Instrukcja obsługi Milenki, czyli 998 cegieł.

Instrukcja obsługi Milenki, czyli 998 cegieł.Listopad. Ranek. Długa aleja. Szelest liści pod nogami. Cisza. Pusto. Drzewa gołymi gałęziami niemal dotykają szarych chmur na niebie.

Idziemy, trzymając się za ręce. Z obu stron alei w równych rzędach groby i krzyże. Patrzę na napisy: Andrzej, 24 lata. Zginął tragicznie. Monika, 19 lat. Niech spoczywa w pokoju.

Czuję jej ciepłą dłoń. Milena idzie ze spuszczoną głową, trzymając w drugiej ręce czerwone róże. Pierwszy raz idziemy wspólnie na grób Asi. Nie lubię przychodzić na grób Asi w towarzystwie. Nawet z rodzicami. Wolę być sam. Wtedy opowiadam Joannie o codziennych sprawach i mogę płakać. Nikt nie widzi moich łez. Nie raz opowiadałem jej o Milence i o naszej miłości. I wiem, czuję w sercu, że Asia to akceptuje.

Milena wie, że w wolne dni zawsze tutaj rano przychodzę. Wczoraj, po raz pierwszy, odkąd spotykamy się, spytała mnie, czy może ze mną iść. Milena była koleżanką Asiulki. Razem chodziły na treningi szermierki. Były przyjaciółkami. Znały swoje sekrety. Asia lubiła Milenę, ale mimo to rzadko Milenę widywałem. Milena ma osobowość delikatną i wrażliwą, łatwo ją zranić, ale stara się to ukrywać. Asia doskonale orientowała się, że Milena od szkoły podstawowej jest zakochana w jej bracie, czyli we mnie. I, pomimo, że była to Milenki pierwsza, trochę dziecięca miłość, przetrwała próbę czasu - okazała się głęboka i trwała. Asia nieczęsto zapraszała ją do naszego domu, gdzie Milena mogła mnie spotkać. Nie chciała ranić Mileny. Ja byłem od nich kilka lat starszy, dorosły już wtedy chłopak, a one młodziutkie dziewczyny. Asia wiedziała, że lubię jej koleżanki, ale patrzę na nie jak na dzieci, więc nie chciała, żeby Milena miała złamane serce. Chciała jej tego oszczędzić. Poza tym to Asia całym sercem mnie kochała. A miłość jest egoistyczna. Dopiero kiedy Asia odeszła na zawsze, Milena widząc moje cierpienie spróbowała zbliżyć się do mnie. Była odważna i powiedziała mi wprost to, co miała w duszy. Dobrze pamiętam ten deszczowy wieczór, kiedy opowiedziała mi o swoich od lat skrywanych uczuciach do mnie. Widziałem, jak wtedy jej drżały ręce, a głos się załamywał. A ja byłem wstrząśnięty. Nie wiedziałem wcześniej o tym. Nie domyślałem się nawet. To prawda, że Asia coś kiedyś mi o tym mówiła, bo Asia nie ukrywała niczego przede mną, ale nie potraktowałem tego poważnie. Ot, takie tam dziecięce zauroczenie jednej z jej koleżanek.  

Od tamtej pory, od tej rozmowy z Mileną, spotykamy się. Początkowo rzadko, ale potem coś się zmieniło, zaczęło mi zależeć na wspólnie spędzanym czasie. Długo nawet się nie pocałowaliśmy. Chodziliśmy na spacery, rozmawialiśmy w wszystkim albo milczeliśmy, a ona tylko wtulała się we mnie. A potem kiedyś, pierwszy raz kochaliśmy się i było fantastycznie. Teraz jest dla mnie oparciem i bardzo ją pokochałem. Nie za jej wygląd – chociaż jest cudownej urody młodą kobietą. Nie za jej umysł – chociaż jest bardzo bystra, inteligentna, romantyczna, trochę nieśmiała. Ale za jej serce. Jest dobrym współczującym człowiekiem, i czuję, jak bardzo mnie kocha i jest szczęśliwa, że jesteśmy razem. Nigdy nie chciałbym ją zranić.

Grób Asi otula skrzydłami przepiękny anioł, wyrzeźbiony w czarnym marmurze. Z zamkniętymi oczami, z wyrazem bólu przytula swoją piękną twarz do płyty, niemal leżąc na niej, otulając cały grób skrzydłami. Pod nim, w zimnej krypcie jest ciało Asi. Też miała twarz i duszę anioła. Teraz jest Aniołem.

Milena położyła przy głowie anioła czerwone róże. Staliśmy długo w milczeniu.
- Bardzo mi jej brakuje – powiedziała – była jak promień słońca. Dzięki niej mój każdy dzień z nią był wyjątkowy. Kochałyśmy rozmawiać ze sobą. Była taka ładna i pogodna. Bardzo często opowiadała mi o Tobie, jej ukochanym bracie. Dzięki temu tyle o Tobie wiedziałam, o Twoich zainteresowaniach, życiu, miłościach i sukcesach sportowych. Nigdy nie widziałam siostry tak bardzo zakochanej w swoim braciszku. Mówiła mi, jak Ciebie kocha. Kiedyś jej wyznałam, że ja też. Że kocham Ciebie miłością jak dziewczyna do chłopaka i marzę o Tobie, chciałabym kiedyś być z Tobą, i to jest beznadziejne. Wzięła mnie wtedy za rękę i przytuliła się do mnie. Nie wiem, co myślała. Ale od tamtej pory była dla mnie jakaś taka bardziej serdeczna. Jakbym miała siostrę... nie mam siostry, ale to chyba tak się czuje, jeśli się ma... jakby się cieszyła, że ja też ciebie kocham...
Objąłem Milenkę ramieniem. Jej usta drżały.
- Jak myślisz, czy jej by się podobało to, że Ty i ja... że nasze drogi się połączyły?
- Pisała coś w rodzaju pamiętnika – powiedziałem po chwili – chciała jak najlepiej dla mnie. Chciała, żebym miał kochającą dziewczynę, żebym założył rodzinę i był szczęśliwy. Napisała to przed śmiercią. Myślę, że nie mogłem lepiej trafić. Ona cię znała i lubiła. Kiedy spotykałem się z jakąś dziewczyną, Asia była jej niechętna, bo uważała, że nie są to dla mnie dobre wybory. I zwykle miała rację, przekonywałem się o tym po czasie. Ale czuję, że akurat ciebie by w pełni zaakceptowała. Bo znała ciebie dobrze i i bardzo lubiła. Odeszła, ale jest cały czas z nami. W naszych sercach.  

Długa aleja. Szelest liści pod nogami. Cisza. Pusto. Drzewa gołymi gałęziami niemal dotykają szarych chmur na niebie. Wracamy, trzymając się za ręce. Pójdziemy deptakiem przy rzeczce, do kawiarni, na ciepłą kawę. Wieczór może spędzimy u mnie – moi rodzice wyjechali na sympozjum i wrócą dopiero za tydzień.

***

Moi rodzice bardzo przyzwyczaili się do Milenki. Kiedy ona przychodzi do naszego domu, we wzroku mojej Mamy widzę autentyczną radość. Moja Mama czasem chodzi z Milenką po damskie zakupy, tak, jak kiedyś chodziła z Asiulką. Tata też bardzo ją lubi. Mimo, że Milenka jest młoda, Tata kilka razy, przy pewnych okazjach okazał jej szacunek, całując ją w rękę. Mnie się to podobało, a Miluś miał rumieńce, tak się zawstydziła. Rodzice mówią, że mają teraz dwoje dzieci: ją i mnie. Milenka znalazła się w moim, a zatem i w ich życiu w ciągu tego najcięższego roku po śmierci mojej Siostry Asiulki, a ich córki. W pewnym sensie zastąpiła ją, przelali na nią swoje uczucia. Widzą też, że jest to porządna, mądra dziewczyna, studiuje i świetnie się uczy, że mnie kocha i że ja zmieniam się pod jej wpływem. Coraz lepiej radzę sobie z własną psychiką, stałem się bardziej wrażliwy, a miłość do niej daje mi radość i siłę do życia. Fizycznie Milenka wygląda trochę inaczej niż Asia (obie piękne, smukłe, w tym samym wieku, ale Asia była blondynką, a Milenka ma czarne, długie włosy), ale delikatność, pogodna osobowość, dziewczęcość zachowania połączona z dojrzałością umysłu były u obu podobne. Dla moich rodziców, jak i rodziców Mileny pewnikiem jest, że jesteśmy dla siebie stworzeni i nie wyobrażają sobie innej sytuacji jak to, że ja i Milenka będziemy ze sobą na zawsze, w przyszłości założymy rodzinę. Chociaż Milenka jest jeszcze faktycznie nastolatką, studentką.

Milenka jest po prostu przeuroczą młodą damą. Ma kilka cech, które powodują, że przebywanie z nią nigdy nie jest nudne. Przede wszystkim jest bardzo pogodna i w każdej sytuacji widzi coś dobrego albo zabawnego. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek się złościła. Nie kłamie. Jest bezpośrednia, mówi to co myśli. Ma dużo pomysłów, w tym nieraz zwariowanych. Lubi „szczebiotać”, jak ja to nazywam, czyli opowiadać o czymś z przejęciem. Wydaje się być lekkoduchem, ale przy głębszym poznaniu bardzo zyskuje. Jest po prostu inteligentna, oczytana i ma szerokie horyzonty. Jej wiedza jest spora, a jeśli chodzi o kultury Dalekiego Wschodu, szczególnie japońską – ta młoda osóbka jest niemal ekspertem. Nie dość, że studiuje japonistykę, to jeszcze Japonia, jej kultura i historia to jej hobby. Nieraz miałem zabawę obserwując, jak niektóre osoby nie znające Milenki traktowały ją z początku jak głupiutką gąskę, a po rozmowach z nią całkowicie zmieniały zdanie, czując niedowierzanie, zakłopotanie i wręcz podziw dla jej wiedzy. Te ich miny później... takie „kocie mordy”. Poza tym cechuje ją wysoka kultura osobista i równie traktowanie wszystkich bez względu na ich wygląd, finanse, zawód itp. Uprawianie szermierki czyni jej ciało bardzo gibkim, jędrnym i pięknym. Nie jest może bardzo wybitną florecistką, taką, jaką była Asia, ale potrafi ciężko trenować, walczyć i czerpać radość z walki. Porażki przyjmuje jako lekcje i wyciąga z nich wnioski. Uwielbiam, kiedy po walce, z floretem w ręku, zdejmuje maskę i wtedy pojawia się jej promienna twarz, roześmiane oczy... nieraz kropelka potu na czole. Jest wtedy przepiękna. Młoda bogini walki. Walkiria.

Inną kobietą, która po odejściu Asi pojawiła się w moim życiu jest Laura. Pani Laura, mój psycholog, jest przystojną kobietą koło czterdziestki. Dzisiaj mam u niej wizytę. Jest elegancka, czysta, bardzo zadbana. Dba o każdy szczegół swojego wyglądu. Doskonałej jakości ciuchy, ze smakiem dobrane kolory. Torebka dobrej firmy, najlepsze kosmetyki, szałowe perfumy (zapachy Givenchy). Złote, maleńkie kolczyki, kunsztowna, ażurowa bransoletka, drogi pierścionek. Delikatne ręce, długie palce, wypracowane paznokcie z lakierem pasującym do kolorów stroju i makijażu; obrączki brak. Ma gładką szyję i ładną, starannie wypielęgnowaną twarz z nienagannym, nie za mocnym makijażem. Orzechowe, piękne oczy. Pachnąca i bardzo kobieca. Ma zgrabne nogi i eksponuje je krótkimi spódniczkami. To nie razi, ponieważ jej nogi są ładne, takie „klasyczne” i w drogich, eleganckich butach wyglądają one bosko. Krągły tyłeczek i spory biust podkreślają jej kobiecość. Myślę, że jest bardzo atrakcyjna, ale faceci boją się takich kobiet – inteligentnych, wymagających dużo od siebie i innych, pięknych i niedostępnych jak szczyty w Himalajach. Mimo, że chodzę do niej od bardzo dawna na terapię, niewiele wiem o jej życiu prywatnym. Za to pani Laura potrafi wyciągnąć ze mnie wszystko. Taką ma pracę. Często rozmawiamy o miłości i kochaniu się. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ moja depresja i załamanie ma takie tło – moja anormalna miłość do siostry i jej śmierć. Przez miłość rozumiem uczucie, takie, jakie na przykład łączy mnie z Milenką. Przez kochanie – połączenie naszych ciał, i jedno drugiego oczywiście nie wyklucza, a tylko uzupełnia się i stymuluje. Chociaż dziwnie jest rozmawiać z taką piękną kobietą  o doznaniach przy kochaniu się z inną kobietą. Pomimo, że ta wypytująca się jest lekarzem. Ładnym, dojrzałym i seksownym lekarzem. I to jeszcze, kiedy dopytuje o intymne szczegóły i patrzy mi w oczy z takim dziwnym wyrazem, którego nie rozumiem.

Śmiem twierdzić, że lubi mnie. To daje się wyczuć. Jak to młody mężczyzna, miałem takie myśli, jak to jest kochać się z doświadczoną, dojrzałą kobietą. I jeśli kiedykolwiek o tym myślę, zawsze ma ona twarz i wygląd Laury. Laura ma zmysłowe usta. Kiedy poprawia włosy, odchylając do tyłu głowę robi to tak, że przechodzą ciarki. Z nią kochanie mogłoby być niesamowite i ekscytujące. Jeśli już – to jej z łóżka bym nie „wygonił”... I oceniam, że wcale nie jest to aż takie niemożliwe – ona być może też ma do mnie trochę słabości, bo wyczuwam to. Nigdy jednak nie przekracza tej niewidzialnej granicy pacjent-lekarz, ale nieraz, kiedy rozmawiamy, jakby celowo siada koło mnie na kanapce w gabinecie, nachyla się nade mną, widzę jej duże, wpatrzone we mnie orzechowe oczy, czuję oszałamiający zapach perfum i jej bliskość, aż kręci się w głowie i wtedy nie mogę się oprzeć, żeby nie zajrzeć jej w biust, podziwiając jej pełne, duże piersi. Musi widzieć, że na mnie to działa. Potrafi też tak siadać na krześle, tak układać swoje długie nogi, że nie sposób od nich oderwać oczu. Krótka spódniczka wtedy podchodzi jeszcze bardziej do góry, prawie widzisz jej majteczki i fantazja zaczyna pracować, a oczy zdradzają cię, bo nie możesz ich oderwać od jej kształtnych ud. Gdzieś w pachwinach czuję wtedy szaleństwo. Jest bystra i wiem, że widzi, jakie to robi na mnie wrażenie, i czasem myślę, że w wyrafinowany sposób celowo odrobinę mnie prowokuje, doskonale wiedząc, co się ze mną dzieje. Już kilka razy w jej gabinecie „podniósł mi się namiocik”, jak to mówię, czyli miałem wzwód przez nią i chyba miała tego świadomość. Gdybym nad tym wszystkim popracował, to może i bym z nią „wylądował” w sypialni. I wydaje mi się, że byłaby to prawdziwa rozkosz. Ona wygląda jak zapowiedź szczytu doznań w wyrafinowanej, dojrzałej fizycznej miłości. Jednak z drugiej strony istnieje możliwość, że tylko tak mi się wydaje – być może jestem zarozumiały, źle oceniam sytuację i siebie przeceniam, a Laura wcale mnie nie prowokuje; nie wiem. I nie sprawdzę tego – nigdy, nigdy bym tego nie zrobił Milence. Milenka jest taka... moja, a kochać się z Milenką, to zajrzeć na chwilę do raju. I nie jest mi nikt inny potrzebny. Mając wybór między Laurą a Milenką, wybrałbym kochanie się z Milenką. Na pewno. Tam skarb mój, gdzie serce moje... Dlatego i serce, i rozsądek mi mówią, że lepiej nie tykać dojrzałego anioła, czyli pani Laury, bo można wylądować w piekle. Przecież szatan to też anioł, tyle, że upadły. Więc fantazja fantazją, a Milenka to mój raj na ziemi. Moja kobieta. Poza tym Milenka potrafi się fantastycznie kochać. Może nie ma praktyki i doświadczenia, ale serce, fantazja, inteligencja, kobiecość i intuicja podpowiadają jej znakomicie i miłość z nią za każdym razem jest niezapomnianym, romantycznym, pięknym przeżyciem. Kobieta, która swojego mężczyznę kocha, jest poza konkurencją – tego nie można podrobić, to uczucie.

W czasie naszych rozmów Pani Laura oczywiście wyciąga ze mnie wszystko, dowiedziała się więc prawie wszystkiego również o Milence. Wyciągnęła ze mnie, że Milenka się ze mną kocha. Na jej życzenie kilka razy przyszedłem z Milenką na nasze wizyty, wiem też, że prosiła Milenkę o dwa czy trzy indywidualne spotkania. Pani Laura bardzo ceni Milenę i uważa, że ma ona na mnie „zbawienny” wpływ i stopniowo wracam do równowagi właśnie dzięki niej. Kiedyś na spacerze niespodziewanie Milena spytała mnie:
- Marcin, co sądzisz o Pani Laurze? Czy podoba ci się jako kobieta?
- No, to przecież lekarz, mój psycholog – odrzekłem wymijająco.
- Ale powiedz, bo wiesz, ona mi bardzo się podoba. To dziwne uczucie, kiedy byłam na wizycie w twojej sprawie sam na sam z nią, przecież to kobieta, a tak mnie onieśmiela... babka z klasą. Jest taka seksowna i pociągająca. Jak Asia. Asia była piękna. Wiesz, kiedyś na obozie szermierczym spałyśmy z Asią w jednym pokoju, a w nocy weszłyśmy do jednego łóżka, przytuliłyśmy się do siebie, gadałyśmy przez pół nocy i było nam tak dobrze razem spać, czując własne ciepło. Myślę, że z Laurą też bym się tak czuła...  
Spojrzałem na Milenkę zdziwiony. Wiedziałem, że w Asi jej się podobało nie tylko to, jaka była Asia wewnętrznie, ale podziwiała też jej piękne ciało (Milenka siebie nie docenia – jest przecież równie piękna, ma wspaniałe ciało). Ale żeby Pani Laura... Z drugiej strony trochę ją rozumiałem. Bo ja też miałem takie myśli o Laurze, tylko tyle, że w odróżnieniu od Milenki nie było mnie stać na to, żeby powiedzieć to głośno. Ale Milena zawsze mówi mi to, co myśli. Szacunek dla Mileny.  

***

Mamy z Milenką swoje rytuały. Czynią one nasz związek wyjątkowym i niepowtarzalnym. Mamy swój własny język miłosny i erotyczny, który rozumiemy tylko my. Jest to taki zestaw sygnałów i zachowań, które powodują, że „nadajemy na tych samych falach”. Takim na przykład „tajnym” kanałem sygnałów jest muzyka. Oboje z Milenką lubimy muzykę – słuchanie dobrej muzyki nas uwrażliwia. Kiedy przebywamy razem w domu, zwykle towarzyszy nam cicha, piękna muzyka. A rytuały? Wiem na przykład, że kiedy pomiędzy utworami włączonymi przez Milenkę, usłyszę melodię „Moon River” z filmu „Śniadanie u Tiffaniego”, to Milenka dzisiaj ma chęć się kochać. Celowo włącza ten utwór. Nigdy mi tego nie mówiła, ale ona wie, że ja wiem. Działa to jak odruch Pawłowa, uruchamia u mnie tryb „kochania” i ustawia moje postepowanie na wiele następnych godzin. Ten odruch Pawłowa spowodował kiedyś, że będąc w kawiarni z Adrianem, kolegą, przypadkowo usłyszałem „Moon River”. I potem już nie mogłem się skupić na tym co mówił, przez cały czas myślałem o Milence. Mój z kolei sygnał to ulubiona melodia Asiulki, „Je vole” Louane.  I wiem, że Milenka to wie. Wymiana takich sygnałów oczywiście nie oznacza, że na pewno będziemy się tego dnia kochać – jest to jedynie wyrażenie pragnienia. Potem zależy wiele od możliwości, tego, co przyniesie wieczór itp. Ale oboje to wiemy. Niezauważalnie dla innych. Oczywiście obok takiego „szyfru”, kompletnie dla innych niedostępnego, mamy jeszcze wiele innych „kodowanych” sygnałów i zachowań, które są rodzajem naszego „tajnego języka”. Należą też do nich pewne zapachy, dotknięcia, muśnięcia, specyficzna konwersacja między nami, która dla innych nic nie znaczy, a dla nas ma ukryte znaczenia itp. Pewnie, że można wszystko sobie krótko powiedzieć wprost, zamiast tak się „bawić”. Ale czy o to chodzi? To tak, jak z ciałem kobiety w oczach mężczyzny – bardziej uwodzi częściowo zakryte, ukazujące fragmenty, dające pole do fantazji i domysłów, niż po prostu gołe, podane „na talerzu”. Ten nimb tajemniczości działa na zmysły.

Każdy wspólny dzień, spędzony razem czas jest dla nas piękny. A kiedy mamy nadzieję, że być może wieczorem będziemy się kochać, nawet spacery są bardziej intymne; to jakby początek tego, co być może stanie się wieczorem. Jak to Japończycy mówią: ważna jest Droga do celu, a nie sam cel. Spacer, trzymanie się za rękę, ukradkowe przytulenia, nastrój, wizyta w ulubionej kawiarni, wyjście do kina na fajny film, odwiedzenie miejsc, które razem lubimy. Po prostu bardzo pielęgnujemy naszą bliskość. To taka nieustająca gra wstępna. Zwiewna i delikatna... Wiem, jak Milenka tego potrzebuje. Ja też bardzo lubię. Jest to dla nas przemiłe i ważne. To, czy będziemy się kochać, zależy, jak wspomniałem, od wielu czynników, często nie dochodzi do skutku, ale to nie jest tak istotne, bo ten wspólnie spędzony czas jest bezcenny i znacznie ważniejszy od samego aktu płciowego. Jest przejawem miłości, tak, jak samo zbliżenie, które jeśli nie nastąpi – to trudno. To, co człowieka różni od zwierząt, to uczucia wyższe. Seks bez miłości to dla mnie przejaw zwierzęcego zaspokajania własnego popędu i oznaka słabości charakteru i egoizmu. Z kolei seks z samym sobą to przejaw samotności i bezradności, braku miłości lub uzależnienia dręczącego chory umysł. Gwałtu nie rozumiem. To skrajne zezwierzęcenie. Ale cóż, chyba z takimi poglądami w aktualnej rzeczywistości jestem dziwakiem.  

***

To był bardzo miły dzień. Mimo, że pogoda była brzydka. Spędziliśmy go razem, od porannej wizyty na cmentarzu. Potem byliśmy na spacerze, Milenka poszła ze mną na wizytę do psychologa, następnie poszedłem z Milenką na trening szermierczy i przez ponad dwie godziny patrzyłem, jak moje zgrabne, piękne Szczęście atakuje z zawziętością swoje przeciwniczki floretem, a potem zdejmuje maskę, śmiejąc się z daleka do mnie. Mógłbym tak patrzeć na nią godzinami. W sali szermierczej, kiedy zamknę tam oczy, widzę też Asieńkę. Ona była szybka, jak błyskawica. Przeciwniczki miały olbrzymi problem, bo wygrywała.
Byliśmy na zakupach, potem w klubie jazzowym, gdzie zjedliśmy świeże, słodkie bułeczki i słuchaliśmy pięknych standardów w wykonaniu kwartetu, w którym starszy, brodaty muzyk doskonale grał na saksofonie. W galerii sztuki oglądaliśmy wystawę grafik, aktów kobiecych. Kilka było doskonałych, Milence jeden bardzo się podobał i kupiłem go dla niej. Przedstawia nagą kobietę odwróconą tyłem, rysowany doskonałą, oszczędną czarną kreską. Dzieło młodego, czeskiego artysty. Doskonały wybór. Kobieta na grafice troszkę przypomina Asię. Oprawimy i Miluś powiesi go w swoim pokoju. Z galerii poszliśmy do domu Milenki. Jej mama przygotowała obiad. Po obiedzie poprosiłem mamę Milenki, żeby Milenka mogła dziś późno wrócić, powiedziałem, że będzie pod moją opieką, ze mną, u mnie. A może zostanie na noc. Nie mówiłem, że moi rodzice wyjechali. Mama tylko uśmiechnęła się. Milenka jest pełnoletnia, ale nie lekceważy zdania rodziców. Czasem czuję, że traktują mnie jak syna. Więc to, że mama nic nie powiedziała, było przyzwoleniem. Mówię prawdę jej rodzicom i cenią mnie za to. To, że czegoś nie dopowiem, tak jak dziś, potem mnie męczy, bo to nie do końca jest uczciwe. Ale mama Milenki jest inteligentna i wie, tylko nie pyta. Może spytać, ale nie robi tego.  
Widzę, że jej rodzice lubią mnie i są chyba zadowoleni, że Milenka wybrała właśnie mnie, że stanowimy parę, mimo mojego załamania. Myślę, że mają świadomość, że nieraz sypiamy ze sobą, ale nic nie mówią i jakoś godzą się z tym, bo czują, że nas już nic nie rozłączy. Chyba tylko moja śmierć.

***

Potem przyszliśmy do mnie. Moi rodzice wyjechali na kilka dni na zagraniczne sympozjum dla architektów. Fajnie jest w listopadowy wieczór siedzieć w wygodnym fotelu, trzymać w dłoniach filiżankę z kawą i patrzeć, jak w kominku palą się szczapy drewna. I wiedzieć, że wieczór ten spędzisz z przepiękną dziewczyną, którą kochasz. Nastrój, od kominka emanuje ciepło, a za oknem ciemno i zimno.

W łazience stłumiony szum prysznica.  
- Marcin, możesz do mnie przyjść? – usłyszałem.
Odstawiłem kawę na stolik i poszedłem do łazienki. Za matową, białą szybą widziałem zarys ciała Milenki. Wyglądało to wszystko tak, jakby była tam Asia. Ale to była Milenka.
- Jesteś? – spytała – no chodź, umyj mi plecy.
Odsunąłem szklane drzwi. Wyleciało trochę pary wodnej. I wtedy moim oczom ukazał się piękny widok. Tyłem do mnie stała Afrodyta. Bogini. Marzenie każdego mężczyzny. Młoda, wspaniałej urody amazonka. To kapitalny czas w życiu dziewczyny, kiedy z młodej nastolatki staje się zmysłową kobietą. Patrzyłem zauroczony. Stała do mnie tyłem. Czarne, długie włosy miała związane u góry w taki indiański węzeł. Dzięki temu jej łabędzia, długa szyja była odsłonięta. Młode ciało, kształtne ramiona, doskonała linia pleców, najpiękniejsze wypukłości świata – jędrne pośladki, przepiękne dzieło Bożego artysty, aż chciałoby się całować. Długie, zgrabne nogi. Całe ciało gibkie i wysportowane, regularne treningi szermierki lepiej dbały o jej ciało, niż najlepsza dieta. Była kwintesencją świeżości i młodości. Odwróciła na chwilę głowę w moją stronę. Jej duże, piękne, lekko skośne oczy spojrzały na mnie z uśmiechem:
- Podoba ci się Milenka, kochany? Widzę to – zaśmiała się – no chodź tu, pomożesz mi.
Stałem bezradnie. W ubraniu miałem wejść pod prysznic?
- Marcinku, no ściągaj z siebie ubranie i wskakuj pod prysznic.
Aha... No dureń jestem... Zdjąłem obuwie, skarpetki, koszulkę i jeansy. Zrobiłem krok do przodu...
- Slipki też! – usłyszałem miły, ale nie znoszący sprzeciwu głos. I w tym momencie „podniósł mi się namiocik”. Magia Milenki. Ściągnąłem slipki wiedząc, jak śmiesznie muszę wyglądać z wystającym do przodu dyszelkiem. Ale nie dało się tego opanować. Siła natury. Milenka chyba też to pomyślała, kiedy na mnie spojrzała. Cichutko zaśmiała się:
- Marcin, z całym szacunkiem, ale natura trochę śmiesznie was chłopaków stworzyła z tym czymś sterczącym między nogami. Ale nie bierz sobie tego do serca – jesteś ładny chłopak. Wszystko masz ładne. Przyznasz jednak, że ciało kobiece ma bardziej doskonałe kształty – powiedziała i przeciągnęła się uwodzicielsko.
Nagie ciało Milenki zawsze robi na mnie niesamowite wrażenie. Ona ma po prostu doskonałe kształty. Zawsze ten widok bardzo mnie podnieca, a z drugiej strony zachwycam się, jakie jest to dzieło sztuki, doskonałość. Te piersi, talia, brzuch, trójkąt z włosami na łonie, uda. Perfekcja. Można podziwiać w nieskończoność. I chciałoby się to wszystko całować i pieścić...
Wszedłem nagi do kabiny. Poczułem na ciele ciepłą, przyjemną wodę. Chciałem objąć Milenkę, ale wstrzymała moją rękę:
- Weź mydło w płynie, stoi tam, na półeczce. Te z awokado. Zostały mi jeszcze plecy, proszę, umyj je.
Wziąłem mydło, wylałem trochę na gąbkę. Milenka stanęła do mnie tyłem. Zacząłem gąbką rozprowadzać mydło po jej plecach. Miała delikatną, aksamitną skórę. Wolno i uważnie myłem jej plecy. Mój stwardniały konik w pewnym momencie dotknął niechcący jej pośladka. Po moich udach natychmiast przebiegł jakby prąd. Po prostu coś we mnie bardzo silnie jej pożądało.
Dół pleców. Jeszcze troszkę mydła i pośladki. Aksamit w dotyku. Nie protestowała, widziałem, że się troszkę uśmiecha. Dotykanie jej pośladków było dla mnie magiczne. Jakie jędrne, jakie delikatne. Odstawiłem gąbkę, zacząłem je gładzić oboma rękami. Cudo!
- Jeszcze troszkę mydła, proszę – powiedziała, śmiejąc się w głos. Westchnąłem, posłusznie znów nalałem mydło na gąbkę i  przez chwilę skupiłem się na myciu. A potem... potem spojrzałem na strużki wody, spływające po jej plecach i łączące się na końcu pleców, spływając między pośladkami, a potem po kroczu, udach i łydkach. I tak bardzo jej zapragnąłem, że pociemniało mi w oczach.  
Odłożyłem gąbkę, Zacząłem znów delikatnie głaskać jej pośladki. Trochę niezręcznie pocałowałem ją w szyję, pod uchem, tam, gdzie lubi. Moja ręka znalazła się na wewnętrznej stronie jej uda. Nic nie powiedziała, tylko przymknęła oczy, oparła się rękami o ścianę kabiny i nieznacznie pochyliła się, wypinając troszeczkę pupcię. Zacząłem ją pieścić po wewnętrznej stronie ud, delikatnie je muskając palcami. Byłem coraz bliżej jej krocza. Po chwili pod palcami poczułem wargi jej muszelki. Zacząłem je głaskać. Po nich i po moich palcach spływała ciepła woda. Głaskałem je delikatnie, po wierzchu, dwoma palcami. Po chwili Milena nieznacznie szerzej rozstawiła nogi i wtedy na milimetry jej szparka rozchyliła się. Powolutku i bardzo delikatnie włożyłem paluszek w jej wnętrze. Było cieplutkie i wilgotne. Ale nie od wody – to była wilgoć z jej wnętrza. Drugim paluszkiem rozchyliłem ją szerzej i zacząłem muskać jej wargi po wewnętrznej stronie. Delikatnie, bardzo delikatnie. Wzdłuż całej długości aż wyczułem ten malutki guziczek. Bardzo lubiłem to miejsce we wnętrzu jej cipci. Zacząłem go pieścić. Dotykałem, muskałem, a potem mój paluszek wodził delikatnie dalej, po wnętrzu jej cipci, potem znów dojeżdżałem do guziczka, chwilę go pieściłem, i znów zjeżdżałem do cieplutkiego wnętrza. Milenka mruknęła jak kotek. Nie przerywałem. Pieściłem ją tak przez kilka minut, a potem wyczułem, że jej wnętrze robi się bardziej rozpulchnione, jakby bardziej pulsuje i jakby bardziej mokre, chociaż trudno powiedzieć, bo cały czas oprócz moich palców pieściły ją strumyczki cieplutkiej wody. Wyczułem wejście do jej środka i delikatnie wsunąłem tam palec. Znów mruknęła jak kotek. Powoli, niezbyt głęboko, wsuwałem w nią i wysuwałem palec. Drugim ostrożnie głaskałem jej guziczek. Miała cały czas zamknięte oczy, troszkę rozchyliła usta. Byłem bardzo podniecony i czułem, że ona jest także. Po pewnym czasie wyjąłem palce z jej wnętrza i zbliżyłem mojego bardzo napiętego ptaszka od tyłu do jej rozchylonej, cudownej szparki. Dotknąłem nim do warg jej cipci, rozchyliłem je delikatnie palcami i chciałem dalej pieścić jej wnętrze, ale już nim. A potem wejść w nią głęboko i kochać się w strugach ożywczej, ciepłej wody... Byłem tak bardzo podniecony, tak bardzo chciałem być już w jej kochanym, wilgotnym, ciepłym wnętrzu... Milenka wtedy otworzyła oczy i powiedziała:
- Marcinku, nie... Nie tak i nie tutaj. Jestem bardzo podniecona, ale mamy cały wieczór, całą noc. Przecież wiesz, że będziemy się kochać... Ale tu nie jest wygodnie i dobrze.
Miałem zamiar za chwilę w nią wejść, czułem olbrzymie pragnienie tego w dole brzucha, ale mimo to po jej słowach natychmiast przestałem, opanowałem swoją żądzę i przez to po chwili odczułem lekki zawrót głowy.  
Odwróciła się do mnie przodem i zobaczyłem stojące sutki, po jej kępce włosów w kroczu spływała woda z prysznica. Tak bardzo jej pragnąłem...
- Marcinku, pozwolisz, że dokończymy kąpiel. Teraz ja ciebie umyję – powiedziała i szybko wzięła gąbkę, nalała na nią mydło w płynie i odwróciła mnie tyłem. Myła mi szyję, plecy. Robiła to powoli i delikatnie. Teraz ja zamknąłem oczy. Rozluźniłem się, poczułem, jak było przyjemne. Jeszcze drżało coś we mnie, ale powoli uspakajałem się. Mój członek był bardzo nabrzmiały, ale jednocześnie czułem błogość i delikatne ruchy gąbki na moim ciele. Teraz ona pocałowała mnie w szyję. A potem myła mi pośladki, łydki. Wreszcie skończyła i odwróciła mnie przodem. Miałem przed sobą jej twarz. Figlarnie dotknęła mojego nosa namydlona gąbką, a potem namydliła mi głowę, twarz, klatkę piersiową. Po czym naga przyklękła przede mną, a woda z prysznica zmoczyła jej włosy. Myła mi nogi, uda i krocze. Zamknąłem oczy. Ciało mam wysportowane, ale trochę chyba wstydziłem się... tego stojącego drąga. Po prawdzie, nie pierwszy raz widziała mnie gołego. Pomyślałem, przypominając sobie, co wcześniej mówiła, że miała rację – kobiety wyglądają nago przepięknie, a mężczyźni są... no, tacy, jak nas stworzyła natura. Ale mycie było przyjemne. Mężczyźni wiele tracą, pozując na twardzieli, albo naprawdę będąc mało wrażliwymi. Teraz doświadczałem tego, co przed chwilą czuła Milenka. Sama przyjemność. Jej delikatny dotyk, cieplutka woda, ruchy gąbki były niezwykle miłe i pobudzające. Bardzo starała się być delikatna. I była.
Nagle jej dłoń znalazła się na moim penisie. Bardzo delikatnie ściągnęła mi napletek z nabrzmiałego żołędzia, woda zaczęła go obmywać, a potem delikatnie naciągnęła z powrotem. Poczułem to gdzieś w środku. Otworzyłem oczy. Klęczała naga przede mną. Pomyślałem, patrząc na tą piękność klęczącą przede mną, że jestem wielkim szczęściarzem. Ona spojrzała w górę. Nasze oczy spotkały się. Jej oczy były jak narkotyk. Miała najpiękniejsze oczy, jakie w życiu widziałem. Czym dłużej ją znałem, czym lepiej ją poznawałem, tym bardziej i głębiej ją kochałem.
- Rozumiem, co czujesz. Nie zostawię cię tak. Chcę spróbować... – powiedziała. Nie bardzo zrozumiałem, co ma na myśli, ale wtedy, wciąż mi patrząc w oczy zbliżyła usta do mojego ptaka w pełnej erekcji. Jej chłodne wargi delikatnie go objęły. Jej języczek zaczął wykonywać delikatne, koliste ruchy. Zrobiło mi się tak... słodko. Zamknąłem oczy, oparłem się ręką o ścianę kabiny. Czułem te muśnięcia, a w pewnej chwili jej ząbki dotknęły napletka i wtedy zrobiła ruch głową w moją stronę, biorąc go głębiej w usta. Skórka zsunęła się, a wtedy poczułem znów koliste ruchy języka. Po prostu odlatywałem na jawie. Jakbym wypił butelkę wina. A ona zaczęła powoli, miarowo ruszać głową. Zagłębiałem się w jej usta i wychodziłem. Powoli, potem troszkę szybciej. Chyba jęknąłem. Na chwilę otworzyłem oczy i zobaczyłem, że wciąż się patrzy do góry, i nasze spojrzenia znów na chwilę spotkały się. Zaraz zamknąłem oczy, delektując się chwilą. Nagle poczułem, że bierze go mocniej, coraz głębiej, bardzo głęboko w siebie. Położyła mi dłonie na pośladkach i przyciągnęła do siebie. Poczułem, że jestem głęboko w jej gardle. A potem zaczęła przyciągać mnie do siebie, ale cofać głowę, coraz szybciej i bardzo mocno. Co chwilę czułem Jej usta przy nasadzie mojego ptaszka, kiedy on sam był głęboko w jej gardle. I coraz szybciej i mocno, szybko. Zaczęły mi drżeć nogi, chyba znów jęknąłem i poczułem, że to już niedługo... Ona chyba też to wyczuła, bo na chwilę przestała, też już chyba troszkę zmęczyła się i nie mogła dalej robić tego tak głęboko i mocno; zaczęła bardziej delikatnie, nie tak głęboko, samymi ustami. Jej ręka dotknęła moich jąder; wzięła je w dłoń i delikatnie odciągnęła do tyłu, co spowodowało, że skóra na ptaszku również, i to jeszcze zwiększyło moje podniecenie, jeśli to w ogóle możliwe. Przy tym jakby lekko go ssała i weszła w dość szybki rytm. Poczułem, że to już nadchodzi. Napięły mi się mięśnie pośladków, ona też to wyczuła, ale nie przestawała. Otworzyłem oczy. Nie chciałem tego zrobić w jej buzi. Na chwilę przed wyjąłem go z jej ust. Poczułem, że puściła moje jądra, zobaczyłem, jak zamknęła oczy. Miała lekko rozchylone usta i czekała, kiedy poczuje moje nasienie na twarzy. To były ułamki sekund. Miała tak piękną twarz, długie rzęsy, delikatne rysy. Cudowna istota. Nie mogłem tego zrobić na jej twarz. Nie chciałem, to byłoby takie... poniżające dla niej... nie mogłem. W ostatniej sekundzie troszkę skręciłem biodra i strzeliło to ze mnie obok jej twarzy, na ścianę i drzwi kabiny. Olbrzymia ulga. Oddychałem szybciej, uspakajałem oddech... Otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Nie... nie mogłem tak... w Twojej buzi... na ciebie... nie wiem... – wyszeptałem, jeszcze troszkę trzęsąc się. Woda z prysznica zmywała moje nasienie z mlecznych szyb kabiny, obmywała mojego penisa. Milenka wstała, uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek.
- Jesteś kochany. Taki... mój. Dziękuję. Chciałam to tak zrobić, i to było takie... dziwne i miłe, ale boję się teraz, czy mnie po tym jeszcze pocałujesz w usta – powiedziała, podniosła się z klęczek i spuściła wzrok. Przypomniałem sobie, że kiedyś słyszałem podobne słowa po pierwszym moim razie w ten sposób - Asia powiedziała tak do mnie po tym samym... podobnymi słowami.
- Miluś, no co ty... – odrzekłem i natychmiast pocałowałem ją w usta, mój język dotknął jej języka. I tak przez długą chwilę nadzy, całowaliśmy się w strugach miłej, ciepłej wody z prysznica. Potem przytuliła się do mnie i tak staliśmy w strugach wody, aż moje ciało trochę się uspokoiło.  
- Marcinku, zobacz, zmoczyłam całe włosy. Muszę je wysuszyć. Teraz wychodzę spod prysznica, biorę suszarkę a ty dokończ się kąpać i może potem zjemy coś przed snem? – uśmiechnęła się do mnie. Ona rozumiała, jak bardzo byłem podniecony i zrobiła dla mnie. Jest po prostu niesamowita. Ale jednocześnie, niezależnie od tego, w jaki sposób się kochamy, taka niewinna... Jestem szczęściarzem. Mam najcudowniejszą żyjącą kobietę świata!  

***

Kiedy wyszedłem spod prysznica, założyłem na gołe ciało biały szlafrok frotte. Milenka zajęła się sobą i wiedziałem, że to trochę czasu potrwa.  

Milenka jest kobietką wrażliwą. Kiedy na co dzień z nią przebywam, widzę, że ważne są dla niej doznania wszystkimi zmysłami. Kiedy się kochamy, Milenka bardzo odpręża się, kiedy jest odpowiedni nastrój. Lubi, kiedy w pokoju rozpalę w kominku, tak, jak dziś. Ogień i ciepło tworzą magiczny nastrój. Wiem, jak zrobić tak, by wtedy w pokoju był zapach sosen, lasu. Poszedłem więc podgarnąć drwa w kominku i dołożyć kilka nowych szczap.

Milenka lubi cichą, nastrojową muzykę. Wyjąłem z szafki kilka płyt CD z wykonawcami, których lubimy. Spokojna, delikatna muzyka. Ballady, które pięknie po francusku śpiewa Louane. Ją tak lubiła Asia. Jazz z lat 60-tych, w stylu cool-jazz, na przykład Coltraine, Guy Lafitte, Milt Jackson. Piękne utwory Carlosa Santany. Kenny G, Vaya Con Dios, Norah Jones i tak dalej. Zdecydowałem się na ballady Coltraine’a. Milenka bardzo je lubi. Cicha, subtelna romantyczna muzyka wypełniła pokój.

Milenka lubi nastrój. Zgasiłem więc górne światło, zostawiłem jedynie włączone delikatne światło na ścianie, a i ogień z kominka rzucał blaski i rozświetlał pokój. Przykryłem rozłożoną kanapę miękkim, ciepłym kocem.

Dla Milenki ważne są wszystkie zmysły. Smak też. Nieraz bawimy się w niespodzianki polegające na robieniu różnych posiłków, deserów itp. Potem druga strona próbuje je zawiązanymi oczami i zgaduje, co to jest i ich skład. Ostatnio karmiłem ją na przykład poziomkami w kremie. Jest przy tym dużo przy tym zabawy. Ale dzisiaj była troszkę głodna, więc poszedłem do kuchni, by przygotować coś konkretnego do jedzenia.  

Nasze posiłki są z reguły proste i pożywne. Oboje kochamy sport, więc odżywianie jest dla nas bardzo ważne. Nie chodzi o jakieś diety, raczej o ich wartość odżywczą. Zdecydowałem się na szybkie rozwiązanie – ryż z warzywami i kawałkami kurczaka. Na szczęście mama zostawiła w lodówce filety z kurczaka. Warzywa były w zamrażalniku. Zioła prowansalskie, curry i inne dodatki są zawsze. Więc do boju. Ważne jest przygotowanie ryżu – musi być sypki, ale też taki, by można było z niego zrobić kulkę. Jednocześnie pokroiłem filety w małe kawałeczki, posypałem przyprawą, a po pewnym czasie usmażyłem na patelni na oleju. Przygotowałem sos z warzywami. Można go zrobić na różne sposoby, w zależności, jak go doprawię i jakich warzyw użyję. Ponieważ Milenki hobby i całe jej życie to kultura japońska, zrobiłem go w odpowiednim smaku. Oczywiście jemy pałeczkami. Warzywa i kurczak muszą więc być rozdrobnione na odpowiedniej wielkości kawałeczki. W domu mam eleganckie, japońskie czarne pałeczki bez żadnych ozdób z lakowymi podstawkami, których zwykle u mnie używamy. Na urodziny kupiłem Milence komplet oryginalnych pałeczek z „górnej półki” – pokryte laką i inkrustowane złotymi blaszkami w japońskie wzory. Kosztowały sporo, ale prezent był nadzwyczaj udany. Warto było. Takiego zaskoczenia a później radości dawno nie widziałem.

Oczywiście do posiłku musi być koniecznie herbata. Oboje z Milenką nie przepadamy za alkoholem, czasem tylko chilijskie lub włoskie wino do posiłku, i to bardzo rzadko, ale za to oboje kochamy herbatę. Oczywiście zieloną. I oczywiście oryginalną. Asia też ją uwielbiała. Pijemy tylko japońskie odmiany liściastej herbaty. Taka drobna przyjemność. Nie jest ona tania – nie dostaniesz znakomitej herbaty japońskiej w zwykłych sklepach, nie mówiąc o marketach. Są jednak specjalne sklepy, sprowadzające szlachetne odmiany herbat liściastych z Japonii – zarówno zielone, jak i czerwone oraz białe. Pijemy różne odmiany; lubimy Matcha Iri Genmaichę, Banchę, Kamairichę, Mechę, Shinchę. Jedną z najlepszych jest znakomita Gyokuro. Ciekawy smak ma Kokeicha - sproszkowana herbata sporządzana z liści ścieranych na proszek, mieszanych z wodą i sproszkowanym ryżem, a następnie przeciskanych przez specjalne formy, suszonych i w końcu ciętych na kształt sosnowych igiełek. Ale najczęściej pijemy Senchę. To bardzo popularna w Japonii odmiana herbaty, taka ich „domowa”. Japończycy wierzą, że w zielonej herbacie tkwi tajemnica długiego życia. Oczywiście zielona japońska herbata musi być parzona w specjalnym czajniczku, woda musi być źródlana i podgrzana do odpowiedniej temperatury, w zależności od odmiany herbaty. To cała sztuka. Jeśli źle zrobisz taką herbatę, na przykład woda będzie za gorąca, to zamiast bursztynowego płynu o niezrównanym smaku i aromacie dostaniesz gorzki jasnobrązowy płyn. Lubimy również japońskie odmiany herbaty mielone na proszek, którą przygotowuje się specjalnym pędzelkiem. To znakomita zabawa. Herbatę podajemy w przepięknych japońskich czarkach, które same w sobie są dziełami sztuki użytkowej. Do herbaty zawsze muszą być japońskie ryżowe ciasteczka. Ci, którzy piją japońskie herbaty, wiedzą dlaczego. Milenka lubi te kilka minut picia herbaty – nawiązuje w ten sposób do japońskiej ceremonii parzenia herbaty, zwanej chanoyu. Dla Japończyka picie herbaty jest źródłem kultu czystości, wyrafinowania, czynnością uświęconą, w czasie której gospodarz i gość tworzą z tego, co doczesne, najwyższe piękno. Dla Milenki jest chwilą wyciszenia.

Tak więc przygotowałem posiłek i herbatę. Zadbałem, żeby odpowiednio ustawić to wszystko na stole. To też rodzaj sztuki. Pięknie podane potrawy karmią oko i duszę, nie tylko żołądek. Rozejrzałem się wokoło – cicha muzyka, nastrojowe światło, kominek, zapach sosen, skromny, pożywny posiłek, czajniczek z zieloną herbatą, ciasteczka ryżowe... było idealnie. I wtedy po pokoju weszła Milenka.  

Była ubrana w atłasowy, czerwony japoński szlafrok ze wzorami w kształcie łodyg bambusa. Czarne włosy miała związane w koński ogon, co uwydatniało tylko piękno jej twarzy. Połączenie czerwieni z czernią włosów – boskie. Z uwagi na urodę Milenka pozowała kiedyś do zdjęć reklamowych odzieży dla nastolatek i swego czasu można ją było zobaczyć na zdjęciach w wielu czasopismach dla kobiet. I te jej oczy... Wow...!!! Szlafrok do pół uda, szczupłe, bardzo zgrabne długie nogi i na nogach drewniane, japońskie klapki. Wyglądała tak pięknie i zjawiskowo, że gdybym ją nie kochał, zakochałbym się w tym momencie bez pamięci. Milenka nieraz onieśmiela mnie swoją urodą, mimo, że długo jesteśmy ze sobą.
- Marcinku, Ty czytasz mi w myślach! Właśnie chciałam iść do kuchni, zrobić coś lekkiego do jedzenia... a tu wszystko podane! – uśmiechnęła się do mnie.
- Miluś, zapraszam do stołu!
Usiedliśmy naprzeciw siebie. Ryż z warzywami wyszedł nieźle, był smaczny i pożywny. Potem nalałem do czarek herbaty. Piliśmy, rozmawialiśmy, śmieliśmy się, przegryzając ryżowymi ciasteczkami.
- Miluś, powiedz mi, jak ty to robisz, że zawsze jesteś pogodna, spokojna i widzisz sprawy we właściwym świetle? – spytałem w pewnej chwili.  
- Marcin, to wynika ze sposobu patrzenia na świat. Ważne jest, żeby nie ulegać presji czasu i otoczenia. Wiedzieć, co jest ważne, a co nie. Mieć zawsze spokojny umysł. Lubić siebie. Poza tym ja przyjęłam spojrzenie 998 cegieł...
- Co to znaczy? Możesz mi opowiedzieć?
- Nie mówiłam ci? Dobrze, to posłuchaj. – na kominku łagodnie palił się ogień, przed sobą mieliśmy cały wieczór, a może wspólną noc. Było świetnie.  
– Tak więc opowiem ci historię, która na Dalekim Wschodzie jest bardzo popularna. Ja ją nazwałam 998 cegieł. Opisał ją też na przykład Ajahn Brahm w wydanej w Polsce książce „Opowieści buddyjskie dla małych i dużych”. W pewnej mieścinie mnisi buddyjscy postanowili wybudować klasztor. Budowali własnymi siłami, gdyż nie mieli za dużo pieniędzy. Sami uczyli się budowlanki, hydrauliki, stolarstwa. Jeden z mnichów budował w klasztorze jedną ze ścian. Stawianie cegieł nie było jednak łatwe dla niewprawnego mnicha – kiedy układał cegły i wyrównywał jeden róg, z drugiej strony cegły się wyślizgiwały z murka. Kiedy wpychał je z powrotem, by zachować poziom, pierwszy róg znowu szedł za wysoko. Jako mnich, był cierpliwy i miał tyle czasu, ile było mu potrzebne. Sprawdzał każdą cegłę, niezależnie, jak długo to trwało. Wreszcie ukończył swoją ścianę i podziwiał ją. I wtedy zauważył – o zgrozo – że umknęły jego uwadze dwie cegły. Wszystkie pozostałe leżały równiutko w jednej linii, ale te dwie przechylały się w rogu. Wyglądały strasznie. Zepsuły cały mur. Prawdziwa ruina. Zaprawa stężała na tyle, że nie dało się już poprawić cegieł. I taki mur musiał zostać.
Wkrótce po zakończeniu budowy do klasztoru zaczęli przybywać goście i zwiedzający. Nasz mnich oprowadzał ich z dumą po nowo powstałym budynku, ale zawsze starał się unikać swojego murku, żeby nikt nie zobaczył fuszerki. Pewnego dnia oprowadzał jednego z gości, a ten zauważył nieszczęsną ścianę. – Jaka miła ściana – zauważył gość.
– Proszę Pana – odparł mnich – czy z Pana wzrokiem coś jest nie tak? Czy nie widzi Pan tych dwóch niefortunnych cegieł, które psują całą tą ścianę?
– Tak. Widzę te dwie złe cegły. Ale widzę także 998 dobrych cegieł, które są świetnie i równiutko położone. To naprawdę dobra ściana.
Ta odpowiedź była jak piorun - w jednej chwili zmieniła całe spojrzenie mnicha i na tę ścianę, i na wszystkie aspekty życia. W tejże chwili po raz pierwszy mnich dostrzegł, że oprócz tych dwóch są również inne cegły w tej ścianie. Wszędzie leżały dobre cegły, doskonałe cegły. Ponadto, doskonałych cegieł było o całe morze więcej, w porównaniu z tymi dwiema wadliwymi. Przedtem skupiał wzrok wyłącznie na swoich dwóch pomyłkach; był ślepy na wszystko inne. Dlatego nie mógł na tę ścianę patrzeć. Teraz, gdy już potrafił dostrzec dobre cegły, ściana wcale nie wygląda tak źle.  
Czy rozumiesz, Marcin? Odnosząc to do życia - wiele osób kończy związek lub rozwodzi się, ponieważ jedyne, co dostrzega u swego partnera, to te „dwie złe cegły”! Ludzie popełniają samobójstwa, widząc w sobie tylko te dwie złe cegły. Nie widzą 998 doskonałych cegieł – w sobie, w partnerze, chłopaku, żonie, mężu. Zamiast tego, zawsze, gdy patrzymy, skupiamy wzrok wyłącznie na defektach. Każdy ma swoje dwie złe cegły, ale doskonałe cegły w każdym z nas znaczą o wiele więcej niż niedoskonałości. Trzeba widzieć pełen obraz. Poza tym to, co przyjąłeś za błędy u siebie może przerodzić się w unikalne cechy, które potrafią wzbogacić twoje życie. Zawsze szukam w ludziach nie tych dwóch złych cegieł, ale staram się widzieć również 998 dobrych, doskonałych cegieł. To moje spojrzenie na świat. Patrzeć obiektywnie i widzieć pełen, prawdziwy obraz.

Milenka umilkła. Myślałem nad tym, co powiedziała. Było to mądre. Zmieniało sposób postrzegania innych. Otworzyło mi to w jednej chwili oczy, jak temu mnichowi - rzeczywiście, ten sposób patrzenia na świat, na ludzi zmienia kompletnie perspektywę. Widzimy całość, a nie tylko wycinek. Czyli nie tylko te złe dwie cegły...
- Teraz rozumiem Twoje spojrzenie na świat. Bardzo mi się ono podoba. Od tej chwili ja też tak będę się starał patrzeć. Bardzo Ci dziękuję, Miluś. Jesteś moim duchowym mistrzem – uśmiechając się skłoniłem głowę z szacunkiem. - Wiesz, kiedyś mój Sensei, nauczyciel walki mieczem, opowiedział mi pewną przypowieść, która również pokazuje, że trzeba w życiu mieć właściwą perspektywę widzenia.
- Mów Marcin, opowiedz ją.
- Niech sobie przypomnę... Posłuchaj. To przypowieść o mnichu i samuraju. Przed świątynią siedział w  pomarańczowej szacie, z pochyloną głową mnich-żebrak. Przed sobą miał żebraczą miseczkę. Ludzie wychodzący ze świątyni czasem wrzucali mu do niej pojedyncze, drobne monety. W pewnym momencie do świątyni przyszedł bogaty samuraj. Wszedł do środka z dumnie podniesioną głową, złożył niedbały pokłon przed posągiem Buddhy. Był w dobrym humorze. Wychodząc, spojrzał z góry na mnicha, sięgnął w poły kimona i szczodrą ręką sypnął mu do miski garść złotych monet. Mnich nie zareagował. Dalej siedział z pochyloną głową. Samuraj wzruszył ramionami i poszedł dalej, ale po kilku krokach zatrzymał się i zawrócił. Stanął zły przed mnichem i lekceważąco powiedział:
- Dałem ci tyle złotych monet, że przez rok nie musisz żebrać. A ty nawet nie powiedziałeś „Dziękuję”, mnichu. Należy mi się podziękowanie za moją hojność i współczucie dla ciebie – powiedział, opierając rękę na mieczu.
Mnich powoli podniósł głowę, spojrzał bez strachu prosto w oczy wojownika i odpowiedział:
- Jesteś głupi i nic nie rozumiesz. To TY powinieneś mnie podziękować!
Milenko, chyba zauważyłaś, że sypiąc monetami, samuraj tak naprawdę zaspokoił jedynie swój egoizm. Nie miało to nic wspólnego ze współczuciem dla mnicha. Zrobił to wyłącznie dla siebie, żeby mieć dobre samopoczucie. Los mnicha był mu kompletnie obojętny. Gdyby to było w dzisiejszych czasach, jeszcze by sobie w tej chwili zrobił selfie. Ponieważ mnich nie okazał jakiejkolwiek wdzięczności, samuraj poczuł się urażony, bo to ugodziło w jego „ego” i dlatego był na mnicha zły. Jak to, to on jest taki hojny i dobry, a takie żebrzące zero, jakim jest ten mnich nawet mu nie podziękował? W mniemaniu samuraja mnich powinien ukorzyć się przed jego wspaniałomyślnością! Samuraj myślał więc tylko o sobie, rzucając złote monety. Odpowiedź mnicha odwracała rozumowanie – wspomagać należy kierując się szlachetnymi pobudkami - współczuciem, a nie egoizmem i zaspakajaniem swojego „ego”. Jeśli robisz coś z serca, nie oczekuj podziękowania. Przeciwnie, bądź wdzięczny temu, kto te twoje starania przyjął. Dałeś serce, nie oczekując niczego w zamian. Takie jest współczucie i taka jest też miłość. W miłości – dawaj, a nie - bierz. Nie oczekuj niczego w zamian – ciesz się, że osoba, którą kochasz, jest szczęśliwa. Ciesz się, że masz komu dawać to, co najlepsze w tobie. Przeżyj to wspaniałe uczucie. To samo w sobie jest wspaniałą nagrodą. Natomiast egoistyczna miłość, polegająca jedynie na braniu, wykorzystywaniu partnera i zaspakajaniu tylko swoich potrzeb zawsze kończy się cierpieniem. Tym większym, im twój egoizm jest duży. Dharma wraca. Miłość nastawiona na branie jest chora i bez przyszłości. Szybko umiera. Przeradza się w piekło. Miłość oparta na dawaniu rozkwitnie jak kwiat. Jest po prostu piękna i daje obojgu wartość, którą trudno nawet nazwać. I trwałość, dojrzałość związku.
Skończyłem. Milena zastygła z czarką w ręku. Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami. Jakież one są piękne!
- Marcin... to wspaniałe, co powiedziałeś...
- Oj tam, oj tam... – zaczerwieniłem się.
Potem jeszcze długo rozmawialiśmy. Wreszcie Milenka wstała i powiedziała:
- Ty przygotowałeś takie fajne jedzonko, to pozwól, że ja pozmywam – i zaczęła zbierać ze stołu. Pomogłem jej.

***

Na kominku trzaskał wesoło ogień, a w salonie był miły półmrok, do uszu dochodziła cicha, romantyczna muzyka, teraz z płyt Kennego G. Leżeliśmy obok siebie w szlafrokach na szerokiej sofie, i milczeliśmy. Oboje lubimy leżeć koło siebie i milczeć. Słuchaliśmy muzyki. Od kilkunastu minut.
Ja leżałem na plecach. Milenka położyła się na brzuchu i przymknęła oczy. Trzymałem jej rękę. W blasku ognia z kominka jej buzia, ręce i nogi miały ciemnooliwkowy kolor. Piękna twarz - długie rzęsy, nosek, całkowicie odsłonięte uszy – miała włosy związane w koński ogon... Patrzyłem na jej ciało okryte czerwonym, atłasowym szlafroczkiem, wzgórki pośladków, plecy, szyję... Powoli uniosłem się i położyłem się koło jej stóp. Miała piękne stopy. Nogi szczupłe w kostkach, palce u nóg starannie wypielęgnowane, paznokcie polakierowane. Dotknąłem jej stopy i usłyszałem, jak cichutko zaśmiała się.
- Masz łaskotki? – spytałem.
- Troszeczkę – odpowiedziała.
Zacząłem głaskać jej stopę. Takie delikatne muśnięcia. Potem zbliżyłem twarz do jej palców u nogi. Przytuliłem je do twarzy. Każdy z nich pocałowałem, a potem każdy po kolei brałem do ust i delikatnie pieściłem językiem, nie spiesząc się. Kiedy skończyłem, zająłem się w ten sam sposób druga stopą. A potem całowałem i dotykałem językiem podbicia stopy, każdej kosteczki, pięty. Milenka leżała bez ruchu, jakby zasnęła. Ale ona nie spała – jej oddech był troszkę za szybki. Całowałem spód stopy, dotykając językiem różnych punktów między paluszkami a piętą. Kiedy jedną stopę całowałem, drugą delikatnie głaskałem, pieściłem ręką. Potem to samo zrobiłem z drugą stopą. Badałem językiem każdą wypukłość na jej kostkach.  
Łydki. Szczupłe, twarde. Milenki mięśnie nóg były twarde, bo nogi w szermierce to podstawa. Kiedy chodziła w krótkiej sukience, mięśnie w jej długich nogach aż „grały”. Miała piękne nogi. Prawie każdy facet na ulicy oglądał się za nią, kiedy założyła krótką spódniczkę.
Najpierw łydka w prawej nodze. Od dołu aż do zgięcia nogi, najpierw delikatne dotknięcia palcami, potem wodziłem po niej językiem, a na końcu „punktowe”, delikatne całuski. A potem namiętne całowanie z języczkiem. Potem lewa łydka. Tak samo. Na chwilę przytuliłem twarz do jej stóp. Żeby wiedziała, że bardzo je kocham, dokładnie tak, jak całą Milenkę i wszystkie pozostałe jej części ciała.
Całowane miejsce zgięcia nogi w kolanie, z tyłu nogi jest u Milusi miejscem erogennym. Muskając językiem to miejsce zauważyłem, że noga jej leciutko zadrgała. Więc pocałowałem to miejsce mocniej, z języczkiem. Tak, teraz wiedziałem, że reagowała bardzo na to miejsce. Zapamiętam. Potem druga noga. Tak samo.  
Teraz przyszedł czas na tylną część ud. Aż do pupki. Zaczynając od zgięcia kolanowego aż po początek pośladków. Najpierw delikatne pocałunki. Jeden obok drugiego, coraz wyżej, wyżej. Potem powolutku w górę i w dół językiem. I znów pocałunki. W tym czasie drugie udo muskałem palcami. I potem zmiana. Tak samo, tylko tył drugiego uda. I dotarłem z pocałunkami do pośladków.
Były osłonięte szlafrokiem, więc przesunąłem go do góry, odkrywając całą wspaniałą pupę. Jej pupcia to przepiękne dwa wzgórki, bardzo seksowne i apetyczne. Najpierw wodziłem językiem u ich odstawy – tam, gdzie kończy się udo a każdy z nich się zaczyna. Potem wziąłem je w ręce, każdy w jedną, i lekko ścisnąłem. Poczułem, że „odpowiedziały” mi na chwilę twardniejąc. I znów – pocałunek przy pocałunku, tak, żeby nie zostawić żadnego niewycałowanego miejsca. Najpierw jeden cudowny wzgórek, potem drugi. Delikatne muśnięcia dłoni, delikatne pocałunki. Powoli, a potem namiętnie. Całowanie się z pupcią Milusi jest super. I wtulenie w nią twarzy również.
A potem... potem wprowadziłem język między pośladki, w tajemniczą dolinę między nimi. Poczułem, że Milenka troszkę rozsunęła nogi na bok, żeby mi było wygodniej. Odchyliłem dłońmi jej pośladki na boki i przed oczami ukazała mi się gwiazdeczka wejścia do pupki, a kilka centymetrów niżej początek cipci. Zacząłem tam wodzić językiem, a potem po prostu włożyłem tam twarz, usta mając na jej otworku w pupci. Zacząłem go delikatnie drażnić, jeżdżąc językiem w kółeczko. Próbowałem włożyć koniuszek języka do środka, ale gwiazdeczka była mocno zaciśnięta. Więc znów językiem w kółeczko, powoli i namiętnie... i po chwili następna próba. Za którymś razem gwiazdeczka rozluźniła się i koniec mojego języka wszedł do środka pupci. Tylko koniuszek, ale zaraz gwiazdeczka zacisnęła się. Więc znowu pieściłem ją językiem...
- Marcinku – usłyszałem cichutko wypowiedziane słowo.
- Tak, kochanie? – na chwilę przestałem.
- Wiem, że chciałbyś też być i tam, no wiesz, w pupci. I ja też, bo jeszcze tak nie kochaliśmy się. Ale... ja trochę się boję, boję się bólu, kiedy byś tam później nim wszedł, bo tam jest tak ciasno... chociaż wiem, że z tobą nie mam czego się bać... ale nie jestem jeszcze na to gotowa... czy... czy rozumiesz?
- Tak, kochanie, nie ma to dla mnie znaczenia, żeby akurat tak się kochać. Chcę cię po prostu kochać wszędzie – powiedziałem szczerze.
Wróciłem do całowania, ale dałem spokój gwiazdeczce. Zjechałem niżej i końcem języka zacząłem drażnić dolny początek jej cipci. Robiłem tak może kilka minut. Delikatnie i wolno. Czułem, że było w niej już bardzo wilgotno. Milenka ruszyła się troszkę. Czułem jej podniecenie. I... przestałem. Zakryłem jej pupcię połą szlafroka, którą przedtem zsunąłem jej na plecy, podniosłem się i przeniosłem koło górnej części ciała Milenki. Moja piękna kobietka leżała wciąż z zamkniętymi oczami. Miała uchylone usta, a jej oddech był przyśpieszony.

Teraz zająłem się jej rękami. Piękne dłonie, zadbane, długie palce. Jej ręce były delikatne i kobiece, ale jakże silne i sprawne. Doskonale operowały floretem, wykonywały skomplikowane, błyskawiczne techniki w walce. Każdy paluszek wycałowałem a potem brałem do ust. Pieściłem je po kolei językiem, dotykałem opuszków palców, delikatnie ssałem. Zacząłem od najmniejszego palca, i tak jeden po drugim. Potem przyszła kolej na wnętrze dłoni. Wycałowałem, wypieściłem. Zewnętrze dłoni. Nadgarstek. Przedramię. Zgięcie łokcia. Łokieć. Ramię. Podniosłem jej rękę, wycałowałem i wypieściłem językiem jej pachnącą, starannie wydepilowaną pachę. I ramię. A potem przeniosłem się z drugiej strony Milenki i powtórzyłem to z drugą ręką. Milenka z uśmiechem na lekko rozchylonych ustach wciąż leżała z zamkniętymi oczami. W jej pieszczenie wkładałem całą duszę. Kochałem każdy kawałeczek jej ciała. Kiedy kończyłem, nagle Milenka przekręciła się na plecy. Przy tym poły szlafroka rozchyliły się i zobaczyłem jej gołe ciało - przed sobą miałem jej nieduże, ale jakże piękne, jędrne piersi, płaski brzuch, trójkąt podbrzusza z kępką czarnych włosków i uda. Po prostu dzieło sztuki. Jak antyczna rzeźba, każdy szczegół doskonały.  
Zacząłem od twarzy. Całowałem czoło i miejsca, gdzie zaczynały się włosy. Skronie. Potem brwi, zamknięte oczy z długimi rzęsami, i nosek. Kiedy czubeczek języka włożyłem jej do dziurki od nosa, zaczęła chichotać. Potem usta. Rozchyliła je, jakby chciała się ze mną całować, ale ja całowałem najpierw górną wargę, jeżdżąc po niej językiem, potem dolną i same kąciki ust. A kiedy wyjęła troszkę swój języczek, złapałem go ustami i lekko pociągnąłem. Zaraz go schowała. Potem podbródek, policzki. Ponieważ miała związane włosy, jej uszy były odkryte. Mój język pieścił jej małżowinę uszną, i znów zaczęła chichotać. A potem drugie uszko. Tak samo. Wycałowałem miejsca za uszkami. Pod uchem, na szyi, znałem takie miejsce, które było u Milenki bardzo czułe. Kiedy tam dotknąłem językiem a potem pocałowałem, ruszyła ciałem z zadowoleniem. Więc jeszcze raz, i jeszcze. A potem z drugiej strony.
Teraz przyszedł czas na szyję. Szyja to też u Milenki sfera wrażliwa, erogenna. Reagowała bardzo na pocałunki, dlatego pozostałem tu troszkę dłużej. Następnie ramiona i piersi. Zanim zacząłem je całować, zbliżyłem do jednej z piersi usta tak, by poczuła mój oddech. W tym czasie położyłem jej palec na ustach, a ona wzięła go do ust i zaczęła ssać, dotykając językiem. Po chwili wyjąłem palec, czując jej ślinę i położyłem rękę na jej kroczu. A potem pomalutku włożyłem paluszek na początek jej cipci tam, gdzie był ten jej twardy guziczek. I zacząłem go delikatnie dotykać. I dopiero wtedy koniec mojego języka dotknął też jej sutka. Czułem, jak powiększył się, zrobił się duży i twardy. Wyszedł jak ślimaczek ze swojej muszelki. Stanął na baczność. Wziąłem go do buzi i zacząłem delikatnie przesuwać język dokoła niego. Milenka jęknęła, jej ciało drgnęło. Mój palec cały czas dotykał początku cipci, gdzie było cieplutko i wilgotno. Leciutko go zacząłem ssać. Ale bardzo leciutko. I tylko chwilkę. A potem znów dotykałem językiem. I tak na zmianę. Potem zająłem się drugą piersią. Nie spieszyłem się, powoli, z czułością i delikatnością. Następnie zacząłem całować brzuch i pieścić końcem języka wnętrze pępka. Ma śliczny pępuszek. A potem przesunąłem się niżej i składałem pocałunki w jej pachwinach. Podciągnęła nogi do góry i rozchyliła je na boki. Wszedłem teraz między jej nogi i dalej całowałem podbrzusze, wciąż delikatnie pieszcząc paluszkiem jej cloritis. I wtedy wzięła moją głowę w dłonie i nieznacznym ruchem pociągnęła niżej. Ale ja, przekornie, dalej całowałem jej podbrzusze i pachwiny, wnętrze ud i nie zniżyłem głowy. Żeby troszkę się z nią podroczyć...
- Marcinku, proszę... – wyszeptała cichutko. Bardzo lubiła, kiedy całowałem ją tam...
Tak szczerze, to ja też bardzo lubiłem ją tam całować. Wchodzić językiem w jej rozpulchnione, wilgotne wnętrze. Chciałem tylko, żeby nabrała jeszcze większej ochoty. Więc teraz bardzo delikatnie rozchyliłem płatki kwiatuszka jej cipci i zacząłem dotykać językiem nabrzmiałego, gorącego i mokrego wnętrza. Zapach rumianku. Cały czas trzymała w dłoniach moją głowę i lekko przycisnęła ją do swego łona. Rozumiałem. Bardzo tego chciała. Wszedłem więc w nią głęboko językiem, do jej szparki, i zacząłem nim poruszać w górę i w dół, w górę i w dół... jęknęła raz i drugi, leciutko przyciskając i puszczając moją głowę. Było coraz więcej ciepłej wilgoci, czułem ją na policzkach. Ciałem Milenki wstrząsnął lekki dreszcz, znów jęknęła i puściła moją głowę. Teraz czułem, że potrzebuje delikatności, więc dotykałem tylko koniuszkiem języka jej rozpulchnionego wnętrza. Nagle poczułem na sobie jej ręce, przytrzymała moją głowę, zaraz też chwyciła mnie za ramiona i silnie, zdecydowanym ruchem przekręciła mnie, położyła na plecach obok siebie. Kiedy już tak leżałem, podniosła się, uklękła koło mnie i zaczęła namiętnie całować. Rozwiązała mój szlafrok i jego poły odrzuciła na boki. Byłem goły. Teraz ja zamknąłem oczy. Jej pocałunki były namiętne, nieraz gwałtowne. Mocno pocałowała mnie w usta, a jej język poczułem pod moim językiem, a potem jakby w... gardle. Zaraz zaczęła całować moją twarz, oczy, nos, szyję... jakby atakowała na planszy szermierczej. Nie ustępowała pola. Zaczęła całować moje piersi. Językiem muskała moje sutki! Było to niesamowite i dziwne – z jednej strony łaskotało, a z drugiej podniecało. Potem zrobiła to co ja wcześniej z jej piersiami – wzięła każdy mój sutek do buzi i lekko zaczęła ssać. Po chwili zjechała niżej, i całowała mnie po brzuchu. A potem po podbrzuszu, trzymając dłońmi moje ręce, bym nie mógł jej zatrzymać. Oczywiście od długiego czasu mój siusiak zareagował, jak zawsze – konar sterczał, stwardniał i stał jak maszt od chorągwi. Poczułem jej gorące usta w pachwinach, a jej włosy ocierały się o mojego napiętego ptaszka. W pewnym momencie Milenka puściła moją dłoń, po czym po prostu wzięła ptaka w rękę, a zaraz potem włożyła do swoich pięknych ust. Poczułem dotyk języka i dużo śliny, przez chwilę bawiła się nim w ustach, ale zaraz wyjęła go. Był bardzo wilgotny od jej śliny. Podniosła się na kolana, weszła nad moje biodra, klęcząc. Miałem ją nad sobą. Leżałem, mój wierzchowiec pulsował, a jej krocze znalazło się wprost nad nim. Sięgnęła ręką i zbliżyła jego koniec do swojej cipci. Delikatnie wprowadziła go we właściwe miejsce. Poczułem bardzo miłe łaskotanie. A potem, powoli, ale zdecydowanie całym ciężarem po prostu usiadła na mnie! Mój konarek zagłębił się cały w jej wnętrze. Jęknęła. W ten sposób, niespodziewanie dla siebie, wszedłem w nią bardzo głęboko, aż po nasadę i jądra. To była jej decyzja. A ona zastygła, podparta na rękach, z odchyloną do tyłu głową. Po chwili, powoli zaczęła unosić biodra, a potem opadała na mnie. Głęboko, bardzo głęboko i mocno. Byłem w jej wilgotnym, rozpulchnionym wnętrzu i było mi bardzo dobrze. Poczułem zawrót głowy, a ona w coraz szybszym rytmie zaczęła mnie ujeżdżać. Jak kowboj – dosiadła rumaka a teraz ujeżdżała go. W pewnej chwili pochyliła się nade mną i poczułem jej gorące usta na swoich. Moje rozkrzyżowane ręce trzymała swoimi. Jej twarde sutki dotknęły mojej piersi. Mieszało mi się w głowie. Zaczęliśmy się namiętnie całować. A ona nie przestawała. Cały czas czułem, jak jej pupcia unosi się i opada, wchodziłem w nią bardzo głęboko, dość gwałtownie, prącie zaczęło mnie trochę boleć, chyba tam, gdzie schodził z niego napletek, ale był to przyjemny ból. A ona robiła to coraz szybciej. Poczułem, jak przez jej ciało przebiegł dreszcz, potem drugi. Nagle zrobiło się jeszcze bardziej mokro, poczułem ciepłą wilgoć na brzuchu, udach u w pachwinach. Nie mogłem już panować nad swoim ciałem, teraz mną wstrząsnął dreszcz i nadeszło to, co miało nadejść - eksplodowałem w jej wnętrzu z dużą siłą. Raz, drugi, trzeci. Ona drżała, ale nie zatrzymała się i „galopowała” dalej. Jęknęła, potem drugi raz, poczułem w jej wnętrzu coś jakby skurcze, ale ona nie przestawała, tylko zwolniła tempo i robiła to teraz bardziej delikatnie. Mój konarek trochę zwiotczał, ona zaczęła drżeć... nagle przestała poruszać biodrami i całym ciałem położyła się na mnie, dysząc. Drżała. Wysunąłem go z jej bardzo, bardzo wilgotnego wnętrza. Wszędzie była wilgoć, jej podbrzusze przykleiło się do mojego. Milenka szybko oddychała, ja też. I tak leżała na mnie całym ciężarem swojego ciała, uśmiechała się. Najsłodszy ciężar świata. A potem uniosła głowę i spojrzała mi prosto w oczy:
- Chyba cię zgwałciłam... – powiedziała z figlarnymi ognikami w oczach. Uśmiechnąłem się i nic nie odpowiedziałem.
Leżeliśmy tak chwilę, a potem zeszła ze mnie, położyła się obok i przytuliła. Koc był pode mną w kilku miejscach mokry.
Głaskałem ją po włosach, szeptałem do ucha, jak ją kocham. A ona tuliła się do mnie. Objąłem ją mocno. Wiedziałem, jak teraz bardzo jestem jej potrzebny. Leżała, jej oddech się uspokoił. Rogiem mojego szlafroka wytarłem jej brzuch, uda i pachwiny, a potem pocałowałem ją w szyję i delikatnie gładziłem po biodrze. Powoli wyciszała swoje ciało, tuląc się wciąż do mnie.
- Marcinku – powiedziała po kilku minutach, kiedy oboje doszliśmy do siebie – wiesz, ja bardzo uważam i wiem kiedy, ale nie stosujemy żadnego zabezpieczenia. Bo i ty i ja nie lubimy tego... Ale co by było, gdybym.. no wiesz, mimo wszystko kiedyś miała brzuszek?
W pierwszej chwili nie zrozumiałem. Po chwili załapałem.
- Nic by nie było – powiedziałem szczerze – po prostu założylibyśmy rodzinę. Może wcześniej, niż myśleliśmy. Ale nic by się nie stało. To nasze przeznaczenie, wcześniej czy później.
- Lepiej później... tyle rzeczy przed nami. I w szermierce coś mam jeszcze do udowodnienia. I studia muszę skończyć. Ale chciałabym mieć kiedyś taką malutką dziewczynkę. Córeczkę. Twoją i moją.
Milczeliśmy. Taka wizja zaskoczyła mnie. Ale była... super!
- i wiesz, jak będzie miała na imię?
- No jak?
- Joanna. Asia. Będziemy kiedyś mieć małą Asię. Ty, ja i malutki kwiatuszek naszej miłości. Asia. I potem też ona będzie trenować floret. I chciałabym, żeby była podobna do Asi, Twojej siostry...
Łza popłynęła mi po policzku. Ona jest... fantastyczna. Przekochana. Nie pomyślałem, że mogę być ojcem malutkiej Asi... to cudowne...
- Nawet nie wiesz, jak bardzo Ciebie kocham, Milenko – wyszeptałem, pocałowałem ją w czoło i mocno się do niej przytuliłem. Kiedyś będąc przy Milence, myślałem o Joasi. Teraz pamiętam o Joasi, ale Milenka mi jej nie zastępuje. Nikogo nie zastępuje. Uświadomiłem sobie, że Milenka jest teraz moją jedyną rzeczywistością, moją miłością i akceptuję to. Asiulka też jest moją miłością, ale żyje w moich wspomnieniach. Tu i teraz mam jednak miłość mojego życia, Milenkę.
- Marcinku?
- Tak, kochanie?
- Nie wiem jak spytać... bo Ty... Ty tyle mówisz o swojej śmierci... i ta depresja... wizyty u psychologa... tak się o Ciebie boję... boję się każdego następnego dnia, czy coś się nie stanie... a bez Ciebie nie ma dla mnie nic... czy... czy... – umilkła.
Zapadła cisza. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Myśli kłębiły mi się w głowie. Uświadomiłem sobie, że dziś niemal przez cały dzień nie myślałem o samobójstwie. Pierwszy raz. To był naprawdę wspaniały dzień. I nagle powiedziałem głośno to, co pomyślałem, aż sam się zdziwiłem:
- Dla Ciebie warto żyć.  
Zobaczyłem, że oczy Milenki bardzo się błyszczą. Jakby miała płakać. Myśl o dalszym życiu, o tym, że jednak mogę być szczęśliwy, po raz pierwszy od śmierci Joasi zwyciężyła w mojej głowie.
- Tak! – powiedziałem pewnie – dla Ciebie chcę żyć!

***

Nie mogłem zasnąć. Półmrok pokoju, trzask palących się bierwion w kominku. Przymknąłem oczy. Różne myśli przebiegały mi przez głowę. Od dawna żyłem tylko z dnia na dzień. A dziś po raz pierwszy od lat zacząłem myśleć o swojej przyszłości. Nie tylko swojej. O wspólnej przyszłości z Milenką. I, co mnie bardzo dziwiło, czułem radość.  

Milenka zasnęła. Naga i cudowna. Delikatny zapach rumianku i awokado. Wtulona we mnie. Cieplutka. Jej noga była między moimi. Jej włoski i cipka przylgnęły do mojego uda. Objęła mnie ramionami, przytuliła się do mojego ramienia. Czułem jej ciepłe, jędrne piersi. Jej piękna twarz i leciutki uśmiech przez sen. Koński ogon czarnych włosów na moim ramieniu i na poduszce. Było mi tak dobrze. Piękna, mądra i kochana. Moja Milenka. Mój Miluś. Przy niej zawsze miałem ochotę się kochać. Wciąż i wciąż. Taki niegasnący ogień. Co się ze mną dzieje?  
Przykryłem nas drugim, cienkim kocem.

Zamknąłem oczy i zacząłem myśleć o... Milence. Taka instrukcja obsługi Milenki. Co mnie w niej takiego urzeka? Chyba jej optymizm, radość życia, sposób bycia, pogoda i kobiecość. Szczerość, nieraz aż do bólu, ale zwykle przekazywana w łagodny, nie raniący sposób. Konsekwencja i waleczność. Te dwie ostatnie cechy charakteru widać na planszy szermierczej. Walczy, jak wojownik. Jak mój najukochańszy wojownik, Asiulek. Do upadłego. Nie ma sytuacji bez wyjścia. A jeśli przegrywa, to nie ma sobie nic do zarzucenia, bowiem zrobiła wszystko, co możliwe. I czerpie z tego radość. Obok tego ma cierpliwość. Kulturę osobistą. W sprawach intymnych używa zwykle bardzo delikatnych określeń. Ma w sobie olbrzymią delikatność. Nie słyszałem nigdy, żeby używała brzydkich wyrazów – a to dzisiaj rzadkość. Imponuje mi jej inteligencja i wiedza, ponad jej wiek. Jest ode mnie młodsza, niecałe 4 lata, ale często mam wrażenie, jakby to ona była starsza. I nie boję się tego powiedzieć – mądrzejsza. Nie wspomnę o urodzie – jest oszałamiająca. Pomijając wszystko inne – ma takie oczy, że można się w nich zatracić i zakochać od pierwszego wejrzenia. Ma swój styl bycia i ubierania. Ja nazywam to „skromną elegancją”. Nie lubi ciuchów w stylu „łachmaniarskim” – nie dla niej spodnie sztucznie wycierane z dziurami, pogniecione rozciągnięte koszulki itp. Zamiast tego woli na przykład oryginalne jeansy w pięknym, niebieskim kolorze i skromną bluzkę dobrej marki, albo też letnią sukienkę podkreślającą kobiecość w stylu lat 60-tych. I muszą być markowe, piękne buty. Czy to sportowe, czy pantofelki. Co ciekawe, nie ma wielu par butów. Ale te co ma, to klasa pod względem wyglądu i jakości. Milenka olbrzymią uwagę przywiązuje również do czystości i estetyki ciała. Dba o swoje ciało i je szanuje. Widzę to i robię podobnie. Uprawiając sport musisz dbać o czystość i świeżość. Jest zawsze taka zadbana, pachnąca i taka... apetyczna. Ceni naturalność i delikatny makijaż.

Kiedy chodzę z Milenką za rękę, kiedy na nią patrzę, kiedy z nią rozmawiam, zawsze, ale to zawsze mam ochotę do niej przytulić się, poczuć jej ciepło. Idąc, nieraz delikatnie głaszczę jej dłoń palcem. My z Milenką prowadzimy ZAWSZE coś w rodzaju gry wstępnej. Dlaczego? Bo jesteśmy w sobie zakochani. Milenka pragnie całą sobą, żeby ją kochać. Kochać 24 godziny na dobę. Dla niej ważne jest to, co się dzieje w ciągu dnia. Seks nie zaczyna się dla niej w sypialni. Jest on nierozerwalnie połączony z jej emocjonalnością. Bliskość emocjonalna, wspólne zainteresowania, to wszystko przekłada się jej samopoczucie, na bliskość erotyczną. Miłość to sfera psychiki, a fizyczne „kochanie się” to tylko jeden, być może najprzyjemniejszy, z jej objawów. Dla niej każde nasze zbliżenie jest znaczącym wydarzeniem, poprzedzonym nieraz wieloma godzinami wspólnego przeżywania wielu fajnych rzeczy, i kiedy kochamy się, chce to przeżywać radośnie wszystkimi zmysłami a potem pragnie, abym razem z nią dalej się kochał, już nie w niej, a przy niej. Pragnie czułości, przytulenia, mojego dotyku, uspokojenia w moich ramionach i snu ze mną, przytulonej do mnie, a nie obok mnie. Kiedyś mi powiedziała, że ja rozumiem ją i jej ciało, jakbym był jej częścią, częścią jej ciała. Uważam, że większego komplementu od wspaniałej dziewczyny, z którą nieraz sypiam, nie mogłem usłyszeć.

Kluczową sprawą przy kochaniu jest dla Milenki czas. Dla niej nie do pojęcia jest zbliżenie seksualne sprowadzone jedynie do “szybkiego numerka”. To musi być pielęgnowanie bliskości. Relaks. Zero pośpiechu. Jej seksualność potrzebuje dużo czasu na odpowiednie pieszczoty, potrzebuje cierpliwości, wyciszenia. Dużo więcej, niż kiedyś mnie było potrzeba. Dlatego dostosowałem się i teraz mnie jest to tak samo potrzebne. Nauczyłem się i bezpowrotnie zmieniłem. Teraz ja też nie wyobrażam sobie, żeby to robić na szybko, pod presją czasu i we frustracji. To nie ma sensu.  

Zauważyłem, że Milenka lubi całować się i być całowana. Czasem lubi pocałunki czułe i delikatne, innym razem namiętne, wręcz natarczywe. Dobre całowanie jest sztuką, która smakuje i wprowadza odpowiedni nastrój. I nie mówię tylko o pocałunkach w usta. Pragnie, by jej całe ciało było pieszczone moimi ustami. Bardzo polubiła pocałunki w najbardziej intymne części cała. Ona lubi seks oralny. W sumie sam ją tego nauczyłem. Bo sam kocham całować jej ciało - wszędzie. Dla mnie i dla niej to olbrzymia przyjemność. Wtedy daje mi siebie i zatraca się w tym, bo mi ufa. Mówią mi o tym reakcje jej ciała, w które zawsze z uwagą się wsłuchuję. Początkowo była nieśmiała, ale kiedy zaufała mi, otworzyła się, bo zrozumiała, że może mi delikatnie dawać znać o wszystkim, co bardzo lubi. I znajdzie zrozumienie i spełnienie. A bardzo lubi pieszczoty. Jest oczywiste, że kobiety rozbudzają się wolniej, niż mężczyzna. Dlatego tak ważne jest, żeby nie spieszyć się i dać jej czas. I pieszczoty. Przede wszystkim bardzo delikatne pieszczoty. Pamiętam o tym, że to mężczyźni lubią mocniejsze dotykanie niż kobiety. Zwłaszcza tam... Dotyk i jego delikatność, przez którą niosę swoje uczucie i szacunek dla niej, a miłość dla jej ciała jest kluczowy. Jeśli już jej dotykam, muszę być w pełni skupionym na tym, co robię. Tak więc z mojej strony podstawową sprawą jest uważność. Wyczulenie na jej potrzeby i reakcje. Najprościej: moja przyjemność ma być dla Milenki rozkoszą. Kluczowe jest uważne obserwowanie reakcji Milenki na pieszczoty, eksperymentowanie i podążanie za sygnałami wysyłanymi przez jej ciało. Czyli porozumienie osiągnięte przez bliskość i dotyk, a nie dzięki słowom. Rozumienie poza słowami. W tym jest absolutna szczerość z obu stron. Nie jestem żadnym super kochankiem. Popełniam masę błędów, bo jestem tylko zwykłym chłopakiem, który jednak cały czas się uczy przez uważność. Jestem wyczulony na jej potrzeby, także podczas kochania. Jestem nastawiony na dawanie, ale żeby dać to, co Milenka oczekuje, wsłuchuję się w język jej ciała, czuję jej reakcje i wciąż się jej uczę. To wspaniała droga, bez końca. Dzięki temu, jak zauważyłem, za każdym razem, kiedy się kochamy, jest trochę inaczej, i zawsze jest super. I nawet w największym miłosnym uniesieniu nigdy nie zapominam, że najważniejsza jest ona. Że mam jej dawać siebie, a nie brać. Wiem, że i tak wynagrodzi mi to stokrotnie. I jeśli robię jakieś błędy, a robię, uważne czucie reakcji Milenki daje możliwość korekty, zmiany w taki sposób, by była to dla niej radość i przyjemność. Nawet w największym zatraceniu w kochaniu nigdy nie zapominam o uważności. O tym, że kocham się z najważniejszą dla mnie na świecie osobą. Widzę, że z jej strony jest podobnie. Odkryłem przy tym tajemnicę: Milenka nie kieruje się, tak jak ja, uważnością. Kobiecą domeną jest intuicja i ona temu zwierza. Ja nie mam tak wykształconej intuicji. Ale rezultaty są podobne. Myślę, że nasze relacje są zdrowe w tym zakresie, bo potrafimy uczyć się nawzajem i doskonalić. Przy Milence nauczyłem się bardziej kontrolować swoje ciało. Zauważyłem, że u mnie szczytowanie przychodziło wcześniej, niż u niej. Dlatego musiałem się nauczyć, jak u siebie opóźniać ten kulminacyjny moment. Ona mi w tym pomaga. I teraz udaje się nam tak kochać, że jej orgazm i moje szczytowanie zwykle zbiegają się w czasie. To fantastyczne tak przeżywać kochanie. I naprawdę się da to zgrać. Po pewnym czasie jakoś samo tak wychodzi. To cudowne i piękne. Ale, żeby coś robić dobrze, wymaga to nauki i doskonalenia. We wszystkich dziedzinach, i w kochaniu też. Jak to w życiu.

Dla Milenki ważna jest świadomość, że jest bezwarunkowo kochana. To dla niej paliwo, energia do działania. Jest piękna i wyjątkowa. I chyba lubi, zwłaszcza podczas kochania, kiedy to usłyszy. Prawda jest taka, że lubi wtedy komplementy. Ja nie mam z tym problemów – po prostu mówię jej prawdę o niej. A że są to komplementy, to wynika z tego, że ona taka jest.

Bardzo, bardzo dla Milenki jest ważny czas „po seksie”. Odczuwa wtedy przyjemne zmęczenie. Widzę, że w tym czasie ponad wszystko potrzebuje mojej czułości - nieraz rozmowy, przytulenia, dotyku, wsłuchania się w bicie naszych serc. Może to głupie porównanie, ale trochę jak dziecko, które pragnie przytulenia od mamy. I to nie przez chwilę, ale przez dłuższy czas, żeby w moich ramionach jej organizm wyciszył się, doszedł do siebie po emocjach i wysiłku kochania się, żeby czuła ciepło i miłość. Oboje wtedy odczuwamy odprężenie, zadowolenie i spełnienie. Ja też uwielbiam wtedy się do niej przytulić. Potrafi zwinąć się w kłębuszek, zamknąć oczy i przylgnąć do mojego ciała. Ona bardzo lubi potem zasnąć przy mnie, śpi wtedy spokojnie, mocno i ufnie. Jest to piękne. Mam wtedy poczucie, że jestem dla niej kimś bardzo potrzebnym, komu oddaje się w opiekę z pełnym zaufaniem. Czuję się taki... nie wiem, jak to powiedzieć... dumny. Tak właśnie jest teraz.  

Od chwili, kiedy z mojej winy zginęła moja ukochana Siostrzyczka, Joasia, chcę się zabić. Mam depresję, skłonności samobójcze. Chodzę do psychologa. Dzisiaj po raz pierwszy od bardzo długiego czasu przez cały dzień nie myślałem o samobójstwie. Zapomniałem o depresji. Cieszyłem się miłością Milenki i miłością do niej. Takiego dnia nie miałem od lat. Wiem, że Joasia by zaakceptowała Milenkę, znała ją przecież i lubiła. Milenka uświadomiła mi, że może warto żyć, że mam dla kogo i po co. I jakbym czuł, że przez chwilę Asia jest przy mnie, że chce, bym był z Milenką. Na zawsze. Że to akceptuje. Bo Asia zawsze chciała, żebym był szczęśliwy.
- „Dla Milenki warto żyć. Chcę żyć” – pomyślałem. Wiążąc się z nią wziąłem przecież odpowiedzialność za jej życie. Samobójstwo byłoby ucieczką i unieszczęśliwieniem wspaniałego człowieka, którego z duszy i serca kocham. Kiedy to sobie w tej chwili uświadomiłem, zrozumiałem, jaki byłem do dziś głupi i egoistyczny. Spojrzałem na nią. Mocno spała, uśmiechała się przez sen i przytulała się do mnie. I co ja sobie myślałem? Ona nie jest zabawką. Jestem jej przyszłością. Kocha mnie od szkoły podstawowej, jej miłość jest sprawdzona i mocna, robi wszystko, żebym wrócił do zdrowia psychicznego. I wiąże ze mną swoje dalsze życie. A ja jestem cholernym egoistą, zapatrzonym jedynie w siebie. Mam najwspanialszy skarb, o jakim nawet trudno innym marzyć, i nie potrafię tego docenić. Delikatnie, z miłością pocałowałem ją w czoło. Dzisiaj chyba zaczynam nowe życie. Mam świadomość, że moja Siostra zginęła przeze mnie. Niech mi Bóg wybaczy. Zawsze będę Malutką kochał, i może, jak powiedziała moja Milenka, będę znów mógł ją widzieć w mojej i Milusi córeczce, kiedyś, w przyszłości. Ile ja czasu straciłem! Ile pięknych dni zabrałem Milence, która zamiast ze mną cieszyć się każdą chwilą, patrzyła miesiącami, ba! - latami na moje cierpienie i sama cierpiała. Zapatrzony tylko w swoje cierpienie nie widziałem, jak ona przeze mnie cierpi. Bo mnie kocha. Asiulek na pewno by nie chciał, żeby cierpiała Milenka i żebym ja cierpiał. Jak ja Milence to wynagrodzę? Gdzie ja mam rozum?! Jakim ja jestem kretynem...

Milenka.
Bardzo, bardzo Ciebie kocham.  
Dla Ciebie warto żyć.

Marcin123

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 15131 słów i 82950 znaków.

7 komentarzy

 
  • papcio

    To bylo po prostu piekne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • Marcin123

    @papcio - bardzo Ci dziękuję, miło mi, że "poczułeś" ten szkic. Serdecznie pozdrawiam.

  • ...

    Dziwnie się czuję po tym opowiadaniu. xD
    Mam na myśli to, że jest spora zbieżność pomiędzy bohaterami, a moim życiem.  
    Miałam znajomą Asię i sama jestem Mileną...whatever.
    W każdym razie miło się czytało!

  • Marcin123

    Witaj...Milenko. W pierwszej chwili serce we mnie drgnęło, ale Milenka to nie jest prawdziwe imię mojego Szczęścia - ma podobne. Czy data 28.08.2015 (piątek) coś Ci mówi? Jeśli tak, napisz na prv. Miło mi, że przeczytałaś.

  • ...

    @Marcin123
    Nie wybacz, to jednak przypadkowe podobieństwo.

  • Marcin123

    @... Serdecznie pozdrawiam! - Marcin.

  • ...

    @Marcin123  
    Ja również. : )

  • Deko

    Mati, wróciłam. Po co ci to pisanie? To nic nie zmieni.

  • Marcin123

    Wiem. Odejdź, proszę.

  • gejorg

    subtelne ,cudowne,mzna sie zakrasc i byc w tym swiecie opisow bo to napisane tak obrazowo mmmrrr piekne.

  • Marcin123

    Gejorg, bardzo Ci dziękuję, że znalazłeś chwilę czasu i przeczytałeś. Pozdrawiam - Marcin.

  • Ki_nia

    Absolutnie fenomenalne!!!!!!!

  • Marcin123

    Ki_nia, cieszę się, że "poczułaś" klimat tego szkicu. Miło mi, że podobało Ci się. Pozdrawiam serdecznie.

  • Margerita

    łapa w górę przeczytałam i mi się podobało

  • Marcin123

    Margerita, cieszę się, że Ci się podobało. Dziękuję.

  • PLMatrix

    Czekam na kolejna cześć opowiadania,bo bardzo pięknie napisane i powalające

  • Marcin123

    Bardzo Ci dziękuję. Nie wiem, czy będzie następna część... ale są poprzednie, bo w sumie piszę o sobie. To nie opowiadanie, tylko jeden ze szkiców, które piszę w ramach terapii.