Love me like you do cz. 3

Tanja, podczas poszukiwania w Internecie ofert dorywczych zajęć, trafiła przypadkiem na ogłoszenie ze swojego uniwersytetu. Poszukiwano kogoś na etat sprzątaczki, kto dbałby o teren przed budynkiem. Postanowiła, że się zgłosi. Wszak już tam pracowała przez kilka dni, lecz gdy Aleksi wyszedł ze szpitala, zrezygnowała, by to jemu poświęcić wolny czas. Teraz mogłaby pracować tam przed zajęciami, bądź w przerwach pomiędzy nimi – jak wtedy. Nie zarobiłaby, co prawda, zbyt wiele, ale lepsze to, niż nic. Akurat w sam raz, nim „Aleks” gdzieś się zatrudni.
    Z owym postanowieniem zatrzasnęła laptopa i wciągnęła zapach, jaki raz po raz uderzał ją w nos. Mąż gotował w kuchni obiad, a ona miała w tym czasie robić porządki w swojej garderobie. No właśnie… miała. Odłożyła więc laptopa i wróciła do zajęcia.
    Dobrych kilka dni zajęło jej zastanawianie się, gdzie też upchnie wszystkie swoje ciuchy. O nowej szafie nie było mowy – nie było ich przecież stać.
    Otworzyła mebel i przez moment tępo się weń wpatrywała (jak to każdy, kto nie wie, od czego w ogóle zacząć), aż jej uwagę przykuły wiszące tam garnitury. Było ich kilka, niektóre pamiętała jeszcze z sali sądowej, gdy Aleksi występował w jej sprawie. Teraz, z perspektywy czasu, wspominała to z rozrzewnieniem – ale wyłącznie przez wzgląd na niego.
    Wyjęła ten, w którym widywała go najczęściej – ciemnogranatowego koloru – i zaczęła mu się przyglądać z uśmiechem na ustach.
    Stanął w progu, gdyż chciał jej coś powiedzieć, lecz widząc ją z garniturem w ręku, zapomniał, co. Natychmiast wróciły wspomnienia związane z prokuraturą. Nie lubił tego, gdyż wówczas rozdzierały go od środka dwa sprzeczne ze sobą uczucia: żalu, że już tam nie pracuje, oraz ulgi, iż już nie ryzykuje życiem. W tej chwili dominowało jednak to pierwsze, toteż podszedł doń i wyjął wieszak z jej ręki.
- Schowaj to – mruknął bez wyrazu. Tanja przyjrzała mu się i wcale nie musiała pytać, co się stało.
- Może tam wrócisz? Możesz przecież przyjąć się do innej prokuratury – rzekła łagodnie. Nic jednak nie odpowiedział, tylko zmierzył ją, jakby z wyrzutem i zawrócił do kuchni. Odwiesiła garnitur do szafy i pobiegła za nim. Usiadł przy stole z nieciekawą miną. Stanęła w drzwiach, przyglądając mu się przez chwilę, gdyż musiała przeanalizować, jak to powiedzieć – wiem, że to było dla ciebie bardzo ważne… wręcz jakby powołanie. Dlatego pomyślałam, że mógłbyś spróbować – rzekła, siadając obok – chcę tylko, żebyś był szczęśliwy. - Nie rozumiesz – ozwał się wreszcie – bardzo bym chciał, pewnie. Ale jednocześnie się boję… że znowu trafiłbym na jakiegoś wariata – zmierzył ją znacząco.
- Dopóki nie zakochasz się w ofierze, to raczej nie – parsknęła lekkim śmiechem, lecz w odpowiedzi usłyszała tylko ciężkie westchnięcie – to nie muszą być przecież jakieś super poważne sprawy… ale nie mogę ci powiedzieć „tak”, albo „nie”. To musi być twoja osobista decyzja. Tylko czasami… myślę sobie, że to moja wina. Gdyby nie ja, dalej byś tam pracował – zakończyła smętnie.
- I nadal byłbym sam? Zgadnij, co wolę – posłał jej znaczące spojrzenie. Uśmiechnęła się więc i ujęła go za dłoń – i tak raczej nie mam żadnych szans po tej odsiadce w Vantaa… prokurator z aresztem tymczasowym na karku? Nie, już zdecydowałem. Złożę papiery tam, gdzie zaplanowałem – dodał w zamyśleniu, na co ścisnęła jego rękę.
- Odwieziesz mnie później na uniwersytet? – przybliżyła się i położyła głowę na jego ramieniu.
- Jasne. Ale jest jeszcze coś… Jyrki chce się ze mną spotkać wieczorem. Długo mi to nie zajmie, zostaniesz sama? – ostrożnie wyważył każde słowo, jakby w innym razie miała mu tego zabronić. A tak zarzekał się, że nie będzie „pantoflarzem”, jak Hannu…
- Dobra, ale pod warunkiem, że się nie uchlasz. Dobrze wiesz, że tego nie lubię po… no – mruknęła po chwili zastanowienia.
- Idę porozmawiać, a nie pić – przewrócił oczami.
- Taa, i przy okazji wychylić piwko. Z nim, to oczywista sprawa – prychnęła z niesmakiem.
- Oj, nie rób z niego alkoholika.
- Dlaczego ciągnie akurat ciebie? Ma tych swoich kumpli – skrzywiła się.
- Ale nie będziemy się chyba kłócić o znajomych, co? Możesz zaprosić Enni na ten czas, gdy mnie nie będzie.
- A wiesz, że zaraz do niej zadzwonię? – posłała mu przedrzeźniającą minę i wstała, by pójść po telefon.  
    Odprowadził ją wzrokiem, uśmiechając się pod nosem. Oczywiste, że Jyrki MUSIAŁ pogadać akurat z nim, gdyż chodziło o Kaari, a nikt, poza nim, nie był bardziej obeznany z tym tematem. Poza tym kumple z zespołu jeżyli się na samo tylko wspomnienie panny Venerinen. No i oficjalnie muzyk przecież już dawno z nią skończył. …Podobno.
    Jyrki chciał spotkać się na mieście, toteż umówili się z Aleksim pod jednym z klubów. Gdy już zajęli miejsce przy ścianie, towarzysz oczywiście zamówił coś mocniejszego. Aleksi przystał na to, bo przecież trochę może się napić… Od początku sugerował Tanji, że abstynentem nie będzie. Nie musi się przecież od razu upijać.
    Towarzysz musiał jednak sporo „wychylić”, by otworzyć się przed kolegą. Ten mu więc wtórował, po pewnym czasie przestając kontrolować spożytą ilość alkoholu. Muzyk zaczął wreszcie „biadolić”, jak to ładnie Kaari wyglądała, ale jednocześnie, jak bardzo była odległa. Żalił się też, iż źle zinterpretowała piosenkę, którą śpiewał. Wybrał akurat taką, bo miała gitarowe brzmienie i znał jej tekst na pamięć. Ani przez myśl mu nie przeszło, by zrobić jej na złość. Bardzo chciałby ją przeprosić, ale chyba nie wypadało?
- Ja tam jestem za tym, żeby się przed babami nie płaszczyć – odparł na to Aleksi, choć w domu przejawiał zupełnie inne nastawienie. Tyle że w tym momencie przemawiał przez niego alkohol.
- Czyli to by było płaszczenie? – wybąkał Jyrki.
- Co? – towarzysz zmrużył oczy.
- No jakbym ją przeprosił.
- Kogo?
- No Kaari – polał mu następną „kolejkę”.
- A… No byłoby, zdecydowanie… ale mnie już nie, bo się upiję, a mam być w miarę trzeźwy – wzniósł palec do góry, i tak już mocno wstawiony.
- A co to? Rozkaz z góry? – muzyk parsknął śmiechem, chwiejąc się na krześle.
- A tak o, bo co? – wzruszył ramionami.
- Ja nic nie mówię… - zaparł się rękoma – też bym chciał, żeby mi czegoś zabraniała… - podparł się dłonią, ciężko przy tym wzdychając.
- Przecież ci zabroniła… zbliżać się do siebie! – Aleksi wybuchł śmiechem, lecz widząc, iż kolegi wcale to nie bawi, wstał od stołu i objął go niezgrabnym ruchem, klepiąc po plecach – przepraszam… ale jak nie ona, to może jakaś inna?
- Taa… byle bym nie musiał czekać, aż przekroczę 30-tkę – mruknął pesymistycznie, mając na myśli oczywiście kompana. Wszak nie raz chwalił się, że dopiero w tym wieku znalazł odpowiednią kobietę.
- To i tak za niedługo – skwitował, ponawiając gest z klepaniem.
    Enni, jak to od zawsze miała w zwyczaju, oczywiście przybiegła do przyjaciółki, niczym niesiona na skrzydłach. Przecież miały sobie tyle do powiedzenia! Należało pogadać o małżeństwie Tanji, zachowaniu „Aleksa”, oraz jej relacjach z Laurim. Wszak w niedługim czasie planowała wprowadzić się do swojego chłopaka.
    Tak więc sen Aleksa co chwilę przerywały piski i głośne śmiechy. Wreszcie pani Kietala wyznała „kumpeli”, z kim to poszedł spotkać się jej mąż i tutaj przestało być miło…
- Na bank wróci pijany – stwierdziła „oświecona” Enni.
- Obiecał mi, że nie – skrzywiła się gospodyni.
- Są dwa pytania, na które facet nigdy nie odpowie ci stuprocentową prawdą: „Masz kogoś na boku?” I „Będziesz chlał do upadłego”? – pokiwała głową, jak jakaś uczona.
- No to Aleks jest inny. Wie, co o tym myślę i będzie się kontrolował – upierała się przy swoim.
- Przy Jyrkim? No na pewno! Zazdroszczę ci tej wiary w niego! – wybuchła śmiechem.
- A skąd wiesz, że z niego taki pijak? – wystawiła język, choć sama nie była tego taka pewna.
- Myślisz, że o czym rozmawiają? O kobietach, a tego tematu nie dadzą rady rozważać na trzeźwo.
- Ale ty dzisiaj bredzisz – skrzywiła się.
- Taka prawda, wiem to od Lauriego – wzruszyła ramionami.
- Dlaczego niby Aleks miałby przeze mnie pić?! Sam mówi, że nie ma powodu do narzekań! – zaczęła się irytować. Widocznie nadal niewiele wiedziała pomimo niemal 27 lat.
- Rany, nie jarzysz? – przewróciła oczami – Jyrki będzie mu ględził, zapewne o Kaari, a on mu przytakiwał, chlejąc razem z nim.
- Dobra, dość! Zmieńmy może temat, co? – jęknęła zniecierpliwiona. Enni, podśmiewając się z przyjaciółki, oddała się więc rozmyślaniom, jaką by tu kwestię poruszyć.
    Słowa „kumpeli” zasiały w Tanji sporych rozmiarów wątpliwości. Zaczęła nawet rozważać, czy aby nie zadzwonić do męża? Ostatecznie jednak doszła do wniosku, że mógłby to odebrać, jako kontrolę, więc zrezygnowała z owego pomysłu. Jednakże odprawiła Enni pół godziny wcześniej, aniżeli miała to pierwotnie w zamiarze. Tak na wszelki wypadek, gdyby „Aleks” jednak wrócił pijany, bo wówczas przyjaciółka miałaby z niej niezły ubaw.  
    Na samą myśl o „niesubordynacji” męża nie tylko ogarniała ją złość, ale i przykrość. Przecież jej obiecał! Dobrze wiedział, że nie lubiła przebywać pod jednym dachem z kimś pijanym, bo to przypominało jej o przeszłości i wywoływało mimowolny strach.  
    Długo musiała czekać na rozwiązanie owej zagadki – wróci trzeźwy, czy też słaniając się na nogach – bowiem minęła dwudziesta druga, a tego nadal nie było… Wychodzi na chwilę, phe! Enni zdążyła wyjść z jakieś półtorej godziny temu, a tego jak nie było, tak nie ma!
    Raz po raz spoglądała na zegar w laptopie, bezwiednie surfując po sieci, gdy dobiegł ją zgrzyt zamka. Było za piętnaście jedenasta… Przyjęła zamkniętą postawę, gotowa do ataku.
- No ja mówiłam, ale przecież głupia Tanja tylko oczernia kudłacza! – zawołała, gdy tylko stanął w progu pokoju.
- Co? Znalazłaś kudłatego psa? – parsknął głupkowatym śmiechem. Chwiał się przy tym niepewnie, więc to prawdziwy cud, że dotarł do domu w jednym kawałku.
- Mówiłam, że się uchlasz, ale „Nie, nie! Skąd!” Kłamca! – syknęła z wyrzutem i z całej siły zatrzasnęła laptopa.
- Co ja takiego zrobiłem? Wypiłem tylko troszkę… naprawdę – wskazał na palcach.
- Chyba tyle razy dziesięć! Idź spać i nie denerwuj mnie, bo wylądujesz w drugim pokoju! – prychnęła, kierując się do łazienki, ale oczywiście zatarasował jej przejście.
- Nie gniewaj się – chciał ją objąć, ale oczywiście się wyrwała – znowu masz nawrót?! – jęknął zmęczonym tonem.
- Dobrze wiesz, jak działają na mnie nachlani faceci, ale i tak zrobiłeś na przekór mnie! – wykrzyczała, choć raczej nie miało to najmniejszego sensu, skoro był pijany i przeważnie nie pamiętał niczego na drugi dzień.
- Przecież ja ci nic nie zrobię! Ile jeszcze mnie będziesz przyrównywać do jakichś zboków?! To już nawet napić się nie można?! – wybełkotał oburzony.
- Tak, ale nie do przesady! – pokiwała palcem, na co odchylił się do tyłu, prawie tracąc równowagę, i minąwszy go, usiłowała dotrzeć wreszcie do celu. Czy raczej schować się przed nim. Mąż, jak to pod wpływem, był strasznie „namolny” i objął ją od tyłu. Byłaby bardzo rada, gdyby robił tak po trzeźwemu, ale w owej chwili miała ochotę mu za to przyłożyć!
- Ja cię tak kocham, a ty mnie tak traktujesz! – zaczął przy tym biadolić.
- Szkoda, że na trzeźwego mi tego nie mówisz! – warknęła do siebie – puść mnie, bo sobie pójdę do rodziców – zagroziła, co było najgorszym z możliwych, ale i tak był pijany, więc co jej tam.
- Pewnie, uciekaj! Tylko to cały czas robisz – burknął na to.
- Bo ci zaraz przyłożę! Puszczaj wreszcie! – warknęła wściekle, toteż się wycofał.
- Ty mnie wcale nie kochasz! Mam być doskonały, a jak coś… idzie nie po twojej myśli, to już masz mnie gdzieś! Tak, jak w tym durnym kiciu! – zarzucił, szczerze poruszony.
- Boże, jak ty bredzisz! – jęknęła, wywracając oczami – idź wreszcie spać! – wycelowała palcem w łóżko.
- Nie rozkazuj mi! Jak mi się będzie chciało… to pójdę! – zachwiał się niepewnie.  
    Zmierzyła go z pobłażaniem i czym prędzej uciekła do łazienki, głośno trzaskając drzwiami. Na szczęście w kieszeni bluzy miała schowany telefon, więc nie będzie się nudzić w oczekiwaniu, aż ten wreszcie zaśnie. Nic na to nie poradzi – na razie nie potrafi zaakceptować faktu, że czasami może mu się zdarzyć taki stan, jak ten. Owszem, może inne kobiety śmieją się ze swych „facetów” i nawet w pewnym sensie to wykorzystują (chociażby, żeby wyciągnąć od nich pieniądze, czy też zmusić do złożenia korzystnej dla siebie obietnicy), ale ona tak nie potrafi. Przed oczyma natychmiast staje jej tamten wieczór, autokar i pijany „wariat”.
    W owym momencie była na niego za bardzo wściekła, by przemyśleć to, co jej zarzucił, i ewentualnie się do tego ustosunkować. W jej oczach były to po prostu „pijackie brednie”.
    Siedziała na klozecie dosyć długą chwilę, „grzebiąc” w telefonie. Nie dobijał się, nie było go też słychać, więc może poszedł spać? Oby tylko na coś nie zwymiotował…
    Owa obawa wywabiła ją z łazienki szybciej, aniżeli zakładała. Czym prędzej skierowała się do sypialni, a tam okazało się, że w istocie zasnął. Oczywiście w wyjściowym ubraniu i butach. Pokręciła głową na boki, po czym zdjęła mu je i przykryła kołdrą. Ona sama przebrała się w piżamę, a następnie położyła do łóżka, odsuwając odeń najdalej, jak to było możliwe. By dopełnić „powinności focha”, odwróciła się do niego plecami.
    Gdy się obudziła, poczuła na sobie ramiona Aleksego. Przynajmniej to mogła zaliczyć do plusów jego upojenia alkoholowego. Było po dziewiątej, toteż postanowiła wstać, gdyż o 13:00 miała zajęcia. Jej krzątanie bynajmniej go nie obudziło – przewrócił się na drugi bok i spał dalej.
    Kot wpadł w swój „szaleńczy amok” i biegał po całym mieszkaniu, głośno przy tym miaucząc, lecz nawet to nie było w stanie go zbudzić. Śnił dalej, dla odmiany tuląc się do poduszki. Tanja zdążyła zjeść śniadanie i zrobić kawę, po czym przysiadła na łóżku, tuż obok niego, i zaczęła się wen wpatrywać. Było po 11-stej, więc miała jeszcze trochę czasu. Zaczęła rozważać to, co jej zarzucił wczoraj wieczorem.  
    Naprawdę była z niej taka „hetera”? Jeśli będzie mu pozwalać na takie „wyskoki”, to przecież da mu w ten sposób do zrozumienia, iż jej to nie przeszkadza, a to przecież nieprawda! Chociaż, z drugiej strony, czy zamieni się przez to w alkoholika? Do tego w końcu daleka droga… Nie, nie może mieć obiekcji co do tego, że chce się spotykać z Jyrkim. Ma prawo mieć swoich znajomych tak, jak i ona. Nie jest przecież zazdrosny o Eino, więc ona tym bardziej nie powinna być zła o jego relacje z muzykiem.
    Nie wiadomo, czy po prostu już się wyspał, czy też podziałał na niego aromatyczny, acz drażniący zapach kawy, bo zaczął się budzić. Pierwsze, co zrobił, to oczywiście złapał się za głowę, krzywiąc we wszelkie możliwe sposoby.
- Dzień dobry! – zawołała głośno, gdyż mimo wszystko odezwała się w niej złośliwość. W końcu sam się prosił o kaca.
- Ciszej! – jęknął z miną cierpiętnika – która godzina? – popatrzył nieprzytomnie.
- Po jedenastej. Może kawy? – podsunęła mu kubek, lecz potrząsnął głową na boki.
- Miałem dzisiaj iść złożyć papiery… - usiadł na łóżku, masując się po skroniach.
- Skoro Jyrki był ważniejszy? – uśmiechnęła się wrednie – dobra, nie będę taka zołzą i zaraz przyniosę ci tabletkę.
- Przestań… musiał się do kogoś wygadać… przecież nie będzie gadać o Kaari do… - urwał w pół zdania, gdyż zdał sobie sprawę z tego, że przed siostrą panny Venerinen ma milczeć, jak grób.
- No proszę, niedawno ona też się schlała. Teraz on… skoro tak bardzo nie mogą bez siebie żyć, to dlaczego się po prostu nie zejdą? – mruknęła do siebie i wstała po wspomnianą już tabletkę.
- Przepraszam, zagadał mnie i sam nie wiem, kiedy przesadziłem… - jęknął, zwlekając się powoli z wygodnego posłania – robiłem coś głupiego? – udał się za nią, prawie zderzając w progu.
- Jak zwykle marudziłeś – podała mu przeciwbólowy medykament i szklankę wody – ale nie musisz przepraszać, spokojnie. Każdemu mogło się zdarzyć – wzruszyła ramionami, gdyż postanowiła nie być aż taka surowa.
- Na serio się nie gniewasz? – uniósł brew.
- No tak… w tym kraju chyba każdy chleje. A zwłaszcza, jeśli chodzi o zawód miłosny.
- Bez przesady… - skrzywił się. Jeśli do znajomego dotrze, iż Tanja zna jego „sekret”, to chyba go zabije.
- Przyda się ci się prysznic, chodź – zachęciła z uśmiechem, biorąc go za rękę. Był tym szczerze zaskoczony, gdyż sądził, że będzie się na niego boczyć przez pół dnia. No, ale skoro tak, to chyba powinien się cieszyć?
    Jak gdyby nigdy nic przekręciła kurek i… wepchnęła go w ubraniu pod natrysk, z którego leciała lodowata woda. Od razu przeżył szok termiczny, przez który aż go zatkało. Tanja wybuchła wrednym śmiechem, jednak widząc, że ten wyskoczył z kabiny, czym prędzej uciekła z łazienki.  
- Wariatko, chciałaś mnie zabić?! Zimna, jak cholera! – zawołał za nią.
- No co? Przyda ci się na ochłodę! – zarechotała kpiąco, chowając się za fotelem w drugim pokoju.
- Tobie też, chodź tu! – ruszył za nią.
- Aleks, przestań! Już się ubrałam do wyjścia! Przecież to był tylko głupi żart! – pisnęła, rzucając się do ucieczki.
    Zaczęli się ścigać po niewielkim mieszkaniu, prawie tratując zdezorientowanego kota. Wreszcie Tanja wbiegła do sypialni i zahamowała przed drzwiami od balkonu. O nie, tam nie wyjdzie, bo jest za zimno! Niestety dla niej, Aleksi „dorwał ją” i „przewiesił sobie” przez ramię. Następnie skierował się z nią do łazienki, chociaż błagała i piszczała, a nawet biła go pięściami. Gdy byli już na miejscu, niespodziewanie odstawił ją na podłogę.
- Chyba jednak nie będę taką świnią – odsapnął ciężko.
- Idź ty! To był żart! – udała obrażoną.
- Bardzo niesmaczny!
    Zaśmiała się i założyła ręce za jego szyję.
- Jestem szczęśliwa… chociaż czasami mnie wkurzasz – posłała mu promienny uśmiech.
- I wzajemnie – przedrzeźnił ją.
- Wysusz włosy – poczochrała go po nich, a następnie zbliżyła się i pocałowała, co oczywiście chętnie odwzajemnił.

***

    Tego dnia praca szła Jyrkiemu wyjątkowo opornie – zapewne przez dokuczającego mu kaca. Obiecał sobie, że już więcej nie spotka się z kolegą w środku tygodnia. A przynajmniej nie przy alkoholu. Owa rozmowa przyniosła mu niewielką ulgę, gdyż tylko się wygadał – Aleksi nie mógł przecież w żaden sposób wpłynąć na Kaari, by „łaskawie” zwróciła na niego uwagę. …I wcale tego nie chciał!
    Zbierał kolejne talerze, krzywiąc się z powodu dręczących go mdłości, gdy obok stanęła jakaś dziewczyna. Jakby już ją gdzieś widział… Czy to czasem nie było podczas tej firmowej imprezy…?
- Hej, jestem zgodnie z zaproszeniem – przywitała się z szerokim uśmiechem. Ten jego był niemrawy, gdyż nadal nie bardzo ją kojarzył – Kaisa, pamiętasz nie? – postanowiła mu pomóc, gdyż kłopoty z pamięcią u innych ani trochę jej nie zrażały.
- A, no tak… Przepraszam, słabo dzisiaj kontaktuję – uśmiechnął się krzywo.
- Nie szkodzi – odrzekła przyjaźnie i… na tym rozmowa się urwała. Stali i patrzyli na siebie z „głupawymi” minami.
- Przepraszam, ale wasza przerwa oznacza robotę dla niego! – zawołał „kierownik” bufetu, obserwując poczynania współpracownika. Jyrki natychmiast wrócił na ziemię.
- Wybacz, jestem w pracy – wzruszył bezradnie ramionami i skierował się ku ladzie.
- O której kończysz? – ruszyła za nim.
- O szesnastej – odparł, znikając na zapleczu.  
    Przygryzła bezradnie wargę, gdyż ona pracowała do 15-tej… Ale co tam, może przecież przeczekać tą godzinę w jakimś sklepie. Ulicę stąd jest przecież centrum handlowe. Tak, to dobry pomysł.
- W takim razie może spotkamy się, jak skończysz? Zapraszam na kawę – zawołała, gdy wyłonił się z powrotem.
    W sumie, dlaczego nie? Już dawno żadna kobieta nie zapraszała go na randkę. No nie licząc tych paru razy, gdy jakieś „małolaty” usiłowały wcisnąć mu swój numer telefonu po owym występie w klubie, tuż po weselu Aleksego. Świat nie kończył się przecież na Kaari Venerinen. A nuż ta dziewczyna okaże się godnym jej „zastępstwem”?
    Zgodził się więc.
    Gdy kończyła się przerwa, do biura wbiegła podekscytowana Kaisa. Dosłownie. Miała na twarzy rumieńce, więc wszystko wskazywało na to, że jednym susem pokonała i schody.
- Nie uwierzysz! – zawołała, opierając się o biurko Kaari.
- Co? Dali nam niebotyczne podwyżki? – parsknęła zaskoczona.
- Umówiłam się z Jyrkim na randkę! Dzisiaj po pracy! – pisnęła podekscytowana.  
    Mina panny Venerinen od razu zrzedła. Miała wrażenie, jakby otrzymała kolejny policzek od życia.
- No to gratuluję – mruknęła tylko.
- Twoim zdaniem to zły pomysł? – zawahała się.
- Dlaczego? Co ja niby mam do tego? – uśmiechnęła się krzywo.
- No bo tak jakoś… No tak, masz z nim złe wspomnienia. Ale myślę, że jest w porządku – myślała Kaisa, mylnie interpretując jej reakcję.
- Na pewno. Powodzenia – puściła oczko – a teraz siadaj na miejsce, przerwa się skończyła – dodała, wpatrując się w ekran komputera. Nie miała ochoty na dalsze pogawędki z nią.  
    Jeszcze czego, żeby Jyrki miał sobie ułożyć życie, a ona pozostać na lodzie! Nie to, żeby mu tego zabraniała. Owszem, ale DOPIERO WTEDY, gdy ona także będzie się z kimś spotykać. Tak będzie sprawiedliwie. I nieważnym tutaj jest, że to ona wykorzystała jego, by całkiem zapomnieć o zdradzieckim Jarim. Takim sposobem miał pierwszeństwo na drodze do szczęścia. Była jednak za bardzo zaślepiona własnymi niepowodzeniami, by to dostrzec. Zawsze nieszczęśliwie się zakochiwała, więc nadeszła pora, by i ona nareszcie trafiła na tego właściwego.

    Rozdział 3

    Hanna, uradowana tym, że wszystko mniej więcej się ułożyło (pełnię szczęścia zakłócał lekkomyślny Kalle, oraz obawy o małżeństwo starszego syna. W końcu z Tanją nigdy niewiadomo), postanowiła urządzić uroczystą kolację. Zaprosiła na nią „nową” rodzinę, to jest państwa Venerinen z ich starszą córką oraz synem, Enni, gdyż bardzo pomogła w sprawie Aleksego, i oczywiście jego wraz z żoną.  
    Po brzegi zastawiła stół wykwintnymi potrawami oraz przekąskami. Alkoholu było niewiele, gdyż Juha miał go unikać. Aleksi i tak miał go na razie dosyć po ostatnim spotkaniu z Jyrkim, toteż wymówił się, iż odwozi teściów oraz Kaari do domu, więc musi być trzeźwy.
    Po jednej stronie długiego stołu siedzieli Krystyna z Juhą, oraz Kaari i Enni ze swym chłopakiem (oczywiście zabrała go ze sobą, choć bardzo się zapierał). Po drugiej natomiast Aleksi z Tanją, Matti i Tahti. Państwo Lehtinen zasiedli vis a vis, wzdłuż stołu, choć tym samym dzieliła ich spora odległość.
    Juha prędko wdał się w pogawędkę z Eerem, Krystyna zagadywała młodszą córkę, a Aleksi dyskutował z Tahti i Mattim. Enni, póki co, zajęta była onieśmielonym chłopakiem, zaś Kaari prychała w duchu, iż znowu ma na widoku młodszą siostrę i jej męża. Jeśli znowu będą „gruchać” nie wie, czy to wytrzyma…
    W pewnym momencie Hanna wstała od stołu i poprosiła o ciszę pośród gwaru, jaki wywoływało jedenaście gardeł. Zebrani zamilkli więc i skupili na niej swoją uwagę.
- Bardzo się cieszę, że przyjęliście zaproszenie – zaczęła przemowę – nie jestem za bardzo wylewna, ale dzisiaj postanowiłam zrobić wyjątek. Wydałam tą kolację głównie z myślą o synu – spojrzała na Aleksego, na co ten się oczywiście speszył, bombardowany spojrzeniami wszystkich zebranych. Tanja położyła dłoń na jego ręku, posyłając ciepły uśmiech – bardzo się cieszę, że go odnalazłam… przepraszam, on mnie – ciągnęła Lehtinen, nie odrywając od niego wzroku.  
    Eero słuchał, bawiąc się widelcem. Cieszył się szczęściem żony, pewnie, ale nadal nie mógł oswoić się z tą sytuacją.
    O ile on robił dobrą minę do złej gry, to ten, który był tutaj wielkim nieobecnym, słuchał wszystkiego, przyczajony za ścianą, i aż zgrzytał zębami. Mowa oczywiście o Kalle, jaki to nie chciał „świętować” z resztą. Przybyli goście nie byli przecież jego rodziną. Nic go nie łączyło z tym „znajdą”. NIC. Dla niego był nikim, zwykłym oszustem, który postanowił wykorzystać okazję.  
    Świadomość, że matka zapalała do niego miłością, zżerała go od środka. Owo uczucie jeszcze do niedawna należało wyłącznie do niego, a teraz musiał dzielić je z jakimś „krętaczem”, którego w dodatku stawiała mu za wzór! „Powinieneś się ustatkować, jak Aleksi. Znaleźć dobrą posadę, jak Aleksi. Dorobić się samemu ciężką pracą, jak Aleksi”. Aleksi, Aleksi… niedobrze się od tego robiło!
    Do tego jeszcze Enni z tym swoim „gogusiem”… Na pewno przyprowadziła go tutaj specjalnie, by zrobić mu na złość, bo on, jak dotąd, nie znalazł sobie jeszcze dziewczyny. Kolejne słowa Hanny niemal już wyprowadziły go z równowagi: - Jestem z niego dumna i cieszę się, że dzięki niemu zyskałam nową rodzinę. To znaczy państwa – popatrzyła po zebranych, a ci zaczęli klaskać.
    Tanja mierzyła ją z dystansem, gdyż dobrze wiedziała, że teściowa nadal nie ma do niej zaufania. W pewnym sensie miała do tego prawo po tym, co się wydarzyło, ale i tak ostatnie słowo miał tutaj „Aleks”, a chyba widziała, że nie narzeka?
    Wzruszona Hanna podeszła do syna, po czym dotknęła jego ramienia i życzyła wszystkim smacznego. Kalle wykrzywił się i zawrócił w kierunku drugich drzwi.
    Po pokoju rozszedł się brzdęk sztućców, oraz fala przemieszanych ze sobą głosów.  
    Po skończonym posiłku towarzystwo, podzielone na grupki, rozpierzchło się po pomieszczeniu. Aleksi był zagadywany z jednej strony przez Hannę, z drugiej zaś przez teściową, Juha gawędził z młodszą córką, a Matti stworzył wraz z Tahti i Laurim trójkąt. Enni wykorzystała ten moment, by zagaić do Kaari, która trzymała się na uboczu, bezwiednie sącząc sok pomarańczowy. Obserwowała resztę nieobecnym wzrokiem, jakby intensywnie nad czymś rozmyślała.
- Co tam słychać? – rzuciła Enni, stając obok.
- Po staremu – panna Venerinen wzruszyła ramionami.
- A co tam słychać u Jyrkiego?
- Mnie o to pytasz? – mruknęła niechętnie. Najwyraźniej przyjaciółka Tanji jak zwykle postanowiła ją dręczyć. Wszak, po tym upokorzeniu w klubie miała niezły ubaw.
- Podobno pracujecie w tym samym miejscu, więc to chyba przykre widzieć się na co dzień? – ciągnęła przebiegle.
- Niby dlaczego? Ja nic do niego nie mam, a i zaczynamy i kończymy o różnych porach. Także wiesz… - odpowiedziała jej znaczącym uśmiechem, po czym odeszła do brata, byle tylko z dala od towarzystwa Enni. Ta uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła ku Tanji.
- Naprawdę się cieszę, że nareszcie dobrze ci się wiedzie – wzdychał Juha, na co młodsza córka gorąco przytaknęła. Ta starsza akurat to usłyszała i dlatego poczuła się jeszcze gorzej.
    Wieczór upływał w spokojnej i przyjaznej atmosferze. Eero także zamienił z Aleksim parę słów, by nie robić żonie przykrości. Hanna była z tego powodu bardzo rada. Wydawało się, że nic nie będzie w stanie popsuć „uroczystej kolacji”. Do czasu.
    Zgrzyt pojawił się już na sam koniec, gdy goście rozchodzili się do domów. Pożegnali się już i właśnie zmierzali do samochodów, gdy Aleksi dostrzegł, że jego peugeot uległ poważnemu uszkodzeniu. Cały bok pojazdu był strasznie porysowany, a boczne lusterko rozbite. Na ten widok aż złapał się za głowę, zaś Tanja zasłoniła dłonią usta.  
- Kto to zrobił…? – wybąkała zaskoczona Krystyna, która, jak wiadomo, miała z nimi jechać.
- Gdy tu przyjechaliśmy jeszcze tego nie było! – zauważyła zdenerwowana córka.
    Aleksi rozejrzał się dookoła. Samochód stał na posesji Lehtinenów, jaką chroniło ogrodzenie, oraz furtka, więc nie mógł tego zrobić nikt z zewnątrz…
- Gdzie ten palant?! – warknął, idąc gdzieś przed siebie.
- Jaki palant? – Tanja ruszyła za nim. Pasażerowie, to jest pani Krysia, Juha oraz Kaari, mierzyli go zaniepokojonymi spojrzeniami.
- Gdzie twój braciszek?! – prychnął, podchodząc do Tahti.
- Nie wiem, nie widziałam go cały wieczór – bezradnie uniosła ramiona – chyba nie myślisz, że to on to zrobił?  
- A niby kto inny?! Obcy by tu nie wszedł, żeby uszkodzić akurat MÓJ samochód! – odgarnął włosy nerwowym ruchem.
- Aleks, spokojnie – Tanja wzięła go za ramię.
- Nie rozumiesz, że nie mamy za co tego naprawić? Nie mogę jeździć bez bocznego lusterka! – wyszeptał doń, by inni nie słyszeli. Od razu jęknęła bezsilnie.
- Co się dzieje? – do towarzystwa wreszcie wyszła Hanna, zaniepokojona faktem, iż jeszcze nie odjechali.
- Twój synek uszkodził mi samochód! – warknął bez ogródek.
- Nie wiadomo na pewno, czy to Kalle – zaprotestowała Tahti.
- A niby kto inny?! – powtórzył zdenerwowany.
- Przecież nawet nie było go w domu! – upierała się przy swoim.
    Tymczasem Hanna podeszła do peugeota Aleksego i aż chwyciła się za usta. To zdecydowanie nie była „zwykła” rysa. Spojrzała w kierunku okien pokoju Kalle i dostrzegła palące się światło. W przeciwieństwie do córki, nie miała żadnych wątpliwości co winy młodszego syna.
    Bez słowa zawróciła do środka.
- Co teraz będzie? – dopytywała zaniepokojona Tanja.
- Jak, co? Będzie stał pod domem, kto wie, ile! By to szlag! – uderzył otwartą dłonią w maskę samochodu. Reszta rodziny obserwowała go ze współczuciem, lecz nikt nie miał odwagi, by się odezwać.
    Z willi z powrotem wybiegła Hanna, po czym ruszyła do Aleksego. Wyciągnęła do niego zaciśniętą pięść, usiłując mu coś wcisnąć. Gdy zorientował się, że to pieniądze, od razu się zjeżył – Zwariowałaś?! Zabierz to!
- Kalle go zniszczył, więc daję ci odszkodowanie, bierz – ponowiła gest.
    Tanja sama nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Stanąć po stronie męża, czy podejść do tego praktycznie? Te pieniądze bardzo by im się przydały, nim zarobi coś na uniwersytecie, a i tak byłoby sprawiedliwie, skoro ten drugi dokonał zniszczeń? Wiedziała jednak, jak bardzo Aleksi jest dumny. Jeśli będzie go namawiać do wzięcia tych pieniędzy, obrazi się na nią. Dlatego wolała pozostać neutralna, choć rodzice mieli ochotę „napuścić ją” na zięcia.
- Ani mi się śni! Zabieraj to! Wsiadajcie do środka! – Aleksi chwycił za klamkę, nakazując to samo reszcie.
- Jesteś moim synem, do diabła! Potraktuj to jako prezent, jeśli nie odszkodowanie! – syknęła w końcu zdenerwowana. Ten zamilkł, wbijając wzrok w jej zaciśniętą dłoń – masz żonę, myśl też o niej. Chcę wam dać prezent na nową drogę życia – dodała spokojniejszym tonem. Synowa słuchała tych słów z prawdziwym zdumieniem. Czyżby teściowa chciała się pojednać?
    Owe argumenty nareszcie przekonały upartego męża – wziął pieniądze, ale tylko przez wzgląd na nią.
    Gdy tylko odjechali, Tahti zaatakowała hojną matkę:
- Lubię Aleksa, pewnie, ale za bardzo go faworyzujesz! Jak możesz mówić, że to Kalle bez żadnych dowodów?!
- Przeszkadza ci to? Ty byłaś ze mną od urodzenia, a jego nie widziałam przez 30 lat. Gdy sama zostaniesz matką, zrozumiesz mnie – odrzekła, jak gdyby nigdy nic zawracając w stronę domu.
- Nie o to mi chodzi, a to, że oskarżyłaś Kalle! – upierała się dalej.
- No nie oszukujmy się! – parsknęła ironicznym śmiechem – dobrze wiesz, że on nie znosi Aleksego, a obcy tutaj nie wszedł. Ojciec nie bawiłby się przecież w takie rzeczy. I mylisz się, jest w domu – dodała na koniec, uprzedzając kolejny kontrargument córki.
    Tahti wydęła usta i czym prędzej pobiegła do pokoju brata, by sama się o tym przekonać. Choć oczywistym było, że Kalle i tak nie przyzna się do winy.

***

    Budzik zadzwonił o szóstej rano. Tanja miała zajęcia na ósmą, więc postanowiła jeszcze przed nimi wywiązać się ze swych obowiązków w pracy. Tak przynajmniej mówiła sobie wczoraj, ale dzisiaj, krzywiąc się i mrucząc coś pod nosem, włączyła drzemkę, po czym przytuliła się do pleców męża.
- Nie miałaś iść do tej swojej pracy? – wymruczał leniwie. On sam miał zamiar wstawać dopiero za godzinę.
- Jeszcze chwilkę… albo pójdę w przerwie…
- Żebyś tylko zdążyła. Wiesz, że cię nie podrzucę – uniósł się nieco w posłaniu zerkając na nią kątem oka. No tak, samochód był w naprawie i dlatego postanowiła wstać tak wcześnie.
- No już dobrze, generale… - jęknęła przeciągle i zwlokła się z łóżka.
    Tak to zaczęła swoją pierwszą w życiu pracę – póki co z entuzjazmem i poczuciem prawdziwej odpowiedzialności, gdyż wmawiała sobie, że to bardzo im pomoże, póki „Aleks” czegoś nie znajdzie. No i nie będzie „darmozjadem” na utrzymaniu męża (choć wynagrodzenie było znikome), jak to zapewne mawiała o niej teściowa. Nie miała na to, co prawda, stuprocentowych dowodów, ale takie miała przekonanie, i już.

***

    Tego dnia Kaisa usilnie namawiała Kaari, by poszła z nią w przerwie do bufetu na obiad. Chciała oczywiście zobaczyć się z Jyrkim, z którym spotkała się już parę razy.  
    Panna Venerinen dowiedziała się już po pierwszej randce, że było bardzo fajnie i postanowili kontynuować znajomość. I tak to słuchała o emocjach towarzyszących każdemu kolejnemu spotkaniu, choć w środku aż skręcało ją z zazdrości. Nie tylko dlatego, że ona nie mogła przeżywać tego samego, ale i przez wzgląd na to, że było to udziałem właśnie byłego.
    Mimo wszystko postanowiła towarzyszyć Kaisie, ciekawa miny Jyrkiego na jej widok. Zawsze, ile razy ją zobaczył, peszył się i przywdziewał tą swoją maskę cierpiętnika. Może i było to okrutne, bo miał przecież prawo czuć się niekomfortowo w jej obecności, ale pragnęła w ten sposób ukarać go za to, że ośmielił się układać sobie życie na nowo.
    Weszła do bufetu dumnie zadzierając głowę, choć byłego nie było na sali. Złożyły zamówienie i zajęły jeden ze stolików. Kaisa przez cały czas wyglądała Jyrkiego, na co towarzyszka przewracała oczami, gdy ta nie widziała. Wreszcie opuścił zaplecze i ukazał się oczom oczekujących go znajomych. Kaisa od razu zawołała, machając doń ręką. Kaari natomiast utkwiła weń „bezczelne” spojrzenie. Na jej widok przez moment, tak jak się spodziewała, zmieszał się, ale zaraz też skupił swoją uwagę na młodszej koleżance. Niestety, nie miał czasu na pogaduszki, gdyż „szef” krzywo na niego patrzył.
    Kaari musiała przełknąć gorzką pigułkę zawodu – za krótko zadręczał się jej widokiem. Albo więc doskonale się maskował, bądź młoda towarzyszka była tak absorbująca. Ale „najgorsze” miało dopiero nadejść…
    Jadły już zamówione uprzednio dania, to jest sałatkę wegetariańską i smażoną rybę, gdy Kaisa postanowiła podzielić się wrażeniami z sobotniego spotkania z muzykiem. Zaprosił ją oczywiście na występ „Fairy Tales”. Wszak był to jego „as w rękawie”. Jak to zadurzona pannica – zachwycała się utworami zespołu, choć, jak sama twierdziła, nie lubiła muzyki. Kaari wiedziała jednak, że to jedynie przejaw zauroczenia. Basista mógł się podobać z uwagi na swoje umiejętności gry na gitarze. I ona przez moment uległa temu zachwytowi, ilekroć była na jego występie. Pytanie tylko, czy u Kaisy to przetrwa?  
- Potem odprowadził mnie do domu – relacjonowała z wypiekami na twarzy – i na pożegnanie… - przybliżyła się, rozglądając dookoła, jakby to, co chciała powiedzieć było poufne – pocałowaliśmy się! – wyszeptała podekscytowana. Na owe wieści w gardle Kaari stanął kawałek pomidora – co? Za szybko? – bąknęła speszona koleżanka.
- Daj spokój… nie mnie to oceniać – odrzekła, wciąż się krztusząc. Kaisa podała jej szklankę wody – chyba się najadłam… - odchrząknęła – przed robotą muszę jeszcze do toalety. Ty zostań, bo pewnie chcesz z nim pogadać. Szczęścia życzę – puściła oczko i czym prędzej uciekła z „miejsca tortur”.
    Towarzyszka spojrzała na jej talerz – dziwne, ledwie skubnęła parę kęsów… Czyżby powiedziała coś nie tak?
- Gdzie twoja koleżanka? – do stolika podszedł Jyrki.
- Już sobie poszła, źle się poczuła – wzruszyła ramionami – spotkamy się dzisiaj po pracy? – posłała mu promienny uśmiech, na co kiwnął głową.
    Kaari wściekle dociskała przycisk windy, aż poczuła w palcu ból. Chciała jak najszybciej znaleźć się na górze, a ponieważ nogi jej drżały, nie chciała iść po schodach, choć tak byłoby na pewno szybciej.
    Nie rozumiała, dlaczego życie było dla niej takie niesprawiedliwe? Co takiego zrobiła źle, że tak się na niej mściło?! Czemu wszyscy dookoła mogli układać sobie życie, tylko nie ona?! Po co poszła z Kaisą do tego „głupiego” bufetu?! Przecież i tak nie zrobiła na nim żadnego wrażenia, skoro już pocieszył się inną! Tylko się przed nim ośmieszyła!
    Winda nareszcie przyjechała. Gdy drzwi się otworzyły okazało się, iż w środku jest już jakiś mężczyzna. W dodatku ten sam, który pytał ją o samopoczucie podczas firmowej imprezy. Nie miała zamiaru udawać, że wszystko jest w porządku, dlatego weszła do windy z „miną mordercy”. W końcu, co ją obchodzi zdanie jakiegoś obcego? Przyjęła zamkniętą postawę, wciskając się w kąt windy. Nieznajomy obrzucił ją spojrzeniem, być może rozpoznając w niej tą zapłakaną dziewczynę z tamtego wieczora.  
    Dotarła na swoje piętro, toteż prędko wysiadła, nawet się na niego nie oglądając. Pracował o jedną kondygnację wyżej, więc pojechał dalej, zerkając za nią, dopóki drzwi się nie zamknęły.
    Tego dnia po pracy miała umówioną wizytę u Tanji. Wiedziała, co siostra myślała o jej znajomości z Jyrkim, ale musiała się do kogoś wygadać! Dlatego też „kulinarne instrukcje” co chwila przerywały jej prywatne zwierzenia. Tanja słuchała wynurzeń siostry, raz po raz ziewając. Walcząc z sennością uważnie obserwowała jej dłonie, wyłapując wskazówki odnośnie gotowania (a przynajmniej się starała).
    W szparze między drzwiami przystanął Aleksi i przyglądał im się przez moment, uśmiechając pod nosem. Bardzo imponowało mu, że żona pragnie nauczyć się gotować właśnie dla niego. Bardziej bowiem skupiał się na jej chęciach, aniżeli tym, czego nie potrafiła robić. Sam mógłby dawać jej lekcje, lecz nie chciała go tym obciążać
    Wtem, niechcący, dobiegło go, o czym też rozmawiają, więc postanowił się wycofać. Nie jest przecież wścibski – sprawy Kaari w ogóle go nie interesują, bo i dlaczego?
    Wrócił więc do pokoju, gdzie szukał w Internecie ofert pracy. Co prawda, jeszcze nie rozpatrzono pozytywnie jego wniosku o „włączenie w poczet radców prawnych”, ale dopiero dzisiaj go złożył. Lepiej jednak dmuchać na zimne i już teraz szukać okazji.
- Przecież ledwo co się znają, a już całują! To przesada! – prychała zniesmaczona Kaari.
- Jeśli się sobie podobają? – Tanja wzruszyła ramionami.
- Już zmieniłaś zdanie? Jak byłam z Jarim, to burzyło cię, że cmoknęłam się z nim po dwóch miesiącach, a tutaj nie ma nawet jednego – zauważyła oburzona.
- Nic takiego nie powiedziałam. Też mi się nie podoba takie tempo, ale to ICH sprawa. A już zwłaszcza nie będę przejmować się tym kudłaczem. Przynajmniej Aleks nie będzie wracał do domu pijany.
- Co ma do tego Aleks? – skrzywiła się, zawiedziona postawą siostry. Ta obejrzała się za siebie i szepnęła jej na ucho:
- Ostatnio był z Jyrkim na spotkaniu i obaj się uchlali, bo gadali o tobie.
- Serio…? – bąknęła, mimo wszystko czując wewnątrz jakąś dziwną radość.
- Także, może masz jeszcze jakieś szanse. Wystarczy, że kiwniesz palcem, a rzuci tamtą i przybiegnie do ciebie – wzruszyła ramionami, ponownie ziewając.
- Ja go wcale nie chcę! Już coś mówiłam! – pisnęła zażenowana.
- To dlaczego jesteś o niego zazdrosna?
- Nie o niego, tylko o to, że jemu się wiedzie, a mnie nie.
- No to zostaw to za sobą i próbuj gdzie indziej – ponownie uniosła ramiona. Pewnie, dla niej wszystko było proste, bo miała męża, phe! – ja musiałam tak zrobić, jeśli chciałam być z Aleksem. Powinnam być mu wdzięczna, że nadal mnie chciał po tej aferze z Raikinen… Ale na pomnik dla niego mnie niestety nie stać – dodała, kończąc uszczypliwą uwagą.
- Oj, no! Nie możesz zapomnieć tego mojego wyskoku?! – jęknęła przeciągle.
- Żartuję! W tej kwestii się z tobą zgadzam: naprawdę nie mogłam wymarzyć sobie lepszego faceta… - westchnęła rozmarzona, lecz na widok miny siostry prędko odchrząknęła – wierzę, że ty też na kogoś trafisz, ale musisz zostawić znajomość z Jyrkim za sobą. Inaczej nie będziesz szczęśliwa, a do ponurych ludzi inni się nie garną.
- Wiadomo – odetchnęła, stając tyłem do mebli – Aleks był dla ciebie prawdziwym prezentem po tym, co przeszłaś. Takim jakby zadośćuczynieniem… może ja po prostu na takie nie zasługuję? W końcu wyrolowałam Jyrkiego – mruknęła pesymistycznie.
- Bredzisz. Przecież nie jesteś zła, tylko raz ci odbiło – przewróciła oczami – poza tym jeszcze nie umierasz, całe życie przed tobą. Znajdziesz kogoś, tylko uważnie się rozglądaj i nie szukaj na siłę byle czego, jak to było z kudłaczem – pokiwała palcem.
- Zabawne, dawniej to ja dawałam rady tobie, jeśli chodzi o sprawy miłosne – uśmiechnęła się, obejmując siostrę ramieniem.
- I dalej mi je dajesz, tylko teraz z dziedziny kulinarnej – zaśmiała się, wymieniając się z nią uściskiem.

1 829 czyt.
100%104
nutty25

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 7784 słów i 43520 znaków.

4 komentarze

 
  • Aequor

    Aequor · 28 maj 2017

    Sprzątaczka to niezłe zajęcie.  

  • Freya.

    Freya. · 28 gru 2016 · 287366575

    No... fajniutko. Potrafisz zgrabnie poprowadzić dalej to opko i nadal jest ciekawie. Bardzo "słitaśna" scenka romantycznych wygibasów, w wykonaniu młodych małżonków. Aż trudno uwierzyć, że to ci sami ludzie (a tacy rozsądni byli, a tu pacz), łał. Wątek z Jyrkim, może być główną domeną, budującą dalszy rozwój fabuły. Twgl. z tym cmoknięciem "kudłatego" i Kaisy, to jakaś sodoma się zapowiada. Przecież nawet rok jeszcze nie minął, a oni juuu - no wiesz co?

  • xxy

    xxy · 28 gru 2016 · 410265582

    zazdrość dobry motor do działania !!!!!!!!!!!!!!

  • Beno1

    Beno1 · 27 gru 2016 · 202077553

    Kaari aż sie gotuje i dobrze jej tak