Wielkanoc. Marta i strażacy. (Wersja ilustrowana cz. 6)

Wielkanoc. Marta i strażacy. (Wersja ilustrowana cz. 6)– Niestety za mocno żeście mi panowie na moją bluzeczkę trysnęli… – i tu Marta zakryła usta, jakby coś palnęła. W rzeczywistości celowo dobrała ostatnie słowo tak, żeby pojawiła się aluzja.
– Oj tam trysnęli, trysnęli… trysnąć to my jeszcze możem!
Kobieta spuściła głowę, żeby zademonstrować olbrzymie zawstydzenie.
- Przepraszam… sami panowie rozumiecie… Nie będę przecież stała przed wami w takiej mokrej bluzce…
- Ale nam to wcale nie przeszkadza! – Szelmowsko uśmiechając się żartował starszy. – My nie są jakieś lalusie! A do mokrego to my zwyczajne! Przecie my strażaki! Ha ha ha! – Zarechotał ukontentowany, że tak mu się dwuznacznie ułożył żart.
- O nie… przepraszam, muszę was zostawić samych i udać się do łazienki… muszę zdjąć przemoczone ubranie…
Zdawała sobie sprawę doskonale, jak wpłyną na strażaków słowa: „muszę zdjąć ubranie”, kręciło ją to nie mniej niż obu mężczyzn.
Ci także dolewali oliwy do ognia.
- No jak już musi paniusia zdjąć ubranie… to można tutaj… nieładnie zostawiać gości samych!
Marta wzniosła oczy do sufitu, jakby chciała wołać do nieba o pomoc przed lubieżnikami, po czym prosząc, by tak z niej nie żartowali,  delikatnie kręcąc tyłkiem, minęła obu mężczyzn, żeby wejść do łazienki.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 232 słów i 1349 znaków, zaktualizowała 8 kwi 2020.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto