Love me like you do cz. 16

mam takie małe pytanko, bo jestem ciekawa Waszej opinii ;) Waszym zdaniem senior Jyrki powinien wybaczyć Kaari i przyjąć z powrotem, czy kopnąć w tyłek raz na zawsze? tzn. mam w głowie własny scenariusz, ale jestem ciekawa, co sądzicie?

    - No to mówiłam ci, że się pokłóciliśmy w drodze, nie? – relacjonowała jakiś czas potem Kaisa – a wiesz, o co? Rzuciłam takie coś: „Ciekawe, kiedy my będziemy urządzać takie przyjęcie?”. A wiesz, co on na to? „Po co wybiegać w tak daleką przyszłość?”. I to już drugi raz tak powiedział. No wyobrażasz sobie?! To co on niby myśli? Że ja nie marzę o ślubie? Dzieciach?
- Może po prostu nie chce się żenić? – odparła Kaari, ot tak obracając leżący na stole plastikowy widelec.
- Ucieka od tematu jakichkolwiek zobowiązań! Mam wrażenie, że jest ze mną… bo jest, ale nic poza tym.
- Nie ciśnij go, bo ci zwieje – niemal już ziewnęła, gdyż ani trochę nie angażowała się w ową rozmowę.
- Jesteśmy razem na tyle, że powinniśmy zacząć coś planować – naburmuszyła się.
- Jesteś jeszcze bardzo młoda, on nie ma jeszcze 30-tki… faceci inaczej patrzą na świat. Musisz poczekać, aż dojrzeje do pewnych wniosków – ciągnęła, wpatrując się w tańczące pary. Ona także chętnie zatańczyłaby z jakimś mężczyzną. Tyle, że nikt jej nie prosił.
- Ile? Jeszcze kilka lat?! A moje uczucia? Nie liczą się? – oponowała koleżanka.
- Przesadzasz… a jak spotkasz kogoś, kto będzie bardziej odpowiedni?
- Ja wiem, że to ten! – upierała się przy swoim.
- No to się rozstańcie, jak to dla ciebie taki problem – mruknęła poirytowana.
- Przepraszam. Truję ci o swoich problemach, a przecież sama co dopiero rozeszłaś się z Arvo. Powinnaś się zabawić, zatańczyć z kimś. Chodź, znajdziemy ci partnera – wstała, biorąc ją za dłoń.
- Zostaw, jak będę chciała, to pójdę. Ty idź – puściła oczko, gdyż bynajmniej nie miała zamiaru się przed nikim płaszczyć. Na szczęście długo prosić nie musiała, gdyż Kaisa od razu wmieszała się w tłum, a konkretniej to skierowała się do Jyrkiego, który stał przy beczce z piwem.
- Biedna Kaari, chyba nie najlepiej się bawi – rzuciła, będąc już przy nim, toteż odruchowo spojrzał na pannę Venerinen, która wpatrywała się w wyświetlacz telefonu – co dopiero przecież rozstała się z facetem, a tu takie klimaty… Chciałam ją wyciągnąć na parkiet, poszukać jakiegoś partnera do tańca, ale chyba się wstydzi – „nadawała” strapiona sympatia.
- Ja mogę z nią zatańczyć. O ile nie masz nic przeciwko temu – odrzekł prędko, bowiem spożyta ilość alkoholu zaczęła topić barierę, jaką sam wokół siebie wytworzył.
- Byłbyś tak miły? Jasne…! – nie zdążyła dobrze dokończyć, bo ten wetknął jej w dłoń kubeczek z napojem i już biegł do starszej koleżanki.
    Ta co dopiero odprawiła z kwitkiem jednego z uczestników zabawy – jej zdaniem był za bardzo pijany, a z takim, to żadna przyjemność z tańca. O nie, nie była aż tak zdesperowana, by…
- Zatańczysz? – usłyszała kolejną propozycję.
- Nie, ja… - zaczęła z przepraszającym uśmiechem, nawet nie patrząc na „konkurenta”, lecz gdy odwróciła głowę, oto ujrzała przed sobą wyciągniętą dłoń Jyrkiego – nabijasz się? – bąknęła zaskoczona.
- Pytam serio. To jak? Chcesz zatańczyć? – ponowił zaproszenie.
    Sama nie wiedziała, jak ma się zachować, więc powędrowała wzrokiem ku… Kaise. Niczym dziecko, które najpierw musi zapytać rodzica o zgodę. Ta kiwnęła zachęcająco głową, toteż chwyciła muzyka za rękę i natychmiast została wyciągnięta na parkiet. Tam prędko zorientowała się, że powodem takiego zachowania jest alkohol. Ten to przecież potrafi łamać wszelkie bariery i zakazy. Nie przeszkadzało jej to jednak, gdyż był „zaledwie” podchmielony.
    Póki co, z głośników płynęła wolna melodia, więc jedną ręką objął ją w pasie, zaś drugą ujął za dłoń. Patrzyła wszędzie, gdzie się tylko dało, tylko nie na niego. On, wręcz przeciwnie – nie spuszczał z niej oczu, jakby robiąc jej na złość – Nie musisz być taka sztywna, to tylko taniec – rzucił po chwili.
- Nie jestem – odchrząknęła nerwowo.
- Nie martw się, Kaisa mnie tutaj przysłała.
    Owe słowa ugodziły jej czułą strunę. Co, jak co, ale wolałaby, by to była jego własna inicjatywa. Taniec nie jest przecież żadną przesadą. Aż tak bardzo się jej obawiał, że ktoś inny musiał nim sterować?
- Niepotrzebnie, nie lubię litości – mruknęła chłodno.
- Oj tam, chciała, żebyś się trochę rozerwała – kontynuował, jak gdyby nigdy nic.
- Sama wiem lepiej, co jest dla mnie dobre! – syknęła, wyrywając się. Miała zamiar wrócić na swoje miejsce, lecz chwycił ją za rękę i tak szczelnie do siebie przyciągnął, że czuła na sobie jego oddech.
- Dalej nie lubisz ze mną tańczyć, jak wtedy na weselu twojej siostry? – zauważył przy tym.
- Po co rozgrzebywać przeszłość? – prychnęła, czując, że zaczynają piec ją policzki. Zaczął przeginać…
- To w końcu chcesz ze mną tańczyć, czy nie? – droczył się dalej.
- Tak! – warknęła, patrząc mu prosto w oczy, choć chyba znowu się zarumieniła.
- No to sobie odbijemy tamto! – odrzekł na to, po czym „zakręcił ją” wokół własnej osi, by w następstwie przewiesić sobie przez ramię, aż ta, oszołomiona, mało nie pisnęła. Gdy jednak zawisła nad podłogą, nareszcie parsknęła szczerym śmiechem – i o to chodzi! – zawołał z satysfakcją. Wystawiła język i pozwoliła poprowadzić się w owym, jakże szalonym tańcu, gdyż muzyka zmieniła się na szybką.
    Panna młoda z zaciekawieniem obserwowała ich roześmiane twarze, migające pośród kilkunastu innych, po czym podeszła do Kaisy, która kończyła za Jyrkiego piwo i przy okazji ucinała sobie pogawędkę z jedną z przybyłych.
- Nie przeszkadza ci to? – zagaiła Anette, kiwając w kierunku Kaari i jej partnera.
- Czemu? Tylko tańczą, a poza tym, to ja to zainicjowałam – odparła z nieskrywaną dumą.
- Że jak? – rozmówczyni kpiąco wykrzywiła twarz.
- Kaari przeżywa teraz trudne chwile, bo właśnie rozstała się z chłopakiem. Chciałam, żeby Jyrki ją trochę rozruszał. Nie chciała tańczyć z nikim innym, a jego zna i proszę: jest efekt!
- Skoro ci to nie wadzi? – mruknęła, nieco owymi słowami zgorszona. No, ale chorobliwa zazdrość także jest niewskazana – ale na twoim miejscu miałabym ich jednak na oku – dodała na odchodne.
- Daj spokój, ufam im! To przecież moja przyjaciółka! – oburzyła się.
    Anette zmierzyła ją w taki sposób, jakby brakowało jej którejś klepki. W relacjach damsko-męskich coś takiego, jak lojalna przyjaźń, nie istniało. A przynajmniej w jej mniemaniu. Ileż to się w końcu nasłuchała, jak to „przyjaciółki” i „przyjaciele” odbijali innym ich drugie połówki. A jeszcze w tym przypadku, gdy chodziło o byłą parę? Kaisa była naprawdę naiwna. Pewnie przez ten wiek, po prostu brakowało jej doświadczenia. Ponieważ jednak był to jej własny ślub, nie miała zamiaru ciągnąć tematu miłostek swoich gości.
    Skończyła się jedna piosenka, zaczęła druga, a oni wcale nie mieli zamiaru schodzić z parkietu. Nie zważali nawet na szybkie tempo melodii – szaleli mimo to, choć mocno się już zmęczyli. „Wodzirej” oznajmił, iż jeszcze jeden utwór, a potem dłuższa przerwa. Państwo młodzi i ich rodzice mieli coś do przekazania swym gościom.
    Zapowiedziana piosenka okazała się być wytchnieniem dla zmęczonych, oraz ukłonem dla par, które lubiły wolne klimaty. Ponownie znaleźli się blisko siebie, dostosowując się do melodii. Jyrki zapomniał się i położył na talii partnerki obie dłonie, zaś ona swoje na jego piersi. Uniosła przy tym twarz, spoglądając w oczy swego towarzysza z lekkim uśmiechem, na co odpowiadał jej tym samym.
- Świetnie tańczysz – pochwaliła przy tym.
- A ty wtedy nie chciałaś.
- Nie wracajmy do tego, co? – ucięła słodko, toteż posłusznie zamilkł, powracając do lustrowania jej wzrokiem.
    Te, które znały pannę Venerinen (i choć trochę się nią interesowały), zaczęły między sobą szeptać. Chyba sobie kogoś poderwała, bo wyglądała na zafascynowaną swym partnerem do tańca. A co dopiero widywano ją z tym „pięknisiem z góry”, ciekawe.
- Ostrzegałam jego dziewczynę, ale mnie nie słucha – zauważyła Anette, gdy właśnie ucinała sobie pogawędkę z jedną z koleżanek.
- To on ma kogoś? A wyglądają, jakby to oni byli parą – rozmówczyni szeroko otworzyła oczy.
- Wiesz, co jest najlepsze? – parsknęła śmiechem – że oni byli razem! – szepnęła jej na ucho, a ta natychmiast chwyciła się za usta.
- No nie mów! Specjalnie zaprosiłaś ich w trójkę, żeby ci urządzili skandal?
- Wypluj to słowo! – trąciła ją w ramię – to był przypadek, skąd miałam wiedzieć, że Kaisa przyjdzie z tym swoim?
    Jeśli już o niej mowa, to Kaisa nie była zazdrosna, w żadnym razie, lecz na taki bieg spraw nie mogła się zgodzić. Tak tańczyć powinna z nim ona i żadna inna! Tak więc prędko do nich ruszyła.
- Przepraszam was, ale chyba już wam starczy? Teraz ja chciałabym z nim zatańczyć. Wiesz, potem będzie przerwa – rozpędziła ich, mierząc przy tym znaczącym wzrokiem. Kaari zrozumiała aż za dobrze, toteż kompletnie zażenowana, ustąpiła miejsca młodszej koleżance. By nie wzbudzać podejrzeń, Jyrki zgodził się na ów taniec, choć miał ochotę udać się w ślady panny Venerinen.
    Ta wróciła na miejsce, przecierając zarumienione policzki. Zapomniała się, ot co! Przez ten głupi taniec zupełnie wyleciało jej z głowy, że ten jest zajęty. I to przez kogo? Koleżankę z pracy, która w dodatku uważa ją za swoją przyjaciółkę. Znowu poczuła się, jak „ostatnia łajdaczka”. Ale wyglądał dzisiaj tak przystojnie… nie, nie tylko dzisiaj, chyba w ogóle… Za dużo o nim myślała! To z kolei prowadziło do niewłaściwych wniosków. Bo na pewno go idealizowała. Słyszała przecież, co mówiła Kaisa: unikał zobowiązań. Ale z nią rozmawiał przecież inaczej… Dość! Temat Jyrkiego powinien być dla niej zamknięty.
    Mimo to spoglądała zazdrośnie na niego, oraz „zastępującą ją” młodszą koleżankę. Było jej mało, chciała tańczyć dalej. Ale wyłącznie z nim. Na szczęście piosenka się skończyła, więc nie musiała więcej „torturować się” widokiem znajomych na parkiecie.

***

    Zaczęły się nudne przemowy. Gdyby chodziło o kogoś bardzo im bliskiego słuchaliby z prawdziwą przyjemnością, a tak? Obie panny przynajmniej udawały, że są zainteresowane, uparcie wpatrując się w przemawiających. Nakazywała im to wrodzona wrażliwość. Jyrki zabijał czas alkoholem, aż z tego wszystkiego zaszumiało mu w głowie.
    Po kilku godzinach salon, w którym bawiło się tylu ludzi, zamienił się w istną saunę. Nie pomagały nawet otwarte na oścież okna i drzwi. Kaari wachlowała się dłonią, aż wreszcie postanowiła się przewietrzyć.
    Wyszła więc na ganek, gdzie od razu uderzyło ją chłodne, październikowe powietrze. Położyła dłonie na balustradzie i zaczęła wdychać świeże powietrze. W tym rejonie było naprawdę przejrzyste, dzięki dużemu zagęszczeniu lasów. Gdyby tak odejść stąd na odległość jednego kilometra, można by dotrzeć na nabrzeże. Gdyby tak miała z kim, chętnie wybrałaby się na taki spacer…
    Wtem poczuła, że ktoś obejmuje ją w pasie – zupełnie, jak na weselu Tanji. Nie, nie śniła na jawie – to się działo naprawdę. Po perfumach rozpoznała, że był to Jyrki. Zresztą, który obcy mężczyzna odważyłby się na taki gest? No, chyba że pijany. On także, jak wiadomo, był pod mocnym wpływem alkoholu. Prawdopodobnie to on popchnął go do owego czynu. Gdyby nie to, oraz duże prawdopodobieństwo, że zobaczy ich Kaisa, nie miałaby nic przeciwko temu, ale nie w takim wypadku!
- Co ty wyprawiasz? Kaisa zobaczy, i co jej wtedy powiesz?! – zaczęła się wyrywać, co wcale nie było łatwe, gdyż nie tylko mocno na nią napierał, ale do tego usiłował pocałować. Całe szczęście, że zionęło od niego alkoholem, bo w przeciwnym razie ciężko byłoby się jej oprzeć – Jyrki, puść mnie! – obróciła się ku niemu i lekko odepchnęła. No właśnie, zbyt lekko, bo wcale jej nie puścił, a jeszcze mocniej do siebie przyciągnął. Zaczęła więc bić go rękami i z całej siły się wyrywać. Przy okazji cały czas nerwowo wyglądała za jego ramię, czy aby Kaisa nie nadchodzi.
- Zawsze mnie tylko odpychałaś! Co jest ze mną nie tak?! – wybełkotał zdenerwowany.
- Nie o to chodzi! Jesteś zajęty, durniu! Masz dziewczynę, dociera to do ciebie?! – warknęła, spoglądając w kierunku wejścia na ganek. Serce łomotało nieprzyjemnie z obawy, a plecy okropnie bolały od nienaturalnego wygięcia. Miała wrażenie, że dłużej już nie wytrzyma!
- A jakbym nie miał? – podchwycił tymczasem, mierząc ją nieprzytomnym wzrokiem. Nie doczekał się jednak odpowiedzi, gdyż Kaari dostrzegła w ciemnościach postać, która odbijała się w świetle, docierającym z salonu. Obojętnie, kto by to nie był, nie mógł ich zobaczyć w owej, jakże dwuznacznej sytuacji! Odepchnęła go więc z całych sił, aż mało się nie wywrócił, i pobiegła przed siebie, po czym schowała się za ścianą – a uciekaj! Tylko to zawsze robiłaś! – prychnął za nią.
- Tu jesteś. Do kogo mówisz? – zaciekawiła się Kaisa.
    Ukrywająca się nieopodal panna Venerinen nerwowo przełknęła ślinę. Jak były się teraz wygada, „młoda” stworzy jej prawdziwe „piekło na ziemi” przez swoją zazdrość i wyrzuty, dlaczego nie powiedziała jej od razu. Raz, że się tego bała, a dwa, polubiła tą „gadułę”, więc przykro by jej było stracić dobrą koleżankę…
- Tak, spadaj! Nie potrzebuję cię! – ciągnął tymczasem Jyrki.
- To do mnie? – oburzyła się Kaisa.
    Kaari wstrzymała oddech, zasłoniwszy usta rękoma, jakby miało jej to w czymś pomóc.
- Co…? A ty co tu robisz? – muzyk zmarszczył nieprzytomnie brwi.
- Ale się schlałeś – skrzywiła się.
- A co? Przeszkadza ci coś? – zachwiał się niepewnie – tamta też! Musi być alkoholik, bo jak gra, to szlaja się i…
- Przestań o niej mówić! – zdenerwowała się.
    Kaari miała ochotę zatkać sobie i uszy. Ta niepewność ją zabijała, choć dobrze wiedziała, że będzie się tak męczyć do jutra – dopóki były nie zaśnie, może przecież w każdej chwili się wygadać. W takim wypadku ranek może przywitać ją telefonem z wyrzutami od młodszej koleżanki.
    Ta tymczasem wzięła chłopaka pod ramię i poprowadziła do wejścia do domku. Uznała, że pora wracać do siebie, gdyż w takim stanie Jyrki powinien raczej położyć się do łóżka, aniżeli brylować w towarzystwie. Jednakże, gdy już znaleźli się w salonie, ściągnęli na siebie uwagę niektórych gości, bowiem głośno się przekomarzali. On marudził, że wszyscy mają go za najgorszego, zaś ona go uciszała.
- I co się gapicie?! – prychnął, czując na sobie wzrok zebranych - tak.. wtedy też byłem schlany, dokładnie tak, jak teraz. A co? Nie wolno? Ale nie, bo od razu jestem ten zły!
- Cicho bądź! – syknęła zażenowana Kaisa.
    Zza futryny wyjrzała Kaari. Westchnęła ciężko, gdyż zrobiło się jej żal byłego. Najwidoczniej wydarzenia tamtego wieczora nadal go gryzły, wywoływały wyrzuty sumienia. I to zapewne i przez to byli teraz razem – jedną z barier, która odgradzała ją od niego, była owa ponura przeszłość. Pomiędzy nimi stał cień Tanji, oraz wewnętrze przekonanie, iż tak się po prostu nie godzi, to nienormalne.
    Anette przepchnęła się pomiędzy gośćmi i udała za głośną parą – z pewnością sprawić Kaisie reprymendę za to, że przyprowadziła ze sobą „degenerata”…
    Panna Venerinen postanowiła odczekać chwilę, aż ci sobie pójdą, i także udać się do domu. Wszak, odeszła ją wszelka chęć do zabawy, a i tak nie potrafiłaby należycie się na niej skupić.

    Rozdział 13

    Niedziela zaczęła się dla Jyrkiego bardzo nieprzyjemnie – nie dość, że potężnym kacem, to do tego „fochem” Kaisy. Stawiała na stole kubki i talerze bardzo głośno, jakby chciała mu w ten sposób zrobić na złość. Najgorsze było jednak to, że nie miał pojęcia, co jest przyczyną owego zdenerwowania? Fakt, że się upił (co nie powinno jej dziwić, skoro byli na weselu), czy też wygadał się na temat Kaari? Jak na razie tylko obserwował jej obrażoną minę, gdyż nie miał odwagi zapytać. Toż to mogło przecież rozpętać wojnę totalną!
    W rezultacie miał czas na to, by wrócić pamięcią do wczorajszego wieczora. Im jednak bardziej się w niego zagłębiał, tym większy wstyd go ogarniał. Co on najlepszego narobił?! Znowu „płaszczył się” przed byłą, błagał o jakiś ciepły gest… Z tego wszystkiego aż chwycił się za twarz i długo nie zabierał z niej dłoni, jakby wstydził się przed innymi własnego oblicza. I chyba tak właśnie było.
- Nad czym tak ubolewasz? Nade mną, czy sobą? – ukąsiła sympatia, nerwowym ruchem smarując chleb. Zabrzmiało nieciekawie…  
- O co ci chodzi? – wychrypiał, czując na plecach nieprzyjemne ciarki.
- Do czego ja ci właściwie jestem potrzebna?! – rzuciła nożem, aż ten się wzdrygnął, gdyż wywołała tym niemały hałas – przez całą drogę mówiłeś tylko o niej! Weszliśmy do domu: to samo! Naprawdę wiele mnie kosztowało, żeby nie przejrzeć ci telefonu! Nie zrobiłam tego tylko dlatego, żeby się bardziej nie dołować! – pokiwała drżącym palcem.
- Ale o kim ty…?
- Nie udawaj! – uderzyła pięścią w stół.
- Ciszej! – skrzywił się.
- A dobrze ci tak! Zamiast się ze mną bawić, to wolał chlać!
- Jestem w końcu żałosnym grajkiem-alkoholikiem, to co mam innego robić?! – prychnął z goryczą.
- O, a to był temat numer dwa! Ona ci tak powiedziała?
- Kto, do jasnej cholery?! – podniósł głos.
- Twoja była! – krzyknęła jeszcze głośniej, aż jego głowę przeszyła niewidzialna szpila – przyznaj się, że nadal coś do niej masz! Inaczej nie trułbyś o niej po pijaku!  
- A ja wiem, co gadałem?! Daj mi spokój! – warknął, podrywając się z miejsca.
- Pewnie, tylko, że to nie ty tkwisz w związku, w którym druga strona ma cię gdzieś! – syknęła łamiącym się głosem.
- Co ty bredzisz?! – wywrócił oczami – rzucam cię? Nie, to o co ci chodzi?!
- Ale mnie nie kochasz! – po jej policzkach pociekły łzy.
- O Boże! – odgarnął nerwowo włosy – i stwierdzasz to po tym, że po pijanemu wrzucałem na byłą, tak? Może mam jeszcze pobiec do niej i całować ją w tyłek, chociaż mnie skopała po moim?!
- To dlaczego ciągle o niej myślisz?! – pisnęła, zasłaniając twarz.
- A bo ja wiem…?! Yyy… wcale nie! Kocham ciebie, słyszysz? Ciebie, i z tobą jestem, tak? – przykucnął przed nią i nieśmiało objął rękami. Zdawał sobie sprawę z tego, że po części kłamie: tak naprawdę tylko ją lubił. Ale powodowała nim ulga, że Kaisa nadal nie znała imienia jego „eks”, no i… współczucie. Wyglądała teraz, niczym biedne, zbite zwierzątko, które za swą miłość i oddanie wobec właściciela otrzymało bolesny cios. Ponadto nie miał zamiaru się z nią rozstawać, taki układ mu pasował.
    Sympatia łaknęła od niego takich zapewnień i gestów, toteż mocno się doń przytuliła, oczywiście już wszystko mu wybaczając.

nutty25

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3604 słów i 19919 znaków.

7 komentarzy

 
  • nomatterwho333

    Hej ;) przeczytałam wczoraj, ale piszę dopiero dziś.  
    Oni muszą być razem, jakoś nie widzę ich z kimkolwiek innym ;)

  • nutty25

    @nomatterwho333 ;)

  • Wiktor

    Witaj. Uważam że Kari i  Jyrki powinni do siebie wrócić, przecież oni nie mOgą o sobie zapomnieć. Pozdrawiam Wiktor

  • nutty25

    @Wiktor pozdrawiam również :)

  • Freya

    Myślę, że Jyrki jest prawdziwym rock&rollowcem, a więc wreszcie powinien przebrać się jak przystoi w; skóry, kowbojki, łańcuchy, bandanę i tegesy. Odpalić swojego Harleya i śmignąć do Polski szukać se jakiejś normalnej dziewczyny  :beek:

  • nutty25

    @Freya buahaha na przykład mnie ^^ :lol2:  :beek:

  • xxxy

    jeśli wrócą do siebie to szkoda Kaisy , wyjdzie na to że Yrki postąpi dokładnie tak samo jak Kaari, czyli jest dla niego materiałem zastępczym.

  • nutty25

    @xxxy w sumie tak ;)

  • anonim1234

    Fajnie byłoby jakby wrócili do siebie ;)

  • Beno1

    nie wiem, chyba nie mam zdania, ale z drugiej strony skoro nadal do siebie lgną to może daj im szansę

  • Lil

    @Beno1  Jestem za

  • DemonicEagle

    Z jednej strony nawet fajnie byłoby gdyby jej wybaczył, mimo wszystko nawet do siebie pasują, ale z drugiej może lepiej żeby każde oddzielnie ułożyło sobie życie, choć ostatecznie uważam że ciekawiej byłoby gdybyli znowu byli parą