In the darkness 01 cz.6

Trochę późno, bo pomagałam na WOŚP w szkole, ale zawsze jest. Nie mogę za dużo dzisiaj napisać, bo mam randkę z biologią.

Sen - wspomnienie
Dokładnie czternaście miesięcy temu, podczas moich urodzin uciekałam przed oblewającym wodą Mattem, który próbował złapać wszystkie dziewczyny. Zauważyłam jak biegnie trzydzieści metrów za mną. Skierowałam się w stronę lasu za domem.
Było tam ciemno, a mgła sięgała mi do kolan. Biegłam tak długo, aż wszystkie odgłosy gonitwy ucichły. Zamierzałam teraz trochę odpocząć, więc usiądłam na kamieniu.
Po piętnastu minutach odzyskałam siły i chciałam wrócić do domu, ale zdałam sobie sprawę, iż zabłądziłam.
- Matt!! - Krzyknęłam na całe gardło. - Olivia! Zabłądziłam, pomóżcie mi!!!
Jednak odpowiedziała mi tylko martwa cisza.
Wyjęłam komórkę, aby zadzwonić po kogoś. Szlag... brak zasięgu.
Po kilkudziesięciu minutach spacerowania po lesie i zaliczeniu kilku upadków z drzewa w celu odszukania upragnionego zasięgu zaczął padać deszcz. Najpierw lekka mżawka, później piekielna nawałnica. Próbowałam znaleźć jakiś bezpieczny, niski punkt, aż wreszcie zauważyłam dziurę pod ogromnym dębem. Jest wystarczająco duża, aby udało mi się w nią wcisnąć.
Wzięłam do ręki długi kij i przeczesałam nim czarne wnętrze w celu znalezienia niespodziewanego ''sąsiada''. Na szczęście droga była wolna. Czym prędzej zaczęłam czołgać się w głąb i nagle mnie zatkało. Światło. W dziurze.
Ciekawość dała za wygraną i posunęłam się kilka metrów dalej. Odkopałam większą dziurę, bo ta była po części zasypana ziemią.
Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam, gdy wyszłam na powierzchnię. Zamiast lasu wszędzie leżały pozostałości jakiegoś miasta. Czyżbym znalazła jakieś podziemne ruiny? Ale skąd to dzienne światło?
Zaczęłam ostrożnie spacerować, tym razem zapamiętując drogę do dziury.
But mi się rozwiązał, przez zaczepienie o jakiś wystający kamień. Schyliłam się, by go zawiązać i wtedy usłyszałam kobiecy krzyk. Uff... wreszcie mnie znaleźli. Jak tu się dostali? W tej samej chwili podniosłam głowę i zauważyłam dziewczynę w czarnym uniformie z... miotaczem ognia? Wstałam i zaczęłam do niej podchodzić, aby zapytać czy zna może drogę, którą wydostanę się z lasu... i stąd ogólnie.
- Hej. - Krzyknęłam do niej przyjaźnie. Na jej twarzy dało się zauważyć przerażenie. - Cieszę się, że wreszcie znalazłam kogoś w tym miejscu. - Uśmiechnęłam się promiennie.
Dziewczyna zaczęła wrzeszczeć w głąb miasta.
- Panie Delos!! Gdzie pan jest?!?! - Prawie się rozpłakała. - Pomocy!! Ktoś tu jest!
Dosłownie parę sekund później przybiegł umięśniony mężczyzna w podeszłym wieku ze spluwą w ręku.
- Co tu się dzieje? - Zwrócił się do dziewczyny. - Czy masz pojęcie co narobiłaś tak krzycząc? Za chwilę zleci się tu chmara demonów. - Powędrował za załamanym spojrzeniem dziewczyny prosto na mnie. - Kim ty do cholery jesteś i dlaczego wyszłaś na powierzchnię bez broni?
Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi.
- Ja tylko... - Przerwał mi ryk mrożący krew w żyłach.
- Uciekajmy! - Krzyknął Delos. - Pięćdziesiąt metrów na północ mamy dodatkowy właz do COPIN. Szybko!
Chwilę stałam jak sparaliżowana. Przeniosłam wzrok nieco dalej i wtedy je zauważyłam. Czarne, lekkie jak mgła, poszarpane. Było ich pięć. Nie mogłam się ruszyć, a one się do mnie zbliżały i zbliżały.
Poczułam mocne szarpnięcie za ramię i nieobecna zaczęłam poruszałam nogami.

Odzyskałam świadomość, gdy zaświecono mi w oczy latarką.
- Hej! Co tu się dzieje?!
- Wreszcie się ocknęła. - Usłyszałam przyjemny baryton.
Ktoś trzasnął drzwiami.
- Nie mamy jej w naszej bazie danych. - Dodał ktoś inny.
- Nic?
- Absolutnie nic. - Zaczęłam odzyskiwać wzrok.
- Możesz nam powiedzieć kim jesteś i jak się znalazłaś na powierzchni? - Zapytał chłopak z szmaragdowymi oczami, które w tej chwili zasłaniały kruczoczarne włosy.
- Eeee....- Co miałam im powiedzieć? Chyba zwariowałam. - To jakieś wielkie nieporozumienie. Chcę tylko wrócić do mojego domu. - Przerwałam na chwilę i rozejrzałam się po sali. Niewielkie, prostokątne pomieszczenie rozświetlone bladą żarówką. Przede mną stało metalowe biurko, a za nim kobieta i trzech mężczyzn. Czułam się zdezorientowana. - Gdzie jestem?
- W COPIN - Powiedziała rudowłosa. - To główna siedziba.
- W CO... co? - Spojrzeli na mnie z niedowierzaniem.
- Jak się tu znalazłaś? - Powtórzył pytanie chłopak.
- Byłam w lesie... Zaczął padać deszcz, więc schowałam się w jakiejś dziurze pod dębem i nagle znalazłam się tutaj. Resztę chyba znacie. - Dodałam.
- Tu nie ma żadnego lasu.
- Który mamy dzisiaj rok? - Zapytała kobieta.
- Przestań Rachel, to tylko legenda. - Powiedział mężczyzna znany mi jako Delos.
- Jesień 2013, ale jakie ma to znaczenie?
Wszyscy spojrzeli na siebie w zdumieniu i niedowierzaniu.
- Jest rok 2741. Witamy w przyszłości.

iza0199

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 945 słów i 5137 znaków.

1 komentarz

 
  • Arni

    Ciekawie Ciekawie. Kontynuuj ^^