Love me like you do cz. 39

Witam, wrzucam zgodnie z obietnicą. Mam nadzieję, że nie zanudzę tych, którzy to jeszcze pamiętają. Pozdrawiam

    Tanja była bardzo zaskoczona, gdy Kaari odwiedziła ją w południe, choć o tym czasie powinna być w pracy. Siostra wyjaśniła jej więc, że, jak na razie jest na urlopie (rano otrzymała telefon z firmy, iż przełożeni zgadzają się na jej „warunek”), acz rozważa całkowite odejście z firmy.
    Po owym wyznaniu musiała się oczywiście wytłumaczyć i tak cały temat rozmowy zszedł na jej prześladowania w biurowcu, oraz konflikt z Kaisą. Uprzednio nie wdawała się w aż takie szczegóły, toteż Tanji zrobiło się jeszcze bardziej głupio i tym samym ostatecznie ugruntowała się w przekonaniu, że powinna „wprosić się” do siostry w sobotę.
- Co ty na to, żebyśmy przyszli do was w sobotę na obiad? – podjęła więc z nieśmiałym uśmiechem.
- O nie, nie obraź się, ale to nie jest dobry pomysł – Kaari potrząsnęła jednak głową i, jak gdyby nigdy nic, wróciła do zabawiania Liiny, którą trzymała na kolanach.
- Przecież będziemy tylko ja i Aleks. Mattiego zaprosisz, kiedy będziesz chciała – jęknęła z nutką zawodu.
- A co za różnica, czy on, czy ty? Tak samo nie lubicie Jyrkiego – popatrzyła znacząco.
- Właśnie chcę to zmienić, pokazać, że teraz będzie inaczej – pani Kietala upierała się jednak przy swoim. Jak zwykle.
- Zawsze tak mówisz, a potem wszyscy wiemy, jak jest – wywróciła oczami.
    Tanja warknęła w duchu. Jakby słyszała „Aleksa”!
- Jak mam niby pokazać, że będzie inaczej, skoro nie dacie mi szansy? – zacietrzewiła się.
- Ależ jasne, pokazuj. Zawsze możesz do mnie przyjść, ale wtedy, gdy Jyrkiego nie będzie. W przeciwnym razie rozwalisz mi związek, a tego tak łatwo ci nie wybaczę – odrzekła z sarkastycznym uśmiechem.
- No nie! Może będziesz mnie teraz oskarżać o to, że rzekomo chcę wam podkopać relacje?! – gospodyni podniosła głos, lecz na widok miny córki prędko go ściszyła. Kłótnia wisiała w powietrzu. Kaari głośno westchnęła.
- Gratuluję wyobraźni – mruknęła z niesmakiem, po czym dodała wymownie – sama widzisz, że nawet zwykła rozmowa o tym prowadzi do sporu.
- Bo mnie zarzucasz…
- To ty sobie coś nadinterpretowałaś – weszła jej w słowo – Jyrki już chciał ze mną zerwać-jak to zaznaczył, dla mojego dobra-bo chcecie mnie zjeść za to, że z nim jestem. A on nie może już znieść tego, jak się przez to zadręczam. Tylko, że wcale nie poczuję się lepiej, gdy zostanę bez ukochanego faceta, więc wybiłam mu to z głowy. Teraz już rozumiesz? – wyłożyła, uważnie patrząc rozmówczyni w oczy. „Młoda” wyraźnie się zmieszała.
- Nie wiedziałam, że to aż tak poważne… ale ja naprawdę mam dobre intencje – wybąkała pokornie.
- Dobra, wiem. Skończmy ten temat – poklepała ją po wierzchu dłoni z łagodnym uśmiechem, toteż Tanja umilkła.
    Zapadła niezręczna cisza, którą po chwili przerwała mała Liina. Jej gaworzenie, oraz niezdarne gesty skutecznie rozluźniły ciężką atmosferę. W takim momencie pani Kietala mogła być szczerze wdzięczna córce. A właściwie jej istnieniu.
    Gospodyni była jednak milcząca, gdyż po wyznaniu Kaari wyrzuty sumienia odezwały się w niej w dwójnasób. Pragnienie zrehabilitowania się zaczęło niemal rozrywać ją od środka. Chciała coś udowodnić już, TERAZ. Ale jak miała dać temu ujście, skoro siostra stanowczo jej tego zabroniła?
    Ów moralny dylemat sprawił, że podświadomie zaczęła dystansować się do siostry, jakby obrażona za to, że odrzuciła jej propozycję wspólnego obiadu. W rezultacie nie była już taka roześmiana i rozluźniona, jak na początku. Jej odpowiedzi na pytania były zdawkowe i wręcz wymuszone.
    Panna Venerinen doskonale znała Tanję i tym samym prędko rozszyfrowała jej zachowanie. Wszak był to nie pierwszy raz. Z tego wszystkiego i ona zaczęła żałować, że tak ostro ją potraktowała, bo młodsza siostra miała przecież dobre zamiary. Ale Jyrki mówił… Och, i znowu to niewygodne uczucie, jakby znalazła się pomiędzy młotem, a kowadłem! Kiedy to się skończy?! – Dobra, już! Przyjdźcie w tą sobotę – burknęła od niechcenia, gdy gospodyni przewijała córkę.
- Jak to? – spojrzała zaskoczona, acz jej serce przyjemnie drgnęło – najpierw mówiłaś…
- Zmieniłam zdanie. ALE pod jednym warunkiem – pokiwała palcem. Pani Kietala zastygła w bezruchu, w oczekiwaniu na jej dalsze słowa – jeśli znowu coś zepsujesz, bez skrupułów wyrzucę cię za drzwi. I nie, to nie jest żart – dokończyła z grobową miną.
- Jasne, rozumiem… obiecuję, że teraz będzie inaczej! Zrobię, co tylko w mojej mocy, serio! – uradowana Tanja rzuciła się siostrze na szyję i prawie przewróciła ją na sofę. Radość nie trwała jednak długo, gdyż Liina przypomniała o swojej obecności nerwowym płaczem.
- Strasznie ją rozpieściłaś, ciągle chce na ręce. To raczej niedobrze – zauważyła Kaari.
- To nie tak, ostatnio jest po prostu marudna – przyjrzała się małej, która już się uspokoiła i właśnie śliniła rączkę, jaką włożyła sobie do buzi.
- Chyba wszystkie matki tak mówią – zaśmiała się, głaszcząc siostrzenicę po główce.
    Przez całą drogę do domu, panna Venerinen intensywnie rozważała, jak poinformować Jyrkiego o sobotnich gościach. Obawiała się, że znowu dojdzie pomiędzy nimi do kłótni. Co tam, on znowu wyskoczy z zerwaniem, a tym razem może być jej o wiele trudniej go od tego odwieść…  
    Dlatego zwlekała z tym aż do wieczora, gdy jak zwykle zasiedli razem na kanapie. On komponował na gitarze nową melodię, a ona przeglądała w laptopie strony internetowe. A przynajmniej próbowała… Bowiem serce cały czas jej waliło, a myśli krążyły wokół tej nieszczęsnej soboty. Czuła się, jak wtedy, gdy będąc dzieckiem z obawy przed burą ukrywała coś przed rodzicami. No, ale teraz jest już duża i silna. A przynajmniej powinna być… Trudno – teraz, albo nigdy… - Zaprosiłam Tanję i Aleksa na obiad w sobotę – wypaliła jednym tchem. Melodia, jaka wypływała spod jego palców, natychmiast ucichła. Co więcej, ta cisza trwała dosyć sporą chwilę, aż miała ochotę krzyknąć „No powiedz coś!”.
- Ty to kochasz komplikować sobie życie – wymruczał wreszcie – jesteś jakąś masochistką, czy jak? Bo ja na pewno nie sadystą i nie mam zamiaru patrzeć, jak się miotasz. Ile razy mam ci to powtarzać?! – odłożył gwałtownie gitarę, mierząc ją z wyrzutem.
- Spokojnie! – wyciągnęła przed siebie ramiona – właściwie, to sama się wprosiła, a że zrobiło mi się jej żal, to… ona naprawdę chce się pojednać – dodała z wahaniem, gdyż wyraz jego twarzy skutecznie ją onieśmielał.
- A więc to tak – skrzyżował ręce na piersi – czyli jednak musimy bawić się w to cholerne wybieranie – potrząsnął głową.
- Przestań… - jęknęła przeciągle – uprzedziłam ją, że jak coś będzie nie tak, to wyrzucę ją za drzwi. I zapewniam cię, że nie będę potem płakać – orzekła stanowczo.
- Nie, to ja ją wywalę i mam gdzieś, co sobie pomyślisz! – popukał palcem w miękkie siedzenie, by dodać sobie wyrazu.
- I bardzo dobrze! Pozwalam ci – zawołała wesoło, czym wprawiła go w osłupienie. Następnie, jak gdyby nigdy nic, przysunęła się do niego i objęła za szyję – no, nie wściekaj się już i zagraj coś dla mnie – zatrzepotała rzęsami. Pokręcił głową na boki, ale mimo to sięgnął po gitarę. W duchu obiecał sobie jednak, że to ostatni raz i jeśli znowu coś będzie nie tak, zerwie z nią bez chwili namysłu.

***

    W ostatnich dniach Liina, z na ogół grzecznego dziecka, przemieniła się w istną marudę. Nie chciała spać i często płakała. Tanja zaczęła obawiać się, że coś dolega córce i tym samym jej ambitne, sobotnie plany wezmą w łeb. Jednakże mała nie gorączkowała, więc sama już nie wiedziała, czy powinna zabrać ją do lekarza, czy też ma do czynienia z najzwyklejszymi dziecięcymi fanaberiami. Na szczęście z pomocą przyszła jej Hanna, która postanowiła odwiedzić ich w piątkowy wieczór.
- Mnie to wygląda na ząbkowanie – stwierdziła, uważnie przyglądając się wnuczce, gdy ta siedziała u niej na kolanach – o, widać nawet zalążek zębów, gdy szerzej otworzy buzię – zauważyła po chwili. Na owe słowa rodzice małej natychmiast poderwali się z miejsc i zawiśli nad nią, starając się doszukać tego, co ujrzała Lehtinen. Na tak zaciekłą obserwację Liina zaczęła parskać śmiechem, oraz machać rączkami.
- Faktycznie… nawet mi to przez myśl nie przeszło – Tanja chwyciła się za czoło. Przecież tyle się naczytała o niemowlętach, a i tak pominęła jakże istotny szczegół!
- Spokojnie, to wasze pierwsze dziecko. Masz prawo nie wiedzieć takich rzeczy – uspokoiła teściowa, śląc jej przy tym uśmiech. Ten prędko jednak zgasł, gdy napotkała spojrzenie syna. Aleksi patrzył bowiem w taki sposób, jakby chciał ją skarcić za to, co właśnie powiedziała.
    Właściwie, to wcale się nie pomyliła: podpadło mu stwierdzenie, iż to pierwsze dziecko. Jego zdaniem zabrzmiało, niczym zachęta do tego, by mieli ich więcej, a jemu ani trochę się do tego nie spieszyło. No, ale taka Tanja nasłucha się i potem znowu zacznie suszyć mu głowę…
- Czyli nic w tym dziwnego, że jest taka nieznośna? – dopytywała tymczasem ona, bezradnie przygryzając paznokcie.
- Bolą ją i swędzą dziąsła, zapytaj w aptece. Na pewno znajdzie się coś, co przyniesie jej ulgę i będzie spokojniejsza. W tych czasach macie wiele możliwości, ale gdy chociażby Kalle był mały – na owo wspomnienie na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech – był strasznie nieznośny! Ciągle płakał i gryzł palce. Nie wiedziałam, co mam robić – Hanna rozgadała się na całego.
    Tanja była tak zasłuchana, że nie usłyszała ciężkiego westchnięcia, jakie wyrwało się z piersi Aleksego. Nic na to nie poradzi, ale nie potrafi znieść tej „paplaniny”. Przed oczyma natychmiast stawał mu widok jego samego, jak leżał gdzieś tam w łóżeczku, pozostawiony na pastwę losu. Nikogo raczej nie obchodziło, że cierpi z powodu „głupich” zębów, a taki Kalle był głaskany, pocieszany… chociaż to on powinien być pierwszy. Szkoda, że „wielce cierpiący” braciszek nie odgryzł sobie wtedy „łapy”, bo może dzięki temu potrafiłby teraz okazywać empatię… Nie, nic na to nie poradzi: jest zazdrosny o dzieciństwo tego „durnia” i raczej nigdy go nie polubi!
    Tymczasem Hanna „trajkotała” na całego, właśnie stwierdzając, iż ani się obejrzą, a Liina zacznie mówić.
- A jakie było pierwsze słowo Kalle, albo Tahti? – wypaliła rozkojarzona, gospodyni.  
    Lehtinen chętnie odpowiedziałaby na owo pytanie, lecz gdy odruchowo spojrzała na twarz najstarszego syna, jej usta zamarły w bezruchu. Jego posępne rysy ponownie przywołały wspomnienie tamtej nocy, gdy został poczęty. Z pewnością ów złowrogi wyraz twarzy zawdzięczał nie niczemu innemu jak tylko jej bezmyślnej gadaninie. Znowu to uczucie bezradności. Świadomość, że już zawsze tak będzie: wszystko ładnie i pięknie, dopóki nie dotkną tej cienkiej granicy zwanej przeszłością Aleksego. Może kiedyś nauczy się jakoś właściwie reagować, kto wie? Może i zacznie umiejętnie omijać te strefy? Tylko jak? Nawet jeśli ona i Aleksi będą robić, co w ich mocy, by nie poruszać owego tematu, zawsze znajdzie się ktoś trzeci, kto nie będzie miał na tyle wyczucia, bądź i wiedzy. W każdym razie teraz nie potrafiła postąpić inaczej, jak tylko… uciec. Dlatego też poderwała się z miejsca i skierowała ku Tanji, by oddać jej małą.
- Przepraszam, ale muszę już iść – mruknęła przy tym niemrawo.
- Tak nagle? – bąknęła zaskoczona synowa, po czym spojrzała na męża i wszystko stało się jasne – Aleks, znowu to robisz – trąciła go w ramię, dzięki czemu nareszcie oprzytomniał.
- Co niby robię? – wzdrygnął się.
- Tę swoją minę mordercy, spłoszyłeś Hannę – wyszeptała z wyrzutem i już miała popędzić za nią do przedpokoju, lecz nagle ją olśniło – idź za nią i powiedz jej coś, przecież nie może tak wyjść – poleciła mężowi.
- Dlaczego znowu ja?! Zrobiłem jej coś? Nie moja wina, że tak wyglądam! – obruszył się. Pewnie, gdy tylko Lehtinen się o coś boczyła, to on miał się korzyć. Zupełnie, jakby to on zostawił ją na pastwę losu, a nie odwrotnie. Żeby chociaż tym razem miał powód, by ją przepraszać! A proszę bardzo: jeśli jej tak bardzo nie pasuje, niech mu opłaci operację plastyczną.
- Aleks, proszę cię – Tanja „zrzędziła” dalej – wyjaśnij to z nią od razu, zamiast ciągle budować między wami mur. Wiem, że coś do niej masz, bo bez powodu nie robisz takiej miny – wyłożyła, kołysząc córkę, gdyż ta znowu zaczęła marudzić.
- Zabawne, że to tobie bardziej zależy na tym, żebym się z nią dogadywał – mruknął, gładząc Liinę po głowie.
- Bo wiem, że dzięki temu będziesz szczęśliwszy – żona odpowiedziała mu łagodnym uśmiechem. Westchnął ciężko, potrząsając przy tym głową.
    Hanna stała przy drzwiach wyjściowych, bezwiednie wpatrując się w ekran telefonu. Mimo wszystko głupio było ot tak wyjść, więc czekała na gospodynię, by się pożegnać. Bo, jak przypuszczała, to właśnie Tanja miała się do niej pofatygować. Gdy zapyta o powód tak nagłego zwinięcia żagli, powie jej prawdę. Jej mogła.
- Może by tak przestać wreszcie uciekać?
    Zamiast tego dobiegł ją głos Aleksego. Aż przeszły ją ciarki, gdyż przebijał zeń wyraźny wyrzut. Do tego przyjął zamkniętą postawę, co przydało mu grozy – Nic nie poradzę na to, jaki mam wyraz twarzy. Z tego, co wiem, morderczych zapędów nie posiadam, więc nie musisz brać nóg za pas – kontynuował, być może nieudolnie, skoro ta nie miała zamiaru odpowiedzieć na jego pytanie. Górę brała jednak irytacja na to, iż znowu musi coś z nią wyjaśniać. No i chyba też trochę złość na żonę, której tak bardzo zależało na dobrych stosunkach z teściową.
- To nie tak… - rozmówczyni podrapała się w czoło – chodzi raczej o to, co powiedziałam. Domyślam się, że temat dzieciństwa jest dla ciebie niewygodny, dlatego…
- Owszem, nie cierpię słuchać, jak to wspaniały Kalle miał dobrze. Czy tam obojętnie który dzieciak – wszedł jej w słowo zniecierpliwiony – trudno, musisz się pogodzić z tym, że nie znoszę tego maminsynka, bo po prostu jestem zazdrosny. Ale to nie znaczy, że za każdym razem musisz uciekać. Wystarczy zmienić temat albo zwyczajnie dokończyć, co zaczęłaś. Nie zamorduję cię przecież! – rozłożył ręce w geście podenerwowania. Do umysłu bowiem zaczęła pukać myśl, iż matka boi się go, bo przypomina jej tamtego. Jakby też miał jej wyrządzić krzywdę… O nie, z takim porównaniem nigdy nie potrafił się pogodzić. Tym mocniej od czasu, gdy wylądował w Vantaa i musiał mierzyć się z owymi, jakże obrzydliwymi podejrzeniami.
- Masz rację – Hanna przetarła twarz – zachowuję się jak tchórz, to prawda. Ale to nie strach, a po prostu… nie chcę sprawiać ci przykrości – nareszcie odważyła się spojrzeć mu w oczy.
- Co się stało, to się nie odstanie. Było, jak było. Kilka dodatkowych kopów w tyłek od przeszłości raczej mi nie zaszkodzi. Ewentualnie świadomość, że jak na mnie patrzysz, to… widzisz tamtego – przyznał, dziwiąc się samemu sobie, że w ogóle jej to powiedział. Dotąd zwierzał się z owych kwestii wyłącznie Tarji, no a teraz Tanji. Ale może nareszcie należało tak zrobić? Jasno określić, co go tak naprawdę boli, zamiast stwarzać pozory? Gorzej tylko, jak ona potwierdzi jego podejrzenia. Mimo wszystko zaboli.
    Owo wyznanie wyraźnie ją zaskoczyło, gdyż szerzej otworzyła oczy, a usta rozwarły się lekko w geście niedowierzania. A może to była taka reakcja na zdemaskowanie?
- Skąd ci to przyszło do głowy? – wybąkała wreszcie – oczywiście, że nie! Gdyby tak było, w ogóle nie utrzymywałabym z tobą kontaktu. Nie jestem masochistką.
- Mam nadzieję – wymruczał pod nosem, lecz na szczęście tego nie usłyszała.
- Myślę, że już wszystko jasne… muszę iść, pożegnaj ode mnie Tanję – chwyciła za klamkę i już otwierała drzwi, gdy nagle cofnęła się i skierowała ku nie mu. Lekko go objęła i szepnąwszy „Kocham cię, synku” prędko się wycofała i jeszcze szybciej opuściła mieszkanie.
    Wszystko działo się tak błyskawicznie, że nie zdążył zareagować. Albo po prostu go zamurowało, gdyż nigdy dotąd nie usłyszał z ust swej matki takiego wyznania. Tanja wciąż go o tym go zapewniała, ale to nie było to samo. Żonie mogło się przecież tylko wydawać, wszak nie siedziała we wnętrzu Hanny Lehtinen. Niedowierzanie mieszało się z jakimś dziwnym, ale miłym uczuciem. Radości, może ciepła? Mimo wszystko zależało mu na opinii tej kobiety bardziej, aniżeli sam by sobie tego życzył.
    Gdy wrócił do pokoju oczywiście od razu zasypał go grad pytań ze strony Tanji: co jej powiedział? Jak zareagowała? I przede wszystkim, poszła sobie? Ku jej niezadowoleniu odpowiedział zdawkowym „wszystko ok” i ot tak zasiadł w fotelu z ponurą miną. To znaczy, w jej mniemaniu jego oblicze wyrażało negatywne emocje, bo tak naprawdę była to po prostu oznaka zamyślenia. Musiał sobie to wszystko przetrawić, poukładać. Żył w końcu  niemal 34 lata i dopiero teraz poznał smak słów, które większość ludzi słyszy od najmłodszych lat. To było… takie surrealistyczne.
    Tanja chętnie (jak zawsze) powierciłaby mu dziurę w brzuchu, lecz kwiląca Liina skutecznie odwróciła jej uwagę. Najwyżej zadzwoni później do Hanny i sama wypyta ją, czy aby na pewno wszystko dobrze, bo po „Aleksie” raczej nie było tego widać. Co tam, ewentualne pytania o tą sprawę z pewnością wywołałyby pomiędzy nimi kłótnię, a nie lubiła kończyć dnia na sprzeczkach z mężem (przynajmniej na razie).
    Ofiarna postawa pani Kietala miała zostać nagrodzona i to jeszcze tego samego wieczora. Co najważniejsze bez nacisków i marudzenia. Aleksi po prostu musiał się z kimś tym podzielić i dlatego wybrał moment tuż przed snem co by niepotrzebnie nie rozwlekać tematu. Gdy już ułożył się wygodnie, wkładając ręce pod głowę, rzucił niby to od niechcenia:
- Powiedziała, że mnie kocha. Pierwszy raz, odkąd mnie poznała.
    W pierwszej chwili Tanja zmarszczyła brwi i już miała palnąć, nie szczędząc przy tym sporej dawki wyrzutu, któż to się ośmielił wyskakiwać do niego z takim tekstem?! Jednakże niemal natychmiast dotarło do niej, że przecież mówi o swojej matce.
- Serio? I co ty na to? – przysiadła się na łóżku, śląc mu szeroki uśmiech. W odpowiedzi niedbale wzruszył ramionami – to super! Zawsze ci to mówiłam – skwitowała, nie kryjąc przy tym entuzjazmu. Deklaracja Hanny z pewnością wiele dla niego znaczyła.
- Myślisz, że była szczera? Trochę się z nią najpierw posprzeczałem, więc może powiedziała tak na zgodę? – ciągnął w zamyśleniu.
- Gdyby tak nie było, nie byłaby przy tobie, gdy tego najbardziej potrzebowałeś. Po prostu musiała do tego dojrzeć, odważyć się – odrzekła, gramoląc się obok – a mogę cię zapewnić, że odkąd sama jestem matką, wierzę, że jeśli kobieta mówi, iż kocha swoje dziecko, to tak jest.
- Dobra, dobra… pani psycholog – wywrócił oczami.
- A pomyśl, że jeszcze usłyszysz to od Liiny. „Kocham cię, tatusiu” – wyrecytowała, kreśląc coś palcem w powietrzu – to będzie coś pięknego! Nie mogę się tego doczekać, oczywiście w wersji z mamusią także – westchnęła rozmarzona.
- Niech najpierw w ogóle zacznie mówić – zauważył pesymistycznie, po czym dodał w duchu, iż ma nadzieję, że w ogóle zasłuży sobie na przejawy miłości ze strony córki. Tak, za punkt honoru postawił sobie należycie ją wychować. Chociażby dla takich niedowiarków jak Krystyna Venerinen. W każdym razie w istocie byłoby cudownie móc usłyszeć od niej takie słowa.
- Odpowiedziałeś jej? – dobiegło go nagłe pytanie.
- Komu? Liinie?
- Tak, oczywiście. Wraz z nowymi zębami z marszu zaczęła mówić – parsknęła śmiechem – no Hannie, że nawzajem, czy coś w tym stylu?
- Nie – sposępniał – nawet nie wiem, czy to czuję.
- Spokojnie, wszystko w swoim czasie. Ja też musiałam trochę poczekać – ziewnęła, po czym przytuliła się do niego, opierając głowę na jego piersi. Nie minęła chwila, a już smacznie drzemała. Tymczasem on długo nie mógł zmrużyć oka, intensywnie rozważając, co by było, gdyby, a także czy aby rzeczywiście kiedyś nadejdzie taki czas, że poczuje potrzebę „wylewania uczuć przed mamuśkę”? Raczej nie sądzi… ale to właściwie nie jest takie ważne. Najistotniejsze, by potrafił przelać na córkę niezbędne uczucia. W końcu dziewczynki są takie emocjonalne, a jeśli wda się w matkę to już w ogóle. Zamęczą go wtedy prośbami o przejawy czułości! Jednakże, jakby nie było, jego dziecko powinno mieć dzieciństwo bogate w to, czego nie miał on.

    Rozdział 26

    Sobota powitała mieszkańców Helsinek… paskudną pogodą. Od rana padało i było stosunkowo chłodno. Mimo to Juha Venerinen wstał w wyśmienitym humorze. Od czasu do czasu nawet nucił sobie pod nosem. Sprawiała to perspektywa wspólnego obiadu z obydwiema córkami. Jako że spotkanie miało miejsce u starszej z nich, nie powiedział o nim Krystynie, by jej nie drażnić. Poza tym, gdyby nawet zechciała mu towarzyszyć, cały wypad mógłby skończyć się z kolejną katastrofą, a Kaari miała dosyć swoich problemów. Doskonale pamiętał, co mówiła na ten temat: bardzo boli ją, że są przeciwni jej związkowi z Jyrkim. Dlatego dziwne to, iż Tanja też miała być obecna… no ale tym lepiej dla niego.
    Krystyna z nieukrywanym zgorszeniem obserwowała, jak mąż przetrząsa szafę, a następnie „stroi się” do lustra. Wyglądało to niemal tak, jakby wybierał się… na jakąś randkę. Co więcej, aż do tej pory nie wyjawił jej, gdzież to się wybiera. To stąd, że Juha długo wymyślał powód nagłego wyjścia w środku dnia, aż wreszcie go olśniło:
- Idę z kolegami na piwo, przy okazji zjem coś na mieście – oznajmił, poprawiając fryzurę. Na owe słowa pani Krysia skrzyżowała ręce na piersi, co oznaczało, że coś się jej nie podoba.
- Będą też koleżanki? – zapytała cynicznie, lecz mąż nie zrozumiał aluzji.
- Nie, no przecież mówię, że koledzy – odchrząknął, na prędce rozważając w duchu, czy aby mógł zaryzykować stwierdzenie, iż „zięciowie” zaliczają się do jego kumpli? No, Aleksi na pewno, ale ten drugi… co tam, jeszcze wszystko przed nimi. On był jak najbardziej otwarty na muzyka.
    Żona zmrużyła podejrzliwie oczy, bowiem wyczuła w jego głosie wahanie, a to oznaczało tylko jedno: kłamie. Jednakże jedna jaskółka wiosny nie czyni (jak to mówią w Polsce), toteż więcej nie pytała (acz jak zwykle uprzedziła, by nie przesadzał z trunkami) i pozwoliła mu wyjść. Niech się jednak dowie, że rzeczywiście spotkał się z jakąś babą, to nie podaruje!

***

    Mieszkanie Jyrkiego znowu wypełnił gwar rozmów oraz zapach jedzenia. Na stole stanął też alkohol, to jest butelka „Finlandii”, którą przyniósł… Juha. Nie powinien był przesadzać z używkami, ale gdy żony nie ma w pobliżu, to myszy harcują. Córki nie powinny być tak zrzędliwe, jak ona. No i wypije tylko trochę. Naprawdę.
    Wszystko zdawało się dobrze układać w porównaniu do tego ostatniego, nieszczęsnego spotkania, jakie zepsuł głównie Matti. Tym razem Tanja i Aleksi przyszli w dobrych humorach, brata oczywiście nie było, a ojciec był całkowicie wyluzowany i tym samym wnosił do pogaduszek sporo humoru. Pani Kietala starała się, jak mogła, siląc na uśmiech, to znów zachwalając kuchnię gospodyni.
- Tę sałatkę akurat zrobił Jyrki – zauważyła Kaari, gdy siostra nałożyła sobie dodatkową porcję owego dania.
    Słysząc swoje imię, muzyk odruchowo spojrzał na Tanję, dzięki czemu prawie się zakrztusiła. Wysiliła się jednak na uśmiech, kwitując przy tym, iż „naprawdę dobre”. Autor potrawy wzruszył ramionami i rzucił zdawkowym „Spoko”.
    Spotkanie upływało w miłej atmosferze. Gdy butelka wódki została opróżniona do połowy, panna Venerinen ukradkiem zabrała ją ze stołu w trosce o zdrowie ojca. To znaczy, to była oficjalna wersja, bo tak naprawdę obawiała się, że pod wpływem procentów jej chłopakowi za bardzo rozwiąże się język (głównie po to, by wygarnąć siostrze, że się go ciągle czepia) i kolejna klęska towarzyska gotowa.  
    Tak to sprzeczka o znikający alkohol była pierwszym zgrzytem podczas sobotniego obiadu. Marudził oczywiście Juha, który nie mógł pogodzić się z „procentowymi restrykcjami”. W jego mniemaniu serce miał zdrowe jak dzwon. Czy jakoś tak…
    Druga rysa na idealnym, rodzinnym obrazku powstała, gdy Jyrki sięgnął po gitarę. Namówiła go do tego Kaari, gdyż chciała, by pochwalił się przed gośćmi swoim talentem. Poza tym Tanja przecież uwielbiała muzykę, więc kameralny występ powinien jeszcze bardziej skruszyć jej „kamienne serducho”. O ile coś tam w ogóle zaczęło się sypać. Wszak pani Kietala zmieniała zdanie na temat muzyka, niczym chorągiewka – zależało, jak zawiało. No i był jeszcze ojciec, u którego chłopak mógł zaplusować.
    Póki co, było tak jak zakładała panna Venerinen: zebranym bardzo podobały się utwory „Orłów” w wersji akustycznej. Pani Kietala słuchała z ledwo skrywanym podziwem, a Juha kiwał się w rytm melodii. Choć najprawdopodobniej była to zasługa alkoholu, nie tyle zdolności muzyka. Aleksi spoglądał to na zasłuchaną żonę, to na Liinę, która klaskała w rączki, i uśmiechał się do siebie. Chociaż przez chwilę zachowywali się jak przeciętna rodzina, która spędza ze sobą czas bez niepotrzebnych uprzedzeń i niesnasek. No właśnie: przez chwilę, bo przecież wcześniej była mowa o rysie.
    Tak więc ów moment nastał wtedy, gdy Jyrki odłożył gitarę, by się czegoś napić. Wówczas zaciekawiona dziewczynka sięgnęła po jego kostkę do gry i oczywiście postanowiła włożyć ją sobie do buzi. Ledwie jednak zaczęła wpychać niewielki przedmiot do ust a zauważyła to Tanja. Zrobiło się niebezpiecznie.
- Uważaj, co robisz! – krzyknęła, prędko łapiąc dziecko za rączki. Zebrani natychmiast utkwili w niej rozkojarzony wzrok, acz jej rozpalone gniewem oczy celowały w muzyka. Czyli nic nowego – zastanów się, zanim coś gdzieś położysz! Przecież mogła to połknąć i zadławić się! – ciągnęła, oskarżycielsko celując we właściciela nieszczęsną kostką.  
    Gdy Jyrki wreszcie zrozumiał, o co jej chodzi, miał ochotę prychnąć, by po prostu pilnowała dzieciaka. Poza tym od razu połknie, jasne! Musiała zrobić aferę, bo by bez tego nie było! To i tak cud, że wytrzymała aż do tej pory.
    Mimo wszystko zawędrował wzrokiem ku Kaari, która była jak zwykle gotowa stanąć w jego obronie, lecz Aleksi chwycił ją za przedramię, dając w ten sposób do zrozumienia, iż powinna pozwolić im załatwić to między sobą. Panna Venerinen zrozumiała sugestię i w istocie się nie odezwała.
    Nie, nie może w ten sposób odpowiedzieć „czepialskiej”, bo z pewnością wda się z nim w pyskówkę i jak zwykle skończy się łzami sympatii tuż po tym, jak wyrzuci swoją nieznośną siostrę za drzwi. Niby taka mało znacząca kwestia, jak zwrócenie uwagi, ale gdy między ludźmi panuje wzajemna niechęć, niewiele brakuje, by podpalić lont. Tutaj mogło pomóc jedynie pokorne przyznanie się do winy. Nawet jeśli uważał inaczej.
- Przepraszam… na ogół nie przebywają tutaj małe dzieci, zapomniałem się – mruknął z wyraźnym trudem.
- Ale mogą – wtrącił Juha, puszczając przy tym oczko.
- Tato, przestań – bąknęła speszona Kaari, gdyż chyba jako jedyna zrozumiała aluzję ojca.
- Nie, sorry. Chyba za bardzo się uniosłam – ciągnęła tymczasem Tanja – ząbkuje i bierze do buzi byle co – przetarła twarz, gdyż poczuła, że się rumieni. Jak nic zaczęła przemieniać się w matkę! Nie chce być taką „panikarą” jak ona! Jak to zatrzymać?!
- Spoko, rzeczywiście mogło się źle skończyć. Dobrze, że masz refleks – Jyrki odebrał z jej rąk kostkę i ot tak wrócił do gitary.
    Tanja tymczasem zajęła miejsce obok Aleksego, który mrugnął do niej porozumiewawczo. Dawał jej w ten sposób do zrozumienia, iż dobrze się zachowała i tym samym jest z niej dumny. Odpowiedziała niemrawym uśmiechem, gdyż i tak było jej głupio. Nie dość, że obiecała się kontrolować, to jeszcze ta przesada, jakoby mała miała zaraz umrzeć…
    Reszta spotkania, które przeciągnęło się prawie do wieczora, upłynęła już raczej bez większych zgrzytów. Liina zasnęła, więc przenieśli ją do drugiego pokoju, Jyrki próbował spełniać muzyczne życzenia pana Venerinena, gdyż nagle przypomniał sobie mnóstwo piosenek, a reszta obserwowała owe zabiegi… śmiejąc się z nich.
    Tanja wykorzystała całe to zamieszanie, by wymknąć się na balkon. Przez ten czas przestało padać i nawet się przejaśniło. Nad taflą morza fruwały przekrzykujące się mewy, a odbijające się w wodzie promienie słońca skrzyły się, niczym zimne ognie. Westchnęła ciężko, wpatrując się w ów widok. Do tej pory prześladowała ją natrętna myśl, że będzie skakać wokół córki tak samo, jak Krystyna wokół nich. Oczyma wyobraźni już widziała, jak robi jej trudności w związku z tym, że się zakochała… a jak to będzie ktoś taki, jak Perttu?! Mimo że do tego czasu musiało, siłą rzeczy, upłynąć kilkanaście lat, już teraz ogarnął ją strach.
- Wszystko w porządku? – wtem rozmyślania przerwało niespodziewane wejście Kaari. Pani Kietala aż drgnęła niespokojnie.
- Tak, chciałam tylko popatrzeć na morze – wymyśliła naprędce – to nie ma nic wspólnego z nim, naprawdę – dodała znacząco, nim siostra zdążyła zapytać. Bo z pewnością miała to na myśli.
- No właśnie, skoro już o Jyrkim mowa, to chcę ci podziękować – objęła ją ramieniem.
- Za co?
- Widać, że naprawdę się starasz. Doceniam to – posłała jej ciepły uśmiech.
- O tak, bardzo… przecież znowu go zbeształam – Tanja wywróciła oczami.
- Oj tam, finalnie i tak załatwiliście to pokojowo. No i miałaś rację, na małe dzieci trzeba uważać. Facetowi czasem należy podpowiedzieć to i owo.
- Myślisz, że jestem jak mama? – bąknęła, mierząc siostrę z wahaniem. Obawiała się usłyszeć twierdzącą odpowiedź. Tylko że Kaari nie zrozumiała, o co jej w ogóle chodzi – no wiesz, że panikuję i we wszystkim widzę zagrożenie. Nie chcę wychować księżniczki w złotej klatce, której uprzykrzę życie jak mama nam – wyjaśniła jękliwie.
- Daj spokój, Liina jest niemowlakiem, który nie poradzi sobie bez ciebie. To normalne, że się o nią martwisz i nad nią czuwasz. No, jeśli za parę lat też tak będzie, to wtedy zaczęłabym się martwić. Na razie lepiej dmuchać na zimne, oczywiście w rozsądnej mierze.
- To już sama nie wiem. Aleksa nawet nie pytam, bo powie, że tak. Owszem, jestem jak matka. Byle mi tylko dokuczyć, w końcu tak ją „kocha” – zauważyła ponuro, na co siostra parsknęła śmiechem.
- Jest naprawdę fajnie, tylko szkoda, że mamy nie ma – westchnęła zaraz potem, oglądając się przy tym na drzwi, zza których dobiegał je gwar rozmów, co rusz przerywany wybuchami śmiechu.
- Jeszcze nadejdzie taki czas, że będzie tu z nami. Zobaczysz – Tanja posłała jej pocieszający uśmiech.
- Myślisz? Obyś miała rację, chociaż w życiu różnie to bywa – rzekła w zamyśleniu, wpatrując się w rozłożystą taflę morza. Wolała być pesymistką, by się nadmiernie nie rozczarować. Niestety, lecz na „happy end” często trzeba czekać latami, bądź finalnie nigdy nie nadchodzi, a ona chciałaby już…
    W drodze powrotnej Tanja już nie roztrząsała kwestii, czy aby nieupodobania się do matki, bo humor znacząco się jej poprawił. Sprawiły to wyrazy uznania ze strony Kaari, iż naprawdę stara się przekonać do jej chłopaka. Dlatego też ucinała sobie pogawędkę z ojcem, który coś tam marudził na tylnym siedzeniu samochodu. Tak, owszem: Aleksi poświęcił się (choć początkowo i tak było nie mowy o alkoholu przy obiedzie) i nie wypił ani kropli, by nie skazywać rodziny na komunikację miejską a teścia na długi spacer do domu. Choć może i by mu się przydał.
- Powinna była oddać mi tę butelkę, przecież sam przyniosłem – bełkotał, mając na myśli pozostałości „Finlandii”.
- Tato, to był przecież jakby prezent z twojej strony a od kiedy to podarunki zabiera się z powrotem? – córka wywróciła oczami.
- Zwłaszcza napoczęte – odchrząknął Aleksi, z trudem powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.
- Co się poczęło? Znowu jesteś w ciąży?
- Oj tato, nie! Nie o to chodziło. Lepiej powiedz mi, co mama na to, że poszedłeś z wizytą do Kaari? – obróciła się do tyłu, by uchwycić reakcję ojca. Wszak gesty i mimika mówią więcej niż słowa.
- Nic – wzruszył ramionami, na co od razu posmutniała. Szkoda, że matka była taka zawzięta – nie powiedziałem jej, że tam idę. Takie tam małe kłamstewko – dodał zaraz potem, wybuchając przy tym śmiechem, niczym małe dziecko.
- Czemu jej nie powiedziałeś? Przecież to żadne przestępstwo – oburzyła się zaskoczona Tanja.
- Może bał się, że żona nie wypuści go z domu? – Aleksi mruknął pod nosem.
- A po co? Jeszcze chciałaby iść ze mną, a nie jest tam mile widziana – odparł tymczasem teść, gramoląc się przy tym z samochodu.
- To nie tak, chodzi raczej o to… - Tanja próbowała sprostować, lecz ten już z hukiem zatrzasnął drzwi – może go odprowadzisz? W takim stanie jeszcze nie trafi do domu – zwróciła się do męża, z niepokojem obserwując chwiejny krok ojca.
- Uwierz mi, że co jak co, ale pijany zawsze znajdzie drogę i dodatkowo wróci cały i zdrowy – puścił oczko i ot tak ruszył z miejsca.
- Mówisz to z własnego doświadczenia? – mruknęła zrezygnowana.
    Jechali przez moment w ciszy, gdyż Liina nadal spała, aż wreszcie Aleksi, ni stąd, ni zowąd, podjął się mocno dyskusyjnego tematu:
- Co cię tak naprawdę ujęło w tym wyjcu?
- W…? Masz na myśli Perttu? Co to za pytanie? – skrzywiła się.
- Tak mi się nasunęło po tym, jak zachwycałaś się grą Jyrkiego. On też potrafił grać na gitarze?
- Wcale się nie zachwycałam! Zadajesz głupie pytania – zacietrzewiła się.
- No już nie musisz się tak zapierać, przecież to nie żadna zbrodnia, że za coś go podziwiasz – drażnił się dalej.
- Aleks, nie wkurzaj mnie – popatrzyła „groźnie” – no dobra, podobało mi się i co w związku z tym? – przyznała wreszcie ze sporą dawką wyniosłości.
- Nic, ale jak coś to ja nie będę uczył się grać, żeby ci zaimponować – wzruszył ramionami.
- I dobrze, jeden grajek w rodzinie zupełnie wystarczy – mruknęła lekceważąco, po czym utkwiła wzrok w migającym za oknem wieczornym krajobrazie. Popatrzył z ukosa i uśmiechnął się pod nosem. Skoro tak mówiła, to już było coś. Nareszcie będzie miał w kwestii kumpel-ona trochę spokoju.

***

    Kaari zdawała sobie sprawę, że nie może w nieskończoność odkładać powrotu do pracy. W przeciwnym razie mogło skończyć się zwolnieniem, nawet jeśli by go sobie nie życzyła. No właśnie, tu rodziło się pytanie: chciała odejść czy nie? Z jednej strony tak już się wdrożyła w życie firmy, że nie wyobrażała sobie zaczynać wszystkiego od zera. No, ale z tej drugiej, jeśli nadal miałaby tam panować taka atmosfera? Czy jakiekolwiek pieniądze były tego warte?
    Rozważała owe kwestie, szykując obiad. Dzisiaj mieli zjeść później, gdyż po pracy Jyrki udał się na spotkanie z tym swoim menadżerem. Podobno miał im do przekazania coś ważnego. Ledwie o tym pomyślała, a dobiegło ją wołanie muzyka:
- Kaar, gdzie jesteś?
    Gdy tylko odkrzyknęła, że w kuchni, wpadł tam jak burza i uniósłszy ją w górę, obrócił wokół własnej osi – Nie uwierzysz! Kerkko załatwił nam support za miesiąc tu w Helsach! Do tego jakiejś firmie przypomniała się twórczość „Bajek” i odpalą mi z tantiem za wykorzystanie utworu w reklamie! – zawołał przy tym na jednym wdechu.
- Zaraz, jeszcze raz, bo nic z tego nie rozumiem – bąknęła oszołomiona, gdy już odstawił ją na ziemię.
- No Kerkko zorganizował nam występ przed głównym koncertem. Większa publika i rozgłos! Jak się sprawdzimy, to może nawet trafi nam się trasa z jakąś sławą. Oczywiście to my będziemy ich supportować, żeby nie było – wyjaśnił z błyszczącymi oczyma.
- A te tantiemy? – dopytywała bez większego entuzjazmu.
- Dostanę niemałą sumkę, także fundniemy sobie zagraniczne wakacje, a za resztę nagramy demo i puścimy do sieci. Co ty na to? – próbował ją objąć, lecz cofnęła się. Mina od razu mu zrzedła i raczej nie bez przyczyny: wyraz jej twarzy był niepokojący.
- Jak to demo? – zmarszczyła brwi.
- No kilka utworów, nie? Udostępnimy je w sieci i a nuż nareszcie zostaniemy zauważeni?
- Czyli jednak zamierzasz znowu robić karierę, tak? – skrzyżowała ręce na piersi. Z jej tonu biło niezadowolenie.
- Co w tym złego, że chcę pomóc chłopakom? Chodzi ci o te pieniądze? Przecież mamy na tyle, by się utrzymać, więc możemy przeznaczyć je na co innego. Wyjedziemy za granicę, nie słyszałaś?
- Co mnie obchodzą jakieś pieniądze?! – w geście podenerwowania rzuciła nożem – są twoje, możesz z nimi zrobić, co chcesz. Nie muszę niczego zawdzięczać temu wariatowi – dodała cynicznie.
- Nie bój się, nie chodzi o ten przeklęty utwór z Tanją w roli głównej – odparł w ten sam sposób, gdyż zaczął mu się udzielać jej dziwny nastrój. Wszak raczej spodziewał się wybuchu radości i gratulacji, a co otrzymał zamiast tego? – o co ci właściwie chodzi? Myślałem, że ten durny temat ze świrem jest zamknięty? Nie chcesz wakacji? Nie potrzebujesz odpocząć?
- Nie o tym mówię, a tej twojej karierze! – podniosła głos – obiecałeś, że to będzie tylko w ramach hobby, a robisz wszystko, żeby tylko wrócić na scenę! Chłopaki, jasne! – prychnęła ironicznie – tak naprawdę to chodzi ci tylko o siebie! – dodała oskarżycielsko.
- Tak, uwielbiam grać dla szerszej publiki! Wiesz o tym, więc nie rozumiem skąd nagle takie zdziwienie?! Kiedy SAMA mnie błagałaś, żebym do ciebie wrócił, dobrze wiedziałaś, że wiążesz się z muzykiem! Cały czas gram przecież w klubie i pracuję przy tym zawodowo, to co ci się nagle nie podoba?!
- To co innego! Zacznie się od dem, suportów, a potem skończy na wielkich trasach koncertowych, podczas których kto wie, co będziesz robić i tyle cię będę widzieć!
- Znowu to samo – wywrócił oczami – skąd to wasze chore przekonanie, że jak już coś osiągnę to muszę automatycznie zacząć cpać albo chlać?!
- Bo tak się przeważnie dzieje! A nawet, jeśli nie, to nie zamierzam dzielić się tobą z jakimiś rozszalałymi fankami! – odpysknęła niezwykle piskliwym głosem. To oznaczało, że jest naprawdę wściekła.
- To pojedziesz w trasę ze mną, w czym problem? – wzruszył ramionami i wyciągnął ręce, by objąć ją na pojednanie, lecz Kaari była w zbyt bojowym nastroju. Do tego irytowała ją jego lekceważąca postawa.
- Taa, jasne! Teraz tak mówisz, a potem i tak zrobisz swoje! Wszystko inne nie będzie miało znaczenia! Zresztą, kiedy ja będę w POWAŻNEJ pracy, to nie będę miała czasu na takie pierdoły jak wożenie się z tobą po kraju – syknęła sarkastycznie.
- Nie, z tobą nie da się normalnie rozmawiać! – machnął ręką zrezygnowany i zawrócił, by udać się do wyjścia.
- To ty jesteś niepoważny! – prychnęła za nim.
- To po co tu jesteś? Jak coś się nie podoba, zawsze możesz się wyprowadzić – wskazał palcem drzwi. Fakt, to co powiedział, było okrutne, ale wyprowadziła go z równowagi i tym samym przestał rozważać, które myśli powinien wypowiadać na głos, a jakie zostawić dla siebie. Te bowiem przetaczały się teraz przez umysł niczym nawałnica. Złość na nią oraz uczucie do niej prowadziły teraz zaciekłą, acz nierówna walkę, gdyż oczywistym było, że w tym momencie przegra miłość.
    Na te słowa oczy dziwnie się jej zaszkliły, a dolna warga zadrżała. Nie mogła jednak pozwolić sobie na łzy, gdyż uznałby, że bierze go na litość. Przełknęła więc ślinę i wysiliła się, by poczęstować go kolejną ripostą. Bezsensowną zresztą.
- I tak po prostu się mnie pozbywasz? Co, może już masz jakieś fanki w tym swoim klubie na moje miejsce?!
    Nie odpowiedział jednak na owe, jakże absurdalne zarzuty, tylko potrząsnął głową i szybkim krokiem opuścił kuchnię. Zaraz potem usłyszała huk zamykanych drzwi – schował się w sypialni.
    Odetchnęła głęboko i oparła się plecami o kuchenny blat. W takiej atmosferze dalsza rozmowa nie miała sensu. Powinna się uspokoić i poskładać myśli w logiczną całość, by jak najdelikatniej przekazać mu, co właściwie jej się nie podoba w tym całym pomyśle z karierą. Gdy wrócił, był taki zadowolony i dumny z siebie a ona wszystko mu zepsuła… Nie, miała prawo wyrazić swoje zdanie, bo przecież tworzyli związek. Poważny związek. Miała nadzieję, że on myśli tak samo.
    Siedział już z dziesięć minut, bezwiednie wpatrując się w ścianę przed sobą, a złość aż dotąd nie opadła. Kto by pomyślał, że będzie mu robić takie problemy w związku z jego planami? Skoro wziął wtedy udział w tym „przeklętym” konkursie w „Tavastii” to powinien być dla niej sygnał, że nie porzucił muzyki i mimo wszystko chce coś robić w tym kierunku. Może ludzie już trochę zapomnieli o tej historii z Perttu i istniała jakaś szansa? Lubił oglądać entuzjazm na ich twarzach, obserwować reakcje na komponowane przezeń dźwięki. Już nie chodziło tyle o pieniądze i sławę, co dzielenie się z innymi swoim talentem. Bo to w graniu na basie był najlepszy i to dawało innym jakiś pożytek. Po co miałby oglądać się za innymi, jeśli miał ją? Poza tym nikt nie powiedział, że w ogóle coś zwojują tym supportowaniem czy wypuszczeniem dema. A nuż skończy się tylko na paru kawałkach w sieci? Negatywnych komentarzach? Ale nie, ta od razu musi panikować i zakładać najgorsze... zupełnie jak jej matka i siostra. To chyba jednak rodzinne.
    Wtem rozmyślania przybrały ludzką postać, gdyż Kaari ostrożnie nacisnęła na klamkę i wsunęła się do pokoju. Obrzucił ją kątem oka i z powrotem utkwił wzrok w jakimś punkcie przed sobą – Pogadajmy na spokojnie – zaczęła łagodnie.
- A da się w ogóle?
- No nie bądź taki – jęknęła, wychodząc przed niego.
- To mnie wspieraj, zamiast krytykować za to, że robię, co kocham – burknął z wyrzutem.
- No właśnie: obawiam się, że kochasz muzykę bardziej ode mnie – przyznała cicho, jakby bała się, że jeśli powie to głośniej, to okaże się prawdą.
- A co się takiego dzieje? Zaniedbuję cię? Nie możesz mi towarzyszyć w klubie, kiedy gram? Nie wychodzimy nigdzie razem? – wyliczył, uważnie obserwując jej reakcję. Kto ją tam wie, może faktycznie robi coś nie tak, lecz tego nie dostrzega? Na wszystkie pytania odpowiedziała jednak przecząco – no to co w końcu? Wyjaśnij mi to łaskawie, bo zaraz zwariuję! – padł bezsilnie na oparcie łóżka.
- Teraz wszystko jest dobrze – przysiadła się obok – ale jak odniesiesz sukces, to więcej cię nie będzie w domu, niż będziesz obecny. Zaczną się trasy, udzielanie wywiadów, nagrywanie… kiedy znajdziesz czas na to, żeby ze mną pobyć, czy chociażby z naszym dzieckiem, jeśli się pojawi?
- Kierowcy zawodowi czy sportowcy też spędzają dużo czasu poza domem, więc to ma oznaczać, że nie mogą mieć rodziny? – popatrzył znacząco.
- No nie, ale… - jęknęła bezradnie, po czym zerwała się z miejsca i zaczęła nerwowo krążyć po pokoju – chcę mieć spokojną rodzinę, rozumiesz? Bez rozgłosu i komentarzy. Tyle się słyszy o nałogach i depresji zawodowych muzyków… Przecież grasz w klubie, możesz też wrzucać kawałki do neta, czemu nie? W ten sposób też możesz dzielić się swoją twórczością, to ci nie wystarczy? – zakończyła tak błagalnym tonem, że aż przeszły go ciarki.
- No tak, mam robić co ty chcesz. Moje zdanie się nie liczy – prychnął gorzko.
- Nie o to chodzi, przecież nie zabraniam ci grać! – znowu poczuła narastający w niej gniew – nie dostrzegasz tego, co masz i chcesz nie wiadomo czego! Ale czasami trzeba się poświęcić, by nie stracić tego, co już się ma.
- A co ty poświęciłaś? Miejscówkę u rodziców? W tym wieku już dawno powinnaś mieszkać sama a, że nie możesz dogadać się z taką pokręconą matką to też żadna strata – odburknął bez wyrazu.
    Zawrzało w niej. A więc fakt, że tyle zniosła ze strony rodziny, oraz drwiny współpracowników nagle przestały mieć dla niego znaczenie? I to tylko dlatego, że nie wyrażała zgody na jego KAPRYS?! Czy tak się zachowywał dojrzały człowiek? Nie, tego było za wiele. Wściekle ruszyła do drzwi, gdy czarę goryczy przelała ostatnia kropla. Okazały się nią słowa, jakie wypowiedział pod nosem.
- Jakoś Kaisa się nie czepiała do mojego grania.
- To wracaj do niej, na co czekasz?! – syknęła cierpko i trzasnęła drzwiami. Zaraz też wyskoczył za nią, by jakoś się „odwdzięczyć” za owo, jakże „idiotyczne” stwierdzenie.
- To ty idź do tego wdowca, będziesz miała swoje nudne, idealne życie! – krzyknął zań, lecz już nie otrzymał odpowiedzi (może i na szczęście), gdyż z hukiem opuściła mieszkanie. Wymruczał coś tam jeszcze do siebie i zawrócił do sypialni. Bynajmniej nie miał zamiaru biec za nią, to i tak nie miało teraz sensu.
    Migiem pokonała schody i zatrzymała się dopiero kilka metrów dalej, na ulicy, by odetchnąć. Targało nią teraz tak wiele sprzecznych uczuć, a w głowie panował tak straszny chaos, że nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Cała wizja szczęśliwej przyszłości zdawała się teraz runąć niczym domek z kart. Nie czekało ją nic dobrego, znowu się nie udało. Była tak bardzo na niego zła, tak bardzo zawiedziona. W jej mniemaniu miała jedyną słuszną rację, a on zachował się jak dzieciak.
    Nagle poczuła ogromną potrzebę, by się komuś wygadać. A komu mogła? Pozostawała jej jedynie Tanja, bo koleżanki z pracy nie powinny o tym wiedzieć. Zaraz zapewne doniosłyby Kaisie a może i połowie firmy… co byłoby chyba jeszcze gorsze. Matka – wiadomo. Siostra, co prawda, też miała swoje zdanie o Jyrkim, ale może chociaż coś jej doradzi? Zapyta Aleksego o punkt widzenia? Że też muzyk nie mógł mieć tak prozaicznych marzeń, jak on, czyli dom i rodzina! No, ale Arvo przecież miał, jak słusznie zauważył Jyrki, a ona i tak go nie chciała.
    Ze złości, jak i bezsilności miała ochotę się rozpłakać. Przetarła jednak wilgotne oczy i obrała kierunek na najbliższy przystanek. W drodze do wyjścia chwyciła w rękę telefon, więc przynajmniej mogła nim zapłacić za bilet.

492 czyt.
100%73
nutty25

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 8757 słów i 48424 znaków.

3 komentarze

 
  • Dla

    Dla · 26 lip 20:47 · 284352576

    Dzisiaj jest 26 a tu nadal nic

  • Ela

    Ela · 17 lip 21:20 · 284352576

    Kiedy dodasz cos

  • Lovka

    Lovka · 10 lipca

    Uwielbiam Szczerze nie mogłam doczekać się kolejnej części Życzę duuużo weny, pozdrawiam