Rozdział 32
Kolejną godzinę później firmowa impreza - a raczej jej mniej oficjalna kontynuacja - przeszła już w swoją zaawansowaną fazę, a towarzystwo zrobiło się już naprawdę pijane.Obsługująca sąsiadujące loże Ewelina już niemal całkowicie przestała zajmować się jakąkolwiek pracą, a jedynie siedziała, gawędziła, no i oczywišcie piła z obecnymi tam mężczyznami, w zasadzie nie odróżniając się już znacząco od gości. Co prawda sterta pustych naczyń na jej stolikach rosła tam z każdą chwilą, ale na tym etapie chyba nikomu już to szczególnie nie zawadzało. Marta kątem oka dostrzegła, że nawet gruba Karolina dała się namówić na jakiś kieliszek, a polał go jej nie kto inny tylko przystojny blondyn o nietypowym imieniu, którego pamiętała z poprzedniej sali. Tamara zaś wydawała się jednak dość zalatana, a pani Korneli nie było już na sali od dłuższego czasu, więc Marta w pewnym momencie postanowiła, że być może zdoła jej jakoś pomóc. Upewniła się więc że dwie jej własne loże były zabezpieczone, a następnie ruszyła w kierunku swojej koleżanki, chcąc z nią porozmawiać i ewentualnie wspomóc w obowiązkach. Było już po dwudziestej drugiej, a ruszająca już w stronę Tamary Marta kątem oka zobaczyła Andżelikę, która w swojej lśniącej złotej sukience ruszyła w kierunku jednego z korytarzy. “Pewnie idzie do łazienki” - pomyślała. Była już w połowie drogi, kiedy mijając czwarty stolik została potrącona przez gwałtownie wstającego ze swojego miejsca mężczyznę.
- Oj, przepraszam najmocniej - usłyszała, a gdy spojrzała następnie w górę, jej oczom ukazała się uśmiechnięta, przystojna twarz znacznie wyższego od niej faceta oraz jego uśmiech, pełen równych białych zębów, mocno kontrastujących z doskonale wykonturowaną, ciemną brodą.
- Nie się nie stało - wypaliła, robiąc mu miejsce, a on nie spuszczając z niej wzroku żwawo ją wyminął, po czym obrócił się na pięcie i ruszył w swoją drogę, podobnie jak Andżelika ustając w stronę korytarza prowadzącego do łazienek.
Od razu zrozumiała, że był to Robert, czyli gość będący największą szychą na tej sali i ktôry swoją przemową otwierał całą tę imprezę. Chciała już ponownie ruszyć do znajdującej się nie tak daleko Tamary, gdy nagle zwróciła się do niej gruba Karolina, gdy - niespodziewanie szybko i zwinnie jak na swoje rozmiary - znalazła się przy niej.
- Też jesteś pierwszy raz na takiej imprezie? - zapytała, a gdy Marta odwróciła się do niej, zobaczyła że jej twarz była naprawdę zarumieniona.
- Wszystko w porządku? - zapytała odruchowo, z troski.
- Tak, czemu pytasz?
- Nic takiego. Po prostu… jesteś zarumieniona - stwierdziła, choć tak naprawdę powinna użyć stwierdzenia “czerwona jak burak”. Jej twarz wpadała bowiem już wręcz w taki właśnie kolor. Zresztą nie tylko twarz, bo jej obfity dekolt, który teraz podziwiała z bliska, również.
- Oj, aż tak? - zapytała, przykładając dłoń do swojej buzi - Ja… słuchaj… zdradzę ci sekret, tylko nikomu nie mów - zwróciła się do Marty, układając rękę w gest imitujący szept, co było dosyć absurdalne zważywszy, że stały niemal na środku sali - Trochę się napiłam. Z reguły unikam alkoholu, ale ci goście z piątego stolika mnie namówili. Chyba nic mi nie grozi? - zapytała. “To chyba nie był jeden kieliszek” - stwierdziła Marta patrząc na jej mętny wzrok.
- Nie, raczej nie. Nie jesteś jedyna - uspokoiła ją jednak, wskazując stolik przy którym Ewelina, otwarcie i bez żadnych skrupułów, oddawała się alkoholowej libacji razem z kilkoma, również już pijanymi, mężczyznami.
- Oj… a to dobrze, bo już się bałam że tylko ja się dałam namówić - zaśmiała się Karolina, niezręcznym chichotem, a Marta z grzeczności go odwzajemniła.
Rozmawiały jeszcze przez chwilę, a z każdym zdaniem dziewczyna utwierdzała się w przekonaniu, że jej puszysta koleżanka chyba przesadziła tego wieczoru z alkoholem. Być może nie miała wcześniej z nim wiele doświadczenia. Nie wyglądała w końcu na jakąś impezowiczkę
- Oj, chyba ktoś coś upuścił - stwierdziła Karolina w pewnym momencie, a gdy Marta podążyła wzrokiem za jej grubym palcem zobaczyła granatowy portfel znajdujący się na podłodze za nią za nią.
Podeszła i podniosła zgubę. Rozejrzała się wokół, ale przy najbliższym stoliku nie było żadnych gości, gdyż chyba właśnie przebywali oni na palarni.
- To tego pana Roberta. Widziałam wcześniej jak coś do niego chował - oznajmiła Karolina, a gdy to stwierdziła, znacząco się zbliżając by przejrzeć się granatowemu przedmiotowi, to Marta poczuła woń alkoholu z jej oddechu oraz zapach delikatnie spoconego ciała. Mimowolnie je wzrok przyciągnęły krople potu na obfitym dekolcie nastolatki. Szybko jednak odwróciła od niej wzrok.
“Musiał go upuścić, gdy się mijaliśmy” - stwierdziła w myślach.
Uznała, że skoro wie gdzie się udał to lepiej od razu tam pójdzie i odda mu ten portfel. Przeprosiła Karolinę i udała się w stronę korytarza prowadzącego do łazienek. Ustała przed drzwiami do męskiej ubikacji i czekała, aż Robert opuści pomieszczenie. Tak się jednak nie stało i po kilku minutach zaczęła się zastanawiać czy rzeczywiście tam był. Zawołała, próbując zwrócić jego uwagę, ale nie dostała odpowiedzi. Wtedy zwróciła uwagę że spod drzwi nie przebijało się żadne światło. Uchyliła lekko drzwi i zrozumiała, że łazienka była pusta, co potwierdziło się również w przypadku tej damskiej. Wróciła na korytarz i wtedy zauważyła, że oświetlone był jednak inne przejście, na które wcześniej nie zwróciła uwagi. Stanowiło ono kolejną odnogę korytarza, a gdy ruszyła powoli w tamtym kierunku. po krótkiej chwili przemierzała już hol, pełny ponumerowanych gabinetów. Ostatnie drzwi po prawej były lekko uchylone, a z luki przebijało się światło. “Musi tam być” - stwierdziła. Zbliżyła się do drzwi i ostrożnie wkroczyła do pomieszczenia. Było bogato urządzone i myślała, że to właściwy gabinet, ale dopiero po chwili uświadomiła sobie, że była to dopiero poczekalnia, a właściwa część pomieszczenia znajdowała się dalej, za wąskim przejściem. Ruszyła powoli w jego kierunku, a gdy już chciała zawołać go po imieniu usłyszała głos. Nie należał jednak do niego.
- No i co, Robercie? Powiesz mi w końcu czemu chciałeś być ze mną sam na sam?
Głos należał do kobiety, a gdy Marta wychyliła się zza rogu zobaczyła jej nieskazitelny, zadbany uśmiech kobiety. Oparta o wysokie hebanowe biurko właśnie odwróciła się i uśmiechnęła do elegancko ubranego mężczyzny. Z racji tego, że była ubrana w wyjątkowo rzucającą się w oczy złotą sukienkę, nie mogła pomylić jej z nikim innym.
- Nie udawaj głupiej. Wiesz, że mi się podobasz - odpowiedział jej facet, skracając jednocześnie dzielący ich dystans.
Jego kunsztowny garnitur dopełniała nienagannie ostrzyżona fryzura, której boki płynnie przechodziły w stylową, krótką brodę. Marta widziało go już kilkukrotnie tego wieczoru, ale dopiero teraz, obserwując go z tej optymalnej odległości, była w stanie docenić to jak bardzo był przystojny. Początkowo chciała już go zawołać i zwrócić jego uwagę, ale charakter ich rozmowy nieco zbił ją z tropu i spowodował, że zastygła w bezruchu.
- Nie tylko tobie. Widziałam jak na mnie patrzyli twoi koledzy - uśmiechnęła się, tym razem bardziej sugestywnie - Ale to nie jest odpowiedź - dodała po chwili, przekrzywiając głowę.
- Z taką dupą nie możesz ich winić. Żaden by cię nie przepuścił.
Marta sama wzdrygnęła się na słuch tak wulgarnych słów, które z siebie wyrzucił. Podobnie zareagowała kobieta.
- Obsceniczny jesteś, wiesz? - skarciła go - Tak to możesz mówić do swoich sekretarek. Albo tych kurewek z obsługi - odpowiedziała. Mowa jej ciała dawała znak, że się lekko zdenerwowała. Mimo tego jej twarz, a przede wszystkim jej oczy nieprzerwanie świdrujące wyższego od niej Roberta poddawały w wątpliwość to, że się jakoś szczególnie oburzyła.
- Wiesz, że nie miałem nic złego na myśli - zaczął się tłumaczyć mężczyzna, choć ton jego głosu nie zdawał się być bardzo apologetyczny - Zresztą nasza obsługa jest bardzo profesjonalna.
- Słyszałam jak szeptali, że ta wysoka brunetka, już ponoć obciągnęła dzisiaj kutasa.
“Czyli to prawda” - pomyślała Marta, wspominając to jak Ewelina wychodziła gdzieś z mężczyzną, który ją wcześniej obmacywał oraz komentarze na jej temat.
Robert zaśmiał się, po czym sięgnął do jednej z kieszeni swojej marynarki.
- Jednego na pewno - stwierdził, z szyderczym uśmiechem - Chłopak już wrzucił filmik na grupę - Marta zobaczyła jak mężczyzna wyjął telefon, odblokował go i po kilku kliknięciach skierował ekran w stronę kobiety z którą rozmawiał.
- Ja pierdolę, ale zatrudniacie szmaty - wypaliła, po kilkunastu sekundach niemej obserwacji - Ile ona ma lat? - zapytała, a jej twarz wykrzywiła się w wyrazie odrazy - Pewnie nawet nie ma dwudziestu. Burdel tu sobie robicie, jesteście niepoważni.
- Może sobie dorabiać jak chce, to nie jest nielegalne. Zresztą to nie moja sprawa kogo zatrudnia się na jakieś śmieszne szeregowe stanowiska - wytłumaczył.
- No tak, pan prezes zajmuje się tylko poważnymi wyborami - rzuciła sarkastycznym tonem - Jak choćby tym` kogo obsadzić na regionalnego - dodała po chwili, patrząc na niego.
- Tak, to leży w mojej gestii - ponownie się uśmiechnął - Wiem też, że jesteś jednym z kandydatów.
- No jestem, i co z tego? - ponownie skonfrontowała się z nim wzrokiem, lecz teraz jej oczy były jakby bardziej drapieżne - Liczysz, że zaraz uklęknę i też ci obciągnę, tylko po to żebyś mnie wybrał? - zapytała, krzyżując ręce.
- Prawdę mówiąc liczyłem na coś więcej - odpowiedział powoli do niej podchodząc.
Następnie stało się coś co wstrząsnęło zarówno nią jak i Martą, która to skrycie wszystko o serwowała. Robert szarpnął Andżeliką i odwrócił ją tyłem do siebie, nie omieszkując przy okazji położyć ręce na jednej z piersi, na której bezceremonialnie zacisnął swoją dłoń. Kobieta jęknęła i lekko przestraszona wyraźnie się napięła, zaskoczona jego nagłą brutalnością. Marta również była niebywale zdumiona takim obrotem wydarzeń i przez chwilę aż wstrzymała oddech oczekując na dalszy rozwój wydarzeń. Spodziewała się, że Andżelika zaraz zacznie się szarpać, a przynajmniej wydrze się na niego pytając jak śmiał coś takiego zrobić. Czekała więc przez dłuższą chwilę obserwując reakcję kobiety, zastanawiając się czy sama nie powinna jakoś zainterweniować. Do niczego jednak nie doszło. Owszem, kobieta położyła dłoń na jego ręce, a nawet ją lekko odsunęła, co też przyblokowało Robertowi możliwość dalszego eksplorowania jej ciała. Nie uczyniła jednak nic poza tym. Wciąż była oparta o hebanowe biurko, a on przylegał do jej pleców i bioder. Po chwili, robiąc to na tyle powoli żeby chyba dać sobie dodatkowy czas na przemyślenia, odwróciła do niego głowę i kontynuowała rozmowę.
- Taki jesteś siebie pewny? - zapytała, a na jej twarzy Marta nie zobaczyła uśmiechu, ale też ani grymasu złości - A co na to twoja narzeczona? Jak jej było… Dominika? - zapytała, a u Roberta, w przeciwieństwie do Andżeliki, przez chwilę można było zobaczyć wyraz zaskoczenia i konsternacji - Nie przeszkadza jej jak sobie tak działasz na służbowych wyjazdach? - zapytała, lekko z niego drwiąc.
Robert wydawał się odrobinę wybity z rytmu, ale trwało to jedynie krótką chwilę. Jego brwi się zmarszczyły, a rysy dały znać że mocno przez moment coś kalkulował. Sekundę później, jak gdyby nigdy nic, ponownie był już tym panującym nad sytuacją prezesem, którego Marta widziała przez cały wieczór. Tym samym, a jednak teraz pozbawionym jakiejkolwiek maski sztuczności.
- A twojemu chłopakowi nie wadzi to jak dostałaś ostatni awans, co? - odgryzł się, zgryźliwym tonem i teraz to twarz Andżeliki ogarnął wyraz konsternacji - Czy może raczej powinienem powiedzieć “za co”? Myślisz, że Waldek nikomu się nie pochwalił? Znałem go całkiem dobrze, a on nieco mi o tobie opowiedział jak się ostatnio u niego widzieliśmy.
- Tak? Nie wierz we wszystko co paplają. Zwłaszcza faceci - odpowiedziała, próbując zbić go z tropu. On jednak nie wydawał się przekonany.
Marta wyraźnie widziała, że w jakiś sposób ją tym zaskoczył. Jej nerwowa reakcja była mimowolna i słabo ją zatuszowała. On zaś że poczuł krew i wyglądało na to, że już jej nie odpuści.
- Akurat on nigdy nie był skłonny do przesady. Nie w tej kwestii. Zresztą powiedz mi, jak go do tego nakłoniłaś? Wiem, że się tym naraził kilku osobom. Musiał mieć powód.
- Po prostu jestem dobra - stwierdziła nonszalancko, teraz już mocniej odsuwając jego dłoń, która wcześniej, gdy była zaskoczona, niepostrzeżenie stopniowo zaczęła zapuszczać się już pod dekolt jej złotej sukienki.
- Nie okłamuj mnie! - podniósł na nią głos, jednocześnie bardziej się do niej zbliżając, a po chwili ku szokowi kobiety - a także Marty - złapał ją za szyję.
- Tego jednego nie znoszę - stwierdził, ściskając swoją dłoń.
Teraz Marta już naprawdę szykowała się do wkroczenia, ale czekała z tym na tyle długo, że widząc reakcję kobiety, zrozumiała że nie użył jednak przy tym większej siły. Jedynie podniósł jej głowę, zbliżając jednocześnie swoją własną twarz do jej zgrabnej szyi - Wiesz, że widziałem nagranie z twojej rozmowy kwalifikacyjnej do filii? Wtedy już chyba byłaś z tym twoim chłopaczkiem, co? - zapytał, gdy jego usta muskały i przesuwały się po jej ciele.
Oczy Andżeliki wyraźnie się teraz rozszerzyły, nawet znacznie bardziej niż miało to miejsce chwilę wcześniej. Na jej twarzy, nawet pomimo mocnego makijażu, dało się przez chwilę zauważyć zmarszczki spowodowane jej zaskoczonym wyrazem. Przez chwilę ewidentnie upuściła maskę świętującej sukces, niewzruszonej niczym menedżerki i można w niej było zobaczyć przestraszoną kobietę tracącą grunt pod nogami. Milczała przez kilka sekund, by potem przerwać ciszę, mówiąc już mniej przyjaźnie, tonem gwałtowniejszym, ale i odczuwalnie bardziej szczerym.
- Skoro wszystko wiesz, to po chuj pytasz? - jej głos wyraźnie sugerował, że była tym już oburzona.
W głowie Marty pojawiła się myśl, że być może zareagowała tak konkretnie na myśl o istniejącym nagraniu. W jakiś sposób to rozumiała. Sama w końcu miała podobne doświadczenia. Pamiętała swój własny szok gdy dowiedziała się o nagraniach z imprezy u Fabiana i na jakiś sposób współczuła teraz Andżelice.
- Dawałaś mu dupy? - zapytał obscenicznie Robert, a Marta poczuła jakieś niewytłumaczalnye dla siebie samej uczucie. Był to dysonans wynikający z tego jak elegancko oboje byli ubrani, jaki mieli status i prestiż, a jednocześnie jak język, którego używali nie różnił się wcale od tego, który znała ze swojego podwórka.
- To była jednorazowa akcja. Nie jestem niczyją kurwą. Nawet jego - tłumaczyła się.
- To jakim cudem zrobił cię menedżerką? Liczył na powtórkę? Zaproponował ci za to awans? - pytał natarczywie, a Marta zobaczyła, że z obsesją wpatrywał się w dekolt kobiety, który z racji tego jak blisko niej teraz się znajdował zdecydowanie sporo mu ukazywał.
Kobieta ciężko westchnęła i przez moment było widać, że toczy ciężką walkę ze swoimi wewnętrznymi myślami. W końcu wzięła głęboki oddech, po którym zdobyła się jednak na wyznanie.
- Chciał mnie zerżnąć w tyłek - usłyszała Marta, a dysonans jaki w wcześniej odczuwała tylko się nasilił - Wtedy mu nie pozwoliłam, a dobrze wiedział że to była jego ostatnia szansa przed emeryturą by się do mnie dobrać - wytłumaczyła, patrząc na niego już nie swoim pewnym siebie, świdrującym wzrokiem, a raczej spojrzeniem kogoś na skraju przegranej. On natomiast podniósł brwi w lekkiej konsternacji.
- Nie mam powodów by ci nie wierzyć - odrzekł za moment, przejeżdżając dłonią po jej zgrabnym tyłku, ciasno opiętym przez materiał złotej sukienki - Słyszałem od Tomka, że ma taki fetysz, a to naprawdę sporo tłumaczy - powiedział, podziwiając jej kształty - Powiedz mi, często tak robisz?
- Co takiego? - zapytała się, rozszerzając oczy i podnosząc brwi.
- Często się wypinasz dla kariery - wyjaśnił.
- Nie często - odburknęła obrażonym tonem, odwracając głowę.
On jednak ponownie wyciągnął swoją dłoń i teraz chwytając za jej podbródek znów ją do siebie odwrócił, zmuszając ją by popatrzyła w jego oczy.
- Czyli kiedy? - kontynuował natarczywie, starając się ją zdominować.
Przez chwilę chciała się wyrwać i ponownie odwrócić wzrok, ale była zbyt słaba. Głównie fizycznie, ale gdy Marta popatrzyła w jej to oczy nie miała wątpliwości, że ulegała mu już także mentalnie. Znała ten wzrok i mowę ciała w zasadzie z autopsji, gdyż w postawie jaką przybrała teraz Andżelika widziała obraz samej siebie, stojącej w progu mieszkania Fabiana i rozważającej swoje alternatywy w sytuacji zawoalowanego szantażu jakiego doświadczyła. “Nie, to coś innego” - uznała jednak po chwili. Ona była ofiarą swojej sytuacji, Andżelika zaś sama się do tego przyczyniła. W końcu przyznała, że zrobiła to co zrobiła, by dostać jakąś tam posadę. I to nie raz, tylko dwa. W dodatku będąc w związku. “To coś innego” - uznała.
Swoją drogą to, że on miał na nią cholerną ochotę było oczywiste. Ona jednak też była podmiotem tej sytuacji i widząc jej zachowanie odczuwała, że nie była to bynajmniej jednostronna reakcja i przyciąganie. Takie bowiem miała wrażenie, gdy widziała jak na niego patrzyła.
- Kiedy trzeba - wyszeptała, gdy jego kciuk gładził jej usta.
- Oj, teraz być może będziesz musiała to robić częściej - powiedział szyderczo, lekko rozmazując jej szminkę.
W tym momencie Marta aż podskoczyła, gdy Andżelika gwałtownie odwróciła się, wyszarpując z ucisku Roberta i stanęła do niego frontem, w konfrontującej postawie, a następnie wybuchła na niego gniewnym tonem.
- Słuchaj, kurwa, znam swoją wartość. Może musiałam dać dupy żeby pokierować filią, ale miałam najlepszy wynik w kraju i nikt mi tego nie zabierze - wydarła się na tyle głośno, że absurdalnie aż sama podsłuchująca dziewczyna wystraszyła się, że ktoś mógłby coś z tego usłyszeć - Wiem czego chcę i na co mnie stać. Jak zostanę regionalną to po roku wszystkie te chujki, takie jak ten Tomek, będą mi lizać buty! - wyrzuciła z siebie, gniewnie na niego patrząc.
- Jak zostaniesz? To nie jest pewne - Robert parsknął w odpowiedzi, zachowując znacznie niższy, spokojny ton.
- Pewne jest tylko to, że ty chcesz mnie zerżnąć, a ja chcę tego awansu.
Marta parsknęła cicho pod nosem, uznając że w zasadzie doskonale podsumowała tę sytuację. Na twarzy mężczyzny stopniowo pojawił się lekki uśmiech.
- Świetnie, czyli stawiamy sprawę jasno - wypalił - No i co w związku z tym?
Andżelika spuściła wzrok w podłogę i wzięła głęboki oddech, zapewne starając się zebrać się w garść i jakoś odnaleźć w tej sytuacji.
- Możemy się dogadać. Znam dobry, dyskretny hotel niedaleko stąd - zaproponowała. - Możemy się tam udać niedługo, zaraz po imprezie.
- Przecież mamy pokoje na górze - zauważył.
- Nie bądź głupi. Chcę być ostrożna - odpowiedziała, z obsceniczną miną.
- Twój narzeczony nie będzie na ciebie czekał? - zapytał z szelmowskim uśmieszkiem.
- Nie, nie będzie, jestem w Warszawie sama. Jeśli jednak jeszcze raz o nim wspomnisz, to wiesz że skończę nasz układ - pogroziła mu, wskazując na niego ozdobionym złoto-czarnym lakierem palcem - Żadnej prywaty, tylko ty i ja. Albo się tak dogadamy, albo spierdalasz do tych swoich kurewek z obsługi - postawiła mu ultimatum.
- Dogadamy się - potwierdził mężczyzna, a na twarzy kobiety wreszcie pojawił się niewielki uśmiech. Nieco sztuczny, ale zapewne wynikający z postawienia mimo wszystko na swoim, przynajmniej w jakimś stopniu.
Andżelika odsunęła się i przez chwilę Marta zaczęła wpadać w panikę spowodowaną totalnym brakiem planu na taki rozwój wydarzeń. Nie mogła przecież pozwolić się jej zobaczyć bo jasne jak słońce byłoby to, że ich podsłuchiwała. W panice zaczęła się więc rozglądać za jakąś kryjówką, a gdy jej nie znalazła to zaczęła rozważać po prostu rzucenie się w ucieczkę biegiem. Z tej patowej sytuacji wyratował ją jednak Robert.
- Nie tak szybko, pani menedżer filii - usłyszała Marta - Najpierw uklękniesz.
Marta zamarła w bezruchu, czując przyspieszone bicie swojego serca, a po chwili ostrożnie zajrzała powoli do pomieszczenia. Ujrzała tam jak trzymał ją za rękę, blokując jej wyjście. Wzrok Andżeliki dawał wyraźnie do zrozumienia, że nie do końca dotarło do niej to co do niej powiedział.
- Chyba ci się coś pomyliło. Powiedziałam, że pójdziemy do hotelu - przypomniała, niepewnym głosem.
Robert zignorował jednak jej konsternację i łapiąc ją samemu za jej idealnie wyprostowane słomiane włosy, zaczął sprowadzać ją na kolana. Zaskoczyło ją to na tyle, że nie miała kiedy zaprotestować. Po chwili już klęczała, a wyraz jej twarzy dalej wyrażał szok. On jednak jak gdyby nigdy nic, po prostu zaczął rozpinać swój pasek, a następnie rozporek swoich spodni, a po chwili Marta zobaczyła już białe bokserki, które wypełniało sporej wielkości wybrzuszenie.
- Na co czekasz? Chcesz ten awans? - zapytał, drwiąco.
- Kurwa, powiedziałam ci że pójdziemy do hotelu - zagrzmiała w odpowiedzi.
- No i pójdziemy - potwierdził - ale najpierw sprawisz, że poczuję się jak Waldek, kiedy prosiłaś go by cię zatrudnił.
- Chyba cię popierdoliło. Myślisz, że jestem dziwką, ja te wasze paniusie z obsługi?
Marta poczuła lekkie ukłucie, w jakiś sposób będąc personalnie dotkniętą jej pytaniem.
- Serio chcesz udawać cnotkę? - zapytał kpiąco, szczerząc do niej równe, białe zęby.
Andżelika lekko się zakłopotała, zapewne czując absurd swojej sytuacji, a widząc jej poniżenie i to jak zmusił ją do pokory Marta sama lekko się uśmiechnęła. “Szmata ma się za lepszą od nas, a sama poleruje w ustach fiuty, byle dostać awans” - pomyślała.
- Mam to zrobić tutaj? - zapytała drżącym głosem, próbując wstać.
- Miejsce jak każde inne - stwierdził, naciskając dłońmi na jej barki i powstrzymując jej próbę.
- Nie możesz poczekać aż będziemy w hotelu? - zapytała, teraz już całkiem błagalnym głosem, zupełnie niepodobnym do tego przebojowego i pewnego siebie sposobu wypowiedzi jakim posługiwała się wcześniej.
- Bierz się do roboty, albo naprawdę mnie wkurzysz. Może i wezmę sobie dziewczynę z obsługi, ale uwierz mi, że ty już nie dostaniesz tej posady - zagroził, a Marta musiała przyznać, że zabrzmiał naprawdę przekonująco.
Andżelika dwukrotnie przesunęła wzrok pomiędzy jego twarzą i odsłoniętej bieliźnie, a po dłuższej chwili w powietrzu niepewnie uniosła się jej drobna dłoń, tak by po chwili wylądować na znajdującym się przed jej twarzą, ciągle rosnącym wybrzuszeniu. Marta z ekscytacją obserwowała jak ubrana w niesamowicie elegancką złotą sukienkę kobieta, ciągle klęcząc powolnym ruchem odgięła jego bokserki, spod których na widok wyskoczył gładko ogolony fiut. Oczy nastolatki, zresztą podobnie jak i kobiety, natychmiast się na nim zawiesiły. Nie stał jeszcze w pełni, ale wyraźnie już się podnosił.
“Kurwa, nie powinnam tego oglądać” - zauważyła Marta. Coś jednak nie pozwoliło jej oderwać oczu od tej sytuacji. Po części była to jakaś chora, kompulsywna ciekawość. Ale był też coá jeszcze… coś innego… “Podniecenie?” - zapytała samą siebie - “Czy ja się podnieciłam?”.
- A teraz otwórz usta - kciuk mężczyzny odnalazł kącik wymalowanych czerwoną szminką ust Andżeliki i odgiął jej dolną wargę, rozmazując jej szminkę jeszcze bardziej. Szczęka kobiety powoli się rozchyliła, otwierając usta i prezentując nieskazitelnie białe, zadbane zęby.
Kobieta, nieprzerywając kontakty wzrokowego, powoli rozsunęła swoje usta, a kciuk Robert dotknął już nawet jej odsłoniętego przez to języka.
- Właśnie tak, chcę zapamiętać ten widok - wyznał, wyraźnie rozkoszując się władzą jaką w tej chwili posiadał.
Ona jedynie milczała, klęcząc i patrząc to na jego zadowoloną twarz, to na jego wchodzącego już w stan erekcji penisa. Po chwili jednak zniecierpliwiony spojrzał na nią i lekko kiwnął głową, dając jej znać, że powinna zabrać się już do działania. Marta zobaczyła jak Andżelika, po chwili wahania, zbliżyła lekko usta do stawającego już na baczność kutasa, a jej wargi przylgnęły do jego trzonu.
- O tak - zachwycił się facet i zaraz głośno westchnął, gdy język kobiety lekko otarł się o jego przyrodzenie.
Trwało to przez krótką chwilę. Jego kutas ocierał się o jej pięknie umalowaną twarz, nawet lekko rozmazując jej makeup, a ona pieściła go swoimi ustami i delikatnymi ruchami języka.
- A teraz bierz go w usta - rozkazał jednak po chwili.
Andżelika ponownie zastygła, wyraźnie czując kolejną psychiczną barierę. Marta doskonale jednak wiedziała, że było już teraz zdecydowanie zbyt późno by się z tego wycofała. Dlatego nie zdziwiła się, gdy po chwili zawahania kobieta uniosła się na kolanach lekko wyżej, podniosła głowę i rozszerzyła usta, które opadając zaraz po tym, zacisnęły się na główce stojącego kutasa.
- Tak, szmato - zasapał Robert, z błogim wyrazem twarzy - To znaczy, pani prezes - dodał po chwili, gdy głowa kobiety zdążyła już kilkakrotnie wykonać płytki ruch w górę w dół, a do uszu Marty dotarł znajomy, wilgotny dźwięk.
Myślisz, że jesteś śmieszny? - usłyszała, gdy kobieta gwałtownie wypuściła fiuta z ust, kierując swoją twarz w górę, ku niemu.
- Nie sil się na gadkę, tylko ssij - ten jednak zripostował, wbijając jej tym kolejną szpilę.
Popatrzyła na niego gniewnie, ale po i tak chwili ponownie wróciła do tego co robiła, ulegając mu.
- Taaak, właśnie tak - wyjęczał, zadowolony z takiego obrotu sytuacji.
Marta zauważyła, że ruchy kobiety, z początku płytkie i niemrawe, stopniowo stawały się głębsze i bardziej energiczne. Penis Roberta, który stał już na baczność był pochłaniany przez jej usta w coraz większym stopniu, a on miał z tego nieukrywaną frajdę. W pewnym momencie, kobieta łapiąc oddech wypuściła go z ust, a nastolatka mogła przyjrzeć mu się w całej okazałości. Nawet w słabym świetle pomieszczenia świecił się od jej śliny. Marta zauważyła, że był spory. Nie tak wielki jak choćby kutas Adama, na którym jej oralne wyczyny uczyniły z niej mini-gwiazdę porno w jej niewielkim mieście. Nie był nawet tak duży jak ten Damiana, który kiedyś wypełnił jej niedoświadczoną, dziewiczą buzię po brzegi i sprawił, że potem jego dwaj, znacznie drobniejsi koledzy wydali się w porównaniu do niego tak łatwi w obsłudze. Był jednak spory, ponadprzeciętny i gdzieś mniej więcej rozmiarów Rafała oraz Piotrka, którzy kiedyś zaszantażowali ją - chodź oni pewnie użyliby słowa namówili - i przekonali by im obciągnęła. Nawet dzisiaj pamiętała jak bardzo zmęczona była jej buzia po zaledwie kwadransie zajmowania się nimi dwoma. Również to jak starała się za pomocą swoich warg oraz języka zrobić wszystko w jej mocy, by przyspieszyć ich finisz. Po pierwsze aby oszczędzić sobie bólu w szczęce, po drugie by nie nie przegrać mentalnej walki i nie pójść łatwiejszą ścieżką, dając im do zabawy inną swoją dziurkę. Patrzyła teraz jak Andżelika ponownie zassała fiuta Roberta i zabrała się do pracy. Teraz trzymała go ręką, palcami ozdobionymi złoto-czarnymi paznokciami przyszpilając go w miejscu tak by nie mógł wywinąć się jej pieszczotom. Jej dłoń również się poruszała, gładząc go, ale przede wszystkim harmonijnie nadając rytm jej ustom, które zaciśnięte na kutasie jeździły już gwałtownie po niemal całej jego długości. “Ssie mu jak rasowy lachociąg” - pomyślała Marta.
Rzeczywiście, już po kilku minutach niewiele pozostało z tej nieśmiałej kobiety, która miała opory by w ogóle wyciągnąć go na wierzch, a tym bardziej wziąć go w usta. Teraz obciągała mu tak gwałtownie i z takim zaangażowaniem, że aż widziała zaskoczenie przebijające się przez euforię dominującą na twarzy Roberta. Sposób w jaki to robiła zdawał się być jednocześnie naturalny, niczym u kobiety która po prostu chce sprawić jak najwięcej rozkoszy swojemu partnerowi, jak i wynikający z doświadczenia, wręcz wyćwiczony, niczym u dziwki która dojenie kutasów ustami sprowadziła do poziomu pracy na akord.
Przemyślając sprawę i patrząc jak dobrze Andżelika sobie teraz radziła, Marta miała wrażenie od początku miała taki zamiar. Zapewne chciała po prostu poczekać z tym do skrytej wizyty w hotelu, którą przecież sama mu zaoferowała. Tutaj początkowo grała niewinną, ale już wtedy oferując mu taki wspólny wypad musiała zakładać, że tej nocy będzie musiała zostać dla niego zwykłą kurwą i narzędziem do ulżenia sobie. Po prostu pokrzyżował jej plany i na przekór im zmusił do przyspieszenia tego nieuchronnego ciągu wydarzeń. Na moment przez głowę Marty przewinęła się też myśl o rzekomym narzeczonym Andżeliki. Zapewne nie ucieszyłby się gdyby do jego wiedzy dotarła wiadomość o tym jak jego kobieta, być może przyszła żona, właśnie załatwiała sobie awans. Do tego z tego co wywnioskowała z ich wcześniejszej rozmowy nie był to pierwszy taki incydent w jej karierze. Również zaspokajany przez nią Robert miał najwidoczniej jakąś partnerkę. “Oboje są siebie warci” - pomyšlała. Mimo wszystko nie była w stanie oderwać od nich wzroku.
Obserwując teraz Roberta musiała ponownie przyznać, że naprawdę był kurewsko przystojny. Czuła własne narastające podniecenie. Nie był to pierwszy raz, gdy kogoś podglądała w tej sytuacji. Nie chciała tego przyznać, ale zawsze ją to kręciło. Wizja obserwacji czegoś, czego nie powinna. Jej umysł stopniowo zaczynał zalewać się irracjonalnymi pytaniami i fantazjami. Czy często zmuszał kobiety do tego by tak go zaspokajały? Wyglądał przecież tak dobrze i był majętny, taki facet jak on z pewnością nie miał problemów by znaleźć takie, których nawet nie musiał o to prosić. Może po prostu kręciła go wizja władzy i sam fakt, że był zdolny kogoś do tego zmusić. Zastanawiała się czy robił to wyłącznie z innymi kobietami o podobnym do Andżeliki statusie, czy może nie ograniczał się tylko do takich, będąc mniej wybrednym? Natychmiast zastanowiła się czy Ewelina z obsługi też go kiedyś tak obsługiwała. Pytań było wiele, ale ostatecznie się zawęziły i sklaryfikowały, zaczęła bowiem myśleć o sobie. Czy ona sama też umiałaby mu tak obciągać? Może gdyby się postarała dałaby radę zrobić to nawet lepiej niż przyszła pani prezes? Miała w końcu pewne doświadczenie. Filmik który krążył po szkole, ten na którym robiła loda Adamowi w jego samochodzie, był na ustach jej rówieśników przez dłuższy czas nie bez powodu. Owszem, było jej wtedy wstyd, ale to że tylu chłopców, a nawet mężczyzn, masturbowało się do tego nagrania marząc o tym by to oni byli na jego miejscu, sprawiało że była z tego też w jakiś sposób dumna. Może nie powinna, ale tak się czuła. Zastanawiała się co by się stało gdyby tego wieczoru Robert to ją wyciągnął gdzieś na bok, odsuwając od jej obowiązków i zagadując, a z czasem nawet podrywając. Wylądowali by gdzieś samemu, tak jak on z Andżeliką. Nadawałby jej makaron na uszy, obiecywał lepszą posadę i pieniądze, a nawet karierę. Być może by go przejrzała i szanując się odmówiła, a potem odeszła wracając do pracy. Ale być może ostatecznie skończyłaby tak samo - klęcząc i siorbiąc jego pałę jak ostatnia dziwka, starając się mu zaimponować i przypodobać.
Tak było w przypadku Andżeliki, która wydając wilgotne mlaskanie, pucowała ustami fiuta Roberta na tyle skutecznie, że jego twarz w pewnym momencie przybrała błogi wyraz dający znać o zbliżającym się orgaźmie. Marta z zaciekawieniem obserwowała rozwój sytuacji i spodziewała się już, że za moment zobaczy nerwowe spazmy osiągającego już spełnienie mężczyzny, lecz nagle Andżelika wypuściła kutasa z ust, przerywając pieszczoty. Rozluźniła także swoją dłoń a nabrzmiały, wilgotny od śliny członek z plaskiem uderzył w jego płaskie podbrzusze.
- Czemu przerwałaś? - spytał zaskoczony Robert, zdyszanym głosem.
- Wracamy na salę. Za długo nas nie ma - wytłumaczyła Andżelika, szybko powstając z kolan.
- Minuta więcej nie zrobi różnicy.
- Wiem, że masz na mnie ochotę - odpowiedziała, ponownie wciągając bokserki na jego biodra i chowając w nich jego członka - Ja też się nakręciłam, ale poczekamy do hotelu.
Robert nie wyglądał na totalnie przekonanego, ale jednak jej uległ. Widocznie obietnica dalszej zabawy mu wystarczyła. Po chwili oboje poprawiali już swoje ubrania i właśnie wtedy Marta zrozumiała, że musiała natychmiast zadziałać. Podglądając ich znowu totalnie zapomniała o szukaniu ewentualnej drogi ucieczki, która umożliwiłaby jej uniknięcie przyłapania na gorącym uczynku. Oni zaś niewątpliwie szykowali się do powrotu na salę i gdyby natknęli się na nią w tym ślepym zaułku to mogłoby to zrodzić niewygodne pytania. Niewiele myśląc po prostu odwróciła się w tył i - dalej z portfelemem w ręku - starając się zrobić to jak najciszej, ruszyła szybkim krokiem w drogę powrotną. Pokonując hol, wydawało się jej że była wystarczająco skryta, a po chwili mijała korytarz prowadzący do łazienek. Światło w nich dalej się nie świeciło i zaraz pokonując ostatni zakręt, ponownie wychodziła już na salę z lożami. Tam niespodziewanie wpadła na nią jakaś postać.
- Oj ostrożnie, dziewczyno. Nie chcemy się uszkodzić - zwróciła się ona do niej, gdy niemal się zderzyły.
Była to kobieta około pięćdziesiątki. Miała na sobie elegancką czarną garsonkę, a Marta po chwili zrozumiała, że pamiętała ją ze sceny, na której kilka godzin wcześniej stała w jednym szeregu razem z Andżeliką oraz Tomkiem. Jej twarz wyglądała na odrobinę zmęczoną, ale wzrok miała bardzo wyraźny. “Chyba nic nie piła bo wygląda na trzeźwą” - pomyślała, zaskoczona tym faktem, gdyż spodziewała się, że na tym etapie już wyłącznie ona i być może Tamara, niczego tego wieczoru jeszcze nie wypiły.
- Czy coś się stało? Jesteś taka… zarumieniona na twarzy? - zapytała ją kobieta, wnikliwie się w nią wpatrując.
Marta znieruchomiała, nie wiedząc jak się zachować. Nie mogła przecież przyznać się do tego czego była świadkiem. Z każdą sekundą jej milczenia kobieta robiła się jednak coraz bardziej podejrzana, co tylko potęgowało nerwowość u nastolatki. W pewnym momencie dojrzała ona granatowy portfel, przedmiot który ją tu skierował i który Marta cały czas miała w ręce.
- Czy to… portfel? - zapytała, lustrując go wzrokiem, który po chwili przeniosła z powrotem na jej twarz.
- Ja… to nie tak, ja go znalazłam i… - zaczęła załamującym się głosem, starając się wytłumaczyć.
- O nic cię nie oskarżam, ja… - odpowiedziała kobieta, ale przerwała zdanie w połowie gdy w korytarzu za Martą, ze stukotem butów, pojawiły się kolejne postacie.
- Witaj, Moniko - Marta usłyszała głos za sobą i bez problemów rozpoznała, że należał do Roberta. Nie mógł to być nikt inny, był to w końcu ślepy zaułek, a łazienki które mijała wydawały się puste.
- Witaj Robercie… i Andżeliko - odpowiedziała kobieta, dość chłodnym tonem.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza, którą w końcu przerwał mężczyzna.
- Cóż… wracajmy na salę. Zapewne szukasz łazienki. Nie zatrzymujemy cię.
Dokładnie, niedługo wracam do Katowic i chciałam przed tym jeszcze skorzystać a ubikacji.
- A ty, młoda damo, nie powinnaś być na sali? - Robert zwrócił się do Marty, a ona widząc jego przenikliwy wzrok ponownie się zaniepokoiła.
- Ja… ja mam… ten, no… - wydukała, nieporadnie, podnoszac rękę z portfelem.
Mężczyzna przyjrzał się jej nieco mocniej i przez chwilę miała obawę, że jakimś cudem zaraz przejrzy fakt, że wcześniej ich podglądała. Z tarapatów wyratowała ją jednak Monika.
- Chyba znalazła twój portfel. Musi należeć do ciebie bo taki obrzydliwy kolor widziałam tylko na aucie, którym przyjechałeś.
- Ha, rzeczywiście - rozszerzył oczy, klepiąc się po pustej, tylnej kieszeni spodni - Mam szczęście, że upuściłem go tutaj.
- Uciekam na salę. Niedługo muszę wracać do hotelu - wtrąciła się Andżelika, chłodnym tonem - Moniko, Robercie - przeprosiła ich, zwracając się do nich po kolei i patrząc w ich oczy, zapewne starając się dopełnić wymogów kultury. Przez moment spojrzała również na Martę, ale do niej się nie odezwała. Następnie powolnym krokiem ruszyła z powrotem na salę, stukając w podłogę obcasami swoich złoto-czarnych butów.
Na miejscu pozostała jedynie trójka z nich.
- Owocna rozmowa? - spytała Roberta kobieta, sugestywnie na niego patrząc, a Marta aż przełknęła ślinę.
Marta od razu zrozumiała, że kobieta mówiąc to dawała jednocześnie potwierdzenie, że też coś podejrzewała co do ich relacji.
- Prywatna, w sumie nic ciekawego - odpowiedział,
- Czyli rozumiem, że nie dyskutowaliście odnośnie castingu na menedżera regionalnego?
- Oczywiście, że nie. Przecież przedyskutujemy to w poniedziałek - zapewnił.
“Jezu, jak on swobodnie kłamie” - pomyślała Marta.
- Skoro tak mówisz. Cóż, to ja, wybacz, wrócę do szukania łazienki - odpowiedziała chłodno, wymijając go.
- Po prawej - rzucił do niej przez plecy.
- Oj, dziękuję że jesteś taki pomocny - usłyszeli, gdy skręcała już za róg korytarza.
- Dla kobiet zawsze - odpowiedział, lekko pod nosem.
Potem spojrzał na Martę. Dziewczyna była wyjątkowo spięta, nie tylko dlatego że była świadkiem tego czego była i obawiała się konsekwencji przyłapani na podglądaniu. Był też po prostu kimś bardzo wpływowym, a ona nie miała dużo doświadczenia z ludźmi i o jego statusie.
- Dzięki za portfel. Wszystko okej? - zapytał, a ona speszona jego wzrokiem przeniosła go na chwile niżej, starając się zebrać myśli.
Zobaczyła tam zarys jego dalej stojącego kutasa, wybrzuszający materiał jego spodni.
- Ja… - zaczęła. Nie mogła jednak się skupić. Praca do tej chwili już ją zmęczyła, bowiem dzień był dość ciężki. Większym problemem było jednak to, że szczerze mówiąc dalej nie mogła wyrzucić z głowy obrazu tego co zaszło chwilę wcześniej. Jego penis dalej był w stanie widocznej erekcji, a jej mózg nie mógł wyrzucić tej myśli z głowy. Przebrnęła przez nią absurdalna myśl by, dotknąć go i po prostu się go zapytać...
“Dokończyć?” - zapytałaby. Pewnie miałby na to ochotę.
“Kurwa, co ze mną nie tak?” - pomyślała jednak po chwili, zirytowana na samą siebie.
- Jestem po prostu lekko zmęczona - odpowiedziała w końcu. Zrobiła to jednak na tyle późno, że Robert zaintrygowany jej bezczynnością sam w pewnym momencie zwrócił uwagę na to czemu jej wzrok opadł i zawisł tak nisko, a gdy zorientował się o co chodziło i w jakim jest stanie to natychmiast lekko się zawiercił, przenosząc ciężar ciała na drugą nogę. Następnie odchrząknął i kontynuował.
- Słuchaj - zaczął, sięgając do portfela - To znaleźne. Dzięki za oszczędzenie czasu i problemów - rzekł, wręczając jej z niego banknot dwustu złotowy. Przyjęła go bez słowa, jedynie kiwając głową i niezręcznie się uśmiechając.
Po chwili została w korytarzu sama, starając się skupić myśli i podjąć decyzję co do dalszych działań.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz