Zdrada. Część pierwsza.

Zdrada. Część pierwsza.Leżałam naga w naszym wielkim małżeńskim łożu. Moja głowa oparta była na łokciach. Z zamkniętymi oczami czekałam na moment, w którym mój mąż, któremu właśnie się oddawałam, po raz drugi tego wieczoru osiągnie orgazm.
     Po chwili usłyszałam zadowolenie w jego głosie, kiedy pochylił się nade mną i szepnął mi do ucha, że jestem cudowna. Chciałabym to samo powiedzieć o nim, niestety nie mogłam. Wiedziałam, że teraz będzie chwila odpoczynku, po czym rozłoży moje nogi, wsunie we mnie penisa i rozpocznie trzecią dziś penetracje, z czego drugą od tyłu. Tak też się stało.
     Na koniec odwrócił mnie na plecy, chwile całował moje piersi, o czym wszedł we mnie i po raz czwarty tego popołudnia pozwolił mi spełnić małżeński obowiązek.
Nie wiem, ile orgazmów doznał, podczas tych czterech zbliżeń, ale wiedziałam, że ja żadnego. Nie miałam do niego żalu, a już na pewno nie zamierzałam go o tym informować. Sztukę udawania w łóżku opanowałam do perfekcji.
     Założyłam stanik, sukienkę, pocałowałam go na pożegnanie i poszłam na dół robić kolacje. Nasz syn miał niebawem wrócić od dziadków. Mój małżonek został w łóżku.
     Jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat. Ja mam teraz trzydzieści trzy lata, a on podbija już pod pięćdziesiątkę. Różnica jest więc spora. Wyszłam za niego z miłości. Kocham go. Jest czuły, opiekuńczy, dowcipny, zaradny. Zawsze chciałam mieć takiego męża. Rodzice bali się, że mając niewiele, ponad dwadzieścia lat wychodzę za faceta czterdziestoletniego, ale to mi nie przeszkadzało. Do dziś mi nie przeszkadza. Jedyne co w tym małżeństwie nie jest udane, to pożycie.
     Na początku, jeszcze przed ślubem strasznie mnie podniecał. Seks z dojrzałym facetem to było coś. Koleżanki piały z zazdrości. Po ślubie przez parę lat też było dobrze, ale potem wdarła się monotonia. Na dodatek otworzył własną firmę i zaczął ciężko i długo pracować. W międzyczasie pojawiło się dziecko. Z czterech razy w tygodniu zeszliśmy na dwa, z czasem na jeden. Dziś nasze pożycie wygląda tak, jak opisałam na początku.
      W każdą niedziele po południu idziemy do łóżka. Nie robimy tego nawet w nocy. On boi się, że nasz syn nas nakryje, albo zacznie zadawać pytania. Kiedy go nie ma w domu, bo jest u dziadków, idziemy do sypialni. Dla niego to taka sama czynność jak pójście na basen czy siłownie. Nie powiem, żebyśmy się kochali, raczej uprawiamy seks, albo po prostu on mnie rznie. I tyle.
     Zawsze są cztery stosunki. Najpierw masaż, jakaś minimalna gra wstępna, potem zdejmujemy nasze ubrania. Pierwszy raz klasycznie na misjonarza, potem dwa razy w jego ulubionej pozycji od tyłu. Na koniec, kiedy już ma niewiele sił, podnosi moje nogi i jedzie na ostro. Zawsze odbywamy stosunki pochwowe, o seksie oralnym nie ma mowy. Czuje się czasem jak rzecz, służąca po to by spełnił swoje potrzeby. On nigdy nie pyta, czy było mi dobrze. Nigdy.
     Z boku to pewnie wygląda, że wyszłam dla niego dla kasy. Czasem czuje się jak prostytutka. Przez cały tydzień mieszkam w wielkim domu, mam dobry samochód, piękny ogród, wspaniałego syna i gdy przechodząc miastem, widzę sukienkę za kilka stów, bez problemu mogę wejść i kupić. W niedziele płacę za to wszystko ciałem. Podkreślam jednak, że poza martwym życiem erotycznym nasze małżeństwo jest udane.
     Seks jest jednak bardzo ważny w życiu człowieka. Mam niewiele ponad trzydzieści lat i nie chce tak żyć. Jeszcze wiele przede mną. Dlatego dziś po kolacji wezmę swój smartfon i wyślę SMS o treści „jutro aktualne”. Po kilku minutach otrzymam odpowiedź zwrotną: „tak”. To oznacza, że jutro spotkam się ze swoim kochankiem i przeżyje w jego ramionach wiele upojnych chwil.

1 komentarz

 
  • andkor

    No cóż samo życie mam tylko nadzieję że mnie nie dopadnie taki egoizm w stosunku do żony. Ciekawie napisane.