Rozdział 28
Był deszczowy wrześniowy wieczór, który Marta spędzała samotnie w swoim pokoju. Od jakiegoś czasu regularnie rozmyślała nad tym, co miało miejsce w mieszkaniu Fabiana. Wiedziała, że to co wówczas zrobiła większość ludzi określiłaby mianem prostytucji, a mówiąc dosadniej - kurwienia się za kasę. Wiedziała też, że ludzie oceniają wszystko pochopnie, nie zważając na zawiłe czynniki, które niejednokrotnie komplikują życie. Była totalnie spłukana, a przecież za miesiąc przeprowadzała się już do Warszawy. Jak niby miałaby się tam utrzymać bez pieniędzy? Pięć tysięcy, które jej zaoferował było dla niej w tej sytuacji istną fortuną. W dodatku posiadał szkalujące ją nagrania, a po tym jak się na wszystko zgodziła rzeczywiście je przy niej wykasował. Zawsze mógł zrobić jakieś kopie, ale z tego co widziała i rozumiała chyba naprawdę się ich pozbył. Fabian był też tym, który zabrał jej dziewictwo, więc nie puściła się z kimś anonimowym, kogo nawet nie znała. Nie miała chłopaka i nikogo nie zdradzała, a jedynie wykorzystała swoje przyrodzone atuty - oraz fakt, że był był skłonny tak słono zapłacić by znowu z nią obcować - żeby wyjść z ciężkiej sytuacji. Ciągle powtarzała sobie, że to była jednorazowa akcja i kiedy zacznie już studia to na pewno szybko o tym zapomni. Mimo tego coś z tyłu głowy mówiło jej, że nie będzie to takie łatwe.
Jeszcze tego wieczoru, gdy oglądała film na swoim tablecie zadzwonił jej telefon, a na ekranie wyświetliło się imię Kuby, jej menedżera od pracy hostessy.
- Ponoć chciałaś być na tym evencie w Warszawie, a jest na to opcja bo wyleciało kilka dziewczyn. Jakaś inna agencja je podłapała i teraz mamy braki. Dalej zainteresowana? - wyrzucił entuzjastycznym głosem.
- Jasne. Dużo płacą? - zapytała natychmiast w odpowiedzi.
- To zależy. Na głównym evencie jest nieźle bo dają podwójną stawkę, ale potem jest afterparty. Jest nieobowiązkowe i tam płacą poczwórnie, ale wiesz… tam musisz uważać. Sandra ponoć ci trochę mówiła, ale powtórzę to raz jeszcze. Będzie tam dużo alkoholu, a pewnie nawet innych używek. Wszystkim tam zależy na dyskrecji, dlatego sporo płacą, ale też wymagają by nic nigdy stamtąd nie wyciekło. Jest nawet zakaz wznoszenia urządzeń dla pracowników. Dalej cię to interesuje?
Przez chwilę zastanawiała się nad tym co powiedziała jej kiedyś Sandra, ale szybko uznała, że jest wystarczająco odpowiedzialna by sobie poradzić. Ciągle też potrzebowała pieniędzy, bo pięć tysięcy, które dostała od Fabiana nie starczy jej przecież na zawsze.
- Tak, jestem zainteresowana - potwierdziła, po chwili namysłu.
- Event będzie za tydzień, w piątek. Transport musisz ogarnąć sama, ale wszystko ci zwrócimy. Impreza potrwa do późna więc dla chętnych będzie też dostępny nocleg na miejscu. Wyślę ci później esemesa ze szczegółami. Powodzenia! - rozłączył się.
Ona natomiast zastanowiła się czy aby na pewno podejmowała dobrą decyzję. Ostatecznie uznała, że zobaczy jak wszystko będzie wyglądać, a zawsze jednak będzie mogła po prostu zrezygnować po pierwszej części imprezy. Na pewno da sobie radę.
Dwa dni później Marta wykonywała kolejną popołudniową zmianę w markecie. Był już późny wieczór, a na zmianie zostały tylko cztery dziewczyny, w tym ona oraz jej dużo starsza koleżanka Renata. Pracowały we dwie na zapleczu, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Jej współpracownica wydawała się zachowywać dosyć normalnie, ale Marta dalej nie mogła pozbyć się z głowy obrazu nagrań jakie podesłał jej Damian. Wydawały się zbyt realistyczne by były sfałszowane, ale nie mogła przecież mieć pewności. W pewnym momencie Renata wyszła na chwile, stwierdzając że koniecznie musi udać się szybko do toalety. Zostawiła przy tym swój telefon, kładąc go na jednym z kartonowych pudeł z ostatniej dostawy. Marta pewnie by nawet tego nie zauważyła, gdyby nie zadźwięczał on w pewnym momencie, a jego ekran się automatycznie nie rozświetlił. Gdy odruchowo zerknęła w stronę urządzenia zobaczyła pasek komunikatora tekstowego, z kilkoma pierwszymi słowami wiadomości.
- Jestem w mieście, d(...) - przeczytała, bardziej odruchowo, niż ze wścibskości.
- Podjadę do cb, to m(...) - urywała się kolejna.
Renata wróciła po kilku minutach. Przez chwilę nawet nie zwracała uwagi na jej pozostawiony telefon i dopiero po jakimś czasie Marta zobaczyła jak zdezorientowana poklepała się po kieszeniach, a następnie rozejrzała po pomieszczeniu by w końcu namierzyć urządzenie wzrokiem. Złapała je i już miała schować do spodni, gdy zabrzęczało, a ekran rozświetlił się po raz kolejny. Jej mina wydała się całkiem zaskoczona, a Marta zobaczyła jak lekko speszona Renata zerknęła na nią kątem oka, a następnie lekko oddaliła się w głąb pomieszczenia i zaczęła pisać coś na swoim telefonie. Nie chcąc wyjść na wścibską, przez dłuższą chwilę po prostu skrycie obserwowała poczynania starszej koleżanki. Po jakimś czasie ta do niej podeszła i coś oznajmiła.
- Wyjdę na kilka minut. Nikomu nie mów, a jakby ktoś był wścibski to powiedz, że miałam problem z młodą. Zaraz wracam - obiecała.
Marta jedynie ze zrozumieniem kiwnęła głową i obserwowała jak jej koleżanki założyła służbową polarową bluzę i ruszyła w stronę wyjścia, po drodze wyciągając fajki z jednej z kieszeni. Martę całkiem ciekawiło to gdzie udała się Renata, ale miała jednocześnie sporo roboty i chciała się z nią wyrobić do fajrantu, aby nie zostawiać niczego dla następnej zmiany. Pracowała więc sumiennie i przez następny kwadrans rozlokowywała po półkach nowo dostarczone z dostawą produkty. W pewnym momencie pustych kartonów zrobiło się tak dużo, że uznała, że przeszkadzają jej już w pracy, więc zaczęła je ugniatać a gdy zrobił się ich spory stos to podniosła je wszystkie i z trudem otworzyła drzwi na zaplecze. Po przejściu paru kroków w stronę wiaty ze śmietnikami, zaklęła pod nosem, gdy ze zdenerwowaniem zaobserwowała, że kontener na kartony był już całkowicie zapełniony. Był jeszcze jeden, sporo za rogiem, więc zdenerwowana ze sporym wysiłkiem ruszyła w jego stronę, spiesząc się gdyż od dawna zapowiadało się na deszcz, a zaczynały spadać już pierwsze jego krople. Gdy już zbliżała się do celu dotarł do niej jednak dźwięk, którego się tam nie spodziewała, a był nim głos Renaty.
- Miałeś być sam - usłyszała, a gdy skrycie wychyliła się zza osłaniającej ją blaszanej ściany wiaty śmietnikowej, zobaczyła swoją starszą koleżankę stojącą w rozkroku, ze skrzyżowanymi ramionami, zaraz obok czarnego auta.
- Wsiadaj, pogadamy - wypalił kierowca, którego teraz Marta niewątpliwie rozpoznawała. To był Damian.
- Nie ma mowy, nie tak się umawialiśmy - odmówiła jej starsza koleżanka.
- Słuchaj, nie wkurwiaj mnie. Wsiadaj, porozmawiamy - nalegał chłopak, dość agresywnym tonem.
Renata w zdenerwowaniu lekko tupnęła nogą, kiwając głową na boki. Przez chwilę stała tak, kipiąc ze złości, ale po po kilku sekundach rozmyślań, gapiąc się w asfalt już mokniejący od powoli narastającej mżawki, uległa i wsiadła do auta.
Marta nie mogła uwierzyć, że naprawdę widzi ich razem. Jej oczy nie mogły jej jednak okłamywać, a zerkając skrycie z ukrycia obserwowała teraz parę postaci żywiołowo dyskutujących wewnątrz pojazdu. Zaskoczyła się jeszcze bardziej gdy dotarło do niej, że na tylnym siedzeniu była jednak jeszcze jedna osoba, a konkretniej młody mężczyzna w zbliżonym do kierowcy wieku. Kłótnia trwała przez jakiś czas, aż Damian, widocznie zdenerwowany, machnął nonszalancko ręką w stronę Renaty, a ta widocznie zdębiała. Marta widziała jak opuściła wzrok, a po chwili zrobiła coś czego totalnie się nie spodziewała. Mianowicie odkręciła się na siedzeniu pasażera i schyliła się w jego stronę, opuszczając głowę tak bardzo, że aż zniknęła z jej pola widzenia. Triumfalna mina chłopaka dała jej do zrozumienia wszystko czego potrzebowała do zrozumienia co właśnie się działo. Widziała już raz ten wyraz twarzy, blisko rok temu, w pewnym garażu.
- Ja pierdolę, ona mu obciąga - wyszeptała pod nosem sama do siebie, w niedowierzaniu.
Marta cicho jak tylko potrafiła odłożyła kartony, kładąc je za sobą, na betonowym chodniku. Zastanawiała się co powinna teraz zrobić. Z jednej strony nie wypadało jej podglądać, ale dystans dzielący ją do rogu, za który musiała wrócić wydawał się jej obecnie znacznie dłuższy niż wcześniej i bała się, że mogliby ją zauważyć. Rozejrzała się wokół i zdała sobie sprawę, że auto z trójką osób w środku było teraz jedynym zaparkowanym na tym opuszczonym, lekko zapomnianym parkingu za ich marketem. Wybrali więc sobie całkiem odludne i prywatne miejsce na taką schadzkę. Jej też by tu nie było, gdyby nie totalnie przepełniony kontener, czyli coś co raczej się u nich nie zdarzało. Zapowiadał się na deszcz, ale dalej jedynie mżawiło. Chciała już jednak wracać, nie tylko żeby nie zmoknąć, ale także by po prostu dokończyć robotę i iść już do domu. Ostrożnie się więc wyprostowała i ponownie wyjrzała w stronę auta, tym razem wyżej, spomiędzy blaszanych paneli wiaty. Głowa Damiana była odchylona, a jego oczy zamknięte. Sporo poniżej, dzięki innemu kątowi, zobaczyła czubek głowy Renaty, rytmicznie podskakujący w górę i w dół nad jego kroczem. Dostrzegła także rozentuzjowaną twarz ich współpasażera, który lekko uniesiony, z wypiekami na twarzy obserwował to co działo się na przednich siedzeniach pojazdu. Zauważyła, że jednocześnie masował swoje własne krocze, na którym nawet z tej odległości była w stanie zobaczyć spore wybrzuszenie. Marta obserwowała przez chwilę tę sytuację i już myślała, że to dobry moment by się ewakuować, gdy tylny pasażer zaczął sięgać do swojego paska. Widziała jak go rozpiął, a po chwili zabrał się za swoje spodnie. Następnie zobaczyła to, czego już się chyba spodziewała. Odchylił swoja bieliznę, a jej oczom ukazał się wyskakujący, sterczący kutas. Chłopak natychmiast go złapał i nie odrywając oczu od tego co działo się zaraz obok niego, zaczął go energicznie pocierać. Marta lekko się zamyśliła, obserwując jak fiut pieszczony dłonią zaczął się prężyć, po chwili osiągając już pełną erekcję. Niewiele później, przestraszona lekko podskoczyła, gdy Damianem szarpnął nagły spazm, a jego własna ręka powędrowała na kark Renaty. Ta jednak, mimo oporów, zdołała się podnieść, a jedynie jej wciąż pracująca ręka pozostała skryta gdzieś za kierownicą, zapewne dokańczając to co zaczęły jej usta. Marta musiała jednak przyznać, że wyglądała dość marnie. Makijaż miała rozmazany, a mimo starań nie uniknęła kilku kropel białego nasienia, które właśnie wycierała pospiesznie wyjętą z torebki chusteczką. Damian z kolei wyciągnął papierosa i odpalając go, opuścił szybę od strony kierowcy. Zaciągnął się, a po chwili wystawił rękę poza wnętrze auta, strącając popiół.
- Teraz jeszcze on - usłyszała jego głos, teraz całkiem wyraźny.
- Nie ma mowy - oburzyła się kobieta.
- Nie udawaj cnotki. Po prostu to zrób.
- Nic mu nie zrobię. I tak przesadziłeś, że go tu wziąłeś - odpowiedziała roztrzęsionym głosem.
Pasażer z tyłu dalej pieścił swojego odsłoniętego penisa, z zaciekawieniem oczekując na rozwój sytuacji.
-Dawaj, pójdzie szybko - wypalił do niej z tylnego fotela, ponownie lekko się podnosząc i przysuwając swojego członka w stronę kobiety, która w odpowiedzi jedynie się odsunęła.
- Obciągniesz mu, albo inaczej pogadamy - warknął Damian.
- Grozisz mi? - oczy Renaty wybuchnęły gniewem, którego Marta nigdy w nich jeszcze nie widziała.
- Nie, nie grożę. Ale wiesz jaka była umowa. Będziesz grzeczna i posłuszna to twojej córce nie spadnie włos z głowy w tamtej szkole. I tak było, nie tak? - odpowiedział pytająco, spokojniejszym tonem.
- Tak było - usłyszała w odpowiedzi lekko mniej już konfrontujący głos Renaty.
- I tak może być dalej. Albo się już nie dogadamy, a wtedy jej ochrona się skończy. Tamte chłopaki na pewno chcieliby się jakoś na niej odegrać. Zresztą całkiem ładna ta twoja córka, jak się o nią pytałem to było całkiem sporo różnych komentarzy.
- Nie waż się do niej zbliżyć - ponownie wybuchła jej koleżanka.
- Nie zamierzam. Ale ja to tylko ja, są też inni. Wiesz jak to teraz jest z młodzieżą. Ćpają i ruchają na potęgę. Wystarczy ich przez chwilę nie przypilnować. Sama mówiłaś mi, że dwie jej koleżanki z klasy już chodzą z brzuchem, a ja gwarantuję ci, że nie będą ostatnie w tym roku. Wolą się pieprzyć bo wiedzą, że jak będą udawać porządnickie to ściągną na siebie takich cwaniaków jak Gabryśka. A teraz decyduj, zajmiesz się moim kolegą, albo z naszą umową i ochroną koniec.
Renata przez chwilę pozostawała w bezruchu, a po chwili powoli, z nieskrywaną niechęcią, skręciła głowę w stronę tylnego pasażera. Ten podekscytowany ponownie się podniósł, nieporadnie kierując w jej stronę swojego kutasa. Marta zobaczyła jak jej starsza koleżanka z oporem powoli skierowała swoja dłoń w jego stronę, a po chwili jak jej palce ozdobione niebieskimi paznokciami - tymi samymi które widziała gdy nie tak dawno rozpakowywała z nią dostawę - owinęły się wokół ponownie sztywniejącego młodego fiuta. Jej ręka zaczęła go delikatnie masować, ale Renata wciąż jednak milczała. Przerwała ciszę dopiero po dłuższej chwili, patrząc kolejno na obu chłopców.
- Zrobię to i macie stąd spierdalać - oznajmiła.
- Masz to jak w banku - odpowiedział jej Damian.
Marta usłyszała odgłos szarpanej klamki i odruchowo schyliła się za swoim ukryciem. Kątem oka zobaczyła wysiadającą z pojazdu koleżankę, która zamknęła drzwi tylko po to by po chwili otworzyć kolejne, tym razem z tyłu, by następnie wgramolić się z powrotem do wnętrza auta. Ujrzała też jak chłopak będący tylnym pasażerem odkręcił się w stronę kobiety z szerokim uśmiechem, cały czas trzymając w dłoni swojego sztywnego członka. Renata nic już nie powiedziała, a jedynie bezpardonowo zamieniła jego rękę ze swoją i przytrzymując jego fiuta zanurkowała swoją głowa w dół, tak że po chwili wylądował już w jej ustach.
- Co za kurwa - powiedziała pod nosem Marta, sama do siebie.
Niestety zrobiła to chyba nieco zbyt głośno, ewentualnie zbytnio się wierciła zwracając tym samym uwagę, gdyż w tej samej chwili głowa Damiana skierowała się w jej stronę. Przestraszona schyliła się za wiatą i dopiero po dłuższym nerwowym oczekiwaniu, pełna obaw wyjrzała ponownie w stronę auta. Kierowca wydawał się teraz zajęty pisaniem czegoś na swoim telefonie, a jego kolega z tyłu nie spuszczał wzroku z Renaty, która dalej się nim zajmowała. Marta uznała więc, że to był właściwy moment by się ewakuować. Gdy tylko zebrała się na odwagę doliczyła do trzech i szybkim truchtem ruszyła z powrotem w stronę rogu budynku. Po kilku sekundach była już za nim, lecz wcale nie zwolniła tylko dalej pośpiesznym tempem kierowała się w stronę tylnego zaplecza marketu, aż do chwili gdy zatrzasnęła za sobą drzwi. Przysiadła na jednym z pudeł próbując zebrać myśli, a po chwili spróbowała po prostu wrócić do pracy. Była jednak rozkojarzona i szło jej to jednak dość topornie, przez co nie zrobiła zbyt wiele przez kolejny kwadrans, po którym to usłyszała metaliczny trzask otwieranych drzwi znajmujący powrót Renaty.
- Chyba sie opierdalałaś, prawie nic nie zrobiłaś - zarzuciła jej, zaraz na wejściu.
- Przynajmniej byłam tutaj - odburknęła wywracając oczami.
- Nie pyskuj mi, gówniaro. Będziesz mieć dzieci to zobaczysz. Na razie gówno wiesz o życiu.
- A ty mnie nie pouczaj. I nie okłamuj. Widziałam cię na zapleczu.
Oczy Renaty natychmiast zrobiły się dwa razy większe, a wyrok skupiła na niej tak mocno, że Marta mogłaby przysiąc, że na chwilę jej uciekające oko całkowicie się naprawiło.
- Co?! Co wiedziałaś?! - zapytała drżącym głosem.
- Dobrze wiesz co, nie udawaj głupiej - prychnęła do niej w odpowiedzi.
- To nie tak jak myślisz, nic tam się nie wyda…
- Widziałam jak zrobiłaś mu laskę w aucie. Zresztą nie tylko jemu - poświadczyła w przypływie nerwów, zdenerwowana kłamstwami jakie próbowała jej wcisnąć.
Na jej deklarację Renata po prostu zamilkła, stojąc przez chwilę w bezruchu. Nie odezwała się już do niej przez całą następną godzinę, stanowiącą zresztą resztę zmiany i Marta zaczęła wierzyć, że być może straciła właśnie jedyną prawdziwą koleżankę w tej pracy. Gdy jednak zamykała już drzwi magazynu, szykując się do wyjścia usłyszała za sobą jej głos.
- Możemy porozmawiać? - zapytała - Chciałabym ci to jakoś wytłumaczyć - oznajmiła, a jej szklące się oczy dały Marcie znać, że zdecydowanie nie miała ochoty na konfrontację. Sama też nie miała ochoty do niej dążyć więc jedynie twierdząco pokiwała głową. Po krótkiej to rozmowie przystała na jej propozycję i jeszcze tego samego wieczora wspólnie z Renatą udała się do jej mieszkania, gdzie ta wyspowiadała się jej z tego co miało miejsce w jej życiu w ostatnim czasie.
- Nie wiem, co miałam wtedy w głowie - zaczęła opowieść - To zaczęło się wtedy, gdy przyszedł po resztę kasy. Miałam ją już odłożoną, a on pojawił się późnym wieczorem. Dziewczyny były u dziadków i byłam wtedy w mieszkaniu sama. Zaprosiłam go na herbatę, a on się zgodził. Usiedliśmy w salonie, a ja szybko wyjęłam pieniądze. On jednak powiedział, że możemy z tym chwilę zaczekać. Gadaliśmy przez dłuższy moment, a potem zapytał się czy mam plany na wieczór, a ja stwierdziłam że zamierzam spędzić go samotnie, wiesz, po prostu odpocząć. Powiedział że on też nie ma żadnych planów i możemy spędzić go razem. Zaśmiałam się, bo myślałam że żartował, ale wydawał się mówić poważnie. Rozmawialiśmy dalej, dużo się śmiejąc, a w pewnym momencie zaproponował żebyśmy się czegoś napili. Miał ze sobą wódkę z jakimś sokiem, zrobił nam obojgu drinki. Były dość mocne, a mi dodatkowo odchodził ten cały wcześniejszy stres. Bawiłam się w jego towarzystwie naprawdę dobrze, pewnie nawet za bardzo. W pewnym momencie poczułam, że przesadziłam z piciem, zresztą nigdy nie miałam mocnej głowy. Siedzieliśmy na kanapie, już całkiem obok siebie, znacznie mniej spięci. Pamiętam jak poczułam jego dłoń na swoim kolanie. Powinnam zaprotestować, ale byłam pijana i sama wiesz… już bardzo długo nikogo nie miałam, ani z nikim się nie spotykałam. Jego dotyk był przyjemny, w dodatku chłopak jest naprawdę przystojny. O wiele dla mnie za młody, ale zdecydowanie w moim typie. Poczułam, że też mu się jakoś podobam, ale dalej miałam jakieś opory. Ja, taka babka w średnim wieku, z takim młokosem? Przecież to nie wypada. Zbliżył się do mnie, myślałam że mnie pocałuje i zrobił to, ale nie w usta tylko w szyję. Pamiętał, że przeszedł mnie potężny dreszcz, a potem poczułam jak złapał mnie za cycki. To była pewnie ostatnia chwila, żeby się wycofać, ale ja zamiast zaprotestować sama położyłam rękę na jego udzie. Potem nagle się zakręcił, a ja zrozumiałam, nie trzymam jej już na jego nodze, a na kroczu. Przez jego spodnie poczułam sztywnego już kutasa. Pamiętał jak dziwnie duży mi się wtedy wydał. W dodatku zdawał się stać już całkiem na baczność. Chłopak widocznie miał wielką ochotę na bzykanie, skoro taka dużo starsza od niego pani jak ja doprowadziła go do takiego stanu. Przez moją głowę przemknęła myśl czy aby może po prostu mu nie ulec. Już od dłuższego czasu marzył mi się w końcu jakiś seks, a tu okazja była na wyciągnięcie ręki. Młody, nabuzowany testosteronem przystojny młokos chcący poruchać. Tylko co by się stało gdyby coś takiego się wydało? Gdyby ktoś się dowiedział? Nie poczekał jednak na mnie i na moją decyzję. Sam rozpiął swój rozporek i po chwili wyciągnął na wierzch swój sprzęt. Miał naprawdę dużego, większego niż każdy facet, z którym kiedykolwiek byłam. Mój były mąż nawet się do niego nie zbliżał. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie zaczęłam wtedy fantazjować o tym jakie doznania mógłby spowodować, gdybym rozłożyła przed nim nogi i pozwoliła mu działać. Wciąż jednak nie byłam pewna czy mogłam sobie na coś takiego pozwolić. Zauważył moją konsternację i chyba uznał, że musi sam to zainicjować. Poczułam jego rękę na swoim karku i to jak zaczęła na mnie napierać. Moja głowa opadła w dół, a ja zaczynałam już rozumieć czego ode mnie oczekiwał. Miał tupet, nawet mnie naprawdę nie pocałował, a już nakłaniał mnie do czegoś takiego. Naprawdę miałam to zrobić takiemu młokosowi? Przed twarzą zobaczyłam jednak jego sztywną pałę, która na myśl mogła przywodzić nie gówniarza, a jedynie prawdziwego faceta. Wtedy pękłam. Otworzyłam usta, włożyłam do nich nabrzmiałego fiuta i zacisnęłam je na nim. Chyba od razu wiedziałam, że mu ulegnę. Nie wiem czy to była wina wcześniejszego stresu, alkoholu czy zbyt długiej samotności. Prawda była taka, że mi się podobał, a sam fakt, że miał w ogóle na mnie ochotę spowodował, że zwyczajnie pozwoliłabym mu na wszystko. I tak się stało. Obciągnęłam mu jak jakaś dziwka, a potem dymał mnie na tej kanapie. Był brutalny, gwałtowny i wulgarny, ignorował moje prośby więc po jakimś czasie po prostu się poddałam i robiliśmy po po jego myśli. Prawda była taka, że mojej cipie i tak było wszystko jedno bo dla niej liczył się tylko jego twardy kutas, który w nią wchodził. Na początku myślałam, że to będzie jednorazowa przygoda. Wiesz, taki przelotny flirt z młodym chłopakiem, on spuści parę, a ja też wreszcie się odstresuję. Po jakimś czasie jednak napisał znowu, chcąc się spotkać. Miałam tego nie robić, ale pod wpływem chwilowej słabości odpisałam mu i umówiliśmy się na dzień, kiedy znowu nie było dziewczyn. Skończyło się na tym, że spotykaliśmy się co jakiś czas. Owszem, był dla mnie gówniarzem i nigdy bym się z nim otwarcie nie spotykała, ale to nie zmieniało faktu, że był naprawdę dobry w łóżku i nawet mi to z początku odpowiadało. Wreszcie miałam faceta, który mógł i chciał się mną naprawdę zająć. Z czasem jednak zaczął się robić roszczeniowy. Od początku lubił świntuszyć, ja niekoniecznie, ale to jakoś akceptowałam. Stopniowo jednak robił się w tym coraz zuchwalszy. Zaczął ubliżać mi w łóżku, nazywać mnie szmatą, zdzirą, później już nawet kurwą. Z czasem przestał też szanować ograniczenia, które mu nakładałam. Raz powiedziałam mu, że starsza zaraz wróci ze szkoły i nie mam czasu ani ochoty, ale był nie do ubłagania. Pieprzył mnie wtedy w kuchni, a ja krzyczałam żeby się pośpieszył. Skończył, dopiero gdy Gabrysia wkładała już klucz do drzwi. Dobrze, że ma brzydki zwyczaj bez przywitania od razu iść do siebie do pokoju, przynajmniej nie musiałam się z niczego potem tłumaczyć. Mieliśmy się spotykać tylko gdy nie było dziewczyn, ale kiedyś pojawił się u mnie wieczorem, całkiem pijany. Mówił, że miał na mnie ochotę i nie odpuści póki się nim nie zajmę. Kazałam mu spierdalać, ale nie szło go przekonać, a sąsiedzi zaczynali się już ciekawić co się działo i co to za facet mnie nachodzi o tak późnej porze. Bałam się, że obudzi dziewczyny, a wiedziałam że pójście z nim będącym w tym stanie do auta to nie był dobry pomysł. Zabrałam mu kluczyki od samochodu i wzięłam swoje, od piwnicy. Zaciągnęłam go na dół i dwa razy sprawdziłam czy nikogo nie było w pobliżu. Zamknęłam nas w środku i zrobiłam to o co prosił, byle się po prostu już odpierdolił. Pamiętam jak był wtedy chamski.
- Wiedziałem, że mi obciągniesz, kurwo - powiedział gdy klęczałam i rozpinałam mu spodnie, a ja sama nie wierzyłam w to, że zamiast go zdzielić w pysk, naprawdę wzięłam w usta jego fiuta. Widać było miał w tym jakąś chorą rację. Potem byłam na niego obrażona i przez jakiś czas się nie widzieliśmy. Aż do tego wieczoru trzy tygodnie później, gdy złapał mnie jak wracałam na swoje osiedle. Zaczął mnie przepraszać, a ja na początku nie chciałam go nawet słuchać. Wydawał się jednak szczery, a ja w końcu uległam i pozwoliłam mu wejść do mnie na herbatę. Zaczęło się rzeczywiście od niej, ale potem znowu zaproponował alkohol. Miałam wtedy ciężki tydzień, chciałam psychicznie odpocząć. Co bądź co, ale potrafił też czasem sprawić żebym się przy nim wyluzowała. Trochę popiliśmy, a ja byłam już lekko wstawiona. W pewnym momencie stwierdził, że miał się spotkać z kolegami, ale nie chciał mnie zostawiać. Nie bardzo miałam ochoty żeby gdzieś z nim iść, pewnie na jakąś imprezę ze dwa razy młodszymi ode mnie gówniarzami. Powiedziałam, że przecież mam wolną chatę i jak jego znajomi będą grzeczni to też mogą przyjść. Uśmiechnął się szeroko i godzinę później byli już z nami jego dwaj koledzy. Byli całkiem mili, na początku może się lekko krępowali, zresztą ja też, ale po wypiciu kilku kolejek szybko nam przeszło. Pamiętam jeszcze jak Damian wyjął zioło i zapytał się czy nie chcę zapalić. Nie robiłam tego od szkoły średniej, ale byłam na tyle bezmyślna, że się zgodziłam. Z początku było fajnie, ale ostatecznie zakręciło mi się w głowie i okazało się, że przesadziłam. A potem się zaczęło...
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz