Rozdział 36
Ostatni tydzień w rodzinnym mieście mijał jej bardzo szybko. Niemal codziennie robiła kluczowe zakupy do ich nowego mieszkania i odliczała już pozostałe dni. Niemniej jednak wieczorami zdarzało się, że dalej trochę się nudziła. W środowy wieczór razem ze swoją matką oglądały w telewizji program, w którym występowały jakieś influencerki i celebrytki. Jej stara była wciągnięta na maksa, lecz ona nieszczególnie. Niby patrzyła w ekran i obserwowała wszystkie obecne na nim wydarzenia, lecz jej umysł co chwila gdzieś jakoś uciekał. Zaobserwowała to nawet jej matka, aż w pewnym momencie sama ją o to zapytała.
- Coś taka zamyślona? - zagaiła ją wtedy.
- Co? Ja nie, jakaś taka zmęczona jestem po prostu - skłamała.
Nie mogła przecież powiedzieć jej prawdy. To znaczy mogła, ale na pewno nie całą. Wyjazd do Warszawy mimo że upragniony, trochę ją jednak stresował. Martwiła się o przyszłe finanse i o to czy na pewno poradzi sobie z nauką. Nigdy nie była przecież w tym dobra. To była jednak jedynie pierwsza strona medalu.
Drugą był problem wydobywającego się już poza jej kontrolę libido. Od ostatnich dwóch tygodni miała narastającą chcicę. Tak zwyczajnie po prostu chciało się jej ruchać. Może to były hormony, a może po prostu miała w tym za długą przerwę. Nie wiedziała czemu tak się czuła. Potrzebowała jednak kutasa, tego jednego była pewna. Jednocześnie nigdy przecież nie mogłaby się do tego przyznać matce.
Czuła, że chciało się jej faceta, który się nią zajmie i zrobi z nią to wszystko to czego już od dłuższego czasu oczekiwała i czego tak natarczywie domagało się jej ciało. Nie chciało się jej tak po prostu seksu. Tak miała zawsze i z tym radziła sobie po prostu często się masturbując. Teraz było to coś innego. Czuła wewnętrzne, palące parcie, które domagało się od niej natychmiastowego zaspokojenia jej długo zaniedbywanych potrzeb. To uczucie było całkiem fizyczne, ale także psychiczne. Nie miała pojęcia skąd się wzięło, ale od jakiegoś czasu było już dla niej realnym problemem. Zwłaszcza od weekendowej imprezy w Warszawie, na której sobie dorabiała i była świadkiem kilku nieprzyzwoitych sytuacji. Jej natarczywe myśli, które do niej regularnie napływały dobrze pokazywały, że była to już dla niej najwyższa pora by wreszcie znowu pójść z kimś do łóżka.
Ignorując program które oglądały, sięgnęła po telefon i zaczęła przeglądać media społecznościowe. Zdawała sobie sprawę, że było tam tak wielu chłopaków, którzy zrobiliby wszystko by się do niej dobrać. Problem polegał na tym, że większość chłopców w jej wieku jej jednak nie kręciła. W jej oczach byli zbyt mało męscy i pociągający. Brakowało jej u nich tego zwierzęcego magnetyzmu, który niezaprzeczalnie czuła do starszych, dominujących mężczyzn. Nie chciała też dodatkowych plotek na swój temat, a wiedziała że jej rówieśnicy nie słynęli ze skrytości. Potrzebowała więc kogoś starszego, bardziej pewnego, kogoś komu będzie mogła zaufać, że zostanie to tylko między nimi. Seks z kimś z przypadku, tak na szybko, mógłby się skończyć kolejnymi plotkami, a ona miała ich już wystarczająco i nie potrzebowała nowych.
Na chwilę przez jej głowę przeleciała myśl by ponownie spotkać się z Fabianem. Pieprzyła się z nim już dwukrotnie, więc miałaby mniejsze opory by to powtórzyć. Wiedziała też z doświadczenia, że rzeczywiście potrafił dostarczyć jej tego czego potrzebowała. Przez moment prawie się na to zdecydowała, ale gdy zaczynała już pisać do niego wiadomość, coś ją jednak zatrzymało. Ostatnim razem zapłacił jej w końcu jak jakiejś dziwce i dalej ją to w jakimś stopniu bolało. To nie była równa relacja i przeszkadzało jej to. W dodatku nagrywając wydarzenia ze swojego mieszkania, umyślnie lub nie, podważył jej zaufanie. Zważywszy te wszystkie czynniki uznała więc, że nie był to dobry pomysł.
Przez jej głowę przeszedł również Romek, jej dawny chłopak. Nie rozmawiała jednak z nim od końca roku szkolnego, gdy uwiodła go, aby pomógł jej ze zdaniem fizyki. Tamten seks okazał się dla niej wielką pozytywną niespodzianką i nie byłoby źle coś takiego powtórzyć. Niemniej jednak dziwnie byłoby się do niego odezwać po takim czasie, zwłaszcza w podobnej intencji. W dodatku nawet nie wiedziała czy dalej jest z Wiolettą, czy może już sam. Jeśli nie byli już razem to fakt, że osobiście dała mu dupy mógł mieć niestety na to spory wpływ. Wiolki jednak i tak nie lubiła, więc nie miała z tego powodu wielkich wyrzutów sumienia.
Pomyślała też o Adamie, którego nie tak dawno przypadkiem spotkała w Warszawie. Ta opcja odpadła jednak bardzo szybko bo dalej miała mu za złe tamten filmik, który najwidoczniej rozesłał kolegom. Owszem, on sam naprawdę się jej podobał, a do tego miał naprawdę dużego chuja i kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie ciekawiło ją jakby było to z nim zrobić. Ssała mu nie raz, lecz nigdy się nie bzyknęli i nie dowiedziała się jakie byłoby to uczucie. Nie wiedziała jednak co łączyło go z dziewczyną, z którą ostatnio go widziała. Nie mogła wykluczyć, że byli już parą, a nie chciałaby normalizować w swoim zachowaniu uwodzenia czyichś facetów.
Ostatecznie więc na nic się nie zdecydowała, a gdy program telewizyjny dobiegł końca pożegnała się z matką i udała się do swojego pokoju. To tam, leżąc na łóżku wpadła na jeszcze jeden pomysł. Przyszedł do niej niespodziewanie, gdy w książce adres przypadkiem znalazła jeszcze jeden numer, którego nie wybierała od ponad pół roku. W zasadzie użyła go tylko jeden raz, a jego właściciela spotkała jedynie dwukrotnie. Jeszcze zanim poważnie to przemyślała, w przypływie chwilowego impulsu zaczęła pisać wiadomość.
- Cześć. Chciałabym się z tobą spotkać - napisała.
Potem szybko kliknęła “wyślij”, a już po kilku sekundach przyszło otrzeźwienie i wyrzuty sumienia. “Kurwa, co ja robię?!” - przestraszyła się. Natychmiast spróbowała cofnąć wysyłanie wiadomości, lecz było już za późno. Zaraz zobaczyła ikonę potwierdzającą dostarczenie sms’a, a następnie - o zgrozo - kolejną, dająca znać że adresat odczytał komunikat. “To błąd” - pomyślała. “Nie powinnam”. Owszem, tak było, ale jednocześnie z jakiegoś powodu czuła narastającą ekscytację spowodowanym tą sytuacją i ryzykiem jakim się z nią wiązał. Telefon milczał przez następne pół godziny, a ona stresowała się niemiłosiernie, oczekując i nie mogąc skupić się na czymś innym. W końcu jednak przyszła wiadomość zwrotna. Odczytała ją natychmiast.
- Co? Chcesz mi coś przekazać? - brzmiała.
Przez chwilę nie wiedziała jak ma na nią zareagować. Dopiero za moment zaśmiała się pod nosem, orientując się jak mogło to dla niego zabrzmieć. Musiała to jakoś naprostować.
- Nie bój się, nie chodzi o ciążę. Ani o nic takiego. Chciałam się po prostu spotkać - wysłała kolejną wiadomość. Po minucie znowu jej odpisał.
- W jakim celu? - padło kolejne pytanie.
“Jak to ująć?” - zastanowiła się. Z jednej stronny powinna być bezpośrednia, z drugiej należało jednak dalej zachować resztki swojej godności. Nie prosiła w końcu o przysługę. To ona robiła ją jemu, po prostu spełniając przy tym swoją własną zachciankę.
- W takim na jaki masz nadzieję - brzmiała jej odpowiedź, którą wysłała.
Gdy potem przeczytała ją sama, przez chwilę nie mogła uwierzyć, że się do tego posunęła. Komunikator milczał przez jakieś trzy minuty. Dopiero po tym czasie pojawiła się ikona dająca jej znać, że zaczął już odpisywać. Odpowiedź wyświetliła się niedługo później.
- Mogę być u ciebie jutro o 17.
Przez cały czwartkowy poranek nie mogła się na niczym skupić. Próbowała jakoś zająć swój umysł. Poczytała artykuły na swoim tablecie, a nawet poszła z rana pobiegać, lecz mimo fizycznego wysiłku i muzyki jaką odpaliła na swoich słuchawkach, jej myśli ciągle krążyły wokół jej umówionego spotkania. Miała wyrzuty sumienia, bo wiedziała że to co zrobiła nie powinno mieć miejsca. Wszystko to narastało w niej do tego stopnia, że koło południa niemal napisała już wiadomośc, która wszystko odwoływała. Z jakiegoś powodu jednak jej nie wysłała. Uznała, że może lepiej będzie wytłumaczyć to wszystko osobiście. Stwierdzić, że to był błąd i nie powinni tego robić. Może on sam też pójdzie po rozum do głowy i przyzna jej rację. Nie była pewna jak to będzie wyglądać, a kolejne godziny mijały nieubłaganie.
Ostatecznie i tak musiała wybrać strój. Nie po to by dodatkowo go kusić, lecz nawet na platonicznym spotkaniu powinna jakoś się prezentować. Wyjęła czerwoną bluzkę hiszpankę, która w weekend kupiła w Warszawie. Była dość stylowa, ale jednocześnie nie była przegięciem. Ostatnio widział ją, gdy była odpierdolona na maksa i głupio byłoby teraz pokazać mu się w jakichś łachmanach. Do tego jeansowe szorty, dość krótkie, ale casualowe. Owszem, opinały jej zgrabny tyłek, ale nie były czymś co krzyczało by “ale się wystroiłam”. Do tego doszły jej beżowe, stylowe sandałki na koturnach i strój był już kompletny. Przejrzała się w lustrze i uznała, że jest dobrze. Wyglądała atrakcyjnie, tak aby się podobać, ale jednocześnie nie wyglądać jak dziwka. Było więc naprawdę dobrze.
W końcu zbliżała się już piąta, a ona opuściła swoje mieszkanie. Pożegnała się z rodzicami, kłamiąc jednocześnie że jechała spotkać się z Agnieszką. Ustała na rogu skrzyżowania, z którego kiedyś już raz ją zgarnął i wysłała mu wiadomość, że jest gotowa. Podświadomie wyczekiwała białego busa, lecz taki nigdy się nie pojawił. Po pięciu minutach podjechała do niej za to ciemnoszara toyota, a ona spojrzała w okno od strony pasażera, które zaczęła opadać w dół.
- Cześć, wsiadaj! - usłyszała i zobaczyła jego twarz, w czapce i okularach przeciwsłonecznych. Stylowo przycięta broda wyglądała inaczej niż ostatnio, lecz niewątpliwie to był on. Poznała go na tyle, na ile można poznać kogoś kogo widziało się dwa razy, jakieś pół roku temu.
Wsiadła i przywitała się, a on uścisnął jej dłoń. Przyciemniane szkła ukryły jego wzrok i nie wiedziała czy spoczął on na dekolcie jej czerwonej bluzki, czy na jej odsłoniętych nogach. Czekała ich jednak trudna rozmowa, więc może to i lepiej.
Jechali w stronę wschodu miasta, próbując uprawiać smalltalk, który w tych warunkach wydawał się jej mimo wszystko dość nienaturalny. Stresowała się, bo wiedziała że każda chwila, w której milczała utrudniała potencjalnie rozmowę, która i tak na nią czekała. Gdy opuszczali już miasto na chwilę zamilkła, a on zauważył jej konsternację.
- Wszystko w porządku? - spytał ją wtedy.
- Ja… tak, wszystko w porządku - odpowiedziała.
- Zarezerwowałem hotel. Jeszcze tylko 8 kilometrów, zaraz tam będziemy - stwierdził.
- Dobrze… tylko ja… słuchaj, musimy porozmawiać - powiedziała w końcu, zbierając się na odwagę.
Zdziwił się dość mocno, a obecny wcześniej na jego twarzy delikatny uśmieszek natychmiast zanikł. Po chwili zjeżdżał już na leśny parking, gdzie zaparkował auto. Oprócz nich nie było tam nikogo.
- Myślałem, że tego chcesz - zaczął, lekko podniesionym tonem.
Nie wiedziała jak się tłumaczyć, bo dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że to była jej wina. Sama mu to zaproponowała i nie miała teraz dka siebie żadnego dobrego usprawiedliwienia.
- To błąd. Ja… słuchaj, ja wiem że ty masz żonę i…
- Moje prywatne życie to nie twoja sprawa - wybuchł - No i nie wierzę w to, że dowiedziałaś się o tym wczoraj, ale skoro tak… - dodał po chwili, ciężko wzdychając - Dobra, po prostu odpuścimy. Może to i mądrze, za młoda chyba i tak na to jesteś - stwierdził - Przynajmniej dla mnie.
Po kwadransie dość intensywnej rozmowy wracali już z powrotem do miasta. Atmosfera zdecydowanie się popsuła i wcześniejsza, w miarę swobodna gadka już nie skleiła, co jednak nie było dziwne. W pewnym momencie poddany wyraźnemu marazmowi Krzysiek odwrócił się do niej i zapytał.
Możemy podjechać w pewne miejsce po drodze? Muszę coś zgarnąć.
Zgodziła się, bo przecież głupio by było stawiać mu teraz warunki. Zapłacił za hotel, a przecież nawet się w nim nie pojawią. Przed wjazdem do miasta skręcił w prawo, zjeżdżając w stronę niewielkiego lasku. W oddali zobaczyła opuszczoną zajezdnię autobusową, w której kiedyś zaparkował swojego busa, a później się pieprzyli. Też musiał ją widzieć, ale żadne z nich tego nie skomentowało. Po kolejnych kilku minutach wjechali na dopiero budujące się osiedle domków jednorodzinnych. Skręcił wtedy w jedno z ogrodzeń, przejeżdżając przez automatyczną bramę i wjechał do na wpół wykończonego garażu. Wysiadł i jednocześnie zwrócił się do niej.
Chodź do środka, garaż nie ma bramy, a nie chcę żeby ktoś cię widział.
Posłusznie się go posłuchała i weszła z nim do środka budynku. Dom był w połowie wykończony, ale wyglądało na to, że jeszcze nikt w nim nie mieszkał.
- Duży ten dom. Jest twój? - zapytała, przerywając nieznośną ciszę.
- Tak i nie… w sumie to bardziej banku. Trochę będę go spłacał - stwierdził, zgorzkniałym głosem.
Potem udał się do jakiegoś pokoju, a ona została w wielkim pustym salonie połączonym z kuchnią. Tej drugiej jeszcze tak naprawdę nie było, gdyż brakowało tam jakichkolwiek szafek. Były za to puste stelaże, w tym ten od sporych rozmiarów kuchennej wyspy. Stał on zaraz naprzeciw wielkiego okna z całkiem fajnym widokiem na las. Uznała, że gdy wszystko będzie skończone efekt będzie musiał być naprawde niezły.
Krzyśka nie było przez następne dziesięć minut. Zniecierpliwiona i zawstydzona obrotem sytuacji Marta chciała już jechać do domu, lecz nie mogła go przecież poganiać i wypadało po prostu poczekać aż skończy to co musiał zrobić. W tym czasie rozmyślała nad całą tą krzywą akcją. Teraz wiedziała już, że wszystko to było błędem. “Co ja miałam w głowie?” - pytała samą siebie. Koleś jest żonaty i ma do tego dwójkę dzieci. Za pierwszym razem tego nie wiedziała, więc nie mogła się za to winić. Tamta sytuacja po studniówce też była błędem, ale była spontaniczna. Teraz umówiła się z nim wszystko już wiedząc, a to było już popierdolone. Czy naprawdę jej chcica była aż tak silna, by popychać ją do takich rzeczy? Czuła zgorszenie, a wręcz obrzydzenie swoją osobą, tym do czego prawie się posunęła. Teraz, gdy widziała ten piękny dom jaki ten człowiek budował dla swojej rodziny, wszystko to było jeszcze bardziej namacalne. Zamyślona oparła się o stelaż kuchennej wyspy i jeszcze raz wyjrzała za okno. Ściemniało się już, a to spowodowało że oświetlenie rzuciło na szybę widmo wnętrza salonu.
Stał za nią, a a boku leżała niedbale odłożona skrzynka, po którą zapewne przyjechał. Nie miał już na sobie okularów przeciwsłonecznych i nawet w tym prowizorycznym odbiciu doskonale widziała jego oczy. Wpatrywały się teraz w nią, a ich kąt dawał jej znać, że właśnie obserwował jej tyłek, opięty przez jej jeansowe szorty. Była oparta o stelaż, a jej pupa dość wypięta, zapewne doskonale dla niego wyeksponowana. Wiedziała, że powinna się odwrócić, ale coś sprawiło, że zastygła w tej pozycji. Pożądanie jakie odnalazła w jego oczach zaczęło rozbudzać także jej własne emocje. Impulsywnie, udając że dalej go nie widzi, przeniosła ciężej z nogi na nogę, opierając się teraz na lewej. Wypięła się przy tym jeszcze bardziej i zobaczyła jak drgnął w odpowiedzi, wyraźnie dając jej znać, że ten widok ewidentnie mu się podobał. Nic nie mówiła, a jedynie obserwowała jego zachowanie. On też milczał, aż wreszcie uciekła wzrokiem w bok, dając się ponieść myślom. Co by było gdyby się jednak bzyknęli? “Nie to absurd! Ja taka nie jestem! Teraz już wiem, że nie!” - uznała natychmiast. Wtedy usłyszała, że ruszył w jej stronę. Z zadowoleniem odetchnęła, świadoma tego że zaraz wsiądzie do auta, on ją odwiezie i będzie mogła o tym wszystkim zapomnieć. Uzna, że to był błąd i nigdy już o tym by nie wspomni, a on wróci do swojej rodziny. Ich jednorazowa akcja ze studniówki pozostanie głupim wybrykiem i wszystko wróci do normy.
Zatrzymał się jednak za nią, niczego nie mówiąc. Zdziwiona podniosła wzrok w stronę odbicia na oknie i stwierdziła, że rzeczywiście tam był. Stał tam i mimo ich bliskości milczał, dalej się w nią wpatrując. Chciała coś powiedzieć, lecz z jej ust również nie wydobył się żaden dźwięk i jedynie zastygła w bezruchu, niczym kamień. Jej serce lekko przyspieszyło, by zaraz ruszyć galopem, gdy nagle poczuła jego dotyk na swoich plecach. Jego dłoń przycisnęła się do nich, gładząc jej łopatkę. Po chwili poczuła drugą, na swoim boku. Zaraz odczuła również jego oddech na swoich karku. Był głośny i nerwowy, a zaraz zorientowała się, że sama również tak oddychała.
- Nie, słuchaj… nie możemy! - zaczęła łamiącym się głosem.
On jednak nie przestawał. Ręka z jej boku przeniosła się wówczas na jej czerwoną bluzkę, smyrając już bok jej piersi, a druga zaczęła opadać w dół. Westchnęła ciężko, próbując się obrócić, lecz przylgnął do niej, wbijając ją w stelaż kuchennej wyspy. Zdezorientowana oparła się na o niego rękami, próbując zebrać myśli i zastanawiając się jak zatrzymać to szaleństwo.
- Przestań! Nie możemy! - nalegała. On jednak ją zignorował. Dalej ją dotykał, a jego dłoń zacisnęła się już na jej lewym cycku. Jęknęła, czując jak otarła się o jej twardy już sutek, zdradzający to jak bardzo była już sama podniecona.
Przycisnął swoje usta do jej szyi i zaczął ją po niej delikatnie całować. Wiedziała, że nie powinien tego robić. Nie z nią i nie w tym miejscu. To był przyszły dom jego rodziny i nie powinien dotykać tu innej kobiety niż jego żona. Tak się jednak działo, a ona nie mogła w to uwierzyć. Wiedziała że jest napalony, ale o to nie mogła go winić. Sama mu to wcześniej zaoferowała, a potem jedynie zniszczyła jego oczekiwania. On jednak dalej na to liczył, ba, nawet postanowił po prostu wziąć to co chciał. A chciał po prostu jej. Jej atrakcyjnego, nastoletniego ciała. Zgrabnej pupy i jędrnych cycków, tak innych niż te które codziennie widział zapewne u żony. Ale może przede wszystkim jej ciasnej cipy, która czując teraz jego napierającego biodra i odznaczającego się na nich twardego kutasa, który coraz mocniej wypełniał jego spodnie, sama robiła się już mokra.
- Wiem, że też tego chcesz - wyszeptał jej do ucha.
Nie chciała. Przynajmniej nie teraz. Przecież mu odmówiła… ale czy na pewno? Przecież umówiła się z nim i już jechali razem do hotelu. Wiedziała po co z nim się skontaktowała. Chciała się z nim pieprzyć, aż do niedawna, taka była prawda. Wtedy poczuła jak jego prawa dłoń zjechała aż na jej pośladek, lekko go klepiąc i ściskając. Widziała, że już wcześniej patrzył się na jej dupę. Nie powstrzymała go, chciała by się nią podniecał. Chciała by mu stanął na jej widok.
- Będę cię ruchał. Wiem, że tego chcesz - ordynarnie powiedział do niej, szarpiąc przy tym jej cycki i powodując, że cicho jęknęła.
Powinna go za to spoliczkować, ale nie mogła. To nie bylo tez tak, ze nie miał po części racji. Sama przecież kazała mu się przelecieć po studniówce. No i teraz sama ponownie się do niego odezwała.
- Wydymam cię tak jak lubisz - szeptał jej dalej do ucha, nie przestawając jej dotykać.
Czuła już jego sztywną pałę na swoich szortach i to jak się o nie ocierał. Potem jedna z jego dłoni zaczęła nurkować w dół, w stronę jej łona. Sunęła palcami po jej płaskim brzuchu i zmierzała w stronę jej bielizny. Czekał tam na niego jej seksowny, czarny komplet. Niby nie chciała mu go pokazywać, ale jak to o tym świadczyło? Wiedziała też, że gdy trafi tam gdzie zamierzał natychmiast pozna, że mu ulegnie. Nie była już po prostu mokra. Wręcz z niej ciekło.
- Jak dziwkę! - wypalił, a ona wręcz drgnęła z podniecenia.
Wiedziała już, że jest źle. Powinna była strzelić go w pysk i po prostu wyjść. Jego dotyk był jednak tak kurewsko przyjemny, że nie mogła się na to zdobyć. Zorientowała się jak bardzo jest podniecona, gdy usłyszała własne ciche pojękiwanie. On również musiał je słyszeć i wiedział przez to, że powoli mu ulegała. Tak bowiem było, mimo że nie chciała się do tego przyznać. Zawsze z trudem przychodziło jej odmawianie, a najtrudniej zawsze było jej odmówić samej sobie. A prawda była taka, że wiedziała już, że tego chciała. Próbując to jakoś zracjonalizować uznała, że wszystko i tak zmierzało w tym kierunku, przynajmniej od tych kilku tygodni. Z taką chcicą i tak niedługo dałaby dupy pierwszemu lepszemu, a z nim przynajmniej będzie bezpieczniej. Miał do stracenia nawet więcej niż ona, a to dawało jej poczucie bezpieczeństwa.
- Tak! - wyszeptała, odchylając głowę i już bez obiekcji przyjmując jego kolejne pocałunki, a potem sama cofnęła biodra, czując jak jego sztywny fiut wsunął między jej kształtne pośladki.
- Wyruchaj mnie jak dziwkę! - nakazała, dając mu znać że pożądanie wzięło już górę i podjęła już decyzję.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz