Love me like you do cz. 22

Rozdział 16

    Zarówno gospodyni, jak i goszcząca u niej siostra, spały bardzo niespokojnie. Najpierw długo nie mogły zasnąć, a potem śniły najczarniejsze wizje. Dlatego wstały bardzo wcześnie, gdyż podekscytowanie nie pozwalało długo się lenić. Z całej tej trójki jedynie Aleksi wyglądał rześko. Ba, był wręcz oazą spokoju. To on zrobił śniadanie i on też wiódł prym w spożywaniu go, gdyż towarzyszącym mu kobietom nie bardzo dopisywał apetyt. Gdzie tam, Kaari wyglądała okropnie – zmarnowana twarz i opuchnięte oczy. Żona z kolei była zmizerowana z powodu braku snu.
- Co jest? Mdli cię? – zapytał w końcu zaniepokojony. W odpowiedzi przecząco potrząsnęła głową – to czemu nie jesz? Bardzo dobry serek z rzodkiewką, spróbuj – podsunął jej pod nos kanapkę z ową „pastą”.
- Zjedz, dziecko na pewno jest głodne – wtrąciła siostra, której na moment udało się wyrwać ze świata najczarniejszych wizji.
    Mimo że krzywiąc się, pani Kietala ugryzła kęs.
- Ej, ale ta była moja! Ja ci tylko zaproponowałem! – zaśmiał się na to, lecz ani jedna, ani druga mu nie zawtórowały – co jest z wami? To w końcu ktoś wam jednak umarł? – rzucił niezbyt udolnym żartem.
- Kudłacz dzwonił? – żona zignorowała jego pytanie. Kaari od razu oblała się rumieńcem.
- Nie, a powinien? – zmierzył szwagierkę jakimś dziwnym wzrokiem. Obie panie wymieniły się porozumiewawczymi spojrzeniami, po czym starsza z nich zwlekła się z krzesła i na moment zniknęła w „gościnnym” pokoju. Tanja przechyliła się przez stół i zaczęła relacjonować mężowi wydarzenia minionego wieczoru.
- Boże, ona już wie! – wtem przerwał im rozpaczliwy jęk panny Venerinen – powiedział jej! – stanęła w progu ze zbolałą miną. W gardle młodszej siostry od razu stanął kęs, jakby to ją w pierwszej kolejności miała zamordować Kaisa.
- Nie wiem, o co wam biega, ale przestań ją denerwować, dobra? Bo jeszcze wyląduje zawczasu na porodówce! – zauważył oburzony Aleksi, czym prędzej dopadając do żony, by poklepać ją po plecach. Speszona, acz i urażona szwagierka natychmiast uciekła „do siebie”.
- Aleks, nie traktuj jej tak! I tak już siedzi po uszy w szambie – zganiła „połowica”, po czym zabrała się do składania dalszych wyjaśnień, choć mąż bynajmniej nie wyglądał na wielce zaciekawionego. Kaari przecież własnoręcznie zapracowała sobie na obecny stan rzeczy.
    Tymczasem ta oddzwoniła do zrozpaczonej Kaisy, choć wiele ją to kosztowało. Miała, co prawda, ułatwione zadanie, bo ta się nie domyśliła, iż to z nią Jyrki „przyprawiał jej rogi”, ale udawanie, iż nie ma się pojęcia o czymś, w czym brało się czynny udział, było szalenie trudne.
    „Młoda” wyklinała ją, właśnie pakując do walizki swoje rzeczy. Jej, teraz już byłego, nie było w domu – wyszedł gdzieś z samego rana, jakby obawiał się konfrontacji z nią. Tyle, że wcale nie miała zamiaru z nim rozmawiać. Powiedziała już, co miała powiedzieć wczoraj. Teraz pragnęła jedynie, by wszystko zmieściło się do tej jednej, „głupiej” walizki i nie musiała już więcej tutaj wracać. Lecz, niestety, wyglądało na to, że w ciągu tych kilku miesięcy zainwestowała w owo mieszkanie tyle „pierdół”, że owo życzenie raczej się nie spełni.
    Kaari czuła się, niczym Judasz, który właśnie całuje Jezusa, gdy usiłowała uspokoić łkającą koleżankę. Jej słowa pociechy były, niczym ten pocałunek – obłudne i bezczelne, ociekające cynizmem. Nie dość, że czuła się, jak „największa łajdaczka”, to do tego się bała. Strasznie bała się reakcji „młodej”, gdy zobaczy ją u boku swego byłego. Bo jej zdaniem tak być musiało – teraz Jyrki powinien był wrócić do niej, skoro nie miał już dziewczyny, która stała między nimi, niczym niewidzialny mur. Na to też wskazywało jego zachowanie – po co, w przeciwnym razie, wyznałby wszystko Kaisie? Co prawda, nie przyznał się, że to ona jest tą jego „eks”, ale to być może dlatego, iż nie chciał jeszcze bardziej dobijać zrozpaczonej dziewczyny? Bo chyba nie zrzuci tego wyłącznie na nią? Powinni przecież przekazać jej to razem, bo i razem zawinili. Kaisa bowiem od samego początku powinna była wiedzieć, że jeszcze do niedawna tworzyli parę.  
    Tak, będzie to jedna z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi musiała zmierzyć się i zmierzy w swoim życiu, ale było to niestety nieuniknione. Pracowali przecież w tej samej firmie, więc, siłą rzeczy, prędzej, czy później, „młoda” musiała się dowiedzieć, a najlepiej byłoby, gdyby z tego głównego źródła. Tylko, że będzie się to równać definitywnemu końcowi ich znajomości. Zyska chłopaka, lecz utraci koleżankę… przyjaciółkę? A wszystko to przez to, że tak długo nie potrafiła zrozumieć, czego tak naprawdę chce!
    Była „największą pod słońcem świnią”, owszem, bo zaczęła się niecierpliwić. Kaisa już dosyć sporą chwilę blokowała linię, a przecież on także może próbować się do niej dodzwonić. Wyszedł przecież z domu, może do niej? Chce dokończyć rozmowę z wczoraj? Nie przyjdzie przecież pod jej drzwi, więc może próbować telefonicznie przekazać jej, iż jest na dole i chce się spotkać. A jej tam nie ma. Jest w miejscu, w jakim mogliby spokojnie porozmawiać, bo Tanja chyba by go wpuściła? Oj, głupie gadanie! „Aleks” jest jego przyjacielem, a siostra chce przecież, by się wreszcie dogadali! Jeśli jednak jemu nie przyszło to do głowy, to ona chętnie mu to zasugeruje. Tylko jak, skoro Kaisa nie przestawała wylewać doń swoich żali?
    Nie wie, czy jakiekolwiek tortury mogą być gorsze od słuchania płaczu osoby, którą się lubi, a jaka łka właśnie przez nas. Do tego nieświadomie ją wyzywała, obrażała. Nazywała „dziwką, szmatą, złodziejką facetów i ladacznicą”. Nie miała jej tego za złe, gdyż, niestety, musiała przyznać jej rację.
    Raz myślała, że powinna była wycofać się, gdy zobaczyła, że idą na ten „głupi” seans w pojedynkę, za drugim zaś, iż dobrze się stało – tego właśnie chciała i bynajmniej nie wycofuje się ze stwierdzenia, iż był to jeden z najpiękniejszych wieczorów w jej życiu. Mimo że być może się rozchoruje i będzie musiała stoczyć ciężką batalię z osobą, która jeszcze w owym momencie uważała ją za swoją „kumpelę”.
    Ale może po tym, gdy minie pierwszy szok i upłynie wystarczająco dużo czasu, Kaisa jej wybaczy? Czy będzie wtedy z nim? Czy to wszystko w ogóle się opłaci? Poświęcenie nie pójdzie na marne? Oby.
    Nareszcie skończyła… odetchnęła z ulgą, niczym najprawdziwsza „łajdaczka z żałosnej telenoweli”. Szybko więc spojrzała na wyświetlacz, ale bynajmniej nie widniało na nim żadne powiadomienie o sms’ie od byłego, czy nieodebranym połączeniu. Uspokoiła oddech i drżącymi z emocji rękoma, wybrała jego numer. Niestety dla niej, lecz nie odebrał.
    Było już prawie południe, a panna Venerinen nadal przebywała w mieszkaniu młodszej siostry, „paradując” w jej piżamie. Co więcej, razem z Tanją „knuły po kątach”, czemu Aleksi przyglądał się z prawdziwym pobłażaniem. Miał już nakreślony cały obraz tego, co zaszło wczoraj pomiędzy jego przyjacielem i szwagierką, lecz ten, jak na razie, jeszcze się do niego nie odezwał. Czyżby więc poszedł po rozum do głowy i przestał „lamentować” nad swoimi czynami? Szkoda tylko, że stało się tak, jak przewidywał, i jego dziewczyna go zostawiła. Jak wiadomo, darzył Kaari sympatią, ale jeśli on przyjmie ją z powrotem, to chyba „zjedzie go z góry na dół”.
    Tak, tak – zapomniał wół, jak cielęciem był. On także wybaczył. I to pomimo tego, że przez moment uwierzył, iż Tanja zamieniła go na innego. Ale oni byli parą „od zawsze”, nikt na tym nie cierpiał, to zupełnie obca osoba rozdzieliła ich na kilka miesięcy, a nie „przyjaciółka”, phe! Panna Venerinen zachowała się naprawdę nieładnie – że tak grzecznie to ujmie.
    Prychał tak do siebie, to zaglądając do zupy, którą właśnie gotował, to znów siadając do laptopa, jaki stał na kuchennym stole.  
    Tak, ku woli wyjaśnienia, to umówili się z Tanją, że w weekendy to on będzie sprawował pieczę nad obiadem. Zresztą żona i tak zajmowała się teraz goszczącą u nich siostrą, więc i tak nie miał nic lepszego do roboty. Bynajmniej nie miał zamiaru „biadać” wraz z nimi, co to teraz będzie, oraz dawać szwagierce rady. O nie, niech sama wypije piwo, które nawarzyła.
    W pewnym momencie, gdy właśnie zasiadał na krześle, spoglądając w ekran komputera, do kuchni weszły „mącicielki”, niczym na tym filmie „Ze śmiercią jej do twarzy”. Wszak, w jednej ze scen Goldie Hawn wraz z Meryl Streep przyszły prosić Ernesta, czyli Bruce’a Willisa, o pomoc w „zreperowaniu” ich zdewastowanych ciał. Oho, one także zapewne czegoś od niego chciały.
- Chciałyśmy cię o coś prosić, miśku – zaczęła nieśmiało Tanja. Zupełnie, jakby nadal był prokuratorem, zasiadającym za swoim biurkiem, a ona jedną z wezwanych na przesłuchanie – Kaari nie może dodzwonić się do kudłacza. Mógłbyś…?
- Nie – wszedł jej w słowo, nie czekając nawet na dalsze wyjaśnienia.
- Może od ciebie odbierze! – kontynuowała, mimo to.
- Już powiedziałem: nie – odrzekł spokojnie.
- Ale dlaczego?! – jęknęła przeciągle – nie bądź taką żyłą!
- Wybacz, Kaari, ale co mnie do waszych spraw? Co mam mu niby powiedzieć? – spojrzał na tą drugą, aż z tego wszystkiego zrobiła krok do tyłu, jakby był jakimś surowym ojcem, który zaraz sprawi jej lanie.
- Powiesz mu tylko, że ona chce z nim pogadać – wtrąciła żona.
- Jesteś jej rzeczniczką? – zmierzył ją z pobłażaniem – nie z tobą rozmawiam. No więc? – ponownie zwrócił się do szwagierki, lecz ta milczała onieśmielona. Był aż taki straszny? Serio?
- W takim razie sama tyrknę z twojego numeru – Tanja wzruszyła ramionami i zawróciła do sypialni.
- Marny twój trud, mam telefon przy sobie – zawołał, toteż gwałtownie zahamowała.
- Och, Kaari, podyktuj mi numer! Zadzwonię z mojego! – warknęła zniecierpliwiona, mierząc męża destrukcyjnym spojrzeniem. W odwecie posłał jej ironiczny uśmieszek, gdyż bynajmniej nie miał zamiaru jej tego bronić. Byleby tylko nie mieszały w to jego.
- Nie, Aleks ma rację… - siostra westchnęła posępnie – jak będzie chciał, to sam zadzwoni – dodała zrezygnowana, po czym udała się do „gościnnego” pokoju, by nareszcie przebrać się w swoje ubrania. Być może już wyschły po tym, jak gospodyni powiesiła je w ciepłej łazience.
- No i co zrobiłeś?! Dlaczego nie chcesz pomóc zakochanym?! – syknęła oburzona Tanja, gdy już upewniła się, że Kaari jej nie słyszy.
- Bo to żadna miłość – odparł niewzruszenie, ot tak wpatrując się w ekran laptopa.
- A co niby?! No to idąc tym tropem rozumowania, my też się nie kochamy! – prychnęła z niesmakiem.
- A co masz w brzuchu?
- A idź ty! – pisnęła, zaciskając ze złości dłonie w pięści. Zaraz też obróciła się na pięcie, gdyż zabrakło jej kontrargumentów, i udała na poszukiwanie siostry.
- Jak sobie pójdę, to kto ci obiad dokończy? – zawołał zań, z trudem zachowując powagę. Żona zawsze go rozśmieszała, gdy przemieniała się w to rozkapryszone dziecko, które za wszelką cenę usiłuje postawić na swoim. Biedna – siostrzana miłość, jak i ta „babska natura” zaślepiały ją do tego stopnia, iż nie dostrzegała tej prostej prawdy, iż Jyrki jest… kaprysem szwagierki. I niczym więcej. Tak przynajmniej widział to on.  

***

    Jyrki bynajmniej nie czatował pod klatką panny Venerinen. Nie oczekiwał też telefonu od niej. Ba, ten leżał obok niego, pełniąc teraz rolę odtwarzacza mp3. Jakiś czas temu ulubione utwory raz po raz przerywał dźwięk dzwonka, oznaczający nadchodzące połączenie. On jednak nawet na niego nie spojrzał, by dowiedzieć się, któż to się do niego dobija.
    Ponieważ w muzyce preferował melancholię, wylewanie przez wykonawców gorzkich żali, nawet, jeśli on sam był szczęśliwy, z jego telefonu płynęły same „dołujące” utwory. I tak było już „Falling down” Oasis, jego ukochane „My desire”, „Song seven”, również Interpol’u, „Break me” jego rodzimego zespołu Entwine, czy „Climbing the walls” i „Lucky” Radiohead. Jemu jednak jak najbardziej to odpowiadało, choć niejeden zapewne stwierdziłby, iż „dołująca” muzyka bynajmniej nie pomaga na smutny nastrój. Nie, on właśnie takiej oczekiwał, by się przy niej torturować wspomnieniem tego, co utracił.
    Siedział na nasypie, z obu stron otoczonym przez ruchliwą ulicę. Na szczęście już nie padało, choć było mglisto i pochmurnie. Gleba nasiąknęła jednak wczorajszym deszczem, oraz wilgocią, w rezultacie czego siedzenie na niej nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy. Można było wręcz nabawić się jakiejś choroby. Tyle, że jemu było wszystko jedno. Spoglądał gdzieś w jeden punkt przed sobą, popijając kolejne piwo.
    Z jakiś rok temu siedział w tym samym miejscu w towarzystwie Aleksego, który właśnie wyszedł z więzienia i sam nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Przyprowadził go więc tutaj, by wspólnie „wałkować” temat sióstr Venerinen – bo to one ich połączyły. I co? Tamtemu się udało – ożenił się z nią, a teraz oczekiwali wspólnego dziecka.
    A gdzie był on? „W czarnej dupie” i to od trzech lat w dodatku. Jakimż „debilem” trzeba być, żeby stracić tyle czasu na kobietę. Nie, przeprasza bardzo! W pewnym momencie zaczął coś z inną, lecz wczorajszego dnia własnoręcznie to przekreślił. Po co jej się przyznał? Bo się wstydził, miał dosyć obłudy. Pozwolił jej więc uwolnić się od jego osoby. I tak zresztą nie pałał do niej „wielką miłością”, więc w tą, czy tamtą…
    Tylko, że znowu był sam, marząc o tej „przeklętej” Venerinen. Aleksi miał rację twierdząc, iż zostanie z niczym. Bo czy ona naprawdę by go chciała? Coś złośliwie podpowiadało mu, że jest jedynie takim „trofeum”, jakie chciała zdobyć, by dowartościować własne ego. Bo zobaczyła, że potrafi żyć bez niej. Bo zazdrościła mu po tym, jak jej kolejny związek okazał się niewypałem. Te myśli nie chciały go opuścić, raz po raz wbijały się w duszę, niczym bolesne szpilki. Myślał tak już dużo wcześniej, więc po jaką cholerę zaaranżował to wczorajsze wyjście?!
    A jeśli jest inaczej i faktycznie zmieniła zdanie? Tylko, niby kiedy? Rzeczywiście podczas tego „debilnego” wesela? By je szlag trafił… Odtwarzacz właśnie wylosował „Wicked game” w wykonaniu HIM-a – wprost idealne do jego rozmyślań! Kaari prowadziła z nim przecież nikczemną gierkę, diabelską wręcz. Uśmiechnął się pod nosem, potrząsając przy tym głową. A może to alkohol już mu do niej uderzył? „Nobody loves no one” – stwierdził na końcu wokalista. Może i tak? Może on także jej nie kocha? Może jest tylko niedościgłym marzeniem?
    Przejechał rękoma po włosach, gdyż „rzygać mu się już chciało” od rozważania po raz enty tego samego. Teraz „E.S.T.” White Lies – utwór o „kolesiu”, który popełnia samobójstwo, gdyż nie może poradzić sobie ze źle ulokowanym uczuciem… Nie, bynajmniej nie zabije się z powodu „mataczeń” Kaari Venerinen. Nie warto. Ale zapić się, by nie myśleć? Czemu nie?
    Dopił trzecie piwo do końca i przymierzył się do otwarcia czwartego, gdy wokalista doszedł do wersów „I hope you remember me, I hope you never pretend for me”. Te ostatnie podziałały nań, niczym płachta na byka. Zawsze, ZAWSZE tylko udawała! Od początku!
    Chwycił telefon w rękę i już się przymierzył, by cisnąć nim gdzieś przed siebie, gdy oto dotarło doń, że sporo za niego zapłacił, a i ten nie był niczemu winien. Ochłonął więc i odszukał pośród utworów „A view to a kill” Northern Kings – rodzimego „zlepka” kilku artystów, którzy postanowili stworzyć covery znanych utworów. Tak, metal powinien „ukoić” jego skołatane nerwy. Mocny gitarowy riff, dawanie po „garach”, aż czaszka paruje – rzeczywiście „idealny” sposób na odprężenie, nie ma co. Albo po prostu się upił i zaczyna z tego wszystkiego bredzić. Nie… takim słabym piwem? Trzeba to poprawić!
    Zwlókł się więc z zajmowanego miejsca z zamiarem poszukania jakiegoś monopolowego. Koniecznie takiego, gdzie sprzedają „Finlandię”. Tak, „uchla się, jak na zero przystało”. Oby potem wylądował w jakimś rynsztoku, bo chyba tylko tam się nadaje.

***

    Kaari nie rozumiała zachowania Jyrkiego – bynajmniej do niej nie przybiegł, ani też nie oddzwonił. A przecież dawniej nie mogła się od niego opędzić. A po takim wieczorze, jak tamten, chyba eksplodowałby z radości! No to dlaczego teraz, gdy w istocie było tak, jak pragnął (a przynajmniej kiedyś), zachowywał się tak, a nie inaczej? Żal mu Kaisy? Chciał zachować się wobec niej uczciwie, toteż wyznał jej prawdę, wierząc, iż „zrozumie” i wcale od niego nie odejdzie?
    Czyli wszystkiemu była winna ona, Kaari? Tylko, że to on pierwszy ją pocałował! Mógł, jak zawsze dotąd, rzucić, że Kaisie nie spodobałoby się, iż stoją tak blisko siebie, i po prostu się wycofać. Ale nie, zachował się dokładnie tak samo, jak podczas tego wesela. Wstyd mu… przed nią? Nie, niby dlaczego? Nie odepchnęła go przecież, a wręcz zdradziła się ze swymi uczuciami. Był trzeźwy, nie mógł tego zapomnieć, ani zrzucić na karb tego, iż tylko mu się wydawało, bo był wstawiony. No to dlaczego się nie odzywa?!
    Niejedna powiedziałaby jej zapewne, by zostawiła to tak, jak jest i „nie poniżała się”, lecz ona i tak szła do pracy z zamiarem zamienienia z nim kilku, tak niezbędnych, słów. Dzięki „czatowaniu na niego” nie tylko dowie się, co i jak, ale i opóźni spotkanie z Kaisą (bo raczej będzie, gdyż wczoraj wyglądała na taką, co to migiem doszła do siebie). Tak, uda się do biura dopiero wtedy, gdy wybije godzina rozpoczęcia pracy. Nie będzie więc musiała ściskać jej i karmić fałszywymi słowami pocieszenia. I tak zresztą na pewno sporo się jeszcze nasłucha jej wyzwisk i narzekań podczas reszty dnia.
    Wysiadł z tramwaju i uszedłszy kilka kroków, przytrzymał się wiaty przystanka. Zdecydowanie „chlanie do nieprzytomności” na dzień przed robotą było najbardziej „debilnym” pomysłem pod słońcem… Ale, czy to pierwszy raz? Nie, nigdy więcej nie upije się przez „babę”! O nie, on nigdy więcej nie weźmie alkoholu do ust! No dobra, troszkę… ale tylko przy specjalnej okazji.
    Gdy najgorsze minęło i mdłości ustąpiły na tyle, że raczej nie powinien był zwymiotować (to wszystko chyba przez tą jazdę – tramwaj szarpał, a motorniczy pokonywał zakręty z prawdziwym zacięciem, jakby chciał dokuczyć skacowanym. A może sam był po „ostrej imprezie”?), postanowił iść dalej. Raz po raz łapał się przy tym za głowę, gdyż rozrywał ją ból (ten istnienia chyba też), aż zdawało się, że przechodnie mierzą go ze współczuciem. Rozważał nawet wzięcie wolnego, lecz co by wtedy ze sobą zrobił? Ci, z którymi mógłby się spotkać dla zabicia czasu (i może po to, by ponarzekać na swą sytuację) pracowali, bądź uczyli się do późnego popołudnia. To jest Samu, Kietala, czy ci młodzi z kapeli, co to chcieli z nim współpracować. Należało więc także wziąć się za robotę, by odgonić od siebie negatywne myśli.
    Wtem dostrzegł na horyzoncie Kaisę, toteż zwolnił kroku. Wiedział, że nawet na niego nie spojrzy, ale i tak nie miał ochoty na kolejną emocjonalną szarpaninę ze samym sobą. A powinien czuć się winny, bo dziewczyna wyglądała strasznie: smutna, bez tej „iskry”, jaka ją cechowała. Do tego miała podkrążone i opuchnięte oczy, czemu nie podołał nawet najlepszy podkład. Do tego zaraz spotka swojego „wroga” – pannę Venerinen. Przyznała się jej? Czy też będzie to zawzięcie ukrywać?
    Nie, w tym wszystkim po stronie Kaari było jakieś dwadzieścia pięć procent winy, że to tak „zgrabnie” określi. Nie miała przecież pojęcia, iż skłamał odnośnie swojej siostry. Z początku się wahała, chciała zrezygnować. Ale potem… ciekawe, co nią powodowało? Magia chwili? Ten „głupi” film? A może tęsknota do byle jakiego „frajera”? Tu niby mówiła jedno, ale mogła myśleć drugie… Odkąd ją znał, zawzięcie poszukiwała tego swojego „księcia z bajki” i oto nagle to on miał by się nim okazać? Taka… „żaba” (przymierzając do jej wymagań)? No, niewiarygodne.
    Jak na zawołanie, oto wyrosła mu na drodze. Dla odmiany, teraz przyspieszył kroku. Z nią też nie chciał się spotykać, gdyż jeszcze nie przemyślał do końca, co w ogóle chciałby, czy też powinien jej powiedzieć. Skoro wczoraj dzwoniła, to wiadomym było, że będzie chciała porozmawiać.
      Zauważyła go i ogarnął ją mimowolny wstyd. Zupełnie, jakby była jakąś nieśmiałą nastolatką, która po raz pierwszy w życiu ma do czynienia z chłopcami. Owo uczucie sparaliżowało ją do tego stopnia, że nie odważyła się pomachać mu, by w ten sposób zasugerować, iż ma na nią zaczekać. Choć i tak zdawało się jej, że ją dojrzał, ale mimo to uciekł do środka. Nie, nie mogła tego tak zostawić! Powinni wreszcie coś ustalić, zamiast krążyć wokół siebie, niczym błędne satelity!
    Weszła do bufetu i stanąwszy naprzeciwko drzwi od zaplecza, postanowiła czekać, aż ten się zza nich wyłoni. Choć w tej chwili nie miał co do roboty na głównej sali.  
    Sprzedający tam „łysol” zaczął uważnie lustrować ją wzrokiem. Nie miał pojęcia, co ten Jyrki takiego w sobie miał, że biegały za nim aż dwie „kobitki”? Takie ładne do tego. Zapewne sprawiał to fakt, iż kiedyś był tutaj nawet znany. Tak przynajmniej mu mówił, bo on go jakoś nie kojarzył…
- Teraz, to się raczej nie spotkacie. Przebiera się i takie tam, a potem musi odebrać towar. Jak to co tydzień – zwrócił się do panny Venerinen, gdyż dobrze wiedział, po co tak tutaj wystaje.
    Warknęła w duchu i mruknąwszy pod nosem „Dziękuję”, opuściła lokal. Śmieszne, że nawet postronni zdążyli już odczytać jej zamiary. Aż dziw brał, że Kaisa jeszcze się nie domyśliła.
    Jeśli o „młodej” mowa, to siedziała już za biurkiem, gdy przekroczyła próg ich biura. Wyglądała okropnie: taka szara, nijaka, do tego te podkrążone oczy i nienaturalny błysk, jaki je rozświetlał. Najwidoczniej nadal miała gorączkę, ale zamiast pójść do lekarza po dalsze zwolnienie, przyszła tutaj, by zająć czymś myśli.
    Jęknęła w duchu i podeszła doń, by objąć na powitanie. Gdy tylko się zbliżyła, Kaisę uderzył ten znajomy jej, charakterystyczny zapach – zapach, który znienawidziła w ostatnią sobotę. Tylko dlaczego Kaari pachniała tak samo? Tak, mieli być w kinie we trójkę, ale ostatecznie zabrał ze sobą tą „ladacznicę”, a… A jeśli tak naprawdę jego była, to tylko taka przykrywka i to z Kaari się obściskiwał, jak to sam określił? Przecież podejrzewała ją o słabość do muzyka, on także jakoś dziwnie zachowywał się w jej obecności… Nie, to niemożliwe, nie zrobiłaby jej tego! On mógł, bo był „tylko facetem” (marne usprawiedliwienie), ale ona…?
- Słyszysz mnie? – spostrzegła się, że „przyjaciółka” coś do niej mówi.
- Zamyśliłam się. Możesz powtórzyć? – odparła, siląc się na uśmiech.
- Nie powinnaś jeszcze była przychodzić do pracy, źle wyglądasz.
- Musiałam się czymś zająć… Słyszałaś, Anette, że mój „cudowny” chłopak zachował się, jak reszta szmaciarzy na tym świecie i zdradził mnie? W dodatku, z kim! – parsknęła ironicznie, uważnie obserwując reakcje panny Venerinen – ze swoją byłą! Uwierzysz w to?
    Koleżanka od razu przeniosła wzrok na Kaari, co nie uszło jej uwagi. Nie wiadomo, czy była to zwykła wymiana spojrzeń, by zjednoczyć się we współczuciu względem niej, czy też Anette wiedziała to, czego ona nie. Ale jakim cudem to Kaari miałaby być tą byłą?! Przecież on był zamieszany w sprawę gwałtu na jej siostrze! Pracowali w jednej firmie, więc jak to się stało, że ona o niczym nie wiedziała?!
    Natłok tych wszystkich myśli sprawił, że zaczęła żałować, iż w istocie nie wybrała się do lekarza, miast przyjść tutaj. Ale może to tylko taki zbieg okoliczności i Jyrki nie spotykał się przed nią z Venerinen? Ale nawet, jeśli tak było, to i tak nie mogła puścić jej tego płazem. Przecież przyznał się, że kocha tą tajemniczą „łachudrę”, z którą spędził sobotę! Musiała mu więc dać powód do tego, by zaczął tak myśleć! I to odpowiednio wcześnie.
    A jeśli po prostu używa takich samych perfum, jak tamta? Tyle że spryskała się nimi dopiero dzisiaj i to się tak niewygodnie ze sobą zbiegało… Byłaby aż tak nieostrożna? Czemu by nie, jeśli „nie mataczyła nałogowo”? Może w wielkiej euforii zapomniała, iż przeszedł jej zapachem? Phe! Na samą myśl o nich, w czułym uścisku, krew ją zalewała.
    Postanowiła ją trochę podręczyć, by poobserwować reakcję. Przez cały czas mówiła więc o tym, jak się źle się czuje i wyzywała na swoją „rywalkę”. Jeśli Kaari nie ma z nią nic wspólnego, przytaknie jej i będzie mówić z prawdziwą empatią, wczuwać się w tą niechęć, jaką czuła ona. O ile nie była „zawodową krętaczką”, co to przekręt i oszustwo ma we krwi. Kaisa miała na to wielką nadzieję, gdyż nie chciała tracić „kumpeli”, zawieść się na niej.
    Lecz niestety: panna Venerinen mało się odzywała, tylko od czasu do czasu przytakiwała i do tego nerwowo stukała długopisem w arkusz papieru, jaki przed sobą miała. Kilkakrotnie nawet upuściła go na podłogę, gdyż drżały jej ręce.
    Z każdą kolejną sekundą w Kaisie rosła coraz większa złość. Wreszcie, pod byle pretekstem, przywołała do siebie „przyjaciółkę”, by jeszcze raz poczuć ten „przeklęty” zapach. Upewnić się, że jej podejrzenia są słuszne.
    Tak, to były identyczne perfumy. To musiała być ona, nie było innej opcji. Ów zapach nie wyglądał jej przecież na taki z „sieciówki”, co by mogła nim pachnieć połowa miasta.
    Ledwie zaczęła się przerwa, a panna Venerinen już opuściła biuro. Choć do niedawna ciężko było ją stamtąd wyciągnąć. Zapewne więc poszła do niego. Jaka ona była ślepa… Wyprostowała się jednak dumnie i pociągnąwszy nosem, by w ten sposób powstrzymać łzy przed popłynięciem, również skierowała się do wyjścia.
- Naprawdę mi przykro – w połowie drogi dobiegły ją słowa Anette. Machnęła tylko ręką, bo słyszała to już któryś raz z kolei. „Żałosny” zwrot dla uspokojenia własnego sumienia – ale nie masz co go żałować, to w końcu taki sam kryminalista, jak jego kumpel. Myślałam, że Kaari cię przed nim ostrzegła? Też się przecież na nim przejechała – ciągnęła, jak gdyby nigdy nic.
- Kaari…? – powtórzyła zań, blednąc jeszcze bardziej – czyli byli parą, tak? – spojrzała w jej kierunku nieprzytomnie.
- Myślałam, że o tym wiedziałaś – bąknęła speszona koleżanka.
- Wiedziałam – parsknęła, potrząsając głową – teraz już na pewno – mruknęła do siebie i pędem opuściła biuro. Niczym huragan, który na swej drodze sieje jedynie spustoszenie.
    Anette bezradnie przygryzła paznokcie. No chyba Venerinen nie spotykała się znowu z tym „typem”? To ją Kaisa miała na myśli? Jeśli tak, to może dlatego się jej nie przyznała do romansu z nim? Kto by pomyślał, że Kaari potrafi tak mącić? Taka cicha woda, grzeczna i ułożona… Oj, chyba będzie niezłe widowisko!
    Z ową myślą, czy raczej nadzieją, również opuściła gabinet, czym prędzej biegnąc do bufetu. Bo to tam, jak się domyślała, będzie miał miejsce „krwawy” spektakl.

100%10
nutty25

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 5083 słów i 28599 znaków.

5 komentarzy

 
  • nutty25

    sorry, że w takim momencie, ale to nie jest chwyt marketingowy - po prostu dalej nie mam, muszę napisać dopiero. pozdrawiam i dzięki za komentarze

  • jaaa

    Nie no w takim fantastycznym momencie przerwałaś jak mogłaś. Będzie gruboooo! Jestem ciekawa czy Kari bedzie z bim czy tez nie, i jak bedzie wygladała ta kłótnia miedzy nimi
    Czekam z niecierpliwością na ciag dalszy

  • Wiktor

    Witaj. Niedobra kobieto. W takim momencie przerwać?. Oj ciekawe co się będzie działo na tej stołówce?. Obroty wzrosną, bo cala firma uda się na stołówkę hihihi. Pozdrawiam Wiktor

  • majli

    Wreszcie się wszystko wyjaśni. Kochana, liczę na to, że masz coś dla nas w zapasie.  

  • Beno1

    musiałaś przerwać w takim momencie !!!!!!!!!!!