42. Błysk i Grzmot – Część V – Grom // Rozdział VI

Tomasz pojawił się dwadzieścia minut później. Do tego czasu zdążyłam opowiedzieć Paulinie większość wydarzeń, wprawnie omijając szczegóły naszego romansu. Adam cały czas milczał i wpatrywał się w kubek z herbatą, którym ogrzewał sobie dłonie. Generalnie wyglądał na bardzo zmęczonego. Brak snu w połączeniu z ciepłem mieszkania sprawiał, że i mi zaczynały zamykać się oczy. Paulina zaś słuchała z zapartym tchem, tylko raz na jakiś czas zadając krótkie pytania.
     Tak, jak się domyślałam, przyjaciółka nie była zdziwiona, że Radek potraktował mnie w brutalny sposób. Wiedziałam, iż też musiała doświadczyć „zamążpójścia” – jak to ujął tamten obleśny strażnik z piętnastki. Bałam się jednak zapytać wprost. Nie wiem, czy czułaby się komfortowo, gdybym skłoniła ją do mówienia. Obecność Adama także temu nie sprzyjała. Przez niego wyrastała pomiędzy mną, a Paulą niewidoczna bariera.
     Kiedy więc Tomek pojawił się w mieszkaniu, nie oczekiwałam, że cokolwiek może się zmienić. W gruncie rzeczy w ogóle go nie znałam. Nie wiedziałam czym tak naprawdę było ich małżeństwo. Kontraktem? Uczuciem? Związkiem z przymusu? Ciężko było to rozgryźć...
     Paulina wyszła mężowi na spotkanie. Siedzieliśmy na sofie, niepewnie zerkając w stronę drzwi. Byliśmy gotowi na wszystko. Wybuch złości? Milczenie? Przyzwolenie? A może nawet niedowierzanie? Zanim jednak cokolwiek z tego nastąpiło, usłyszeliśmy niski szept:
   – Cześć, skarbie. – Czułość w męskim głosie niemal mnie zszokowała. Oniemiała wpatrywałam się w pokojowe drzwi, zupełnie nie rozumiejąc, co się właściwie działo. Gdzie uleciały te wszystkie słowa bez wyrazu i wymuszone gesty?
   – Witaj, kochanie – odpowiedziała wyraźnie zadowolona. Jej słowom towarzyszył odgłos rozpinania kurtki i zdejmowania butów. Potem Tomasz musiał wziąć żonę w objęcia, ponieważ do naszych uszu dotarł niewyraźny chichot i wtórujące mu wesołe pomrukiwania.
   – Chodź już – prychnęła rozbawiona. – Mamy gości.
   – A kogo to nam naniosło? – W barytonie pojawił się niepokój. – Przyjaciele czy wrogowie?
   – Sam zobacz.
     Tomasz wszedł do środka z wyrazem zaciekawienia na twarzy. Uśmiech wykwitł na jego ustach od razu, gdy na mnie spojrzał. Odwzajemniłam się niepewnie:
   – Mam nadzieję, iż nie ściągamy wam na głowę kłopotów? – zaczęłam pośpiesznie. – Naprawdę nie chciałabym...
   – Lilianno, przestań. – Tomasz podszedł i uścisnął mnie serdecznie. – Cieszę się, że nic ci nie jest. Tak wiele krzywd doświadczyłaś w hali i pewnie poza nią, że ulgą jest widzieć naszą przyjaciółkę całą i zdrową. Muszę przyznać jednak, iż nad wyraz… szczupłą. – Rzucił taksujące spojrzenie. – Musiało ci być niełatwo tutaj wrócić. Naprawdę nie kłopocz się o nas. Z rodzinką Blask wszystko w porządku.
     Spojrzałam na niego z lekkim niezrozumieniem. Skąd wiedział, co mi się przydarzyło? Zanim jednak o to zapytałam, męski wzrok powędrował na towarzysza.
   – To mój chłopak, Adam – wyjaśniłam. – Nie mieliście okazji się poznać.
     Tomasz uścisnął wyciągniętą ku niemu dłoń  i przyjrzał się twarzy chłopaka. Mój luby odwzajemnił spojrzenie, pewnie patrząc Tomkowi w oczy. Można było odnieść wrażenie, że oszacowują się nawzajem.
   – Jestem Tomek – odparł Tomasz po dłuższej chwili. – Miło mi poznać człowieka, który jak mniemam spuścił manto Radkowi i Grześkowi.
   Adam uśmiechnął się chłodno i z rezerwą, gdy tylko usłyszał ostatnie słowa:
   – Wygląda na to, że niezbyt skuteczne, sądząc po tym, iż widziałeś się z nimi później. Naprawdę chwalili się kolegom nabitymi guzami?
   – Nie – odparł cicho Tomek, mrużąc oczy. –  Już nie jestem po ich stronie. Nie bez znaczenia pozostaje jednak fakt, że zauważam więcej, niż by tego chcieli.
     Sytuacja stawała się nie do zniesienia. Jeszcze chwila i byli gotowi skoczyć sobie do gardeł.
   – Dobra – rzekłam zniecierpliwiona. – Zbyt wiele mam pytań, żeby dalej wytrzymywać tę waszą wymianę uprzejmości. Czy możemy wszyscy usiąść i podzielić się na spokojnie wszystkim co wiemy?
   – Jak najbardziej – kiwnął Tomasz sztywno. Niechęć jaka biła w jego kierunku od Adama była wręcz namacalna. – Pozwólcie tylko, że zjem obiad.
   – Naturalnie – syknął Adam, gdy Tomek odwrócił się do nas plecami. – Paula wspaniale gotuje. My już jedliśmy. Być może twoją porcję...
     Wymieniłyśmy z Pauliną porozumiewawcze spojrzenia. Weszła do kuchni za Tomaszem i zostawiła mnie z Adamem sam na sam.
   – Co cię ugryzło? – rzuciłam, gdy już zamknęły się za nimi drzwi. – Musisz być taki niemiły?
    Spojrzał na mnie z niedowierzaniem:
   – Niemiły? – odpysknął szorstko. – Ja? No, doprawdy Lilu, nie rozumiesz kim on jest? Zna ich, przebywają razem, może nawet chadzają na piwo! – Jego głos podnosił się niebezpiecznie. – Albo dla rozrywki gwałcą wspólnie jakieś niewinne dziewczyny, umilając sobie męskie wieczory!
     Takiego wybuchu złości, nie sposób było kontrolować. Słowa cięły powietrze niczym tasak. Wstrzymałam oddech, czekając na wtargnięcie Tomka do salonu. Po tym, co Adam właśnie wykrzyczał nie zdziwiłoby mnie, gdyby gospodarz zechciał wybić gościowi zęby. Z kuchni dochodziły jednak tylko odgłosy stukania sztućcami.
   – Przystopuj, proszę. – Położyłam mu dłoń na piersi. – Nie wiemy jak się poznali, ani czy są przyjaciółmi. Nie słyszałeś jak powiedział, że nie jest już po ich stronie?  
   – Po ich stronie?! – Adam nadal przyglądał się zdziwiony, zupełnie nie rozumiejąc mojego spokoju. – A właściwie jaka to jest strona? Jesteś w stanie powiedzieć o nim coś więcej niż to, co sama usłyszałaś czy widziałaś?
   – Paula go kocha – rzekłam stanowczo. –Zaufała mu na tyle, iż otworzyła przed nim serce. Czy nie możemy więc najpierw go wysłuchać, zanim wydamy ostateczny osąd?
     Zerknął spode łba. Nie można było zaprzeczyć, że miał prawo do złości, niemniej to ja byłam osobą, która uzbierała więcej powodów, by nie ufać Tomaszowi. Adam doskonale zdawał sobie z tego sprawę, więc jedynie pokiwał głową, gdy odpowiedział:
   – Okej. Ale nie licz, iż po wszystkim zasłuży u mnie na coś więcej niż pogardę.
     Westchnęłam i opadłam z powrotem na sofę. Przez kolejne dziesięć minut nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Już myślałam, że jest zły również na mnie, jednak, gdy małżeństwo z powrotem wkroczyło do pokoju, bez wahania sięgnął po drobną dłoń i splótł nasze palce. Może pragnął dodać mi otuchy na dalszy ciąg rozmowy? Albo po prostu dostrzegł, że przesadził? Tak czy siak odetchnęłam z ulgą. Bez względu na własne przekonania nadal mnie wspierał.
     Małżonkowie usiedli w fotelach przed nami. Przysunęli je do siebie bliżej zanim zaczęli mówić:
   – Postanowiliśmy opowiedzieć wam wszystko. Dosłownie. Bez niedomówień i zbędnego owijania w bawełnę. – Paulina wyrzuciła na jednym wydechu. Spojrzała na Tomasza i pokiwała głową. – Nie ma sensu kolorować tego, co jest albo czarne, albo białe.
   – Dokładnie – przytaknął Tomek i poklepał ją po kolanie. – Zresztą i tak wiemy, co o mnie uważacie, wnioskując po twojej reakcji, Adamie.
   – Dobrze, że masz tego świadomość – burknął w odpowiedzi. – Chyba nie możesz się dziwić.
   – Nie. Ani trochę. Sam najchętniej zdzieliłbym się po pysku raz lub dwa, aby odpokutować za własne winy. Ale przeszłości nie cofnę. Opowiem wam zatem wszystko, co wydarzyło się zanim znaleźliśmy się tutaj.
     Zrobił krótką przerwę i zaczął mówić:
   – Dwa lata temu szukałem pracy. Byłem młodym, niedojrzałym i głupim chłopaczkiem z sierocińca, bez większych ambicji, więc gdy natrafiłem na ofertę roboty w ochronie, stwierdziłem, iż będzie mi odpowiadała. Przyszedłem na spotkanie i spodobałem się. Nie wnikałem za bardzo w szczegóły. Kasa miała być na czas i tyle. To Grzegorz mnie rekrutował. Później zaczęły się szkolenia. Ale zanim to nastąpiło, musiałem zawrzeć umowę poufności. „A co mi tam!”. – Pomyślałem i złożyłem podpis, nawet nie wczytując się w szczegóły. Szkolenia były wyjazdowe. Nie wiem ilu nas w sumie zgarnęli z całego kraju, ale na moim kursie siedziało około pięćdziesięciu facetów. Wyjazdy odbywały się cykliczne. Dziwiło mnie, że więcej mieliśmy zajęć niż właściwej pracy. Z perspektywy czasu wiem, iż było to typowe pranie mózgu. Na częściach teoretycznych podkreślali ważność ochrony obywateli, przy jednoczesnej ich kontroli i w razie potrzeby zezwalali na używanie zazwyczaj niedozwolonych środków. Na zajęciach praktycznych ćwiczyliśmy zaś na siłowni do utraty tchu, łamaliśmy własne bariery i walczyliśmy ze sobą w ringu tak zaciekle, że mój przeciwnik otarł się o śmierć. Gwoli ścisłości, był to Radek. To dlatego jest taki... – przerwał, szukając właściwego określenia – nienormalny. Chyba uszkodziłem mu jakieś połączenie nerwowe odpowiadające za uczucia. Jedyne, co go kręci, to zadawanie bólu. Wiem, że to żadne wytłumaczenie, ale może dzięki temu zrozumiesz, Lilu, dlaczego taki jest.
     Pokiwałam głową. A więc to z tej przyczyny Radosław wydawał się wręcz chory w swojej złości. Teraz to wszystko nabierało sensu. W niczym jednak nie usprawiedliwiało bestialskiego zachowania.
   – Po tamtym incydencie powrócił odmieniony i czasem wydawało mi się, iż postradał zmysły. Bywały dni, gdy patrzył na mnie wzrokiem tak pełnym nienawiści, że gotów byłem pomyśleć, iż zaraz znajdę nóż między żebrami. Jak się jednak okazało nie była to nienawiść, ale rodzaj szacunku dla mojej siły. Stwierdził, że lepiej się mnie trzymać niż być wrogiem. Uparcie zatem dążył, byśmy dzielili ławkę na wszystkich szkoleniach, czy spali w jednym pokoju. Nasi pracodawcy uznali to za dobry pomysł i wszędzie, gdzie byłem ja, tam pojawiał się on. Mówiąc pracodawcy, mam na myśli ściśle tajną grupę rządową, zwaną „3O”, czyli Organizację Ochrony Obywateli. Nie mogliśmy nikomu o niej mówić, bo obowiązywała nas umowa. Najwyraźniej jednostka ta tak się rozrosła, że spokojnie przejęliśmy władzę po katastrofie i zaczęliśmy bardziej kontrolować oraz trzymać w ryzach niźli kogokolwiek ochraniać.
     Przerwał na chwilę i upił łyk herbaty:
   – Czy wiedzieliśmy, iż katastrofa to jedna wielka lipa? Nie. Ale każdy ucieszył się, że może w końcu ruszyć w teren. Jak wiecie, nie minęło dużo czasu zanim zaczęli nam tłumaczyć, iż w obecnej sytuacji musimy zadbać o powiększanie społeczeństwa. To samo i wam wtłaczali. Szczęście mieli ci, którzy związali się z kimś zawczasu. Pozostałych zmuszono do ożenku albo prośbą, albo groźbą. Bywali też i tacy, którzy po zbyt wielu godzinach prania mózgu, traktowali kobiety jak worki treningowe. Przykro mi, Liliano, że właśnie tak trafiłaś…
     Adam instynktownie mocniej uścisnął moją dłoń.
   – Zapytacie może kiedy się opamiętałem? – ciągnął dalej Tomek. – Nie, nie było to od razu po trzęsieniu. Iż coś jest nie tak zauważyłem dopiero, gdy usłyszałem pytanie Radka: „A co, jak żadna cizia nie będzie chciała zostać moją żoną?”. Grzegorz, jako szef grupy odpowiedział wtedy: „Zmusisz ją do tego, a my ci w tym pomożemy”. Na sali zawrzało od rechotów. Rozejrzałem się dookoła i tylko kilka osób miało zaniepokojenie wymalowane na twarzy. Wtedy dotarło do mnie, iż Grzesiek wcale nie żartuje. Gdy więc Radosław zapytał dla pewności: „Czyli mogę wziąć ją siłą? Wszystkie chwyty dozwolone?”. Grzegorz uśmiechnął się tylko i odpowiedział: „Nikt ci w tym nie przeszkodzi. Będzie twoja, a to co zrobisz za drzwiami wspólnego mieszkania nie będzie w naszym interesie. Masz jedynie spłodzić jej dzieciaka i pilnować, by trzymała język za zębami”. Uśmiech Radka powiedział więcej niż było konieczne. Zacząłem unikać wariata jak ognia. Tym bardziej, że mi wyznaczyli wybrankę dużo wcześniej...
     Westchnął i spojrzał Pauli w oczy. Zrobiła zmartwioną minę, po czym przymknęła powieki i pokiwała nieznacznie głową na znak, by kontynuował.
   – Zanim określili ostateczny termin na skonsumowanie związku, chciałem za wszelką cenę Paulinę poznać. Nie, nie mogę powiedzieć, że rzuciła mi się wcześniej w oczy. Byłem zbyt zajęty spotkaniami i patrolami, żeby mieć czas na kobiety. Gdy więc tylko wyznaczono mi ją na żonę, zmieniono mój grafik i ustalono wolne wieczory. Najpierw obserwowałem wybrankę, próbując odgadnąć rozkład dnia i najczęściej odwiedzane miejsca. Spotkaliśmy się zatem kilka razy na spacerze. Rozmawialiśmy, śmiała się z moich dowcipów i naprawdę ją polubiłem. Była taka pełna życia i ciepła. Naturalna w tym zdegenerowanym świecie. Ciekawi was, jak to się stało, iż będąc wiecznym lekkoduchem, raptownie się zmieniłem? Jakim cudem zaczęło mi na niej zależeć? Wcześniej już wspomniałem, że byłem młody, głupi i naiwny. Nie miałem domu i nawet o nim nie marzyłem. Jednak, gdy ją poznałem coś we mnie pękło. Nie wiem, czy to ufność w damskim spojrzeniu, czy też bijące od Pauli dobro. Po prostu uświadomiłem sobie, że nie chcę jej skrzywdzić. Po jednym z naszych spotkań poszedłem więc do Grześka i powiedziałem, iż chce z Pauliną być bez przymusu i doprowadzę do ślubu własnymi staraniami. Myślałem, że to zrozumie. Jak na dłoni było widać, iż się w niej zadurzyłem. Ale tylko mnie wyśmiał. Popatrzył z politowaniem i powiedział, że termin jest aktualny i jeśli do tego czasu nie zmuszę „laski” do ślubu, to i tak zaaranżują spotkanie.
     Upił duży łyk z kubka. Ani ja, ani Adam nie śmieliśmy się odezwać.
   – Głowiłem się, dwoiłem i troiłem. Byłem skłonny nawet porwać ją i uciec, aby tylko nie musiała tego przeżywać, a już tym bardziej z mojej ręki. Uparłem się więc, by feralnego wieczoru być z Paulą w parku i nie odstępować wybranki na krok. Chciałem trzymać ukochaną za rękę i bronić własną piersią przed ich łapami. Wiedziałem, że podczas aranżowanych spotkań wiele kobiet było bitych i poniżanych, a ja po prostu nie wyobrażałem sobie zrobić czegoś takiego. 3O przewidziało jednak taki obrót wydarzeń. Podstawili któregoś z naszych przy fontannie, by udał, że zasłabł. Czułem pismo nosem, ale Paulina nalegała, by pilnie zaprowadzić go do pielęgniarza. Tam bez skrupułów nas pochwycono i siłą, wrzucono do jednego z białych pokoi...
     Widziałam, jak Paulina wstrzymuje oddech. Głos Tomka ucichł do szeptu. Nie potrafił już patrzeć nam w oczy. Pochylił się do przodu, splótł palce na kubku i smutno relacjonował dalej:
   – „Zgwałć ją” – powiedział strażnik. Odpowiedziałem: „Nie”. Wszczął awanturę, że przeciwstawienie się warunkom umowy, równoznaczne będzie z moją śmiercią. Byłem bezradny. Zacząłem w duchu wymyślać sobie od najgłupszych, iż nie przeczytałem tego piekielnego kontraktu. Zebrałem więc myśli i zdałem sobie sprawę, że Paula jest teraz ważniejsza ode mnie. Powiedziałem zatem, że mam gdzieś, czy zginę. Spojrzał wtedy na Paulinę i zaczął rechotać. Stwierdził, iż broń ma w biurze i może tam zaraz pójść, zastrzelić mnie, po czym sam zgwałci moją panienkę, a potem przekaże ją chłopakowi, który nas doprowadził. „A może – naśmiewał się – weźmiemy ją jednocześnie i później oddamy innemu, który chętnie przyjmie taką żonę. Będzie już doświadczona”. Zacząłem więc panikować. Zapędzili mnie w kozi róg i nie miałem pojęcia, co zrobić. Wtedy niespodziewanie odezwała się Paulina...
   – „Zrób to”. – Paula w końcu zabrała głos. Dotychczas siedziała z zamkniętymi oczami. – „Martwy na nic mi się nie przydasz”. Tak właśnie powiedziałam.
   – Co innego miałem zrobić? – kontynuował Tomek. – Możesz mi Adamie wyrzucać, że wolałbyś zginąć, niż się czegoś takiego dopuścić, ale sam widzisz, jak skomplikowana to była sytuacja. Moja śmierć nie stanowiła tutaj żadnego rozwiązania...
   – Wziął mnie więc na ich oczach. Nie zadali sobie nawet trudu, żeby opuścić pomieszczenie. – Paulina nie była już nawet smutna. Wydawała się wyprana z emocji. – Nie mogę powiedzieć, że czułam się gwałcona. Byłam jednak zimna i taka jakby pusta. Cóż mam rzec? Kochałam już wtedy tego faceta, ale to wszystko mnie po prostu przerosło.
   – Odkąd się odezwała, ani razu na mnie nie spojrzała – ciągnął dalej Tomasz. – Rozebrałem ją drżącymi rękami i naprawdę starałem się sprawić odrobinę przyjemności. Cały czas patrzyła w sufit, nieobecnym wzrokiem. To był pierwszy raz i nawet, gdy ją zabolało, żaden mięsień nie drgnął na ślicznej twarzy. Wolałbym już otrzymać cios zadany nożem. Widziałem, jak z każdym pchnięciem niszczę tę cudowną kobietę... Gdy więc po wszystkim pozwolili nam się razem umyć, nie zdziwiło mnie, że odsunęła się jak najdalej. Chciałem ją pocieszyć, przeprosić, ale nie mogłem znaleźć odpowiednich słów. Gdy skończyła kąpiel i się ubrała, pędem uciekła z łazienki. Słyszałem, jak otrzymuje od strażnika wytyczne. Nie chciała kolejnych spotkań. Powiedziała, że może wziąć ślub nawet następnego dnia. Niestety, zanim do niego doszło musieliśmy jeszcze kilka razy uprawiać przy nich seks. Było szybko i metodycznie. Dochodziłem, ona wstawała, nie okazując emocji i wychodziła. To mnie zabijało.
   – Dopiero kilka dni po ślubie pozwoliłam się dotknąć – westchnęła. – Dbał o mnie przez ten cały czas, nie naciskał. Był miły, uprzejmy, oddany i kochający. W końcu tama pękła. Pół nocy płakałam w jego ramionach. Tomasz opowiedział mi wszystko, jak teraz wam i zrozumiałam czemu tak się stało. Wybaczyłam mu i was również o to proszę...
     Nastała niezręczna cisza. Natłok informacji wręcz kapał z głów. Zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Jedno było pewne. Rozumiałam Tomka aż za bardzo. Własne przekonania mówiły mi, że powinnam go potępić, ale podświadomość sugerowała, że zrobił to, co musiał w najmniej szkodliwy sposób. W końcu przecież się kochali, byli razem i wychowywali moją siostrę. Można powiedzieć, że tamta sytuacja wzmocniła ich związek. Zanim jednak zdążyłam się odezwać, mój chłopak wstał z kanapy i podszedł do skruszonego mężczyzny.
     Ten zaś z wahaniem odchylił się w fotelu i podniósł głowę. Wówczas Adam wyciągnął dłoń, mówiąc:
   – Nie sądziłem, iż to zrobię. – Uśmiechnął się smutno. – Trafiłeś w totalne bagno. Zrobiłeś coś niewybaczalnego, ale to odpokutowałeś. Ta kobieta – tu wskazał na Paulę – wybaczyła ci, zatem ja nie mam najmniejszego prawa postąpić inaczej.
     Tomasz zdobył się na smutny uśmiech, który po chwili zastąpiła ulga. Uścisnął wyciągniętą dłoń. Wykorzystując sytuację powiedziałam tylko:
   – Jesteśmy zatem zgodni. – Nabrałam powietrza i splotłam palce. – To, co nas spotkało, było wyłącznie ich winą. Skoro zatem doszliśmy do tego wniosku, musimy ustalić, co zrobimy z naszą wiedzą.
     Wszyscy zgodnie pokiwali głowami.
     „Oto nadchodzi dzień zapłaty”. – Pomyślałam i dreszcz emocji przebiegł po moim karku. – „Najwyższy czas”.

Kocwiaczek

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3446 słów i 19793 znaków, zaktualizowała 14 sty o 11:21. Tagi: #katastrofa #tajemnica #przemoc #miłość #strata

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • shakadap

    Brawo. Jak zwykle świetnie napisane.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Kocwiaczek

    @shakadap, dziekuję:)