In the darkness 03 cz.2

Kolejny dzień spędzony w zamknięciu chyba nie wpływał dobrze na moją psychikę. Miałam wyznaczony czas na korzystanie z łazienki, a do tego nie było gorącej wody pod prysznicem. Nie przeszkadzało mi to, ponieważ i tak ledwo co wyczuwam różnicę temperatury, ale brak gorącej wody pozbawia mnie resztek człowieczeństwa.

Straciłam rachubę czasu. Ile tu już siedzę? Tydzień? Dwa? Nie wiem.
Przetrzymują mnie w pokoju bez okien i klamek, jakbym już zwariowała, a do tego jest blisko. Bardzo blisko.

Obecnie wpatruję się w szare ściany celi, powoli zachodzące grzybem. Na moim "łóżku" kręcił się właśnie wielki karaluch. Głęboko odetchnęłam czując ciarki przechodzące mi po plecach. Rozprostowałam palce z paroma pyknięciami i skierowałam promień światła na mojego gościa, który zajął mi miejsce. 3...2...1... i razem z karaluchem wypaliłam dziurę w łóżku.
- Fuj. Moglibyście bardziej dbać o standardy czystości. - Powiedziałam do pustej przestrzeni w pokoju. Doskonale wiedziałam, że jestem podsłuchiwana i nagrywana. Zero prywatności. Może przynajmniej w łazience nie ma kamer? Nieważne. I tak tam ciągle panuje mrok.
W wolnym czasie bawię się metalowymi obiektami w celi i rzucam nimi o ścianę z głośnym brzękiem. Tylko to mnie rozbudza.
Próbowałam sobie coś przypomnieć przez ostatni czas, ale myśl uciekała zanim zdążyłam się jej uczepić. Bardzo trudno jest walczyć z zanikami pamięci. Z jakiegoś powodu pamiętam Luka, ale tylko z okresu przebywania w Podziemnym Mieście. Tamto miejsce posiadało ogromną moc, a ja je zniszczyłam. Być może zniszczyłam również moją jedyną drogę do domu. Istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że w okolicy znajduje się jeszcze jeden portal.

***

- Co z nią zrobimy? - Zapytał się donośnym głosem Black. - Nie możemy jej tu przetrzymywać w nieskończoność! Jeśli się uwolni, to pozabija nas i nasze rodziny. - Po sali przebiegły oburzone szepty.
Bardzo chciałem się sprzeciwić słowom tego idioty, ale nie mogłem. Eve już nie jest tą samą osobą, którą kochałem. Stała się zimną istotą, potrafiącą uśmiercić każdego w przeciągu kilku sekund. Próbowała nawet zabić mnie. Starałem się jej unikać, ale Black chyba specjalnie przydzielił mnie do oddziału odpowiedzialnego za pilnowanie jej.
Od naszego pożegnania minęło już sporo czasu. Od tamtego zdarzenia bardzo się zmieniła. Niegdyś była często uśmiechniętą, wysoką szatynką, która potrafiła wszystkich wysłuchać, ale często się buntowała. Śniada cera idealnie współgrała z kolorem jej piwnych oczu. A jej usta były słodkie niczym miód. Od pobytu w Podziemnym Mieście stała się blada jak śmierć, na jej twarzy nigdy nie gościł uśmiech, a oczy poczerniały, tak jak jej charakter. To już nie jest moja Eve.
- Ktoś się sprzeciwia?! - Zagrzmiał Black.
Zupełnie nie wiedziałem o czym mowa.
- Przepraszam, o czym mówił teraz dowódca? - Zapytałem się wysokiego mężczyzny stojącego obok mnie.
- Właśnie padła propozycja, a raczej stwierdzenie, że należy unicestwić tę dziewczynę.
Powinienem zignorować ciszę na sali. Powinienem zignorować również to, że dziewczyna, na której mi kiedyś zależało po prostu zginie i będę miał jeden kłopot z głowy.
- W takim razie egzekucja dokona się jutrzejszego dnia, wraz z Dniem Wyzwolenia, a wykona ją jeden z naszych żołnierzy.
Dzień Wyzwolenia, to data, którą ustanowiliśmy, aby przypomnieć dalszym pokoleniom, że wtedy wyszliśmy na powierzchnie i ponownie ją osiedliliśmy. Od kiedy Eve zniszczyła Podziemne Miasto wybuchem swoich mocy, nie widziano żadnego demona, prócz niej samej. Przez trzy miesiące grupy uzbrojonych ludzi odnawiały domy mieszkalne, a już jutro będziemy mogli w nich zamieszkać. Oczywiście będziemy musieli jeszcze trochę je ulepszyć, bo wszystko było robione na szybko. Odtworzymy świat na nowo.
Ludzie zaczęli się wysypywać z sali jeden po drugim, więc ja też ruszyłem do wyjścia.
- Callum! - Usłyszałem za sobą donośny głos Blacka. - Podejdź tu na chwilę!
Zacisnąłem dłonie i ruszyłem ku temu zarozumiałemu idiocie.
- Tak, sir? - Powiedziałem i stanąłem na baczność.
- Daruj sobie. Nikogo już tutaj nie ma.
Rozejrzałem się na boki w poszukiwaniu jakiejkolwiek żywej duszy, ale nikogo nie było, nawet woźnego.
- Pewnie zastanawiasz się, dlaczego Cię zawołałem?
- Nie bardzo.
- A więc już się domyślasz o co chodzi?
- Chyba tak. - Przełknąłem gulę w gardle wyczekując potwierdzenia moich myśli.
- Przez ostatni czas byłeś bardzo dobrym żołnierzem. Nie wiń mnie za to, że przydzieliłem Cię do grupy zajmującej się tą dziewczyną, ale wydawało mi się, że będziesz odpowiedni do wykonania tego zadania. - Zrobił krótką przerwę i odetchnął. - Doskonale wiemy, że ją uwolniłeś, ale twoje winy zostały odkupione.
- Dzięku...
- Prawie. - Wpadł mi w słowo. - Aby dowieść swojej lojalności, to właśni Ty będziesz tym żołnierzem, o którym mówiłem na zebraniu.
Moje przypuszczenia sprawdziły się. Starałem się nie okazywać jakichkolwiek emocji. Black starannie badał moją twarz.
- Dobrze. Zrobię to.
- Jestem zadowolony z tej odpowiedzi. Teraz idź już do swojej kwatery. Wszyscy musimy się przygotować na jutrzejszy dzień!
Po tych słowach oddalił się z rechotem do wyjścia.

______________________________________________________
Od razu piszę, że to już ostatnia seria ''In the darkness''. Nie chcę Was tym dłużej męczyć, albo robić drugiej ''Mody na sukces'' ;)

iza0199

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 990 słów i 5696 znaków.

1 komentarz

 
  • Gabi14

    Hahaha xD super część :D