Swaty. Marta i rolnik cz. 2

Swaty. Marta i rolnik cz. 2Jadzia też wychwalała siostrzenicę: a to, że była najzdolniejszą studentką na roku, a to, że jako pedagog często dostaje nagrody od dyrekcji, a to, że jej uczniowie odnoszą sukcesy na olimpiadach.
Marta czerwieniła się, udając bardziej skonfundowaną niż była.
– Niech już ciocia nie zanudza pana Zenona…
Ten nie odrywał wzroku od potencjalnej narzeczonej. Najprzyjemniej patrzyło mu się w dekolt, wycięty w szpic. Gdy kobieta się pochylała, dostrzegał kremowy, koronkowy stanik.
Jezu! Jak ja to wytrzymam! Ależ ona ma wielkie cyce! Żeby się jej tak choć jeden guziczek rozpiął!
Nawet nie śmiał spodziewać się, jak błyskawicznie ziści się to życzenie. Gdy Marta wracała z kolejnym daniem z kuchni, guzik znajdujący się najwyżej był już rozpięty. Uśmiechnięta nauczycielka znowu nisko pochyliła się nad stołem. Tym razem dało się dostrzec jeszcze większy fragment koronki stanika.
Cóż… nicponiu, zapewne ochoczo pobuszowałbyś sobie w tym moim staniczku?! Prawda? Ale cóż… nie dla psa kiełbasa.
Z powodu nieśmiałości Zenona, rozmowa przy stole się nie kleiła, kobiety próbowały podtrzymać ją za wszelką cenę.
– Ależ dziś pogoda! Leje i wieje!
– A ja założyłam taką rozkloszowaną i kusą spódniczkę… Jeśli będę wracać w taki wiatr, wrócę nieźle przedmuchana…
Co, kawalerze? Marzysz sobie o mnie, przedmuchanej? Możesz sobie tylko pomarzyć…
Kokietka osiągnęła swój cel, dwuznaczne słowa żywo pobudziły Zenona. Wiedziała, że taki sam efekt wywołuje komplementowanie płci brzydkiej.
– Podziwiam przedsiębiorczych mężczyzn! Wiem jak rozwinął pan gospodarstwo.
Zenon kraśniał z zachwytu. Kraśniał zresztą nie tylko z powodu pochwał, bimber pędzony przez niego, słynął jako najbardziej krzepki w okolicy, zaś mężczyzna narzucił szybkie tempo kolejek. Mimo, że Marta dzieliła kieliszki na cztery, i tak zaczynało jej szumieć w głowie.
– Panie Zenonie, ja mam taką słabą głowę… Boję się, żebym jakichś głupstw nie robiła…
Chciałbyś, żebym narobiła… nawet wiem jakie… ale, niedoczekanie!
Rolnik uśmiechnął się pod wąsem.
Ciekawe jakie by robiła? Byłaby łatwiejsza? Ciekawe czy ma cnotkę?
– O czym pan myśli, panie Zenonie? – Marta łopotała rzęsami, odsłaniając dwa rzędy równych, śnieżnobiałych zębów.
– A tak sobie myślę o paniusi…
– O mnie? Czyżby? A cóż takiego? Jeśli mogę zapytać. – Z nieukrywaną ciekawością Marta patrzyła Zenonowi prosto w oczy.
Mężczyźnie już nieźle dymiła czupryna od alkoholu. Nieśmiałość ustępowała.
– A czy ma panienka jeszcze wianek, czy nie?
Marta upuściła widelec.
A to cham! Co on sobie wyobraża! Skoro tak, to prowadźmy gierkę!
Zdobyła się na wymuszony uśmiech.
– Zadaje pan odważne, zbyt intymne pytania… W takim razie niech pan powie, jakie kobiety pan woli, takie, które zachowały wianek, czy już go pozbawione?
– No, zawżdy to każden chciałby kobitkę nieruszaną.
Bawiły ją wywody rolnika. Natychmiast zdecydowała się grać dziewicę i dodatkowo go poprowokować.
– Panie Zenonie, a ja na jaką wyglądam? Na taką, która zachowała cnotę, czy… już ruszaną? – mówiła to tonem zdradzającym najwyższe zawstydzenie, łopocząc rzęsami i co raz wbijając wzrok w podłogę.
– Oj, a bo to ludzie różnie gadajom.
– Ojej! A co takiego ludzie o mnie gadają? Bardzom ciekawa?
Przecież ja tu wyjątkowo dbam o reputację! Czyżby ktoś rozsiewał jakieś wierutne plotki?
– Łoj tam, coś gadały, że murzyn do paniusi przyjeżdżał.
– No tak… Ale nie murzyn, tylko mulat. To kolega ze studiów.
Boże ty mój! Jakiż on był przystojny! A jaki dziki, wręcz zwierzęcy!
– I mówiły, żeśta szły w krzaki.
Oj tak, już w pierwsze krzaki mnie zaciągnął… ależ był rozochocony!
– To możliwe… Pokazywałam mu… pokazywałam mu… grzyby!
Marta odetchnęła, bardzo z siebie zadowolona, że udało się wybrnąć z sytuacji.
A może i co innego mu paniusia pokazywała?  
- Stary Maciej opowiadał, że uczycielka leżała z podciągniętą kiecą.
A to bezwstydny podglądacz i plotkarz! Co oni sobie o mnie pomyśleli?! No chyba nie uznali mnie za jakąś cichodajkę???
– Ach, pamiętam! Wtedy na grzybobraniu wlazła mi mrówka… i gryzła. Martin mnie ratował.
Ciekawym gdzie jej ta mrówka wlazła?
Zenon ewidentnie się pobudził.
– To dzie una wlazła?
Marta pomyślała, że najbardziej prowokująca będzie, gdy uda skromną, mocno zawstydzoną dziewczynę i spuści oczy.
– Ach, panie Zenonie… Nie powiem, gdzie ta mrówka mi wlazła…
Widno jej wlazła w kuciapkę! To wtedy murzyn mógł ratować tylko przepychaniem… Ha ha ha!
Marta zmieniła temat rozmowy.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 822 słów i 4797 znaków, zaktualizowała 16 gru 2019.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    Wczesniej napisałam tu taki szkic - teraz rozpisuję to w opowiadanie