Love me like you do cz. 35

Rozdział 23

    Czerwiec chylił się ku końcowi. Było nawet kilka upalnych dni. Kaisa, która aż do tej pory nie mogła pogodzić się ze zdradą „przyjaciółki”, bardzo liczyła na zakończenie jej związku z muzykiem. Jednakże, póki co, nic tego nie zapowiadało. W rezultacie w młodej rosła coraz większa irytacja, oraz poczucie niesprawiedliwości. Dlaczego Venerinen wiodło się lepiej, chociaż postąpiła w tak podły sposób?!
    I w owym momencie Kaari spędzała jej sen z powiek, gdy podczas przerwy w pracy przesiadywała w bufecie. Konkretniej, miała starą znajomą na oku, gdyż ta siedziała w przeciwległym kącie lokalu. Była przy tym bardzo zamyślona, smętnie spoglądając w kierunku lady. Czyżby nareszcie coś się u niej psuło?
    Postanowiła wykorzystać okazję, iż Anette podeszła doń na moment i zapytać ją, co słychać u starszej „koleżanki”. Swoją drogą, to podziwiała ją za to, że potrafiła podzielić sympatię pomiędzy je obie. Chociaż, jak zna życie, zapewne obgadywała je po równo z każdą z osobna. No, ale Anette była jej jedynym źródłem informacji na temat Kaari Venerinen, więc nie mogła zakończyć owej znajomości.
- Nadal męczysz ten temat? Daj już sobie spokój – ku jej niezadowoleniu, tym razem współpracownica się skrzywiła.
- Tak mi się nasunęło, bo akurat siedzi na widoku – mruknęła wymijająco.
- I niby po czym wnioskujesz, że coś u niej nie tak? Może po prostu wspomina czasy, jak ten jej… yyy, no jak on tutaj pracował? Bo muszę cię zmartwić, ale z tego, co wiem, wiedzie im się bardzo dobrze. Może nawet skończy się ślubem? – Anette była bezlitosna. Kaisa poczuła, jak każda komórka jej ciała zaczyna drgać ze złości. Zalała ją przysłowiowa krew – nie obraź się, ale dobrze ci radzę: zostaw ten temat. Rozumiem, że ci z tym ciężko, ale czasami tak jest, że my zostajemy skrzywdzeni, a tym, którzy się do tego przyczynili, mimo wszystko się wiedzie. Trudno powiedzieć, dlaczego tak jest, ale jeszcze znajdziesz sobie innego, przecież jesteś młoda – dodała koleżanka.
- Zapytałam ot tak, nie musisz prawić mi kazań, które słyszałam już setki razy – odpysknęła nieprzyjemnie – jego mam gdzieś! Nie mogę zdzierżyć jej, bo jest fałszywa, a mimo to ma to, czego chciała! Wcześniej go olała, a gdy ja się koło niego zakręciłam, to nagle coś ją oświeciło?! Nie, takim ludziom nigdy nie wybaczam! – popukała palcem w blat stołu, po czym zerwała się z miejsca.
- Idziesz już? Jeszcze trochę zostało do końca przerwy – bąknęła speszona Anette.
- Odebrało mi apetyt, sorry. Ja też dam ci radę… trzymaj ją z dala od swojego męża, tak na wszelki wypadek – odrzekła zimno i dumnym krokiem skierowała się do wyjścia. Po drodze z chęcią poczęstowałaby Venerinen jakimś uwłaczającym epitetem, ale po cóż zniżać się do jej poziomu? Tak więc zadarła głowę do góry i po prostu opuściła lokal.
    Kaari zorientowała się, że to ona dopiero wtedy, gdy ją wyminęła. Ale co za różnica? I tak nie miała zamiaru jej zaczepiać, bo to nie miało najmniejszego sensu. Przecież dla Kaisy była wrogiem numer jeden… albo i nie, wszak młoda zarzekała się, iż dla niej nie istnieje.
    Mniejsza z tym, cóż ją obchodziła niechęć byłej przyjaciółki? Z tym zdążyła się już oswoić. Teraz miała na głowie inne zmartwienie. O ile mogła tak to nazwać. Gdyby przyznała się do tego Jyrkiemu z pewnością doszłoby do kłótni. Dlatego wolała milczeć, miast szczerze wyznać mu swoje obawy.
    Ale na czym właściwie polegał problem? To znaczy, to Kaari nadała owej sprawie miano problemu. Chodziło o jej chłopaka i w jego oczach bynajmniej nie był to żaden kłopot. Otóż, kilka dni temu skontaktował się z nim jego były menadżer, który współpracował z nim za czasów starych „Bajek”. Ktoś doniósł mu, że jego były „podopieczny” próbuje swoich sił pod nową nazwą, oraz świeżym składem, toteż musiał zwierzyć ewentualny interes. A może kierował się sentymentem? Co by to nie było, bardzo ucieszyło Jyrkiego, który – jak wiadomo – chciał jeszcze kiedyś wrócić na scenę. Stary znajomy miał te swoje kontakty i był obeznany z muzycznym światkiem, tak więc mógł naprawdę im pomóc. No i za swój wkład żądał „jedynie” po dziesięć procent z tego, co zarabiali w klubie. Od każdego z nich z osobna ma się rozumieć.
    Gdy basista przekazał ową wieść swojej dziewczynie nie spotkał się z „dzikim” wybuchem radości. Ba, ta nie była nawet umiarkowana. A to zaczęła rozmyślać, czy aby dziesięć procent to nie za dużo? A może ów „facet” ma złe zamiary?  
    Kerkko? Nigdy w życiu! Zna go od kilku lat i to naprawdę wspaniałomyślne z jego strony, że zechciał odnowić z nim współpracę za tak „śmieszne wynagrodzenie”.
    Przytłoczona owymi argumentami musiała skapitulować. Dodatkowo, widząc jego radość i podekscytowanie, postanowiła udawać, że gorąco mu kibicuje. W rzeczywistości, co już wiadome, pragnęła, by cały ten plan spalił na panewce. Obawiała się bowiem, że gdy tylko ten zdobędzie choćby zalążek sławy… zamieni ją na „lepszy model”. Albo, co gorsza, na jakieś młodsze fanki. I to kilka naraz w dodatku! Wówczas jej wizja szczęśliwej rodzinki we własnych czterech kątach ponownie odeszłaby w zapomnienie. No, ewentualnie nie byłoby aż tak źle i miałaby ten swój upragniony domek, ale wychowywała dzieci w pojedynkę, bo ich ojciec byłby wiecznie w trasie! I cóż wówczas z tego, że miałaby mnóstwo pieniędzy?  
    Ponadto podzielała zdanie „teściowej”, iż życie znanego muzyka może pociągnąć za sobą różne nałogi i inne takie. Ilekroć Jyrki o tym słyszał, od razu się jeżył i gdyby sprytnie nie ucinała owego tematu, często chodziliby pokłóceni. Toteż wolała milczeć, drżąc w duchu, że któregoś dnia jej chłopak poczęstuje ją jakąś niewygodną dlań wieścią.
    Owa obawa zaatakowała ją i teraz, gdy tak spoglądała w stronę lady, wspominając te czasy, gdy Jyrki był „tylko” „pomywaczem”, co to nawet nie marzył o powrocie do muzycznej kariery. Wtedy go nie chciała, a teraz, gdy było inaczej, miałaby go stracić na rzecz muzyki?!  
    A może tak wcale nie będzie? Jej obawy są po prostu na wyrost…? Nie, lepiej, żeby temu jakiemuś tam nie wyszło to całe wkręcanie „Orłów” w świat show-biznesu. A przynajmniej nie tego liczącego się na większej arenie.
    Westchnęła ciężko i, choć z trudem, porzuciła owe rozważania, gdyż do stolika wróciła Anette.
    Kaisa poświęciła resztę dnia w pracy na rozmyślanie o znienawidzonej parze. Tak bardzo chciałaby choć troszkę zakłócić im tą przeklętą sielankę! By Venerinen chociaż przez moment poczuła się tak samo upokorzona. On, jak on. Był „idiotą, który uwielbiał kąpać się w szambie”, toteż można powiedzieć, że przez cały czas uwłaczał własnej godności. Ona natomiast miała się za „królową życia”, jakiej to wszyscy padają do stóp. Cóż jednak w tym dziwnego, skoro wystarczyło, że pstryknęła palcami, a ten od razu do niej pobiegł?
    Jak to wszystko było w ogóle możliwe? Jak mogła spotykać się z kimś, kto stanowił przykrą przeszłość jej własnej siostry, a ty samym i całej rodziny? Kimś, kto brał udział w gwałcie na jej…?! …No właśnie… Olśnienie!
    Spojrzała gdzieś przed siebie, lekko się uśmiechając. Obiecała coś Venerinen i chyba już wie, jak dotrzymać słowa. Co się odwlecze, to nie uciecze…

***

    Minęło kilka dni. Nad miasto nadciągnęła kolejna fala ciepłego powietrza, toteż wielu pracowników biurowca zaczęło marzyć o urlopie. I na niektórych zresztą wakacje czekały.
    Arvo wsiadł do windy, raz po raz ziewając. Towarzyszki obok żywo o czymś dyskutowały i podśmiewały się pod nosem. Jedna z nich nawet zrobiła zdjęcie. Gdy zerknął kątem oka, okazało się, iż te komentują… świstek papieru. Owszem, ktoś przykleił go w windzie. Z tego, co zrozumiał, ten zawierał link z odnośnikiem do jakiejś strony internetowej. Podobno odwiedzający miał na niej znaleźć coś ciekawego, związanego z firmą, także powinien KONIECZNIE tam zajrzeć! Czyżby szefostwo prowadziło jakąś dziwną kampanię? Mimo wszystko zignorował ową wiadomość i wysiadł. Jeśli to coś ważnego, prędzej czy później i tak się o tym dowie.
    Kaari, jak wiadomo, rzadko kiedy korzystała z udogodnienia w postaci windy, więc nie miała pojęcia o „tajemniczej informacji”. Tak, bo tą ktoś umieścił jedynie tam, zatem musiał to być żart, bądź jakaś próba wyłudzenia. Bo chyba raczej nie eksperyment, mający na celu wywiedzenie się, ilu pracowników korzysta z „dźwigu”? Chociaż, kto wie?
    Minęły dwa dni, lecz ulotek z ową dziwną informacją nie przybyło, ani nikt nie mówił o prowadzonej przez wyższe władze kampanii. Panna Venerinen przekroczyła próg drzwi wejściowych niezwykle ociągałym krokiem. Jeszcze trochę i powinna udać się na zasłużony wypoczynek – tyle dobrego. Chętnie wyjechałaby za miasto, ale jeśli Jyrki nie będzie mieć wolnego w tym samym czasie, to na pewno sama nie pojedzie!
    Wtem jakby poczuła na sobie wzrok. Gdy spojrzała w owym kierunku, w istocie napotkała spojrzenia jakichś młodych pracownic, które szeptały między sobą. Zorientowawszy się, że je obserwuje, prędko odwróciły twarze. Dziwne, czyżby mówiły… o niej? Pytanie, tylko dlaczego? Nie znała ich, ani niczym się nie wsławiła, by stać się obiektem biurowych plotek.
    Wzruszyła ramionami i poszła dalej, bo dlaczego miałaby przejmować się jakąś przypadkową scenką?
    Gdy pokonywała schody, mimowolnie zderzyła się spojrzeniem ze stojącą u ich szczytu kobietą. Nieznajoma zrobiła jakąś dziwną minę i ot tak ruszyła przed siebie. Kaari przystanęła, oglądając się za siebie. To chyba nie mogło być do niej? Zresztą i tak sama nie wie, co ów wyraz twarzy sugerował: dezaprobatę, kpinę, niedowierzanie? Cóż ją to obchodzi, skoro nie wie, co to za jedna?!
    Potrząsnęła głową, besztając się w duchu za przewrażliwienie i jeszcze przyspieszyła kroku. Będąc już w swoim biurze zapytała jednak Anette, czy aby wygląda normalnie? Nie umazała się nigdzie? Może jest przeraźliwie blada?
    Nie, wszystko w porządku. Tak więc musiało się jej przywidzieć.
    Podczas przerwy udała się do bufetu, acz w pojedynkę, gdyż dzisiaj biurowa koleżanka musiała coś pilnie przekazać swemu mężowi. Niestety, lecz panna Venerinen spędziła tam z jakieś pięć minut, a już odechciało się jej jeść. Miała bowiem wrażenie, że pozostali „klienci” stołówki bacznie ją obserwują i komentują coś pomiędzy sobą. To znaczy, nie wszyscy, ale większość. Głównie kobiety. Co więcej, ilekroć dłużej poobserwowała tą, którą podejrzewała o obgadywanie własnej osoby, ta, zorientowawszy się, szybko odwracała wzrok i albo śmiała się, bądź rozdziawiała usta w geście sensacji. Jakby się więc zgadzało, iż to ona jest głównym tematem pogaduszek… Ale dlaczego?!
    Wtem jej stolik minęły dwie „plotkary”, po czym przystanęły nieopodal i jakby zaczęły się naradzać. Rzucały jej przy tym przelotne spojrzenia, co zirytowało ją do tego stopnia, że postanowiła zapytać:
- Macie do mnie jakąś sprawę?
- My? – jedna z nich wycelowała w siebie palcem i szybko popatrzyła na towarzyszkę, która dała jej jakiś znak – nie, nie! Skąd! – i śmiejąc się, odeszły dalej.
    W Kaari zawrzało. Coś tu było nie tak! Tylko jak się dowiedzieć, co?!
- Naprawdę o niczym nie słyszałam – zapierała się Anette – ale popytam, jeśli cię to tak gryzie.
- Jeżeli to nie kłopot? Mam czyste sumienie, więc chętnie dowiem się, co niby takiego zrobiłam – mruknęła posępnie.
- Daj spokój, może to wcale nie o ciebie chodzi? Przypadek i tyle – koleżanka wzruszyła ramionami.
- Aż tyle osób naraz? – skrzywiła się.
- Bez przesady. Poczekaj, aż sytuacja się rozwinie, bądź odwrotnie. Ale na wszelki wypadek zaczerpnę informacji.
- Dzięki… Tylko nie pytaj Kaisy! – wycelowała weń palcem – ta to potrafi sprzedać każdą bajkę na mój temat – zauważyła z niesmakiem.
- Szkoda, że tak to się skończyło. Lubiłam tą naszą pracę w trójkącie, byłyście ze sobą naprawdę blisko – westchnęła Anette, podpierając się ręką pod brodę – dlaczego właściwie…?
- Tak, wiem, o co chcesz zapytać – Kaari wywróciła oczami – gadałyśmy już o tym. Nie popieram odbijania innym facetów, to według mnie naganne, ale stało się! Tak, moja wina, ale nie byłoby tak, gdyby o mnie zapomniał!  No dobra, obydwoje jesteśmy winni, ale życie toczy się dalej! Popełnia się błędy i samemu obrywa! Powinna zacząć rozglądać się za kimś, kto będzie tylko jej!
- Myślisz, że to w ogóle możliwe? Faceci, mimo wszystko, pragną trochę tej swojej wolności i nie lubią takich określeń – zaśmiała się znacząco.
- I to mówi mężatka… Lepiej uważaj, żeby ci nie wyfrunął – mruknęła od niechcenia i na nowo zatopiła się w swych rozważaniach.
    Miała nad czym myśleć. Do tego Anette nieświadomie zepsuła jej humor, gdyż nie tylko przypomniała, iż swą obecną miłość zyskała dzięki dążeniu do celu po trupach. Przede wszystkim wskrzesiła w niej tą irracjonalną obawę, iż któregoś dnia Jyrki może zapragnąć owej „wolności” w postaci kariery. A w owych planach, któż wie, może zabraknąć miejsca dla niej, bądź uczucie się wypali…
    Do tego dochodził ten incydent z pracy. Na wszelki wypadek przejrzała wszelkie możliwe portale społecznościowe, by upewnić się, czy aby nie zamieściła na którymś jakiegoś kompromitującego zdjęcia, z którego ktoś postanowił zrobić użytek? Bynajmniej. Nie dość, że było ich niewiele, to do tego dostęp do nich był ograniczony i pierwsza lepsza persona nie mogła ich „ukraść”. Chyba, że ktoś postanowił się zemścić i przerobił fotografię wedle własnego uznania? Ale kto? Była skonfliktowana jedynie z Kaisą.
    Wyznała swe obawy chłopakowi, lecz ten, podobnie, jak Anette, polecił jej zaczekać z osądami. Być może tylko się jej wydaje, iż znalazła się na świeczniku? Jego prywatnego życia od dawna nie śledzono, więc to nie mogła być jego wina. Ponadto Kaisa na pewno dała już sobie z nimi spokój, w końcu minęło już tyle czasu!
    Jedynie Tanja należała do tych, co to biorą pod uwagę możliwy sabotaż. Zapewne dlatego, iż sama padła niegdyś ofiarą plotek i wyzwisk, dlatego niewiele rzeczy mogło ją zdziwić. Co prawda, nie znała tej tam Kaisy, ale zraniona kobieta jest zdolna do wielu rzeczy. Jedna będzie rozpaczać w samotności, a druga demonstrować swoje cierpienie całemu światu. Będzie pragnęła zemsty. Pytanie tylko, co boli ją bardziej? Zdrada chłopaka, czy przyjaciółki?
    Trudna sytuacja. Z jednej strony Kaari naprawdę było za siebie wstyd, a z drugiej nie mogła powiedzieć, że żałuje, gdyż po raz pierwszy w życiu wierzyła, iż uda się jej stworzyć trwały związek.
    Pani Kietala poradziła jej, by była ostrożna, ale jednocześnie zanadto się nie przejmowała, bo w ostateczności może okazać się, że to tylko nieporozumienie. No i w żadnym wypadku nie może rzucać oskarżeń na byłą przyjaciółkę, gdyż ta może wykorzystać to przeciwko niej.
    Kaari postanowiła posłuchać każdego z osobna – o ile to było w ogóle możliwe. A przynajmniej po trosze. Niestety, z biegiem dni sytuacja zdawała się zaogniać: kobiety na jej widok szeptały między sobą, a mężczyźni bezczelnie lustrowali ją wzrokiem, jakby starali się doszukać w niej podobieństwa. Chyba nie chciała wiedzieć, do kogo…
    Gdy już sądziła, że nie wytrzyma tego całego napięcia, oto Anette przywitała ją w pracy wiadomością, iż nareszcie poznała przyczynę tych wszystkich plotek.
- Wejdź w ten link, ale najlepiej w domu, bo się zdenerwujesz – poleciła, podając jej świstek papieru, który uprzednio oderwała ze ściany windy.
    Kaari poczuła, jak cała krew odpływa jej z głowy. Poczuła chłód i nieprzyjemny ścisk w piersi. Sięgnęła po karteczkę drżącą ręką.
- Jest tam coś o mnie, tak? Jakieś głupoty, że niby jestem prostytutką, albo co? – zaczęła dopytywać.
- Po prostu zajrzyj. Wiem, że cię to wkurzy, a jeszcze cały dzień roboty przed tobą, więc lepiej zostaw to na później – powtórzyła z naciskiem.
    Łatwo powiedzieć. Ciekawe, czy sama byłaby taka cierpliwa, gdyby to o nią chodziło?
    Mimo wszystko usiadła za biurkiem i odsunęła karteczkę jak najdalej od siebie. Podczas pracy co rusz spoglądała jednak w jej kierunku, wypytując przy tym Anette o źródło, z którego wywiedziała się, skąd ta cała afera. Śmieszne, ale wyglądało na to, że stronę internetową, jaka mieściła się pod owym linkiem, odwiedziła bodaj połowa firmy. Ktoś sprytnie wydedukował, że to często użytkowana winda, oraz ciekawe hasło, okażą się doskonałym przekaźnikiem. Owszem, zaintrygowani pracownicy (głównie kobiety) fotografowali tajemniczy świstek i podawali zdjęcia dalej. Teraz pozostawało już tylko przekonać się, co ten ktoś nawymyślał na temat panny Venerinen. To znaczy, Anette już wiedziała, bo widziała zawartość linka, lecz zawzięcie milczała, choć widać było, że koniecznie chciała to z siebie wyrzucić.
    Ofiara internetowej nagonki nie wytrzymała i jeszcze przed przerwą zajrzała w „przeklęty” link. Był to blog, na jakim znajdował się tylko jeden wpis, do tego bardzo amatorski, bo na zwykłym, białym tle. Komuś widocznie bardzo zależało na czasie. Ale co tam za różnica, czy było pięknie i kolorowo, czy też byle jak? Ważne, że w owym wpisie kilkakrotnie padło jej imię, a obok nawet znajdowało się jej zdjęcie… z Jyrkim. To on wrzucił ową fotografię na jeden z portali społecznościowych, gdyż bardzo chciał pochwalić się swoją (ciężko wywalczoną) dziewczyną. A więc oglądali się za nią, ponieważ chcieli przekonać, czy to ta sama ze zdjęcia. Ale co tak zawzięcie komentowali?
    „Być może ktoś z was pamięta tą historię sprzed kilku lat, gdy niejaka Tanja sądziła się ze znanym muzykiem w sprawie gwałtu. Wyroku nigdy nie ogłoszono, bo facet uciekł z więzienia i zabił się, ale i tak wiadomym było, że raczej pójdzie siedzieć. Ale do sedna. W naszej firmie pracuje siostra tamtej Tanji, Kaari Venerinen. Ale co w tym takiego ciekawego, że należałoby się podzielić z wami tą informacją? Otóż spotyka się ona z facetem, który należał do zespołu tego zboczonego muzyka i co więcej, brał udział w tamtych wydarzeniach. Był wtedy na miejscu zbrodni, więc można się tylko domyślać, co tam się działo. Wobec tego Kaari ma za nic traumę swojej siostry i umawia się z gościem, który tak bardzo ją skrzywdził. Co więcej, była na tyle bezczelna, by walczyć o niego z inną i odbić go jej. Waszym zdaniem ktoś taki jest wart tego, by poświęcić dla niego przyjaźń? Bo to była jej przyjaciółka. Kaari jest jednak fanką patologii, do której zresztą sama się zalicza. Jeśli nie wierzycie, to wstawiam ich wspólne zdjęcie. Wpiszcie w wyszukiwarkę nazwę ‘Fairy Tales’, a zdobędziecie więcej informacji na temat tej sprawy z gwałtem. Po co to robię? By ostrzec was przed takimi, jak ona. Głównie kobiety, którym może odbić faceta, gdy ten patol się jej znudzi”.
    Teraz wszystko było już jasne, skąd te uśmieszki, wymiany spojrzeń i komentarze. Co bardziej zaangażowani, wyrażali swoje oburzenie, a mężczyźni być może żywili nadzieję na to, iż na nich również zwróci swoją uwagę, skoro była taka „bezwzględna”? Jak dotąd była właściwie anonimowa, tak teraz rozpoznawał ją prawie każdy pracownik firmy. Gdzie tam, nawet jeśli kogoś to nie interesowało, i tak z pewnością otrzymał wiadomość z linkiem przypadkowo. Powstał przecież efekt domina, spotęgowany przez zwykłą ludzką ciekawość.
    Poczuła uderzenie gorąca, a następnie zalewającą ją falę mdłości.
- Dobrze się czujesz? – spytała zaniepokojona Anette, na co raptownie potrząsnęła głową – zajrzałaś tam, tak? No nie, a mówiłam! – dodała jękliwie.
- To ona! To Kaisa! Po co ktoś inny miałby to robić?! – zerwała się zaraz potem z miejsca. Koleżanka zrobiła to samo i czym prędzej zastawiła jej sobą przejście w progu.
- Ty gdzie? Oby nie do niej, bo przy świadkach tylko wywołasz skandal! Chcesz się jeszcze bardziej ośmieszyć?!
- Nie wiem, dokąd! Mam wrażenie, że wybuchnę i zwymiotuję jednocześnie! – pisnęła jękliwie, po czym zasłoniła twarz, zalewając się łzami. Anette wzięła ją pod rękę i odprowadziła na miejsce.
- Usiądź i nigdzie się stąd nie ruszaj. Przyniosę ci wody. Chyba że koniecznie potrzebujesz do toalety? – pochyliła się nad nią, lecz ta pokręciła głową na boki. Współpracownica pobiegła więc czym prędzej po wspomniany płyn.
    Panna Venerinen łkała przez moment spazmatycznie, aż wreszcie rozpacz zamieniła się w złość. Chwyciła za myszkę i z całej siły wcisnęła przycisk, jaki zamknął okno przeglądarki z niepożądaną zawartością.
    W głowie zapanował istny chaos. Jak ma teraz stąd wyjść i pokazać się tym wszystkim ludziom, kiedy już wie, dlaczego tak się nią interesują?! Chyba spali się ze wstydu, a jeśli spotka Kaisę… to rozszarpie ją na strzępy! …Nie, moment. To, co opisała ta „wariatka”, to jej prywatne sprawy. „Nie odbija nałogowo innym facetów”, to był pierwszy i (oby) ostatni raz. Nikt nie ma pojęcia, ile ją to kosztowało i jak bardzo się starała, by było dobrze! Poza tym Jyrki nie zrobił Tanji niczego złego – on tam „tylko” był i z tego, co mówił, nie miał o niczym pojęcia. Można więc powiedzieć, że to jego oczerniła bardziej, bo zarzuciła mu przecież udział w gwałcie.
    Anette ma rację odradzając jej rozmówienie się z Kaisą teraz, gdy włada nią gniew. W ten sposób tylko dołożyłaby sobie do listy przewinień, jako ta, która jeszcze śmie atakować „niewinnych”. Wszak „krętaczce” na pewno zależy na tym, by pogrążyła się jeszcze bardziej, a ona sama oczywiście wyprze się wszystkiego. Zresztą i tak nie ma ochoty jej oglądać.
    Mimo wszystko spędziła przerwę w biurze, gdyż niewygodne dlań odkrycie skutecznie odebrało jej apetyt. Do domu wyszła jako jedna z ostatnich, ale i tak natknęła się na nieliczne spojrzenia ciekawskich. Jej osoba szczególnie zainteresowała jakąś blondynkę, która mierzyła ją jakby z oburzeniem. Kaari ubrała się więc w sztuczny, acz cyniczny uśmiech, i gdy przechodziła obok „blondi” rzuciła pytaniem, czy się może znają? Nieznajoma wyraźnie się speszyła i natychmiast zaprzeczyła. Na to panna Venerinen dumnie się wyprostowała i wyminęła ją z prawdziwą satysfakcją. O nie, nie da się zaszczuć!

***

    Jyrki kończył wcześniej od niej, dlatego Kaari udała się bezpośrednio do niego, by podzielić tym, czego się wywiedziała, no i naradzić się, co z tym dalej zrobić. Dość długo analizowali krótką, acz przesyconą jadem treść na laptopie muzyka. W pierwszej chwili on także bardzo się zdenerwował, ale im dłużej wpatrywał się w tworzące zdania litery, tym mocniej docierało do niego, że sam gniew nic tak naprawdę im nie da. Ewentualnie satysfakcję autorowi owej „życzliwej informacji”.
- I co z tym zrobimy? – spytała w pewnym momencie towarzyszka, gdyż jego zadziwiający spokój zaczął ją irytować.
- Czy ja wiem? Trzeba byłoby znaleźć autora i zmusić go do usunięcia tego. Ale czy jest w ogóle sens? – odrzekł w zamyśleniu.
- Że co? Po co szukać, skoro wiadomo, że to Kaisa? – zauważyła z nutką oburzenia.
- Niekoniecznie, jest jeszcze ten twój były.
- No jakoś nie sądzę, żeby facetowi w tym wieku chciało się bawić w takie rzeczy – skrzywiła się.
- Czyli to ja zadałem się z niezrównoważoną psychicznie, a ten twój znajomek jest super dojrzały, tak? – odpowiedział tym samym.
- Widzisz, co tu jest napisane? Że odbiłam faceta przyjaciółce, to musi być ona! – wycelowała palcem w ekran.
- Dobra, wszystko jedno! Można spróbować namierzyć autora, ale moim zdaniem to i tak bez sensu. Prawo nie każe zdrajców moralnych – mruknął, przyjmując zamkniętą postawę.
- Jyrki, oślepłeś? – zmierzyła go ironicznym spojrzeniem – zarzuciła ci branie udziału w gwałcie! Przecież to oszczerstwo, naruszenie dobrego imienia! Nigdy nie miałeś zarzutu o współudział! Wrzuciła nasze zdjęcie, teraz prawie każdy w firmie uważa cię za przestępcę! Puścisz jej to płazem?! – wyłożyła z przejęciem.
- Jestem do tego przyzwyczajony – odrzekł bez wyrazu – najpierw sypały się na nas gromy, że kiepsko gramy, potem miałem przeciwko sobie całe miasto. Co to dla mnie te kilkadziesiąt osób? Niech sobie myślą, co chcą. Jak ktoś zechce zgłębić temat, to przekona się, że nie mam z tym nic wspólnego. Zakładasz, iż to Kaisa. Jej właśnie o to chodzi! Byśmy się zadręczali, spierali o tą głupią sprawę, żeby to podkopało nasze relacje. Masz dojść do wniosku, że trzeba mnie rzucić, bo psuję ci wizerunek!
- Czyli według ciebie co najlepiej zrobić? – bąknęła zgaszona.
- Olać to – wzruszył ramionami – to będzie dla niej największy cios.
- Łatwo ci mówić, bo już tam nie pracujesz… gdybyś musiał codziennie znosić te wszystkie spojrzenia i szepty… - westchnęła, padając na twarde oparcie sofy.
- Znosiłem, i to właściwie każdego w Helsach, wyobraź sobie – zmierzył ją znacząco, na co wywróciła oczami. Zapewne zirytowało ją, iż ma odpowiedź na wszystko – to trudne, wiem, ale da się przeżyć. Wszystko mija, po jakimś czasie temat padnie śmiercią naturalną i zostawią cię w spokoju – otoczył ją ramieniem.
- Nie wiem, czy mam tak silną psychikę, jak ty… Może powinnam odejść z pracy? Wtedy to się skończy raz na zawsze, bo Kaisa nie będzie już miała do mnie przystępu – odetchnęła, patrząc gdzieś przed siebie.
- O nie! Nie dasz jej tej satysfakcji. Marzy ci się założenie rodziny, a chcesz zrezygnować z dobrze płatnego zajęcia?
- Miło mi to słyszeć – uśmiechnęła się znacząco.
- No niestety, teraz już cię tak łatwo nie wypuszczę – puścił oczko.
- Jeszcze zobaczymy, czy niestety. I ewentualnie… dla kogo – wystawiła język i zatrzasnęła laptopa.
    Do domu wróciła w o wiele lepszym humorze, nucąc pod nosem melodie, które Jyrki zaprezentował jej na gitarze. Była jakby jego jurorem i krytykiem jednocześnie. To ona pierwsza musiała wysłuchać danej kompozycji jeszcze przed resztą zespołu. To było zabawne i zarazem krępujące, bo przecież nie miała żadnego muzycznego wykształcenia, więc w czym mogła mu pomóc? Coś, co ona mogła uznać za hit, tak naprawdę mogłoby być do niczego i odwrotnie. No, ale bardzo jej to schlebiało.
    Niestety, pośród czterech ścian własnego pokoju szybko powróciły te natrętne myśli odnośnie bloga z ohydną plotką. Tym bardziej, że dzisiaj był czwartek, a więc musiała tam jutro wrócić i znowu konfrontować się z tymi wszystkimi spojrzeniami… Chyba powinna była zostać u chłopaka.
    Odetchnęła głęboko i niczym największa masochistka postanowiła jeszcze raz prześledzić oszczerczą treść. A nuż poniosły ją emocje i wcale nie jest tak źle? Może Jyrki ma rację i powinna zostawić to tak, jak jest?
    Przeczytała „artykuł” z dziesięć razy i bynajmniej nie utwierdziła się w owym przekonaniu. Nie, Kaisa sformowała zarzuty w bardzo dobitny sposób. Każdy, kto to przeczyta, odbierze ją, Kaari, jako tą złą, która za nic ma uczucia innych. A kto chciałby zadawać się i pracować z „judaszem”?
    Znowu ją zemdliło. To było jednak ponad jej siły. Do tego, jak się okazało, czytający zostawili wiele komentarzy. „No proszę, nie wiedziałam, że pracuje u nas takie ziółko”, „Niezła laska, może mnie odbić… chwila, jestem wolny, to chyba nie będzie zainteresowana”. Przeczytała zaledwie dwa z nich i poderwała się z miejsca, czym prędzej kierując do łazienki, by obmyć twarz zimną wodą. Miała nadzieję, że to pomoże jej się uspokoić.
    Gdy tylko opuściła pokój, do środka zajrzała Krystyna pod pretekstem pozbierania brudnych naczyń, gdyż właśnie zapełniała zmywarkę. Tyle, że Kaari nigdy nie „chomikowała” kubków, czy talerzy. Pani Krysia dobrze o tym wiedziała, ale ostatnimi czasy ich kontakty uległy takiemu pogorszeniu, że nie chciała wchodzić tam z bezpośrednim pytaniem, co się u niej dzieje. Widziała bowiem, iż coś jest nie tak, bo dziewczyna wróciła do domu z zaczerwienionymi, opuchniętymi oczami. Co, lub kto mógł być tego powodem? Jej „cudowny facet” oczywiście! No, ale jeśli spytałaby wprost, ta zapewne od razu by się zjeżyła. A tak, „przy okazji” ją pocieszy, skoro już weszła, i może nawet upewni się, co do swych podejrzeń. Ale musi być łagodna i spokojna.
    Tak sobie tłumaczyła, lecz oto spotkało ją rozczarowanie: Kaari nie było w pokoju. Brudnych naczyń też nie. Stała więc przez chwilę na środku w nadziei, że gospodyni owych kątów zaraz wróci. W rezultacie jej wzrok zawędrował ku jaśniejącemu ekranowi laptopa. Najbardziej interesujące było oczywiście zdjęcie Kaari w towarzystwie „jej wspaniałego muzyka”. No tak, wspomina (rzekomo) dobre czasy i „ryczy w rękaw”. A mówiła jej, to nie! Nie słuchała! Ale czemu się dziwić? Czyż to wszystko mogło mieć inny finał?
    Krystyna przewróciła oczami i mimowolnie prześledziła kilka zdań z zamieszczonej obok fotografii treści. Gdy zorientowała się, iż to raczej nic dobrego, czym prędzej wróciła do początku, marszcząc przy tym brwi.
    Właśnie kończyła czytać, gdy Kaari wróciła do środka. Widząc, że matka pochyla się nad laptopem, podbiegła doń i czym prędzej go zatrzasnęła.
- Co to jest?! Skąd to? – niestety dla niej, pani Venerinen potrafiła szybko czytać. I to, jak na razie, bez okularów.
- No raczej sama bym siebie nie obsmarowała, nie? Ktoś… złośliwy postanowił obrobić mi tyłek – mruknęła z dystansem.
- A czyja to wina? Tego oszołoma oczywiście! – pani Krysia przystąpiła do biadania, tym samym zaprzeczając samej sobie, iż będzie łagodna i opanowana – co ty najlepszego wyprawiasz?! Już nawet postronni dziwią się, że się z nim zadajesz! – ciągnęła wzburzona.
- A co mnie oni obchodzą?! Mam prawo spotykać się, z kim chcę! – odpysknęła poirytowana. Jak zawsze to samo!
- Tak? To dlaczego jesteś taka zmarnowana? Wiem, że płakałaś! Tak ma wyglądać szczęśliwy związek?!
- Rany, wszystko musi być od razu przez niego! Nie domyślasz się, że to przez tą idiotkę, która mnie oczerniła w Internecie?!
- No nie, jeszcze do tego to jest ogólnodostępne! Wstyd! – kobieta załamała ręce. Kaari natychmiast pożałowała, iż wciągnęła w ich słowne potyczki globalną sieć.
- Ja ci tak źle, to się mnie wyrzeknij! – syknęła, kierując się do szafy.
- Nie rozumiesz, że się o ciebie martwię? Przy takim człowieku nigdy nie zaznasz spokoju! Będą z ciebie drwić, wyśmiewać cię! A i nie wiesz, do czego jest zdolny!
- Osłabiasz mnie! – parsknęła gorzko, szybkim ruchem przetrząsając dno mebla – śmiało, powiedz jeszcze, że mnie zgwałci! No dalej, uwielbiasz to!
- Skąd możesz wiedzieć, jakie ma do tego podejście? Przecież nic wtedy nie zrobił, można więc powiedzieć, że poparł tego bydlaka! – upierała się kobieta. Tymczasem córka nareszcie wyjęła z szafy dość sporych rozmiarów walizkę, a następnie zaczęła wrzucać do niej ubrania – po co ci to? Wyjeżdżasz gdzieś? – na ten widok pani Krysia od razu spuściła z tonu.
- Nie, po prostu się wyprowadzam – odrzekła bezbarwnie.
- No co ty, tak nagle?! Zwariowałaś?! – matka chwyciła się za głowę.
- Tak, bo jakimś cudem, aż dotąd to znosiłam! Miarka się przebrała! Stuknięta Kaisa wystarczy mi w zupełności, nie potrzebuję jeszcze, żebyś i ty ciągle mi ględziła! Mam 30-ści lat i żyję w wolnym kraju, do diabła! Nie możesz mi wybierać, kogo mam kochać! – wykrzyczała, cisnąc na oślep garderobą.
- I dokąd niby pójdziesz?! Do niego?! – Krystyna zaczęła popadać we właściwą sobie rozpacz. Chwyciła ją za przeguby, lecz ta wyszarpnęła się, kierując po laptopa, którego nawet nie wyłączyła. Tyle powinno jej na razie wystarczyć.
- Owszem, żeby mnie pożarł, wypluł i zdeptał! Ale przynajmniej będę miała SPOKÓJ! – prychnęła, właściwie rzucając przenośny komputer na stos wymieszanych ubrań. Tymczasem zdesperowana rodzicielka pobiegła po męża w nadziei, iż ten ostudzi tym swoim spokojem zapał zdeterminowanej córki.
    Juha raz po raz wywracał oczami, próbując skupić się na treści płynącej z telewizora. Podniesione głosy domowników znacznie to utrudniały. Denerwowało go, że żona znowu męczy tą biedną dziewczynę. Zapewne jak zwykle z powodu jej chłopaka.
    Wtem, jak na zawołanie, do pokoju wpadła roztrzęsiona Krystyna. Oszołomiony nawet nie zdążył zapytać, co się dzieje, gdyż szarpnęła go za ramię.
- Chodź szybko, powiedz jej coś! Ona się wyprowadza! – krzyczała przy tym. Ponieważ mężczyzna najpierw żądał wyjaśnień, dosłownie „stargała go” z zajmowanego miejsca i wypchnęła za drzwi. W tym momencie Kaari akurat buszowała w łazience, wrzucając do walizki niezbędne przedmioty, jakie do niej należały. Po resztę przyjdzie kiedy indziej. Koniecznie wtedy, gdy matki nie będzie w domu.
- Co ty robisz, dziecko? – bąknął zaskoczony ojciec, stając na środku przedpokoju, niczym wryty.
- Tak, jak widać: wyprowadzam się. Mam dość tego ciągłego wytykania mi, z kim się spotykam – odparła, zasuwając walizkę.
- Ale tak nagle? – ciągnął tym dziwnym tonem za co małżonka miała ochotę zdzielić go w ramię. Powinien błagać, grozić… udać, że ma zawał, ale po prostu coś zrobić, a nie stać, jak słup soli!
- Powinnam była o wiele wcześniej, ale nie chciałam wbijać was w szok. W końcu ten syndrom pustego gniazda… Ale doskonale wiecie, że od jakiegoś czasu spotykam się ze ZBOCZEŃCEM, który na pewno mnie zamorduje, więc chyba już zdążyliście oswoić się z tą myślą – dodała cynicznie, ot tak mijając zaskoczonych rodziców, i sięgnęła po swoje sandałki.
- Rozumiem, że pragniesz ułożyć sobie życie, ale nie sądziłem, że to będzie tak z marszu. No, ale cóż… mimo wszystko powodzenia – głos Juhy wyraźnie się załamał. Natomiast oblicze Kaari natychmiast pojaśniało. Zostawiła obuwie i mocno go objęła.
- Dlaczego zawsze robisz mi na przekór?! No dlaczego?! Durny jesteś?! Powiedz jej coś, przecież zrujnuje sobie życie! – Krystyna wybuchła płaczem. Wyciągnęła nawet w kierunku córki drżącą dłoń, lecz w ostatniej chwili cofnęła ją  w obawie, iż ta jeszcze ją po niej zbije, miast się wzruszyć.
    Ta tymczasem szepnęła ojcu na ucho „Dziękuję. Niedługo się zobaczymy, tatku” i ucałowała go w policzek. Zaraz potem włożyła drugiego buta i bez słowa chwyciła za klamkę. Pani Krysia na próżno błagała, a nawet wybiegła za nią na klatkę – czym prędzej zbiegła na dół, choć ciężka walizka znacznie jej to utrudniała – Kaari, wracaj! – krzyknęła jeszcze łamiącym się głosem, niczym na jakimś łzawym melodramacie, lecz odpowiedział jej tylko huk zamykanych drzwi wejściowych. Na ów dźwięk kobieta chwyciła się za usta, niemal już dławiąc własnymi łzami.
- Wiesz, jak śmiesznie teraz wyglądasz? Jakbyś stała nad grobem córki, a przecież tylko się wyprowadziła. W dodatku niedaleko – dobiegł ją zimny głos męża.
- Dlaczego znowu mi to zrobiłeś?! Chciałeś się jak zawsze podlizać?! Pokazać, jakim jesteś wspaniałym tatusiem?! – ruszyła na niego, jak jakiś ciężki taran, który zaraz zmiecie go z powierzchni ziemi.
- To ty zrobiłaś to na własne życzenie! – wycelował weń palcem, na co przyhamowała w ostatniej chwili, by się na niego nie nadziać – ostrzegałem cię, mówiłem, że tak będzie! Ale nie, i tak musiałaś wtrącić te swoje monety, jak to mówicie tam u was!
- „Grosze”!
- Wszystko jedno, co! Czy wy w tej Polsce jesteście jacyś… porąbani?! Masz szczęście, kobieto, że jeszcze mam resztki cierpliwości, bo też bym się wyprowadził, ale szkoda mi mieszkania! Chociaż, ja wiem? Powinniśmy kupić mniejsze, a to wynająć. Po co nam takie duże tylko we dwójkę? Chyba, że zamienimy się z Tanją…? Tak, im przyda się większe – jak gdyby nigdy nic, zawrócił do pokoju, przy okazji intensywnie przy tym dedukując.
- Ledwo co tamta minęła próg, a ty już chcesz pozbyć się domu?! Lada dzień tutaj wróci! – pisnęła oburzona, acz i zaszokowana żona. Jak mógł być taki spokojny?! Przecież właśnie zostali zupełnie SAMI!
- Jak jest mądra, to nie wróci! Już dawno powinna była się od nas odseparować, bo nieustannie wtrącasz się w jej życie! I jeszcze coś: dzisiaj nie śpisz w naszym pokoju, możesz położyć się u Kaari. To będzie dla ciebie taka kara za to, że nie pozwoliłaś mi jej godnie pożegnać! Najpierw Tanja opuściła rodzinny dom w gniewie, teraz Kaari! Jesteś z siebie dumna? Lecz się, kobieto! – wyrzucił wzburzony i z hukiem zatrzasnął drzwi.  
    Krystyna stała przez moment w tym samym miejscu, niczym biedne, osierocone dziecko. Ta cisza była taka przytłaczająca. Myśl, że ma zostać sam na sam ze swoimi myślami i wyrzutami sumienia wzbudzała w niej trudny do zniesienia lęk. Chętnie pobiegłaby za Kaari z błaganiem, by ta wróciła, ale nie miała pojęcia, dokąd w ogóle poszła!
    No, ale miała przecież jeszcze jedną córkę. Matti, to tam Matti! Cóż on tam zrozumie? Pobiegła więc po swój telefon, by wylać do Tanji gorzkie żale, ale wtedy jakby doznała olśnienia: czy nie lepiej będzie, jak po prostu do niej pójdzie? A najlepiej przenocuje! Niech Juha zostanie sobie tutaj sam, skoro jest taki „liberalny”, o!
    Tak więc chwyciła w rękę torebkę i pospiesznie opuściła mieszkanie. Można sobie tylko wyobrazić minę Aleksego, gdy ta oznajmi im, iż chce zostać u nich na noc…
    Jyrki bardzo się zdziwił, gdy po zaledwie kilku godzinach od ich rozstania, Kaari ponownie zawitała w jego progi.
- Tak szybko się stęskniłaś? – zauważył, otwierając jej drzwi. Weszła do środka, niczym cień, po czym rzuciła na podłogę ciężką walizkę – a to co…? – bąknął na ten widok.
- Przygarniesz mnie? Ale nie na kilka dni… tak na dłużej? – zmierzyła go wzrokiem zranionego zwierzątka.
- Pod warunkiem, że nie będziesz mi grzebać w papierach – uśmiechnął się krzywo, rozkładając ramiona „na powitanie”. Padła mu więc w objęcia, mocno się doń tuląc.

nutty25

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 7145 słów i 39588 znaków.

5 komentarzy

 
  • Zuzi

    Dużo się dzieje  :) podoba mi się

  • nutty25

    @Zuzi miło mnie ;)

  • Hm

    Matko i córko, jeśli zakończysz to opowiadanie to Cię chyba pozwę o straty moralne ????

  • nutty25

    @Hm heh, wszystko musi mieć kiedyś swój koniec ;)

  • Wiktor

    Witaj. Wow!. Ale pogonilaś z akcją.  Czytałem w pracy. Jeszcze w domu raz przeczytam.  Super cześć.  Dzięki. Pozdrawiam Wiktor

  • nutty25

    @Wiktor cieszę się, że się podoba :) pozdrawiam ;)

  • Lil

    Jesteś świetna ;)

  • nutty25

    @Lil  :redface: dzięki ;)

  • majli

    Już się doczekać nie mogłam kolejnej części.  Dużo się dzieje, ale to dobrze. To znaczy, że tak szybko nas nie opuścisz.  :kiss:

  • nutty25

    @majli miło mi ;)  :kiss: