In the darkness 02 cz.8

- Powiedz mi kim ona była!
Ojciec zmierzył mnie zimnym spojrzeniem.
- Dobrze powiedziane... - Mruknął pod nosem. - Była.
Kolejne wyzwisko skierowane pod jego adresem zamarło mi na ustach.
- A-a-ale jak to? Przecież... przecież widziałam jak przechodziła przemianę. - Odezwałam się odrobinę mniej zbulwersowanym tonem.
- Dobrze widziałaś. Niestety utraciła wcześniej za dużo krwi. Zgon nastąpił w środkowej fazie procesu przemiany.
- Kto jej to zrobił? - Rzuciłam ni stąd, ni zowąd. - I odpowiesz mi wreszcie kim ona do jasnej cholery była?!
W pokoju zapadła martwa cisza. Poczułam iskry zbierające się w moich rękach. Dlaczego nie? Przecież jest zarozumiałym dupkiem, a ja nie dbam już o to co się ze mną stanie. Mam go już dość, mimo to, iż jest moim niedawno odnalezionym ojcem.
Siłą woli zebrałam wystarczający ładunek na unicestwienie demona w krótkim czasie i wycelowałam w jego stronę dłonie, niby od niechcenia, gdy nagle w drugiej części komnaty usłyszałam upiorny krzyk. Demony chroniące pałacu przemieniły się w czarne, smukłe sylwetki pędzące w moją stronę z zawrotną prędkością, ale było już za późno. Jaskrawa błyskawica wystrzeliła z moich rąk. W oddali słychać było już tylko skwierczenie przypominające bekon na patelni, tylko nie było czuć tego wyśmienitego zapachu.
Może upłynęły trzy sekundy, może mniej, ale i tak poczułam mocne uderzenie w lewy bok, dzięki któremu przeleciałam pięć metrów i uderzyłam o ścianę. Powietrze wyleciało mi ze świstem z płuc i nie mogłam zaczerpnąć oddechu. Dusiłam się. Obraz zaczął mi się zamazywać. Podpełzłam kawałek w stronę drzwi, niestety chwilę później czarny obraz zasłaniał mi już po części rzeczywistość. Jeszcze chwilę przed upadkiem w czarną otchłań usłyszałam głos Luka.

***

- Gdzie my jesteśmy?
- Niedaleko. - Odparłem ze znudzeniem w głosie. - A obchodzi Cię to w ogóle? I tak wiem, że tylko pragniesz wrócić do MBD, zrobić sobie kakałko - choć dawno zniknęło z naszych zapasów - i położyć się spać z ulubionym misiem.
Vic obrzuciłam mnie jednym ze swoich spojrzeń, pt. ''Oderwę Ci głowę i wrzucę ją do wrzącej lawy, a resztę Twojego ciała będą zjadały piranie''. Uroczo wtedy wyglądała, jak na gotową do popełnienia morderstwa. Nasze charaktery się gryzły ze sobą, ale potrafiliśmy współpracować.
- To może inaczej. - Syknęła przez zaciśnięte zęby i przyparła mnie do muru. Jedną ręką trzymała mnie za gardło, co bardzo utrudniało oddychanie. Próbowałem się wyrwać, ale jak na dziewczynę okazała się być zaskakująco silna. - Teraz mi ładnie odpowiesz na moje pytania. W jakiej części miasta jesteśmy i kiedy według Ciebie powinniśmy być na miejscu? - Puściła mnie, a ja łapczywie zaczerpnąłem świeżego powietrza. - I jeszcze jedno. Jak planujesz zniszczyć całą armię demonów i uratować oddział, o ile w ogóle jeszcze żyją.
Pomasowałem się po szyi i odchrząknąłem nie spiesząc się z odpowiedzią.
- Po pierwsze. Jesteśmy w zachodniej części miasta, a sygnał z urządzenia słabnie, co oznacza, że jesteśmy coraz bliżej celu. Po drugie. Nie wiem, nie mam żadnego planu. Będę improwizował.
- Improwizował?! Jesteś kompletnym debilem! Zabierasz mnie na pewną śmierć! Dlaczego nie mogliśmy iść do MBD po wsparcie? Cała organizacja COPIN na pewno by nas wspomogła! Powiedz mi dlaczego? Dlaczego?! - Popchnęła mnie ze łzami w oczach na ten sam mur. Chwilowo nie potrafiłem złapać oddechu, ale za chwilę sytuacja się ustabilizowała. Vic histerycznie płakała oparta o ścianę starego budynku, z którego sypał się tynk. Nie wiedziałem co mam zrobić. Byłem pewien, że potrafiłaby tak jeszcze przez wiele godzin, a nie mieliśmy czasu do stracenia.
Nagle wpadłem na pewien chory pomysł, którym zapewniłem sobie długą i bolesną śmierć.
Wstałem i podszedłem do zapłakanej Vic łapiąc ją za ręce, aby mnie nie uderzyła. Oczywiście próbowała. Przełknąłem gulę w gardle na myśl co właśnie zamierzałem zrobić i pocałowałem ją. Jej usta miały słony smak łez. Niemal natychmiast płacz ustał, a ja poczułem bardzo, bardzo mocne uderzenie w policzek. Nawet nie zauważyłem, kiedy wyrwała rękę. Była silna.
- Co ty kurwa odpierdalasz?!
Zaśmiałem się ochryple pocierając policzek, ale był to najwyraźniej wielki błąd. Poczułem pieczenie na drugim.
- Możesz przestać? Nie potrafiłbym uderzyć kobiety, a wiedziałem, że przynajmniej nie będziesz już taka rozhisteryzowana.
Nastąpiła niezręczna cisza, ale na szczęście Vic nie obrzuciła mnie kolejnym zabójczym spojrzeniem. Zamiast tego bardzo entuzjastycznie wstała i zwróciła się do mnie.
- Nie mam wyjścia. Pogodziłam się już z tym, że zginę i nie próbuj mi wmówić, że nie. Pójdę tam z Tobą i zniszczę tyle demonów ile tylko zdołam, a później, aby nie zostać jednym z nich, zafunduję sobie kulkę w łeb. - Powiedziała wskazując z zimnym uśmiechem na twarzy zwykły pistolet zawieszony przy biodrach.

_________________________________________________________________
Od razu zapowiadam, iż Callum i Vic nie będą razem, ani nie będzie żadnego przelotnego romansu ;) Mam nadzieję, że ta część przypadła Wam do gustu :D

iza0199

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 982 słów i 5398 znaków.

7 komentarzy

 
  • Gabi14

    @meska zdziwisz się 3:D

  • meska

    Niech tylko Eve nie bedzie z Callumem, bardziej pasuje do niej Luk i ta przeznaczona jej natura:)

  • Gabi14

    Hahaha xD

  • iza0199

    Oj tam xp nie ma się czego czepiać :D

  • Gabi14

    A ty masz inne cechy charakteru niż psychopatyczne??? O,o

  • iza0199

    Wieeem :D ale Vic ma tylko psychopatyczną cząstkę mojego charakteru <3

  • Gabi14

    Vic jest tobą, ty jesteś Vic. Takie samo spojrzenie zafundowałaś dzisiaj Mateuszowi :D