Niedzielny poranek przyniósł ze sobą zapach świeżo mielonej kawy i dziwny, absolutnie niepasujący do sytuacji spokój.
Zazwyczaj po przekroczeniu tak drastycznej granicy w związku, ludzie budzą się z ciężkim, miażdżącym kacem moralnym. Oczekują łez, wyrzutów sumienia, cichego pakowania walizek. Ale w ich mieszkaniu nie było ani grama wstydu.
Z Maksem pożegnali się jeszcze w nocy. Sam z siebie stwierdził, że pewnie wolą zostać sami, a oni oboje byli mu za to wdzięczni. Kiedy wyszedł, poszli pod prysznic i umyli się nawzajem. Spokojnie, z miłością i uczuciem, ale bez seksu. Karolina patrzyła na ukochanego przez dłuższy czas, obawiając się, że kiedy tylko adrenalina ustąpi, Tomek nagle zmieni zdanie.
Nic takiego się nie stało. Wprost przeciwnie. Tomek po prostu podszedł do niej, objął ją mocno w talii i zamknął w niedźwiedzim, pełnym czułości uścisku. Pocałował ją głęboko w usta, uśmiechając się od ucha do ucha. W jego oczach widziała tylko czystą, bezwarunkową miłość.
Niedzielę spędzili we dwoje. Zamówili górę jedzenia z dostawą i zaszyli się w mieszkaniu. Leżeli splątani pościelą, a Karolina opowiadała mu o wszystkim. Rozłożyli wczorajszą noc na czynniki pierwsze. Mówiła mu, co czuła, gdy Maks kazał jej klękać, jak bardzo obezwładniający był jego rozmiar i jak obłędnie podniecała ją świadomość, że jej własny, ukochany facet patrzy na to z fotela. Tomek słuchał tego, jak zahipnotyzowany, gładząc ją po nagich plecach, dopytując o każdy detal. Sam potem zresztą, bez jej zachęty, zaczął opowiadać, jak był podniecony, a po swoim wytrysku dosłownie przez chwilę stracił czucie w nogach.
Zamiast zniszczyć ich relację, wczorajsza noc w jakiś paradoksalny sposób scementowała ich tak mocno, jak nigdy dotąd. Zaufanie stało się absolutne. Przeszli przez ogień swojej największej, najbardziej wyuzdanej fantazji i wyszli z tego, trzymając się za ręce.
Byli szczęśliwi. Bezgranicznie i bezwstydnie szczęśliwi w tej nowej, pokręconej normalności.
Poranek nadszedł zdecydowanie zbyt szybko. Po weekendzie pełnym dzikiego, zwierzęcego seksu, powrót do szarej rzeczywistości korporacyjnych open space’ów, raportów i spotkań z zarządem wydawał się wyjątkowo brutalny.
Tomek siedział przy swoim biurku w przeszklonym dziale analiz. Miał na sobie błękitną koszulę i starannie zawiązany krawat. Dookoła niego krążyli ludzie z HR-u, księgowości, słychać było stukanie w klawiatury i szum ekspresu do kawy. Było przeraźliwie normalnie.
Przynajmniej z pozoru.
Bo w głowie Tomka wciąż odtwarzał się film z sobotniej nocy. Kiedy tylko zamykał oczy, widział Karolinę klęczącą przed Maksem na ich własnej kanapie. Czuł zapach potu i seksu. Za każdym razem, gdy o tym myślał, musiał poprawiać się w fotelu, czując, jak spodnie garnituru robią się niebezpiecznie ciasne.
Maks przeszedł obok jego stanowiska około jedenastej. Był w swoim żywiole. Ubrany w dopasowaną, ciemną koszulę, wyglądał jak uosobienie profesjonalizmu. Rozmawiał przez telefon, omawiając z kimś z działu sprzedaży warunki nowego kontraktu. Mijając biurko Tomka, nawet nie przerwał zdania. Po prostu posłał mu krótki, przyjacielski uśmiech, a przy tym… uśmiech kogoś, kto w weekend przejął cudze terytorium i czuł się z tym fantastycznie.
Tomek oparł głowę o dłonie, oddychając ciężko. Nie potrafił się na niczym skupić. I dokładnie w tym momencie zawibrował jego telefon. Na ekranie wyświetliła się wiadomość od Karoliny: „Zaraz będę pod biurowcem. Weź Maksa. Spotkajmy się na tym piętrze, gdzie trwa ciągły remont”.
Serce zabiło mu tak mocno, że uderzenia niemal bolały. Przez ułamek sekundy chciał jej odpisać, że oszalała, że zaraz zaczyna się spotkanie z szefem działu, że przecież w całym budynku kręci się mnóstwo ludzi. Zamiast tego zablokował ekran i wstał zza biurka. Ruszył prosto do gabinetu Maksa. Otworzył drzwi bez pukania. Maks właśnie kończył rozmowę telefoniczną, odkładając komórkę na stół.
– Stary, jeśli przyszedłeś po te tabelki z zeszłego miesiąca, to jeszcze ich nie wrzuciłem na serwer – powiedział Maks, luzując lekko krawat.
– Karolina przyjechała – rzucił Tomek niskim głosem, zamykając za sobą drzwi. – Chce się spotkać na trzecim piętrze.
Maks zamarł z ręką na węźle krawata. Jego profesjonalna maska opadła w ułamku sekundy, ustępując miejsca czemuś znacznie bardziej pierwotnemu. Spojrzał na zegarek, a potem na Tomka.
– Na tym piętrze, gdzie niedługo mamy mieć nasze biuro?
– Tak. Idziesz, czy mam iść sam?
– Masz zajebiście zwariowaną dziewczynę. Idziemy. – Maks uśmiechnął się szeroko, podnosząc się z fotela.
Wyszli z pomieszczenia, starając się wyglądać jak najbardziej naturalnie. Minęli przeszklone salki konferencyjne i rzędy biurek, po czym zamiast do windy, skierowali się na klatkę schodową. Z każdym stopniem pokonywanym w górę, gwar korporacyjnego życia stawał się coraz cichszy, a uderzenia serca Tomka coraz głośniejsze.
Trzecie piętro przywitało ich zapachem gipsu, farby i kurzu. Było powodem wielu żartów dla wszystkich z biura, bo szefostwo obiecywało, że już za parę tygodni będzie gotowe. Obietnice te odnawiały się co parę miesięcy. Stały tu liczne krzesła, biurka, stare plakaty, zrolowane wykładziny. Czasami ktoś tu przychodził, żeby odetchnąć z dala od reszty, ale ogółem niemal całe trzecie piętro było nieużywane.
O czym Karolina doskonale wiedziała, bo czasem spotykała się tutaj z Tomkiem. Jednak zawsze były to “normalne” spotkania, a nie to, na co teraz się pisali.
Maks i Tomek nie musieli iść daleko. Ledwo zamknęli za sobą drzwi, a Karolina wyszła z jednego pokoju i uśmiechnęła się do nich promiennie. Podbiegła do Tomka i ułożyła dłonie na jego klatce piersiowej, po czym pocałowała namiętnie. Ochoczo odwzajemnił pocałunek, układając ręce na jej pośladkach.
– Tęskniłeś? – zapytała go z uśmieszkiem.
– Zawsze tęsknię za tobą, kochanie.
– A ty? – spytała, obracając się do Maksa. – Myślałeś o mnie?
– Całą niedzielę, laleczko.
Ten banalny tekst sprawił, że aż zadrżała. Podeszła do niego i zarzuciła mu ręce na szyję. Pocałowała go. Powoli, spokojnie. Delikatnie wręcz. Maks złapał ją jedną ręką za tyłek, drugą ułożył z tyłu głowy. Całowali się niemal romantycznie, ciesząc się swoją bliskością.
Tomek aż przełknął ślinę. Czym innym było patrzenie, jak Karolina się pieprzy z Maksem, a czym innym to, jak tak powoli się z nim pieści. I cholernie go to nakręcało.
Maks zrzucił z siebie marynarkę. Karolina mruknęła mu w usta i zaczęła rozpinać, guzik po guziku, koszulę. Szybko wsunęła jedną dłoń pod materiał. Rozgrzane, męskie ciało i zapach jej nowego kochanka rozpalały ją do granic możliwości.
– A ty nie masz jeszcze pracy, skarbie? – zapytał Tomek, oddychając ciężko.
– Powiedziałam, że chcę ci zrobić obiad dla odmiany – odpowiedziała, odrywając usta od Maska i patrząc na swojego chłopaka. – Nikt nie miał nic przeciwko.
– Kupili to?
– Jasne, że tak. Wszystkim opowiadam, jak o mnie dbasz!
Tomek parsknął śmiechem i pokręcił głową. Jego grzeczna Karolinka wykorzystała taką wymówkę, aby całować się z jego kumplem.
– Jesteś niemożliwa.
– Wiem – odparła i zaśmiała się lekko. Rozpięła kolejny guzik koszuli. – Cały dzień o was myślałam. Nie mogłam przestać. Wyobrażałam sobie, jak siedzicie tu, tacy poważni… w tych garniturach…
– To dostaniesz to, po co przyszłaś – przerwał jej Maks. – Zdejmij tę marynarkę i usiądź na biurku.
Posłuchała bez choćby cienia zawahania. Zrzuciła marynarkę, pod którą miała beżową bluzkę i podciągnęła ciemną spódnicę niemal na biodra. Usiadła na biurku, obracając się przodem do Tomka i Maksa. W obcasach i pończochach wyglądała cholernie seksownie, a brak majtek sprawił, że oboje aż zadrżeli na ten widok.
Karolina uśmiechnęła się szeroko. Ułożyła sobie dłoń na cipce i zaczęła się pieścić szybko. Wsunęła dwa palce, chwilę się tak bawiąc, po czym wysunęła je i umieściła na łechtaczce.
– Widzisz, co ze mną robisz, Maks? – zapytała spod przymrużonych powiek, pieszcząc się okrężnymi ruchami. – Widzisz, jaka jestem napalona przez ciebie?
Tomek nie wierzył w to, co widział i co słyszał. Zresztą sama Karolina również nie do końca wierzyła w to, co właśnie robi. Jeszcze niedawno w ogóle by nie pomyślała, że jest zdolna do czegoś takiego. A teraz? Pieściła się w biurze swojego ukochanego, prowokując przy tym jego kumpla, żeby ją zerżnął.
Maks nie potrzebował większej zachęty. Warknął i podszedł do niej, rozpinając koszulę do końca. Nie zdjął jej jednak. Zamiast tego rozpiął rozporek i wyjął ciężkiego, nabrzmiałego członka. Nawet z perspektywy Tomka, Maks wyglądał teraz wręcz onieśmielająco – potężny kutas w kontraście do eleganckiego, ciemnego materiału spodni i białej koszuli.
Karolina zamruczała zadowolona i od razu go złapała. Wciąż nie wierzyła w to, jak duży i gruby był, chociaż przecież w weekend miała go niemal całego w sobie!
– Już zapomniałam, jaki jest duży – powiedziała, zagryzając wargę.
– Brakowało ci go, mała? – zapytał, łapiąc ją za jedną stopę.
– Zdecydowanie. Zerżniesz mnie?
Pytanie zadała, patrząc mu prosto w oczy. Nawet nie zapytała Tomka, czy może. Gdzieś z tyłu głowy zapaliła się jej lampka ostrzegawcza, ale była zbyt napalona, aby o tym myśleć.
Maks wbił się w nią jednym, bezlitosnym pchnięciem. Nie było szans, żeby zmieścił się cały, ale i tak wywołał u Karoliny dziką falę rozkoszy. To było to… tego właśnie potrzebowała cały dzień i o tym właśnie fantazjowała.
Oparła się za plecami o biurko, a Maks pchnął po raz kolejny. Stary mebel jęknął ostrzegawczo pod ich ciężarem. Zupełnie ich to nie interesowało. Mężczyzna wszedł w nią głęboko, niemal na całą długość męskości. Karolina krzyknęła głośno, odchylając głowę do tyłu, ale Maks błyskawicznie zamknął jej usta dłonią.
– Ciii – warknął jej do ucha. Puścił ją, po czym przycisnął silną ręką do blatu. – Chcesz, żeby ktoś wezwał ochronę? Bądź cicho, mała.
Zaczęli się pieprzyć. To nie miało nic wspólnego z czułym kochaniem się, do jakiego Karolina była przyzwyczajona. To był czysty, zwierzęcy instynkt podsycany strachem przed nakryciem. W zabałaganionej, remontowanej przestrzeni rozlegały się tylko stłumione, mokre plaśnięcia, zgrzyt obcasów na starym blacie, skrzypienie biurka i szybkie oddechy, przerywane od czasu do czasu tłumionymi jękami.
To było zniewalające uczucie. Karolina przygryzła jego dłoń, którą położył ponownie na jej ustach, a sama pieściła się po łechtaczce. Maks uderzał w nią z siłą. Był ogromny, wypełniał ją całkowicie, rozciągając jej ścianki do bólu, który błyskawicznie zmieniał się w obezwładniającą rozkosz. Karolina lizała wnętrze jego dłoni, którą zatykał usta, tłumiąc jęki. Z każdym uderzeniem jego bioder spódnica zaciągała się coraz wyżej. Nogi jej drżały na biurku. Próbowała to w jakiś sposób kontrolować, lecz w końcu to olała i skupiła się tylko na rozkoszy, jaką dawał jej kochanek.
Tomek stał tuż obok, zaledwie wyciągnięcie ręki od nich. Wpatrywał się w czerwoną, zlaną potem twarz Karoliny, która dosłownie traciła zmysły, rżnięta przez potężnego samca.
– Tak... kurwa, tak – szeptał Tomek, waląc konia w szybkim tempie. – Jesteś taką dobrą suką, Karolina… Uwielbiam cię…
Wyzwiska własnego faceta podziałały na nią jak ostateczny zapalnik. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko. Klepnęła lekko Maksa w dłoń, na co ten zabrał ją i złapał za pierś. Nawet skryta pod bluzką i stanikiem była przyjemna w dotyku.
– Ja ciebie też, skarbie – powiedziała Karolina, uśmiechając się do Tomka.
Maks nie zwolnił ani na moment. Wbijał się w nią mocnymi, głębokimi pchnięciami, jakby chciał ją przebić na wylot. Biurko trzeszczało niebezpiecznie pod każdym uderzeniem jego bioder, a ona zaciskała palce na krawędzi blatu, próbując utrzymać równowagę. Spódnica już dawno podwinęła się jej aż do pasa, pończochy napięły się na udach, a obcasy stukały o drewniany blat w rytm, w jakim ją rżnął.
Wróciła do niego spojrzeniem. Czuła, jak orgazm się zbliża i wiedziała, że będzie silny. Tego właśnie potrzebowała cały dzień. Tylko o tym była w stanie myśleć, siedząc u siebie w biurze. Zagryzła wargę, czując, jak dreszcze rozkoszy rozchodzą się jej wzdłuż kręgosłupa, a następnie po całym ciele.
– Kurwa… Maks… – jęknęła stłumionym głosem, po czym zagryzła sobie dłoń. Drugą wciąż pieściła się po łechtaczce.
– Cicho, laleczko. Nie chcesz, żeby ktoś tu przyszedł i zobaczył, jak cię rżnę na tym biurku, co?
Karolina tylko kiwnęła głową, oczy miała szkliste z rozkoszy. Jej cipka była nieprzyzwoicie mokra, śliska, pulsowała przyjemnością. Coraz łatwiej przyjmowała grubego członka, mimo faktu, że jej ścianki były rozciągnięte do granic. Wciąż czuła ból od czasu do czasu, ale odkryła, że to tylko ją bardziej nakręca.
Każde pchnięcie Maksa trafiało dokładnie tam, gdzie tego potrzebowała. Mocno, głęboko i bez litości. Facet brał ją tak, jakby była zwykłą suką, którą może się po prostu zaspokoić w przerwie w robocie. Zatracała się w tej roli.
Jedno pchnięcie, drugie, trzecie, czwarte… parę ruchów na łechtaczce… silna dłoń wciskająca ją w blat…
Orgazm nadszedł jak potężna, gorąca fala, która płynęła raz w górę, raz w dół, rozchodząc się po całym ciele, aż po czubki palców. Karolina rzucała się dziko na biurku, a cipka zaciskała się gwałtownie, konwulsyjnie wokół olbrzymiego penisa. Najpierw jeden, potem drugi, trzeci – coraz mocniejsze, coraz dłuższe. Całe jej ciało drżało, nogi w pończochach trzęsły się niekontrolowanie, obcasy stukały o blat.
Z gardła wyrwał jej się długi, stłumiony jęk, który Maks zdławił dłonią, ale i tak czuła, jak wibruje mu w palcach.
Fala rozkoszy nie chciała odpuścić. Trwała i trwała – pulsująca, obezwładniająca, tak intensywna, że na chwilę straciła wzrok. Przed oczami migały jej białe błyski, a w głowie zostało tylko jedno słowo: „więcej”. Jej cipka pulsowała wokół niego jak oszalała, ściskając go tak mocno, jakby nie chciała nigdy puścić. Soki spływały z cipki po nabrzmiałych jądrach i po jej własnych udach, a ona sama czuła, jak całe wnętrze faluje, zaciska się i rozluźnia w rytmie, którego nie była w stanie kontrolować. Piersi falowały pod bluzką, sutki bolały z napięcia, a oddech był krótki, urywany, prawie szlochający.
– Tak suczko, tak – mruknął zadowolony Maks. – Wyglądasz cudownie, jak dochodzisz.
Jemu samemu zresztą nie trzeba było wiele. Mógłby ją tak rżnąć jeszcze długo, lecz wiedział, że to mało rozsądne w tej sytuacji. Pieprzył ją jeszcze przez minutę, może dwie, po czym wbił się w nią po same jaja. Z cichym, męskim sapnięciem zastygł, patrząc dziewczynie swojego kumpla, który stał dosłownie obok, prosto w oczy.
Wytrysk był potężny, gorący i długi. Pierwszy strumień uderzył w nią tak mocno, że Karolina aż pisnęła w jego dłoń – gęsty, gorący ładunek spermy wypełnił jej cipkę po brzegi. Potem drugi, trzeci, czwarty… Maks pulsował w niej głęboko, zalewając ją do końca. Czuła każdy strzał – jak sperma tryska w jej wnętrzu, jak zalewa ścianki, jak miesza się z jej sokami.
Było tego tak dużo, że już po kilku sekundach zaczęła wyciekać z niej gęsta, biała mieszanka, spływając po pośladkach i kapiąc na blat biurka. Maks warczał cicho przez zaciśnięte zęby, biodra mu drżały, a on wciąż pompował w nią resztki, jakby chciał zostawić w niej jak najwięcej.
Dopiero po kilkunastu sekundach jego kutas przestał pulsować. Wysunął się z niej powoli, z mokrym, obscenicznie głośnym plaśnięciem.
– Byłaś zajebista, mała – powiedział zadowolony, puszczając ją.
– Ty też, Maks. Jesteś boski, serio.
Tomek podszedł bliżej. Był w totalnym amoku, podniecony do granic możliwości.
– Teraz ja, kochanie – wyrzucił z siebie, ocierając się kutasem o mokrą cipkę.
Karolina uśmiechnęła się do niego, po czym nagle podniosła się do pozycji siedzącej. Zarzuciła mu dłonie na szyję i pocałowała. Mocno, namiętnie. Kiedy się od siebie oderwali, spojrzała na niego z lekkim, zmęczonym uśmiechem. Cipka wciąż pulsowała po orgazmie, a nasienie Maksa wyciekało z niej.
– Nie teraz, kochanie – odpowiedziała z uśmieszkiem. – Nie mamy czasu, prawda? Musicie chyba wracać do pracy.
– Ale… – Tomek próbował zaprotestować, ale ona położyła mu palec na ustach.
– Cichutko. Wynagrodzę ci to wieczorem – wyszeptała, patrząc mu prosto w oczy, z diabelskim uśmieszkiem. – Będziesz mógł mnie rżnąć tak długo, jak zechcesz. Nawet całą noc. Ale teraz… musimy wracać.
– Nie będę mógł pracować w takim stanie, skarbie!
– Oj cichutko, dasz radę. Wierzę w ciebie.
Maks już zapinał koszulę, uśmiechając się szeroko i z satysfakcją. Poprawił rozporek i pasek, po czym rzucił pewnym głosem:
– Słyszałeś dziewczynę, stary. Wieczorem będziesz miał swoją kolej.
Tomek westchnął ciężko, ale kiwnął głową. Schował twardą męskość z powrotem do spodni, choć wiedział, że przez resztę dnia nie będzie w stanie myśleć o niczym innym.
Karolina drżącymi rękami ściągnęła spódnicę w dół. Wciąż czuła, jak nasienie Maksa wycieka z niej, lepiąc się do ud. Poprawiła pończochy, zarzuciła marynarkę i szybko ułożyła jako-tako włosy. Wyglądała prawie że normalnie.
Wyszli z roboczego biura w ciszy, szybkim, ale opanowanym krokiem, kierując się prosto do wyjścia. Minęli dwóch facetów w umazanych gipsem kombinezonach niosących drabinę. Robotnicy zmierzyli ich wzrokiem – dwóch eleganckich korpoludków i atrakcyjną kobietę – ale nawet przez myśl im nie przeszło, co ta trójka robiła na starym biurku jeszcze parę minut wcześniej.
Dopiero gdy całą trójką zeszli na parter i znaleźli się w “strefie bezpiecznej”, zatrzymali się. Maks odwrócił się do Karoliny. Oddychał wciąż lekko nieregularnie. Oczy mu błyszczały. Poprawił jej kołnierzyk.
– Do następnego razu, pani Karolino – powiedział, puszczając do niej oko.
Następnie spojrzał na Tomka, przyklepał go po ramieniu, jakby nigdy nic, i ruszył w stronę swojego gabinetu, uśmiechając się pod nosem.
Tomek i Karolina zostali sami w korytarzu obok wind. Spojrzeli na siebie. Karolina zacisnęła uda, czując gorącą wilgoć. Zadrżała, po czym wybuchnęła cichym, histerycznym wręcz śmiechem ulgi i czystej euforii, rzucając się Tomkowi na szyję.
Zrobili coś tak perwersyjnego, tak wyuzdanego i zrobili to razem.
---
Kochani, to ostatnia część (na razie) jaką wrzucam publicznie. Ostatnie dwa rozdziały i epilog znajdują się na mojej stronie. Serdecznie zapraszam i dziękuję wszystkim za przeczytanie!
Dodaj komentarz