39. Błysk i Grzmot – Część V – Grom // Rozdział III

UWAGA! +18 (treści erotyczne)

***

Pomimo wcześniejszego sceptycyzmu, kolejny raz zostałam zaskoczona. Gdy podeszliśmy do kryjówki, okazało się, że wewnątrz było nie tylko zaskakująco sucho, ale też robali pełzało tyle, co kot napłakał. Ziemię ubito pod lekkim kątem, zupełnie jakby ktoś wielokrotnie korzystał z ustronności tego miejsca. Jaskinia nie była jednak zbyt głęboka. Miała raptem dwa metry długości i niecały metr szerokości. Widać było, że ktoś kiedyś własnoręcznie ją pogłębił – zapewne tak, by dostosować do swoich rozmiarów. Spojrzałam pytająco na Adama, który właśnie wynurzał się ze środka, czyszcząc rękawiczkę z resztek pajęczyn.

– Moje dzieło. – Uśmiechnął się. – Nie zauważyłaś, że na wejściu ustawiona była przezroczysta bariera?

Zerknęłam na bok ku pofalowanemu plastikowi. Określenie "bariera" nie do końca mi pasowało. Był to po prostu kawałek poliwęglanu, który zapewne tworzył kiedyś część daszka naddrzwiowego. Naraz przyszło zrozumienie pewnej kwestii.

– To dlatego tak szybko się wtedy pojawiłeś? Musiałeś usłyszeć moje wrzaski...

Uśmiech zelżał na męskich ustach:

– Tak... – przyznał, niedbale skubiąc plątaninę pajęczych nici. – Pamiętam tę chłodną noc doskonale. Spałem znużony po powrocie ze Stolicy, gdzie zatrzymałem się na kilka dni, by uzupełnić zapasy świec, ziół, soli i środków czystości. Kradłem z hal lub zabierałem wszystko z ruin, rzecz jasna – dodał.

Nie roześmiałam się ani nie odpowiedziałam. Stałam jedynie pogrążona w myślach, trąc zimne dłonie jedną o drugą.  Było mi go szkoda. To niesprawiedliwe, że teraźniejszość zmuszała nas do robienia takich rzeczy.

– Spałem więc od zaledwie dwóch godzin, wciąż rozdrażniony, bo nie udało się załatwić wszystkiego, jak zaplanowałem. Parę razy cudem uniknąłem złapania przez strażników i byłem nieco poobijany. Zawinąłem się zatem szczelnie w śpiwór, okręciłem kocem i położyłem na karimacie. Czułem się potwornie zmęczony. Jednak nawet wtedy mój umysł nie był na tyle otępiały, by cię nie usłyszeć...

Zdjął rękawicę i zaczął wyciągać z plecaków karimatę, śpiwór, koce i ręczniki. Wiedziałam, że jaskinia będzie strasznie wąska na nas dwoje, ale przytuleni powinniśmy zaznać upragnionego snu. Adam rozłożył wszystko bez słowa. Plecaki, jak zwykle stanowiły poduszki, z tym, że teraz ułożył na nich ręczniki, aby było bardziej miękko.

Gdy skończył, zbliżył się i złapał moje zimne dłonie. Potarł je lekko kciukami i pociągnął w stronę posłania. Zdjęłam buty i kurtkę, po czym wczołgałam się do śpiwora i zrobiłam trochę wolnego miejsca. Zdjął okrycie wierzchnie i położył się przodem do mnie, a następnie zapiął suwak. Wolną ręką sięgnął po koc i kurtki, by nas wszystkim przykryć. Zerknęłam w kierunku wyjścia. Poliwęglan tkwił z powrotem na swoim miejscu, a w środku dodatkowo odgradzała nas gruba gałąź, której wcześniej nie zauważyłam. Zapewne po to, by dzikie zwierzęta nie mogły nas dosięgnąć.

Adam ułożył się z jedną ręką na moim biodrze, a drugą pod własną głową. Przysunął się bliżej, tak, że prawie na nim leżałam. Było ciemno i chłodno, chociaż w naszej obecności powietrze stawało się coraz cieplejsze. Pomimo wszystko, okazało się dość przytulnie. Nie widziałam twarzy ukochanego. Czułam jedynie powiew oddechu na swoim czole i włosach, gdy kontynuował:

– Przebudziłem się raptownie, z sercem łomoczącym w piersi, tak głośno jak po jakimś maratońskim biegu. Zdezorientowany zacząłem nasłuchiwać. Gdy tylko uświadomiłem sobie, że jakiejś kobiecie dzieje się krzywda, wystrzeliłem stąd jak z procy. Szybko zgarnąłem rzeczy do plecaka, nałożyłem barierę i popędziłem przez las. Sądziłem, że to niedźwiedź cię zaatakował. Zachodziłem w głowę, jak to możliwe, że w środku lasu pojawiła się jakaś babka, ale słuch mnie nie mylił. Im bardziej się zbliżałem, tym twoje wrzaski rosły na sile, stając się zajadlejsze i bardziej dzikie. Tłumiła je nieco szamotanina, ale i tak nie pasowało mi to do ataku dzikiego zwierza. Nie słychać było tego szczególnego pisku przerażenia. Zaskoczenia pomieszanego z lękiem. Byłaś po prostu wściekła. A potem wszystko gwałtownie ucichło...

Wstrzymałam oddech, przypominając sobie, jak Radek mnie uderzył. Moment, gdy czerń zaległa w głowie i straciłam przytomność. Mocny przebłysk bólu, a potem tylko ciemność. Głucha cisza i nic poza tym.

– Podbiegłem do budynku. Już wcześniej zauważyłem faceta krążącego z papierosem przy wyjściu. Nie wyglądał na zdenerwowanego. Powiedziałbym, że był raczej zrelaksowany. Zupełnie nie zwracał uwagi, że w środku ktoś cię krzywdzi. Złość zawrzała we mnie jak lawa. Chwyciłem pierwszy lepszy ciężki przedmiot, jaki znalazłem. Zaszedłem go od tyłu i rąbnąłem gałęzią w łeb. Runął na ziemię z cichym jękiem. Papieros wypadł mu z ust. Ze wstrętem zgniotłem peta podeszwą...

Zniżył się i pocałował rude włosy. Ręka z biodra powędrowała w okolice karku, po czym wplątała się w loki. Przygarnął moją głowę do piersi, tak, że czułam zapach mydła z jego bluzy. Oparłam jedną dłoń na męskim torsie, a drugą przesunęłam wzdłuż umięśnionych pleców. Westchnął i mówił dalej:

– Zacząłem po cichu zbliżać się do wejścia. Przystanąłem tylko raz, bo już z przedsionka zauważyłem faceta, który jedną ręką podwijał rękaw w bluzie, a drugą nerwowo szarpał za suwak spodni. A potem zdałem sobie sprawę, że coś leży na ziemi. Skuliłaś się wpół i tylko burza włosów zdradzała, że jesteś kobietą. Ten bydlak zdążył jeszcze podejść i szarpnąć cię za ramię, tak byś leżała twarzą do sufitu, a wtedy, nie czekając ani sekundy, walnąłem go w plecy. Przeturlał cielsko ponad tobą, jednak nie stracił przytomności. Gdy więc chciał się odwrócić, zdzieliłem go drugi raz. Trafiłem w skroń i padł jak długi. Wtedy adrenalina zaczęła powoli opadać. Nikt z nich mnie nie widział, co odebrałem jako dobry znak. Zastanawiałem się zatem, co dalej. Dopiero kiedy jęknęłaś z bólu, zdałem sobie sprawę, że odzyskałaś przytomność. Wówczas podjąłem decyzję. Nie mogłem cię zostawić. Nie wiedziałem kim jesteś, ani co robisz w takim miejscu, ale po prostu musiałem ofiarować pomoc. Nie byłem oczywiście szczęśliwy z tego powodu. Oznaczało to zdradzenie komuś lokalizacji mojej chatki, a nie wiedziałem czy okażesz się godna zaufania. Dlatego byłem z początku taki... hmm... jakby to nazwać… szorstki?

Zachichotałam. Trafił w sedno.

– Wyglądałeś na chłodnego i opanowanego  – skwitowałam. – Dałeś mi jednak oparcie i bezpieczeństwo. A nawet poczęstowałeś chusteczką. Zimny drań – uśmiechnęłam się – ale dżentelmen.

Parsknął śmiechem. Miło było czuć, że się rozluźnia. Gdy już fala rozbawienia minęła, zabrał rękę spod głowy i złapał mnie w niedźwiedzi uścisk. Tulił do siebie serdecznie jak stary przyjaciel.

– Resztę już kochanie znasz. Wstrząsnęłaś całym moim światem. Wkradłaś się do niego niczym chochlik i nie mam najmniejszego zamiaru cię wypędzać. Jesteś wszystkim, co mam. Kocham cię całym sercem i duszą. Być może nie umiem tego odpowiednio okazać, ale wprost szaleję na twoim punkcie. Brak mi doświadczenia i mam tego świadomość. Na pewno są rzeczy, które robię źle. Tak mało cię znam.... Nie wiem na przykład jaka jest twoja ulubiona potrawa, kolor czy dzień tygodnia. Nie mam pojęcia w czym lubisz chodzić, ani czy na co dzień się malujesz. Nie znam twoich ulubionych perfum. Nie umiem ocenić czy, gdy cię dotykam, jestem wystarczająco delikatny. Nie potrafię stwierdzić...

– Lubię cię i kocham. – Weszłam mu w słowo. – Ubóstwiam pieczeń ze śliwką i sok pomarańczowy. Mój ulubiony kolor to czarny. Cieszę się na piątki. Chodzę w bluzach i jeansach. Nienawidzę przebieranek. Na co dzień się nie maluję. Czasem tylko używam pomadki i tuszu do rzęs. Wolę być naturalna. Nie jestem piękna, ale nie zamierzam być plastikowa. Nie mam ulubionych perfum. Lubię zapach mydła. Zwłaszcza na skórze mojego chłopaka. A jeśli chodzi o jego dotyk...

Zabrałam szorstkie dłonie z pleców i przeniosłam do przodu, na skraj bluzy. Podciągnęłam podkoszulek i wsunęłam pod niego męskie palce. Poczułam, jak ogrzewają delikatną skórę. Następnie zabłądziłam na skraj fig i delikatnie zawadziłam o gumkę. Czułam, że Adam wstrzymał powietrze. Pokierowałam jednak dłońmi nie w dół, ale przez pępek, do żeber i w końcu na stanik. Lekko musnęłam odkrytą górę biustu, a następnie sięgnęłam do tyłu, by rozpiąć biustonosz. Myślałam, że zrobię to sama, jednak luby mnie w tym wyręczył. Stanik nie posiadał ramiączek, więc tylko ściągnął bieliznę w dół. W tym czasie ja wyciągnęłam męski t-shirt spod bluzy i ze spodni, i położyłam dłonie na nagim torsie. Paznokciami lekko zawadziłam o twarde sutki, by następnie przeorać napiętą skórę w dół brzucha oraz przez całą szerokość pleców. Wydał z siebie gardłowy dźwięk, który można było odebrać wyłącznie jako aprobatę.

Jego ruchy stały się gwałtowniejsze. Szybsze. Niczym niekontrolowane. Uderzył łokciem o ścianę jaskini i wiedziałam, że zabolało, jednak zdawał się tego nie czuć. Masował nagie już piersi. Nie dałby rady pocałować sutków, bo z obawy o zimno, nie mogliśmy się całkiem rozebrać. Skręcił je jednak w tym samym momencie, gdy gorący język wtargnął do moich ust. Wydałam zdławiony jęk, kiedy zapamiętale całował i pieścił biust dłońmi. Poczułam znajome ciepło u złączenia ud. Nie chciałam być dłużna. Oderwałam usta i zaczęłam obsypywać pocałunkami długą szyję oraz kąsać płatki uszu. Polizałam go za nimi, a następnie wróciłam na górę, i gdy tylko rozchylił wargi, włożyłam dłoń pod spodnie dresowe. Teraz to on jęczał podczas pocałunku.

Gładziłam wybrzuszenie pod bokserkami, niby leniwie, ale jednak stanowczo. Adam zaś, skuszony śmiałością partnerki, wślizgnął dłoń pod gumkę moich spodni. Poszedł jednak o krok dalej i po delikatnym muśnięciu przez materiał, odsunął majtki i zaczął pieścić łono. Westchnęłam rozkosznie, po czym pewnie ujęłam twardą męskość. Szybko uwalniając ją z bokserek, zaczęłam posuwać dłonią w górę i w dół, po całej długości. Nasze oddechy mieszały się ze sobą, jęki potęgowały, a ciała wiły w upojeniu. Mój świat eksplodował jako pierwszy. Wydałam cichy krzyk, gdy zaczęłam pulsować wokół zręcznych palców. Uścisk na członku zelżał, jednak z niewiadomych przyczyn, po chwili zaskoczył mnie przeciągły jęk i mokre ciepło zalewające wnętrze dłoni. Wyglądało na to, że dotarł na szczyt tylko dlatego, iż ja to zrobiłam.

Leżeliśmy głośno oddychając. Moje włosy były mokre od potu. Udo zarzucone na nogę kochanka. Ciało zrelaksowane i odprężone. Adam pospiesznie wytarł lepką maź w ręcznik, zmoczony wodą z termosu. Niewiele myśląc wzięłam go od mężczyzny, wytarłam również jego dłoń i polewając większą ilością wody umyłam siebie i partnera w intymnych miejscach. Drugą stronę ręcznika zmoczyłam ponownie i przetarłam nasze twarze. Odłożyłam wilgotny materiał i z termosu upiłam łyk wody. Wyciągnęłam dwie garści jeżyn, które pospiesznie zjedliśmy, by choć trochę oszukać głód, a następnie sięgnęłam po nasze szczoteczki. Podałam jedną Adamowi i umyliśmy zęby. Wiedziałam, że była to tylko namiastka toalety, ale co innego mogliśmy zrobić?

Nie trwało długo aż zasnęliśmy. Wtulona plecami w szeroki tors, byłam spokojna i szczęśliwa. Czułam się gotowa na nadchodzące jutro.

Przecież chyba już nic nie było w stanie mnie zaskoczyć?

Kocwiaczek

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2220 słów i 12180 znaków, zaktualizowała 18 gru 2020. Tagi: #katastrofa #tajemnica #przemoc #miłość #strata

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • shakadap

    Brawo. Kolejny świetny odcinek.
    Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Kocwiaczek

    @shakadap, bardzo dziękuję :) Będzie, będzie. Cierpliwości :D

  • AlexAthame

    Nie maja lekkiego życia.Dobrze, że się kochają. Mam nadzieję , że wszystko się dobrze skończy, chociaż końca jeszcze nie widać. :smile:

  • Kocwiaczek

    @AlexAthame, dobrze jest subiektywnym określeniem. Jeszcze trochę wody upłynie zanim się dowiemy, ale to wówczas sam ocenisz :)

  • AlexAthame

    @Kocwiaczek No już się denerwuję, bo coś przeczuwam. :smile: