20. Błysk i Grzmot – Część II – MROK // Rozdział IX

Byłam wściekła. Kto jak kto, ale on powinien nauczyć się, że jeśli się kogoś za coś krytykuje, to samemu nie powinno się tego robić. Nie dość, że wyszedł sam, w ciemną noc, za co na mnie ostro nakrzyczał, to na dodatek oszukał mnie i w ogóle nie wrócił. Moją złość potęgowało zmartwienie, że coś mu się stało. Miałam nadzieję, że nie zrobił tego celowo bym sama zrozumiała, że powinnam już odejść. Jeśli tak było, mógł zrobić to przecież w łatwiejszy sposób.

Wiedziałam, że muszę wrócić do domu. Dzisiejszy sen uświadomił mi, jak bardzo za nim tęsknię. Chciałam chociaż stanąć tam, gdzie się znajdował, jeśli gruzowisko zostało uprzątnięte. A jeśli nadal nic nie zrobiono, to pożegnać się z tym, co tam zastanę. Z resztkami mojego dawnego życia.

Sprawa z Adamem była więc wyjątkowo nieprzyjemna, zwłaszcza dlatego, że nie mogłam na zawsze u niego zostać. Czułam się tu bezpiecznie i dobrze, jednak pomimo, że stał się mi bliski, nie miałam prawa prosić go o to, by mi towarzyszył. Jego dom był tutaj. Dał mi i tak już wystarczająco wiele.

Przyzwyczaiłam się do jego obecności. Był małomówny, ale miał dobre serce. Jednak wczoraj wyszedł niespodziewanie i pozwalał mi się teraz o siebie martwić. Musiałam przyznać, że byłam na niego zła w szczególności dlatego, że nic nie mogłam zrobić. Bezradność była taka frustrująca.

Niewiele myśląc chwyciłam za kurtkę i zakładając ją wyszłam na dwór. Powietrze było chłodne i rześkie. Nocna mgła rozmywała się pod wpływem promieni słońca. Zapowiadał się ładny dzień. Zdziwiło mnie to niesłychanie ponieważ, gdy wędrowałam sama, non stop padało. Ale to nie ten fakt wprowadził mnie w największe osłupienie.

Adam siedział na powalonym drzewie nieopodal chatki. Jego głowa była opuszczona, więc nie zauważył mnie, gdy do niego podchodziłam. Nie mogłam zobaczyć wyrazu twarzy, ale to jego dłonie przykuły moją największą uwagę. Były całe pokaleczone. Drobne ranki zdobiły głównie knykcie. Nie wyglądało to jednak na walkę z dzikimi zwierzętami. Raczej na mocne otarcia przy przewróceniu. Noc była mroczna, zatem pomimo wcześniejszych deklaracji mógł przecież zawadzić o jakiś wystający korzeń.

Dopiero, kiedy stanęłam naprzeciwko niego podniósł głowę. To, co wtedy zobaczyłam mocno utkwiło mi w pamięci. Wyglądał jak znękane zwierzę. Oczy były pełne smutku i podpuchnięte. Usta spierzchnięte. Włosy w nieładzie. Zszokowały mnie ślady łez na jego zaczerwienionych policzkach. Cała złość opuściła mnie, jakby ktoś pstryknął palcami. Zastanawiałam się, co takiego strasznego się stało…

Ukucnęłam tak, że znalazłam się na wysokości jego twarzy. Delikatnie dotknęłam męskich dłoni. Ręce mu się trzęsły. Teraz widziałam, że nie były to zwykłe otarcia, wyglądały raczej jak ślady po bójce. Rozejrzałam się dookoła. Drzewo na którym siedział pełne było znaków po uderzeniach. Nic nie rozumiałam. Czemu to zrobił?

– Dlaczego? – Spojrzałam w jego oczy, zmuszając by zrobił to samo. – Czemu się okaleczyłeś?

Spoglądał na mnie pustym wzrokiem. Widać było, jak bardzo jest zmęczony. Ślady nieprzespanej nocy odznaczyły się na jego twarzy, tak jak uderzenia na dłoniach.

– Czemu? – zapytał. – Dlatego, że byłem wściekły. Musiałem dać upust swojej złości.

– No, ale co takiego się stało, że byłeś wściekły? Zrobiłam coś nie tak? – Zmartwiłam się. – Przecież przeprosiłam, że wybiegłam. Adamie… – Bezmyślnie ścisnęłam okaleczone dłonie. Syknął z bólu, więc od razu puściłam. – Przepraszam, naprawdę nie chciałam cię zdenerwować.     

– Ty? – Zaśmiał się gorzko. – Nie na ciebie jestem zły. Jestem wściekły na wszystko inne, ale nie na ciebie. Przede wszystkim jestem zły na gościa, który cię skrzywdził. Mam ochotę go zabić. – Pokręcił głową. – Gdybym miał świadomość, że to nie była zwykła napaść, jeśli bym tylko wiedział, że już wcześniej cię dotknął. – Trząsł się od oburzenia. – Zabiłbym go wtedy, na miejscu, wystarczyłoby wziąć mocniejszy zamach, nie zawahałbym się. Ktoś taki, nie powinien żyć…

– Wiem o tym. – Dotknęłam dłonią jego zimnego policzka. – Ale on nie jest wart popełnienia przez ciebie takiego grzechu. Jesteś dobrym człowiekiem. Nie warto niszczyć swojej duszy dla takiej nędznej poczwary.

– Zrobiłbym to dla ciebie… – przerwał i ze świstem wciągnął powietrze. – Lilianno, czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, jak bardzo jesteś dla mnie ważna?                              

Zaczęłam otwierać usta, ale mi przerwał:                    

– Nie, pewnie nie wiesz, bo nigdy ci tego nie mówiłem. – Teraz on ścisnął moje dłonie. Wiedziałam, że musiało mu to sprawiać ból, ale nic sobie z tego nie robił. – Czy ty wiesz, że odkąd zobaczyłem cię wtedy na podwórzu cały czas o tobie myślałem? Nigdy wcześniej się tak nie czułem. – Uśmiechnął się smutno. – Śniłem o tobie przez wiele nocy. Marzyłem, że kiedyś ponownie cię spotkam…

Byłam zdezorientowana. Nie rozumiałam, co tak naprawdę chciał mi powiedzieć:

– Dlaczego? – Zdołałam tylko zapytać.

Podniósł głowę wyżej. Spojrzał w moje oczy i mocniej uścisnął dłonie:

– Pytasz dlaczego? – Uśmiechnął się ponownie. – Czy to nie jest oczywiste? – Puścił jedną z moich rąk, by założyć mi włosy za ucho. – Bo się w tobie zakochałem.     

Zaniemówiłam. Kurczę, kiedy to się stało? Jak mogłam tego nie zauważyć?

– Nie przejmuj się – ciągnął dalej. – Wiem, że nie zdawałaś sobie z tego sprawy. Niczego od ciebie nie żądam. Wiem już, że nie jesteś gotowa.  

– Ale Adamie… naprawdę nie rozumiem… dlaczego ja? Przecież mnie nie znasz. Przecież wiesz, że nie mogę ci nic zaoferować…          

– Nie musisz. Pozwól mi tylko przy tobie być. Daj mi szansę. Jeśli nie jestem ci obojętny, to już będzie dla mnie coś.

– Nie jesteś – odpowiedziałam szczerze. – Jesteś dobry i pracowity. Miły, mądry i… przystojny. – Zaczerwieniłam się. – Ale ja tak naprawdę nie wiem, czy mogłabym dać ci szczęście. Ciężko mi zrozumieć, że pokochałeś właśnie mnie. Tak szybko i od pierwszego wejrzenia…

– To nie było dokładnie wtedy, gdy cię pierwszy raz zobaczyłem. – Zamyślił się. – Wtedy byłaś dla mnie tylko niejasnym wspomnieniem, tęsknotą, niepewnością, kimś nie do końca realnym. To nie wystarczało bym się zakochał. Ale gdy spotkałem cię wtedy w nocy i potem, gdy się okazało, że to ty poczułem się, jakbym wygrał los na loterii. Dostałem drugą szansę od życia. A ty okazałaś się taka, jak myślałem. No i w końcu… byłaś prawdziwa. Wtedy, gdy spałaś na mojej sofie zrozumiałem, że to nie tylko sen na jawie. Gdy patrzyłem, jak leżysz obok mnie, byłem niesamowicie szczęśliwy. Potem powiedziałaś mi o sobie to wszystko, a ja nie mogłem wytrzymać tego, że ktoś mógł cię skrzywdzić i już wiedziałem, że cię kocham. Tak mocno, jak nikogo dotąd...

Zaschło mi w ustach, z trudem przełknęłam ślinę i zapytałam:

– Co takiego w sobie mam, że tak bardzo mnie kochasz? Przecież wiesz, że najcenniejsze co kiedykolwiek mogłabym ci dać, zostało mi odebrane…

– Nie mów tak. – Spochmurniał. – Masz przecież serce. Kiedyś możesz je komuś ofiarować. Dla mnie osobiście ono jest najcenniejsze, bo nie pokochałem cię za to, że możesz mi coś dać, ale za to kim jesteś. Za twoją szczerość. Ale nie tylko. Podoba mi się w tobie tak wiele, że jest to, aż głupie. Twój wygląd, włosy, hart ducha, sposób w jaki broniłaś władz, wierząc, że wszystkim bezinteresownie pomagali. Jak walczysz o swoje ideały. A przede wszystkim za to, że nie zawołałaś straży, gdy mnie zobaczyłaś na tyłach kuchni. A nawet za to, jak mi naubliżałaś…

Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Był nam teraz bardzo potrzebny. Oczyścił atmosferę. Dzięki niemu wszystkie troski zniknęły. Gdy już przestaliśmy się śmiać Adam podciągnął mnie z kucek na górę. Myślałam, że posadzi mnie sobie na kolanach, ale on tylko wstał i mnie przytulił. Nie było w tym nic desperackiego. Nic gwałtownego. Przygarnął mnie do siebie i gładził dłonią włosy, które opadły na plecy. Położył brodę na moim barku i pocałował delikatnie w szyję, po czym szepnął w ucho:

– Dziękuję.

Tylko tyle, ale wystarczyło. Nie rozumiałam dlaczego i za co mi dziękował. Czy za to, że go nie odtrąciłam? Czy może, iż nie uciekłam? Czy po prostu ponieważ mnie spotkał? Nie wiedziałam, ale to nie było teraz ważne. Liczyło się tylko, że mnie rozumiał i pomimo to, iż byłam tak cholernie skomplikowana, chciał ze mną być.

Po chwili jednak odsunął się ode mnie i poważnie spojrzał mi w oczy:

– Chcę ci jeszcze coś powiedzieć. Wiem, że nigdy nie zapomnisz tego, co on ci zrobił. Bez względu na to, jak bardzo będę starał się byś zapomniała, tak nigdy się nie stanie. To boli, ale już się z tym pogodziłem. Będę jednak cierpliwy i jeśli tylko mi pozwolisz poczekam na ciebie. Tylko daj mi szansę i nie uciekaj ode mnie.

Słowa te wzruszyły mną tak bardzo, iż po policzkach popłynęły mi łzy. Zanim zdążyłam je wytrzeć Adam nachylił się nade mną i je scałował. Moje serce zrobiło salto. To było takie urocze w swojej prostocie, takie… delikatne, chociaż niesamowicie intymne. Byłam zła na siebie, że nie mogłam odwzajemnić jego uczucia. Wiedziałam, iż był ze mną szczery i chyba nie mogłam w życiu trafić na kogoś wspanialszego. On i Radek byli jak dwa bieguny magnesu. Tacy odmienni. Traktujący mnie zupełnie inaczej. Dla Radka byłam nikim. Jedynie środkiem do zaspokojenia potrzeb. Dla Adama zdawałam się być całym światem. On zaś był dla mnie kimś naprawdę ważnym, ale musiałam być ze sobą szczera. Nie kochałam go. Tak naprawdę, to go wcale nie znałam. A przynajmniej jeszcze nie.

Gdy już osuszył pocałunkami moje łzy powiedziałam:

– Wiesz, że nie mogę ci nic obiecać. Chciałabym, ale naprawdę nie potrafię cię pokochać. Nie teraz. Nie w tej chwili. Nie mogę również tu zostać. Goni mnie czas, ale jeśli tylko zechcesz mi towarzyszyć w dalszej wędrówce, to będę szczęśliwa.

– Wiedziałem, że ten dzień w końcu nadejdzie – powiedział smutnym głosem i byłam niemalże pewna, iż to początek pożegnania. – Szkoda, że nie możemy się wiecznie ukrywać. Tutaj mogę zadbać o twoje bezpieczeństwo. Chociaż, czasem skutecznie mi to utrudniasz. – Zrobił wymowną pauzę, po czym kontynuował. – Wiesz przecież, że tam nic nie jest pewne. Naprawdę chcesz powrócić chociaż możesz się spotkać z zimnem, cierpieniem i rozczarowaniem? Czy jesteś gotowa się z tym zmierzyć?

– Muszę być – odparłam. – Gdybym nie musiała, w ogóle bym nie zaczynała tej wędrówki. Mam dziwne przeczucie, że coś jest nie tak, iż coś przeoczyłam. Może to tylko głupie przeświadczenie albo naciągana kobieca intuicja. Ale tak już jest. Nie umiem tego wyjaśnić.

– Dobrze, zatem musimy temu zaufać. Więc? Gdzie idziemy?

Uśmiechnęłam się. Kamień spadł z mojego serca. Jednak będzie mi towarzyszył:

– Do domu – powiedziałam tylko.

– Dobrze, zatem zaprowadź mnie do miejsca, które nazywasz domem.  

Wziął moją dłoń i rozpoczęliśmy naszą podróż. Nawet gdybyśmy wtedy wiedzieli, co nas spotka, jestem pewna, że i tak nie zawahalibyśmy się wyruszyć.



***KONIEC CZĘŚCI II***

Kocwiaczek

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2089 słów i 11722 znaków, zaktualizowała 21 cze 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • shakadap

    Brawo.
    Świetnie napisane, dobrze się czyta.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Kocwiaczek

    @shakadap bardzo dziękuję za pozytywny odbiór.  Również gorąco pozdrawiam :)