Love me like you do cz. 13

- On tutaj?! Aleks?! – pisnęła oburzona Tanja, przy okazji ukłuwszy się drutem. Miała na myśli Jyrkiego, który musiał „pilnie porozmawiać” z Aleksim. W rezultacie ten zaprosił go do siebie.
- Przecież nawet nie musisz z nim rozmawiać. Pójdziemy do drugiego pokoju – odparł spokojnie mąż.
- A to nie możecie spotkać się na mieście? – ciągnęła uparcie.
- O nie, mam dość uciekania z własnego domu, bo chcę się spotkać z kolegą! – wzburzony poderwał się z zajmowanego miejsca, to jest łóżka. Żona mierzyła go uważnie, nadal się bocząc – poza tym nie możesz co chwila kogoś fatygować, bo może zachce ci się jeść albo pić! – dodał z wyrzutem.
- Wcale nie muszę nikogo…! – zaczęła prędko i natychmiast urwała pod wpływem wyrazu jego twarzy.
- Koniec dyskusji! Nigdzie się nie ruszam, a ty pozbądź się lepiej tych swoich uprzedzeń! – wycelował weń palcem i udał się do drzwi.
- Żadnego zrozumienia! – prychnęła obrażona i wróciła do robienia na drutach, choć drżące dłonie znacznie to utrudniały.
    Kaisa bynajmniej nie miała Jyrkiemu za złe, że „zabalował” gdzieś po pracy. Nie dopytywała nawet, co to za znajoma, za co był jej ogromnie wdzięczny. Choć nie miał powodu, by wymyślać jakieś pokrętne wyjaśnienia – nie robił przecież niczego, co miałoby zranić jego dziewczynę. Jedyne, co powstrzymywało go przed przyznaniem się, to ewentualna zazdrość Kaisy o Kaari. Wszak się przyjaźniły. A przynajmniej tak ich relację przedstawiała sympatia.
    Gdy jednak po obiedzie napomknął, iż ma jeszcze zamiar wyjść do kumpla, Kaisa zaczęła kręcić nosem. W ogóle nie miał dzisiaj dla niej czasu!  
- Jak wrócę, możemy pójść na spacer – zaproponował zrezygnowany, gdyż, jak dla niego, i tak spędzali ze sobą już wystarczająco dużo czasu.
- Obiecujesz? A jak się zasiedzisz, albo upijesz? – dopytywała, opierając się o futrynę.
- Żartujesz? – skrzywił się – jego żona, to prawdziwa hetera! Nie cierpi mnie, a poza tym jest w ciąży, więc nim wyciągnąłbym jakiś alkohol, ona zdążyłaby mnie zabić! Nie wiem zresztą, dlaczego waszym zdaniem zawsze musimy chlać, żeby porozmawiać?
- Dobrze już, nie denerwuj się – zaśmiała się, po czym podeszła bliżej i założyła ręce za jego szyję – czym się jej tak naraziłeś, że cię tak nie trawi? – spytała zaciekawiona.
- Kojarzysz mojego stukniętego kumpla i zgwałconą dziewczynę? To ona.
- To siostra Kaari…? – z niedowierzania aż chwyciła się za usta.
- Dasz wiarę? Spiknęła się z prokuratorem, który prowadził śledztwo w jej sprawie. Nie mam pojęcia, co on w niej widzi, ale znajomek z niego świetny.
- Wow, co za historia! Musisz mi ją potem opowiedzieć! – zachęcała podekscytowana Kaisa, na co jedynie pokiwał głową.
    Bynajmniej nie miał zamiaru opowiadać jej, że zaprzyjaźnił się z Aleksim z powodu ich wspólnej słabości do sióstr Venerinen… Temu drugiemu przynajmniej się udało, choć do tej pory zachodził w głowę, jak Kietala mógł ot tak wybaczyć „żonce” tą aferę z więzieniem?
    Tanja co rusz spoglądała w kierunku drzwi, lecz jak mąż przez nie wyszedł, tak nie wracał. Zapewne się obraził. Ona także początkowo uległa gniewowi, ale już jej przeszło i zapragnęła ugody. Duma nie pozwalała jednak ot tak go zawołać. Choć ciekawiło ją, czy biegłby do niej na złamanie karku…?
    Nie, to nie jest tego warte! Ale faktem, fakt, że gdy „Aleks” się o coś gniewał, to na poważnie. Ale zdawał sobie przecież sprawę z tego, iż może go potrzebować! A nuż właśnie w tym momencie bardzo chce się jej pić, lecz nie może wstać i po prostu sobie wziąć, bo musi dbać o JEGO dziecko?! Dobra, może kilka kroków do kuchni nie wyrządziłoby jej nie wiadomo, jakiej krzywdy (o ile „Aleks” by jej za to nie ukatrupił), ale jak grać ofiarę, to do końca.
    Im jednak dłużej to trwało, tym ciężej było jej zachowywać dumną postawę. Wreszcie pękła i już miała krzyknąć, gdy stanął w progu. Od razu wróciła do robienia na drutach, jak gdyby do tej pory wcale „rozpaczliwie” go nie potrzebowała.
    Podszedł bliżej, z tacą w ręku, na jakiej niósł dla niej kolację i coś do picia – jakby czytał w jej myślach. No, ale nie mogło być inaczej, skoro nie miał pojęcia, ile czasu pochłonie mu rozmowa z Jyrkim? Bez słowa odstawił „prowiant” na nocną szafkę i już miał zawrócić, lecz chwyciła go za dłoń.
- Gniewasz się na mnie? – popatrzyła pokornie.
- Nie… - odparł przeciągle, jakby sam się nad tym zastanawiał – tylko wkurza mnie, że aż tak bardzo przesadzasz. Co się niby takiego stanie, jak on tutaj przyjdzie? Już nieraz tu bywał przed ślubem – dodał z wyrzutem. Pociągnęła go w dół, dając w ten sposób do zrozumienia, że ma usiąść obok niej. Odetchnął ciężko i spełnił prośbę.
- Najwidoczniej nie potrafię przebaczać, jak ty – podjęła na nowo.
- Daj z tym spokój – skrzywił się – co ja mam mu niby wybaczać? Tobie zresztą też niczego nie zrobił, poza tym, że na początku krył tego wariata. Ale później przecież zrozumiał swój błąd.
- Po prostu źle mi się kojarzy – odrzekła, uporczywie wbijając wzrok w odłożoną na bok robótkę na drutach.
- W takim razie ja też powinienem.
- Ty, to co innego – zaprzeczyła gorąco.
- Bo mnie lepiej poznałaś, i podobnie będzie z nim, tylko musisz dać mu szansę. Naprawdę nie jest taki zły, jak myślisz – tłumaczył cierpliwie – powinnaś całkowicie rozliczyć się z przeszłością i nareszcie mu przebaczyć. Wchodzisz przecież w nowy etap życia, zostaniesz matką, więc tamto powinno zostać z tyłu.
- To zawsze będzie we mnie żyło – popatrzyła znacząco.
- Tak, jak ja nie wymażę mojego pochodzenia – odpowiedział tym samym.
- Nie miałeś na to żadnego wpływu.
- Tak samo on na to, że jego koleżce odbiło.
- Widzę, że cię nie przegadam – mruknęła zrezygnowana, po czym przysunęła się i przytuliła doń – przepraszam, może faktycznie przeginam – westchnęła zaraz potem. W odpowiedzi pogłaskał ją po plecach, toteż odsunęła się i pocałowała go, by „przypieczętować” zgodę. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Muszę otworzyć – mruknął, próbując się wycofać, lecz trzymała go mocnym chwytem. Chwilę się podroczyła, nadal go całując, ale wreszcie go wypuściła.
    Wróciła do robienia na drutach, jednym uchem nasłuchując, czy to aby „kudłacz” już przyszedł? Tak, zdecydowanie był to jego głos. Wywróciła oczami, potrząsając przy tym głową. Choćby „Aleks” miał ją przekonywać do końca życia, i tak nie zaakceptuje tego człowieka.
    Nie wiadomo, co nim kierowało, lecz Jyrki postanowił przywitać się z gospodynią. Tak więc zaraz potem dobiegło ją nieśmiałe „Cześć”. Spojrzała w kierunku uchylonych drzwi równie niepewnie i odpowiedziała tym samym.
- Gratuluję… no… ciąży – kiwnął nań, toteż odruchowo spojrzała na brzuch, po czym rzuciła zdawkowym „Dziękuję”. Że też Aleksi musiał mu o wszystkim „paplać”!
    Muzyk chrząknął nerwowo, rozglądając się dookoła, aż wreszcie postanowił się wycofać. Wzrok pani domu bynajmniej nie zachęcał do pogaduszek. …Tylko, że poszedł akurat wtedy, gdy miała w zamiarze zapytać go, co tym razem nawyprawiała Kaari?
    Przybyły ze szczegółami opowiedział gospodarzowi przebieg swojej dzisiejszej rozmowy z panną Venerinen, wspominając również o jej propozycji, by pozostali przyjaciółmi.
- I co ty na to? – dopytywał Aleksi, podpierając się ręką o oparcie sofy. W drugiej trzymał słabe piwo, jakie przyniósł ze sobą kolega.
    Jyrki zwlekał przez moment z odpowiedzią, jakby obawiał się, że ten go zbeszta. Tyle, że milczenie mówiło samo za siebie.
- No… zgodziłem się – mruknął w końcu.
- Kiepsko – orzekł słuchacz, a po plecach muzyka od razu przeszły ciarki.
- Czyli źle zrobiłem?
- Bardzo źle. Nie mam nic do Kaari, to w końcu moja szwagierka, ale jeśli o ciebie chodzi, wychodzi z niej straszna manipulantka. Dobrze ci radzę: jeśli nie chcesz zostać z niczym, lepiej się od niej odetnij.
- To znaczy? – w jego głosie czuć było rezygnację. Być może chciał usłyszeć coś przeciwnego. Aleksi postanowił jednak być brutalnie szczery: dla jego własnego dobra.
- Najlepiej z nią więcej nie rozmawiaj, unikaj jej. Pokaż jej wreszcie, że masz ją gdzieś! Bo prawda jest taka, że ona żeruje na twojej słabości. Chce się napawać tym, że koło niej skaczesz, zależy ci na niej. Ale jak przyjdzie co do czego, to jak zwykle kopnie cię w tyłek! – wyłożył z przejęciem.
- Tak… masz rację – rzucił po chwili zamyślenia – niech sobie nie myśli…! Ale pracujemy w tym samym miejscu – zauważył zgaszony.
- To wcale nie znaczy, że musisz się z nią spotykać. Rób tak, żeby się nie widywać. Inaczej nigdy się od niej nie uwolnisz.
    Zadowolony z rad Jyrki (albo tylko udawał), stuknął się z gospodarzem butelką, pociągając spory łyk za „nowe życie bez Kaari”.
    Tanję zżerała ciekawość, o czym też tak długo rozmawiają? Chętnie by ich podsłuchała, lecz nie mogła ryzykować życiem własnego dziecka, by zaspokoić „idiotyczną” zachciankę… Poza tym „Aleks” chyba by ją zabił, gdyby tak przyłapał pod drzwiami! I to nie tylko dlatego, że nie wolno jej było wstawać bez wyraźnego powodu.
    Usiłowała więc odwrócić uwagę od drugiego pokoju, robiąc na drutach – nic z tego. Włączyła telewizor, i to dosyć głośno, jakby chciała zagłuszyć własne myśli, bo przecież i tak ich nie słyszała. Skończyło się na nerwowym skakaniu po kanałach, gdyż w ogóle nie mogła skupić się na docierającej doń treści. Niechże on już sobie pójdzie, a… „pomęczy” „Aleksa”. A nuż złamie się i wyjawi jej temat ich rozmowy?
    Takim to sposobem, gdy gość opuścił progi domostwa państwa Kietala, Aleksi stanął przed nie lada problemem… Gdy tylko położył się na łóżku z zamiarem obejrzenia telewizji, opętała go żądna wiedzy żona.
- Długo wam zeszło. O czym gadaliście, miśku? – zagaiła słodko, nachylając mu się nad ucho.
- O tym i o tamtym… - odrzekł ziewając.
- A konkretniej?
- Nie potrzebujesz już nic jeść? Może coś do picia? – zmienił zręcznie temat.
- Jak będę chciała, to poproszę – skwasiła się – powiedz mi.
- Co? A tak… kocham cię.
- Przestań się wygłupiać! – trąciła go w ramię – gadaliście o Kaari, tak?
    Zmienił front i zamilkł, głuchy na jej pytania i szturchanie. Wreszcie spróbowała łaskotek, lecz ani drgnął.
- Tutaj nie mam – ziewnął ponownie, mając na myśli brzuch i, jak gdyby nigdy nic, przełączył kanał.
- A gdzie? – uniosła się w posłaniu, oglądając go z każdej możliwej strony.
- Przestań się wiercić, bo jeszcze zaszkodzisz małemu.
- To mi powiedz! – uderzyła pięścią w łóżko.
- Uspokój się… dziewczynko – mruknął niewzruszenie.
- Aleks! – warknęła przez zęby, po czym powtórzyła to chyba jeszcze z dziesięć razy, gdyż dobrze wiedziała, jak mąż nie lubił owego „skrótu”. W rezultacie przybiegł do nich kot, lecz on nadal pozostawał niewzruszony – Aleksiej, no! – jęknęła w końcu.
- Dość! To jeszcze głupsze od Aleksa! Co to ja, z Rosji jestem?! – oburzył się.
    Na jej ustach zarysował się przebiegły uśmiech. Teraz już wiedziała, jakiego argumentu użyć, by go złamać. Zaczęła więc w kółko powtarzać „nowe przezwisko”, aż poplątał się jej język – Tanja, do cholery, cudzych sekretów się nie wyznaje! – wzburzony nareszcie poderwał się z miejsca.
- Ale mnie możesz powiedzieć, jestem przecież twoją żoną – naburmuszyła się.
- A przypadkiem nie zaginioną córką? Bo chwilami mam już wrażenie, że ożeniłem się z dzieckiem – przedrzeźnił ją.
- Tutaj chodzi o moją siostrę, mam prawo wiedzieć! – pisnęła urażona.
- To jej zapytaj, co najlepszego wyprawia!
- A co robi? – zrobiła wielkie oczy. Ciekawość sięgnęła zenitu.
- Idę pod prysznic, a jak wrócę i ty będziesz dalej ględzić, śpisz dzisiaj sama! – wycelował weń palcem i istotnie udał się do łazienki.
    Zgaszona, bezradnie rozwarła usta. Niestety, lecz była to mocna groźba: od czasu ślubu oduczyła się spać w pojedynkę, no i przed snem uwielbiała się do niego tulić. No dobra, tą potyczkę wygrał. Ale i tak musi się dowiedzieć, co też takiego wyczynia Kaari?

    Rozdział 11

     Jyrki wziął sobie do serca słowa kumpla i tym samym szedł do pracy z mocnym postanowieniem, iż będzie unikać panny Venerinen. Chociaż, czy to miało być takie trudne? Przecież rzadko spotykał ją przed pracą, a kończył godzinę później, więc w tym przypadku nie powinno być problemu. Natomiast, gdyby tak znowu poprosiła o rozmowę, zawsze może wymówić się brakiem czasu.
    Owe rozważania tak go pochłonęły, że w ogóle nie zwracał uwagi na Kaisę, która przez całą drogę coś tam „paplała”. Co rusz pytała go przy tym o zdanie, lecz żadnej reakcji z jego strony. W rezultacie towarzyszka zaczęła się niepokoić. Dzisiaj taki zamyślony, wczoraj to spotkanie z jakąś znajomą… Nie należała jednak do tych, co to robią awanturę o byle co, i postanowiła zaczekać na dalszy rozwój wypadków.
    Ledwie Jyrki pożegnał się z sympatią, a na horyzoncie pojawiła się „ta druga”. Jak na złość… Przyspieszył kroku, by go nie zauważyła, lecz tego dnia najwidoczniej przylgnął do niego pech… Kaari oczywiście go dojrzała i już machała doń, szeroko się przy tym uśmiechając. Zacisnął zęby, byleby tylko się nie złamać pod wpływem tego „uroczego” spojrzenia, i… bez słowa uciekł do bufetu.
    Mina panny Venerinen od razu zrzedła. Unikał jej, czy co? Obraził się o coś? Z chęcią pobiegłaby do niego w przerwie, by go o to wypytać, lecz jakby nie pasowało.
    Wszystko, co tylko możliwe, zmówiło się dzisiaj przeciwko Jyrkiemu – ruch w bufecie był tak mały, że współpracownik pozwolił mu wyjść do domu o całą godzinę wcześniej. Czyli wtedy, gdy pracę kończyło większość pracowników biurowca. A więc i Kaari Venerinen.
    Kaisa przybiegła jak zwykle zaraz po „fajrancie” i jakież było jej zdziwienie (pozytywne, rzecz jasna), gdy usłyszała, iż będą mogli wrócić do domu razem!
- Dobra, to chodźmy. Co tak będziemy stać? – ponaglił sympatię, widząc, że jeszcze kogoś wypatruje. Dobrze zresztą wiedział, kogo, a on nie miał ochoty z nią rozmawiać. To go osłabiało.
    Niestety, było za późno: ku nim już zmierzała Kaari, a, żeby było „zabawniej”, towarzyszył jej Arvo. Na ten widok muzyk prychnął pod nosem, przybierając kamienną twarz. Panna Venerinen obrzuciła go takim spojrzeniem, jakby czuła się czemuś winna. Nie ma co, „tragiczny czworokąt”.
- Jyrki kończy dzisiaj z nami, więc może, skoro jesteśmy w komplecie, pójdziemy w czwórkę na obiad? Poznalibyśmy się lepiej – zaproponowała Kaisa, gdy już dopełnili formalności z przywitaniem się.
    Na ową propozycję zarówno Kaari, jak i Jyrki, niemal zakrztusili się własną śliną. Wdowiec uważnie ich obserwował, mając w pamięci tamten dzień w bufecie, gdy słali sobie uśmiechy. W istocie nadal zachowywali się co najmniej podejrzanie…
- Arvo raczej musi już iść – Kaari posłała mu niemrawy uśmiech. Owszem, ona sama chętnie udałaby się ze znajomymi na wspólny posiłek. I tylko ona.
- Właściwie, to miałem cię zaprosić do siebie, ale skoro Kaisa tak ładnie prosi? Chwilę mogę poświęcić – odparł przebiegle, uważnie lustrując Jyrkiego wzrokiem. Oczywiście było mu to nie w smak, a panna Venerinen nawet dziwnie chrząknęła.
- No i super! To chodźmy, byle z dala stąd – „nadawała” wesoło Kaisa.
    Arvo zaproponował restaurację ze dwie ulice od miejsca pracy. Jadł tam kilka razy podczas przerwy, oferta jest smaczna i w miarę tania. To tam więc postanowili pójść. Pieszo, bo było niedaleko.
    W drodze prym wiodła Kaisa, gdyż reszta była nie bardzo rozmowna. Wdowiec, jak wiadomo, milczał z natury. Kaari natomiast skupiona była na obserwowaniu Jyrkiego, który kurczowo trzymał się swojej dziewczyny. Ba, nawet nie patrzył w jej kierunku, a ilekroć się do niego zbliżyła, uciekał na drugą stronę.  
    Było jej przykro, gdyż co dopiero zgodził się kontynuować ich „przyjaźń”, a oto teraz zachowywał się, jakby stwarzała jakieś zagrożenie! Czyżby Kaisa coś podejrzewała…?
    Podczas wspólnego obiadu było nie lepiej. Panie zasiadły vis a vis, a więc, siłą rzeczy, panowie mieli na widoku siebie. O ile towarzyszki wdały się w pogawędkę, to oni milczeli zawzięcie. Wzrok Arvo skutecznie odbierał Jyrkiemu apetyt. Dlatego, gdy składali zamówienie, potrząsnął głową twierdząc, iż nie jest głodny.
    Kaisa zamówiła rybę w warzywach, wdowiec jakąś zupę, a Kaari, choć z oporami (z uwagi na odmowę muzyka, jaka irracjonalnie ją krępowała), sałatkę z kawałkami kurczaka.
    Jyrki zaczął bawić się telefonem, uporczywie wpatrując się w jego wyświetlacz, byleby tylko Arvo na niego nie patrzył. Mężczyzna bowiem uważnie lustrował to jego, to swoją dziewczynę. Dostrzegał więc, iż Kaari od czasu do czasu rzucała spojrzeniem na kolegę. Tyle, że każdy ma prawo patrzeć, gdzie chce, i bynajmniej nie musi mieć przy tym złych zamiarów.
- Jak wam się układa? – spytała w pewnym momencie Kaisa, jakby na złość starszej koleżance. Panna Venerinen w istocie była gotowa zakrztusić się przeżuwanym kęsem. Mimowolnie zerknęła na Jyrkiego i natychmiast zderzyła z jego wyczekującym spojrzeniem. Był ciekaw jej reakcji i tego, co odpowie? Wczoraj przecież prosiła go o radę, jak zerwać z Arvo, a dzisiaj bynajmniej nie wyglądało na to, że „pośle go w diabły”.
    Już nabierała haust powietrza, lecz wdowiec ją uprzedził:
- W porządku. Bardzo chciałbym, żeby Kaari niebawem ze mną zamieszkała – by dodać wagi swoim słowom, ujął sympatię za dłoń.
    Myślała, że zapadnie się pod ziemię. Nie tylko przez wzgląd na to, co powiedział Arvo – wszak ona widziała to inaczej. Czuła, że Jyrki bombarduje ją spojrzeniem, przygląda się jej ręce, uwięzionej w zaborczym uścisku. Sama nie wiedziała, co było gorsze. Prędko wyrwała dłoń, posyłając „adoratorowi” krzywy uśmiech.
- Urocze – skomentowała młodsza koleżanka – my już od jakiegoś czasu dzielimy wspólnie kąty. Jest spoko, nie? – zwróciła się do muzyka, na co mruknął jedynie „Taa”, nie odrywając przy tym wzroku od wyświetlacza. Wdowca oburzyła taka lekceważąca postawa.
    Tymczasem Kaari chwyciła w rękę torebkę, oznajmiając, iż musi iść do toalety.
    Minęła chwila, podczas której Kaisa zagadywała Arvo, a Jyrki uporczywie wpatrywał się w telefon, od czasu do czasu wtrącając wymuszone słowo, gdy przyszedł sms. Co ciekawe, był od Kaari… „Muszę z tobą pogadać” – brzmiała wiadomość. „Myślę, że już sobie wszystko powiedzieliśmy?” – odpisał prędko. Nie minęła minuta, a odesłała, iż „To pilne”. Wywrócił oczami, gdyż doskonale wiedział, iż nie powinien się na to zgodzić, ale jednocześnie zaczął się łamać. Bynajmniej niepowodowany ciekawością. Kusiła raczej perspektywa spotkania się z nią sam na sam… Mimo to odesłał zwrotną wiadomość z pytaniem, o co takiego właściwie chodzi.
    Kaisa zaczęła się niepokoić, gdy odebrał kolejnego sms’a. Z kim tak zawzięcie pisał?
    Panna Venerinen odpowiedziała, że musi mu coś powiedzieć. Westchnął ciężko, ale mimo to kazał jej zaczekać pod parkiem Sibeliusa podczas, gdy on „spławi Kaisę”. Oczywiście, gdy już stąd wyjdą. Skwapliwie potwierdziła i już po chwili, jak gdyby nigdy nic, wróciła na główną salę. Jyrki śledził ją pełnym niedowierzania wzrokiem. Kto by pomyślał, że z niej taka „krętaczka”?
    Arvo z kolei obserwował jego i z każdą kolejną sekundą wzrastała w nim złość. Nie miał, co prawda pewności, czy aby Kaari odwzajemnia uczucia muzyka, ale po nim jasno było widać, iż panna Venerinen mu się podoba. Co za cynizm.
    Wtem gorzkie przemyślenia przerwała mu jego własna komórka – dzwoniła Julia.
- Muszę się zbierać, córka na mnie czeka – oznajmił po chwili – jedziesz ze mną? – zwrócił się do sympatii.
- Nie, przejdę się – odparła uśmiechem.
- Ja bym na twoim miejscu korzystała – zaśmiała się Kaisa.
- Muszę rozprostować kości, i tak siedziałam pół dnia – odrzekła, z trudem powstrzymując się od ironii, gdyż koleżanka strasznie ją dzisiaj denerwowała!
    Zrezygnowany wdowiec pożegnał się i wyszedł. Pozostała trójka dokończyła obiad, po czym Kaari, posyłając Jyrkiemu ukradkowe spojrzenia, rzuciła, iż powinna się już zbierać. Kaisa bynajmniej nie biadała z tego powodu, a wręcz miała nadzieję, że udadzą się jeszcze z chłopakiem na spacer. Niestety, Jyrki miał inne plany.
- Muszę iść do… do mamy, prosiła mnie o to – wyjaśnił, nerwowo odgarniając włosy.
- Jutro sobota, możemy pójść razem. Przedstawisz mi ją w końcu.
- Muszę iść teraz, ale z jutrem to też niezły pomysł – odchrząknął pospiesznie, choć wcale mu się nie spieszyło z „prezentacją” dziewczyny.
- No to pójdę z tobą – upierała się Kaisa.
- Nie, nie zabawię tam długo. Pójdziemy do niej jutro, a teraz idź do domu i odpocznij, niedługo będę – pocałował ją w usta i ot tak odszedł w swoją stronę.
    Przez moment nawet miała ochotę pójść za nim, by przekonać się, gdzie idzie TAK NAPRAWDĘ. Była pewna, że to ma związek z tymi sms’ami. Chyba, że to w istocie jego matka do niego pisała? Ale dlaczego, w takim razie, nie chciał, by mu towarzyszyła? A może po prostu jest tak, jak mówił, i nie chce przedstawić jej „na szybkiego”, a poświęcić na to większą ilość czasu? By było bardziej „uroczyście”? W takim wypadku chyba powinna się cieszyć?
    Pełna sprzecznych uczuć i myśli, mimo wszystko ruszyła w kierunku przystanka. Nie powinna działać pochopnie i jeszcze poczeka, nim zacznie działać. To jest sprawdzać go.
    Kaari kręciła się u wejścia do parku od dobrych kilku minut, lecz jak rozmówcy nie było, tak nie. Gdy już zaczęła obawiać się, że wystawił ją do wiatru, oto nadszedł z naprzeciwka, nerwowo rozglądając się dookoła. Zupełnie, jakby bał się, że ktoś go śledzi, bądź wstydził tego, co właśnie robił.
- No, to o co znowu chodzi? – rzucił na powitanie.
- Chciałam coś wyjaśnić. Wiem, jak to wygląda, ale ja naprawdę zerwę z Arvo – odparła, niemal błagalnie, jakby robił jej jakieś wyrzuty.
- I wyciągnęłaś mnie tu tylko po to, żeby mi to powiedzieć? – parsknął kpiąco – a co mnie do tego? Rób, jak uważasz, to twoje życie.
- Naprawdę aż tak mało obchodzi cię, czy będę wolna, czy nie? – zmarszczyła brwi.
- Słucham?! – zawołał oburzony – co to miało znaczyć? Że mam dla ciebie rzucić Kaisę, tak?
- Nie, tylko chciałam…!
- Za kogo ty się masz?! Za piękność, za którą po prostu MUSZĘ nadal wzdychać?! Czego ty właściwie chcesz?! – wyrzucił, teraz już wyraźnie wzburzony.
- Źle mnie zrozumiałeś! – pisnęła w tym samym tonie, choć sama nie była do końca pewna, o co jej tak naprawdę chodzi.
- Aż za dobrze! Od kiedy tylko z nią jestem, kręcisz się koło mnie i przymilasz! Chcesz nas skłócić, a dlaczego?! Bo nam zazdrościsz! Nie możesz znieść myśli, że twój były może być szczęśliwy, podczas gdy ty męczysz się z jakimś… paskudą!
- A jesteś szczęśliwy?!
- Tak! – odparował bez wahania, gdyż tak należało teraz zrobić. Nawet, jeśli byłaby to kompletna bzdura. No, ale należało utrzeć jej nosa.
    Na moment w istocie zapanowała krępująca cisza, jakby jego potwierdzenie ugodziło jej ego, lecz wreszcie podjęła na nowo:
- No i bardzo dobrze, należy ci się – jej ton brzmiał jednak nieszczerze, jakby mówiła wbrew sobie, bo tak trzeba było odpowiedzieć – przyznaję, że ja w tej kwestii bardzo zawiodłam – dodała pokornie.
- No to mi tego nie rujnuj – pokiwał palcem.
- Przykro mi, że tak to odbierasz, bo nie to miałam na celu. Po prostu… lubię twoje towarzystwo, więc nie chciałam z niego rezygnować… Ale widzę, że nie warto. Zapomnij – wymruczała speszona i zawróciła w przeciwnym kierunku.
    Nie odpowiedział od razu, gdyż z początku go zamurowało. Czyżby właśnie z własnej woli przyznała się do tego, iż darzy go sympatią? Co prawda, nie powiedziała, że się w nim zakochała, no ale to i tak było już coś. Kto by pomyślał, że doczeka tego dnia? O ile nie powodowała nią ta „babska przekora”…
- To dlaczego robisz wszystko w takiej konspirze? Przez ciebie czuję się, jakbym miał jakąś kochankę – usłyszała po chwili za plecami.
- A ty powiedziałeś Kaisie? Co w tym trudnego? – odrzekła pytaniem na pytanie, z powrotem zwracając się ku niemu – dlaczego miałaby być zazdrosna o fikcyjny związek? Przecież cię nie chciałam, brzydziłam się tobą – ciągnęła, jakby z pogardą.
- Przyznajesz się? – jego głos się załamał, gdyż mimo wszystko poczuł się do głębi urażony.
- To ty mi to przez cały czas wmawiałeś! – wycelowała weń palcem.
- A nie było tak?!
- Dobra, wystarczy już! – zatkała rękoma uszy – to nie ma sensu! Uznaj, jakby tej rozmowy nie było. Cześć – rzuciła chłodno i ot tak sobie poszła.
- Pewnie, tylko, że to nie ty będziesz musiała się tłumaczyć – prychnął do siebie, szamocząc się z kieszenią, gdyż chciał wydostać zeń telefon. W ostatniej chwili zrezygnował i zerknąwszy tylko na godzinę, schował go z powrotem. W pierwszej chwili bowiem miał zadzwonić do matki, by poprosić ją, by potwierdziła jego „dzisiejszą wizytę” w rodzinnych progach, lecz kto wie? A nuż wcale do niej jutro nie pójdą?

***

    Sobotę Aleksi spędzał w domu, więc siłą rzeczy Tanja musiała od rana wysłuchiwać jego „narzekania” odnośnie tego, czy iść na wieczorne spotkanie, czy nie. Ale była mu to winna, gdyż w owym związku, to ona była „stroną dominującą”, jeśli chodziło o „ględzenie”, i jemu zdarzało się to w naprawdę ważnych kwestiach.
    Tak to więc przekonywała go aż do późnego popołudnia, że powinien iść, bo potem będzie zwyczajnie żałować. Ona sama dzwoniła już do rodziców i jak najbardziej przyjdą dotrzymać jej towarzystwa. Nie było więc odwrotu – musiał iść. Zresztą Hannu już się „dobijał”, by mu przypomnieć o owym wypadzie i oczywiście się zapowiedział.
- Jak coś będzie nie tak, po prostu wrócisz do domu – przekonywała żona, na co niemrawo pokiwał głową.
    Im jednak bliżej było umówionej godziny, tym szybciej biło mu serce. Chciał się nawet ubrać w garnitur, lecz Tanja przypomniała mu, iż to niezobowiązujące spotkanie.
    Sam nie wiedział, czym się tak właściwie denerwuje. Że będą zadawać mu pytania? Odnośnie jego byłej kariery, może pobytu w Vantaa? A jak tylko tego drugiego? Wtedy mocno się zirytuje, gdyż jedno nieporozumienie nie powinno przesłaniać kilku sukcesów. A nuż nie będzie tak źle, jak zakłada? Dlaczego w ogóle poświęca tak wiele czasu na rozmyślania o owym spotkaniu? Czyż nie powinien iść na żywioł? Już tam nie pracuje, nie potrzebuje zabiegać o sympatię tych ludzi.
    Tak też wmawiał sobie przez cały czas, ale i tak z tego wszystkiego wręcz drżały mu ręce – jak wtedy, gdy szedł na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy. Obserwując go, Tanja zdawała sobie sprawę z tego, iż niejako mierzy się z własnymi demonami, jak jeszcze do niedawna ona. W rezultacie znowu odżyły te wyrzuty sumienia, że to przez nią nie pracuje już w prokuraturze. Wolała jednak zachować to dla siebie, by go jeszcze bardziej nie denerwować.
    Sobota przebiegała u Jyrkiego równie nerwowo – słowo się rzekło, i oto musiał zaprowadzić Kaisę do rodzinnego domu. Domagała się tego i przypominała mu o tym, od kiedy tylko otworzyła oczy. Najpierw jednak musiał zmierzyć się z innym, może i poważniejszym problemem: zaraz po śniadaniu zadzwoniła Kaari… Spojrzał na wyświetlacz niemal ze zbolałą miną, po czym udał się do pokoju, gdyż nie chciał z nią rozmawiać przy dziewczynie. Zapewne nabrałaby podejrzeń słysząc „żeńskie końcówki”.
    Tyle, że takie zachowanie mocno ją zaniepokoiło. Do tego stopnia, iż postanowiła podsłuchiwać… Podeszła pod drzwi i przyłożyła do nich ucho.
- Nie gniewaj się na mnie, że dzwonię, ale chciałam przeprosić za wczoraj – tłumaczyła się tymczasem panna Venerinen – nie powinnam była wyciągać cię na to spotkanie.
- Dobra, w porządku, ale to musi być ostatni raz – odparł na to.
- To znaczy?
- Po prostu się więcej nie spotykajmy… nie chcę niczego trzymać w tajemnicy przed Kaisą. To tak, jakbym ją oszukiwał.
    Na dźwięk swojego imienia, całą sobą naparła na drzwi. A jednak miał inną, czuła to! Bo musiało chodzić o kobietę. Niby dlaczego miałby ukrywać przed nią znajomość z „facetem”?
- Przecież nic złego nie robimy – zaprotestowała Kaari, na co nerwowo przymknął powieki. Była nie ułatwiała mu zadania.
- Ale nie chce mi się ciągle wymyślać jakichś wymówek! – odparował prędko.
- To jej po prostu powiedz prawdę! Albo… ja to zrobię – odrzekła niezbyt pewnie, gdyż bynajmniej nie miała na to najmniejszej ochoty.
- Na jedno wyjdzie, bo i tak nie będzie rada, że spędzamy ze sobą czas. Chciałabyś, żeby twój facet ot tak widywał się z byłą i nie byłabyś przy tym zazdrosna?
    Tak, chodziło o inną – teraz nie miała już żadnych wątpliwości. Krew w niej zawrzała. Jyrki ją oszukiwał, działał na dwa fronty! Z chęcią by tam weszła, wyrwała mu telefon i wygarnęła tej… tej „łajdaczce”, która usiłowała zabrać jej „faceta”! Ale czy nie lepiej złapać kochanków na gorącym uczynku? Samo połączenie jeszcze o niczym nie świadczyło. No i dał jej zbyt mało powodów do podejrzeń. Może zwyczajnie odwrócić kota ogonem, twierdząc, że nikt taki nie dzwonił, a ona jest przewrażliwiona. Dobrze… poczeka jeszcze troszkę, choć było jej okropnie ciężko! W międzyczasie poradzi się Kaari – z tego, co jej mówiła, to jej były udawał rozwodnika, a tak naprawdę miał rodzinę. Tak, ona będzie idealna.
    Tymczasem Jyrki umówił się z panną Venerinen, że zostaje tak, jak jest, i niczego nie wyzna Kaisie. Oni sami ograniczą kontakty do niezbędnego minimum. Chyba, że dziewczyna muzyka znowu skonfrontuje ich ze sobą, jak podczas tego „nieszczęsnego” obiadu… Kaari była jednak pewna jednego: zerwie z Arvo. Jyrki życzył jej tylko powodzenia w tej, jakże trudnej rozmowie, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń.
    Rozmówczyni odłożyła telefon z mieszanymi uczuciami. Gdzieś, w głębi siebie, bolała nad tym, iż „eks” podchodził do kwestii jej „wolności” z taką obojętnością. Ba, wyglądało na to, że z Kaisą to naprawdę coś poważnego, skoro tak bardzo nie chciał jej skrzywdzić? Ale czy nie tego oczekiwała po mężczyznach? By byli wierni względem swych partnerek? To przecież dobrze o nim świadczyło.
    I zapewne dlatego było takie dokuczliwe, bo wskazywało na to, że byłby taki i względem niej. Wpatrzony, jak w obrazek, gotów na różne szaleństwa, byleby tylko była zadowolona. No i bezdzietny… I ona pozwoliła odejść komuś takiemu?! Niestety, zbyt późno przejrzała na oczy. Nie powinna zatem, jako „zdesperowana”, mącić w jego życiu. Zresztą, na kogo wyglądała? Na pewno nie na szczerą w swych intencjach, a zwyczajnie zazdrosną o relacje innych – dokładnie tak, jak jej zarzucił.  
    Do reszty zrezygnowana, sięgnęła po laptopa, by jakoś zagłuszyć dręczące ją myśli. Te jednak nie chciały pierzchnąć. To nieprawda, że robi mu na złość, naprawdę go lubi! Zawsze lubiła, tylko wtedy, gdy byli razem… sama nie wie, co jej wtedy „odbiło”, że tak źle go traktowała… Może tam, na weselu Tanji, było jej po prostu wstyd przed rodzicami i dlatego go odpychała? Zabrakło jej odwagi, by postawić na swoim? Może potrzebowała jeszcze trochę czasu…?
    Wtem przemyślenia przerwał dźwięk nadchodzącego połączenia. Od razu rzuciła się ku komórce, w nadziei, że to Jyrki, który chce jej powiedzieć, iż zmienił zdanie. Niestety, to był „tylko” Arvo.
    - Kto to był? – dopytywała tymczasem Kaisa, gdy tylko muzyk opuścił pokój.  
- Znajomy… - odchrząknął zmieszany.
- I dlatego musisz chować się po pokojach? Nie przeszkadzałabym ci – posłała mu krzywy uśmiech. Po prostu nie mogła się powstrzymać od ciętej uwagi.
- Nie o to chodzi… to… no… związane z moją robotą… - zaczął się plątać pod wpływem wyczekującego wzroku sympatii. To stąd, że dobrze wiedziała, iż kłamie, więc postanowiła go troche podręczyć. Śmiało! Niech się trochę pogimnastykuje – to… rany, moja była się do mnie przyczepiła i wydzwania mi! – jęknął w końcu. Kaisę na moment zamurowało. Czyżby się ot tak przyznał? Toż to byłby jakiś cud na skalę światową! Który oszust tak robi? Chyba, że to specjalnie, by uśpić jej czujność?
- Że co? – skrzywiła się – to trzeba jej było powiedzieć, że masz kogoś, a nie uciekać przede mną.
- Wie o tobie, ale i tak mi truje.
- To następnym razem daj mi ją do telefonu i już – mruknęła zgaszona, gdyż już sama nie wiedziała, co o tym myśleć.
- To jest dobry pomysł! – wyraźnie się ożywił – tak zrobię, dzięki! To co? Idziemy? – ucałował ją w policzek, na co niemrawo pokiwała głową. Albo mówił prawdę, bądź był mistrzem manipulacji.

1 352 czyt.
100%123
nutty25

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 6109 słów i 34366 znaków.

3 komentarze

 
  • xxxy

    xxxy · 17 sty 2017 · 410265582

    tania faktycznie zachowuje się jak dziecko, a Kaari no cóż karma wraca

  • Lil

    Lil · 16 sty 2017 · 193893592

    Kaari zaczyna rozumieć swoje błędy.

  • Freya.

    Freya. · 16 sty 2017 · 287366574

    Wcale nie napisałaś kiedy zamieszkali razem!... tylko dopiero teraz (nieładnie i cuś słabo jakoś podglądasz, O) i to już od jakiegoś czasu, fuj. Jak dla mnie, to Jyrki jest bardzo fajny gostek i chciałoby się wiedzieć, że nie śpi już tylko z gitarą i teges ten tego   Kaari faktycznie, może doradzi coś sensownego koleżance, jest starsza (ale tylko troszkę!) i ma więcej doświadczenia w takich kłopotliwych sytuacjach, więc pomoże tak, żeby było już dobrze Szkoda tylko, że tak mało Julci, bo to mądre dziecko i mogłaby troszku rozruszać to całe towarzystwo