Rozdział 38
Marta pakowała swoje rzeczy do ostatniej z walizek, gdy zadzwoniła do niej Agnieszka.
- Jestem już na dole. Dawaj, Martuś! - oznajmiła przez telefon jej najlepsza koleżanka, z którą właśnie wyprowadzały się razem do Warszawy.
Dziewczyna stwierdziła, że kończy się już szykować i zaraz do niej wyjdzie. Szybko dokończyła upychanie swoich bibelotów i po rzuceniu ostatniego spojrzenia na swój wyjątkowo pusty teraz pokój, ruszyła w drogę. Targając ze sobą swoją walizkę weszła do niewielkiego salonu w ich mieszkaniu, a tam czekali na nią jej rodzice. Matka jak zwykle zadała jej wiele pytań upewniając się, że na pewno wszystko zabrała i oznajmiła, że w razie czego są pod telefonem i może na nich liczyć. Ojciec był w stosunku do niej znacznie mniej rozmowny.
- Powodzenia - powiedział jedynie. Zrobił to jednak naprawdę życzliwym jak na niego tonem, a gdy spojrzała na niego i napotkała jego skupiony wzrok, dał on jej do zrozumienia, że naprawdę był szczery w swoim życzeniu.
Zaskoczyło ją to. Nigdy nie był w stosunku do niej przesadnie uczuciowy, a w tej chwili wyglądał na prawie że zatroskanego. Przytuliła ich oboje na pożegnanie, a chwilę później opuszczała już mieszkanie. Sama nie przeżywała tego wszystkiego jakoś mocno, gdyż wiedziała, że ta wyprowadzka to nic naprawdę poważnego. Z Warszawy do jej miasta nie było w końcu jakoś daleko, a i tak będzie pewnie przyjeżdżać co jakiś czas.
Na dole stała już i czekała na nią Agnieszka. Wystrojona w nową, zieloną spódniczkę i brunatną kurteczkę narzuconą na modny sweter wyglądała zjawiskowo. Zwłaszcza, że niedawno zrobiła sobie także nową fryzurę, skracając nieco swoje blond włosy i lekko je stylizując. Obok niej zaparkowane było jej nowe auto, stanowiące prezent od rodziców na jej dziewiętnaste urodziny, dość drogi swoją drogą.
- I jak, gotowa na stolicę? - zapytała ją, rozkładając ręce na boki.
- No, a jak! - odpowiedziała jej entuzjastycznie Marta, uściskując ją.
Gdy tylko wyruszyły Agnieszka od razu puściła głośno muzykę, chwaląc się przy okazji dobrym nagłośnieniem swojego samochodu. Nastrój dziewczyn był naprawdę kapitalny i drogę do Warszawy spędziły na wesoło, śpiewając i dużo rozmawiając. Gadały o swoich planach na przyszłość, o tym jakie okażą się studia i co na nie czeka. Aga wyjawiła jej też, że już w ten weekend zamierza spotykać się z nowo poznanym chłopakiem, który również studiował w stolicy.
Zapytała również Martę o to jak układa się jej życie uczuciowe i czy aby ona się z kimś teraz nie spotyka. Lekko zmieszana, zbyła ją mówiąc że ostatnio nie ma na nic czasu, a randkowanie dużo go zajmuje. Ta pierwsza część była kłamstwem, gdyż szczerze mówiąc wypowiedziała już pracę w markecie, a od firmowej imprezy z zeszłego tygodnia Sandra ani Kuba nie przekazali jej żadnych nowych ofert związanych z byciem hostessą. Wolała jednak wyjść w jej oczach na nudziarę, niż wyjawić co naprawdę miało miejsce. Nie mogła w końcu wyznać prawdy, zwłaszcza o tym co wydarzyło się z Tomkiem, zaledwie trzy dni dni wcześniej. Bo co niby miałaby jej powiedzieć? Że umówiła się na seks ze znacznie starszym od siebie gościem? Że w przypływie paniki chciała w ostatniej chwili się wycofać, a on się zgodził, lecz gdy na moment zajechali do jego nowo budowanego domu to znowu zaczął się do niej dobierać? Że była tak najarana, że w zasadzie nie musiał jej jednak namawiać, tylko wziął na górę i zerżnął jak chętną sukę? Czy to, że cholernie się jej to wtedy podobało? A może wspomniałaby, że raz dymał ją już w noc ich wspólnej studniówki? Wiedziała, że żadna z tych informacji nie powinna nigdy do niej trafić. Nie martwiła się jednak zbytnio, bo wiedziała jak trzymać język za zębami. Pamiętała też, że Aga rownież miała trochę za uszami, a na swoimi telefonie dalej trzymała nagrany z przyczajki filmik, na którym uwieczniła jak jej koleżanka, na tej samej studniówce, obciąga chłopakowi w szkolnej toalecie. Nie czuła się więc od niej w żaden sposób gorsza.
W końcu dojechały do Warszawy, a niedługo później były już w swoim nowym mieszkaniu. Tam spędziły wieczór świętując przeprowadzkę lampką czerwonego wina. Siedziały razem do późnej godziny, dyskutując o czekających na nie następnego dnia zajęciach. Aga oczywiście zaczynała wtedy studia na innej, znacznie bardziej prestiżowej uczelni, zaś Marta wiedziała że ze swoimi marnymi ocenami i tak nigdy nie mogłaby liczyć na podobne wykształcenie. Niemniej jednak dalej chciała cieszyć się z tego co miała, zwłaszcza że musiała tak dużo poświęcić by to osiągnąć. Przez krótką chwilę przez jej umysł mimochodem przeleciało wspomnienie stresującego tygodnia, który doświadczyła pod koniec szkolnego roku. Wspomniała to jak przestraszona wizją bycia oblaną, w desperacji “namówiła” Romka by pomógł jej z materiałami z fizyki i to jak bardzo bezowocne ostatecznie się to okazało. Koniec końców i tak musiała zrobić Jankowskiemu to co musiała, lecz czym było kilka minut upokorzenia wobec ryzyka oblania szkoły i zrezygnowania z dorosłego, samodzielnego życia. Mimo wszystko nie lubiła wracać wspomnieniami do tego wydarzenia, ale jednocześnie była świadoma, że z dużym prawdopodobieństwem właśnie dzięki niemu była dzisiaj w tym miejscu i mogła zacząć nowe, lepsze życie.
Pierwszy dzień na studiach był dość chaotyczny. Na miejsce dotarła autobusem, a będąc już na uczelni czuła się lekko zagubiona i zdezorientowana, zwłaszcza że gdy w końcu namierzyła swoją grupę to okazało się, że część z nich najwyraźniej już się znało i tworzyło już zgraną paczkę. Jako outsider czuła się więc lekko wyalienowana lecz mimo wszystko po kilku godzinach udało się jej nawiązać kilka relacji. Wykładowcy prowadzący zajęcia również okazali się całkiem w porządku, zwłaszcza że kilku z nich było niespodziewanie młodymi, jak na taki zawód osobami. Wykłady skończyły się około czternastej, a po nich jedna z dziewczyn zaproponowała wszystkim zapoznawcze spotkanie w pobliskiej burgerowni. Marta nie miała żadnych planów na to popołudnie, więc ochoczo na nie przystała. Po kilku godzinach integracji i solidnego jedzenia, kiedy opuszczała lokal odnajdywała się już dość swobodnie w towarzystwie swoich nowych znajomych. Do domu wróciła tą samą linią autobusową, a gdy spotkała Agnieszkę obie opowiedziały swoje wrażenia z pierwszego dnia studiów. U obu dziewczyn były one podobne i raczej pozytywne.
Podobnie minął cały pierwszy tydzień. Marta zapoznawała się wówczas z przebiegiem studiów, robiła pierwsze notatki i wszystko to czego wymagano. Szczerze mówiąc wykłady interesowały ją w dość umiarkowanym stopniu, lecz między nimi było sporo przerw w czasie których można było pogadać i trochę się pośmiać. Ogólnie nie było więc źle, a w dodatku czas mijał jej naprawdę szybko i nawet się nie spostrzegła kiedy zbliżał się już piątek. Wraz z nim przyszedł weekend, a z nim odpoczynek i odrobina wolnego czasu. Wiedziała, że powinna szukać już pracy, lecz jakoś nie mogła się do tego przekonać. Ostatecznie uznała, że zacznie w przyszłym tygodniu, traktując ten jako swego rodzaju rozgrzewkę, myśląc że lekki poślizg przecież w niczym jej nie zaszkodzi.
Weekend spędziła więc na luzie, relaksując się razem z Agnieszką. W sobotę sporo czasu spędziły na mieście, gdzie w pewnym momencie jej koleżanka oznajmiła, że w okolicy jest również jej nowa znajoma z grupy na studiach i chce się spotkać. Marta nie widząc przeciwwskazań przystała na jej propozycję i niedługo później dziewczyny zgadały się na spotkanie w pobliskiej kawiarni. Tam też zobaczyła całkiem wysoką i dość tęgą brunetkę, która szybko podbiegła do Agi i ją uściskała. Marcie wydało się to dość komiczne, zważywszy to jak krótko się przecież znały i skrzywiła wtedy usta w delikatnie prześmiewczym uśmiechu.
- Cześć, Aga. Super, że jesteś! - wypaliła spotkania przez nie dziewczyna, trzymając jej współlokatorkę w uścisku, a po chwili przeszła już do Marty, podając jej rękę.
- Felicja - przedstawiła się, patrząc jej prosto w oczy i lekko uśmiechając.
- Marta - odpowiedziała, jednocześnie uważnie się jej przyglądając.
Była dość krępej budowy, z pełną i odrobinę okrągłą twarzą, której głównym punktem były przenikliwe zielone oczy. Jej czarny sweterek mocno opinał odznaczające się pod nim piersi, które zdecydowanie były ponadprzeciętnych rozmiarów, znacznie przekraczającym te jakie prezentowały jej własne oraz Agnieszki. Mimo kilku nadprogramowych kilogramów nie sprawiała wrażenia przesadnie grubej i zdecydowanie mogłaby spodobać się niejednemu facetowi gustującemu w mniej minimalistycznych kształtach. Niemniej jednak wyraźnie nie była jakąś laską i Marta uważała, że ona sama, ani nawet Aga wcale od niej nie odstawały, a wręcz przeciwnie.
Gdy przeszły do środka szybko złożyły zamówienia i rozsiadły się na piętrze kawiarni, obserwując deptak i przechadzających się mieszkańców miasta przez znajdujące się tam duże okno. Felicja okazała się bardzo rozmowna, lecz najbardziej interesującym ją tematem była najwyraźniej uczelnia, na której studiowały wspólnie z Agnieszką. Gdy nowo poznana dziewczyna dowiedziała się, że Marta także jest studentką porozmawiała trochę również z nią, zadając kilka pytań. Marta nie umiała jednak pociągnąć odpowiednio tej rozmowy, chyba głównie dlatego że studia wcale nie rozpalały jej wyobraźni w takim stopniu, jak czyniły to z dwoma pozostałymi dziewczynami. Niemniej jednak spotkanie było dość wesołe i sympatyczne, choć w pewnej chwili do Marty dotarło to, że obie jej rozmówczynie pochodziły ze znacznie zamożniejszych domów niż ona sama. Stało się to jasne, gdy tylko przeszły do rozmowy na temat turystyki i miejsc, w których były i w które zamierzały pojechać. O tym że rodzice Agi byli bogaci i stać ją było na niemal wszystko wiedziała oczywiście już wcześniej, a jej nowa koleżanka nie zdawała się nie odstawać od niej pod tym względem.
W pewnym momencie na piętrze kawiarni znalazła się też grupa chłopaków, którzy zajęli stolik niedaleko ich trójki. Z wyglądu szybko oceniła, że byli gdzieś w podobnym wieku co one. Dziewczyny szybko zauważyły też nieudolnie skrywane spojrzenia, które kierowali w ich stronę i które natychmiast stały się powodem do śmiechu między nimi. Szeptając między sobą, zastanawiały się czy w końcu zbiorą się na odwagę i choć jeden z nich do nich zagada. Tak się jednak nie stało i już po pół godziny opuścili oni lokal, pozostawiając je bez ich atencji. Natychmiast skomentowały to wypowiadając się o braku odwagi wśród dzisiejszych mężczyzn, którzy nie wiedzą czego chcą i nie potrafią o to zabiegać. Ich pojawienie się sprawiło jednak, że rozmowa przeszła na temat randkowania i po chwili Felicja zapytała się Agi o ten aspekt.
- Mówiłaś mi że niedawno miałaś randkę? Ja się nazywa ten nowy chłopak? - zagaiła wtedy do niej.
- Kuba - odpowiedziała Agnieszka - Ale nie mówi jak się mówi do niego Kubuś.
- No to brzmi dziecinnie, nie dziwię się - skomentowała Felicja, chłodnym tonem - Ale randka była w porządku?
- Tak, było świetnie. Zabrał mnie do planetarium, a potem byliśmy w restauracji.
- Fajny jest? - wtrąciła się w końcu sama Marta.
Dopiero wtedy uświadomiła sobie że minął już tydzień od randki jej przyjaciółki, a mimo tego jeszcze o niej nie rozmawiały. Pomyślała że to dość dziwne, ale szybko zracjonalizowała sobie to tym, że przecież ostatnio działo się tak dużo, że już ciężko było za tym nadążyć. Teraz była jednak doskonała okazja by w końcu dowiedzieć się więcej.
- Tak jest super. Jest na UW, na trzecim roku - odpowiedziała jej przyjaciółka.
- W twoim typie? - spytała ją.
- Tak, nawet bardzo! - wyznała, z nieukrywaną radością - Wysoki brunet, a do tego ma świetną sylwetkę bo uprawia lekkoatletykę - wymieniała jego zalety - No jest i jest bardzo oczytany - dodała na końcu, a Marta szybko zrozumiała że przecież to też było ważne dla jej przyjaciółki, gdyż ona sama uwielbiała czytać książki.
Do głowy przyszło jej myśl, że reszta cech też doskonale wpasowywała się w obraz chłopaków, którzy zawsze jej się podobali. Aga była dość wysoka jak na dziewczynę i zawsze wspominała, że mimo tego chciałby mieć wyższego od siebie faceta. Nie było to łatwe zadanie, ale mimo tego kilkukrotnie jej się to udawało. Marta pamiętała jeszcze jej poprzedniego chłopaka, Rafała który jeszcze będąc szkole miał blisko metr dziewięćdziesiąt wzrostu, będąc jednym z wyższych nawet w drużynie siatkówki w której był zawodnikiem. W zasadzie nie mogła sobie przypomnieć sytuacji by Aga kiedykolwiek spotykała się z kimś niższym od siebie, a nawet podobnego wzrostu. Widać było że miała swój typ i się go trzymała, a ona to szanowała. Nawet jej przelotny flirt na studniówce, którego była świadkiem w jednej z łazienek, zadział się z naprawdę wysokim chłopakiem, który górował tamtego wieczoru nad wszystkim innymi obecnymi na sali. Choć może w tym przypadku nie był to jedyny czynnik, gdyż nawet Marcie bardzo się on wtedy podobał i szczerze mówiąc była wtedy lekko zazdrosna, chodź sama nigdy nie przykładała do wzrostu takiej uwagi. W jej przypadku było to jednak znacznie łatwiejsze, gdyż będąc naprawdę niską nie musiała się nigdy martwić o to, że jakiś facet będzie w jej towarzystwie wyglądał niemęsko.
Rozmowa toczyła się tak swoim tokiem przez jakieś dwie godziny, aż Felicja oznajmiła że musi się już zbierać, gdyż czekał ją jakiś wyjazd. Dziewczyny pożegnały się więc i niedługo później wróciła z Agnieszką do domu. W czasie powrotu, siedząc w aucie Agi na miejscu pasażera, dalej kontemplowała fakt, że jej sytuacja finansowa mocno odstawała od tej w jakiej znajdowała się jej najlepsza przyjaciółka i obecna współlokatorka. Wiedziała, że niedługo będzie musiała zacząć pracę żeby się w ogóle utrzymać i zapewne nie ograniczy się ona jedynie do weekendów. Skrycie zazdrościła przez to tego, że Aga mogła po prostu zająć się studiami, nie martwiąc się o takie aspekty. Nic z tym faktem nie mogła jednak na tą chwilę zrobić.
Z poniedziałkiem zaczął się kolejny tydzień, a wraz z nim nowe wykłady i zajęcia. Materiału i nauki powoli przybywało i Marta szybko zrozumiała, że będzie musiała włożyć teraz w edukację więcej wysiłku niż była skłonna robić to do tej pory. Niemniej jednak wszystko toczyło się bez większych przeszkód i miała raczej pozytywne nastawienie. Z czasem także drugi tydzień zaczął powoli dobiegać końca, a ona szykowała się już do weekendu. Przeglądając internet wyszukiwała różne oferty pracy i trafiła na kilka ciekawych. Rozesłała też swoje CV do kilku pracodawców, ale wszelkie faktyczne rozmowy planowała właśnie na weekend i na przyszły tydzień. W wolnych chwilach miała się skupić właśnie na tym, lecz w piątek pojawiła się kolejna pokusa, która ostatecznie ją od tego nieco odwiodła.
Jedna z jej koleżanek zaproponowała jej bowiem udział w domówce, organizowanej głównie przez studentów z jej kierunku. Miało na niej być również kilka osób z jej grupy i choć wiedziała, że miała się skupić na poszukiwaniu zatrudnienia, to uległa pokusie i zgodziła się na nią przyjść. Czuła oczywiście, że nie powinna tego robić. Impreza kusiła ją niemiłosiernie, ale przecież miała szukać pracy już w poprzedni weekend, a teraz powoli mijał już kolejny. Z drugiej strony wszyscy jej rówieśnicy ostro imprezowali, a ona odkąd się przeprowadziła nie była nawet na jednej posiadówce. Ulegając chwilowemu impulsowi wyraziła więc zgodę, deklarując swój udział. Gdy skończyła rozmawiać przez moment żałowała swojej decyzji, ale szybko udało się jej ją zracjonalizować. “To tylko jedna impreza, a młodość ma się jedną, nie powinnam więc sobie żałować” - uznała wtedy. Już w sobotę mogła się przecież wziąć za to co powinna, a jeden wieczór nie zrobi przecież większej różnicy.
Gdy przyszedł już więc piątkowy wieczór powoli szykowała się do wyjścia. Nie mogła się zdecydować na wybór stroju i szybko doszła do wniosku że ma zdecydowanie zbyt ubogą garderobę. Wyboru trzeba było jednak dokonać, a z każdą chwilą czasu ubywało. Stanęło na tym, że zdecydowała się ponownie ubrać w swoją czerwoną bluzkę hiszpankę i krótkie jeansowe szorty, w których była gdy ostatnio spotkała się z Tomkiem. W końcu nikt z obecnych na imprezie nie widział jej przecież w tym stroju. Chciała jednak czegoś więcej i ostatecznie zdecydowała się na odważny krok i dorzuciła do tego mocno przezroczyste czerwone zakolanówki komponujące się z jej topem. Miała je już pod jakiegoś czasu, lecz nigdy wcześniej nie odważyła się ich założyć. Przyciągały uwagę do jej szczupłych nóg i pięknie podkreślały jej ulubione stylowe sandałki, więc widziała w nich dużo zalet. Z drugiej jednak strony wiedziała, że wyglądała w nich nieco atencyjnie i zapewne nie jeden chłopak na imprezie to skomentuje. Niemniej jednak tego wieczoru była pewna swego. “Niech sobie patrzą” - uznała. Kilka sugestywnych komentarzy z pewnością i tak było lepszych niż bycie nudną szara myszką, której obecności nikt by nawet nie zanotował. Było dość chłodno więc uznała, że na ramiona zarzuci też króciutką beżową kurteczkę, która wraz z jej niewielką torebką w podobnym odcieniu dokończy jej stylizację.
Wychodząc minęła się w korytarzu z Agą, która w tym momencie akurat wróciła do mieszkania.
- Niezła stylówa. Wychodzisz na imprezę? - usłyszała od niej pytanie, gdy zakładała już obuwie.
- Tylko na domówkę. U znajomych z grupy - wytłumaczyła.
Aga uśmiechnęła się do niej w sugestywny sposób, po czym po prostu kiwnęła głową.
- No to powodzonka, dziołcha. Będziesz późno? - spytała jedynie.
- Nie wiem. Raczej nie, ale się zobaczy - odpowiedziała.
Faktycznie nie wiedziała czego się spodziewać po tej imprezie. Nie licząc kilku osób ze swojej grupy na studiach - z którymi tak naprawdę nie miała wiele do czynienia - nikogo tam nie znała. Zazwyczaj imprezowała ze znajomymi, lecz taka odmiana była też na pewien sposób interesująca. Porozmawiały jeszcze przez krótką chwilą, a niedługo później już się żegnały, a Marta wychodziła już z mieszkania.
Impreza okazała się nawet w porządku, ale z początku zdecydowanie nie należała do najlepszych, w których brała udział. Na jej starcie było dość drętwo, zwłaszcza gdy na moment zniknęły z niej dwie jej koleżanki z grupy, które wychodząc po kogoś zostawiły ją samą. Wybawieniem okazała się kolejka, którą zaproponował wszystkim jeden z uczestników. Zasiadając przy dużym, stworzonym z połączenia z dwóch osobnych, stole patrzyli jak jeden z chłopaków napełniał kolejno wszystkie kieliszki, a za moment już wznosili pierwszy toast.
Za studia! - wybrzmiał głośno.
Po tym i niedługo później po kilku następnych kolejkach impreza zaczęła się rozkręcać. Ktoś zapuścił głośną muzykę, a atmosfera szybko się rozluźniła i Marta poczuła się bardziej swobodnie. Gdy po dłuższej chwili wróciły już jej koleżanki z grupy była już lekko pod wpływem, ale w dużo lepszym nastroju. Z czasem przyłączyła się nawet do tańca, choć niewielki prowizoryczny parkiet na środku i tak dość obszernego salonu, mocno ograniczał ich w wygibasach. Głównie bujała się więc delikatnie w rytm muzyki, a gdy to robiła kilkukrotnie spostrzegła nieśmiałe spojrzenia chłopaków błądzące po jej poruszającym się ciele. Poczuła się dobrze, świadoma tego że miała rację o tym, że zdecydowanie przyciąga uwagę i raczej daleko jej będzie do bycia małą, szarą myszką.
Niemniej jednak lekko zawiodła się tym, że na imprezie brakowało facetów w jej typie. Ci którzy byli obecni nie byli jacyś znowu źli, ale w większości byli przeciętniakami. Wyobrażała sobie, że gdy wyprowadzi się do Warszawy i zacznie studia to na pewno pozna więcej przystojnych facetów, którzy się nią zainteresują. Nie chodziło nawet o seks, to znaczy o niego też, ale od jakiegoś czasu po prostu myślała, że fajnie byłoby spotykać się z kimś na poważnie. W końcu miała już dziewiętnaście lat, a jej jedynym związkiem był ten zaledwie kilkumiesięczny z Romkiem. Wyglądało jednak na to, że na tej imprezie nie znajdzie jeszcze swojego księcia z bajki. “Cóż… muszę na niego poczekać” - uznała.
Około dwudziestej drugiej impreza działa się już na całego. Poczuła wtedy, że musi skorzystać z toalety i ruszyła w jej kierunku. Gdy jednak była już przed jej drzwiami zauważyła, że były lekko uchylone, a mimo tego ze środka pomieszczenia wydobywało się światło i jakieś hałasy. Nieśmiało zajrzała do wnętrza pomieszczenia i ku swojemu zaskoczeniu dojrzała tam spojrzenie zielonych oczu. Skrzyżowały się one z jej własnymi, a gdy na chwilę uciekła nimi na bok, odbiegając wzrokiem od stojącego przy samych drzwiach chłopaka, dojrzała też szafkę z umywalką, po której poruszały się teraz czyjeś dwie dłonie, układając niewielką górkę proszku w dwie wąskie, równoległe ścieżki.
Zamilkła na chwilę, nie wiedząc jak zareagować. Jej bezczynność przerwało jednak niespodziewane pytanie, które zadał jej wtedy chłopak z zielonymi oczami.
- Chcesz też trochę? - zapytał - No to dawaj do środka, tylko przymknij drzwi - polecił jej.
Lekko skonfundowana zrobiła zaledwie jeden krok, gdy nagle ręka chłopaka zacisnęła się na jej nadgarstku i pociągnęła do środka, sprawiając że błyskawicznie znalazła się w łazience. Następnie usłyszała ze sobą zatrzaskiwane drzwi i wiedziała już, że teraz była już częścią tego co się tu działo. Drugi koleś, znajdujący się teraz przy umywalce schylał się właśnie do powierzchni blatu i po chwili usłyszała jak ze świstem wciągnął jedną z kresek, którą wcześniej usypał. Jego twarz wykrzywiła się w chwilowym grymasie, ale już za moment odwrócił się i zobaczyła jak szeroko się uśmiechnął, widząc ją stojącą i wpatrującą się w niego.
Nigdy nie brała dużo. Owszem zdarzyło się jej wielokrotnie zjarać trochę trawki, lecz mocniejsze narkotyki raczej ją omijały. Pierwszą kreskę wciągnęła na pamiętnej imprezie u Fabiana, a od tego momentu jedynie kilkukrotnie przytrafiło się jej powtórzyć coś podobnego. Wynikało to głównie z tego że podobne używki po prostu rzadko pojawiały się w towarzystwie, w którym się obracała i wśród którego od lat niezrównanie dominował alkohol. Tego drugiego piła naprawdę sporo i niejednokrotnie zdarzyło się jej porządnie najebać, lecz skoro wszyscy robili podobnie to nie uważała tego za coś szczególnie gorszącego. Teraz jednak gdy patrzyła na wąską białą ścieżkę znajdującą się na umywalce, sama nie była pewna co powinna zrobić. W tym czasie dwóch chłopaków zamieniło się miejscami i teraz to ten z zielonymi oczami schylał się już do blatu umywalki.
- Dużą chcesz? - usłyszała pytanie, stojącego z boku kolesia, który dalej trzymał w ręku dowód osobisty, na którym widoczne były białe ślady po substancji.
- Nie… - zaczęła, lekko speszona.
- Nie dużą? - spytał, unosząc brew.
- Małą sypnij - poleciła mu, zastanawiając się czy na pewno powinna tak łatwo się zgadzać.
Po chwili drugi z chłopaków zakończył już swoją kolej i odsunął się na bok. Wskazał wtedy na blat, wymachując ręką w przesadzonym, zapraszającym geście. W odpowiedzi na jego zaproszenie nieśmiało ruszyła wtedy do przodu. Bawiła się tego wieczoru naprawdę dobrze, a alkohol mocno szumiał w jej głowie, więc wątpliwości szybko minęły, zwłaszcza że już po chwili koleś z dowodem sypał kolejną, trzecią już ścieżkę, tym razem specjalnie dla niej. Zajęło mu to jedynie chwilę i już za moment ustąpił na bok, dając jej trochę miejsca. Powoli podeszła do umywalki i nieśpiesznie schyliła się zbliżając twarz do szarego blatu, na którym ciągnął się cieniutki biały pasek. Przestawiła do niego swój niewielki nosek i po krótkiej pauzie wciągnęła nim powietrze, przesuwając nim po całej długości ścieżki. Zmarszczył się, gdy poczuła w nim przenikliwe pieczenie, które jednak szybko zaczęło tracić na swojej intensywności. Kątem oka spojrzała na znajdujące się nad nią łazienkowe lustro, w którym zobaczyła odbicia dwóch chłopaków znajdujących się z nią w pomieszczeniu. Jeden z nich żywiołowo tłumaczył coś drugiemu, który jednak zdawał się nie słuchać go zbyt aktywnie. Zauważyła że jego oczy skierowane były lekko w dół i przez moment miała wrażenie, że obscenicznie obyczajał jej tyłek. Nie przeszkadzało jej to i pozostała w tej pozycji jeszcze przez chwilę, a potem powoli się wyprostowała i odwróciła do chłopaków.
- I jak? Dobre? - zapytał ten z zielonymi oczami, którego imienia, podobnie jak drugiego, nawet nie znała.
- Mocne! - odpowiedziała szczerze, dalej czując swędzenie w zatokach.
Potem po prostu zaczęli rozmowę, jakby totalnie ignorując fakt, że odbywała się w nietypowym miejscu. Gadali jakby dalej byli w salonie, z resztą towarzystwa i komentowali to co miało miejsce do tej pory na imprezie. W pewnej chwili poczuła lekkie zawirowanie głowy i falę ciepła oraz euforii, wydobywającą się jakby z jej wnętrza. Szybko zrozumiała, że musiało to być dziełem narkotyku, który wciągnęła. Uczucie przybierało na sile z każdą chwilą i było dość inwazyjne, lecz jednocześnie coraz bardziej przyjemne. Z każdą mijającą minutą czuła się jakby bardziej podekscytowana, a wszelkie natrętne i męczące ją do tej pory myśli przechodziły powoli w zapomnienie. Nigdy wcześniej po wciągnięciu kreski nie czuła się tak dobrze i nie miała pojęcia czemu teraz tak to wyglądało. Być może wzięła po prostu coś lepszego, a być może zwyczajnie miała naprawdę dobry dzień. Nie wiedziała tego, lecz w tej chwili jedynie cieszyła się chwilą, dając ponieść się coraz mocniej rozpierającej ją euforii. Rozentuzjazmowani rozmawiali tak przez kolejny kwadrans i aż dziwne było to że w tym czasie nie wyproszono ich z łazienki. Nikt najwyraźniej jednak jej nie potrzebował, aż do momentu gdy nie stało się tak z jednym z nie rozmówców.
- Muszę się odlać - powiedział w pewnej chwili jeden z gadających z nią kolesi, ten który akurat nie miał zielonych oczu.
Potem jak gdyby nigdy nic po prostu podszedł do sedesu i zaczął rozpinać swój rozporek. Toaleta skierowana była prostopadle do drzwi łazienki, a także ich pozostałej dwójki, a wszystko działo się tak szybko, że nie dotarła do niej kuriozalność tej sytuacji aż do momentu gdy zaczął rozpinać swój rozporek. Gdy mu to udało jak gdyby nigdy nic, totalnie ignorując jej obecność, po prostu wyciągnął na wierzch swojego kutasa, z którego po chwili wystrzeliła strużka moczu. Zaskoczona tą sytuacją przez moment sama się zapomniała i spojrzała w dół, patrząc na dłoń chłopaka zaciskającą się na jego przyrodzeniu. Z chwili zadumy wyrwała się dopiero gdy zrozumiała, że w tym samym momencie obserwował ją chłopak z zielonymi oczami. Speszona szybko zwróciła wtedy głowę w jego stronę, lecz mimo tego i tak zobaczyła na jego twarzy niewielki, szyderczy uśmiech, który jednak zignorowała. Niedługo później w końcu uznała, że najwyższa pora wrócić już na salę i przeprosiła swoich rozmówców, informując ich że wraca do reszty towarzystwa. Tak też zrobiła, a gdy ponownie pojawiła się w salonie, jedna z jej koleżanek z grupy na studiach lekko się zdziwiła, komentując to że nie było jej sporo czasu. Odpowiedziała jej że po prostu rozmawiała z kimś innym, a temat szybko się uciął.
Z czasem ponownie wciągnęła się w wir imprezy, tym razem dodatkowo stymulowana krążącym w jej żyłach narkotycznym środkiem, sprawiającym że czuła się niesamowicie wyluzowana i odprężona. Bawiła się świetnie, na zmianę tańczyła oraz rozmawiała już niemal z każdym i ogólnie czuła się jakby w tym towarzystwie spędziła już wiele lat. Dlatego z wielkim bólem przyjęła sytuację, w której ktoś zapukał do drzwi mieszkania, w którym odbywała się impreza i złożył skargę, deklarując że zadzwoni na policję jeśli jej nie zakończą, a przynajmniej nie będą ciszej. W odpowiedzi na jego zażalenie organizator imprezy stwierdził, że i tak już zamierzali kończyć i zaraz będzie po wszystkim. Tak też ogłosił po chwili wszystkim uczestnikom, a Marta zrozumiała, że rozrywka tego wieczoru najwyraźniej dobiegała już końca. Koleżanki z jej grupy na studiach oznajmiły wtedy, że i tak już miały się zbierać. Jedna z nich zapytała wtedy Martę czy przypadkiem nie chce aby ją podrzucić do domu. W głowie pojawiło się jej wtedy pytanie czy ma już dość i jest gotowa postawić już tego wieczoru kropkę. Była niemal skłonna to zrobić, lecz właśnie wtedy jeden z uczestników oznajmił że jeśli ktoś chce to w innej dzielnicy Warszawy jest jeszcze druga impreza, którą organizują właśnie studenci z drugiego kierunku, a jej organizator oznajmił że śmiało mogą wpadać. To wytworzyło w umyśle Marty potężny dylemat.
Ja idę, a ty? - zapytała ją jedna z obecnych dziewczyn.
Szczerze mówiąc ledwo ją znała, lecz nie chciała kończyć jeszcze tego wieczoru i jakakolwiek propozycja wystarczyła by dać jej wymówkę potrzebną by tego nie robić. Zgodziła się więc, a po niedługim czasie zawiązała się paczka osób, które miały skierować się na następną imprezę. Wśród nich była i ona, lecz nie mając swojego samochodu nie miała wielu możliwości w kwestii transportu. Z pomocą przyszedł jej jeden chłopak który zaoferował się że on też będzie zamawiał ubera w tamtym kierunku, ale ma jeszcze zabrać ze sobą swojego współlokatora, więc podejdzie na moment do siebie do domu i poczeka tam na niego. Okazało się, że mieszkał naprawdę niedaleko, po drodze do mieszkania Marty. Dziewczyna, przejęta tym że muzyka ucichła a towarzystwo zaczęło się przerzedzać, zgodziła się więc udać razem z nim.
Po kwadransie spaceru byli już u niego. Lokum świeciło pustkami, ale jednocześnie było naprawdę schludne i generalnie wyglądało jak typowe mieszkanie studentów pierwszego roku. Igor, bo tak miał na imię jej nowy znajomy, okazał się nawet w porządku. Był sporych rozmiarów i lekko ulany, ale jednocześnie całkiem sympatyczny, a w dodatku wydawał się pozbawiony tak typowej dla ludzi z nadwagą niskiej pewności siebie. Jego kolega przekazał telefonicznie, że zjawi się u niego w mieszkaniu za jakieś pół do maksymalnie godziny. Wydawało się jej to dość długim czasem oczekiwania, lecz nie miała żadnej alternatywy, a bardzo nie chciała wracać już do domu. Chciało się jej jeszcze potańczyć, lekko zaszaleć, a może nawet poznać jakiegoś fajnego chłopaka. W oczekiwaniu Igor zaproponował jej piwo, na które się zgodziła. Pili oboje, siedząc w jego pokoju i rozmawiając o wszystkim i o niczym przez jakieś kolejne pół godziny. Mimo lekkiej tuszy miał w sobie coś fajnego, a to wystarczyło jej by nie traktować go jak frajera i kompletnie go nie skreślać. W sumie to nawet całkiem zaangażowała się w ich rozmowę. Widziała jednak jak się na nią gapił i co chwila niezbyt skrycie zerkał na jej ubrane w zakolanówki szczupłe nogi. Starał się to ukryć, lecz naprawdę kiepsko mu to wychodziło.
“Muszę mu się naprawde podobać” - pomyślała, śmiejąc się w duchu. “Pewnie marzy by mnie przelecieć” - wpadła na myśl w pewnej chwili. Nie powiedział tego bezpośrednio, ale właśnie to czuła gdy jego wzrok nieprzerwanie błądził po całym jej ciele. Zresztą który chłopak nie chciałby z nią tego zrobić? Ktoś tak przeciętny jak on, mógł jednak o tym tylko pomarzyć. “Nie jestem w jego lidze” - uznała.
Po pół godziny zadzwonił jej telefon, a kiedy go odebrała jedna z dziewczyn z poprzedniej imprezy przekazała jej, że na tej na którą się jeszcze wybierali wybuchła jakaś awantura. Ponoć kilku gości się pobiło i generalnie było już po wszystkim, toteż nie było sensu się tam udawać. Mocno ją to rozczarowało i natychmiast przekazała tę informację Igorowi.
- Cóż. No to chyba na tyle z imprezowania - podsumował smutno.
Potem przez chwilę jakby się zastanawiał. Zaskoczona Marta wpatrywała się w niego, aż w końcu się do niej odezwał.
- Wiesz, może nie powinienem… ale mam jeszcze trochę tego jakbyś chciała - powiedział przerywając ciszę i zaskakując ją.
Następnie sięgnął do swojej zawieszonej na krześle kurtki i wyciągnął z niej niewielki plastikowy woreczek z białą zawartością. Natychmiast rozpoznała co to było. Euforyczne uczucie którego doświadczyła gdy zażyła to wcześniej wciąż było obecne, lecz lekko już się osłabiło. Igor patrzył jednak na nią sposób który sugerował jej że nie do końca był przekonany co do swojej propozycji. Ona sama była mocno rozczarowana tym, że nie pójdą już na imprezę. Było naprawdę późno, a ona nie miała jeszcze wielu znajomych w Warszawie. Będzie musiała niedługo wrócić do mieszkania, w którym Agnieszka już zapewne spała i po prostu pójść w jej ślady. Nie miała jednak jeszcze na to ochoty, a jego propozycja okazała się zaskakująco intrygująca.
- To sypnij nam, jak już się oferujesz - usłyszała swój głos.
Chłopak zrobił jak poleciła, choć po jego niepewnych ruchach szybko oceniła że raczej nie robił tego często. Nie przeszkadzało jej to bo ona też raczej Nnie gustowała w takich używkach, jednak tego wieczoru miał ochotę zaszaleć i spróbować czegoś nowego. Jeśli nie pójdzie na imprezę albo do klubu to przynajmniej rozerwie się w inny sposób. Po pięciu minutach Igor schylał się już do niewielkiego stolika, na którym posypał wcześniej dwie cienkie białe ścieżki. Swoją wciągnął pierwszy, a Marta sama podeszła i zaraz po nim poszła w jego ślady. Ponownie, jak kilka godzin wcześniej, zmarszczyła swój nos czując w nim przenikliwe swędzenie. Szybko jednak ustąpiło, a po niespełna kilku kolejnych minutach znowu poczuła narastającą falę gorąca i euforii.
Było jej tak dobrze, że gdy zadzwonił kolega Igora, by poinformować go że nie da rady dotrzeć na miejsce i będzie musiał nocować u kolegi nawet o to nie dopytywała, mając tu gdzieś. Napruta narkotykiem miała wrażenie że jej myśli lekko odpływają, a ona sama zaczęła wyobrażać sobie wszystkie imprezy i fajne wydarzenia, których doświadczy na studiach. Igor również wydawał się bardziej niż wcześniej rozluźniony, a nawet mocno się rozgadał, cały czas opowiadając jej o swoich zainteresowaniach i różnych śmiesznych sytuacjach których był świadkiem. Z czasem zaczął dopytywać się także o nią, a ona miała wrażenie że w jego wyobrażeniu te spotkanie odrobinę przeobraziło się w randkę. Nie przeszkadzało jej to, a nawet lekko śmieszyło to że z każdą chwilą coraz wyraźniej widziała że się mu bardzo podobała. Wcześniej też to zauważyła, ale był jednocześnie dość zdystansowany i zbytnio jej nie podrywał. Teraz jednak, być może zebrawszy się na odwagę, a być może po prostu będąc pod wpływem dodającego mu animuszu narkotyku z każdą chwilą wydawał się coraz śmielszy i po jakimś czasie nie miała już żadnych wątpliwości co do jego intencji. Zaczęło się od tego, że dosiadł się bliżej niej, a jego ręka niemal muskała ją już po palcach dłoni. Nic wtedy nie zrobiła, chociaż mogła mu bez problemu zwrócić uwagę. Wydawało się to jednak przesadną reakcją, choć była pewna, że speszony jej protestem na pewno natychmiast by przestał i miałaby spokój. Prawda była jednak taka, że atencja, którą jej dawał w gruncie rzeczy jej się podobała. Lubiła bowiem gdy faceci ją adorowali i o nią zabiegali. Czuła się wtedy ważna, istotna i pożądana. Tak było także teraz, gdy robił to on, nawet mimo tego że on sam niezbyt się jej podobał.
Rozmowa, którą prowadzili z czasem przerodziła się w dość nieudolny flirt z jego strony. Po jakimś czasie posunął się on do tego stopnia, że chłopak w końcu najwidoczniej przełamał psychiczną barierę i zbliżył się jeszcze bardziej, niemal się już z nią stykając. Potem nastąpiło to czego spodziewała się już od dłuższego czasu, a mianowicie przysunął swoją twarz do jej własnej. Wiedziała że próbował ją pocałować. Przygotowana, na czas lekko się odsunęła, uniemożliwiając mu to. Nie chciała tego z nim robić, lecz jednocześnie nie chciała być bezpośrednia. On jednak okazał się mieć inne podejście.
- Podobasz mi się. Nie chcesz się… no wiesz… - zaczął niemrawo, lecz od razu zrozumiała o co mu chodziło.
“Bzykać? Dymać? Pierdolić?” - pomyślała. Owszem, chciała ale nie z nim. Od seksu z Tomkiem minęły już blisko trzy tygodnie i naprawdę miała na niego ochotę. On z tą swoją nadwagą i ogólną przeciętnością, był jednak nie w jej lidze. Była ponad to i nie zrobiłaby tego z kimś takim. Samo to, że te słowa utknęły w jego gardle sprawiało, że był mniej męski w jej oczach.
- Zrobię co tylko chcesz - wyszeptał do niej, a ona już zastanawiała się jak dać mu kosza - Wyliżę ci jeśli tylko mi pozwolisz - wypalił nagle.
Ta myśl mocno ją zaskoczyła. Nie spodziewała się takiej deklaracji i wybiło ją to z tropu, sprawiając że przez chwilę zamarła w bezruchu, pogrążona w swoich myślach.
- Nic nie musisz nic robić. Pozwól mi zrobić to tobie - powiedział, patrząc jej w oczy, po czym naparł na nią i nawet nie spostrzegła się kiedy pod jego ciężarem opadła na łóżko.
Jego nagła inicjatywa naprawdę wybiła ją z rytmu. Poczuła jak znacznie większy od niej mocno ją przygniatał, sprawiając, że ciężko jej było oddychać. Nim jednak stało się to problemem zjechał w dół, dając jej odetchnąć, a po chwili jego głowa przycisnęła się do jej dekoltu, na którym zaraz poczuła jego usta. “Jaki bezczelny!” - pomyślała. Z jednej strony to co robił wydawało się totalnie chamskie, z drugiej jednak wcześniej wydawał się jej mało zdecydowany, a teraz niespodziewanie postanowił skoczyć na głęboką wodę, idąc na całość.
Wiedziała, że powinna go powstrzymać, lecz niespodziewanie dla siebie zorientowała się jednocześnie, że cała ta sytuacja w jakiś pokrętny sposób ją podnieciła. Nie podobał się jej, a mimo tego czuła, że jej sutki robiły się już twarde i sterczące. On też musiał je poczuć, gdyż szybko zrobiły się widoczne nawet przez materiał jej bluzki i stanika, zaskakując nawet ją. Niewątpliwie wiedział przez to, że w jakiś sposób jednak na nią oddziaływał, a to musiało dodatkowo motywować go do działania. Wzdychnęła lekko, gdy jego usta zaczęły całować jej płaski brzuch, a jednocześnie schodzić coraz niżej.
- Igor… ja nie wiem… - zaczęła, zdziwiona tym jak mało zdecydowana wydawała się teraz ona sama.
- Zobaczysz, będzie ci dobrze - zapewnił ją, niemal nie odrywając od niej swoich ust.
To wszystko wydawało się jej szalone. Ledwo go znała, a w dodatku nawet nigdy nie byli na randce. W jego mieszkaniu wylądowała totalnym przypadkiem, traktując pobyt w nim jako chwilowy przystanek w drodze na imprezę. Zaskoczyło ją jednak to, że absurdalność tej sytuacji wcale jej nie zniechęcała. Wiedziała że powinna być asertywna i po prostu go zbesztać. Sytuacja nie podsunęła się jeszcze wystarczająco daleko by po prostu nie mogła wyrazić sprzeciwu, a on niewątpliwie by jej posłuchał. W głowie formułowała już nawet słowa, które planowała do niego skierować, lecz z jakiegoś powodu tryby w jej głowie działały wyjątkowo powoli, dając mu dalej pole do popisu.
Potem poczuła szarpnięcie, gdy zaczął nieudolnie rozpinać guzik jej jeansowych szortów. To była kolejna chwila, gdy mogła - a w zasadzie powinna - zaprotestować, lecz przejęta sytuacją dalej opóźniała swoją reakcję. Już moment później uświadomiła sobie, że udało mu się rozpiąć jej spodenki i zaraz poczuła jak chwycił za ich materiał, podrywając ją do góry. Szykowała się już by powiedzieć “Nie!”, a przynajmniej tak się jej wydawało. Zaprotestowałaby, a on niewątpliwie zakończyłby swe działania, dając jej spokój. Gdy jednak jego duże i zaskakująco silne dłonie zaczęły ściągać z niej jej spodenki, zdumiona zaobserwowała jak sama podniosła lekko swoje biodra, ułatwiając mu rozebranie siebie. Zszokowana tym co zrobiła, zobaczyła zaraz jak rzucił jej ubranie za siebie i zdała sobie sprawę, że niewątpliwie widział już jej czerwone stringi, których w życiu by mu normalnie przecież nie dała mu zobaczyć. Gdy spojrzał między jej nogi jego oczy wręcz się zaświeciły, a po chwili rzucił się w przód. Odruchowo skrzyżowała nogi, blokując mu drogę. Poczuła jak jego dłonie zacisnęły się na jej ciasno opiętych materiałem zakolanówek łydkach. Nie szarpał się z nią, ale dalej delikatnie napierał, sprawiając że cały czas musiała trzymać go w ryzach, blokując jego zapędy. Zaskoczyło ją to jaki zwierzęcy się teraz wydawał. Jego wzrok błądził po jej trzymanych przez niego, zgrabnych nogach, co chwila przenosząc się na jej znajdujące się między nimi, schowane za czerwonymi stringami krocze. Wydawał się naprawdę podniecony i choć chciałaby powiedzieć że w jej przypadku nic takiego nie miało miejsca, to wówczas musiałby skłamać. Także jej serce lekko przyspieszyło, zaskoczone nagłymi emocjami których jej dostarczył. Zastygli tak, w tym absurdalnym uścisku, niepewni tego co wydarzy się dalej. Igor milczał, a jego usta ponownie przylgnęły do jej skóry całując ją teraz po nogach. Zaskoczona jego czułością, nieco zdębiała. Jego wargi pieściły ją delikatnie, ale jednocześnie namiętnie, składając obietnice rozkoszy jaką mógłby jej dostarczyć gdyby tylko mu na to pozwoliła. To sprawiło, że sama zaczęła się nad tym zastanawiać.
Nie byłoby to przecież nic złego. Nie musiała się godzić na więcej, a to przecież nie był seks, przynajmniej nie taki prawdziwy. Nawet się nie puszczała, bo to on wszystko tutaj robił. Wyobraziła sobie analogiczną sytuację, w której napalona dziewczyna błagała by jakiegoś kolesia, by pozwolił jej sobie obciągnąć. Abstrahując od tego, że takie wydarzenia raczej nie mają miejsca, to przecież jedynie tej dziewczynie przylepiono by łatkę dziwki. Gość pozostałby czysty, a wręcz większość by mu zazdrościła, podziwiając to jakie budził pożądanie.
Tak właśnie rozmyślała, gdy Igor kontynuował pieszczoty jej nóg jednocześnie niepostrzeżenie, powoli lecz nieubłaganie rozpychając je na boki. Z jednej strony była tego świadoma, z drugiej jednak jakaś jej cząstka sprawiała, że po prostu chciała to zignorować.
Wiedziała, że tak właśnie było z nią. Była pożądana, w zasadzie przez wszystkich. Wiedziała, że ze swoja urodą, a przede wszystkim małym, ale figlarnym i zgrabnym ciałem, faceci na okrągło rozbierali ją wzrokiem. On był jednym z wielu, po prostu kolejnym facetem, który marzył o tym żeby w jakikolwiek sposób zbliżyć się do jej ciała. Czyniło ją to panią sytuacji i to od niej zależało czy w ogóle i na ile mu pozwoli. Rozmyślając o tym, jednocześnie powoli rozluźniała swoje nogi, sprawiając że chłopak mógł się zbliżyć jeszcze bardziej.
Jęknęła i nerwowo drgnęła, gdy nagle usta Igora oderwały się od jej ud, przenosząc swoje pocałunki na materiał jej stringów. Od razu poczuła je na swoim łonie, nawet przez ich materiał odczuwając wilgotny oddech coraz ciężej dyszącego chłopaka. Wrażenie było tak mocne że nie mogła uwierzyć, że dalej nie dotykał jej bezpośrednio. Jego język przylgnął do czerwonego materiału i przeciągle przesunął się po nim. Ponownie wtedy jęknęła, kładąc jednocześnie jedną ze swoich drobnych dłoni na czuprynie chłopaka, próbując go odruchowo odepchnąć. Nie włożyła w to jednak żadnej siły, sama bowiem nie była już pewna czy aby na pewno chciała żeby przestał.
Igor kontynuował swoje pieszczoty, a po chwili chwytał już za jej czerwone stringi. Zrozumiała, że to była ostatnia chwila by zaprotestować, lecz tak naprawdę wiedziała, że jest już dla niej za późno. Była już napalona od dłuższego czasu i koleś naprawdę trafił w dziesiątkę, znajdując ją w idealnym momencie. Od seksu z Tomkiem minęło już tak wiele czasu, a nawet przed nim miała przecież dłuższy okres posuchy. Nawet nie pamiętała kiedy ktoś ostatni raz lizał ją tam na dole. Zapewne był to Romek, lecz od tego czasu minęły już chyba wieki. Wiedziała, że chciała zaznać tego ponownie. Dlatego gdy poczuła jak jeden z jego palcôw chwycił za krawędź jej stringów po prostu zastygła. Pozostała w bezruchu, a on niemal nie odrywając ust od jej łona, po prostu odgiął materiał na bok i zaraz ponownie się do niej przyssał.
Wtedy poczuła jego język bezpośrednio na swojej cipce. Jęknęła, gdy jego powierzchnia przylgnęła do jej warg sromowych, a następnie płynnie się po nich przesunęła. Był ciepły i mokry, ale zapewne nie znacznie bardziej niż ona sama tam na dole.
- Mmm…! - zajęczała wtedy cichutko, przejęta wrażeniami, jakie zaczęła odczuwać.
Poekscytowany jej reakcją chłopak jeszcze energiczniej przystąpił do działania i przez chwilę robił to aż nazbyt intensywnie, tak że musiała go aż lekko zastopować, napierając dłonią znajdującą się na jego głowie.
- Wolniej! - nakazała.
Dopiero po chwili zrozumiała wtedy, że wydając mu to polecenie jednocześnie wyraziła zgodę na to co oni robił. Igor rzeczywiście zwolnił, lecz jeszcze w niewystarczającym stopniu i po chwili musiała ponowić swoją prośbę.
- Tak. Wolniej! - powtórzyła.
Dopiero wtedy zwolnił do tego stopnia, że wreszcie poczuła, że ma nad tym kontrolę. Jego ruchy stały się wtedy spokojniejsze, a jednocześnie bardziej obszerne i dokładne. Sprawiło to, że szybko ponownie zaczęło się jej robić naprawdę dobrze.
Dopiero wtedy patrząc w sufit jego pokoju zdała sobie sprawę z tego co się właśnie działo. Mianowicie właśnie pozwalała mu robić sobie minetę, mimo że praktycznie go nie znała. Jej podniecenie, buzujący w krwi alkohol i dalej oddziałujący na jej umysł narkotyk, który wciągnęli chwilę wcześniej skutecznie jednak tłumiły jakikolwiek głos rozsądku.
Wiedziała, że ostatnimi czasy była cholernie pobudzona i masturbowała się niemal codziennie. Wcześniej też często to robiła, lecz przez ostatnie pół roku wszystko wydawało się wymykać spod kontroli. Ta noc zapewne nie byłaby inna i prawdopodobnie po powrocie z imprezy i tak musiałaby sobie ulżyć, by w ogóle móc swobodnie zasnąć. Jej libido zawsze był wysokie, lecz w ostatnich tygodniach zaczynała się martwić czy aby nie jest jakąś nimfomanką. Nie uprawiała jednak seksu zbyt często, więc nie miała podstaw by naprawdę tak sądzić. Krążący właśnie teraz po jej cipce język Igora był miłą odskocznią od jej zwyczajowej rutyny z króliczym wibratorem, którym zazwyczaj się zabawiała.
Po jakimś czasie język chłopaka przeniósł się nieco wyżej i nagle drgnęła gdy zahaczył o jej nabrzmiałą już łechtaczkę. To wtedy zrozumiała czego od niego chciała, a właściwie czego tak naprawdę potrzebowała.
- O tak! Tak rób! - nakazała mu, a on po chwili posłusznie przeniósł się jeszcze wyżej, przyciskając swoje usta do jej niewielkiego guziczka.
- Ssij mi łechtaczkę. Właśnie tak! - poleciła mu, zaskoczona własną bezpośredniością.
Uznała, że skoro był skłonny zrobić dla niej coś takiego to nie było sensu się ograniczać. Chciał zrobić jej dobrze, a ona po prostu postanowiła wykorzystać ten fakt i jak najbardziej cieszyć się jego dobrowolnym poddaństwem. Uznając, że podjęła już decyzję sama złapała za swoje czerwone stringi dając mu znak, że chciała się ich pozbyć. Szybko to zrozumiał, sam za nie chwycił i zsunął z niej, pozbywając się ich tak jak wcześniej jej szortów, a następnie również cisnął za siebie. Została nago od pasa w dół, ubrana jedynie w swoją czerwoną bluzkę hiszpankę i zakolanówki w tym samym kolorze. Zaraz po tym ponownie wsunął swoją twarz się między jej nogi, najpierw liżąc jej cipkę, by zaraz potem przenieść się wyżej.
Uwielbiała to uczucie. Bardzo lubiła gdy ktoś robił jej minetkę, lecz wtedy gdy ktoś umiejętnie zajmował się przy tym jej łechtaczką, aż odpływała. Żałowała, że tak rzadko ktoś to dla niej robił. Faceci, z którymi się spotykała często mieli fioła na punkcie obciągania. Zmuszona często to robić, niekiedy była tym faktem poirytowana, lecz teraz myślała, że jeśli uczucie którego wtedy doświadczali było równie dobre jak to, jakie ona odczuwalła gdy ktoś ssał ją tam na górze, to nie mogła ich winić. Było jej tak świetnie, że przez chwilę śmiała się sama z siebie i faktu że tak długo opierała się by mu na to pozwolić. Bo niespełna minucie poczuła już bowiem nieubłaganie zbliżający się orgazm.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Marek
[komentarz oczekuje na moderacje]