44. Błysk i Grzmot – Część V – Grom // Rozdział VIII

Chłód, niewygoda, zapach zgnilizny i zmęczenie – te słowa w całości opisywały naszą wędrówkę tunelami. Byliśmy niewyspani już wtedy, gdy zerwałam nas z łóżka, ale teraz, po wysiłku związanym z ucieczką, po prostu słanialiśmy się na nogach. Najgorzej, że końca nie było widać. „Przynajmniej nie brodziliśmy po pas w odchodach”. – Pocieszałam samą siebie, odgarniając włosy, które przez panującą wilgoć skręcały się jak szalone. – „Mogło być przecież gorzej”.
     Z powodu braku lepszego zajęcia, przetwarzałam w głowie, co ustaliliśmy wieczorem z Pauliną i Tomkiem. Plan był taki, że Tomasz będzie przeciągał na naszą stronę wszystkich pracowników „3O”, którzy wykazywali mniejszy lub większy opór wobec działań organizacji. Nie było to łatwe zadanie i miałam tego pełną świadomość. „No, bo jak wybrać z takiej rzeszy kogoś godnego zaufania?”.
     Tomek nie dał się jednak odwieść od pomysłu. Gdy powiedzieliśmy, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż znaczna część ludzi nadal żyje, jak żyli przez jakiś czas moi rodzice, stwierdził, że to najlepszy argument, jakiego będzie mógł użyć. Moje opory, by się tak nie narażał spełzły na niczym. „Chcę pomóc” – skwitował ostatecznie. – „Nie mogłem wcześniej, więc zrobię to teraz”.
     Jeśli zaś chodzi o Paulinę, miała zadbać o przekazywanie informacji osobom niezaangażowanym w działania „3O”. Znała sąsiadów, współpracowników i wiedziała, kto żył w szczęśliwym małżeństwie, a kto nie. „To widać. Naprawdę” – twierdziła. – „Patrzę na jakąś parę i rozróżniam strony zmuszone do zamążpójścia oraz agresorów. Widzę, jak te relacje się układają. Czy ktoś się zmienił na lepsze, czy nadal jest zapatrzony w hasła głoszone przez „3O”. No i mam Tomka. To najbardziej wiarygodne źródło informacji, jakie aktualnie posiadamy”. Chcąc nie chcąc musiałam przyznać jej rację.
     Ja z Adamem mieliśmy zająć się ludźmi poza halami, ale szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, jak to zrobić. Dotarcie do mojego Przedmieścia razem z powrotem, zajęło prawie dwa tygodnie. Graniczyło z cudem, iż niezauważeni dotrzemy gdzieś o wiele szybciej. A czym było jedno lub dwa Przedmieścia? Bez zapasów i do tego pieszo? Misja niewykonalna. Na samą myśl łzy napływały do oczu.
     Pomimo to, Adam pałał entuzjazmem: „damy radę” – rzucił pewny siebie, a mi nie pozostało nic innego, jak tylko go poprzeć. Nie wiedziałam jednak, o co mu chodziło. Wczoraj byłam zbyt śpiąca, by dociekać, ale teraz, chociaż nie czułam się wcale lepiej, postanowiłam go zagadnąć:
     – Co miałeś na myśli mówiąc, że damy radę przekonać ludzi poza halami? Przecież nikogo nie spotkaliśmy przez całą drogę do mojego Przedmieścia. Czasu nie mamy zbyt dużo. Poza tym słyszałeś ostrzeżenia Tomasza. Wszędzie są kamery. Jak więc chcesz tego dokonać?
      – Po pierwsze mam plan, zatem proszę, nie histeryzuj. – Uśmiechnął się delikatnie. – Może nie jest do końca dopracowany, ale jakoś go zrealizujemy...
     – Jakim cudem? – wyrwało mi się niegrzecznie. – Błądząc po kanałach, zmęczeni, głodni i... w za małych butach?
     – Masz za małe buty? – zdziwił się. – Czemu wcześniej nie mówiłaś?
     – Wiesz... to nie najlepszy czas na narzekanie, gdy zostaje ci pięć minut, by ocalić własną skórę.
     – Nie tylko własną – przypomniał. – Jestem twoim dłużnikiem.
      – Nie, nie jesteś – odparłam. – Ty też mnie uratowałeś, więc mamy remis. Mogłam skończyć, jak tamta blondynka...
      – Wypluj to! – przerwał mi. – Tak się nigdy nie stanie. Nie na mojej warcie.
      – Tak, tak, wiem – rzuciłam nieco zbyt cierpko. – Czuję się jednak winna, że w ogóle cię w to wciągnęłam. Gdyby nie ja, nie musiałbyś wcale przed nikim uciekać.
      – Wiedziałem na co się piszę. Postąpiłem słusznie. Miałem pełną świadomość wiszącego nad nami niebezpieczeństwa. Nie sądź, że tego nie przemyślałem.
      – No dobrze. W takim razie, co teraz zrobimy?
      – Poszukamy sprzymierzeńców.
      – Tutaj?
      – Tak. Mam nadzieję, że przyjmą nas z entuzjazmem. – Zmarszczył czoło. – Albo chociaż pozwolą się wypowiedzieć.
      – W tunelach mogą być tylko bezdomni... – rozważałam na głos, a gdy skierowałam na niego wzrok, pokiwał głową na potwierdzenie. – No coś ty? Mówisz serio? Naprawdę chcesz ich do tego nakłonić? Przecież cię przepędzali.
      – Owszem. Dlatego właśnie powiedziałem, iż plan nie jest dopracowany.
     – Aha, czyli idziemy we dwójkę, bez żadnego zaplecza, w nadziei, że ktokolwiek nas wysłucha, no i potem nie zabije?
      – Można tak powiedzieć...
      – To bardzo ryzykowny plan – stwierdziłam, starając się zachować spokój. – Jest wiele punktów, które mogą wziąć w łeb.
     – Innego nie mamy – skwitował, gdy skręciliśmy w boczny kanał, nieco węższy, ale wyczuwalnie cieplejszy. Dotknęłam ręką rur, kiedy mijaliśmy kolejne odnogi. Były gorące. Wyraźnie kierowaliśmy się w stronę jakiegoś węzła cieplnego. W moim gardle wyrosła gula. Byliśmy sami, pod ziemią, z nieprawdopodobną historią i bez wiarygodnych świadków. Nie wróżyło to nic dobrego.
     Naraz usłyszeliśmy głosy. Dla kogoś niewprawionego zdawałyby się jedynie szumem wśród cichego syczenia odpowietrzników. My zaś z łatwością wyławialiśmy je z tego szmeru. Trochę pokasływania, pojękiwania, chichotu i przekleństw. Włosy na karku stanęły mi dęba:
      – Oj, niedobrze – bąknęłam pod nosem – bardzo, bardzo niedobrze...
Głosy tak jakby przycichły. „Ja i mój niewyparzony język, jak zwykle ściągaliśmy kłopoty”. Instynktownie schowałam się za Adamem. Pomimo, że widać było niepokój wymalowany na męskiej twarzy, uścisnął pewnie drobną dłoń, gdy szłam po cichu, o krok za nim. Skręciliśmy w kolejną odnogę. To było jak krążenie w labiryncie. Jakieś pięćdziesiąt metrów dalej ujrzeliśmy nikłe światło i dziwne tobołki, nieregularnie porozrzucane na betonowej podłodze. Zbliżaliśmy się powoli, podczas gdy kanał rozszerzał się z każdym krokiem. Nie byliśmy świadomi, że jesteśmy obserwowani. Dopiero, kiedy z sercem w gardle podeszliśmy do rozświetlonego lampami węzła cieplnego, wypełnionego dziwnymi urządzeniami i przyrządami, zdaliśmy sobie sprawę, że na ziemi leżą, nie żadne pakunki, ale śpiący ludzie. Ich ciała były skulone, ułożone na materacach, kocach lub kawałkach styropianu. Niektórzy odpoczywali razem, inni byli sami. Znajdował się tutaj cały przekrój społeczeństwa: mężczyźni, kobiety, pary, matki z dziećmi, starcy. Zrobiło mi się ich niesamowicie szkoda. Kilka osób nie spało i przyglądało się nam z zaciekawieniem, niektórzy nawet z lękiem.
     Nie dane mi było jednak dłużej nad tym rozmyślać, bo z tyłu huknął ponury głos:
      – A wy tu czego?!
     Odwróciliśmy się raptownie. Za nami stał wysoki mężczyzna, mocno zgarbiony ze względu na niski tunel. Miał szerokie ramiona, silne nogi i całym sobą wypełniał otaczającą go przestrzeń. Zlękłam się na widok męskiej twarzy. Miał podbite oko i na mój gust brakowało mu kilku zębów. Byłam pewna, że niedawno musiał się z kimś bić. Jego wzrok szacował chłodno, a cała postawa wskazywała, iż nie znosił jakiegokolwiek sprzeciwu.
     – Przyszliśmy w pokoju – odparł Adam, rozkładając ręce w otwartym geście. – Nie zamierzamy się wam naprzykrzać. Chcemy tylko, byście...
      – Nie ma tu dla was miejsca – rzucił jegomość, wyłaniając ciało z ciemności. Z bliska był jeszcze większy i bardziej mroczny. – Po co tu żeście przyleźli? Chcecie na nas ściągnąć kłopoty?
      – Nie, pragniemy jedynie...
     – Wynoście się stąd! – ryknął, nie dopuszczając Adama do słowa. Jego krzyk odbił się echem po tunelu i przebudził pozostałych ludzi. Usłyszałam spłoszone szepty. Nikt kompletnie nie rozumiał, co się właściwie dzieje.
     Ja jednak zareagowałam inaczej. Cała ta sytuacja niezmiernie mnie zirytowała. Być może facet był kimś w rodzaju opiekuna. Prawdopodobnie chronił zebranych, choć zarządzał twardą ręką. Trzymał wszystko w ryzach, bo tego pewnie wymagało przetrwanie. Ale nie miał żadnego prawa wydzierać się tak, jak byśmy byli złodziejami albo chcieli wyrządzić komuś krzywdę. Obudził tych biednych ludzi wyłącznie dla własnego „widzimisię”.
     W przypływie złości wyszłam zza Adama i rzuciłam nieznajomemu piorunujące spojrzenie. Miałam ochotę go spoliczkować i zwymyślać od najgorszych. Zamiast tego rzuciłam:
      – Po jaką cholerę zadajesz pytania, skoro nie chcesz wysłuchać odpowiedzi?
     Mężczyzna spojrzał na mnie, jakby zobaczył totalne dziwadło.
      – A kim ty jesteś, dziewucho, żeby mnie pouczać?
      – A kim ty jesteś, żeby nas wyganiać? – odparowałam. – Spodobało ci się, jak władze traktują ludzi? Chcesz ich naśladować? Taki bokser z ciebie? Lubisz wyżywać się na słabszych? Bawi cię, że możesz komuś spuścić łomot? Bo jesteś silniejszy, większy i bardziej pewny siebie? – Słowa wylatywały z moich ust szybciej niż zdążyłam pomyśleć. Nie zastanawiałam się, co robię. Mógł mnie zgnieść jak pluskwę, gdyby tylko zechciał, jednak miałam już dość uciekania. Czułam, że Adam próbuje załagodzić sytuację, ciągnąc za mój łokieć, ale się wyrwałam. – Nie, nie mam zamiaru dłużej tolerować takiego zachowania. Nikt nie będzie mnie przesuwał, przestawiał, bił i kopał, a potem liczył na owacje. – Podniosłam rękę i palcem wskazałam na pierś dryblasa. – Nie pozwolę traktować ludzi jak śmieci. Ani tobie, ani im. Jeśli nie chcesz nas wysłuchać, równie dobrze sam możesz stąd wypierdalać!
     Ostatnie zdanie odbiło się echem po tunelu niczym kamień wrzucony do studni. Stałam wściekła, dysząc ciężko i wpatrując w faceta z największą niechęcią, na jaką było mnie stać. Adam, milcząc, złapał za unoszące się w furii ramiona i trzymał, dopóki emocje nieco nie opadły. Gość natomiast wyglądał na szczerze zdumionego. „Jak to? Jakaś ruda dziewucha wcale się go nie boi? Stawia mu czoła i w dodatku opieprza od góry do dołu? No doprawdy! Szczyt wszystkiego!”.
     Nagle rozległ się gromki śmiech. Gardłowy, trochę zduszony, jednak niewątpliwie kobiecy. Odwróciłam głowę, zdumiona nim bardziej niż czymkolwiek, co miało miejsce w ciągu ostatnich godzin.
      – Toś mu nagadała, kochanieńka...
     Starsza Pani z parku – Zofia, szła ku nam, posuwając z trudem nogę za nogą.
     Z drżącymi rękami i uśmiechem na twarzy znowu wkroczyła w nasze życie.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • shakadap

    Brawo. Kolejny świetny odcinek.
    Jedna uwaga: dlaczego taki krótki?  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Kocwiaczek

    @shakadap :) krótki nie był, ale twoja uwaga podkreśla, że szybko się go czyta, zatem misja została wykonana :jupi: Bardzo dziękuję za komentarz i dobre słówka  :smile: