Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Zdrada (nie)kontrolowana – Rozdział I

Piątkowe popołudnia w mieszkaniu zawsze pachniały w podobny, kojący sposób – mieszanką ulubionego płynu do płukania, świeżo zaparzonej kawy i włoskich ziół, bo to Tomek zazwyczaj gotował. Podzielili się według tego, co każdy lubi. On znał się na kuchni, ona nie miała nic przeciwko sprzątaniu i praniu.

Układ idealny.

Karolina przekręciła klucz w zamku i pchnęła ciężkie drzwi, rzucając torebkę na szafkę. Miała dwadzieścia cztery lata, stanowisko, o które walczyła przez ostatni rok, i życie poskładane tak perfekcyjnie, że czasem sama sobie go zazdrościła. Chociaż praca ją niekiedy stresowała.

Zrzuciła niewygodne szpilki, odkopując je pod szafkę. Przejrzała się przelotnie w lustrze. Zmęczone, zielone oczy patrzyły na nią spod lekko rozmazanego tuszu do rzęs. Długie, ciemne i naturalnie falowane włosy, które rano starannie upięła w biurowy kok, teraz opadały jej na ramiona w artystycznym nieładzie.

Karolina była piękną kobietą, choć na co dzień zdawała się tego zupełnie nie zauważać. Miała zgrabną, niezwykle kobiecą figurę – wąską talię, przyjemnie zaokrąglone biodra i jędrne piersi, które z uporem maniaka chowała pod zbyt dużymi swetrami lub zapiętymi pod szyję koszulami. Nie lubiła przyciągać wzroku, wolała wtapiać się w tłum, chociaż Tomek uwielbiał się nią chwalić.

Niemal bezszelestnie weszła do salonu połączonego z aneksem kuchennym.

Tomek stał tyłem do niej, pochylony nad patelnią. Miał na sobie jasnoszare dresy, które niebezpiecznie nisko opierały się na jego wąskich biodrach, i opiętą czarną koszulkę. Karolina uśmiechnęła się pod nosem. Po trzech latach związku ten widok wciąż sprawiał, że czuła w brzuchu leniwe trzepotanie.

Tomek był uosobieniem stabilizacji. Mierzył ponad metr osiemdziesiąt pięć, a dzięki regularnym wizytom na siłowni jego ramiona były szerokie i przyjemnie wyrzeźbione. Z krótkimi, ciemnoblond włosami i łagodnymi rysami twarzy wyglądał wprost idealnie.
Podeszła cicho i oplotła ramionami jego pas, przytulając policzek do szerokich pleców.

– Jeśli zgadnę, co robisz, dostanę lampkę wina? – mruknęła leniwie.

Tomek drgnął lekko, ale zaraz odchylił głowę do tyłu, opierając się o nią z uśmiechem. Jego duża, ciepła dłoń spoczęła na jej splecionych dłoniach.

– Biorąc pod uwagę, że robię to samo co drugi piątek, a ty właśnie wbijasz mi nos w łopatkę… szanse masz spore, pani kierownik.
– Krewetki na maśle z chili i białym winem – wyrecytowała bezbłędnie, po czym cmoknęła go w plecy między łopatkami. – I pamiętaj, że obiecałeś nie mówić do mnie „pani kierownik” w domu.
– Obiecałem, że nie będę tak mówił w sypialni – sprostował, odwracając się do niej.

Spojrzał na nią z góry, a jego orzechowe oczy lśniły tym ciepłym blaskiem, zarezerwowanym tylko dla niej. Zgarnął zbłąkany kosmyk jej włosów za ucho, brudząc ją przy tym lekko mąką, z czego najwyraźniej nie zdał sobie sprawy.

– Ciężki dzień? – zapytał, gładząc kciukiem jej policzek.
– Taki jak zwykle. Klienci marudzą, szef wymaga cudów, a ja marzyłam tylko o tym, żeby wciągnąć na tyłek stare dresy i zjeść coś, co usmażył mój szef kuchni.
– Zatem twój szef kuchni melduje, że kolacja będzie gotowa za dziesięć minut.

Karolina wspięła się na palce i pocałowała go w usta – krótko, ale z obietnicą czegoś więcej. Smakował rewelacyjnie. Znała każdy kontur jego warg, sposób, w jaki przechylał głowę, i to, jak jego dłonie natychmiast wędrowały na jej talię, by przyciągnąć ją bliżej. Byli jak dwa idealnie dopasowane puzzle.

Czasami zastanawiała się, czy to normalne, żeby po trzech latach wciąż unikać większych kryzysów .Owszem, czasem kłócili się o to, kto znów nie wyniósł śmieci albo dlaczego Tomek po raz setny zostawił mokry ręcznik na łóżku, ale były to sprzeczki, które kończyły się śmiechem na kanapie.

Pół godziny później siedzieli na welurowej sofie, opierając się o siebie ramionami. Talerze z resztkami makaronu wylądowały na stoliku kawowym, a na ekranie telewizora leciał jakiś serial, którego żadne z nich tak naprawdę nie oglądało.

– Wiesz, że Kaśka z HR-u znów rzuciła Michała? – rzuciła Karolina, bawiąc się nóżką kieliszka.
– Znowu? – Tomek parsknął śmiechem, przesuwając ramię, by mogła wygodniej oprzeć głowę na jego klatce piersiowej. – Który to już raz? Trzeci?
– Czwarty, jeśli liczyć ten incydent na wyjeździe integracyjnym. Tym razem poszło o to, że on podobno za bardzo gapił się na kelnerkę w restauracji. Zrobiła mu taką, kurwa, awanturę…
– Ludzie to lubią komplikować sobie życie. – Tomek pokręcił głową. – Jak on miał patrzeć na kelnerkę, jak jest ślepy prawie że z tą wadą wzroku?

Karolina zaśmiała się głośno. Dopiero teraz, siedząc ze swoim ukochanym, czuła, że naprawdę się relaksuje. Upiła łyk wina i odetchnęła zadowolona.

– Dlatego tak bardzo cenię to, co mamy – powiedziała nagle, nieco ciszej, podnosząc na niego wzrok. – Żadnych dramatów, żadnych chorych jazd z zazdrości, rzucania talerzami. Jesteśmy… normalni.

Tomek uśmiechnął się, choć przez ułamek sekundy Karolina mogłaby przysiąc, że w jego oczach błysnęło coś dziwnego – jakaś trudna do uchwycenia emocja, która zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Zanim zdążyła to przeanalizować, chłopak odstawił kieliszek, a potem zabrał jej z dłoni ten, który sama trzymała.

– Zdecydowanie zbyt normalni – mruknął, nachylając się nad nią.

Jego dłoń wsunęła się pod materiał jej koszuli. Karolina wciągnęła ze świstem powietrze, gdy sprawne palce odnalazły zapięcie stanika. Zrobił to płynnie, jednym wyćwiczonym ruchem. Pozbyła się szybko stanika, jak i koszulki. Przytulili się blisko i zaczęli delikatnie pieścić nawzajem.  

Znali swoje ciała na wylot. Wiedzieli o sobie wszystko… prawie.

Gdy przeniósł ją na rękach do sypialni, chichotała cicho, udając, że się wyrywa. Rzucił ją delikatnie na chłodną pościel, a sam ściągnął koszulkę. Obserwowała jego klatkę piersiową oświetloną jedynie żółtym blaskiem latarni z ulicy. Był w świetnej formie, dbał o siebie, a Karolina kochała to, jak czuła się w jego ramionach – bezpieczna, drobna, chroniona.
Tomek zawisł nad nią, opierając ciężar ciała na przedramionach. Jego wzrok był pełen uwielbienia.

– Pięknie dziś wyglądasz – szepnął, wsuwając dłoń we włosy rozsypane na poduszce.
– W starym dresie i rozmazanym makijażu? – droczyła się, przesuwając dłońmi po jego gładkich plecach.
– Zawsze.

Złączył ich usta w powolnym, głębokim pocałunku. Karolina przymknęła oczy i poddała się mu całkowicie. Czuła, jak w dole brzucha wzbiera znajome, przyjemne ciepło. Jej ciało reagowało na niego instynktownie. Skóra pokryła się gęsią skórką, nogi zadrżały. Jęknęła cicho w jego usta, czując dłonie na biodrach.

Tomek nie spieszył się nic a nic. Wędrował ustami po jej szyi, dłońmi po biodrach, nogach, pośladkach. W końcu zsunął się na piersi. Wiedział, jak ją pieścić. Karolina lubiła, jak wpierw się z nią trochę podrażnił, a potem całował sutki. I dokładnie tak się nią zajął. Czuła, jak z każdą sekundą robi się coraz bardziej mokra, jak mięśnie się napinają. Tomek był nieziemsko dobry w takich leniwych pieszczotach, a…

…a cały świat zawirował, kiedy wsunął dłoń pod jej spodnie i przesunął dłonią po mokrych majtkach.

– Ach! – wyrwało się jej z ust.

Chłopak podniósł się z szerokim uśmiechem. Jej spodnie skończyły na podłodze, jego zresztą tak samo. Złapał ją za nogę i położył sobie na ramieniu, całując powoli po łydce. Dłonią uchwycił udo, a drugą zaczął pieścić cipkę. Ponownie – zupełnie się nie spieszył. Wpierw zajął się łechtaczkę, wykonując najpierw powolne ruchy góra-dół.

Karolina jęknęła i zacisnęła dłonie na piersiach. Kiedyś się wstydziła pieścić sama, lecz Tomek ją przekonał (po wielu tygodniach), że wygląda wtedy naprawdę seksownie. W miarę jak on intensyfikował pieszczoty, tak ona była coraz bardziej czerwona na twarzy. Pieściła sobie piersi okrężnymi ruchami, drażniąc sutki raz po raz.

W końcu Tomek wsunął w nią dwa palce. Zamruczała zadowolona, czując, jak dotyka ją dokładnie w tym dziwnym miejscu, którego sama nie potrafiła znaleźć, póki go nie poznała. Pieścił ją z uśmiechem, rozkoszując się jękami, westchnięciami i przede wszystkim: pełnym pożądania oraz miłości spojrzeniem.

– Chcesz tak dojść, czy… – zapytał, ale nim zdążył dokończyć, Karolina z uśmiechem mu przerwała:
– Dzisiaj chcę z tobą, okej?

Uśmiechnął się i wyjął z niej palce. Pochylił się nad nią i pocałował ją. Krótko, namiętnie. Podszedł do szafki nocnej, wyjął prezerwatywę, po czym zsunął bokserki i nałożył ją na twardego członka. Sam twierdził, że ma przeciętnego, ale z perspektywy Karoliny był spory.
Na pewno większy, niż jej byli faceci.

Nie spieszył się zupełnie. Położył się na niej, opierając dłonie o łóżku i wsunął się powoli. Centymetr po centymetrze, aż wszedł w nią całkowicie. Dokładnie tak, jak lubiła najbardziej. Karolina cicho jęknęła, czując to idealne dopasowanie, które zawsze sprawiało, że jej ciało rozluźniało się i jednocześnie napinało w oczekiwaniu. Oplotła go nogami w pasie, przyciągając bliżej, a on oparł czoło o jej czoło, patrząc jej prosto w oczy.

– Kocham cię – wyszeptał niskim, ciepłym głosem, który tak uwielbiała.

Zaczął się poruszać. Rytmicznie. Głęboko. Spokojnie. Tak jak oboje uwielbiali. Wiedział, kiedy lekko unieść jej biodra, żeby jęknęła z rozkoszy. Wiedział, kiedy zwolnić, a kiedy złapać ją za pierś, czy ugryźć w szyję.

Ona zresztą nie zostawała mu dłużna. Przyciągała go do siebie nogami, uciskała twarde ramiona i silne barki. Skubała ustami po uchu oraz szyi, jak tylko się nad nią mocniej nachylał.

Oboje oddawali się sobie całkowicie i kochali każdą sekundę tego zbliżenia.

W którymś momencie Karolina zamknęła oczy i oddała się mu całkowicie. Jej dłonie wędrowały po jego plecach, czując napięte mięśnie, które pracowały dla niej. Czuła każdy jego oddech na szyi, każdy pocałunek, który składał na obojczyku, na szyi, na ustach.
Było ciepło. Bezpiecznie. Tak dobrze, że aż bolało od nadmiaru.

– Tomek… – mruknęła cicho, przyciągając go mocniej.

On tylko uśmiechnął się i wsunął dłoń pod jej pośladki. Złapał ją mocno, przyspieszając ruchy biodrami. Karolina wygięła się w łuk, zaciskając nogi dookoła niego. Czuła, jak fala przyjemności zbiera się nisko w brzuchu, jak rośnie z każdym pchnięciem, z każdym dotykiem.

– Dojdź dla mnie, kochanie – mruknął jej prosto do ucha, nie przestając ani na sekundę.

Nie potrzebowała większej zachęty. Fala rozkoszy rozlała się po jej całym ciele. Jeszcze jeden ruch, drugi, trzeci… Jej ciało zadrżało, a myśli odpłynęły. Orgazm wstrząsnął jej ciałem. Gwałtownie, jak i miękko jednocześnie – w tej przedziwnej mieszance, jaką czuła tylko z Tomkiem.

Wygięła się jeszcze mocniej. Cipka zacisnęła się na twardym, pulsującym członku, z ust wyrwał się przeciągły, głośny jęk. Kiedyś się wstydziła być głośna, ale wiedziała, że przy Tomku może nawet krzyczeć, jakby tylko chciała.

Trzymała go przy tym cały czas mocno. Jakby bała się, że zniknie. Tomek nie zwolnił. Wręcz przeciwnie: sam, nakręcony jej orgazmem, poczuł, jak zaczyna się zbliżać do szczytu. Przyspieszył jej orgazm, przedłużając jej orgazm kolejnymi głębokimi ruchami.
W końcu Karolina opadła na materac. W jej ciele nie było już ani odrobiny napięcia – czysta, rozlewająca się rozkosz i rozluźnienie.

Dopiero wtedy Tomek przyspieszył. Tylko trochę. Tylko tyle, ile potrzebował. Jego oddech stał się cięższy, ramiona napięte, a ona otworzyła oczy i patrzyła na niego – na przystojną twarz, na wyraz absolutnego oddania, który pojawiał się tylko wtedy, gdy byli sami ze sobą.
Z cichym, gardłowym jękiem zadrżał, wbijając się w nią po raz ostatni. Sięgnęła do niego, ujęła za twarz i złączyła ich usta w namiętnym pocałunku.

Przez kilka sekund trwali tak – złączeni, drżący, zlani potem. Tomek opadł na nią ostrożnie. Ukrył twarz w zagłębieniu jej szyi i pocałował wilgotną skórę. Karolina leniwie przeczesywała palcami jego włosy, czując, jak ich serca biją w jednym, zwalniającym rytmie.
Czuła się absolutnie, bezwzględnie spełniona. W jej świecie nie istniały żadne braki. Miała kochającego faceta, ciepły dom i świetny seks.

Czego więcej mogłaby pragnąć? Odpowiedź brzmiała: niczego.

– Kocham cię – szepnął Tomek, podnosząc głowę i całując ją w ramię, które lśniło od potu.
– Ja ciebie też – odpowiedziała, przeciągając się leniwie.

Tomek wstał, żeby wyrzucić prezerwatywę. Ona patrzyła na niego przez chwilę, ale oczy zamknęły się jej same. Nie potrzebowała dużo. W ciągu kilku minut spała już spokojnie, pewna, że ich życie jest całkowicie kompletne.

Nie miała pojęcia, że tuż obok niej, wpatrzony w ciemny sufit sypialni, Tomek wcale nie spał. Słuchał jej spokojnego oddechu, ale jego myśli wędrowały w rejony, od których sama Karolina pewnie uciekłaby z krzykiem. W jego głowie odtwarzał się scenariusz, który od miesięcy nie dawał mu spokoju. Wyobrażał sobie jej nagie, drżące ciało, ale dłonie, które ją dotykały, nie należały do niego. Wyobrażał sobie, jak inni mężczyźni patrzą na to, co było jego, jak rozbierają ją wzrokiem, jak…

Zacisnął dłonie na prześcieradle, czując, jak pod wpływem tych brudnych, skrywanych myśli, krew znów zaczyna szybciej krążyć w jego żyłach. Tomek toczył wewnętrzną walkę ze swoimi najciemniejszymi fantazjami

Bo w końcu jak powiedzieć swojej ukochanej partnerce, że chciałby ją zobaczyć z innym?

2 komentarze

 
  • Użytkownik Jacek 47

    Doskonale opowiadanie.Opisz zdradę od strony narzeczonej.Daje 8.Czekam na ciąg dalszy

    18 godz. temu

  • Użytkownik bart30

    Podniecają mnie takie opowiadania :-)

    20 godz. temu