Swaty. Marta i rolnik wersja II

Swaty. Marta i rolnik wersja IIMarta była wzburzona propozycją ciotki.
Co to jest?! Handel żywym towarem?! Chce mnie wyswatać ze starym dziadem! Rolnikiem, który nawet nie skończył podstawówki. Ze mną, kobietą wykształconą, elegancką... no i w końcu niebrzydką.
Ostatecznie doceniła dobre serce ciotki.

Ta już dawno uważała Martę za starą pannę, a gdy przekroczyła trzydziestkę, że trzeba ją desperacko ratować. Dlatego zgodziła się przyjść do cioci Jadzi na niedzielny obiad. Ponadto ciekawiło ją, jak przebiegnie spotkanie. Swaty.
Zaplanowała, przy okazji, swoistą gierkę. O zawsze uwielbiała kokietować mężczyzn, prowokować ich ubiorem, a potem opierać się.
Ofiarą gierki miał się stać Zenon – rolnik, z którym miała zostać wyswatana.  
Ależ mu utrę nosa! Będę dla niego przemiła, wręcz będę się do niego wdzięczyć... Założę najbardziej seksowną minispódniczkę, bluzeczkę z takim dekoltem, żeby sobie pooglądał co trzeba... Niech się stary pryk na mnie napali... A potem figa! Nie dla psa kiełbasa!

Zenon przyszedł ubrany jak typowy wiejski stary kawaler. Miał wzorzysty sweter pod siwą, wyświechtaną marynarką, na nogach brudne buty. Jego włosy raczej nie miewały kontaktu z szamponem. Zarost był nawiedzany przez maszynkę do golenia, ale chaotycznie.  
Braki w uzębieniu wskazywały, że nie bywa u dentysty. W rękach miółł kaszkiet i trzymał wytartą reklamówką, z litrową butelką bimbru. Przygarbiony, wyraźnie nieśmiały, nie wiedział jak się zachować i co powiedzieć. Jąkał się.

Z rozmowy wynikało, że mieszka razem z osiemdziesięcioletnią matką. Żyją w drewnianej chałupie, w której jest jedna izba, kuchnia i sień. Za to nie ma łazienki.
- Dla mnie to niepojęte, jak ludzie mogą zrobić sobie kibel w domu. Przecie sracz stawia się nawet nie łobok stodoły, ale tak jak u mnie, za stodołą. – Mówił Zenon wycierając usta rękawem i pozostawiając na nim resztki konsumowanych potraw.
Marta wyobraziła sobie, jak musiałaby żyć, jako żona Zenona, z gderliwą staruszką, w zimie brnąc w śniegu, żeby pójść za stodołę za potrzebą. Ona, która jeszcze kilka miesięcy temu nie wyobrażała sobie, że będzie musiała przerwać dobrze rokujący doktorat i opuścić Warszawę.

Zenek, jedząc kaszankę, spod krzaczastych brwi łypał małymi, świńskimi oczkami na Martę jak się krząta, jak kręci pupą. Wyglądała seksownie w białym fartuszku z falbankami. Jak pokojówka. Blondyneczka, z długimi, lekko falowanymi włosami. Śliczna buzia, duże usta, starannie pomalowane czerwoną, krwistą szminką. Niemalże nieustannie uśmiechnięte. Okulary w czarnych oprawkach dodawały jej nie tylko powagi, ale i seksapilu. Kiedy podawała tacę z filiżankami uśmiechnęła się szeroko, nachyliła nad stołem, świadoma tego, że widać jej rowek miedzy piersiami. Zenon pożerał wręcz ten widok. Gapił się na jej biust jak w obraz. Dodatkowo kusił go silny zapach słodkich perfum. Ekscytował go fakt, że ma do czynienia z kobietą wykształconą - i to – nauczycielką, że jest taka wytworna i inteligentna.  
Słyszał, że na wieś przeprowadziła się niedawno, z powodu choroby matki. Ludzie chwalili ją, że się tak poświęciła.

Jadzia wychwalała siostrzenicę: a to, że była najzdolniejszą studentką na roku, a to, że jako pedagog często dostaje nagrody od dyrekcji, a to, że jej uczniowie odnoszą sukcesy na olimpiadach.  

Marta czerwieniła się, udając bardziej skonfundowaną niż była.  
- Niech już ciocia nie zanudza pana Zenona…

Zenon nie odrywał wzroku od potencjalnej narzeczonej. Najprzyjemniej patrzyło mu się w dekolt, wycięty w szpic. Gdy kobieta się pochylała, dostrzegł, że ma kremowy, koronkowy stanik.
Jezu! Jak ja to wytrzymam! Ależ ona ma wielkie cyce! Żeby się jej tak choć jeden guziczek rozpiął!.
Nawet nie śmiał spodziewać się, jak błyskawicznie ziści się jego życzenie.
Gdy Marta wracała z kolejnym daniem z kuchni, guzik znajdujący się najwyżej, był rozpięty.
Uśmiechnięta nauczycielka znowu nisko pochyliła się nad stołem. Tym razem dało się dostrzec jeszcze większy fragment koronki stanika.

Z powodu nieśmiałości Zenona, rozmowa przy stole nie kleiła się. Kobiety próbowały podtrzymać rozmowę.
- Ależ dziś pogoda! Leje i wieje!
- A ja założyłam taką rozkloszowaną i kusą spódniczkę... Jeśli będę wracać w taki wiatr, wrócę nieźle przedmuchana...
Kokietka osiągnęła swój cel, dwuznaczne słowa żwawo pobudziły Zenona.
Wiedziała, że taki sam efekt wywołuje komplementowanie płci brzydkiej.
- Podziwiam przedsiębiorczych mężczyzn! Wiem jak rozwinął pan gospodarstwo.
Zenon kraśniał z zachwytu.  Kraśniał nie tylko z powodu pochwał, bimber pędzony przez niego, słynął jako najbardziej krzepki w okolicy. Zaś mężczyzna narzucił szybkie tempo kolejek. Mimo, że Marta dzieliła kieliszki na cztery, to i tak zaczynało jej szumieć w głowie...  
- Panie Zenonie... ja mam taką słabą głowę... Boję się, żebym jakichś głupstw nie robiła...
Rolnik uśmiechnął się pod wąsem.
Ciekawe jakie by robiła? Byłaby łatwiejsza? Ciekawe czy ma cnotkę?
- O czym pan myśli, panie Zenonie? – Marta łopotała rzęsami, odsłaniając rzędy równych, śnieżnobiałych zębów.
- A tak sobie myślę o paniusi...
- O mnie? Czyżby? A cóż takiego? Jeśli mogę zapytać... - z nieukrywaną ciekawością w głosie Marta patrzyła Zenonowi prosto w oczy.
Mężczyźnie już nieźle dymiła czupryna od alkoholu. Nieśmiałość ustępowała.
- A cy ma panienka jesce wianek, cy nie?
Marta upuściła widelec.  
A to cham... Co on sobie o mnie wyobraża. Skoro tak, to prowadźmy gierkę.
Zdobyła się na wymuszony uśmiech.
- Zadaje pan odważne... zbyt intymne pytania... W takim razie niech pan powie, jakie kobiety pan woli, takie które zachowały wianek, czy jego pozbawione...?
- No... Zawżdy to każden chciałby kobitke nirusanom.
Bawiły ją wywody rolnika. Natychmiast zdecydowała grać dziewicę.
- Panie Zenonie a ja na jaką wyglądam? Na taką, która zachowała cnotę, czy... już „ruszaną”?
- Oj. A bo to ludzie różnie gadajom.
- Ojej! A co takiego ludzie o mnie gadają? Bardzom ciekawa?
Przecież ja tu wyjątkowo dbam o reputację! Czyżby ktoś rozsiewał plotki?
- Łoj tam. Coś gadały, że murzyn do paniusi przyjeżdżał...
- No tak... Ale nie murzyn, tylko mulat... To tylko kolega ze studiów...
Boże ty mój! Jakiż on był przystojny! A jaki dziki, wręcz zwierzęcy!
- I mówiły, żeśta szły w krzaki...
Oj tak... już w pierwsze krzaki mnie zaciągnął... ależ był napalony...
- To możliwe... Pokazywałam mu... pokazywałam mu... grzyby...
Marta odetchnęła, bardzo z siebie zadowolona, że udało jej się wybrnąć z sytuacji.
- A może i co innego mu paniusia pokazywała? Jeden opowiadał,  że pani nauczycielka leżała pod nim z podciągniętą spódnicą...
A to bezwstydni podglądacze! Uznali mnie pewnie za jakąś cichodajkę...
- Ach... pamiętam! Wtedy na grzybobraniu wlazła mi mrówka... i mnie gryzła... Martin mnie ratował.  
Ciekawe gdzie jej ta mrówka wlazła?
Zenon ewidentnie się pobudził.
- To dzie una wlazła?
Marta pomyślała, że najbardziej prowokująca będzie, gdy uda skromną, mocno zawstydzoną dziewczynę i spuści oczy.
- Ach panie Zenonie... Nie powiem, gdzie ta mrówka mi wlazła...
Widno jej wlazła w kuciapkę! To wtedy murzyn mógł ratować tylko przepychaniem... ha ha

Marta zmieniła temat rozmowy.
- Ciociu, cukier się skończył, przyniosę ze stryszku. Tylko trochę się boję sama wchodzić po drabinie. Zwłaszcza w tych szpilkach, na tak wysokim obcasie... Czy pan Zenon zechce mi pomóc i ją przytrzyma?
Marta doskonale zdawała sobie sprawę z wrażenia jakie wywoła na nim podczas wchodzenia na drabinę w rozkloszowanej spódnicy.
Zenon nie mógł uwierzyć, że taka gratka mu się trafia. Na pewno zobaczy wypiętą pupę! A kto wie, może nawet uda się zajrzeć pod kieckę?
Marta uśmiechnęła się słodko – Proszę za mną! – Kołysała biodrami, a mężczyzna nie spuszczał wzroku z tyłka – Kocica! Kręci zadkiem! Może by ją podszczypnąć! Pewno by donośnie pisnęła... Na sprawdzenie głosu dziewczyny, zabrakło już odwagi.
W sieni chwycił energicznie drabinę, jakby chciał wykazać swą krzepkość. Obserwował, jak ostrożnie stawia na szczeblach stopy w eleganckich szpilkach. Rzeczywiście były na bardzo wysokich, cienkich obcasach.  
Ciekawe ile mają centymetrów? Może z piętnaście?
Czarne buciki z wąskimi paskami, wyraźnie eksponowały zgrabne stopy. Dostrzegł pomalowane paznokcie u nóg.  
Nie mniej kształtne okazywały się także łydki i kolana. – Oj, pięknie by było, gdyby te nogi się przede mną rozkładały... - rozmarzył się Zenon.
- Panie Zenonie... dobrze pan trzyma?  
Zorientował się, że zadumany, zluzował chwyt drabiny.
Skupił się wyłącznie na zgrabnej pupie, sukcesywnie podnoszącej się coraz wyżej. Uznał ją za idealną. Spora, jędrna, wystająca. Marta oczywiście celowo tak manifestacyjnie wypinała tyłek. – Niech widzi jak kręcę pupą... Ciekawe czy ma chętkę dać mi w nią klapsa?
Wreszcie dotarła do końca. Nie musiała wchodzić na strych, z drabiny swobodnie sięgnęła cukru. Musiała się tylko jeszcze bardziej wypiąć. – Ciekawe czy ma odwagę, żeby zajrzeć mi pod spódnicę? – ta myśl spowodowała szybsze bicie serca i drżenie dłoni. Spojrzała kątem oka. Rzeczywiście patrzył do góry. - A to drań! Ciekawe co dostrzegł? Zobaczył, że mam pończochy? Czy widzi ich koronkowe zakończenia? Znajdywała w tym sporą przyjemność. Celowo przedłużała szukanie cukru. – A nich się napatrzy, pewnie jeszcze nie miał takich widoków. – Uśmiechała się w myślach. - No chyba nie zobaczył majtek? A może... Boże! Założyłam te seksowne stringi... ich koronka jest tak... prześwitująca! Marta zadrżała. Schwyciła cukier i błyskawicznie schodziła na dół.
Zbyt szybko. Nagle źle stanęła i zaczęła zjeżdżać. Cukier upadł na podłogę. Natomiast spódnica kobiety zaczepiła się o wystającą drzazgę i odsłoniła jej nogi w eleganckich pończochach. Zenon był na posterunku. Schwycił ją w ramiona. Jedna dłoń znalazła się na boku Marty, druga na piersi. Mężczyzna znieruchomiał. Nie wierzył w to co się wydarzyło. Zobaczył takie widoki. Trzyma ją za biust! Cudowny, duży, jędrny. Trwał tak dłuższą chwilę. Dopiero potem ją wypuścił, patrząc jak zawstydzona obciąga w dół spódnicę i ją poprawia. W dotychczasowym życiu nie spotkał tak ekscytującego widoku.
Marta uśmiechając się, załopotała rzęsami.
- Panie Zenonie... Uratował mnie pan! Jest pan silny jak tur! Byłabym upadła... - Kobieta przytuliła się i ucałowała go w policzek. - Nie wiem jak panu dziękować...
- Podziękować zawsze można... - Mężczyźnie szumiało w głowie i od tej sytuacji i od alkoholu – Coś tam by mi paniusia dała... Buziaka, a może i coś wiencyj... Ha ha ha!
- Oj dam, dam co tylko pan Zenon zechce... - Wiedziała, że te słowa jeszcze bardziej go pobudzą.

Zenon puścił kobietę przodem i dzięki temu mógł obserwować, jak prowokacyjnie kręci zgrabnym tyłkiem.
Ech, pasowałoby ją tak porządnie klepnąć w ten seroki zadek! Az by zapiscała i podskocyła.
Na to brakowało mu odwagi. Ale... zaraz... zaraz...  
- Niech no paniusia poceka. Na tej spódnicynie jakiejśiś pajęcyny się popsycepiały... Niech się paniusia wypnie, to łotrzepię.
Marta natychmiast wygięła się, wystawiając pupę w stronę mężczyzny. Kręciła ją taka sytuacja.
- Niech pan trzepie mocno! Boże! Jak ja się boję pająków!
Zenonowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Zawzięcie otrzepywał spódnicę dzierlatki, co raz siarczyście smagając ją w tyłek.
- Auuaa! Nie zasłużyłam na tak dotkliwe klapsy. – krzyczało dziewczę, prowokacyjnie rozcierając dłonią pośladki. Zenona nakręcało to niepomiernie. Marzył, żeby móc kiedyś grzechotnąć ręką gołą pupę nauczycielki...

Ledwie zasiedli za stołem, gdy Marta zakrzyknęła:
- Ojej! Poszło mi oczko! Chyba przez drzazgę w drabinie. Jak dobrze, że mam w torebce zapasowe pończochy!
Kobieta poszła przebierać się do sąsiedniego pomieszczenia. Zenon zauważył jednak, że w lustrze może swobodnie podglądać Martę. Widział jak podciągnęła do góry spódnicę, obserwował jej nogi w pełnej krasie – długie, zgrabne, opięte cielistymi pończochami, zakończonymi koronką. Widział, jak rozpięła pasek przy szpilkach, zdjęła je, następnie wsunęła palce pod pończochy i zsuwała je z nóg. Zenon czuł jak drży.  
Matko Bosko! Daj mi siłę wytrzymać!
Obserwował jak wyjęła czarne pończochy z torebki. Najpierw przygotowywała je do założenia, a potem nasuwała na nogi. Ale jak ona to robiła! Z jakim ceremoniałem, pieczołowicie. Jakby celebrowała ten akt. Jakby wiedziała, że robi to na pokaz. Dla Zenona była to najbardziej erotyczna scena, jaką widział w życiu...

- Panie Zenonie, czy pończoszki w czarnym kolorze, również pasują do mojej spódniczki? – Prowokacyjnie trzymała materiał spódnicy, rozpościerając ją szeroko.
Mężczyzna gotów był rzucić się na kobietę... Czerń doskonale kontrastowała z łososiowym kolorem spódniczki.
Ech! Tak by dopaść ją. Wziąć pod siebie. Zadrzeć kieckę. I bez pytania brać!
Za stołem Zenon nadal był oszczędny w słowach. Starała się to nadrobić ciocia Jadzia. Opowiadała Marcie, jak z małorolnego chłopa doszedł do wielohektarowego gospodarstwa. Zenon nigdy nie szedł na wsi za falą, kiedy była świńska górka, on wyprzedawał trzodę i odwrotnie – hodował świnie wtedy, gdy wszyscy sprzedawali, dlatego bogacił się, kiedy inni popadali w długi. Nigdy nie szarżował z kredytami i nigdy nie palił opon z Samoobroną. Mimo to i tak na wsi cieszył się autorytetem, bo nigdy nie odmawiał pomocy, za co mocno ganiła go matka, twierdząc, że „swoje zaniedbuje, żeby obcemu dopomóc”. Zenon jako pierwszy dawał pieniądze dla pogorzelców, gdy taką akcję prowadził proboszcz, ale nie tak jak ci, którzy chcieli, żeby ich nazwiska wyczytywano z ambony; Zenon robił to skromnie - anonimowo. Ale też szacunek plebana dla dobrego gospodarza był wielki, bo jego pierwszego zapraszał do rady parafialnej i do noszenia baldachimu nad monstrancją w Boże Ciało.
Wieś nigdy nie zapomniała Zenonowi, jak wskoczył w ogień ratować dwoje małych dzieci w Borowem, choć ich ojciec sam się bał... Wszyscy też wiedzieli, że nikt we wsi nie ma startu z Zenkiem w zmaganiach na rękę. Że nie tylko jest silny, ale i zdrowy. Podobno nigdy nie był u lekarza.
Opowieści Jadwigi zupełnie zmieniły wyobrażenia młodej nauczycielki o Zenonie. Zrozumiała, że nie jest wcale głupi, a jedynie niewykształcony, przez to, że w dzieciństwie umarł mu ojciec, jako podrostek miał gospodarstwo na swoich barkach i nie w głowie była mu nauka. Wydał się jej nie tylko szlachetny, ale też bardziej interesujący i... przystojniejszy. Alkohol też tu zrobił swoje... Zaczęła go nawet podziwiać i zawstydziła się, że do tej pory dworowała sobie z niego. Poczuła się w powinności, żeby mu to jakoś zrekompensować...,  
Przyjemnie byłoby, gdyby zaczął mnie adorować… a może nawet… się do mnie dobierać...

- Panie Zenonie, my tak sobie tu „panujemy”... a może przejdziemy na „ty” i wypijemy bruderszaft?
- A cego by nie, tać możem... - Zenonowi zaświeciły się oczka. Z chęcią posmakuję sobie twoich usteczek! Masz takie ślicne, duże, mocno wymalowane!
- Marta... - Głos kobiety zdradzał skrępowanie.
Mężczyzna szybko wychylił kieliszek i bez ceregieli objął pannę. Podnieciło go to, że kobieta ucieka z ustami. Nie było mowy, żeby jej odpuścił. Słodki zapach perfum rozpalał go bardziej. Jedną rękę trzymał na plecach, a drugą przyciągną do siebie głowę. Próbowała odchylić ją w bok, ale Zenon dopadł ust i przyssał się, jakby chciał wypić na raz wiadro wody. Gdy puścił, dziewczyna dużym haustem zaczerpnęła powietrze.
- Panie Zenonie... Co pan robi... straciłam dech w piersiach... Czuję, że muszę poprawić szminkę...
Zenon obserwował kobietę sięgającą po czarną kopertówkę bez żadnych ozdóbek, ale elegancką, najwyraźniej markową, wyciąga z niej lusterko i szminkę. Bardzo poruszył go widok, jak powoli maluje szminką pełne, duże usta. Marta domyślała się, jaki wywołuje efekt. Chciała żeby ją pożądał... Malując usta demonstrowała, że tak mocno je wycałował, że długo musi poprawiać szminkę. Dlatego tak powoli przesuwała pomadką, ze szczególną dbałością o kontury.
Krwisty kolor szminki działał na zmysły mężczyzny. Przyglądał się w milczeniu, przełykając ślinę. Jak drapieżnik czekający na okazję.
- Zenonie, czy już mój makijaż jest bez zarzutu – zapytała filuternie.
- A to musiałbym się przyjrzeć... musiałabyś mi siąść na kolana...
Boże! Ależ ty masz piękną twarzyczkę! Czy ja śnię, czy naprawdę rozmawiam z tak wspaniałą kobietą...? Skąd ja mam tyle odwagi? Ale ona teraz na pewno odmówi.
Marta udawała speszoną, zdawała się mówić – „nie, nie”. Ociągała się, ale jednak wstała, odkręciła się bokiem do mężczyzny i... usadowiła pupę na jego kolanach... Popatrzyła mu prosto w oczy i zobaczyła w nich niedowierzanie. Zenon rzeczywiście nie wierzył, że ta wytworna dama siedzi na jego kolanach.
- Więc czy może być mój makijaż?
- Czy może być?! Jesteś piękna!
Jednocześnie wyczuła silny wzwód Zenona. Podnieciło ją to dodatkowo.
- Och... Zenonie... Nawet nie wiesz jak na kobietę działają takie komplementy... Zobacz jak mi serduszko szybciej bije... - w tym momencie ujęła jego dłoń i położyła na swojej lewej piersi. Szybko poczuła, że jego wzwód jeszcze „urósł”.
Jadwiga widząc, że „młodzi” obiecująco sobie poczynają, krzycząc, że przeprasza, ale pilnie musi iść na zmiankę do Maciejowej, opuściła dom.
Martę szalenie podniecało to, że została sam na sam z napalonym mężczyzną. Czuła jak bardzo chce być zdobywana...

- Panie Zenonie, więc zostaliśmy sami... Sam na sam, ja słaba niewiasta i taki krzepki mężczyzna jak pan... - Marta łopotała rzęsami. Ciekawe co zrobi, jak zareaguje?
Zenon przełykał ślinę. Zdanie wypowiedziane przez kobietę coraz bardziej go nakręcało. Nie wiedział co powiedzieć, ale chciał dodać sobie animuszu.
- A cego to się boisz paniusiu?
- No wie pan... jestem bezbronną słabą kobietką... Taki atletyczny mocarz mógłby ze mną zrobić, co tylko by zechciał...
Zenon doskonale wiedział co chciałby zrobić...
- Och panie Zenonie... proszę nie wykorzystywać swojej siły... Wiem, że mężczyźni tylko o tym myślą, żeby włożyć dziewczynie rękę pod spódnicę... - Marta doskonale wiedziała co osiąga takimi słowami.
Zenon sam by się na to nie odważył. Jednak nie mógł pozwolić, żeby być gorszym od typowych chłopów. Niezbyt zdecydowanym ruchem, ulokował jednak dłoń na kolanie Marty. Był ciekaw czy ją odepchnie i obstawiał, że niestety pewnie tak. Alkohol jednak skłaniał mężczyznę do ryzyka.
- Och panie Zenonie... co pan robi... - protestowała Marta.  
Ale nie odpychała jego ręki. To ośmieliło Zenona. Zaczął powoli wsuwać rękę coraz dalej, aż czubki palców znalazły się pod spódnicą. Patrzył się przy tym jej w oczy, uśmiechając głupkowato.  
Marta wydęła usta w podkówkę, udając oburzenie.
- Panie Zenonie... niech pan przestanie... niech pan zabierze rękę spod mojej spódnicy...
Ale nadal nie odpychała ręki. Wyraźnie nie chciała go onieśmielać. Zenon trafnie to odczytał i kontynuował ekspansję. Gdy dotarł do koronkowej manszety pończoch, uśmiechnął się szerzej. Marta była wniebowzięta, ale tego nie okazywała.
- Oj tam widno są jakiejsiś eleganckie fatałaszki... chyba to widziałem, jakżeś szła po drabinie...
- Ojej... Zenonie... jak mogłeś! Zaglądałeś mi pod spódnicę!
- A może i jescy zajrzę! – śmiał się rolnik.
- No chyba nie zadrzesz mi kiecki do góry! - prowokowała Marta.  
Zenon w tym momencie, bez słowa, zaczął powoli podciągać do góry spódniczkę Marty. Dziewczyna trzymała się za nią, markując, że mu przeszkadza.
- Nie... nie... proszę...
Tak naprawdę nieznacznie tylko opóźniła obnażenie jej ud. Mężczyzna wariował patrząc na zgrabne nogi Marty opięte seksownymi pończochami. Ich końce zdobiły szerokie, koronkowe manszety w kwiatowe wzory. Zaczął je delikatnie gładzić.
- Zenonie... widzę, że rodzi się u ciebie instynkt zdobywcy... - Marta z minuty na minutę coraz bardziej chciała zostać zdobyta. Nawet bez jej zgody. Nawet siłą. Zwłaszcza siłą... Zwłaszcza bez jej zgody...
Słowa nauczycielki, patrzącej mu prosto w oczy, działały na niego, jak płachta na byka. Jeszcze raz chciał posiąść jej usta. Tym razem chwycił ją bardziej stanowczo. Mimo cichych protestów dziewczyny, wpił się w nie. Jednocześnie prawą ręką zaczął jeździć po jej piersiach.
- Nie... nie... Zenonie... jesteś zbyt szybki...
Dłoń mężczyzny jeszcze mocniej uchwyciła biust. Podniecony, odurzony alkoholem, zaczął ściskać piersi coraz mocniej... wręcz zuchwale... jak na nieokrzesanego prymitywa przystało...
Tego chciała Marta.
- Ach... Zenonie... ty brutalu...
Mężczyzna nie przestawał całować ust, policzków, szyi kobiety, ani ugniatać jej piersi...

Nagle rozległ się przeraźliwy dźwięk dzwonka. Odskoczyli od siebie. To brzmiał telefon Zenona, bardzo starego typu. Odruchowo odebrał. Marta starała się wsłuchać w niewyraźne głosy, najwyraźniej z jakiejś biesiady alkoholowej. Wyławiała poszczególne słowa, które układały się w całość.
- I jak ci idzie z panią nauczycielką? Zbajerowałeś już ją?
A to drań... pochwalił się kolegom randką ze mną.
- Złapałeś ją za to i owo...?
- Nooo... złapałem.
Chamidła! Ciekawe co teraz będą rozpowiadali o mnie po wsi?
- No daj jej tam do pieca! Daj jej popalić! Pamiętaj, żebyś nam poopowiadał jak ją wyobracasz...
Zenon odłożył telefon.
- Czyżby koledzy? – Marta zaciekawiła się – Mówiłeś, że co takiego złapałeś?
- Eeee... takie tam...
Marta była zaskoczona, że podnieca ją opowiadanie o niej innym mężczyznom.  
- Zenonie, chyba nie pochwaliłeś się im, że złapałeś mnie za biust?!
Kobieta wstała, obciągnęła spódnicę i poprawiła bluzkę na piersiach.
- Ta sytuacja stanowczo zbyt daleko zabiegła... To moja wina... Na zbyt dużo ci pozwoliłam...

Jednak nie było takiej siły, która powstrzymałaby Zenona. Myślał tylko o jednym. Rzucić się na nią. Mieć ją!
Marta widziała jego wzrok. Jednocześnie bała się go i pragnęła.  
Podchodził, patrząc wzrokiem, w którym czaiła się zwierzęcość. Zdecydowanym ruchem popchnął kobietę na łóżko.. Osunęła się na nie, kładąc się na plecach. Natychmiast poczuła na sobie ciężar mężczyzny. Wiedziała, że opór na nic się nie zda.
Wywołało to u niej poczucie zupełnej bezradności... bezwolności... Wiedziała, że musi ulec. Chciała ulec...  

Rozjuszony Zenon nerwowo rozpinał guziki bluzeczki. Ręce drżały, przez co nie szło mu to sprawnie. Wtedy szarpał je nerwowo i dwa z nich urwał.
Nauczycielka protestowała, ale jakby pro forma, cicho. Niezwykle podniecała ją brutalność Zenona. Próbowała przeszkadzać mężczyźnie w rozpinaniu bluzki, ale robiła to zbyt słabo. Wkrótce oczom mężczyzny ukazał się biust opięty koronkowym stanikiem. Kobieta teatralnie próbowała osłaniać dłońmi swoje piersi, ale to jeszcze bardziej rozjuszało rolnika.

Złapał za piersi przez materiał biustonosza i ściskał. Ale to mu nie wystarczało. Musiał uwolnić biust ze stanika. Brutalnie szarpnął miseczki w dół.
Marta krzyknęła – Nie! Ale jej piersi wylały się biustonosza i zauroczony mężczyzna podziwiał je w pełnej krasie. Duże, takie jak lubił, spore brodawki i delikatnie sterczące sutki.
- Pani uczycielko. Ale masz... bułecki...
Marta zawsze była dumna ze swego atrybutu kobiecości. Uwielbiała czuć pożądliwy wzrok mężczyzn w okolicach dekoltu. Toteż podziw Zenona sprawiał jej niemałą przyjemność. Jeszcze większą sprawił dotyk. Mimo, że starała się zakrywać piersi, mężczyzna, delikatnie odpychając jej dłonie gładził piersi. Zrazu, jakby nieśmiało, masował, delikatnie drażnił sutki.
Marta wzdychała cicho.
- Achh... Zenonie... nie...
Mężczyzna nie przestawał pieścić piersi. Zaczął je całować. Całe, potem sutki. Potem lizał. Wreszcie zaczął ssać. Na początku delikatnie, a potem mocno, coraz mocniej. W końcu ciągnął je jakby chciał przez nie wessać całe piersi.
Jednocześnie ręka mężczyzny zjechała w dół i schwyciła materiał spódnicy. Marta czując, że spódniczka wędruje do góry, próbowała ją trzymać. Na nic to się nie zdało i została zadarta. Ręka Zenona zaczęła pod nią buszować. Jeździła zaborczo po udach, po ich wewnętrznych i zewnętrznych stronach. Dotarła na pupę i zaczęła ją badać. Wyczuła sznureczek stringów, co podziałało na wyobraźnię mężczyzny. Podniecało go, że kobieta tak seksownie się ubiera. Tym mocniej zaczął ściskać i ugniatać jędrny tyłek.
- Łoj paniusiu, mas ty na cym siedzieć.
- Zenonie... przestań...
- Ja nie przestaje, ino dopiero zacynam.
W tym momencie przesunął rękę na jej łono. Przez koronkowy materiał majtek chwycił ją mocno w kroku. Zrobił to nachalnie, jak uczniak, który chce wymacać koleżankę. I tak to robił. Brutalnie macał.
- Nie... proszę... nie...
Dotyk przez materiał mu nie wystarczał. Wepchnął rękę pod majtki nauczycielki. Wreszcie dotykał nagiej cipki. Wyczuwał gładkość i wąski pasek włosków.
- Zenonie, nie! Tam nie! – krzyknęła Marta.
Zenon jednak wepchnął dwa palce głęboko, na tyle, na ile się dało.
- Ale ześ ty ciasna... Widno to prawda, ześ cnotka-niewydymka... Trza by tę dziurkę cymsiś odetkać...
Mężczyzna słowa przekuł w czyn. Zaczął suwać palcami w tę i z powrotem, jakby symulował ruchy frykcyjne.
- Aaaa... aaaaaa - Marta, jakby nie dowierzała, że to się dzieje naprawdę. Była bardzo podniecona rozwojem sytuacji. Jęczała, jak podczas normalnego stosunku.
Jęki sprowokowały Zenona. Chciał penetracji, ale już nie ręką...

- Teraz poczujesz co innego! Rozłóż nogi szeroko.
- Nie... nie... Zenonie... Jestem jeszcze dziewicą! – Marta liczyła, że to kłamstwo jeszcze bardziej podnieci mężczyznę.
Po słowach kobiety rolnik dyszał z podniecenia. Podniecenie, mocny bimber powodowały, że ani trochę się nie kontrolował.
- A to jescy lepij. Nierusana psitka... bedzie ciaśniej... – mamrotał - Należy się, żeby taka damulkowa, nauczycielska kuciapka została tęgo wychędożona wiejskim, żylastym chujem!
Marta nigdy w życiu nie była tak bardzo podniecona jak teraz.
- Ach... Zenonie... jestem porządną dziewczyną... błagam... oszczędź moją... cnotę...
Mężczyznę rozpalały błagania. I to, że będzie mu dane zabrać dziewictwo pani nauczycielce.
- Po cnotce to już możesz zapłakać... Pokaż mi swoją elegancką, wychuchaną psioszkę.
Zenon patrzył na śnieżnobiałe, ażurowe wręcz z powodu koronki, stringi. Biel - kolor czystości - jednoznacznie kojarzył się z dziewictwem. Skąpe majteczki obciśle opinały łono nauczycielki, wyraźnie było przez nie widać podłużny rowek. Zenon zsunął je z dużą przyjemnością. Zjechał nimi aż do kostek, ale nie zsuwał ich dalej – jaśniutkie majtki kontrastowały z czarnymi szpilkami i pończochami, ale przede wszystkim robiły wrażenie, jakby kobieta miała spętane nogi.
Marta była skrępowana. Mężczyzna, którego niedawno poznała, obnażył jej najintymniejsze miejsce i gapił się na nie z rozdziawioną gębą. Z ciekawością nastolatka, który pierwszy raz widzi nagą cipkę... Czuła się upokorzona... a to potęgowało emocje.

Golutka piczka... pewnikiem wygolona... i ten paseczek... W sam raz bruzdeczka do przeorania tęgim pługiem...  
Rozpalony Zenon rozpiął spodnie i wyciągnął swój ogromny sprzęt. Marta pierwszy raz w życiu zobaczyła tak potężny okaz.
- O Boże! Co za olbrzym! Jaki wielki! – wiedziała, że takie okrzyki rozognią namiętność Zenona. – Zrobisz mi krzywdę!
- A zrobię!  
Mówiąc to położył się na nauczycielce i przyłożył członek do szparki.
- Nie... nie... - pozorowała opór Marta... Ale nawet nie mogła nawet wierzgać nogami. Wiedziała, że musi się oddać...
Tuż nad uchem czuła gorący oddech i słyszała głośne sapanie. Poczuła naprężoną męskość suwającą się po wargach sromowych.
Robił to nerwowymi ruchami, jakby celowo się droczył, albo jakby nie wiedział jak to zrobić... Marta nie mogła się doczekać, kiedy w nią wejdzie... Żeby prowokować, głęboko wzdychała.
Pomógł sobie palcem – znalazł wejście do pochwy, a następnie go wsunął. Znów przekonał się jak jest bardzo ciasna i mokra. Marta jęknęła. Od razu w ślad za palcem próbował wprowadzić główkę członka. Ale mu nie wychodziło. Wejście było zbyt wąskie, a on to robił niezdarnie.
To dobrze, że się musi natrudzić... W końcu z cnotką nie ma łatwo...
Wreszcie Zenonowi udało się, sunąc wzdłuż palca, wepchnąć główkę w dziurkę nauczycielki.
- Oooooch... Zenonie... - niemal krzyknęła Marta – boję się...
Mężczyzna był maksymalnie rozjuszony. Myślał tylko o jednym. Wbić się w nią. Chciał wykonać pchnięcie. Lecz wtedy... usłyszeli czyjeś kroki.
- Zenon! To ciocia Jadzia! Zejdź ze mnie!
Jednak Zenon, rozpalony, wciąż pod wpływem alkoholu, ani myślał zsuwać się z Marty.
Boże! Co za wstyd! Zaraz ciotka zobaczy mnie leżącą pod tym buhajem! Z podciągniętą spódnicą! Z zsuniętymi majtkami!
Jednak zamiast dźwięki otwieranych drzwi – usłyszeli pukanie. A więc to nie Jadwiga. Najpewniej jakaś sąsiadka. Zenon zatkał dłonią usta Marty.  
- Nie próbuj się odzywać. Jak tu wejdzie, to będziesz miała wstyd na całą wieś.
Martę podniecało brutalne kneblowanie ręką. Czuła siłę i chuć rozochoconego samca. Także swoją bezradność. Podniecało ją takie upokorzenie oraz wstyd jaki spotkałby ją, gdyby ten ktoś tu wszedł.
Jednak po kilku minutach nieproszony gość odpuścił.  
Zenon obiecał sobie, że teraz musi się udać. Nakierował główkę penisa. Z całej siły wykonał ruch lędźwiami. Jego członek wchodził powoli. Czuł jak zaciskają się na nim ścianki pochwy, jak silny stawiają opór. Ale nie było siły, która mogłaby go powstrzymać.
Z lubością wsłuchiwał się w jęki kobiety. W jej protesty.
- Nie... Zenonie... proszę... nie...
Wreszcie znalazł się w połowie drogi. Wiedział, że teraz już dopnie swego...
Naparł z całej siły. Miał tylko jeden cel. Wbić się w nią do samego końca. Wykonał kolejne pchnięcie. Tym razem gwałtowne. Jego główka uderzyła o dno pochwy Marty.
Stało się! Zdobył ją! Mężczyzna był pijany ze szczęścia. Posiadł ją!
Nie mniej szczęśliwa była Marta. A więc oddała mu się. Wreszcie. Chciała, żeby Zenon poczuł się zdobywcą. Chciała, żeby myślał, że posiadł ją, ale też jej cnotę...
- Zenonie... ochhh... zdobyłeś mnie...  
Zenon zamruczał szczęśliwy.
- Juześ moja!
- Tak Zenku... Jestem twoja... posiadłeś mnie... pozbawiłeś mnie... wianka...
Martę bardzo podniecały te słowa. Liczyła, że Zenona podniecają jeszcze bardziej...
Chciała, żeby teraz na nią naparł... żeby ją teraz porządnie zerżnął.
Zenon przymykał oczy, celebrował to kiedy powoli wycofywał się z jej pochwy i zaraz potem znowu napierał. Delektował się tym. Poruszał się bardzo powoli, ale wchodził do samego końca.
Po każdym pchnięciu Marta głęboko i głośno wzdychała. Demonstrowała to jak bardzo przeżywa, jak mocno czuje jego pchnięcia.
- Oooochhh! Aaaachhh!
Mężczyznę tak to pobudzało, że w każdym uderzeniu o dno cipki chciał dać całego siebie, chciał pokazać jak jest silny.
Kobieta miała dokładnie to, czego chciała.
- Zenonie... Ależ ty się nade mną znęcasz... - i po każdym kolejnym pchnięciu pojękiwała – nie... nie... nie...
Tak rytmicznie, jak jęczała, tak rolnik wykonywał swoją robotę. Dokładnie. Jakby młócił zboże cepem. Rytm podkreślało, poza jękami nauczycielki, skrzypienie starej wersalki.
- Aaaaa... aaaaa... aaaa...
- A trza się poznęcać nad panią nauczycielką! W szkole łone się nade mną znęcały, teraz ja dam popalić nauczycielce... - mężczyźnie przypominały się słowa kolegów.
W tym momencie Zenon przyspieszył ruchy i uderzał jeszcze mocniej.
- Aaaa! Aaaa! Zenonie... oj... dajesz mi popalić... Jak można tak wykorzystywać kobietę...?
Zenon sapał... ale słowa dziewczyny rozogniały, chciał być bardziej brutalny, bardziej wulgarny.
- Łoj należy się taką damulkę porządnie wyobracać! Ciasną dziurkę trza elegancko przepchać... Żeby paniusia wracała do domu z rozepchaną kuciapką...

Roznamiętniona Marta jęczała i stękała. Rozpalało ją to, że Zenon jest ostry i wulgarny.
Ba, niezwykle podniecało też to, że nie ma żadnego zabezpieczenia. Dziwiła się, że tak działa na nią strach przed wytryskiem w pochwie...
- Zenonie... uważaj... żebyś... nie zmajstrował mi dzidziusia...
O tak! Nie tylko ją wydupcyć! Ale jesce zlać się w jej psicie! I jescse zbuchać jej co!
Mężczyzna sapał. Nic nie mówił, tylko tłoczył w nią swą męskość. Przyspieszył ruchy bioder i pompował jak szalony.
- Boże... Zenku... ależ ty mnie mocno penetrujesz... jutro nie będę mogła chodzić...

Zenon stęknął i wylał w Martę potężną porcję nasienia.

***

Zwlókł się z kobiety, ale nadal nie mógł od niej oderwać wzroku. Patrzył jak naciąga na siebie skąpe majtki, jak wstaje z łóżka, obciąga i poprawia spódniczkę. Wydało mu się, że dostrzegł na czarnych pończochach białą strużkę...
Zrobiłem to! Wyruchałem ją! Tę odpicowaną, wycackaną panią profesor!
- Zaliczyłeś mnie... Pozbawiłeś... Czuję się taka zbrukana...
Zenon uśmiechał się spode łba. Przepełniała go duma.  
Ciekawe czy to moje biadolenie, sprawia mu taką samą przyjemność jak mi... Ale niech czuje się zdobywcą... i niech widzi jak się czuję skalana... ja... cnotliwe dziewczę...
- Ano pozbawiłem wianecka! Już nie jesteś cnotka. Jeno wydymka! – zaśmiał się ze swojego żartu Zenon.
- Zenonie, posiadłeś mnie zbyt szybko... pomyślisz, że zbyt pochopnie ci się oddałam, że jestem łatwa...
- Jak tylko cię zobaczyłem, to wiedziałem, że muszę cię wziąć... A jak pokazałaś co masz pod spódniczką... to już nic by mnie nie wstrzymało.
- No tak... to moja wina... nie powinnam tak się ubrać... mini... pończochy... nie powinnam być tak uległa...
- Oj cudnie się ubrałaś... jak cię zobaczyłem taką wyaligantowaną, to żem od razu pomyślał, że tą spódniczkę, to tylko do góry podciągnąć, a tą damulkę wziąć pod siebie...
- No i wziąłeś... I to wziąłeś bardzo ostro.... Mam tylko nadzieję, że mi nic nie zmajstrowałeś... Miałabym pamiątkę do końca życia... Gdybyś zrobił ze mnie mamusię...
Zenon promieniał, mało nie pękł z dumy, gdy o tym pomyślał.
- Fajnie by wyglądała taka elegancka damula, paradująca po wsi z brzuchem... i to mojego dzieła!
- Och! Co za wstyd! Ja... porządna nauczycielka... panną z brzuchem... ależ sąsiadki by plotkowały! I dopytywały się, kto mi to zmajstrował...

Zenon przymknął oczy. Jakby odpłynął. Widział jak z jednej izby do drugiej w jego rodzinnym domu przechodzi Marta. Na ręku trzyma małego szkraba ssącego jej pierś, a jej spódnicy uczepiło się dwoje, niewiele starszych dzieci...

Z zadumania wyrwały go jakieś dziwne głosy... wydobywały się z telefonu Zenka. Słabo, ale można je było rozpoznać.
- Zenek wreszcie zamoczył! I to gdzie?!
- Odpieczętował gwinta pani nauczycielce!
- A taka z niej cnotka-niewydymka... I już nie cnotka! Ha ha ha!
Martę speszyło to niezmiernie... Patrzyła jak Zenon rozłącza telefon...

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • tygrysek48

    tygrysek48 · 29 stycznia · 201432701

    Bardzo realistycznie ujęte. Morze tempo zbyt szybkie, ale jest o ky napisane.