31. Błysk i Grzmot – Część IV – Piorun // Rozdział III

Musiałam przyznać mu rację. Nie byłam sobą. Nie miałam o tym pojęcia, dopóki nie zwrócił uwagi. Śmierć ojca psychicznie mnie wykończyła. Głowę zajęły myśli o matce i siostrze, którą będzie trzeba odnaleźć. Przestałam trzeźwo myśleć. Założyłam maskę, by nie okazywać swojej słabości. Ale jego nie mogłam oszukać. Przejrzał mnie. Był mi bliższy niż sądziłam. W końcu zrozumiałam, że nie chcę się tak dłużej zachowywać. Nie mogłam dalej udawać i analizować wszystkiego przed i po czasie. Zrozumiałam, że nie chcę również, by cokolwiek nas jeszcze dzieliło.

Jego wargi były chłodne i spierzchnięte. Z początku stał niewzruszony i przez moment pomyślałam, że nie chce tej bliskości. Po chwili jednak, coś się zmieniło. Pochylił się i zaczął odpowiadać na dotyk ust. Puścił łokcie i wziął mnie w objęcia. Szczupły i umięśniony. Teraz już wiedziałam, że to przez wiele lat ciężkiej pracy i życia w lesie. Był silny, ale jednocześnie delikatny. Czułam, jak męskie dłonie gładzą moje plecy i ramiona oraz wplątują we włosy, przyciągając twarz...

Znowu doznałam tego uczucia. Euforii. Stopniowo narastało we mnie podniecenie, silniejsze niż wtedy, gdy leżeliśmy przytuleni w śpiworze. Tym razem nawet nie myślałam, żeby nad nim zapanować. Pragnęłam tylko czuć. Zatracić się. Być tutaj. Z nim. Chciałam, by nie liczyło się nic więcej.

Nieoczekiwanie przerwał pocałunek i mi się przyjrzał. Musiałam przedstawiać dziwny widok. Czułam, jak pieką mnie policzki, wargi są nabrzmiałe, a oddech się urywa. Adam wyglądał na równie skołowanego. Włosy miał w nieładzie, w oczach czaił się błysk, a na rzęsach, w co prawie nie mogłam uwierzyć – osiadła rosa. Wyraźnie próbował zebrać myśli, zaczerpnąć tchu i coś powiedzieć, ale tym razem byłam szybsza. Myślałam, że zabraknie mi słów, ale nic takiego się nie wydarzyło. Dokładnie wiedziałam, co chcę powiedzieć. Już dawno to napisałam. Siedząc na parapecie w swoim pokoju. Spoglądając na gwiazdy i myśląc o kimś, kto zostanie najważniejszą osobą w moim życiu. Wtedy tylko marzyłam, że ją spotkam. Dzisiaj zyskałam pewność, że stoi tuż obok.

– „Powiedz, co czujesz? Czego potrzebujesz? Za czym tęsknisz? Na co czekasz? Może chcesz mnie wziąć w objęcia i całować po powiekach? Może pragniesz zasnąć w ciszy, w ciemnej księżycowej nocy? Może wolisz mnie całować do utraty tchu i mocy? Może jednak patrzysz na mnie, tak jak było to niedawno? Może myślisz o wieczorach, kiedy słońce razem gasło? Może nie wiesz czy to noc, może mija ciągle dzień?” –Podniosłam z ziemi koc i założyłam go z powrotem na swoje ramiona. Jeden jego koniec uchyliłam, wyprostowałam rękę i dokończyłam wiersz:

– „Chodź, Kochanie, niechaj dzisiaj będzie najpiękniejszym snem”.

Wiedziałam, że był zdziwiony. Stał, jak wmurowany. Urzeczony. Nie do końca rozumiał, co miałam na myśli. A może wiedział, ale nie potrafił zrobić pierwszego kroku? Zbliżyłam się więc i otuliłam go kocem. Instynktownie objął mnie pod bok. Zerknęłam z ukosa na młodą twarz i uśmiechnęłam się delikatnie, mrużąc oczy.

– Nie chcę, żebyś mi tutaj zmarzł – odparłam powoli. – Nie mam też zamiaru przestawać. – Spojrzałam na niego pewniej, by przyciągnąć męski wzrok. – Chciałabym również, byś pokazał mi w końcu te wszystkie niedobre rzeczy, które miałeś ostatnio na myśli...

Totalnie zbiłam Adama z tropu. Patrzył na mnie z mieszanymi uczuciami na twarzy. Do tego stopnia go zażenowałam, że przez moment wątpiłam, czy faktycznie pragnął mnie tak, jak ja pożądałam jego. Tak, wiem… może to za szybko, może byłam głupia, może będę tego żałować. Może to, może tamto. Ale miałam to gdzieś. Dość myślenia o tym, co do niego czuję! Dość zastanawiania, czy jestem wystarczająco dorosła na to, co chciałam z nim robić! Dość obwiniania siebie za całe zło, jakie się wydarzyło! Dość! Dość! Dość! Darzył mnie miłością, a we mnie również zaczynało rodzić się uczucie. Nie miałam odwagi, by to powiedzieć, ale chciałam pokazać. Być z nim. „Ciało obok ciała. Dusza obok duszy. Dwa serca złączone w jedną całość. Razem”.

– Hej… – zaczęłam i ujęłam jego wolną dłoń – boisz się mnie?

Prychnął zdenerwowany pod nosem:

– Szczerze? – zapytał. – Jak jasna cholera.

– Nie gryzę. – Uśmiechnęłam się lekko i dodałam. – No chyba, że będziesz tego chciał…

Zaśmiał się serdecznie i już wiedziałam, że przełamałam pierwsze lody. Następnie podniósł wzrok i pocałował moją dłoń.

– Lilianno, ja… nie wiem, czy potrafię. Nigdy nie byłem z żadną dziewczyną…

– Ja też właściwie nie byłam z żadnym chłopakiem – odparłam i zauważyłam, jak na wspomnienie Radka, twarz Adama wykrzywiła złość. – Ale się nie boję. Wiesz dlaczego?

– Nie…

– Bo ci ufam. I chcę. – Uścisnęłam mocniej jego dłoń. – Naprawdę. Chcę ciebie i tylko ciebie. Więc chodź tutaj i przestań się w końcu zamartwiać… – szepnęłam.

Nic więcej nie musiałam już mówić. W jednej chwili złapał mnie pod kolanami i zaniósł do namiotu. Dopiero w środku zdałam sobie sprawę, jak bardzo zmarzliśmy. Pocałunki, na początku powolne i delikatne, stopniowo zmieniały się w coraz bardziej namiętne. Czułam, jak każda cząstka mojego ciała drży z oczekiwania i chociaż w zakamarkach umysłu bałam się bólu, zepchnęłam tę myśl na boczny tor. Gorący oddech Adama owiewał moją twarz. Błysk w zielonych oczach sprawiał, że czułam się wyjątkowa i kochana. Wszystko to sprawiało, że chciałam tylko więcej i więcej. Ale gdy leżeliśmy już w samej bieliźnie i moja dłoń delikatnie dotknęła dołu jego pleców, tuż nad bokserkami, zrozumiałam, że nie był gotowy. Od razu wyczułam, jak napiął mięśnie i mimowolnie przestał oddychać. Nie mogłam tego zignorować. Nie chciałam, by coś działo się wbrew jego woli. Bez wahania zmusiłam chłopaka do spojrzenia mi w oczy i zapytałam:

– Adamie, powiedz mi, czego tak naprawdę się boisz?

Wtedy stało się coś dziwnego. Opadł delikatnie na mój brzuch i położył jedną moją dłoń na swoim policzku, a drugą pod brodą, tak, że czułam, jak drży mu szczęka. Pod palcami poczułam ciepłe łzy. Smutek ścisnął mnie za gardło. Czy naprawdę zmusiłam go do czegoś, czego nie chciał?

– Pytasz czego się boję? – powiedział po chwili nieznośnej ciszy. – Siebie. Boję się, że cię skrzywdzę. Iż nigdy potem nie będziesz chciała spojrzeć mi w oczy, bo będę taki jak on. Że po wszystkim poczujesz się wykorzystana, a ja nie będę umiał z tym dalej żyć. Prześladuje mnie to, od kiedy dowiedziałem się o gwałcie. Już zawsze będziesz patrzeć przez pryzmat tamtych wydarzeń. Nie chcę… – podniósł się wyżej i opuszkami palców dotknął moich warg – nie chcę tego spieprzyć. Kocham cię i pragnę twojego szczęścia. Jeśli "to" się stanie, chcę byś czuła się wtedy bezpiecznie, i mogła delektować chwilą. Żebyś została potraktowana z należnym ci szacunkiem i godnością. – Chciałam coś powiedzieć, lecz zamknął mi usta pocałunkiem, delikatnym niczym dotyk motyla. Czułam słony smak łez na wargach.

– Czy mnie rozumiesz? – zapytał po chwili, a w zielonych oczach czaiła się troska. – Proszę, nie gniewaj się, iż nie chcę "tego" dzisiaj zrobić. Zwłaszcza, że to, co mi powiedziałaś wcześniej… Te słowa. To wszystko. Ty, twoja postawa, zachowanie… Kurczę… – Nie mógł zebrać myśli. – Rzecz w tym, że naprawdę mnie tym poruszyłaś. To był wiersz, prawda? Twój wiersz?

– Tak. – Pokiwałam głową.

– Wiedziałem... Nie mogę uwierzyć, że to właśnie mi chcesz go ofiarować. Jesteś cudowna, mądra i… – szukał słów – i tak bardzo pragnę naszego zbliżenia, że czuję, jak mnie coś spala od środka. Strasznie chcę cię całować, dotykać i pieścić.... To wszystko, co chcesz mi dać, jest tak wspaniałe, że myślę, iż wcale na to nie zasługuję…

– Mylisz się – przerwałam mu. – Zasługujesz na to bardziej niż ja zasługuje na ciebie. Adamie ja… – zaczerpnęłam tchu – ja chyba się w tobie zakochałam…

Zamknął oczy, jak gdyby smakował wypowiedzianych słów. Za chwilę jednak uniósł powieki i w męskim spojrzeniu ujrzałam miłość oraz iskry pożądania:

– Czy możesz coś obiecać? – zapytał i pocałował moją dłoń.

– Co takiego?

– Że kolejny raz powiesz mi o tym, gdy będziesz już całkowicie pewna? – potarł kciukiem o serdeczny palec.

– Dlaczego? – zapytałam nierozważnie i od razu zrozumiałam, że nikt nie chce przecież usłyszeć „chyba się w tobie zakochałam” tylko „kocham cię”. Gdy jednak miałam coś dodać, szybko odpowiedział:

– Ponieważ przez cały czas będę się teraz zastanawiał, czym sobie na to zasłużyłem. – Uśmiech wystąpił na męską twarz. – Kiedy zaś zyskasz pewność, sama o tym opowiesz.

– Dobrze – odparłam i odwzajemniłam uśmiech – ale będziemy musieli znaleźć najpierw jakiś kawałek kartki i ołówek, bo wszystkiego naraz nie zapamiętam.

Zachichotał cicho i ucałował mnie w policzek. Spojrzał wzrokiem łobuziaka – tym, którego nigdy nie mogłam rozgryźć. Odgarnął jeden z loków i odparł:

– Jesteś miłością mojego życia, wiesz?

– Teraz już wiem – odpowiedziałam i wtuliłam się w silne ramiona. Przygarnął mnie i niebawem zasnął. Był taki spokojny i ciepły...

Zasunęłam śpiwór i sięgnęłam po koc. Dodatkowo przykryłam legowisko ubraniami oraz ręcznikami. Żar, który się w nas rozpalił, stopniowo przygasał. Nie czułam się jednak odtrącona. Wprost przeciwnie. Byłam wdzięczna za miłość, którą mnie darzył i szacunek, jaki okazywał. Pomimo, że pragnęłam bliskości, chciałam poczekać ze względu na niego i wiedziałam, że kiedy to się stanie, już nic nie będzie takie samo. Ani ja, ani on, ani świat dookoła. Potrzebowałam Adama jak powietrza. Jego słów, pomocy, uśmiechu i bicia serca. Serca, które teraz tak spokojnie kołysało mnie do snu, gdy trzymałam dłoń na nagim torsie.

Czy to już stało się regułą, że najpierw należy zostać przygniecionym ogromem cierpienia, żeby dopiero później zrozumieć nieskończoność własnego szczęścia? Czy tylko ten, kto naprawdę cierpi, może szczerze kochać? Czy kiedy to zrozumiałam, wolno mi było w końcu zacząć żyć? Ból z powodu straty był ogromny, ale miłość łagodziła jego skutki. Działała jak lek. Narkotyk. Uzależniała. Sprawiała, że chciałam bardziej żyć, bardziej być, bardziej czuć.

Kochać…

Kocwiaczek

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1942 słów i 10947 znaków, zaktualizowała 16 paź o 20:32. Tagi: #katastrofa #tajemnica #przemoc #miłość #strata

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • shakadap

    Brawo. Świetnie napisane.
    Piękny tekst i wiersz.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Kocwiaczek

    @shakadap ślicznie dziękuję:)

  • Johnny2x41

    Good  :faja:

  • Kocwiaczek

    @Johnny2x41 thx :)

  • AlexAthame

    Czy ten kto naprawde cierpi może szczerze kochać? PIękne zdanie, piękny odcinek :bravo:

  • Kocwiaczek

    @AlexAthame bardzo dziękuję za odwiedziny i dobre słowo. Miło mi :)

  • AlexAthame

    @Kocwiaczek  :smile: