Pamiętnik Marty cz. 3 Nad jeziorem

Kolejny "festiwal" podglądania pamiętam z pewnych wakacji spędzanych nad jeziorem. Kąpałyśmy się wtedy z koleżanką Beti w zalesionej zatoczce wieczorami. Oczywiście nago i sprawiało nam to nie lada frajdę. Zwłaszcza gdy odkryłyśmy, że jesteśmy podglądane przez młodszych kolegów, którzy mieszkali w sąsiednim namiocie. Udawałyśmy, że tego nie spostrzegamy, ale o ile Beata starała się znikać pod wodą, to ja nieco pozwalałam, żeby moje piersi wyłaniały się ponad lustro wody. Ekscytowało mnie wyobrażanie sobie, jak ci młodziacy reagują na starsze studentki.
Pewnego dnia chłopcy nabrali odwagi i zbliżyli się do brzegu podczas naszej kąpieli. Oczywiście obie zaczęłyśmy piszczeć i wyrażać wielkie oburzenie.
- Jak możecie podglądać nas, gdy jesteśmy nagie!
Ale oni śmieli się i droczyli.
- Możemy do was wskoczyć i umyć wam plecki!
- Albo cycki - zapiszczał najmniejszy z nich.
Byłyśmy nieco zatrwożone, nie wiedziałyśmy, czy przypadkiem, będąc pod wpływem wysączonych browarów, nie przyjdzie im do głowy zrobienie nam jakiegoś takiego właśnie psikusa. Dlatego, nieco bardziej przestraszona niż ja Beatka, zakrzyknęła:
- Idźcie sobie stąd, albo zgłosimy, że nas molestujecie!
Chłopcy może trochę się przestraszyli i nie próbowali do ns wskoczyć, ale za to chwycili nasze ubrania leżące nieopodal brzegu.
Ten najmniejszy, ryżawy, machał moją spódniczką jak chorągwią, a w drugiej ręce trzymał moje majtki.
- Znaleźlismy, znaleźliśmy jakieś kiecki i cyckonosze! Należy nam się znaleźne!
- Czekamy w naszym namiocie! Zgadnijcie jakie znaleźne musicie nam zapłacić!? I to w naturze!
Zadrżałyśmy. Już widziałyśmy obraz, jak to musimy wracać kompletnie nagie! Osłaniając sobie biusty i łona... Ogarnęło nas okropne przerażenie.
Beata była zła, w jej oczach pojawiły się łzy. Jednak nie była z siebie wydusić słowa, już nie grzmiała o molestowaniu.
Natomiast ja, chcąc zrobić wszystko, byle tylko zapobiec "nagiemu marszu", starałam się iść na jakieś ustępstwa.
- No dobrze... - łagodziłam sytuację - zostawcie nam nasze ubrania... Potem będziemy się umawiać na jakieś znaleźne...  
- A na pewno w naturze...
- No zobaczymy... może, może...
Chłopaczyska podroczyły się jeszcze z nami.
- Patrzcie, jakie koronkowe te gatki!  
- Prześwitujące! Pewnie widać przez nie pipkę!
To komentowali moje majtaski...
- A to jakie malusie stringi!
- Pewnie wrzynają się między nogi!
To o bieliźnie Beaty.
Najbardziej jednak nadworowali się nad moim biustonoszem.
- Ale wielki stanik! Możnaby w nim nosić piłki na plażówkę! Ha ha!
- Ty, mały, załóż go sobie na głowę! Ha, ha, ha!
Łobuziaki pomachali jeszcze naszymi majtkami i biustonoszami, po czym schowali je do kieszeni, na szczęście resztę garderoby zostawili.
Poczułyśmy się uratowane. Odczekałyśmy chwilę, aż młodzieńcy znikną za drzewami, po czym ostrożnie udałyśmy się do naszych spódnic i bluzek. Osłaniałyśmy piersi, podejrzewając, że chłoptasie mogą nas obserwować z krzaków.
Gdy Beata pochyliła się nad swą dżinsową miniówką i wyciągnęła rękę (drugą bardzo starannie okrywając cycuszki), spódniczka nagle odjechała!
Moja kiecka podobnie!
To te gnojki przyczepiły do nich sznurki i teraz za nie ciągnęli!
Ależ mieli ubaw, gdy tak, majtając cyckami, biegłyśmy za naszymi spódnicami.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 622 słów i 3462 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • enklawa25

    :bravo: brawo coś pięknego

  • jacek795

    mhymmmmmmm dobre;)

  • Margerita

    Fajne bardzo mi się podoba