Piątkowy wieczór był zupełnie inny niż ich poprzednie wyjścia na imprezę.
Karolina stała przed otwartą szafą, wpatrując się w rząd ubrań. Jeszcze miesiąc temu bez wahania sięgnęłaby po jakąś luźną koszulkę i klasyczne jeansy. Ale dzisiaj zasady gry były zupełnie inne. Dzisiaj, po raz pierwszy w życiu, szła na polowanie.
A to oznaczało, że musiała być gotowa.
Jej dłoń przesunęła się po wieszakach i zatrzymała na sukience, którą kupiła na jakąś sylwestrową imprezę dwa lata temu i od tamtej pory założyła zaledwie raz. Czarna, opinająca się na tyłku, sięgała do połowy uda. Już samo w sobie to było odważne jak na Karolinę. Do tego dochodził jeszcze dekolt – wycięty w głębokie “V”.
Zrzuciła z siebie szlafrok i wciągnęła sukienkę. Kiedy stanęła przed lustrem, musiała przyznać sama przed sobą, że wyglądała po prostu obłędnie. Materiał opinał jej biodra, a brak stanika sprawiał, że przez tkaninę delikatnie odznaczały się sutki. Rozpuściła włosy, pozwalając im opaść na ramiona w miękkich falach, a usta pociągnęła nieco mocniejszą, wiśniową pomadką. Na sam koniec spryskała szyję ulubionymi, cięższymi perfumami.
Złapała spojrzenie Tomka w lustrze. Stał oparty o framugę drzwi, ubrany w ciemne spodnie oraz opinając ramiona koszulę. Wyglądał obłędnie przystojnie. Jego oczy były ciemne, a źrenice rozszerzone. Nie potrafił oderwać od niej wzroku.
– I jak? – zapytała, obracając głowę w jego stronę. Uśmiechnęła się kącikiem ust, doskonale wiedząc, co z nim w tym momencie robi.
Tomek przełknął ciężko ślinę, odrywając się od futryny. Podszedł do niej powoli, jak drapieżnik podchodzący do ofiary, po czym stanął tuż za jej plecami. Objął ją mocno w talii, przyciągając pośladki do swoich bioder. Od razu poczuła, jak twardy był. Oparł brodę na jej ramieniu, patrząc na ich wspólne odbicie.
– Wyglądasz tak, że mam ochotę rzucić cię na to łóżko i nigdzie nie wychodzić – szepnął jej prosto do ucha, przesuwając dłońmi po materiale sukienki. – Będziesz dzisiaj kusić mojego kolegę, co? O to w tym chodzi? Po to zrezygnowałaś ze stanika?
Karolina zadrżała, słysząc, jak wymawia ich fantazje na głos. Odchyliła głowę, odsłaniając szyję, by mógł złożyć na niej gorący pocałunek.
– Przecież tego chcesz – wyszeptała. – Chcesz patrzeć, jak na mnie patrzy. Więc dam mu powód, żeby nie mógł oderwać wzroku.
– Będę musiał cały wieczór trzymać ręce przy sobie i udawać grzecznego chłopaka, podczas gdy ty będziesz świecić przed nim dekoltem – rzucił z uśmiechem, całując ją jeszcze raz, tym razem mocniej, po czym niechętnie się odsunął. – Chodźmy, zanim naprawdę rozerwę na tobie ten materiał i nie dojedziemy na miejsce.
Klub, w którym umówili się z resztą ekipy, znajdował się w centrum miasta. Było to miejsce z gatunku tych nieco lepszych – z dużymi lożami, dobrym alkoholem i muzyką, która była wystarczająco głośna, by nakręcać atmosferę, ale pozwalała na rozmowę, jeśli pochyliło się do ucha rozmówcy.
Kiedy Karolina i Tomek dotarli na miejsce, większość znajomych już tam była. Zobaczyli Michała, Anię, Sylwię i kilka innych osób zajmujących dużą, skórzaną lożę w kształcie podkowy. W samym centrum tego zamieszania siedział Maks.
Miał na sobie ciemną koszulę, która podkreślała jego szerokie ramiona, i jak zwykle uśmiechał się od ucha do ucha, opowiadając zapewne jakąś anegdotkę. Kiedy ich zobaczył, podniósł się z miejsca.
– O, wreszcie są! – zawołał, wyciągając rękę do Tomka. Kiedy jednak jego wzrok przeniósł się na Karolinę, uśmiech na jego twarzy na ułamek sekundy zastygł.
Spojrzenie Maksa instynktownie powędrowało od jej twarzy, przez głęboki dekolt, aż po talię i biodra, by po chwili z powrotem spotkać się z jej oczami. Było w tym spojrzeniu coś ostrego i niesamowicie męskiego.
– Cześć, Karolina. – Skrócił dystans, pochylając się, by ucałować ją na powitanie w policzek. Jego duża, ciepła dłoń spoczęła na chwilę na jej odsłoniętym ramieniu. Zapach drzewnych perfum natychmiast przywołał w jej głowie obraz z sauny. – Wyglądasz zjawiskowo.
– Cześć, Maks. Dziękuję – odpowiedziała miękko, posyłając mu promienny uśmiech. – Ty też super wyglądasz w tej koszuli.
Zajęli miejsca. Karolina celowo usiadła tak, by mieć Maksa po swojej prawej stronie, lekko po skosie, podczas gdy Tomek usiadł po jej lewej, wdając się w dyskusję z Michałem. Zaczęła się gra.
Początkowo Karolina trzymała się z boku, popijając kolorowego drinka i włączając się w ogólną rozmowę. Jednak z każdą minutą, z każdym kolejnym łykiem alkoholu, atmosfera stawała się gęstsza. Maks, jako urodzona dusza towarzystwa, brylował w anegdotach i żartach, ale Karolina zauważyła, że często kieruje na nią spojrzenie.
Kiedy opowiadał o jakiejś absurdalnej sytuacji z lotniska, Karolina zaśmiała się głośno i pochyliła do przodu. Oparła łokieć na stole, przez co materiał jej sukienki naciągnął się, a dekolt jeszcze bardziej się rozchylił. Zauważyła, jak wzrok Maksa zjeżdża w dół. Oblizała powoli wargi, udając, że niczego nie widzi.
– Serio, staliśmy tam jak debile przez dwie godziny – podsumował Maks, kręcąc głową ze śmiechem.
– Nie wierzę, że ty byś tak pokornie czekał – odpowiedziała Karolina, nachylając się w jego stronę. Ułożyła dłoń na stole tak blisko jego, że ich palce niemal się stykały. – Zawsze wydawałeś mi się typem faceta, który po prostu bierze to, czego chce, zamiast pytać o pozwolenie.
Maks powiódł wzrokiem od jej dłoni na stole prosto do jej oczu. Zapanowała między nimi gęsta, elektryzująca pauza, której nikt inny przy gwarnym stole nie zauważył. Uśmiech Maksa stał się w ułamku sekundy bardziej drapieżny, obdarty z kumpelskiego luzu.
– Czasami trzeba poczekać na odpowiedni moment – odparł głośno, po czym zniżył głos tak, że tylko ona mogła go usłyszeć. – Żeby nagroda smakowała jeszcze lepiej.
Karolina poczuła, jak po kręgosłupie przebiega jej gorący dreszcz. Wsunęła dyskretnie dłoń pod stół i położyła ją na udzie Tomka. Jej chłopak rozmawiał o czymś z resztą ekipy, ale natychmiast chwycił ją za rękę, dodając odwagi. Spojrzał na nią, a potem na Maksa.
Rozumiał, w co właśnie grali. Upił spory łyk piwa, po czym uśmiechnął się do niej lekko.
Tego właśnie potrzebowała. Bezpieczeństwa i zastrzyku odwagi. Sama z siebie nigdy by nie potrafiła podrywać kogoś w klubie. A już na pewno nie kogoś znajomego. A już na pewno nie wtedy, kiedy miała chłopaka.
Godzinę później na stole skończyły się drinki. Ktoś rzucił hasło, że czas zamówić nową kolejkę.
– Ja pójdę – zaoferowała się szybko Karolina, podnosząc się z loży. Wygładziła dłońmi sukienkę na biodrach, doskonale wiedząc, że wzrok Maksa podąża za każdym jej ruchem.
– Pomogę ci, nie uniesiesz wszystkiego sama – rzucił natychmiast, wstając razem z nią.
Przecisnęli się przez tłum tańczących i rozmawiających ludzi. Przy głównym barze panował niesamowity ścisk. Barmani dwoili się i troili, a dudniąca z głośników muzyka zmuszała do krzyku.
Karolina stanęła przy ladzie, próbując zwrócić na siebie uwagę obsługi. Maks stanął tuż za nią. Było tak ciasno, że musiał wręcz osłonić ją własnym ciałem przed przepychającymi się ludźmi. Zrobił to w pełni naturalnie – położył dłoń na dole jej pleców. Płonęła od jego dotyku. Był tak blisko, że czuła twardość jego klatki piersiowej na swoich łopatkach i ciepło jego oddechu na karku. Fale gorąca uderzały jej do głowy jedna po drugiej.
– Dwa razy gin z tonikiem, trzy piwa i jedno cuba libre! – krzyknął Maks do barmana przez ramię Karoliny, by ją wyręczyć.
Barman kiwnął głową. Czekali, otoczeni zewsząd przez bawiący się tłum. Dłoń Maksa wcale nie zniknęła z jej pleców. Wręcz przeciwnie, jego kciuk zaczął wykonywać minimalne, powolne ruchy po materiale, balansując na krawędzi przyjacielskiego gestu a flirtu.
Karolina odwróciła głowę w jego stronę. Przez to, że stał tuż za nią, jej usta znalazły się niebezpiecznie blisko jego szczęki. Musiała zadrzeć głowę, by na niego spojrzeć.
– Dzięki – powiedziała głośniej. – Ominęłoby mnie tu chyba z dziesięć kolejek.
Maks pochylił się w jej stronę. Jego usta znalazły się tuż przy uchu. Czuła, jak oddech owiewa jej skórę.
– Czego się nie robi dla tak pięknej kobiety – powiedział. Jego głos wibrował nisko. – Muszę ci to w końcu powiedzieć, bo zaraz zwariuję. Wyglądasz dzisiaj tak, że trudno skupić myśli na czymkolwiek innym. Dobrze, że Tomek nie jest zazdrosnym typem, bo połowa pubu rzuca ci takie spojrzenia, jakby chcieli cię zjeść na miejscu.
Serce Karoliny zabiło jak oszalałe. Zarzuciła przynętę, jasne, ale czym innym było samo kuszenie, a czym innym usłyszenie tak wprost, że się mu podoba. Odwróciła się do niego mocniej. Spojrzała prosto w jego ciemne oczy z zuchwałą, perwersyjną iskrą.
– A ty, Maks? – zapytała, pochylając się ku niemu i zniżając głos, by brzmiał zmysłowo i prowokująco. – Ty też na mnie tak patrzysz?
Maks zamarł. Jego wzrok pociemniał z pożądania. Zrozumiał. Zdał sobie sprawę, że to, co brał za niewinny, kumpelski flirt, było otwartym, bezczelnym zaproszeniem. Jego dłoń na dole pleców zacisnęła się nieco mocniej, zaborczo, przysuwając ją o brakujący centymetr bliżej niego.
– Nawet nie wiesz, jak bardzo – odparł ochryple, patrząc na jej usta, jakby miał zamiar pocałować ją tu i teraz, w samym środku tłumu, zaledwie kilkanaście metrów od jej faceta.
Barman postawił na ladzie ociekające szklanki z drinkami i butelki piwa, przerywając tę pełną napięcia chwilę. Maks niechętnie oderwał od niej wzrok, by zapłacić. Wspólnie zgarnęli szklanki, chociaż to on wziął zdecydowaną większość.
– Zaniesiemy to szybko – powiedział, nachylając się ponownie do jej ucha. W tle dudnił właśnie świetny, klubowy kawałek z ciężkim, wibrującym basem. – A potem porywam cię na parkiet. I nie przyjmuję odmowy.
Karolina uśmiechnęła się zuchwale.
– A myślisz, że zamierzałam odmawiać?
Gdy tylko odstawili szkło na stół w loży, Maks nie dał jej usiąść. Złapał ją pewnie za dłoń i, ignorując pytające spojrzenia reszty towarzystwa, pociągnął prosto w stronę tłumu.
Zatrzymali się w samym środku parkietu. Muzyka była tu tak głośna, że rezonowała w klatce piersiowej. Maks od razu położył duże, męskie dłonie na jej biodrach, przyciągając ją do siebie, a Karolina zarzuciła mu ramiona na szyję. Zaczęli poruszać się w rytm basu.
To nie był niewinny, kumpelski taniec. Z każdym uderzeniem Karolina celowo skracała i tak już minimalny dystans. Kołysała biodrami, ocierając się o jego uda i brzuch. Fizyczna dysproporcja między nimi była obezwładniająca – Maks górował nad nią, był szeroki, twardy jak skała, a ona w jego ramionach wydawała się drobna i krucha.
W pewnym momencie odwróciła się tyłem do niego, opierając plecy o klatkę piersiową. Wsunął dłonie na jej talię, a ona wypięła się lekko, wpasowując swoje pośladki idealnie w jego krocze.
Poczuła to natychmiast. Przez materiał sukienki i jego spodni wyczuła znajomy z sauny, potężny kształt, który teraz, w odpowiedzi na jej ruchy, twardniał i rósł z każdą sekundą. Maks pochylił się, mając usta tuż przy jej uchu. Był tak przyjemnie gorący…
Karolina odchyliła głowę do tyłu, śmiejąc się cicho. Była pijana alkoholem, uwagą Maksa i czystym podnieceniem jej i Tomka fantazją. Spojrzała w kierunku ich loży, szukając wzrokiem swojego ukochanego. Nie zajęło jej to długo.
Tomek siedział dokładnie na wprost parkietu. Nie rozmawiał już z Michałem. Nie patrzył w telefon. Wpatrywał się prosto w nią. Jego twarz w klubowym świetle wydawała się niemal demoniczna. Widział wszystko. Widział dłonie Maksa przesuwające się niebezpiecznie blisko jej pośladków. Widział, jak inny facet ociera się o jego dziewczynę.
Karolina, nie przerywając tańca i wciąż czując na sobie twardość Maksa, posłała Tomkowi ukradkowy, drapieżny uśmiech, po czym przymknęła oczy, całkowicie oddając się rytmowi. Sutki stały jej mocno, a cipka była nieprzyzwoicie mokra. Czuła się w tej chwili jak bogini, kusząca na raz dwóch mężczyzn.
W loży Michał szturchnął Tomka w ramię, śmiejąc się pod nosem.
– Stary, nie żebym coś mówił, ale pilnuj jej. Maks to niezły pies na baby, a patrząc na to, jak tańczą, gość chyba zapomniał, że przyszła tu z tobą.
Tomek upił wolno łyk piwa, nie odrywając wzroku od parkietu. Pod stołem jego wzwód rozsadzał mu spodnie, a serce waliło tak mocno, że aż bolało.
– Spokojnie, Michał – odpowiedział niskim głosem, uśmiechając się do własnych, perwersyjnych myśli. – Ufam jej w stu procentach.
Po kilku kawałkach, zgrzani, roześmiani i błyszczący od potu, wrócili do znajomych. Karolina opadła na kanapę tuż obok Tomka, tak blisko, że ich uda natychmiast się zetknęły. Promieniowała energią. Maks usiadł naprzeciwko, nie spuszczając z niej wygłodniałego wzroku, w którym teraz malowała się absolutna pewność siebie.
Tomek odwrócił głowę do Karoliny. Czuł od niej zapach potu zmieszany z perfumami Maksa. Była rozpalona do czerwoności.
– Zbieramy się? – szepnął, dotykając jej gorącej dłoni.
Spojrzała na niego i kiwnęła głową, połykając ślinę. Nie musieli nic więcej mówić. Pożegnali się z ekipą, wymigując się nagłym zmęczeniem i bólem głowy. Kiedy Maks uściskał ją na pożegnanie, jego palce na ułamek sekundy zsunęły się na jej pośladki.
– Do zobaczenia, Karolina. Mam nadzieję, że niedługo – powiedział, uśmiechając się w ten swój bezczelny sposób.
– Na pewno – odparła, a jej oczy błysnęły.
W taksówce ledwo wytrzymali. Mrok na tylnym siedzeniu dał im złudzenie prywatności. Zaledwie minutę po tym, jak ruszyli, dłoń Karoliny powędrowała na udo Tomka, po czym błyskawicznie wsunęła się między jego nogi, uciskając twardy, pulsujący materiał spodni. Tomek syknął przez zaciśnięte zęby, łapiąc ją za kark i przyciągając do brutalnego, mokrego pocałunku.
Kiedy wpadli do mieszkania, zapomnieli o zapalaniu światła. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a zamek kliknął, odcinając ich od reszty świata.
Tomek przyszpilił ją do drzwi, wbijając palce w jej biodra. Sukienka Karoliny powędrowała w górę, a on natychmiast wsunął dłoń pod jej majtki. Była wulgarnie wręcz mokra.
– Czułaś go? – warknął, całując ją agresywnie w szyję. – Czułaś, jaki miał twardy sprzęt, kiedy się o niego ocierałaś na tym jebanym parkiecie?!
– Tak... – wysapała Karolina, gorączkowo rozpinając pasek od jego spodni i uwalniając go ze sztywnych okowów materiału. – Jest ogromny, Tomek. Przez same spodnie czułam, jaki jest wielki.
– Podobało ci się to? Chciałaś go poczuć we własnych rękach?! – Złapał ją za pośladki, odsuwając majtki na bok.
– Tak, tak, tak! Chciałam…
Tomek nie dał jej dokończyć. Złapał ją za tył ud i podniósł jednym płynnym ruchem, przyciskając plecami do drzwi. Karolina oplotła go nogami w pasie, a sukienka podjechała aż do pasa. Kutas, już całkowicie twardy i pulsujący, oparł się o mokrą, gorącą cipkę.
– Opowiadaj – warknął jej prosto w usta, wbijając się w nią jednym brutalnym pchnięciem aż po same jądra. Karolina krzyknęła głośno, zaciskając się wokół niego. – Wszystko. Chcę wiedzieć wszystko, skarbie.
Zaczął pieprzyć ją mocno, szybko, bez litości. Jeszcze mocniej niż pod prysznicem u Maksa. A pozycja była przecież niełatwa. Tylko dzięki temu, że był silny, mógł ją pieprzyć w tej pozycji.
Każde pchnięcie wbijało ją w drzwi, aż te trzęsły się w futrynie. Jego biodra uderzały o jej uda z głośnym, mokrym plaśnięciem, a ona czuła, jak każdy centymetr tak przyjemnie ją wypełnia, tak rozkosznie ją rozciąga.
– Był taki… kurwa… taki wielki – jęczała, wbijając paznokcie w jego ramiona. – Czułam go przez spodnie… ciężki, gruby, gorący. Kiedy się odwróciłam tyłem i wypięłam, wciskał mi się dokładnie między pośladki. Myślałam, że zaraz mi go wsadzi tam, na środku parkietu…
Tomek stęknął jak zwierzę i przyspieszył, pieprząc ją jeszcze mocniej. Jego biodra pracowały jak tłok – głęboko, zdecydowanie, bez żadnej litości. Trzymał ją za tyłek obiema rękami, zaciskając pewnie dłonie. Ustami z kolei zaczął całować ją po szyi zachłannie.
Karolina odpływała. Taki dziki, zwierzęcy seks… to było cudowne.
– A ty? – wysapał, gryząc ją w szyję. – Chciałaś tego? Chciałaś, żeby ci go tam wepchnął na oczach wszystkich?
– Tak… – przyznała bez cienia wstydu, zaciskając uda wokół jego pasa. – Chciałam. Chciałam poczuć, jak ten potwór mnie rozrywa. Jak rozciąga mnie tak, że jutro nie będę mogła normalnie chodzić. A ty byś siedział w tej loży i patrzył…
– Ty mała suko – wyszeptał w jej ucho, podnieconym, drżącym głosem. – Tak ci się podoba Maks? Tak bardzo go chcesz?
– Tak, skarbie, tak. Chcę, żeby mnie zerżnął tym wielkim fiutem!
Karolina wyobrażała to sobie dokładnie. Każdy szczegół. Przypominała sobie, jak Maks się o nią ocierał, jak czuła na sobie jego ręce, jak jego kutas był tak blisko niej. Teraz Tomek brał ją jak zwierzę, napalony jak nigdy, a ona…
Ona sama się zaskoczyła tym, co właśnie się stało.
Jej orgazm nadszedł nagle, jakby ta cała sytuacja zniszczyła tamę w jej ciele oraz umyśle. Zaczęło się od gorącego skurczu głęboko w podbrzuszu. To gorąco rozlało się gwałtowną falą po całym ciele. Karolina zadrżała, po czym krzyknęła głośno. Cipka pulsowała mocno, zaciskając się wokół twardego kutasa. Aż cały świat dookoła zawirował. Karolina miała wrażenie, że jednocześnie czuje ból i rozkosz, które zacisnęły się w ciasny supeł.
Ni to krzyczała, ni to jęczała, wbijając paznokcie w kark, plecy, ramiona swojego ukochanego. Cipka zalewała wilgocią zarówno jej uda, jak i dłonie Tomka. Karolina trwała w tym stanie długo, tracąc kontakt z rzeczywistością. Całe ciało napięło się jej jak struna, biodra drżały, a nogi zaciskały się wokół niego tak mocno, że Tomek musiał ją mocniej przytrzymać, żeby nie upuścić. Fala rozkoszy nie chciała odpuścić – wracała mniejszymi, ostrymi skurczami, aż Karolina łkała z nadmiaru.
Dopiero po dłuższym czasie wróciła zmysłami do ciała. Czuła się odrealniona. Jednocześnie niezwykle rozluźniona na całym ciele, a przy tym brzuch i uda miała niesamowicie spięte. Nie do końca rozumiała, co czuje, ale teraz nie miała najmniejszego zamiaru tego analizować.
Tomek nie zwolnił. Pieprzył ją dalej przez cały jej orgazm, przedłużając go w coś, co zdawało się jej nieskończonością.
– Jeszcze nie skończyłem – warknął i wysunął się z niej nagle.
Postawił ją na podłodze, obrócił przodem do drzwi i wszedł w nią od tyłu – jeszcze głębiej niż przed chwilą. Karolina krzyknęła, opierając się rękami o drewno i wypinając tyłek, jakby błagała o więcej.
Bo w gruncie rzeczy tak właśnie było. Nie rozumiała, jakim cudem Tomek doprowadza ją do takiego szaleństwa. Na początku chciała zaprotestować, poprosić o przerwę, ale teraz, kiedy ją brał od tyłu, błagała w myślach, żeby nie przestawał.
– Mów dalej – rozkazał, waląc w nią długimi, mocnymi pchnięciami. – Jak tańczyłaś. Jak się o niego ocierałaś. Chcę to słyszeć, kiedy cię rżnę.
– Oparłam się o niego plecami… – jęczała, wypinając tyłek jeszcze mocniej. – Wypięłam się tak, że jego kutas leżał dokładnie między moimi pośladkami. Czułam, jak rośnie… jak pulsuje. Był taki twardy, Tomek… większy niż ty w tej chwili. A ja kręciłam tyłkiem, jakbyśmy się pieprzyli na stojąco…
Chłopak warknął, złapał ją za włosy i pociągnął głowę w tył, drugą ręką sięgnął do przodu i zaczął masować łechtaczkę szybkimi, mocnymi ruchami. Karolina trzęsła się na całym ciele. Cipka była tak mokra, że aż wydawała “chlupot” przy każdym ruchu.
– Kurwa… – wysapał. – Moja grzeczna dziewczyna… moja idealna Karolinka…
Pieprzył ją tak jeszcze przez chwilę, trzymając jedną ręką za biodro, drugą pieszcząc po łechtaczce. Ona ochoczo mu wypinała się coraz mocniej, złapała się jedną dłonią za tyłek. Już czuła, że orgazm się zbliża, kiedy nagle Tomek wyszedł z niej.
Spojrzała zaskoczona przez ramię, chcąc zaprotestować. Nie dostała takiej szansy. Nagle na jej tyłek spadł klaps. Potem drugi. To nie były pierwsze klapsy w jej życiu, absolutnie. Jednak po raz pierwszy Tomek uderzył ją tak mocno.
Krzyknęła zaskoczona i zadrżała na całym ciele. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, on obrócił ją przodem do siebie, złapał ją, po czym zaniósł na kanapę. Rzucił ją na plecy, rozsunął szeroko nogi i wszedł z powrotem. Mocno, głęboko, od razu wsuwając się cały. Spojrzał jej prosto w oczy. Błyszczały od dzikiego pożądania.
Karolina złapała go za kark, obejmując nogami w biodrach. Tomek wyglądał teraz cudownie – z rozpiętą koszulą odsłaniającą klatkę piersiową, a przy tym taki dziki, zwierzęcy…
– Chcę… – wysapała, patrząc mu prosto w oczy. – Chcę, żeby Maks mnie wziął. Chcę, żeby położył mnie na naszym łóżku, rozłożył mi nogi i wbił we mnie tego potwora centymetr po centymetrze. Chcę czuć, jak mnie rozciąga tak, że aż będzie bolało… a ty będziesz siedział w fotelu i patrzył, jak dochodzę na jego wielkim kutasie.
Tomek stracił resztki kontroli. Warknął i złapał ją za gardło jedną ręką. Pieprzył ją jak szalony – szybko, głęboko, brutalnie. Kanapa skrzypiała, jakby protestując przeciwko takiemu jej wykorzystywaniu.
Nie obchodziło ich to.
Karolina wbiła paznokcie w dłoń Tomka, którą ją dusił. Nie przestał, tylko warknął. Była pewna, że nie lubi duszenia, ale teraz nawet nie miała zamiaru protestować. To było tak cudowne…
Jej drugi orgazm był jeszcze silniejszy. Zaczęło się od głębokiego, gorącego pulsowania, które rozlało się po całym jej podbrzuszu, a potem wybuchło w górę – aż po czubki palców u stóp. Jej cipka zacisnęła się wokół niego tak mocno, że Tomek prawie nie mógł się ruszać. Karolina wygięła się w łuk, głowa odchyliła się do tyłu, usta otworzyły w bezgłośnym krzyku.
Trwała tak przez długi czas – całe ciało drżało, cipka pulsowała rytmicznie, zalewająca Tomka, jak i kanapę kolejnymi falami gorącej wilgoci. Z jej gardła wydobywały się ciche, urywane jęki, jakby nie mogła złapać tchu. Orgazm nie chciał odpuścić – wracał mniejszymi, ostrymi skurczami, aż łzy pociekły jej po skroniach z nadmiaru rozkoszy.
Tomek cały czas ją pieprzył. Puścił jej szyję i oparł się o kanapę. Zaczęli się całować – dziko, namiętnie, mokro.
– Powiedz to jeszcze raz – wysapał ciężko, odrywając usta od jej.
– Chcę, żeby Maks mnie zerżnął – powtórzyła, patrząc mu prosto w oczy z bliska. – Chcę, żeby mnie przeleciał.
– Tak, tak, mów dalej… – wyszeptał, po czym ugryzł ją w szyję.
– Chcę czuć, jak mnie wypełnia po brzegi, skarbie. – Jęknęła głośno, po czym wbiła mu paznokcie w plecy. – A ty będziesz patrzył i masturbował się do tego widoku.
Tomek zadrżał. Przesunął dłonie niżej i złapał ją za tyłek. Podniósł ją nieco wyżej, po czym przyspieszył ruchy bioder.
– Jeszcze raz.
– Chcę być jego dziwką na jedną noc – jęknęła, przyspieszając. – A potem wrócę do ciebie cała w jego spermie i pozwolę ci mnie wziąć zaraz po nim.
To doprowadziło go do końca.
Tomek wydał z siebie głośny, gardłowy ryk. Przyciągnął ją mocno do siebie i doszedł – głęboko, pulsując, zalewając ją gorącymi, gęstymi strumieniami. Karolina doszła razem z nim po raz trzeci – jeszcze jeden, długi, roztrzęsiony orgazm, który sprawił, że cała zadrżała, zacisnęła się wokół niego jak imadło i opadła na jego klatkę piersiową, chowając twarz w jego szyi.
To był pierwszy raz, kiedy Tomek doszedł w niej. To było zaskakująco przyjemne. Gorąca sperma rozlewała się w jej środku. Nie sądziła, że to potrafi być aż tak przyjemne.
Leżała pod swoim ukochanym, drżąc i pulsując, aż ostatnie fale rozkoszy powoli odeszły, zostawiając ją całkowicie roztrzęsioną i spełnioną. Tomek opadł na nią ciężko, całując ją powoli. Dyszał ciężko, a dreszczyki raz po raz przechodziły po jego ciele.
Przez kilka długich minut leżeli na kanapie – spleceni, spoceni, oddychający ciężko. W końcu zmienili pozycję. Tomek położył się na plecach, a ona ułożyła się na nim. Gładził ją długimi, uspokajającymi ruchami. Karolina leżała tak przez dłuższy czas, wciąż czując, jak serce wali jej w piersi. Byli mokrzy od potu, wymęczeni, a przy tym zaspokojeni jak nigdy.
Tomek gładził ją po włosach drżącą dłonią.
– Mój Boże... – wychrypiał, patrząc w sufit. – Karolina, on oszalał na twoim punkcie. Masz go. Widziałem to.
Karolina podniosła głowę. Jej makijaż był rozmazany, a usta opuchnięte. Uśmiechnęła się łobuzersko, przesuwając palcami po jego szczęce.
– Wiem – szepnęła. – Jest mój. Tak jak ty.
Poczuła, jak sperma wypływa z jej cipki.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Fantazyjny999
Przystawka była super ale zupa jest idealna …szef kuchni potrafi…😈😁😍