zenon pożerał ją wzrokiem. Gapił się na jej biust niczym w obraz.  
Co, mój panie? Kusi cię mój dekolt? Lubisz tam zapuszczać żurawia, czyż nie psotniku?
Dodatkowo nęcił go silny zapach słodkich perfum. Ekscytował fakt, że ma do czynienia z kobietą wykształconą, nauczycielką, na dodatek równie wytworną i inteligentną.
Słyszał, że na wieś przeprowadziła się niedawno, z powodu choroby matki. Ludzie chwalili ją za to poświęcenie.

9 124 czyt.
100%101
Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyczne i śmieszne, użyła 530 słów i 3235 znaków, zaktualizowała 15 gru 2019. Tagi: #rolnik #nauczycielka #wieś #pończochy #przemoc

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • tygrysek48

    tygrysek48 · 29 sty 2019 · 201432701

    Bardzo realistycznie ujęte. Morze tempo zbyt szybkie, ale jest o ky napisane.