Love me like you do cz. 26

Kaari walczyła ze sobą przez chwilę, czy aby zadać nurtujące ją pytanie. No i jak je w ogóle sformułować. Towarzysz także milczał, popijając drinka.
- Zastanowiłeś się już, co z nami? – odchrząknęła wreszcie, choć nie była do końca pewna, czy aby nie jest nazbyt bezpośrednia.
- A ty? – popatrzył na nią.
- Ja nie mam nad czym.
- O, no proszę… to już jakiś postęp – pokiwał głową z udawanym uznaniem.
- Będziesz mi to wypominać do końca życia? – jęknęła bezradnie.
- Nie, to już i tak bez znaczenia. My do siebie nie pasujemy.
- I teraz to nagle stwierdziłeś? A to dlaczego? Bo nie mam w jednym paluszku nazw miliona zespołów? No sorry, ale nie mam czasu na analizę głupich teledysków! – uniosła się.
- Co to? Ktoś jest tutaj zazdrosny? – zaśmiał się chytrze.
- Nie…! Tak, jestem! – prychnęła dumnie.
- No widzisz, a ja to przerabiałem aż trzy razy – wzruszył ramionami – tak więc zmęczyłem się i na razie mówię dość kobietom.
- Nie musi tak być, wystarczy, że będziesz z tą, co trzeba – zrobiła krok ku niemu, lecz cofnął się do tyłu.
- Że niby z tobą? Nie, ty masz swój świat, twoi znajomi mnie nie trawią… To od początku było spalone przez moją przeszłość.
- A co mnie oni obchodzą? To moje życie i ja wybieram, kto ma w nim być – zmarszczyła brwi, do głębi oburzona takimi wykrętami – lepiej wymyśl coś lepszego, jeśli już tak bardzo chcesz się mnie pozbyć – dodała drżącym głosem.
- Tak będzie lepiej. Albo zrobiło ci się mnie tak bardzo żal, że rujnuje sobie przez ciebie życie osobiste, więc wmówiłaś sobie, że musisz coś do mnie mieć. Albo boisz się, że zostaniesz sama i chwytasz się błazna, który od zawsze za tobą łaził. Tak widzę to ja i jestem pewien, że mam rację.
- Przykre… - wykrztusiła na całą tą przemowę, bezradnie potrząsając głową – dlaczego mi nie wierzysz? Nie chcesz dać mi szansy, żebym mogła udowodnić, że się zmieniłam? – jęknęła rozpaczliwie.
- Już powiedziałem: mam dość. Tobie też radzę usiąść wreszcie na tyłku i poczekać spokojnie na tego twojego wymarzonego fagasa. Kiedy coś ci nie służy i tylko zatruwa ci życie, rzucasz to i idziesz dalej.  
- Czyli na koniec dodatkowo zostanę trucizną? – parsknęła ironicznie.
- Słodko-gorzką, z przewagą tej pierwszej – odrzekł bezbarwnie.
    Nie wytrzymała i uciekła do toalety. Cała ta rozmowa od początku nie miała najmniejszego sensu.
    Widząc to, Tanja od razu poderwała się z miejsca i pobiegła (znaczy próbowała biec) za nią. Coś znowu poszło nie po jej myśli!
    Jyrki tymczasem zapłacił za zamówienie, po czym skierował się ku Aleksemu, by się z nim pożegnać. Jego dalsza obecność tutaj była zbędna. O ile kiedykolwiek była pożądana. Ale przy okazji załatwił niedokończoną sprawę.
    Jego nagłe wyjście nie było jedynym problemem „gospodarza wieczoru”. Oto jego przyrodnia siostra również nie miała nastroju do zabawy. Pozostali wołali ją do gry, lecz ta uparcie kręciła głową na boki, spacerując obok stołu ze skrzyżowanymi na piersi rękoma.
- A ty co taka? – zagaił zmęczonym tonem.
- Pewnie zła, bo jej Kaari towarzysza rozmów odbiła – parsknęła Enni.
- Chyba obie was pogięło?! – pisnęła wzburzona Tahti, dzięki czemu starsza koleżanka zdębiała. Ani trochę nie spodziewała się takiego ataku z jej strony – sorry, Aleks, ale ja mam dość. Człowiek chce być miły, to mu się tylko za to obrywa! Najlepiej będzie, jak też sobie pójdę – skierowała się do stolika po swoją kurtkę.
- Czekaj, co ty? Co się stało? – brat udał się za nią.
- Ja tylko żartowałam, co jej odwaliło? – bąknęła speszona Enni, na co Lauri bezradnie wzruszył ramionami.
    W tym czasie Tanja usiłowała uspokoić starszą siostrę, która kucała na podłodze toalety, żałośnie przy tym łkając. Pani Kietala krążyła obok, masując się po brzuchu.
- Co za jakiś… no dziad! Sama nie wiem, jak go nazwać! Jak tak bardzo nie wie, czego chce, to może rzeczywiście powinnaś dać sobie z nim spokój? – gdybała przy tym.
- On?! – parsknęła gorzko – chyba nareszcie do niego dotarło, że musi się uwolnić od takiej trucizny, jak ja! – wyrzuciła z siebie, aż zanosząc się od łez.
- Co ty pleciesz? Już nie rób z siebie takiej ofiary – skrzywiła się pobłażliwie – gorsze rzeczy babki robiły, a jakoś…
- Tak właśnie powiedział: że jestem trucizną! – zawyła, chowając twarz w ramionach.
- Też mi, „poeta” się znalazł…! Czekaj… on tak nie myśli na serio! Ktoś mu to powiedział, a on się tym sugeruje! – zawołała olśniona, wspominając na tamtą kłótnię z „Aleksem”, gdy to przyrównał Kaari do… gangreny.
- I co z tego?! Nawet, jak tak jest, to jest dorosły, do cholery! Niedługo stuknie mu 30-tka, a słucha się innych?! – migiem zerwała się na nogi, mierząc siostrę zagniewanym spojrzeniem – a ty też byś się zdecydowała! Przecież go nie cierpisz, a mimo to mi go wpychasz! – dodała z wyrzutem, po czym z hukiem zniknęła w jednej z kabin.
- Słucham?! Czyli nagle wszystko jest przeze mnie?! Ja się tu produkuję, wrogów sobie z rodziny robię, a ta mi teraz zarzuca, że to ja jej wpycham kudłacza?! No trzymajcie mnie, bo padnę! Aleksandra, jesteś świadkiem! Sama słyszałaś, jak mi od początku ględziła, że ona by chciała, ale on nie… - wygłosiła, trzymając się za brzuch.
- Co ty chrzanisz? – pojawiła się w szparze między drzwiami, pogardliwie przy tym krzywiąc.
- A nie było tak? Doskonale pamiętam każdą naszą…
- Nie o to mi chodzi, a twoje durne gadanie do brzucha! Już nie musisz tak na każdym kroku podkreślać, że jesteś w ciąży! Mamy świetną pamięć! – syknęła, celując w zaokrąglony brzuszek siostry.
- To nie tak! Dziecko słyszy i rozpoznaje głosy, trzeba do niego mówić! Poza tym dla mnie, to ona już prawie jest na świecie i guzik mnie obchodzi, co inni na to! – zacietrzewiła się.
- A wyobraź sobie, że o tym nie wiedziałam, bo na co mi to, skoro ja nie będę miała dziecka, bo nikt mnie nie chce?! – skrzywiła się na nowo i z powrotem zniknęła w kabinie.
- Rany, ja zgłupieję! – warknęła, opierając się o drzwi – to sobie zrobisz in-vitro! – rzuciła już głośniej.
- Nie chcę być samotną matką!
- Jeny, przecież żartowałam…! Dobra, nieważne – westchnęła, odgarniając włosy – doprowadź się do porządku, bo inaczej będą wypytywać, co ci się stało, a chyba nie chcesz się tłumaczyć. Ja muszę iść usiąść, bo zaraz plecy mi eksplodują – wymruczała poirytowana, po czym skierowała się do wyjścia.
    Poza toaletą wcale nie było łatwiej: Aleksi rozmawiał z Tahti, usiłując nakłonić ją do pozostania w ich gronie, więc ta zapewne mu wszystko wygada… „Pięknie”! Nie miała wesela, jak trzeba, a teraz jeszcze rocznica zrujnowana… Ale czy sama nie jest sobie winna? Nie trzeba było wtrącać się pomiędzy dwóch „uparciuchów”. To już przecież trzy lata! Gdyby mieli być razem, to byłoby tak od dawna! A i tak Kaari miała rację: po co usiłowała jej pomóc, skoro nie potrafiła „strawić” tego człowieka? Niby żałował tego, że krył „wariata”, bo inaczej by się przy niej tak nie peszył… ale nie! Źle się jej kojarzył i NIGDY go nie polubi! Bardzo dobrze, że jednak nie chce jej siostry. Co by to było, gdyby tak… poprosił ją o rękę, a ona się zgodziła? Straszne!
    Z owym „chaosem myślowym” odeszła do reszty, by prosić ich o to, żeby o nic nie wypytywali Kaari. To się tyczyło zwłaszcza Enni – wszak znała jej ciekawską naturę. Ba, już miała te swoje wypieki na twarzy i raz po raz spoglądała w stronę toalet.
    Szczęściem dla pani Kietala (i jej siostry) zebrani dostosowali się do jej prośby (choć „kumpela” mocno cierpiała z powodu nakazu trzymania języka za zębami. Tanja musiała więc obiecać jej, że udzieli wyjaśnień innym razem), a „Aleks” jej nie zbeształ. Przynajmniej na razie.
    Było nawet miło, choć już nie tak bardzo, jak wówczas, nim dołączył do nich Jyrki. Tahti ostatecznie została, ale mało się odzywała, unikając wzroku Tanji. Panna Venerinen udawała, że wszystko jest w porządku, „popisując się” czarnym humorem. Tak więc, ostatecznie, nie było tak źle… No, ale…
- Moja szanowna, urocza małżonko – zaczął Aleksi, gdy zamierzali już za rękę na przystanek autobusowy. Było bardzo zimno, zanosiło się na opady śniegu, ale od początku zakładali taki właśnie powrót. Każdy z kierowców miał za sobą kilka „kolejek”, więc prowadzenie samochodu nie wchodziło w grę – co nagadałaś Tahti? – dokończył pytająco, uważnie obserwując reakcję żony.
    Po plecach Tanji od razu przeszły ciarki, choć mówił spokojnie. Pewnie przez alkohol. Zresztą wszystko jedno jak, bo już myślała, że się jej upiecze!
- Musiała ci się przyznać? – wymruczała pod nosem.
- Właśnie nie chciała powiedzieć, kto zbeształ ją za rozmawianie z Jyrkim. Powtarzała tylko „ktoś, ktoś”, ale ja głupi nie jestem, no i widziałem was przecież razem – kontynuował ze stoickim spokojem. To było wręcz… dziwne. Ale może to stąd, że chodziło „tylko” o jego siostrę – nie powinienem był ciągnąć go do nas na siłę. Nie lubicie go i, co gorsza, dajecie mu to odczuć – dodał, nawet nie czekając na jej odpowiedź.
- A dziwisz się? – odrzekła nieśmiało.
- Tobie tak. Po co sama ściągasz go do stolika, żeby potem besztać tych, którzy chcą być po prostu mili? W ten sposób prawie zepsułaś nam święto.
    Czyli tak się sprawy miały… Tahti nie wyznała mu całej prawdy odnośnie tego, za co właściwie oberwała. …I dobrze. Inaczej zbeształby ją za ciągłe wtrącanie się pomiędzy skłóconą parę. Wbrew temu, na co się umówili. Owo odkrycie sprawiło, że jej złość na szwagierkę niemal całkowicie opadła. Zaraz po powrocie do domu poprosi ją o wybaczenie. No, ale teraz należało odpowiedzieć coś na zarzut, wytoczony przez „Aleksa”.
- Przepraszam… pomyślałam, że to może pomóc Kaari. Ale masz rację, nie warto się w to mieszać – przyznała pokornie.
- Chciałbym ci wierzyć, że nie będziesz się więcej wtrącać, ale niestety – uniósł znacząco ramiona.
- A żebyś wiedział, że tym razem będzie inaczej. Aleksandra świadkiem!
- Liina, jak już – poprawił od razu i jak zwykle zaczęli się przekomarzać.

***

    Tanji udawało się dotrzymać słowa (przynajmniej na razie). Być może dlatego, że Kaari postanowiła przeżywać kolejną porażkę w samotności i tym samym przestała rozmawiać z siostrą na ów temat. Ona sama postanowiła, że nie będzie już nic z tym robić i tym samym da byłemu wolną rękę. Nie miała zamiaru zaczepiać go ani aranżować spotkań. Było to tym łatwiejsze, iż już nie pracowali w tej samej firmie. No, chyba że chodziło o byłą przyjaciółkę.
    Gdy zmierzała w środowy poranek do pracy, oto okazało się, że właśnie wyminęła ją Kaisa. Uważnie zmierzyła „gadułę” wzrokiem, gdyż ta na nią nie patrzyła, po czym z powrotem wbiła go w chodnik. Tak na wszelki wypadek, gdyby „obiekt obserwacji” się zorientował. „Młoda” wyglądała już o wiele lepiej, chociaż tyle…
    Kaisa odeszła kawałek, po czym niespodziewanie zawróciła. Panna Venerinen aż przystanęła, szykując się na kolejny atak z jej strony. Bo zapewne o to jej chodziło?
- Jak tam? Miłość kwitnie? – zagaiła cynicznie.
- Nie jesteśmy razem – mruknęła z dystansem.
- O, a to dlaczego? Wymienił cię na młodszy model? Bo faceci wolą młodsze, wiesz? – mrugnęła ironicznie – ale nie masz czego żałować, jak jedną puścił kantem, to i kolejne – dodała chłodno, po czym zawróciła przed siebie z szerokim uśmiechem.
- Nigdy mi nie wybaczysz? – zapytała nieśmiało.
- Nie mam czego! – Kaisa lekceważąco machnęła ręką – zapomniałam o twoim istnieniu, to co mam niby wybaczać komuś, kto dla mnie umarł? – dodała kpiąco i już naprawdę sobie poszła.
    Z ust panny Venerinen natychmiast zniknął cień uśmiechu, jaki pojawił się tuż po stwierdzeniu, iż „młoda” rzekomo puściła w niepamięć jej przewinienie. Wciągnęła haust powietrza i ruszyła przed siebie wolnym krokiem. Po co w ogóle zapytała?! Czy ona sama byłaby tak „miłosierna” na miejscu byłej koleżanki? Jakie to przykre, że została właściwie bez niczego… ale raczej sobie na to zasłużyła.  

***

    Późna jesień ustąpiła miejsca zimie. Miasto pokryła świeża warstwa białego puchu, gdyż od kilku dni królował nad nim niż. Śnieg był jednak ciężki i mokry, często zamieniając się w błotnistą breję. Przy takich warunkach pogodowych łatwo było o depresję. Tyle, że przyszli rodzice, jak i ich najbliższe otoczenie, nie mieli czasu na złe humory, pochłonięci przygotowaniami pokoju dla dziecka. Jak się okazało, nie tylko w ich sercach gościła radość i podekscytowanie. Oto Lauri poprosił Enni o rękę (z pozytywnym skutkiem, ma się rozumieć), toteż nadarzyła się kolejna okazja do świętowania. No i narzeczona musiała pochwalić się złotym pierścionkiem z dużą, okrągłą cyrkonią, której boki zdobiły dwie mniejsze. Tak, biżuteria nie należała do przesadnie skromnych, ale i taka była jej nowa właścicielka.
    Tak więc dokładnie w dwa tygodnie po tym, jak państwo Kietala świętowali z przyjaciółmi rocznicę ślubu, narzeczeni postanowili zrewanżować się, zapraszając ich do klubu, w jakim to niegdyś grywali „Fairy Tales”. Tym razem w owym gronie zabrakło Tahti, gdyż Enni nie czuła się w obowiązku jej zapraszać. Natomiast ze znajomymi Lauriego mieli spotkać się jutro. Gdyby nie Tanja, Kaari także by tam nie było. Jak wiadomo, obie panny nie darzyły się przesadną sympatią. Zresztą panna Venerinen miała odmówić, lecz młodsza siostra przekonywała ją do ostatniej chwili, iż powinna się rozerwać, aż ta wreszcie uległa.
    Jedyna „singielka” w owym gronie szybko tego pożałowała: Enni prężyła się dumnie, „święcąc jej po oczach” tym swoim „gigantycznym pierścieniem”. Poza tym wypytywała państwa Kietala, jak wyglądały ich zaręczyny. Jakby nie wiedziała… przecież Tanja z dziesięć razy już im to opowiadała! Do tego usiłowała wyciągnąć z Mattiego, kiedy to on zdecyduje się na taki krok? „Durna”! Spotykał się z Idą dopiero od kilku miesięcy, po co się spieszyć? No i ten jej „wredny” uśmieszek, kiedy spoglądała na nią, dając w ten sposób do zrozumienia, iż bardzo jej współczuje, że ona nie może podzielać takiej radości. Akurat…
- Niektórzy mają po prostu inne priorytety życiowe – wzruszyła lekceważąco ramionami.
- To po co spotykałaś się z tym wdowcem? – wypaliła na to Enni.  
    Kaari warknęła w duchu, z trudem zachowując panowanie nad sobą. Co ją to obchodziło?!
- Ciekawe, kto tu teraz gra? – Tanja próbowała zmienić temat, kiwając w stronę sceny, na której nareszcie pojawili się muzycy. Dobrze wiedziała, że jeszcze z jedna uszczypliwa uwaga i znowu skończy się kłótnią…
- Gdyby to nadal byli „Fairy Tales”, to pewnie byś tutaj nie przyszła, co? – „kumpela” była niezawodna.
- No właśnie… dlaczego wybraliście akurat ten lokal? – podchwyciła panna Venerinen, w duchu dopowiadając sobie, iż to pewnie jej na złość. Wszak, to tutaj została kiedyś upokorzona przez byłego.
    Para narzeczonych stwierdziła, iż czasem tutaj bywają, gdyż polubili owo miejsce. Jest fajny klimat, no i ciekawe muzyczne aranżacje. Tak… w mieście jest tyle podobnych do tego klubów, ale oni musieli uprzeć się akurat na ten! Przywoływać jej na pamięć złe wspomnienia… No, ale przecież nie musiała tutaj przychodzić. Dobrze wiedziała, dokąd idzie, a i tak była tutaj „zbędna”. Nie chciała jednak opuszczać ich w połowie spotkania – demonstrując przy tym „focha” – by nie wyjść przed nimi na „rozkapryszoną starą pannę”. W jej mniemaniu właśnie tak by ją odebrali. Zamiast tego udawała więc, że nie pamięta już, jak wyglądała jej ostatnia wizyta tutaj.
    Niestety, czy tego chciała, czy nie, i tak czekało ją deja vu. Oto bowiem jednym z muzyków okazał się być jej „eks”. Na owo odkrycie Enni rozdziawiła usta z zaskoczenia, po czym szeroko się uśmiechnęła. Tanja z kolei spojrzała na Aleksego.
- Nic o tym nie wiem! Tylko tyle, że gdzieś tam grywa – zaparł się od razu rękoma.
- Zrobiłaś to specjalnie! Wiedziałaś, że go tutaj spotkam i dlatego wybrałaś ten klub! – syknęła tymczasem podenerwowana Kaari.
- To zbieg okoliczności, byliśmy tutaj w zeszłą niedzielę i bynajmniej go nie widzieliśmy! – zaoponował Lauri.
- Nie miałabym co robić, tylko zastanawiać się, jak ci zrobić na złość! I to na MOICH ZARĘCZYNACH! Pogięło cię, czy jak?! – prychnęła zdegustowana narzeczona – a niech sobie gra, co ci do tego? Jakoś ostatnio normalnie z nim gadałaś – dodała z ironicznym uśmieszkiem.
- To się nigdy nie skończy… - Aleksi odetchnął ciężko, zasłaniając się ręką.
- Dobra, spokój! Przynajmniej zmienił skład – mruknęła Tanja.
    Jyrki na razie nie dostrzegał znajomych, gdyż miał nie lada kłopot: koledzy grali dla tak „szerokiej” publiki (jak dla nich ludzi było sporo) dopiero drugi raz (najpierw w „Tavastii”), w rezultacie czego byli okropnie stremowani. Usiłował więc na wszelkie sposoby ich uspokoić, bo bynajmniej nie popierał upijania się „dla odwagi”. Tak, niejeden w ten sposób zaczynał muzyczną karierę… On i jego starzy kumple z „Bajek” też, dlatego zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo był to fatalny w skutkach zabieg. Inna sprawa, że jeśli będą się mylić, bądź fałszować, właściciele lokalu im podziękują. Gdyby nie był byłym członkiem zespołu, z jakiego „wyszedł wariat”, mógłby próbować załatwić im występ gdzie indziej, a tak, to różnie mogło z tym być.
- Ty się nie denerwujesz? – dopytywał, niemal „zielony”, wokalista.
- Jasne, że tak. Ale wyobraźcie sobie, że tych ludzi wcale tutaj nie ma, bo i tak pewnie nas oleją. Gracie, bo lubicie, jasne? Przy odrobinie szczęścia ktoś nas zauważy i wydostaniemy się z tej dziury. Ale nie możemy spartolić! – tłumaczył starszy kolega, na co reszta pokiwała głowami i przybiwszy sobie „piątki”, zajęli swoje miejsca.
    Młody wokalista podszedł do mikrofonu, by przywitać się z publiką (bez względu na to, na ile byli nimi zainteresowani). Kibicowali mu rodzice, oraz siostra, toteż pomachał im drżącą ręką. Następnie wykrztusił niemrawe „Dobry wieczór”, na co zwróciły się ku niemu prawie wszystkie spojrzenia zebranych. O nie, było źle… W rezultacie zapomniał, na jaką nazwę zespołu się umówili. Słuchacze chcieli chyba wiedzieć, cóż to za „anonimy”?
- „Black Eagles” – podpowiedział Jyrki, który stał najbliżej niego.
- „B-black Fe-feathers”…
- „EAGLES”! – wyszeptał z naciskiem, toteż młody prędko się poprawił – chociaż „feathers” też może być, jeden grzyb – dodał pod nosem.
- Chyba sami nie wiedzą, jak się nazywają! – parsknęła Enni.
- Kariery, to ja im nie wróżę – zawtórowała jej Tanja.
- Oj, tam. Poczekaj, aż zagrają – mruknęła Kaari, uważnie wpatrując się w basistę początkującej grupy. Na owo stwierdzenie Enni znacząco wywróciła oczami. No proszę, jak broni byłego, fiu, fiu!  
    Zaciekła obserwacja panny Venerinen sprawiła, że Jyrki nareszcie napotkał pośród gości lokalu jej twarz. No nie… Od razu opadły mu ręce. Czy ona będzie go prześladować do końca życia?! Specjalnie nie podał Aleksemu nazwy lokalu, by się przypadkiem nie wygadał, a ta i tak go „wywęszyła”! Nie rozumie, jak się do niej mówi po fińsku? Może trzeba jeszcze po angielsku? Albo znowu zagrać jakąś sugestywną piosenkę? …Nie, raz wystarczy. Nie lubi się powtarzać.
    Z tego wszystkiego ten, co to gorąco upominał kolegów przed „wtopą”, sam zaliczył wpadkę, gdyż „nie wszedł” w melodię na czas i drugi gitarzysta musiał go szturchnąć na otrzeźwienie.
- Ale się zagapił… zgadnijcie, na kogo? Jakie to słodkie! – parsknęła złośliwie Enni.
- Na ciebie, tusz ci się rozmazał i wyglądasz, jak panda – odparła niewzruszenie Kaari, nawet na nią nie patrząc. Koleżanka była gotowa od razu biec do toalety, lecz narzeczony prędko usadził ją z powrotem, twierdząc przy tym, że wygląda jak najbardziej normalnie.
    Tanja tymczasem uśmiechnęła się do siebie, zerkając kątem oka na siostrę. Może jeszcze nie wszystko było stracone? Ale nie, i tak nie kiwnie już w tej sprawie choćby małym palcem!
    Z kolei Aleksi zmierzył żonę z ukosa i przewrócił oczami. Z pewnością znowu będzie mieszać! Oby to dziecko jak najprędzej się urodziło, bo wówczas nie będzie już miała czasu na „głupoty”…
    Niekoniecznie czarne (nie grali metalu, ani bynajmniej coverów takich zespołów), „Orły” zagrali kilka kawałków, po czym zrobili sobie kilkunastominotwą przerwę. Niestety, wokalista był tak przejęty, że aż bliski omdlenia. Szczęściem, pomimo kilku wpadek i kiepskiego startu, publiczność nagrodziła ich oklaskami, gdyż nie byli to „Fairy Tales”. Amatorów z czystą kartą należało mobilizować do działania.
    Jyrki wykorzystał ów czas na to, by „odwiedzić” znajomych. Nie miał zamiaru być taki, jak oni, i tym samym udawać, że ich nie zna. No i może dzięki temu dowie się, kto miał tak „genialny” pomysł, żeby przyjść akurat tutaj? Ponadto chętnie zbeształby byłą, lecz musiałaby nadarzyć się ku temu dobra okazja… nie zrobi tego przecież przy reszcie.
- Idzie tu! – chichotała podekscytowana Enni.
- A tobie co? Podoba ci się? Lauri, uważaj, z kim chcesz się ożenić – uszczypnęła panna Venerinen, aż kolega zakrztusił się popijanym piwem. Reszta, poza Aleksim, parsknęła śmiechem.
- Cześć… a wy skąd tutaj? – zagaił już muzyk, stając nieopodal stolika. Przyjaciel wystawił doń dłoń na powitanie, toteż reszta obecnych tam mężczyzn poszła za jego przykładem.
- Świętujemy moje… eee, nasze zaręczyny – Enni zaprezentowała pierścionek, wyciągając ramię najdalej, jak to było możliwe. Na ów gest panna Venerinen przewróciła oczami, aż napotkała nimi przenikliwe spojrzenie byłego. Prędko więc odwróciła twarz w inną stronę.
- O, no to gratuluję… - mruknął tymczasem on, spoglądając po reszcie gości. Zapewne wyrazy uznania z jego strony nic dla nich nie znaczyły, ale co mu tam. Tak przecież należało. Narzeczeni skwapliwie podziękowali, a czy było to szczere, czy nie – wszystko mu jedno.
- Czyli znowu tutaj grasz? – zagaił Aleksi.
- Tak wyszło. To debiutanci, a więc znajomości i takie tam. Wiesz, o co chodzi – puścił oczko, mimowolnie zerkając na „eks”, która właśnie odkryła, jak bardzo interesujący jest wyświetlacz telefonu.
- Siadaj i napij się z nami – zaproponowała Enni, na co Kaari prędko uniosła wzrok, zaś Tanja brwi ze zdziwienia.
- Nie mogę, jestem w pracy – potrząsnął głową.
- Jaki przepisowy! – zaśmiała się „świeżo upieczona narzeczona” – to chociaż usiądź z nami – upierała się, na co reszta zmierzyła ją spojrzeniem w rodzaju „Co ty właściwie wyprawiasz?”. Ale to był w końcu jej wieczór i jej goście, więc niech zaprasza, kogo chce.
- Zaraz muszę wracać – kiwnął za siebie ręką.
- Na chwilkę, no! Tahti, co prawda, nie ma, ale za to jest Kaari – posłała jej bliżej nieokreślony uśmieszek. Oburzona koleżanka zamachnęła się pod stołem, lecz zamiast trafić w piszczel „dowcipnisi”, to Lauriemu się oberwało… Od razu syknął, łapiąc się za „sponiewieraną” kość. Panna Venerinen chwyciła się za usta.
- Ktoś mnie niechcący kopnął – wyjaśnił z krzywym uśmiechem, gdy pozostali zaczęli dopytywać, co się stało.
- Taa… „niechcący” – narzeczona zmierzyła Kaari z wyrzutem, toteż ta odwzajemniła się złośliwym uśmieszkiem. W Enni się zagotowało. W odwecie zaczęła nalegać na muzyka, by jednak usiadł. Poddał się w końcu, zaznaczając, iż to „tylko na chwilkę”.
    „Eks” zaczęła prychać w duchu, gdyż usiadł naprzeciwko niej, co było bardzo krępujące. Była na niego zła za to, że ją odtrącił, toteż nie miała ochoty nawet na niego patrzeć. Zaręczona koleżanka zaczęła pleść jakieś banialuki, jako ta, która zaprosiła go do swojego grona, lecz na szczęście Matti wyręczył ją, pytając o rodzaj granej przez „Orłów” muzyki. Jyrkiemu natychmiast rozwiązał się język, chociaż… sam nie umiał tego dokładnie określić. Koledzy mieli „elektroniczne zapędy”, zaś on wolał czystego rocka – bez żadnych „udziwnień". No, ale i tak traktował wszystko na zasadzie hobby, więc godził się na ich wizję.
- Mogę zobaczyć, która godzina? – zapytała Tanja, sięgając po telefon siostry, gdyż ta jak zwykle siedziała obok niej. Ledwie jednak wzięła go do ręki, a udała, że wyślizgnął się jej, po czym kopnęła go w kierunku basisty – przepraszam, jestem taka niezgrabna! – udała zakłopotanie.
- Uważaj! Wyświetlacz się stłucze – właścicielka prędko schyliła się po zgubę. Były, który poczuł uderzenie, zrobił to samo.
- To jest żałosne! – wymruczał poirytowany Aleksi.
- Co niby? – żona udała, iż nie wie, o co chodzi.
- Zrobiłaś to specjalnie!
- Oj tam, przez ciążę ma słabszy refleks – skwitowała Enni, z trudem powstrzymując się od wybuchu śmiechu. Pozostali tylko pytająco na siebie patrzyli, bowiem nie rozumieli, o co właściwie chodzi?  
    Kaari spostrzegła, że Jyrki ją wyprzedził i już trzyma w ręku jej telefon. Postanowiła zrobić mu na złość i zamiast chwycić za komórkę, złapała go za ową dłoń. Siedzący przy stole aż podskoczyli ze strachu, gdy dobiegł ich niespodziewany huk – zaskoczony muzyk uderzył głową w blat.
- Co wy tam robicie? – bąknęła zdziwiona Tanja.
- Nic! – prędko wyłonili się z powrotem, przy czym basista masował się po czasce. Towarzystwo parsknęło mimowolnym śmiechem. Za wyjątkiem Kaari – ta oznajmiła z grobową miną, iż musi iść do toalety.
- To ja już pójdę… na razie – wymruczał Jyrki, uważnie śledząc sylwetkę byłej.
- Poszedł za nią! – pisnęła pani Kietala i razem z Enni przybiły sobie „piątki”.
- Co za wstyd! – jęknął Aleksi, jak zwykle zasłaniając się ręką.
- O co tu właściwie chodzi? – zainteresowała się Ida.
- Z tego, co widzę, to moja siora i szanowna narzeczona próbują ich na nowo połączyć… ale dlaczego? Nie pytaj – wyjaśnił znużony Matti, na co wspomniane przezeń damy zaczęły się wzajemnie przekrzykiwać. Tanja miała jak najbardziej szczere intencje, natomiast Enni, posiadając "stare" informacje odnośnie relacji panna Venerinen-jej były, chciała... dokuczyć starszej koleżance. Sądziła bowiem, że obecność "eks" działa na nią, jak płachta na byka. I tak patrząc na jej minę, to by się zgadzało... Tylko dlaczego jej przyjaciółka zmieniła zdanie odnośnie "kudłacza"?

***

    Kaari opuściła kabinę i prychając w duchu, stanęła przed lustrem, by umyć ręce. Całe szczęście, że telefon się nie stłukł. Gdyby tak się stało, Tanja płaciłaby za naprawę! Chociaż cała ta scena była nawet zabawna… a jak się obruszył, iż odważyła się go dotknąć! Siostra miewała szalone pomysły.
    Parsknęła śmiechem, potrząsając przy tym głową, po czym skierowała się do wyjścia. Jednakże na zewnątrz mina jej zrzedła: czekał tam na nią były i to bynajmniej nie w „szampańskim nastroju”.
- Można wiedzieć, co ty odstawiasz? Nie dociera do ciebie, jak ci mówią „Nie”?! – zaatakował wzburzony.
- O co ci chodzi?! Że może specjalnie tutaj przyszłam? Skąd miałam wiedzieć, że znowu grasz?! Zaprosili mnie, to jestem! To robota Enni, i tyle! – odpysknęła w tym samym tonie.
- Możesz, łaskawie, raz na zawsze zniknąć z mojego życia? – zniżył ton, lecz i tak brzmiał on niezwykle szorstko.
- Naprawdę tego chcesz? – odrzekła „słodko”, trzepocząc przy tym rzęsami. Na wszelki wypadek cofnął się do tyłu – nie martw się, więcej nie przekroczę tej twojej granicy… panienko! – dodała cierpko, po czym przepchnęła się obok.
- Tylko nie „panienko”! – oburzył się.
- A jak się zachowujesz?! – odwróciła się gwałtownie – zarzucasz mnie, że nie wiem, czego chcę?! A ty co?! Raz mnie podrywasz, a za chwilę odtrącasz! Słuchasz się „doradców”, phe! To ty jesteś, jak dziecko, które trzeba prowadzić za rączkę!
- Odezwała się dorosła, co to od trzech lat wodzi mnie za nos i po drodze zdążyła jeszcze wyrolować drugiego! Nie mam zamiaru znowu być twoją zabawką, skończyło się!
- A może tylko do tego się nadajesz?! – syknęła cynicznie, natychmiast łąpiąc się za usta. Powiedziała to na głos?
    Owo stwierdzenie mocno go ubodło. Ugodziła w końcu w jego dumę twierdząc, że tak naprawdę nie nadaje się do wspólnego życia, a przelotnych, nic nieznaczących związków. Nie może liczyć na wzajemność, bo jest tak „żałosny i infantylny”, że żadna nie weźmie go na poważnie. Jak za czasów „Fairy Tales” – fanki traktowały go przedmiotowo, jako „znanego muzyka, który nawet dobrze wygląda”, więc trzeba za nim „wzdychać, bo tak". Ale nic więcej, nieważne, co sobą reprezentował. Jakże tego nie cierpiał… Dopiero Kaisa zobaczyła w nim człowieka z uczuciami, zaletami i wadami. A on zostawił ją przez jakąś…
    Zmierzył ją destrukcyjnym spojrzeniem, po czym bez słowa wyminął i nareszcie udał się „na tyły” lokalu. Powinien był pójść tam od razu, a nie tracić czasu na bezsensowne rozmowy z wyniosłą... „lalką”. Zdecydowanie ją wyidealizował. Miał za piękną, mądrą, sympatyczną i, kto wie, jaką jeszcze, a tak naprawdę to „niezła była z niej hetera i mącicielka”. To znaczy, niby wiedział to od dawna, ale zaślepienie nie pozwalało całkowicie przejrzeć na oczy.
    Nie potrafiła go zatrzymać, gdyż głos uwiązł jej w gardle. Przytrzymała się ściany, jako że nogi zrobiły się jej, niczym z waty. Chwyciła się za czoło, ciężko przy tym dysząc. Źle to rozegrała, nie powinna była odpowiadać w złości. I to jeszcze mówić takich rzeczy, bo wcale tak przecież nie myślała! Chciała, by było inaczej, ale to on się uparł. Tyle, że miał trochę racji… I tak i nie. Bo nie dał jej szansy, choć o nią prosiła. A teraz, to już w ogóle… Powinna przeprosić, wyjaśnić, że to było w gniewie. Tylko, że wtedy zarzuci jej, iż go prześladuje, nie rozumie, co się do niej mówi. ...No to napisze.  
    Sięgnęła do tylniej kieszeni spodni po telefon, lecz drżące dłonie, jak i rozmazany przez łzy obraz, skutecznie uniemożliwiły jej wystukanie kilku słów. Trudno, zrobi to później. O ile się nie rozmyśli… Tymczasem zawróciła do łazienki, by przemyć twarz.
    Opuściła klub, wymawiając się złym samopoczuciem, nim muzycy zdążyli wrócić na scenę. Reszta została, bo i dlaczego mieliby rezygnować z zabawy przez jedyną „singielkę” w owym gronie? Zresztą wcale nie powinna była do nich dołączać.  
    Tanja była bardzo zawiedziona, gdyż wyglądało na to, że znowu się nie dogadali, a właściwie było wręcz jeszcze gorzej. Najwidoczniej pomiędzy nimi było o wiele więcej barier, aniżeli między nią, a "Aleksem". No, ale trochę się tego nawarstwiło przez te lata... Albo po prostu do siebie nie pasowali i tym samym nie potrafili się dogadać.
    Trudno, należało zostawić sprawy takimi, jakimi były. Owszem, choć widziała po minie męża, że oczywiście jej nie wierzy. Zapewne zbeszta ją w domu za tą akcję z telefonem, ale i tak warto było!

nutty25

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 5821 słów i 32539 znaków.

4 komentarze

 
  • xxxy

    Kaari jest najlepsza

  • Lil

    Połącz ich ;)

  • Beno1

    siostry są najlepsze, aż szkoda mi tego biednego chłopaka :rotfl:

  • jaaa

    To mu Kari nagadała. Nie sadze by teraz sie spikneli. Czekam na kolejna cudowna czes z niecierpliwieniem :D